Subskrypcja



Szukaj





Fikcyjna kwatera w Zakopanem: pierwszy turysta oszukany

Turysta z Krakowa szukał w internecie noclegu na sylwestra w Zakopanem. Znalazł ofertę kwatery przy ulicy Za Strugiem. Niestety była to kwatera-widmo.


Mężczyzna po znalezieniu oferty w internecie zaraz przelał pieniądze na podane tam konto. Zaliczka wynosiła 450 zł. Po przyjeździe do Zakopanego okazało się, że wskazany numer posesji nie istnieje. Sprawa trafiła na policję.

W poprzednich latach w podobny sposób zostało oszukanych kilkadziesiąt osób z całej Polski.

Policja ostrzega, by przed zapłaceniem pieniędzy dokładnie sprawdzić, czy nie mamy do czynienie z oszustwem - szczególnie w okresie świąteczno-sylwestrowym. Gdy w internecie natrafimy na atrakcyjną cenowo ofertę najlepiej rezerwacji dokonać telefonicznie, a opłatę uiścić już na miejscu.




Komentarze


(kiedy jest to możliwe, sugerujemy podpisanie się)

(podaj jeśli chcesz być powiadamiany o nowych wypowiedziach w tym wątku, Twój e-mail nie jest ujawniany publicznie, ani nikomu udostępniany)



Tagi:


Komentarze:

Nieistniejące noclegi w Zakopanem [2011-01-05 14:22 83.13.240.*]
rezerwując nocleg w biurze podróży nie dość, że zapłacimy dokładnie tyle samo ile w obiekcie to mamy pewność, że jak przyjedziemy do Zakopanego to nasza kwatera będzie na 100% odpowiedz »

Nieistniejące noclegi w Zakopanem [2011-01-05 15:30 80.48.185.*]
Nie do końca jest tak. Dam swój przykład, otóż z biurami jest tak, że aktywizują się się tuż przed sezonem nie widząc nas-hotelarzy poza sezonem. Efekt jest taki, np w moim przypadku (jestem właścicielem hotelu trzygwiazdkowego w miejscowości narciarskiej) jak zgłaszają się biura na pobyty zimowe oczekując, co jest normalne prowizji za skierowanie ja oferuję limit jaki wyrobili w innych okresach. Niestety te wyniki są zerowe. Ja z kolei prowadzę swoją kampanię reklamową i pracuję nad tym, żeby dotrzeć do klienta. Poco zatem mam obniżać swoje dochody. Z zimą radzę sobie doskonale. odpowiedz »

odp do własciciela hotelu 3* [2011-01-07 03:08 109.243.54.*]
żenujące " typowe " polskie myślenie / ja uwazam ze poziom polskich hoteli w negocjacjach ceny jest na żałosnym poziomie wolę pracować z czeskimi hotelami gdzie mam zawsze prowizje i Klient płaci tyle samo co by zapłacił bezpośrednio , a biuro podróży jest instytucją charytatywną ? drogi PANIE HOTELARZU też ma koszta utrzymania , obniżajcie ceny po sezonie to będziecie mieli większe obłożenie proste jak drut, wiele obiektów w górskich miejsowsciach prowadzą ludzie z przypadku lub ludzie nie majacy podstawowych pojęć o marketingu .... poziom wielu obiektów w górach nadaje się do programu typu gessler ale w brańży noclegowej, negocjacje cen z polskimi hotelami to horror i jak za komuny w większości ceny sa z cennika a zniżki to temat prawie nieznany , bo u nas trzeba nachapać się łychą i szybko a nie łyżeczką ... ale wolny kraj odpowiedz »

hotel - biuro podróży [2011-01-07 22:57 83.4.67.*]
Ja mam przykre doświadczenia z biurami podróży. Oto jedno z nich: po maksymalnym obniżeniu ceny dorzuciłam jeszcze ognisko z poczęstunkiem gratis. A biuro policzyło za nie klientowi po 8,00 pln od osoby. Po analizie ceny całej imprezy okazało się, że biuro dorzuciło do mojej ceny 50%. Impreza miała być promocyjna, cenowo atrakcyjna. Ale wierzę, że są biura, z którymi można współpracować z korzyścią dla obu stron (czyt. "bez nachapania łychą i szybko") i ku zadowoleniu klienta. A koszt utrzymania hotelu jest niewątpliwie znacznie wyższy niż utrzymania biura. odpowiedz »

hotel - biuro podróży [2011-01-08 12:44 80.48.185.*]
Ja miałem trochę inne zdarzenie. Jedno z biur prezentowało moją ofertę na swojej stornie, sprawdziło dostępność i zakupiło za 10% prowizji (nie mamy ,żadnej umowy). Kiedy Gość zjawił się w moim hotelu, zobaczył dostępną dla wszystkich ofertę zażądał ode mnie zwrotu 100zł usiłując mi wmówić, że biuro jest moim przedstawicielem i nie może pobierać wyższych stawek. Jak się okazało biuro doliczyło sobie 100zł za skierowanie. Tłumaczyłem, że reklamować musi w miejscu zakupu, że nie mamy żadnego przedstawicielstwa a naszą ofertę prezentujemy na wielu serwisach internetowych, mamy własną stronę i każdy może kupić usługę bezpośrednio ale i biura też mogą kupić na rzecz klienta. Nie chodziło mi o 100zł ale sam fakt, że kobieta była tak kategoryczna w żądaniach-niesłusznych, że po prostu odmówiłem. Cyrk był niesamowity bo przez 10 dni nie odzywała się do nas i szukała haków. Najpierw narzekała na pokojową, że nie posprzątała. Jak interweniowałem, że okruchy z chleba pochodzą z kanapek, które notorycznie wynosiła z restauracji to się uciszała. Na koniec podała nas do sanepidu, że stosujemy jednorazowe prześcieradła,które powinniśmy zmieniać codziennie. a my zmienialiśmy co 3 dni. Panie z sanepidu zdziwione przyszły na kontrolę (znają nasz obiekt i nasze podejście do gości) kazały pokazać prześcieradła jednorazowe. Uśmieliśmy się wszyscy wysłuchały opowieści o unikalnym gościu i poszły.
Niby gościom należy ulegać ale ja jestem nieco innego zdania. Znam swoją pozycję, wartość, niedociągnięcia i wiem do jakiego momentu pozwalam gościowi po sobie jeździć. Po przekroczeniu tej bariery, jestem jestem po drugiej stronie i stanowczo stoję po swojej stronie. Wiem już, że to nie jest mój klient i jest mi obojętne. Nie zdarzają się takie sytuacje często ale na moją 15 letnią praktykę zdarzyło się kilka razy. Książkę bym napisał o różnych zachowaniach klientów hoteli.
POzdrawiam
Hotelarz3*
odpowiedz »

co za chore argumenty hotelarzy [2011-01-08 19:48 46.112.144.*]
każda usługa to umowa z Klientem , jeżeli w biurze podróży podpisuje umowę to ma cenę i jak ja akceptuje to jego problem że bezpośrednio jest taniej i to tyle. Na zachodzie wszędzie przez porównywarki cenowe można zobaczyć na 1 nocleg w danym hotelu - i ten sam zakres swiadczeń np. BB ceny np na stronie hotelowej jest 30 euro - w necie mozna znależć tą sama usługę np od 20 do 50 euro - wolny rynek.... odpowiedz »

chore argumenty hotelarzy? [2011-01-09 08:35 83.7.230.*]
Nie widzę nic chorego w podaniu przykładów, z którymi spotkaliśmy się w naszej praktyce hotelarskiej i nie są one argumentami, lecz obroną przed nieprzychylnym komentarzem pod naszym adresem ("i jak za komuny w większości ceny są z cennika, a zniżka to temat prawie nieznany, bo u nas trzeba nachapać się łychą i szybko a nie łyżeczką"). Natomiast odnośnie rezerwacji bezpośrednio w hotelu czy przez biuro zgadzam się z wypowiedzią: klient podpisał umowę z biurem, zaakceptował cenę, to jego decyzja. Nie tracił czasu na siedzenie przed kompem, wyszukiwanie ofert, wysyłanie zapytań i pieniędzy na rozmowy telefoniczne. Biuro zrobiło to za niego, a klient za to płaci. Proste. Współpraca biura z hotelem, to jest inny temat, chociaż oczywiście jej konsekwencje ponosi klient. Bardzo ważne jest uświadomienie sobie zarówno przez pracowników biur jak i hotelarzy, że zadowolony klient powinien być ich wspólną troską. Zawyżona marża biura spowoduje, że część potencjalnych klientów danego hotelu nie zechce do niego przyjechać, bo uzna, że to hotel jest za drogi. A niezadowolenie z usług tego hotelu przełoży się na niezadowolenie z usług biura, które ten hotel poleciło. Też proste. Ja jako hotelarz jestem skłonna dać taki upust dla biura, by cena bezpośrednio u mnie lub w biurze była dla klienta jednakowa, lub tylko nieznacznie wyższa. Ale coś za coś. W zamian oczekuję gwarancji wykupienia określonej ilości noclegów.
Gościniec AMiG na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, Anna Banach
odpowiedz »

chore argumenty hotelarzy? [2011-01-09 08:57 80.48.185.*]
Zgadzam się. Nie żeby pastwić się nad biurami turystycznymi ale, żeby dyskusja pomykała, dopowiem ze swoich doświadczeń. Czasem biura zgłaszają się z propozycjami cenowymi za imprezę, że ręce opadają. Nie wiem czy dać jeść czy zabrać nocleg, bo brakuje i na to i na to. Oczywiście nie dochodzi do współpracy ale zastanawiam się czy takie biuro ma pojęcie o kosztach prowadzenia hotelu, zorganizowania imprezy. Myślę, że pęd, żeby kupić imprezę i wykosić konkurencję jest nieracjonalny. Nieracjonalne jest również balansowanie na ostrej granicy opłacalności. Zawsze są nieprzewidziane sytuacje i żeby impreza się udała wykonawca czy organizator musi uruchomić rezerwę bez dyskusji. Ten dyskutant z komunistycznymi cenami chyba wyskoczył z głębokiego snu.
POzdrawiam brać
hotelarz 3*
odpowiedz »

chore argumenty hotelarzy? [2011-01-09 09:24 83.7.230.*]
Ja w takich przypadkach odpowiadam: Obawiam się, że usługa w tak niskiej cenie nie spełni oczekiwań klienta, a ja nie mogę sobie pozwolić na tak znaczne obniżenie poziomu świadczonych usług. Wprawdzie zdarzyło mi się raz, że podczas jakiegoś wyjątkowo dużego ruchu turystycznego uległam naleganiom biura i przyjęłam imprezę w bardzo niskiej cenie, ale szczegółowo uzgodniłam warunki i poprosiłam o ich podpisanie przez klienta biura. U mnie na miejscu goście nie mieli żadnych zastrzeżeń co do otrzymanych świadczeń z jednym wyjątkiem: o poziomie usług biuro nie poinformowało swojego przewodnika. Ale klienci wyjechali zadowoleni. Też nie chcę się czepiać biur, ale pamiętam oburzenie z jakim spotkała się moja prośba o podpisanie poziomu usług. Dopiero argument, że to zabezpiecza zarówno mnie jak i biuro przekonał jego właściciela. Po prostu klient musi wiedzieć za co płaci.
AMiG
odpowiedz »

chore argumenty hotelarzy? [2011-01-09 17:15 80.48.185.*]
Ja to rozumiem. Dla mnie najważniejsze jest odczucie klienta. Nie rywalizuję z biurem o klienta ale jeśli z biurem układam imprezę to używam swojego skromnego doświadczenia, nie na skróty i nie jakoś tam będzie. Nie ulegam również namowom, że skoro mam pusto to lepiej coś zrobić. Nie, jeżeli mi nie wystarcza środków na zrealizowanie na dobrym poziomie to w to nie wchodzę. Ale jeżeli wchodzę w wynegocjowane warunki to nie kombinuję jak coś w trakcie uczknąć. Spotkałem się z biurem, które chciało opędzić młodzież mielonym (nie mam nic do naszych mielonych) przecież i tak nie zjedzą. Wiem, 50% podanych dań młodzieży wyrzucam, ale dać trzeba i ma wyglądać należycie. Ach!!!! ile by się na ten temat powiedziało. Czasem klnę ale wszystkie zła załagodzi klient, który wraca i mówi "tęskniłem za wami", "jak miło nam do was wrócić", " Jak w domu" itp. i w drzwiach misiaczek z całą rodziną, jak widzi się jak dzieci klientów rosną na naszych oczach, jak godzinami wieczorem gramy w darts'a, kłócimy się, docinamy sobie, pijemy piwko przy ogólnej radości. Nowi goście kiedyś zapytali czy to rodzina do nas przyjechała. Praktycznie nie wiedziałem co powiedzieć. Żadna odpowiedź nie pasowała i każda pasowała. Jest to cudowne doznanie i czasem gratisy potokiem sypiemy. I to jest to.
POzdrawiam serdecznie bo się rozkleiłem
Hotelarz3*
odpowiedz »

odp do własciciela hotelu 3* [2011-01-07 09:07 80.48.185.*]
Przepraszam, jeszcze jedno odnośnie tego nachapania się. Jak wybudujesz bądź kupisz sobie obiekt noclegowy, to to pojęcie nachapania się zmieni dla Ciebie znaczenie. Goście zawsze Ci wypomną, że jest taniej w basenie M. Śródziemnym. Tylko, że tam nawet kaloryferów nie instalują a elektryczność pochodzi w 50% ze źródeł odnawialnych. Pracownicy hotelu pracują za 100-200 USD tyle ile trzeba jak jest ruch, odpoczywają po sezonie. U nas w 8 godzinach musi mieć przerwę na papierosa. Szkoda gadać.
Hotelarz 3*
odpowiedz »

odp do własciciela hotelu 3* [2011-01-07 08:56 80.48.185.*]
Nie sądzę, żebym się uczył od Ciebie marketingu. W branży jestem 15 lat więc ostrożnie należy rozmówcę oceniać. To nie odkrycie ameryki, że sezony różnie się wycenia. Ja tylko powiedziałem jak współpracuje się z naszymi biurami turystycznymi z mojego doświadczenia. Jak idzie zima to jest ruch, biura zaczynają dopytywać się o miejsca, mało tego nawet próbują szokować dużymi zamówieniami a potem się wycofują, przerabiałem to. Ja ponoszę duże koszty marketingu więc muszę to odebrać. Ja to rozumiem, że biura nie mają klientów w okresach poza sezonem. Jak ktoś chce wyjechać w kwietni w góry nie musi kupować w biurze tylko dzwoni do hotelu. Zresztą turystyka po Polsce nie wymaga szczególnych zabiegów. Każdy obiekt ma do zaoferowania jakąś atrakcję a i w miejscowościach turystycznych działają biura turystyczne które organizują turystom lokalne atrakcje. Tak to działa. Nie jestem przeciwny współpracy z biurem ale. Znacznie więcej kosztuje wybudowanie i utrzymanie obiektu niż biura. Nie dziw się zatem, że jestem konsekwentny w liczeniu.
Hotelarz 3*
odpowiedz »

Nieistniejące noclegi w Zakopanem [2010-12-31 16:03 188.33.80.*]
dokładnie wiele osob znajduje cos w necie taniego i takie sa efekty / a polak sie chwali wtedy nie jezdze z biurami podrozy sam rezerwuje i tak sie udaje ... odpowiedz »

Nieistniejące noclegi w Zakopanem [2011-01-05 14:21 83.13.240.*]
rezerwując nocleg w biurze podróży nie dość, że zapłacimy dokładnie tyle samo ile w obiekcie to mamy pewność, że jak przyjedziemy do Zakopanego to nasza kwatera będzie na 100% odpowiedz »

Nieistniejące noclegi w Zakopanem [2010-12-31 13:08 80.53.222.*]
Tak to jest jak sie tak załatwia sprawe a mozna normalnie bez dodatkowych opłat na www.ptkrywan.pl odpowiedz »

Nieistniejące noclegi w Zakopanem [2010-12-31 11:32 83.6.229.*]
nikt nie chce szczególnie na sylwestra przyjmować zgłoszenia telefonicznie i czekać aż klient zaplaci na miejscu. ta rada jest bzdurna! lepiej byłoby wprowadzenie tak wysokich kar dla oszustów aby odechciało się następnym takie kombinowanie!!!!
życzę wszystkim pomyślności w nowym roku
odpowiedz »

chore argumenty hotelarzy? [2011-01-09 17:15 80.48.185.*]
Ja to rozumiem. Dla mnie najważniejsze jest odczucie klienta. Nie rywalizuję z biurem o klienta ale jeśli z biurem układam imprezę to używam swojego skromnego doświadczenia, nie na skróty i nie jakoś tam będzie. Nie ulegam również namowom, że skoro mam pusto to lepiej coś zrobić. Nie, jeżeli mi nie wystarcza środków na zrealizowanie na dobrym poziomie to w to nie wchodzę. Ale jeżeli wchodzę w wynegocjowane warunki to nie kombinuję jak coś w trakcie uczknąć. Spotkałem się z biurem, które chciało opędzić młodzież mielonym (nie mam nic do naszych mielonych) przecież i tak nie zjedzą. Wiem, 50% podanych dań młodzieży wyrzucam, ale dać trzeba i ma wyglądać należycie. Ach!!!! ile by się na ten temat powiedziało. Czasem klnę ale wszystkie zła załagodzi klient, który wraca i mówi "tęskniłem za wami", "jak miło nam do was wrócić", " Jak w domu" itp. i w drzwiach misiaczek z całą rodziną, jak widzi się jak dzieci klientów rosną na naszych oczach, jak godzinami wieczorem gramy w darts'a, kłócimy się, docinamy sobie, pijemy piwko przy ogólnej radości. Nowi goście kiedyś zapytali czy to rodzina do nas przyjechała. Praktycznie nie wiedziałem co powiedzieć. Żadna odpowiedź nie pasowała i każda pasowała. Jest to cudowne doznanie i czasem gratisy potokiem sypiemy. I to jest to.
POzdrawiam serdecznie bo się rozkleiłem
Hotelarz3*
odpowiedz »





Ta strona używa COOKIES. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki i akceptujesz regulamin strony. Szczegóły w regulaminie.
OK, zamknij