Subskrypcja





Szukaj







Wyszukiwarka

Obecnie jest zindeksowane 33318 aktualności


Wskazówka: * zastępuje dowolny fragment tekstu!


Archwium aktualności
2008-08-25 do 2008-08-29
(rok 2008, tydzień 35)

Zmień tydzień   Zmień rok

Lista aktualności:

::: 2008-08-25 :::


Turystyka w Polsce stanie się bardziej dochodowa?

Zobacz całość »
Rozpoczyna się wielka kampania promująca turystyczne walory Polski i turystykę w naszym kraju jako biznes. W centrum Warszawy pojawi się 130 billboardów promujących turystykę jako dochodową dziedzinę gospodarki. Podróżujący metrem zobaczą 400 animacji wyświetlanych na monitorach.
Swoją działalność rozpoczął już portal internetowy www.zarabiajnaturystyce.pl, który z założenia ma być kompendium wiedzy dla osób planujących założenie firmy w tej branży. 26 września - rozpocznie się kampania promocyjna polskiej gospodarki i turystyki w CNN International, w czasie której w ciągu 12 tygodni spoty reklamowe zostaną wyemitowane 625 razy. Stacja CNN stworzyła serię programów na temat polskiej gospodarki, polityki, turystyki, kultury pod hasłem - "Eye on Poland " czyli Oko na Polskę. Ich emisja rozpocznie się w przyszłym miesiącu. Treść spotów reklamujących Polskę będzie utrzymana w tajemnicy do 25 września, czyli do czasu rozpoczęcia w Warszawie XVI Międzynarodowych Targów Turystycznych "Warsaw Tour and Travel 2008". Zdaniem prezesa Polskiej Organizacji Turystycznej, turystyka może być źródłem dużych pieniędzy. W czasie konferencji prasowej w Warszawie Rafał Szmytke podkreślił, że wpływy z turystyki wynoszą 6% PKB. W zeszłym roku turyści wydali na noclegi 6,5 miliarda złotych, w restauracjach zostawili natomiast 5 miliardów 300 milionów.
Katarzyna Sobierajska z Ministerstwa Sportu i Turystyki stwierdziła, że chociaż wpływy z turystyki rosną, w zeszłym roku zanotowano 4% spadek przyjazdów do Polski, od kilku lat zmniejsza się również krajowy ruch turystyczny. Według niej jest to spowodowane silną złotówką i wejściem Polski do strefy Schengen, co znacznie ograniczyło przyjazdy ze Wschodu.

Zobacz całość »



Kraków: dworzec autobusowy nie dla aut

Zobacz całość »
Krakowski dworzec autobusowy z pewnością jest niepowtarzalny ponieważ odbierając z niego gościa czy turystę, w jego okolicy nie wolno ani na chwilę zatrzymać się samochodem. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka: strefa, postój dla taksówek, mieszkańcy, mandaty od mundurowych. Nie ma możliwości legalnego dojazdu do publicznego dworca PKS, co jest ewenementem w Europie.
Jak na razie w okolicy dworca: nie wolno np. podjechać samochodem pod główne wejście RDA od strony ul. Bosackiej (obowiązują znaki zakazu), ponieważ, według strażników, ulica jest wąska i nie można jej dodatkowo paraliżować autami. Bez problemu mogą za to parkować tam okoliczni mieszkańcy oraz taksówki, przede wszystkim monopolisty. - I tyle, inne samochody w rejon dworca nie wjadą. No, chyba że Straż Miejska po to, aby karać Bogu ducha winnych ludzi. Żeby podejść po przyjezdnego gościa, auto trzeba zostawić chyba koło ronda Mogilskiego. Taka wizytówka Krakowa na wstępie nie zwiększa mu liczby miłośników - twierdzi Mark Bradshaw, redaktor naczelny anglojęzycznej publikacji o mieście "Krakow Post". Co istotne, podjazdu dla samochodów nie ma również z drugiej strony RDA. Mogą tam na chwile zatrzymać się autobusy MPK, na których potrzeby utworzono nawet specjalną zatoczkę oraz małe rondo.
Projektowane w najważniejszych miastach Europy autobusowe dworce zakładają możliwość tzw. drop offu (czyli możliwości szybkiego podjechania samochodem, zatrzymania się, wyładowania z bagażnika walizek, a następnie szybkiego wyjazdu bądź zawrócenia pojazdu). Chodzi tu przede wszystkim o dworce hiszpańskie, np. Walencja, Sewilla czy Granada, ale też wiele innych europejskich dworców również tych w centrach miast. Chodzi tu nie tylko o podziemne albo okoliczne parkingi, ale również cały system umożliwiający sprawne odebranie nawet spóźnionego turysty czy gościa.
Zdaniem krakowskiej straży miejskiej - Nie jesteśmy od oceny sytuacji, tylko od wykonywania obowiązków. Jeśli samochód zaparkuje źle nawet na minutę, mamy prawo ukarać kierowcę mandatem. Rejon dworca RDA z powodu obowiązywania strefy C jest szczególnie newralgiczny - wyjaśnia Marek Anioł, rzecznik prasowy straży miejskiej w Krakowie, przyznając, że do SM spływa sporo skarg na funkcjonariuszy.

Zobacz całość »



Coraz większe problemy tanich linii lotniczych

Zobacz całość »
Nadchodzi koniec taniego latania, do jakiego przywykli już pasażerowie nie tylko w Polsce. Tani przewoźnicy będą bankrutować jeden za drugim, ceny biletów wzrosną, a pasażerowie nie będą już mogli przebierać w ofertach - przewiduje dziennik "Polska The Times".
Przed końcem roku może zbankrutować co najmniej 30 przewoźników - informuje gazeta, powołując się na prezesa British Airways Willi Walsha. Natomiast Fundusz Inwestycyjny Blue Oar Securities przewiduje, że zimy nie przetrwa 50 przewoźników, a wśród nich wymienia polski PLL LOT i włoskie linie Alitalia.
Włoskie linie mogą być jednym z pierwszych lotniczych bankrutów tej jesieni. Trudne negocjacje na temat przyszłości Alitalia trwają w Rzymie. O możliwości uratowania swojego narodowego przewoźnika, stojącego na skraju bankructwa, rozmawiają przedstawiciele rządu Silvio Berlusconiego oraz grupy kilkunastu włoskich inwestorów z delegacjami związków zawodowych. Porozumienie, które umożliwiłoby powołanie 1 listopada "nowej Alitalii" jest trudne do osiągnięcia.
Inne linie lotnicze już teraz likwidują najmniej opłacalne połączenia i pozbywają się samolotów, wszystko po to aby obniżyć koszty. W ciągu ostatniego miesiąca przewoźnicy zrezygnowali z obsługi kilkunastu połączeń z Polski. LOT wycofał się z obsługi rejsów z Warszawy do Pekinu oraz z Wrocławia do Brukseli, Norwegian natomiast z Warszawy do Birmingham i Kopenhagi. Nawet jeden z największych na świecie tanich przewoźników Ryanair, pod pozorem wysokich opłat lotniskowych wstrzymuje od listopada rejsy z Krakowa oraz Rzeszowa. Według specjalistów przyczyną takiej sytuacji jest: droga ropa i konkurencja.
Początkiem tego, co może się wkrótce dziać prawie codziennie, jest dramat 150 pasażerów należących do LOT-u tanich linii Centralwings, którzy próbowali wrócić z Bolonii do Polski. Nie polecieli, bo samolot nie opuścił na czas serwisu, a przewoźnikowi nie udało się znaleźć maszyny zastępczej. Pasażerowie zostali zostawieni na pastwę losu, groziło im nawet usunięcie z lotniska przez policję. Zajął się nimi polski konsulat. Niewykluczone, że takie historie będą się powtarzać coraz częściej. Jednak kłopoty polskich pasażerów są na razie niewielkie wobec sytuacji, którą spowodowało bankructwo tour operatora XL w Wielkiej Brytanii, do którego należą czarterowe linie XL Airways. W piątek nie poleciał już żaden samolot tego przewoźnika. W weekend 85 tysięcy pasażerów XL musiało wrócić z wakacji zorganizowanymi przez siebie środkami, a 200 tys. nie wyleciało na wykupiony urlop. Bankructwo trzeciego największego biura podróży na Wyspach Brytyjskich było szokiem dla wszystkich, którzy wykupili wczasy, ponieważ XL przyjmował rezerwację jeszcze dzień wcześniej do późnych godzin wieczornych.

Zobacz całość »



Olsztyńskie jeziora niedostępne dla mieszkańców?

Zobacz całość »
Brzegi jeziora Krzywego zabudowane hotelami i pensjonatami i niedostępne dla mieszkańców - to pesymistyczny scenariusz dla największego jeziora w Olsztynie. Nawet sami urzędnicy zaczęli dostrzegać ten problem.
Kiedy półtora roku temu "Gazeta Wyborcza" zaczynała dyskusję o przyszłości miasta pod hasłem Przystanek Olsztyn, okazało się, że zagospodarowanie jezior jest jednym z najważniejszych postulatów mieszkańców. Mieszkańcy Olsztyna chcieli, aby nad jeziorami były plaże, promenada, ścieżki rowerowe, restauracyjki, miejsca do spacerowania. Plany zagospodarowania terenów wokół jeziora mogą jednak nie cieszyć mieszkańców. Nad samym Krzywym za Novotelem budowany jest apartamentowiec. Gazeta informowała, że na gruntach położonych w sąsiedztwie jeziora planuje się budowę hoteli, pensjonatów i moteli. Są to tereny m.in. w sąsiedztwie plaży miejskiej, na atrakcyjnych terenach nad Zatoką Grunwaldzką, niedaleko miejsca, gdzie jest teraz jedno z dzikich kąpielisk, popularnych zwłaszcza wśród mieszkańców Likus. Między ul. Jeziorną a Novotelem radni zaplanowali również hektar pod budynki wielorodzinne.
Nie wszyscy urzędnicy nie zauważają problemu. Zapisy opracowywanego planu zagospodarowania terenów wokół Krzywego kwestionują miejskie służby ochrony środowiska. - To głos w wewnętrznej dyskusji - wyjaśnia Barbara Olszewska, dyrektor wydziału ochrony środowiska Urzędu Miasta. - Tworzone właśnie plany zdeterminują na lata zagospodarowanie brzegów jeziora. Stąd nasze zainteresowanie, by jak najwięcej mieszkańców miało do jeziora dostęp, a także by zostały wykorzystane wszystkie walory Krzywego - dodaje. Olszewska podkreśla, że nie ma nic przeciwko budowie hoteli, ale jej zdaniem, powinno ich być mniej i muszą być one odsunięte od przybrzeżnych terenów, tak żeby mogli z nich korzystać mieszkańcy. Jej zdaniem, większy nacisk powinien być położony na powstanie pomostów czy wypożyczalni sprzętu wodnego. - Mieszkańcy nie zatrzymają się przecież w hotelach, ale będą chcieli pospacerować czy aktywnie wypocząć nad wodą. Budowa takiej liczby obiektów hotelowych utrudni dostęp do linii brzegowej - podkreśla Barbara Olszewska.
Swoje pierwsze propozycje do planu składają już inwestorzy, którzy chcieliby zabudować nadbrzeżne okolice, między innymi Dariusz Zawadzki, który w 2007 r. zaczął budowę tak krytykowanego apartamentowca nad samym jeziorem. - Planowanie pozostawienia naturalnego kształtu centralnego jeziora miasta jest planowaniem naiwnym i pozbawionym perspektyw - napisał Zawadzki do ratusza i zaproponował, żeby na terenach przy ul. Jeziornej wybudować basen oraz boisko, a na tyłach apartamentowca - parkingi. - Zahamowanie inwestycji wzdłuż linii brzegowej jeziora spowoduje samowolne niszczenie wizytówki naszego miasta - tłumaczy Zawadzki.
Według Jerzego Piekarskiego, wicedyrektora ratuszowego wydziału architektury i planowania, prace przy planie dla Jeziora Krzywego weszły w końcową fazę. - Uzgadniamy ostatnie zapisy, by następnie z dokumentem mogli się zapoznać mieszkańcy - wyjaśnia. - Znamy już uwagi wydziału ochrony środowiska, analizujemy je - dodaje. Zdaniem wiceprezydenta miasta Tomasza Głażewskiego, nad Krzywym każdy znajdzie coś dla siebie. - W planie przewidujemy dla mieszkańców wiele nowych miejsc rekreacji. Ale z drugiej strony jeden Novotel w tak atrakcyjnym miejscu to za mało. Myśląc o ściągnięciu turystów, musimy mieć ich więcej. I będziemy mieć, bo w planach jest budowa także hotelu o wysokim standardzie w miejscu byłego kempingu - dodaje wiceprezydent.

Zobacz całość »



Rozpoczynają się prace zabezpieczające w Auschwitz II - Birkenau

Zobacz całość »
W byłym obozie Auschwitz II - Birkenau wkrótce rozpoczną się prace zabezpieczające ruiny komór gazowych nr 2 i 3 - poinformował Paweł Sawicki z biura prasowego muzeum. W czasie wojny, w komorach gazowych Birkenau naziści zamordowali setki tysięcy osób, w większości Żydów deportowanych do Auschwitz z krajów okupowanej Europy. W styczniu 1945 r. Niemcy, uciekając przed natarciem Armii Czerwonej, wysadzili budynki.
"Ruiny krematoriów 2 i 3 znajdują się poniżej poziomu gruntu. Ochrona tych wyjątkowych miejsc wymaga powstrzymania nieustającego parcia ziemi. Dzięki niezbędnym pracom pozostałości po machinie zagłady będą nadal przestrzegały kolejne pokolenia przed tym, do czego zdolny był człowiek" - podkreślił dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Piotr Cywiński. Według muzealników stan ruin z roku na rok pogarsza się. Wpływają na to między innymi warunki atmosferyczne, wysoki poziom wód gruntowych, naturalna erozja materiału budowlanego, parcie gruntu na istniejące jeszcze fragmenty ścian komór gazowych, ale również nie zawsze odpowiedzialne zachowanie grup zwiedzających. "Prace mają na celu ochronę tych pozostałości i ich zachowanie dla przyszłych pokoleń" - dodał Sawicki.
Według kierownika działu konserwacji muzeum Rafała Pióro, prace w żaden sposób nie naruszą struktury ruin komór gazowych. "W pewnym oddaleniu od nich zostanie wykonana specjalistyczna konstrukcja zabezpieczająca, wykorzystująca metodę tak zwanej mikropali. Wstrzyma ona napór gruntu i uchroni ruiny budowli przed całkowitym zawaleniem. Została wybrana przez zespół ekspertów i zaakceptowana przez Międzynarodową Radę Oświęcimską oraz Małopolskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Zapoznali się z nią również eksperci UNESCO" - podsumował Pióro. Prace sfinansowane zostaną przez Fundację Ronalda S. Laudera i Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau. Przeprowadzone będą pod ścisłym nadzorem konserwatorów i archeologów, a ze względu na możliwość znalezienia ludzkich prochów nadzór rabiniczny nad projektem sprawuje naczelny rabin Polski Michael Schudrich. Zabezpieczenie ruin komór gazowych ma zakończyć się jeszcze przed końcem 2008 roku.
Obóz Auschwitz istnieje od 1940 roku. KL Auschwitz II - Birkenau od roku 1942. Jest to przede wszystkim miejsce masowej zagłady Żydów. W przeszłości kompleks uzupełniała także sieć podobozów. W obozie Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 miliona ludzi, przede wszystkim Żydów, ale także Polaków, Romów, jeńców radzieckich i przedstawicieli innych narodów.

Zobacz całość »



Centralwings likwiduje regularne loty i stawia na czartery?

Zobacz całość »
Centralwings rezygnuje z kolejnych regularnych rejsów. Prawdopodobnie nie jest to koniec cięć. W pierwszej połowie września samoloty przewoźnika przestaną latać na trasie Kraków - Lille. Spadnie również liczba rejsów na trasie Warszawa - Dublin, z trzech do dwóch tygodniowo.
Powodem ograniczenia liczby połączeń jest słabnące zainteresowanie pasażerów, a także rosnące opłaty. - Zrezygnowaliśmy z najbardziej nierentownych połączeń - wyjaśnia Kamil Wnuk, rzecznik Centralwings. Przewoźnik postanowił również zrezygnować z kilku połączeń zaplanowanych na sezon zimowy: Gdańsk - Dublin, Gdańsk - Edynburg, Warszawa - Edynburg oraz Poznań - Rzym.
W ostatnim czasie LOT, ogłaszając program naprawczy, wspomniał, że zmiany nie ominą również spółek zależnych: Centralwings i EuroLot. Centralwings jest bowiem dla niego znacznym obciążeniem. Przewoźnik nie był w stanie sprostać silnej konkurencji w Europie. W zeszłym roku przyniósł 73 mln zł strat. Już w marcu i kwietniu ograniczył siatkę regularnych połączeń z planowanych 40 do 17. Na dodatek przewoźnik nie cieszy się najlepszą opinią wśród podróżnych, jego maszyny w ciągu ostatnich miesięcy często się psuły i spóźniały.
Centralwings, we współpracy z zarządem LOT postanowił, że przeanalizuje wszystkie rejsy regularne. Planuje zostawienie tylko tych najbardziej perspektywicznych. - Obecnie analizujemy, co się dzieje na rynku. Zastanawiamy się, ile z połączeń należy utrzymać - wyjaśnia Wnuk. Decyzje powinniśmy poznać w ciągu najbliższych dwóch tygodni - dodaje.
Przewoźnik jednak planuje nie tylko likwidację połączeń. Będzie także rozwijać loty czarterowe. - Gwarantują spółce regularne dochody i nie są obciążone tak dużym ryzykiem jak rejsy regularne - tłumaczy Tomasz Szymczak, od niedawna prezes Centralwings. Dlatego w sezonie zimowym linie zaczną latać na nowych kierunkach turystycznych, do miejscowości narciarskich. Trwają już rozmowy z biurami podróży.

Zobacz całość »



Rok w zawieszeniu na trzy lata za spowodowanie śmiertelnego wypadku autokarowego

Zobacz całość »
Robert D. - 29-letni zawodowy kierowca, który spowodował nieumyślnie śmiertelny wypadek autokaru, sam dobrowolnie poddał się karze oraz został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata.
Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło w listopadzie 2007 r. na trasie A4 w gminie Prószków. 28-osobowa grupa tancerek wracała z mistrzostw świata, które odbywały się w Niemczech. W momencie wypadku wszystkie spały. Robert D., który jest kierowcą z kilkuletnim doświadczeniem w firmie transportowej, był trzeźwy oraz wypoczęty, robił także przepisowe przerwy. Widoczność, a także warunki na drodze były dobre. Jak ustaliła prokuratura, prędkość pojazdu przed wypadkiem wynosiła 102 km/godz. przy dopuszczalnej 100 km/godz. Kontrole wykazały, iż autobus był sprawny.
Kierowca opowiadał podczas śledztwa, że nie wie, co się stało, jechał ok. 90 km, kiedy autobus zaczął przyśpieszać. Nacisnął na hamulec, niezbyt gwałtownie, jednak autobus zjechał do rowu, przejechał kilka metrów, a potem wywrócił się na dach.
W wypadku śmierć poniosła Iwona - 22-letnia tancerka, 13 osób zostało poważnie rannych, m.in. doznały wielu złamań. W czasie wypadku kierowca uderzył głową o deskę rozdzielczą. Jak opowiadał, źle się czuł, ale pomagał pasażerkom. Dodał również, że większość pasażerek była przytomna i o własnych siłach opuściły autobus, jednak jedna spośród dziewczyn została uwolniła dopiero przez straż pożarną.
W sądzie Robert D. przyznał się do winy, chciał także dobrowolnie poddać się karze, która została zaproponowana przez prokuraturę: rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz roczny zakaz prowadzenia pojazdów. Sędzia Agata Menes uznała go za winnego nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Jak wyjaśniała sędzia Menes, dowody wskazują, że kierowca nie dostosował prędkości do panujących warunków, a ponadto nie zachował ostrożności, wskutek tego zjechał na pobocze i spowodował katastrofę. Ale mimo wszystko nie można przypisać mu zamiaru, ponieważ to zdarzenie było nieumyślne. Mało tego oskarżony przyznał się do winy, wyraził skruchę, a jego dotychczasowe życie było bez zarzutu, dlatego właśnie pomimo tragicznych skutków, dla jednej z ofiar już nieodwracalnych, sąd postanowił uwzględnić wniosek prokuratora, uznając, że ów kara jest adekwatna.

Zobacz całość »



American Restaurant wykupuje akcje spółki Sfinks

Zobacz całość »
American Restaurants w efekcie kilku transakcji zakupu przeprowadzonych w dniach 19-21 sierpnia wszedł w posiadanie 1.329.192 akcji spółki Sfinks, co daje mu 14,32 proc. głosów na WZA spółki.
Do 18 sierpnia AmRest Polska posiadał 459 148 akcji spółki Sfinks, co stanowiło 4,59 proc. kapitału zakładowego. - Jednocześnie AmRest Polska ogłosił, że w perspektywie 12 miesięcy AmRest Polska nie wyklucza dalszego zwiększania udziału w akcjonariacie Sfinks. AmRest Polska traktuje nabycie akcji Sfinks Polska SA jako inwestycje strategiczną, a celem zwiększenia zaangażowania jest integracja Sfinks i AmRest. W nawiązaniu do powyższego AmRest Polska poinformował o zamiarze ogłoszenia w dniu dzisiejszym , tj 21 sierpnia 2008r. wezwania do zapisywania się na sprzedaż akcji Sfinks Polska SA. W wyniku wezwania AmRest zamierza osiągnąć 25,52% głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy Sfinks Polska SA, co odpowiada liczbie 2.368.659 akcji Spółki - ogłoszono w komunikacie.

Zobacz całość »



Prawa niepełnosprawnych pasażerów linii lotniczych

Zobacz całość »
Komisja Europejska przygotowała film, który ma za zadanie informować o prawach pasażerów niepełnosprawnych, a także o ograniczonej sprawności ruchowej tych korzystających z transportu lotniczego.
Film przedstawia zapisy rozporządzenia 1107/2006 w sprawie osób niepełnosprawnych oraz osób o ograniczonej sprawności ruchowej podróżujących drogą lotniczą w sposób przejrzysty i zrozumiały. Ów rozporządzenie weszło w pełni w życie dnia 26 lipca br.
Rozporządzenie 1107/2006 ustanowiło zasady ochrony oraz udzielania pomocy osobom niepełnosprawnym, a także osobom o ograniczonej sprawności ruchowej, które zdecydowały się podróżować drogą lotniczą oraz w tym celu nakłada określone obowiązki na organy zarządzające portami lotniczymi i przewoźników.
Rozporządzenie w sposób szczególny nakłada obowiązki na zarządzających portami lotniczymi, którzy są zobowiązani od 26 lipca br. do wyznaczenia punktów przylotu oraz wylotu w granicach lotniska albo w punkcie, który znajduje się pod bezpośrednią kontrolą organu zarządzającego, tak wewnątrz, jak i na zewnątrz budynków terminalu, w których osoby o ograniczonej sprawności ruchowej mają możliwość z łatwością powiadomić o swoim przybyciu do portu lotniczego, a także zwrócić się o pomoc.
Jednocześnie, za wyjątkiem lotnisk, gdzie roczna wielkość ruchu handlowego jest mniejsza niż 150 000 pasażerów, organ zarządzający jest obowiązany do ustalenia norm jakości w zakresie pomocy określonej w załączniku I do rozporządzenia, a ponadto określić wymagania z zakresu środków dla ich spełnienia.
Równocześnie zgodnie z art. 3 i 4 wspomnianego rozporządzenia mówi, że przewoźnik lotniczy, jego przedstawiciel albo organizator wycieczki nie mają prawa ze względu na niepełnosprawność bądź też ograniczoną sprawność ruchową odmówić:
- przyjęcia rezerwacji na lot, który rozpoczyna się lub też kończy się na lotnisku zlokalizowanym na terytorium Unii Europejskiej,
- zabrania na pokład osoby niepełnosprawnej bądź osoby o ograniczonej sprawności ruchowej w takim porcie lotniczym, co jest jednak uwarunkowane posiadaniem przez taką osobę ważnego biletu oraz rezerwacji.
Przewoźnik lotniczy lub jego przedstawiciel ma także obowiązek publicznego udostępnienia zasad bezpieczeństwa, które są przez niego stosowane do przewozu osób niepełnosprawnych oraz osób o ograniczonej sprawności ruchowej, a ponadto wszelkich ograniczeń dotyczących ich przewozu albo przewozu sprzętu służącego do poruszania się, biorąc pod uwagę rozmiary samolotu. Również organizator wycieczek winien jest udostępnić takie zasady bezpieczeństwa oraz ograniczenia tyczące się lotów objętych zorganizowanymi podróżami, wakacjami oraz wycieczkami, które organizuje, sprzedaje bądź oferuje do sprzedaży.

Zobacz całość »



Puhit S.A. kupił krakowskie RT Hotels

Zobacz całość »
20 sierpnia bieżącego roku, firma Puhit S.A. stała się właścicielem trzech hoteli w Krakowie: hotelu Monopol, Galicya i Regent. Nowe obiekty, będące do tej pory własnością sieci RT Hotels, zostaną do końca 2008 roku zintegrowane oraz przyłączone do bazy hotelowej zarządzanej przez spółkę Puhit. Przejęcie tych trzech krakowskich hoteli jest ściśle związane ze strategią rozwoju firmy Puhit, która zakłada rozszerzenie działalności spółki na całą Polskę.
Obecnie Puhit S.A. jest właścicielem i zarządcą hoteli Felix***, Atos*, Portos* i Aramis*, hosteli TO-TU i Służewiec w Warszawie, Centrum Rekreacyjno - Konferencyjnego Promenada położonego nad Zalewem Zegrzyńskim oraz Centrum Usługowo-Biurowego Na Kole. Spółka zarządza również marketingową siecią hoteli ekonomicznych START hotel, zawierającą 56 hoteli w 35 lokalizacjach. Do końca roku nowy właściciel zintegruje przejęte obiekty w zakresie systemów hotelowych i rezerwacyjnych z pozostałymi hotelami należącymi do grupy. Jest to główne zadanie spółki na najbliższy czas i pierwszy element ogólnopolskiej strategii, której realizację rozpoczął Puhit S.A.
- Przejęcie od razu trzech obiektów znacząco zwiększa potencjał firmy i zapewnia spółce Puhit mocny start na krakowskim rynku usług
hotelarskich. Nowe hotele, które od 20 sierpnia stały się własnością Puhit S.A., dysponują łącznie 177 pokojami, co stanowi 13,5%
wszystkich pokoi, jakie posiada aktualnie spółka. Sprzedaż tych obiektów w 2007 roku stanowiła 17% wartości sprzedaży Puhitu za ten rok." - podkreślił Andrzej Wójcik, Wiceprezes firmy Puhit S.A.
Firma Puhit S.A. powstała w 1997 roku jako Puhit Sp. z o.o. w efekcie prywatyzacji przedsiębiorstwa państwowego. 25 maja 2007 roku firma została przekształcona w spółkę akcyjną i rozpoczęła rozwój na polskim rynku usług hotelarskich. Obecnie Puhit S.A. dynamicznie się rozwija - o posiada ponad półtora tysiąca pokoi w siedmiu obiektach w Warszawie i okolicach. Zakup trzech hoteli w Krakowie jest pierwszym etapem strategii rozwoju firmy, polegającej na przekształceniu Puhit S.A. w operatora o zasięgu ogólnopolskim. - Strategią rozwoju spółki Puhit S.A. jest stworzenie sieci hoteli klasy ekonomicznej na terenie całej Polski. W najbliższych pięciu latach planujemy ekspansję na rynek usług hotelarskich we Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Toruniu. Na razie nie zakładamy budowania nowych obiektów, rozszerzanie bazy noclegowej będzie się odbywało głównie przez kupno i przejęcia istniejących hoteli. Mamy nadzieję, że w ciągu 10 lat Puhit S.A. będzie obecny we wszystkich najbardziej atrakcyjnych turystycznie miastach Polski. Dzięki zwiększeniu liczby obiektów oraz wysokiemu standardowi obsługi, chcemy stać się najczęściej wybieraną firmą hotelową zarówno przez Polaków, jak i zagranicznych turystów - mówił Andrzej Wójcik, wiceprezes firmy Puhit S.A.
Długookresowe plany rozwoju Puhit S.A. zakładają również pozyskanie większości środków na rozwój firmy z giełdy, na której spółka zamierza debiutować na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych w 2010 roku.

Zobacz całość »



Kraków będzie promował się na BBC i w National Geographic

Zobacz całość »
Ogromne kampanie reklamowe w National Geographic i BBC są w planach krakowskiego magistratu. Dodatkowa promocja może kosztować blisko milion złotych. Ale jak przekonują urzędnicy, wydatek musi się zwrócić.
Ów 560 tys. zł należność BBC za reklamę w ich telewizji BBC będzie pochodzić z rezerwy prezydenckiej. Wydatek nie był planowany, ponieważ w tegorocznym budżecie, nikt nawet nie podejrzewał, że może pojawić się 20-procentowy spadek liczby turystów.
Jak mówi Grażyna Leja, pełnomocniczka prezydenta ds. turystyki, obecnie trwają negocjacje dotyczące szczegółów umowy z BBC News. Według ostatnich ustaleń, Kraków otrzyma za te pieniądze 274 spoty reklamowe w najlepszym czasie antenowym. Dodatkowo 94 reklamy zaraz przed bardzo popularnymi prognozami pogody..
Reklamówki zostaną nakręcone przez BBC, jednak Kraków wskaże producentom swoje priorytety w promocji. Leja zapowiada, że z pewnością miasto będzie chciało pochwalić się zabytkami, specyficzną atmosferą Krakowa, a ponadto wydarzeniami kulturalnymi. Obecnie ostatecznej umowy z BBC jeszcze nie ma, ale już teraz wiadomo, że filmy o Krakowie pojawią się na antenie stacji w listopadzie oraz grudniu.
Magistrat zamierza również reklamować miasto na antenie kanału podróżniczo-przyrodniczego - National Geographic, co miałoby kosztować 150 tys. zł. Jednak na to środków w budżecie miasta nadal nie ma. Jak informuje Leja, dlatego zwrócono się do branży turystycznej o wsparcie. Już w tym tygodniu odbyło się spotkanie w tej sprawie. Reakcja była bardzo pozytywna.
Izabela Helbin, odpowiedzialna za miejską promocję informuje ponadto, że to będzie pierwsza wspólna akcja z branżą turystyczną, a obie strony podchodzą do niej bardzo poważnie. Jeśli się powiedzie, miasto będzie chciało ją powtarzać co roku. Zapowiada także, że filmowe obrazki z Krakowa pojawią się również na antenie CNN. Za tę kampanię magistrat nic nie zapłaci, CNN jest po prostu w trakcie przygotowywania jesiennej kampanii reklamowej całej Polski i w zeszłym tygodniu kręcili zdjęcia w Krakowie. Przypomina także, że miasto jest promowane w polskiej telewizji reklamówkami Coke Live Music Festivalu.
Jak podkreśla szefowa miejskiej promocji Kraków jest równocześnie promowany w Polsce, wykorzystuje billboardy, aby zaprosić gości na konkretne imprezy, np. na uroczystości związane z rocznicą odsieczy wiedeńskiej oraz na festiwale.
Pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. kultury, Filip Berkowicz powiedział, że na największych festiwalach muzycznych w Europie jak np. w duńskim Roskilde czy też brytyjskim Glastonbury, Kraków chce mieć swoje namioty promujące krakowskie festiwale z cyklu "Sześciu zmysłów". Miasto chce pokazać, że to właśnie w Krakowie odbywa się teraz najwięcej imprez na najwyższym poziomie.

Zobacz całość »



Ponownie ruszają loty "Z Ziemi Obiecanej do Ziemi Świętej"

Zobacz całość »
23 sierpnia 2008 r. Trade & Travel Company - Konsorcjum Polskich Biur Podróży, po letniej przerwie, rozpoczęło ponownie loty z Łodzi do Tel Awiwu pod hasłem "Z Ziemi Obiecanej do Ziemi Świętej". Co sobotę aż do 13 grudnia, z łódzkiego lotniska im. W. Reymonta turyści będą mogli w niecałe 4 godziny dolecieć do Ziemi Świętej. Wiosenne loty do Izraela okazały się sukcesem firmy, z usług czarterów organizowanych przez Trade & Travel Company skorzystało prawie 3000 podróżnych.
Jesienne przeloty ponownie realizowane są wspólnie z linią Sun d’Or należącą do izraelskich linii lotniczych El-Al. Wraz z przelotami Trade & Travel Company przygotowało dla zainteresowanych kilka wycieczek objazdowych, obejmujących swoimi programami wiele różnych aspektów historycznego i współczesnego Izraela. Poza typowo pielgrzymkowym zwiedzaniem miejsc związanych ze Starym i Nowym Testamentem biuro oferuje również programy, które zadowolą każdego turystę. Do zmęczonych zwiedzaniem skierowana jest oferta wypoczynku nad Morzem Czerwonym w Ejlacie, Morzem Śródziemnym w Netanii, Herzliji i Tel Awiwie oraz nad znanym ze właściwości leczniczych Morzem Martwym. Klienci w czasie pobytu mają szansę na skorzystanie z odnowy biologicznej w centrach SPA, nurkowanie oraz odpoczynek na plażach.
Centralne położenie lotniska w Łodzi i atrakcyjna godzina wylotu - 13:05 - pozwalają na korzystanie z lotów turystom z Całej Polski. Dodatkowo Trade & Travel Company oferuje dojazd autokarowy z różnych miast Polski.

Zobacz całość »



Restauracje będą zarabiać na serwowaniu śniadań zabieganym Polakom?

Zobacz całość »
Jak wynika z najnowszych badań firmy analizującej rynek IQS Quant Group, już połowa pracujących bądź uczących się Polaków nie ma czasu na zjedzenie śniadania w domu.
Sieci gastronomiczne mogą zarobić na zapracowanych klientach, które oferują coraz bardziej urozmaicone oraz tańsze śniadania. Już pod koniec sierpnia z wielką kampanią reklamową pod hasłem "Śpij smacznie, śniadanie czeka" ruszy McDonald's uznany za największa sieć fastfoodową na świecie. Stały klient trafiający do baru w godzinach 7.30-10.30, nie kupi swojego ulubionego McRoyala czy też cheeseburgera w żadnej z restauracji. W tych właśnie godzinach w McDonaldzie będzie można zamówić jedynie kanapkę z jajkiem, tost z bekonem czy szynką a także jajeczną tortillę. Pozostałe spośród dań typu fast food firma będzie oferowała dopiero od 10.30.
McDonald's jest mimo wszystko pewny, że ta dosyć szokująca zmiana jednak mu się opłaci. W USA, kiedy wprowadzono zestawy śniadaniowe, przychody firmy wzrosły. W chwili obecnie, jak donosi ABC News, sprzedaż porannych posiłków daje 25 proc. z prawie 8 mld dol. przychodów.
Jak mówi Krzysztof Kłapa, dyrektor korporacyjny sieci, w Polsce osiągnięcie takiego wskaźnika jest niemożliwe, ale po testach, które zostały przeprowadzone przez ostatnie lata, firma jest pewna, że będzie to bardzo dobry wynik. Dodaje również, że Polacy są już gotowi do tego, aby jadać śniadania na mieście.
McDonald's dał sygnał innym, co wynika z faktu, że od kilku tygodni ofertę śniadań testuje już Sphinx, który jest największa siecią restauracyjną z obsługą kelnerską, która stawiała do tej pory na dania obiadowe. Propozycja śniadań w restauracjach Sphinx jest projektem pilotażowym, przeprowadzanym w wybranych restauracjach w Warszawie, Poznaniu, Jeleniej Górze i miejscach wzmożonego ruchu turystycznego. - Chcemy zaproponować turystom i mieszkańcom miast wakacyjne śniadania w Sphinx, na początek miłego dnia - mówi Anna Heimberger, Dyrektor Marketingu Sfinks Polska S.A. Menu śniadaniowe w Sphinxie jest zróżnicowane. Klienci mogą wybierać pomiędzy dwoma rodzajami omletów (na słodko i słono), tradycyjną jajecznicą, a śniadaniem w stylu angielskim (grillowana kiełbasa, grillowane pieczarki, grillowany pomidor, jajka sadzone, bekon, tosty). Do każdego z dań kelnerzy podają dobrą na przebudzenie kawę.
Na śniadania stawia także Jan Kościuszko - znany krakowski restaurator, który niedawno rozpoczął m.in. budowę sieci restauracji pracowniczych Lanczowisko. W Lanczowisku klienci mogą zjeść różne zestawy śniadaniowe (jajecznica, twarożek, jajka sadzone z bekonem, sandwiche na ciepło, jajka po wiedeńsku, parówko cielęce). Każdy zestaw zawiera sok, kawę lub herbatę. Wszystkie zestawy mają taką samą cenę - 9,99 zł.
Jak mówi prezes Kościuszko, na pewno będą we wszystkich jego restauracjach w biurowcach. W chwili obecnej oferta śniadaniowa generuje jedynie około 5 proc. obrotów, ale zainteresowanie rośnie.
Już niedługo również Green Way - sieć 34 restauracji wegetariańskich w wybranych lokalach wprowadzi na próbę muesli i koktajle.

Zobacz całość »



Gdańsk: Terminal w centrum miasta nie dla wszystkich podróżnych

Zobacz całość »
Uruchomiony niedawno Terminal Miasto - punkt odpraw lotniskowych w centrum Gdańska ma być ułatwieniem dla pasażerów. I rzeczywiście jest, z tym, że nie dla wszystkich. Pasażerowie linii Ryanair, SAS i Finnair są bowiem odprawiani z kwitkiem.
Otwarty w połowie sierpnia Terminal Miasto jest filią Portu Lotniczego w centrum Gdańska (ul. Heweliusza 13/17 - naprzeciwko hotelu Mercure Hevelius). Umożliwia on pasażerom odprawę bez konieczności pojawiania się na samym lotnisku. Podróżni mogą udać się do niego już na 24 godziny przed odlotem (z bagażem najpóźniej trzy godziny wcześniej, bez bagażu - najpóźniej na 1,5 godz. przed startem). W czasie odprawy otrzymają kartę pokładową i zostawią bagaż. Pomysł skierowany jest przede wszystkim do turystów i biznesmenów odwiedzających Trójmiasto, którzy po opuszczeniu hotelu, zamiast od razu jechać na lotnisko, mogą odprawić się w centrum miasta oraz spędzić dodatkowe parę godzin na jego zwiedzaniu. Okazuje się jednak, że nie wszyscy pasażerowie mogą korzystać z tego udogodnienia. Problem dotyczy pasażerów linii SAS, Ryanaira i Finnaira.
- Z każdą linią mamy podpisane umowy na obsługę ich pasażerów na lotnisku, dlatego musieliśmy zawrzeć dodatkowe umowy na ich obsługę w Terminalu Miasto. Niestety, niektóre linie, z nieznanych nam powodów, nie zgodziły się na to - wyjaśnia Tomasz Kloskowski, wiceprezes Portu Lotniczego Gdańsk. Umożliwienie odprawiania pasażerów w centrum miasta nie jest związane z żadnymi kosztami, dlatego dziwi postawa Ryanaira. - Cały czas próbujemy ich przekonać, aby zmienili zdanie. Mam nadzieję, że wkrótce nam się to uda - dodaje Kloskowski.
Ciężej będzie przekonać SAS, ponieważ to jedyny przewoźnik, który zatrudnia własnych ludzi do odprawy pasażerów na gdańskim lotnisku. Dlatego musiałby on zatrudnić dodatkowe osoby do pracy w Terminalu Miasto. A w czasie cięcia kosztów przez linie lotnicze wydaje się to mało prawdopodobne. Z kolei fiński Finnair z końcem października zawiesza loty z Gdańska na okres zimowy. Ewentualny temat odprawy pasażerów tego przewoźnika w centrum miasta powróci na wiosnę, wraz z ich powrotem do Gdańska.

Zobacz całość »



Komisja Europejska chce promować ciszę i ekologię kosztem kierowców i przewoźników

Zobacz całość »
Komisja Europejska zaczyna walkę z nadmiernym hałasem i emisją spalin. Samochody, samoloty oraz pociągi hałasują i wytwarzają mnóstwo CO2. To kosztuje, więc płacić będą kierowcy i pasażerowie.
Drożejące paliwa oraz chęć ochrony środowiska sprawiają, że Komisja Europejska dąży do tego, żeby kierowcy słono płacili za nadmierną emisję hałasu i spalin a oszczędzali, jeśli zainwestują w pojazdy ekologiczne. W związku z tym komisja przedstawiła komunikat do Parlamentu i Rady Europejskiej. Ministerstwo Infrastruktury zbiera do niego opinie do 26 sierpnia, by następnie przesłać je do Brukseli - poinformował "Puls Biznesu". Komisja chce, aby opłaty zachęcały do korzystania z bardziej ekologicznych form transportu. I tak, zreformowane mają być opłaty pobierane od ciężarówek, tak by uzależnić je od hałasu, emisji CO2, zatłoczenia czy pory dnia. Projekt dotyczy tylko ciężarówek, ale Bruksela planuje, by za zanieczyszczenie środowiska płacili wszyscy kierowcy pojazdów.
- Komisja zachęca państwa członkowskie do wdrożenia systemu pobierania opłat obejmującego całość transportu drogowego, a nie tylko pojazdy ciężarowe, ponieważ takie rozwiązania stanowiłyby dla wszystkich użytkowników zachętę do zmiany zachowań - napisano w komunikacie. Bruksela planuje również ujednolicić europejskie opłaty za dostęp do torów. - Cichsze wagony będą objęte niższymi opłatami niż wagony głośne, co umożliwi zwrot inwestycji - wyjaśnia unijny komunikat.
Zmiany nie ominą również lotnictwa, które ma zostać włączone do unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji.

Zobacz całość »



::: 2008-08-26 :::


Krynica: apartamentowce zastąpią hotele?

Zobacz całość »
W Krynicy powstaje coraz więcej apartamentowców, które w praktyce pełnią funkcję hoteli. Tym faktem oburzeni są kryniccy hotelarze, którzy twierdzą, że urzędnicy wydają zgodę na budowę apartamentowców niezgodnie z obowiązującym prawem. Jeden wzniesiono już przy ul. Pułaskiego, kolejny natomiast buduje się przy ul. Piłsudskiego.
Kiedy do hotelarzy dotarły informacje, że apartamentowcem ma być również gmach przy starym Continentalu przy ul. Świdzińskiego, a kolejny planowany jest przy tej samej ulicy, zaczęli szukać sposobu na powstrzymanie inwestycji. Chodzi im o pieniądze, ale nie tylko. - Niech sobie rosną, ale nie w centrum kurortu, bo to zabójstwo dla nas i dla całej Krynicy. Któż widział zabytkowy kurort w cieniu takich gmachów? - pyta retorycznie Wojciech Szkaradek, jeden z hotelarzy. Szkaradek oraz inni hotelarze za każdy metr budynku odprowadzają do gminy 17,30 zł podatku, co rocznie daje łączną kwotę rzędu ponad 100 tys. Właściciel apartamentowca natomiast płaci znacznie mniej ok. 3 zł za każdy metr nieruchomości.
- Sam przez kilka lat walczył w sądzie z firmą, która w okolicy jego hotelu wybudowała apartamentowiec. Sprytny inwestor zdobył pozwolenie na budowę wnioskując o zgodę na budowę sanatorium.
Przeciwnicy zabudowy centrum Krynicy apartamentowcami doszukali się w przepisach, że bez uchwalonego planu zagospodarowania przestrzennego urząd gminy nie powinien wydawać inwestorom tak zwanych warunków zabudowy, które umożliwiają rozpoczęcie starań o zgodę na budowę. Z takim problemem zetknęli się również gospodarze uzdrowiska Konstancin, gdzie decyzje o wydawaniu "wuzetek" wstrzymano. W Krynicy jednak " wuzetki" są nadal wydawane. Burmistrz twierdzi, że zgodnie z prawem. Hotelarze natomiast, że nie, a wszystkie budowy można zakwestionować jako nielegalne przez działania urzędników. - Mamy obowiązek ustalić warunki zabudowy nawet bez planu zagospodarowania przestrzennego. Jeśli wstrzymamy decyzję, inwestor odwoła się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i wygra sprawę - wyjaśnia burmistrz Bodziony. Zaznacza również, że nie jest zadowolony z powodu boomu na inwestycje deweloperskie. - Nie mamy z nich pokaźnych podatków wpływających do kasy gminy. Może być mowa jedynie o korzyści związanej z obecnością w uzdrowisku gości przebywających w tego rodzaju obiektach - podkreśla.

Zobacz całość »



Kraków: brak taksy turystycznej to brak funduszy na promocję miasta

Zobacz całość »
Krakowscy urzędnicy skarżą się na brak taksy turystycznej. - Nie byłoby problemów z pieniędzmi na promocję miasta, gdyby w mieście wciąż obowiązywała taka taksa. Niestety, straciliśmy ją pół roku temu. Ale walczymy o nową - tłumaczy Grażyna Leja, pełnomocniczka prezydenta ds. turystyki.
Tak zwana opłata miejscowa była pobierana w Krakowie od lipca 2004 roku. Stawki, w wysokości 1,6 zł od osoby, pobierali (poprzez doliczenie do ceny noclegu) właściciele hoteli, pensjonatów oraz kwater prywatnych. - Rocznie z taksy mieliśmy nawet dwa miliony złotych, a kwota ta wciąż się zwiększała. Pieniądze przeznaczane były na rozwój turystyki i promocję miasta, np. na oznakowanie zabytków albo wydawnictwa reklamowe - wyjaśnia Leja. Ku zdziwieniu miejskich urzędników Kraków jednak stracił taksę. - Problemy zaczęły się wówczas, gdy w styczniu tego roku weszło w życie ministerialne rozporządzenie określające szczegółowe warunki, m.in. klimatyczne, które musi spełniać miasto, zamierzające pobierać opłatę miejscową - mówi Andrzej Oklejak, pełnomocnik prezydenta ds. prawnych. Mimo obowiązywania nowych przepisów wiele miast nadal pobierało taksę, Kraków jednak został wezwany do zaprzestania tego procederu.
- Stało się tak dlatego, że Rada Miasta Krakowa aktualizowała akurat swoją uchwałę o taksie, rozszerzając listę firm, które ją pobierają o nowe hotele i hostele. A nową uchwałę zakwestionowała Regionalna Izba Obrachunkowa, argumentując, że Kraków chce pobierać pieniądze na podstawie starych przepisów - wyjaśnia Cecylia Wołoch, dyrektorka Wydziału Podatków i Opłat UMK.
Strata taksy, mimo, że miasto ma mniej pieniędzy, wielu hotelarzy raczej cieszy. - To był haracz. Trzeba było go płacić, ale i tak wielu przedsiębiorców kombinowało, co zrobić, by oddawać miastu jak najmniej. Poza tym nie mam wcale pewności, że składane przez nas pieniądze są odpowiednio wydawane. A na turystach dodatkowe opłaty, nawet niewielkie, nie robią dobrego wrażenia - tłumaczy anonimowo właściciel niewielkiego hotelu.
Urzędnicy wyjaśniają jednak, że z takimi opłatami miejscowymi - turystycznymi czy uzdrowiskowymi - turyści mogli spotkać się w wielu miejscowościach w Polsce i na świecie, m. in. w Zakopanem, Krynicy czy w Gdańsku. Dlatego Kraków nie zamierza się poddać w walce o taksę. - Na razie zaskarżyliśmy decyzję RIO do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Wciąż czekamy na rozstrzygnięcie - twierdzi Wołoch. I dodaje, że miasto zamierza walczyć o nową taksę, nawet jeśli wymagałoby to przejścia od początku całej procedury i sporządzenie nowych badań, także tych dotyczących ochrony środowiska, w tym nawet poziomu pól elektromagnetycznych.
Tu mogą się jednak pojawić kłopoty. Nowe rozporządzenie wymaga bowiem, by miasto, które chce mieć taksę, spełniało łącznie kryteria krajobrazowe, organizacyjne oraz klimatyczne. Jeśli chodzi z kolei o sieć hoteli czy walory krajobrazowe, Kraków może być spokojny. Gorzej natomiast z poziomem zanieczyszczeń. Gdyby wziąć pod uwagę ostatni raport o stanie środowiska w Krakowie z ubiegłego roku, miasto nowej taksy by nie otrzymało. Urzędnicy jednak mają nadzieję, że wyniki nowych badań utorują taksie drogę. - Stan środowiska z roku na rok się przecież poprawia - tłumaczą.

Zobacz całość »



Orbis podtrzymuje prognozy oraz zapowiada inwestycje na Litwie i Łotwie

Zobacz całość »
Spółka hotelarska Orbis poinformowała o podtrzymaniu prognoz na 2008 r. oraz o wzmocnieniu pozycji na Litwie i Łotwie.
Prezes spółki Jean-Philippe Savoy powiedział, że po dobrym drugim kwartale firma podtrzymuje prognozy 285 mln zł zysku EBITDA na 2008 r., które zostały zapisane w strategii. Co prawda, najważniejszym miesiącem w biznesie hotelarskim jest wrzesień, ale na podstawie rezerwacji zrobionych na dziś wiemy, że jest dobrze - dodał.
W strategii na lata 2008-2011 zapisano zysk EBITDA w wysokości 285 mln zł. Wydatki inwestycyjne w 2008 r. przekroczą ubiegłoroczny poziom, czyli wyniosą ponad 240 mln zł. W pierwszej połowie roku wydano już ponad 100 mln zł otwierając cztery hotele. Kolejne dwa będą gotowa "lada dzień" - poinformował prezes.
W kolejnych latach Orbis otworzy nowe hotele Ibis w Wilnie, Kłajpedzie i w Kownie, a w Rydze powstanie kolejny Ibis oraz dodatkowo Novotel. Obiekty będą wynajęte od działających na tamtejszym rynku developerów lub instytucji finansowych. Zachęceniem do inwestycji na tamtych rynkach są wyniki Novotel Vilnus w stolicy Litwy. Obiekt zwiększył przychody ze sprzedaży o 10,4%, a wskaźnik EBITDA aż o 53,1%.
Jak już pisaliśmy, hotelarska spółka planuje restrukturyzację Orbis Travel oraz sprzedaż Orbis Transport. Narastająco w I-II kwartale 2008 roku grupa Orbisu miała 20,65 mln zł zysku wobec 25,66 mln zł zysku rok wcześniej przy obrotach odpowiednio 550,12 mln zł wobec 533,51 mln zł.

Zobacz całość »



Powstanie pięciogwiazdkowy hotel w najwyższym budynku Warszawy

Zobacz całość »
Firma Hines w najbliższych latach wybuduje w Warszawie wieżowiec wyższy o 10 pięter od Pałacu Kultury i Nauki. W budynku powstanie również hotel.
W prostym, przeszklonym budynku górującym nad ulicami Emilii Plater i Twardą część pomieszczeń usytuowanych w dolnych partiach budynku zostanie zaadoptowana na Centrum Kultury Żydów organizowane przez Fundację Shalom.
Wieża w 160 metrowym wieżowcu będzie miała 42 piętra - na jej dolnych 14 kondygnacjach powstanie pięciogwiazdkowy hotel z 146 pokojami gościnnymi. Ostanie piętro stanowić będzie zielony dach, gdzie powstanie sześć dwupoziomowych apartamentów. Nie wiadomo jaka będzie marka hotelu.

Zobacz całość »



Rajd rowerowy wypromuje walory turystyczne i kulturalne Białorusi

Zobacz całość »
Międzynarodowy rajd rowerowy pod hasłem "Solidarni z Białorusią" ma na celu wypromowanie walorów przyrodniczych i regionalnej kultury Białorusi.
W ramach rajdu Białoruś przemierzy 30 osób. Do końca sierpnia przejadą w trzech etapach blisko tysiąc kilometrów. Trasa prowadzi częściowo zielonymi szlakami (tzw. greenways) przez Puszczę Białowieską, dolinę Niemna, Bereziński Rezerwat Przyrody z unikalnymi bagnami i torfowiskami i Pojezierze Rossońskie.
Trasa turystyczna składa się z etapów a część każdego z nich trzeba nie tylko na rowerze, ale i w kajaku. Po drodze uczestnicy spotykają się z mieszkańcami, poznają lokalne tradycje, historię i legendy.
Rowerzyści mają przygotować założenia projektów wykorzystania walorów przyrody i regionalnej kultury Białorusi do rozwoju turystyki, organizowanej nie przez państwowe instytucje w tym kraju, ale np. przez wiejskie stowarzyszenia agroturystyczne.
Organizatorami imprezy są jest Stowarzyszenie Społeczne "Odpoczynek na wsi" oraz ECEAT (Europejskie Centrum Ekologicznego Rolnictwa i Turystyki) - Holandia.

Zobacz całość »



W Gdyni powstanie pięciogwiazdkowy hotel na Polance Redłowskiej

Zobacz całość »
Do 2011 roku na Polance Redłowskiej w Gdyni powstanie luksusowy hotel za 60 mln euro. Inwestycją zajmie się właściciel hotelu Velaves we Władysławowie.
Dariusz Guzek, biznesmen prowadzący hotel Velaves zadeklarował, że na Polance Redłowskiej stanie pięciogwiazdkowy hotel z centrum kongresowym na 1500 osób, kompleksem basenów i podziemnymi parkingami. Projekt stworzy francuski architekt Rudi Ricciotti, autor m.in. Pałacu Festiwalowego w Wenecji i stadionu Jean Bouin w Paryżu.

Zobacz całość »



Warszawa Praga: punkt informacji turystycznej i Info Praga będą walczyć o turystę?

Zobacz całość »
Otwarto nowy punkt informacji turystycznej na Pradze Północ. Mieszkańcy zastanawiają się: - Po co? Przecież niedaleko od ponad półtora roku działa pozarządowa Info Praga?
Miejski punkt informacji turystycznej mieści się przy ul. Okrzei 30 pomiędzy sklepem z artykułami chemicznymi, a sklepem z żaluzjami.
- Pomysł jest chybiony! Tutaj przydałby się jakiś sklep spożywczy albo butik, bo miejsce dla turystów jest już na Ząbkowskiej - twierdzą okoliczni sprzedawcy. Urzędnicy nie kryją jednak swojego entuzjazmu. - Kraków ma swój Kazimierz, Warszawa natomiast swoją Pragę, jedno z najbardziej klimatycznych miejsc w stolicy. Mam nadzieję, że dzięki temu miejscu uda się to miejsce jeszcze bardziej wypromować - mówiła podczas otwarcia Barbara Tekieli, dyrektor stołecznego biura turystyki. Z kolei, burmistrz dzielnicy Praga-Północ, ma nadzieję, że nowy punkt zwiększy ruch turystyczny w dzielnicy.
Po powitalnych przemówieniach zaproszono chętnych do obejrzenia punktu. W środku oprócz telewizora, na którym można wirtualnie zwiedzić dzielnicę, nie ma prawie nic. Publikacje dotyczące Pragi zostaną dopiero wydane przez biuro turystyki - najprawdopodobniej w przyszłym roku. W tegorocznym budżecie nie było już na nie funduszy. Miasto umieściło wobec tego na witrynie spacerowniki po dzielnicy wydane przez... Info Praga, które działa po sąsiedzku. - Na razie będziemy ściśle współpracować z Info Praga, żeby nasz punkt się rozwijał - podkreśla Tekieli.
Pozarządowa Info Praga działa przy ul. Ząbkowskiej 36 i ma lokal znacznie lepiej przystosowany do przyjmowania zagranicznych gości: przestronne biuro w jednym pomieszczeniu, galerię w drugim oraz zaplecze. Od półtora roku wykonuje obowiązki miasta w kierowaniu turystów, pokazywaniu im tras wycieczkowych, wydawaniu spacerowników oraz turystycznych broszur ukierunkowanych na Pragę. Info Praga przyjmowało każdego dnia od kilkunastu do kilkudziesięciu turystów. - Wiadomość o otwarciu miejskiego punktu informacji turystycznej zaskoczyła nas - mówi Katarzyna Sawko - Mamy poczucie, że wykonaliśmy całą pracę u podstaw, którą teraz wykorzystuje miasto - dodaje.
Argumentem dyrektor biura turystyki świadczącym za otwarciem nowej stołecznej informacji na prawym brzegu Wisły, jest to, że Info Praga nie działa w niedziele, a w soboty jedynie do godz. 14. Ale pozarządowy punkt mógłby działać siedem dni w tygodniu, gdyby znalazły się na to pieniądze. - Dobijaliśmy się do urzędów o jakieś dofinansowanie czy współpracę, ale nadaremnie. Zarabiamy głównie na projektach, z których musimy opłacić czynsz, wydanie ulotek i materiałów promocyjnych, ludzi pracujących już i tak społecznie - mówi Sawko.
Docelowo stołeczny punkt informacji turystycznej ma być czynny codziennie. Wobec takiej konkurencji Info Praga zapowiada za to ograniczenie swojej działalności. Zdaniem przedstawicieli placówki nie ma sensu wyrywać sobie turystów na siłę. - Skupimy się na projektach aktywizujących prażan i okolicę, bo co teraz mamy robić? - mówi Katarzyna Sawko.
Stołeczny punkt informacji turystycznej zacznie działać od najbliższej soboty. Mieszkańcy Pragi nie wróżą mu jednak przyszłości. - Lepiej było dofinansować istniejący punkt, a nie tak bezczelnie zżynać. Info Pragę już wszyscy znają w okolicy, a ten się nawet nie wyróżnia - mówią.

Zobacz całość »



Plaże w Międzyzdrojach są pilnowane przez detektywów?

Zobacz całość »
Międzyzdroje wynajęły ludzi z jednostek specjalnych, by turyści w mieście czuli się bezpieczniej. Zatrudnieni detektywi patrolują brzeg i plażę. Miasto wydaje na tą usługę 200 tys. zł miesięcznie.
I tak pośród turystów spacerujących po molo w Międzyzdrojach przechadza się umundurowani ochroniarze. Po dyskotekach i knajpach również chodzą detektywi w cywilu. Ochroniarze sprawdzają, czy w lokalach nie są sprzedawane narkotyki. Inwigilują też grupy przestępcze, również pod kątem terroryzmu.
Detektywi pilnujący kurortu to byli policjanci operacyjni ze Szczecina. Pracując w nocy, dbają o bezpieczeństwo wokół dyskotek i pubów. W dzień patrolują brzeg i plażę, głównie na szybkiej łodzi, jakiej nie ma nawet wodna służba w Szczecinie.

Zobacz całość »



Lufthansa kupi Austrian Airlines?

Zobacz całość »
Niemiecka linia lotnicza złożyła ofertę kupna udziałów w Austrian Airlines - poinformował rzecznik Lufthansy Andreas Bartels.
Wystawione na sprzedaż jest 18 proc. z 43-proc. państwowego pakietu Austrian Airlines . Przewoźnik nie jest obecnie w dobrej kondycji - w tym roku przewiduje stratę w wysokości 70 - 90 mln euro.
Rząd austriacki ma nadzieję, iż kupnem flagowego przewoźnika tego kraju będą zainteresowane również KLM/Air France, Aerofłot i Turkish Airlines. Nabywca Austrian Airlines będzie musiał zobowiązać się do pozostawienia centralę linii w Wiedniu. Nie będzie mógł również zmienić nazwy przewoźnika. Po transakcji państwowe udziały w Austrian Airlines będą większe niż 25 proc., co w szczególnych przypadkach pozwoli na prawo weta.
Lufthansa ostatnio bierze czynny udział w zmianach na rynku przewoźników europejskich. Została wybrana przez włoski rząd jako partner do restrukturyzacji Alitalii.
Austrian Airlines i Lufthansa współpracują ze sobą od wielu lat. Od 2000 r. są członkami Star Alliance.

Zobacz całość »



Monachium: zapalił się samolot włoskich linii lotniczych

Zobacz całość »
Na lotnisku w Monachium zapalił się samolot włoskich linii lotniczych Dolomiti. Pasażerowie ewakuowali się wyskakując wprost z maszyny na płytę lotniska - podała agencja Reuters, a za nią TVN24.
Od razu po zauważeniu płomieni wszyscy pasażerowie natychmiast ewakuowali się z płonącej maszyny. Część z nich - po specjalnym rękawie. Pozostali, którzy znajdowali się przy dziobie samolotu, nie czekali, ani na rękaw, ani na schody - wyskakiwali wprost na płytę lotniska.
Służby lotniskowe szybko ugasiły pożar samolotu. Na razie nie jest znana przyczyna zapalenia się samolotu. Obecnie maszyna jest aprawiany w hangarze na monachijskim lotnisku.
Wszyscy pasażerowie pechowego lotu dostali od Dolomiti bilety na następny samolot.

Zobacz całość »



Samolot Ryanair rozhermetyzował się w powietrzu. Konieczne było awaryjne lądowanie.

Zobacz całość »
Za pewne do końca życia zapamiętają swoją podróż pasażerowie pechowego lotu Ryanair z Bristolu do Hiszpanii. W samolocie podczas loty nagle spadło ciśnienie. Samolot awaryjnie lądował w Limoges, w środkowej Francji. Finalnie do miejscowego szpitala trafiło od 16 do 26 osób - podało TVN24.
W poniedziałkowy wieczór samolot Ryanair o numerze lotu FR9336 planowo opuścił lotnisko w Bristolu, w południowo-zachodniej części Wielkiej Brytanii. Boeing 737 z 168 pasażerami na pokładzie miał dolecieć do Barcelony, gdy nagle w maszynie ciśnienie obniżyło się do tego stopnia, że wypadły maski tlenowe.
- Kapitan podjął decyzję o obniżeniu pułapu i zawróceniu na lotnisko w Limoges około 23.30 - poinformował przewoźnik w oświadczeniu.
Osoby które przewieziono do szpitala uskarżały się na ostry ból uszu. Pen Hadow, jeden z pasażerów feralnego lotu powiedział telewizji Sky, że sytuacja w powietrzu była traumatyczna.
- Nagle usłyszeliśmy głośny huk powietrza i poczuliśmy lodowate powietrze. Wtedy wypadły maski tlenowe. Nikt nie wiedział co się dzieje - opowiadał Hadow.
Obecnie wiadomo już, iż kabina samolotu uległa rozhermetyzowaniu. Nie wiadomo jednak jakie były tego przyczyny.

Zobacz całość »



Internauci mniej chętnie kupują wakacje online?

Zobacz całość »
Jak podaje serwis eMarketer zmniejsza się liczba osób, które decydują się zapłacić za letnie wakacje korzystając z sieci.
Z drugiej jednak strony wzrasta średnia wartość pojedynczej transakcji. W roku 2007 całkowita sprzedaż usług turystycznych online wyniosła 93,8 mld dolarów, co oznacza wzrost o 19% w porównaniu z rokiem 2006. W tym roku rynek ma osiągnąć wartość 105,1 mld, co daje skok o 12%. Za to na kolejne lata przewidywane są również dwucyfrowe wzrosty.
Ale pomimo tych optymistycznych danych coraz mniej osób decyduje się na zakup wakacji przez Internet. Jak twierdzi Jeff Graua, analityk eMarketera, to wynik przede wszystkim niskiego poziomu obsługi oferowanego przez e-biura podróży. Ten fakt sprzyja powrotom to klasycznych form sprzedaży.
Grau wyjaśnia, że w tradycyjnym salonie klient może liczyć na profesjonalną poradę oraz podejście indywidualne. Natomiast ludzie, którzy wyjeżdżają dosyć często, są zwykle dobrze wykształceni i nieźle zarabiający. Masowy charakter działalności e-biur może im nie odpowiadać.
Analityk zwraca również uwagę na szybki rozwój nowej generacji aplikacji turystycznych online, np. społeczności, dzięki którym internauci mogą bardzo szybko zdobyć informacje, które firmy są niesolidne.

Zobacz całość »



Centralwings odprawił czteromilionowego pasażera

Zobacz całość »
Polskie Linie Lotnicze Centralwings przewiozły już 4 miliony pasażerów. Czteromilionowa pasażerka przyleciała w poniedziałek, 25 sierpnia, rejsem C0 298 z Dublina do Gdańska. Pani Anna Felberg, otrzyma od linii certyfikat potwierdzający jubileuszowy przelot Polskimi Liniami oraz zestaw upominków ufundowanych przez Centralwings, Port Lotniczy Gdańsk oraz Line4You, dostawcę systemów sprzedaży biletów na Gdańskim Lotnisku.
Linie Centralwings rozpoczęły działalność lotniczą na przełomie 2004 i 2005 roku, a w lutym 2005 po raz pierwszy przewiozły pasażerów rejsem regularnym na trasie z Warszawy do Londynu. Pierwszy milion pasażerów linie przewiozły do kwietnia 2006 roku. Dwu i trzymilionowy pasażer lecieli samolotem Centralwings odpowiednio w marcu i grudniu 2007 roku. Do teraz z usług przewoźnika skorzystało ponad 4 miliony pasażerów.
Port Lotniczy im. Lecha Wałęsy stale współpracuje z liniami Centralwings od 27 marca 2006 roku, kiedy samoloty Polskich Tanich Linii Lotniczych po raz pierwszy wykonały rejs regularny na trasie do Dublina. Pierwszy rejs czarterowy z Gdańska linie wykonały jeszcze wcześniej, 7. lutego 2006 do Sharm El Sheikh. Obecnie z Gdańska pasażerowie Centralwings mogą polecieć między innymi do Dublina, Rzymu, Edynburga, Haugesund, Salonik i Heraklionu.

Zobacz całość »



::: 2008-08-27 :::


Coraz więcej szkół kształci specjalistów w dziedzinie turystyki?

Zobacz całość »
Do zadań pracowników biur turystycznych należy między innymi organizacja udanego wypoczynku klientów. Często w biurach pracują absolwenci i studenci ostatnich lat kierunków hotelarskich i turystycznych. Zarządzanie wypoczynkiem jest zadaniem dla profesjonalistów, które wymaga łączenia wiedzy z różnych dziedzin życia.
Na kierunkach związanych z turystyką i rekreacją zdobywa się wiedzę teoretyczną z zakresu organizacji podróży, hotelarstwa, gastronomii, a także zarządzania informacją turystyczną. Studia umożliwiają również odbycie odpowiednich praktyk oraz oferują przygotowanie do założenia własnej działalności.
Absolwenci kierunków związanych z turystyką powinni dysponować również wiedzą prawniczą, związaną z zagadnieniami informatycznymi, a także znać języki obce. Zazwyczaj absolwenci takich kierunków pracują jako menedżerowie turystyki, specjaliści w administracji samorządowej, pracownicy obsługi ruchu turystycznego, szefowie służby hotelowej, a po uzyskaniu dodatkowych uprawnień również jako instruktorzy rekreacji, piloci wycieczek i ratownicy wodni.
Zajęcia podczas studiów dotyczą takich zagadnień jak: organizacja i zarządzanie, psychologia, fizjologia człowieka, geografia turystyczna, ekonomia turystyki, prawo w turystyce, rekreacja ruchowa, rachunkowość, krajoznawstwo, e-handel, techniki komunikacji interpersonalnej oraz metody badań rynku turystycznego. Hanna Borowska, kierownik biura Travel Team w Poznaniu zaznacza - Wszyscy nasi pracownicy to absolwenci kierunków turystycznych. Są to wciąż bardzo poszukiwanymi kandydaci, a rynek turystyczny w Polsce przecież dopiero się rozwija.
Szkoły, które kształcą przyszłych specjalistów od turystyki dbają, aby studenci trafili na rozwijające praktyki. Piotr, obecnie właściciel biura podróży, absolwent hotelarstwa wspomina swoje praktyki w jednym z warszawskich hoteli: - Rynek hotelarstwa dopiero raczkował. W stolicy było tylko kilka dobrych hoteli, a my bardzo walczyliśmy, by mieć w nich praktyki. Pamiętam, jak w sobotni poranek zostaliśmy poproszeni o polerowanie kieliszków. Wzięliśmy szmatki i zanurzeni w konwersacji o szaleństwach piątkowej nocy wycieraliśmy kilkadziesiąt kryształowych naczyń. Gdy "odmeldowaliśmy" wykonanie zadania, opiekunka wróciła, zapaliła halogeny, wzięła pierwszy z brzegu kieliszek i obejrzała pod światło. Krzyknęła jedynie: "To ma być wypolerowany kieliszek?" i zarządziła powtórkę. Wtedy zrozumiałem, że branża hotelarska to nie żarty.
Wyższa Szkoła Hotelarstwa, Gastronomii i Turystyki w Warszawie oferuje studiowanie turystyki i rekreacji w trybie dziennym lub zaocznym. Po czwartym semestrze studenci wybierają specjalności z: animacja turystyki i rekreacji, obsługa ruchu turystycznego, hotelarstwo i gastronomia, marketing, zarządzanie i reklama w turystyce. Studenci zaoczni mogą wybrać również zarządzanie finansami przedsiębiorstw turystycznych, integrację europejską oraz kształtowanie środowiska dla potrzeb turystyki i rekreacji.
Studenci wyjeżdżają na praktyki oraz obozy między innymi do należącego ośrodka w mazurskich Ogonkach, który należy do uczelni.
Wyższą Szkołę Organizacji Turystyki i Hotelarstwa założyła Ogólnokrajowa Spółdzielnia Turystyczna Gromada. Oferuje ona dwie specjalności w ramach kierunku turystyka i rekreacja: organizację i obsługę ruchu turystycznego oraz hotelarstwo i turystykę. Szkoła ma w ofercie także trzysemestralne studia podyplomowe z zakresu turystyki, a także dwusemestralne propozycje dla nauczycieli: hotelarstwo i gastronomia oraz zarządzanie firmą turystyczną. Program praktyk uczelni obejmuje trzy działy: hotel, gastronomię i biuro turystyczne. Odbywają się w takich obiektach jak: Marriott, Intercontinental, Le Rogal Meridien Bristol, Kyriad Prestige, Sheraton, Jan III Sobieski i Bristol. Student musi obowiązkowo odbyć 10 tygodni praktyk, a w przypadku studentów zaocznych jest to 5 tygodni. Dużym powodzeniem cieszą się również praktyki zagraniczne w Grecji, Hiszpanii, Włoszech, na Cyprze, a także w Stanach Zjednoczonych.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie została uhonorowana odznaką Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej za zasługi dla rozwoju turystyki. Dzięki umowie podpisanej między innymi z NMC Amadeus Polska, uczelnia umożliwia studentom bezpłatne zapoznanie się z systemami rezerwacji używanymi np.: przez United Airlines i British Airways. Szkoła organizuje też praktyki zawodowe i obozy szkoleniowe: roczne w Roadmoor Hotel w Colorado Springs, trzymiesięczne w hotelach w Schwarzwaldzie, treningi żeglarskie, kajakarskie oraz kultywuje turystykę pieszą. Studenci mają do wyboru dwie specjalności: turystyka międzynarodowa oraz hotelarstwo i gastronomia.
Wyższa Szkoła Ekonomii i Prawa im. Prof. E. Lipińskiego w Kielcach daje możliwość między innymi zdobycia Europejskiego Certyfikatu Umiejętności Komputerowych. Studenci muszą zdać egzamin certyfikacyjny poziomu biegłości językowej na poziomie B2 Europejskiego Systemu Opisu Kształcenia Językowego Rady Europy. Podczas studiów obowiązkowo uczą się dwóch języków obcych, w tym angielskiego. Na uczelni można studiować turystykę międzynarodową, która dotyczy globalnego ruchu turystycznego z zajęciami z geografii turystycznej, krajoznawstwa i ekologii, hotelarstwa, gastronomii. Do wyboru jest również rekreacja i sporty. W jej programie znajdują się zagadnienia dotyczące zagospodarowania czasu wolnego i rekreacji w pracy, zdobywania wiedzy z zakresu odnowy biologicznej, fitness i sportów ekstremalnych, a także opieki i turystyki dzieci, osób starszych i niepełnosprawnych.
Uczelnia bierze udział w krajowych targach turystycznych oraz Międzynarodowych Targach Turystycznych w Berlinie.
W większości polskich szkół należy okazać badania lekarskie, a na kierunkach na AWF dodatkowo zdać egzamin ze sprawności fizycznej. Często wymagany jest również egzamin z języka obcego. Dodatkowe punkty uzyskuje się za posiadanie uprawnień z zakresu turystyki i rekreacji.
Absolwenci najlepszych zagranicznych szkół w momencie odebrania dyplomu otrzymują propozycje menedżerskie w najlepszych hotelach na całym świecie. W Hotel Institute Montreux (HIM), jednej z najsłynniejszych szkół hotelarskich kształcona jest przede wszystkim kadra menedżerska. Studenci odbywają praktyki w miejscowych, luksusowych hotelach, gdzie są bardzo wysokie wymagania. Szwajcarski kurort jest jednym z najmodniejszych miejsc wypoczynku dla bardzo bogatych Szwajcarów i Francuzów.
Szkoła postawiła na naukę w międzynarodowym towarzystwie. Studenci przyjechali do Szwajcarii z 60 krajów świata. Zajęcia w HIM prowadzone są w języku angielskim, który obowiązuje we wszystkich dziedzinach związanych z uczelnią.
Jednak czesne na tej uczelni wynosi około 25 tys. franków szwajcarskich rocznie, czyli 50 tys. złotych.

Zobacz całość »



Hotel nie ma prawa zatrzymać dowodu osobistego gościa!

Zobacz całość »
Na łamach Gazety Prawnej pojawiło się pytanie, które nie do końca dobrze świadczy o polskich obiektach, które broniąc się przed niepłacącymi klientami czasami przekraczają granicę prawa.
Na łamach gazety czytelniczka opowiedziała jak podczas wakacyjnego pobytu w nadmorskim hotelu, została zmuszona przez recepcjonistę do oddania dowodu osobistego celem spisania danych do meldunku. Gdy następnego dnia po przyjeździe poprosiła o jego zwrot, recepcjonista odmówił, tłumacząc, że odda jej dowód w dniu, kiedy będzie wyjeżdżała, czyli po tygodniu pobytu. Wydało jej się to dość dziwne, ale nie chcąc się sprzeczać, zostawiła dowód.
Takie postępowanie recepcji obiektu było niezgodne z polskim prawem.
Recepcjonista bowiem nie miał prawa zatrzymywać dokumentu. Nie miał również żadnych podstaw prawnych, żeby zażądać od gościa hotelu pozostawienia dowodu osobistego na czas trwania jego pobytu. Takie bezprawne zatrzymanie dowodu osobistego jest zagrożone karą ograniczenia wolności bądź też grzywną. Osoba, która przyjeżdża do domu wczasowego albo wypoczynkowego, pensjonatu, hotelu, motelu, domu wycieczkowego, schroniska, pokoju gościnnego, campingu lub na strzeżone pole biwakowe bądź do innego podobnego zakładu, jest zobowiązana zameldować się na pobyt czasowy przed upływem 24 godzin od chwili przybycia. Ów obowiązek wynika bezpośrednio z ustawy o ewidencji ludności i dowodach osobistych. Zameldowania należy dokonać u kierownika zakładu lub upoważnionej przez niego osoby. Jeśli chodzi zaś o osobę przebywająca w określonej miejscowości w celach turystyczno-wypoczynkowych poza wymienionymi zakładami jest zwolniona z obowiązku zameldowania się, jeśli jej pobyt w danej miejscowości nie przekracza 30 dni.
Zgodnie z art. 33 przedmiotowej ustawy nie wolno zatrzymywać cudzego dowodu osobistego, za wyjątkiem przypadków, które zostały określone w ustawie. Żaden spośród przepisów powyższego aktu prawnego, który odnosi się do obowiązku zameldowania wczasowiczów oraz turystów nie przewiduje możliwości zatrzymania tegoż dokumentu w pensjonacie lub też w hotelu na czas trwania pobytu w danym ośrodku. Jest to jednoznaczne z faktem, że żądanie recepcjonisty opisane w pytaniu było całkowicie bezprawne i winno spotkać się z odmową gościa hotelowego. Warto także zaznaczyć, że zgodnie z art. 55 ust. 2 ustawy o ewidencji ludności i dowodach osobistych, kto zatrzymuje cudzy dowód osobisty podlega karze ograniczenia wolności do 1 miesiąca albo karze grzywny.
Podstawa prawna: art. 33 ustawy z dnia 10 kwietnia 1974 r. o ewidencji ludności i dowodach osobistych (t.j. Dz.U. z 2006 r. nr 139, poz. 993 z późn. zm.).

Zobacz całość »



UE: jeden bilet na samolot i pociąg?

Zobacz całość »
Bruksela podjęła decyzję o zintegrowaniu kolei z lotnictwem. Komisja Europejska chce, aby bilety na pociągi oraz samoloty można było kupować w jednym miejscu. Projekt tych właśnie zmian trafił obecnie do konsultacji społecznych.
Być może już za kilka lat, chcąc wybrać się np. z Olsztyna do Londynu, będzie można w jednym miejscu kupić bilet na pociąg, który będzie miał za zadanie zabrać pasażerów na lotnisko i na rejs samolotem, na który udadzą się bezpośrednio z pociągu. Jak można przeczytać w "Rzeczpospolitej", to nowy projekt Komisji Europejskiej, która chce, aby podróżowanie po Europie było łatwiejsze.
W chwili obecnej urzędnicy z Brukseli chcą zbadać techniczne oraz organizacyjne możliwości wprowadzenia nowego systemu. Równocześnie należy rozpocząć debatę dotyczącą celowości i sposobu wprowadzenia nowych rozwiązań.
Wspólna sprzedaż biletów będzie miała za zadanie również promować transport kolejowy. Konsultacje potrwają do 30 września, a dokument oraz związana z nim nowa strategia polityki Unii będą mogły zacząć obowiązywać już w przyszłym roku.
Ten nowy system miałby być podobny do tego, obecnie używanego przez linie lotnicze. Pasażer może kupić jeden bilet z punktu A do punktu C przez punkt B i wcale go nie interesuje, z usług jakiego przewoźnika będzie musiał skorzystać. Taki dostęp do systemu, który potrafi wybrać optymalną pod względem kosztów oraz czasu trasę, posiadają przewoźnicy, biura podroży oraz sami pasażerowie dzięki odpowiednim stronom internetowym.
W krajach Europy Zachodniej podobny system próbują wprowadzić przewoźnicy kolejowi, ale dotychczas z dużo mniejszym powodzeniem. W ramach systemu kolejowego przewoźnicy mogą udzielać informacji o połączeniach jedynie wybranym firmom.
W Polsce obecnie nadal trudno zdobyć w jednym miejscu wiadomości dotyczące kolejowych połączeń krajowych. Trwają prace nad powołaniem spółki, która miałaby sprzedawać bilety na połączenie obsługiwane przez wszystkich przewoźników operujących w kraju.
Jak mówi prezes PKP Intercity, Czesław Warsewicz, wprowadzenie takiego rozwiązania nie napotka kłopotów technicznych, jednak problemy mogą pojawić się w momencie, kiedy dotrze się do uregulowań prawnych oraz podatkowych.
Ten problem udało się już rozwiązać m.in. w Niemczech oraz w Szwajcarii, ale na razie tylko na wybranych trasach. System niemiecki łączy stacje kolejowe w Stuttgarcie oraz Kolonii z lotniskiem we Frankfurcie, a szwajcarski dworzec w Bazylei z lotniskiem w Zurychu. Jak informuje "Rzeczpospolita", pasażerowie opłacają oba przejazdy w jednym okienku.

Zobacz całość »



Kraków: wysokie ceny zabiją turystykę?

Zobacz całość »
Dennis McEvoy, nowojorczyk, licencjonowany przewodnik szydzi z tego stanu rzeczy. Jak mówi, na głównym piazza w Padwie wynajął dwuosobowy pokój za 38 euro, a za taką cenę w Krakowie można przenocować w budzie na peryferiach - czytamy na łamach Gazety Wyborczej.
Kraków - duma narodowa naszego kraju pustoszeje. Zdaniem Artura, właściciela popularnego hostelu na krakowskim Kazimierzu, Kraków nie oferuje gościom nic nowego poza kosmicznymi cenami. W Pradze na mecze piłki nożnej Slavii czy też Sparty chodzą tłumy cudzoziemców, a w Krakowie? Nawet biletu nie mogą dostać, a na dodatek pod stadionem Wisły "goście z zagranicy regularnie dostają w zęby". W Pradze dobrego gatunku piwo kosztuje grosze, a tutaj za polskie sikacze liczą sobie drożej niż w Barcelonie.
Odpływ turystów dał się we znaki Arturowi, który został ostatecznie zmuszony do wystawienia swojego hostelu na sprzedaż. Kupców poszukują właściciele aż czterech hosteli zlokalizowanych w samym centrum, a jeszcze niedawno odsyłali gości z kwitkiem.
Nawet w uznanej za najpiękniejszą kawiarnię świata Loch Camelot można odnaleźć obecnie wolne miejsca, co jest rzeczą nie do pomyślenia!
Biuro ds. Turystyki krakowskiego magistratu stwierdza czarno na białym, że w krakowskich hotelach oraz hostelach w pierwszej połowie 2008 r. ubyło: Niemców i Amerykanów o jedną trzecią, Włochów - o jedną czwartą, a Francuzów - o jedną piątą. Nawet raczący się alkoholem na umór Brytyjczycy, chociaż wciąż jest ich najwięcej, powoli tracą sentyment do krakowskich "stag parties", czyli wieczorów kawalerskich.
Pełnomocniczka prezydenta Krakowa ds. turystyki, Grażyna Leja powiedziała, że jeżeli teraz nie zostaną podjęte jakieś działania, za rok będzie można tylko tęsknić nawet za wieczorkami kawalerskimi z Anglii.
Jak alarmuje znany restaurator Jacek Łodziński, jeszcze gorsza sytuacja panuje w Sukiennicach. Niektóre spośród kramów zanotowały przychody mniejsze nawet o 80 proc. Jako przyczynę podaje fakt, że ledwie ujrzano w Krakowie tłumy turystów, już ceny poszły szaleńczo w górę.
Na dodatek nie polepsza sytuacji mocny złoty. Za dzień zwiedzania Wawelu trzeba zapłacić ponad 50 zł (15 euro), zwiedzanie kopalnia soli w Wieliczce to koszt 48 zł (ponad 14 euro). Za kawę wypitą na Rynku zapłacimy do 12 zł (ponad 3,5 euro), a za kufel "słynnego taniego polskiego piwa" w pubie trzeba wydać 7-8 zł (2-2,4 euro).
Taksówka kosztuje więcej niż w Londynie, a bilet do Muzeum Narodowego kosztuje 20 zł, prawie tyle samo co do Luwru (9 euro), a należy tutaj zaznaczyć, że wstęp do londyńskiego British Museum jest bezpłatny.
Lotnisko Balice stoi w miejscu, już dwie linie się wyniosły - Sky Europe do Wiednia, a Germanwings do Katowic. Irlandzki Ryanair, który przywoził do Krakowa ponad pół miliona pasażerów rocznie, obecnie narzeka na opłaty lotniskowe.
Grażyna Leja twierdzi, że Kraków przegrywa z Pragą, ale w Czechach na promocję Pragi pieniądze daje rząd. To środki znacznie większe niż te, które można wysupłać z budżetu miasta. Nikogo nie interesuje fakt, że z 8 mln turystów, którzy rok temu zdecydowali się przyjechać do Krakowa, korzysta cały kraj?
Krakowscy urzędnicy pokładają nadzieję w wydarzeniach kulturalnych, koncertach, teatrze. Jak mówi Izabela Helbin, szefowa krakowskiej promocji, chociaż by nie wiadomo co zrobili, to piwo dla przylatujących tanimi liniami Anglików i tak nie będzie tanie. Dlatego trzeba postawić na jakość, ubożsi turyści nie przyjadą, trzeba walczyć o bogatych.
Zdradza również, jak Kraków zainwestuje w promocję - reklamówki miasta zostaną wyemitowane jesienią przez telewizję BBC.
Na razie z wizerunkiem "światowym" jest kiepsko. Rynek Główny przywodzi na myśl małomiasteczkowy bazar. Niemal ciągle są tutaj jakieś niby-targi, promocje, a w powietrzu znad drewnianych bud unosi się swąd grillowanych kiełbasek.

Zobacz całość »



Ciekawy pomysł na promocję - 13 wycieczek na dziesięciolecie województwa świętokrzyskiego

Zobacz całość »
Pomysł na cały projekt podsunęła "Gazeta Wyborcza", a koszty przejazdów zostaną pokryte przez marszałka województwa, jeżeli chodzi natomiast o przewodników, to zostaną oni zapewnieni przez starostwo powiatów. 7 września, w niedzielę, wyruszy z Kielc wycieczka, a takiej z pewnością jeszcze nie było. Powędruje ona do każdego powiatu w województwie świętokrzyskim.
Zastanawiając się, w jaki sposób najlepiej uczcić jubileusz powstania województwa świętokrzyskiego, podjęto decyzję o organizacji wielkiej wycieczki po tymże regionie. Pomysłodawcy chcą, aby wszyscy "Odkryli Świętokrzyskie" na nowo i naocznie przekonali się o niezmierzonej ilości cudnych oraz wartych zwiedzenia miejsc.
Według planu organizatorów, w niedzielę z parkingu urzędu wojewódzkiego wyruszy 13 autokarów, a dokładniej po jednym do każdego ze świętokrzyskich powiatów. Cały pomysł został podsunięty przez "Gazetę Wyborczą", a spodobał się marszałkowi Adamowi Jarubasowi. Mało tego przyklasnęli mu również w starostowie, które zostało poproszone o zapewnienie przewodników. Żaden spośród urzędników nie odmówił. A przy okazji, starostowie byli zachęcani, aby oni sami zorganizowali dla mieszkańców powiatów wycieczki w drugą stronę - do Kielc.
Teraz wszystko zależy od tego, ile osób odpowie na zaproszenie pomysłodawców, którzy chcieliby, żeby autokary wyruszyły z Kielc bez wolnych miejsc do każdego powiatu, ponieważ w każdym jest mnóstwo atrakcji, muzeów, ciekawych zabytków czy też pomników przyrody. Podczas jednodniowej wycieczki nikt na pewno nie będzie się nudzić. Co tyczy się również najmniejszego powiatu kazimierskiego, którego starosta Jan Nowak zaproponował, aby autokar po drodze zatrzymał się w Wiślicy w powiecie buskim albo w Chrobrzu w pińczowskim. Aby włączyć się do programu wycieczki atrakcji sąsiadów myślał także sekretarz powiatu Marek Krupa. Kiedy jednak zaczęto przymierzać się do układania całego programu, okazało się, że na zwiedzenie samego powiatu kazimierskiego braknie czasu. A już tym bardziej, że gospodarze przygotowują dodatkowe atrakcje dla wycieczkowiczów. Jak zdradził sekretarz Krupa, na dobry początek pojawi się kawa. Wizyta w powiecie mogącym się pochwalić m.in. przepiękną kaplicą w Bejscach, czy też porównywalną z Zygmuntowską na Wawelu, zakończy się prawdopodobnie na "Marchewkowym Święcie", czyli na festynie w Sielcu Kolonii.
Starostowie skarżyski oraz staszowski pragną zaprosić na powiatowe dożynki licznych gości. Starosta konecki kusi m.in. poczęstunkiem na terenie zabytkowego zakładu hutniczego w Maleńcu.
Na trasie wycieczek znalazły się nie tylko miejsca i obiekty znane, ale również te położone z dala od turystycznych szlaków, które od ponad czterech lat są przedstawiane na łamach "Gazety" w cyklu "Odkrywamy Świętokrzyskie". O wszystkich tych atrakcjach, jakie będą czekały w powiatach, będzie można przeczytać od jutra w "Gazecie". O tych krajoznawczych, rozrywkowych, a także kulinarnych. Dziś rozpoczynają się zapisy na wycieczki.
Wszystkie autokary wyruszą z Kielc w niedzielę 7 września o godz. 8. Powrót planowany jest przed godz. 19, ponieważ o tej porze rozpocznie się w amfiteatrze na Kadzielni koncert "Świętokrzyskie Gwiazdy dla Świętokrzyskiego", który został zaproponowany przez "Echa Dnia".
Jak można się zapisać na wycieczkę
Zapisy są przyjmowane od poniedziałku do piątku w godz. 11-12 i 16-17 pod nr tel. 041 24 98 201. Można również przyjść do redakcji "Gazety Wyborczej" w godz. 9-17 i osobiście zgłosić swój udział.
Do wyboru jest 13 powiatów: buski, jędrzejowski, kazimierski, kielecki ziemski, konecki, opatowski, ostrowiecki, pińczowski, sandomierski, skarżyski, starachowicki, staszowski i włoszczowski. Jeżeli pojawi się taka sytuacja, że na wycieczkę do któregoś z powiatów zabraknie miejsc, można będzie wybrać inny. Na wycieczki są zaproszeni wszyscy chętni, pojedyncze osoby oraz całe rodziny, a ponadto grupy zorganizowane, dzieci i młodzież szkolną z opiekunami.

Zobacz całość »



Terminal Portu Lotniczego Lublin zaprojektuje polsko-hiszpańskie konsorcjum

Zobacz całość »
Nowy port lotniczy ma być biały, a ponadto najpiękniejszy w Europie. Sener - ARE - Polconsult, polsko-hiszpańskie konsorcjum ma zaprojektować terminal Portu Lotniczego Lublin. Sąd konkursowy jest zdania, że to najlepsza koncepcja spośród 15 tych nadesłanych, a należy tutaj zaznaczyć, że wszystkie były na wysokim poziomie.
Składający się z ośmiu osób sąd konkursowy, którego przewodniczącym był architekt Stefan Kuryłowicz, ogłosił swoją decyzję w Trybunale Koronnym w poniedziałek.
Do konkursu na opracowanie koncepcji architektonicznej zgłosiło się w czerwcu 42 uczestników, a wśród nich firmy z Niemiec, Szwajcarii oraz Hiszpanii. Tydzień temu swoje propozycje nadesłało ostatecznie 15 firm.
Zasady regulamin konkursowego dawały projektantom wolną rękę, co oznacza, że sami podejmowali decyzję o wyglądzie obiektów. Mowa o hangarach, terminalu i znajdujący się w nim pasażu. Ale mimo wszystko konkurs stawiał twarde warunki odnośnie wymogów technicznych, których musieli przestrzegać projektanci. Chodzi np. o płytę, długości pasa startowego, usytuowanie terminalu, strefę odlotu i ogólnodostępną.
Jak powiedział do władz miasta oraz województwa Kuryłowicz, kiedy go poproszono o przewodnictwo w jury, trochę się obawiał. Zwykle na przygotowanie warunków konkursu potrzebne jest pół roku. Ale przekonał go ostatecznie zapał władz miasta. Otrzymano 15 prawie równorzędnych prac, a w jego ocenie to sukces.
30 tys. zł i tym samym trzecie miejsce przypadło w udziale spółce ATI Architektura Technika Inwestycje z Warszawy. Drugie miejsce i 50 tys. zł otrzymała pracownia WXCA s.c. Szczepan Wroński. Natomiast pierwsze miejsce i tym samym główną nagrodę - 100 tys otrzymał wspólny projekt hiszpańskiej firmy Sener oraz polskich: ARE i Polconsult.
Sąd uznał walory projektu jakimi są sprawne połączenie terminala z zabudową portową. Założeniem tego pomysłu są szynobusy, które mają wjeżdżać wprost do terminalu. Jak argumentował Kuryłowicz, projekt charakteryzuje funkcjonalny schemat komunikacji kołowej, a ponadto strefa odlotów i przylotów na jednym poziomie oraz funkcjonalne wnętrze.
Zaznaczył również, że, jeżeli zwycięzca nie podejmie decyzji o zaprojektowaniu terminala, to w takim razie zarząd spółki PLL rozpocznie rozmowy z drugą nagrodzoną firmą.
Jak powiedział przewodniczący sądu konkursowego, jest on przekonany, że ten terminal będzie wizytówką miasta, a ponadto może być najpiękniejszy w Europie. Wybór tych firm jest równocześnie gwarancją szybkich prac projektowych. Podkreślił także, że w roku ubiegłym pracownia ARE zdobyła nagrodę roku za budynki mieszkalne w Warszawie.
Jak tłumaczy Adam Kluczek z ARE, która dzierżyła prym w architektonicznej wizji, projekt miał być łatwy w rozbudowie, a krótki okres konkursu nie stanowił problemu, ponieważ jest do tego przyzwyczajony. ARE chciałoby, aby terminal był znakiem charakterystycznym dla Lublina oraz Świdnika. Podkreśla także, że jego hiszpański partner zaprojektował m.in. lotnisko w Saragossie, mało tego wygrał też konkurs na rozbudowę lotniska w Balicach.
Grzegorz Muszyński, prezes spółki PLL, zapowiada, że w najbliższym czasie rozpoczną się rozmowy z firmą, a już na wiosnę ruszą prace przy budowie lotniska. Pierwszy samolot ma stamtąd wystartować w 2012 roku.
Koncepcje, które zostały wyróżnione
Wyróżnienia drugiego stopnia, za które przeznaczono po 6 tys. złotych zdobyli: Studio AG z Goleniowa, Zespół Projektowo-Inwestycyjny Kontrapunkt z Krakowa oraz niemiecko-brytyjskie konsorcjum ILF Consulting Engineers z siedzibą w Warszawie.
Wyróżnienie pierwszego stopnia wraz z czekiem na 12 tys. zdobyła pracownia S.A.M.I. Architekci Mariusz Lewandowski i Wspólnicy z Warszawy.

Zobacz całość »



Samoloty w EasyGo.pl zarobią półtora miliona złotych do końca roku 2008 ?

Zobacz całość »
To plan minimum, który został nałożony na startujący właśnie projekt internetowej sprzedaży biletów lotniczych w portalu turystycznym EasyGo.pl przez właścicieli. Gdańska spółka jest w trakcie realizacji przyjętej wcześniej strategii, która zakłada rozwijanie organizacji i mnożenie dochodów. Za dwa lata spółka chce stać się w kraju czołowym graczem jeżeli chodzi o sprzedaż biletów lotniczych przez Internet.
Uruchomienie sprzedaży biletów lotniczych to naturalna konsekwencja przyjętej przez spółkę strategii. EasyGo.pl docelowo ma się stać wielopłaszczyznową platformą turystyczną, która będzie integrować w swoim obszarze wszystkie najpopularniejsze, poszukiwane przez klientów usługi turystyczne i okołoturystyczne.
Jak potwierdza Mateusz Kazieczko, prezes Zarządu EasyGo.pl., sprzedaż biletów lotniczych była i jest jednym z podstawowych filarów w koncepcji spółki. Podstawą działalności portalu uważa się sprzedaż zintegrowanych imprez turystycznych, mało tego, swoją największą uwagę koncentruje ona na jakości oraz wielkości tego elementu. Dwa, co prawda mniejsze, ale równie ważnymi elementami są rezerwacja miejsc hotelowych oraz sprzedaż biletów lotniczych.
Jak zapewnia Mateusz Kazieczko, w tym momencie start projektu ma swoje naturalne uzasadnienie. Spółka uważnie monitoruje rynek usług turystyczny, sonduje go i analizuje pod wieloma aspektami jego zapotrzebowanie, nasycenie oraz koniunkturę. Na podstawie uzyskanych danych następuje wdrażanie kolejnych macierzystych projektów. W ocenie firmy to dobry moment na start kolejnego projektu.
Według informacji firmy Galileo by Travelport, z której oprogramowania korzystać będzie EasyGo.pl sprzedając bilety lotnicze, w chwili obecnej, za pośrednictwem systemów GDS około 13% biletów lotniczych w naszym kraju jest sprzedawanych przy pomocy serwisów internetowych (online + call center). Pomimo wysokiej dynamiki rynek ten wciąż jest, jak z tego wynika, w fazie rozwoju, a klienci przekonują się stopniowo, że zakupienie biletu lotniczego przez Internet jest szybkie, skuteczne, bezpieczne, a przede wszystkim bardzo wygodne.
Jak powiedział Marcin Pilarski, Country Manager Poland w Galileo by Travelport, w tej chwili z technologii jego firmy korzysta w Polsce kilkanaście większych portali internetowych, a ponadto liczba wyszukiwarek, które są oparte na GDS Galileo na polskich stronach dochodzi już do kilkuset, co oznacza, że Galileo posiada udział w rynku sprzedaży biletów lotniczych online na poziomie 25%.
Natomiast Tomasz Domżalski, dyrektor marketingu EeasyGo.pl, wyraża zadowolenie, że do grona partnerów dołącza tak poważny na rynku turystycznym gracz, jakim jest EasyGo.pl. Zapewnia również, że podejście jego firmy do realizacji każdego kolejnego projektu jest podobne - najważniejszy jest klient. Dodaje, że od początku postawiono na intuicyjność i ergonomię serwisu, a także na wygodę swoich użytkowników.
Każdy nowy projekt jest realizowany przez pryzmat takich samych wytycznych. Co oznacza, że każdy klient korzystający z usług w zakresie np. turystyki wyjazdowej nie napotyka na żadne problemy z rezerwacją oraz swobodnym poruszaniem się po stronach rezerwacji miejsc hotelowych, a w chwili obecnej nie będzie miał z kolejnym projektem. To bliźniaczo podobne, czytelne, proste i bardzo wygodne środowiska. Dzięki EasyGo.pl można skorzystać z rezerwacji biletów lotniczych w 425 liniach rejsowych a także w 90 tanich liniach lotniczy tzw. low cost. Technologie do obu grup są dostarczane przez firmy Galileo i Traveltech.
Jak dodaje Mateusz Kazieczko, obecnie projekt sprzedaży biletów lotniczych jest uznawany za naturalne uzupełnienie oferty, ale firma podchodzi do niego bardzo poważnie i wiąże z nim duże nadzieje. Do końca roku zamierza uzyskać z niego przychód wynoszący półtora miliona złotych. Spółka zakłada, że rynek ten będzie się bardzo dynamicznie rozwijał, a jej udział w nim będzie znaczący. EasyGo.pl ma w planach, stanie się już za dwa lata jednym z głównych sprzedawców internetowych biletów lotniczych w Polsce.

Zobacz całość »



Warszawa: prywatni przewoźnicy sami znaleźli sobie miejsce na dworzec

Zobacz całość »
Aleja Jana Pawła II, tuż obok Złotych Tarasów, hotelu Holiday Inn i drapacza chmur Rondo 1 - ścisłe centrum Warszawy. Na jezdni w stronę ronda ONZ cały prawy pas zajmują mikrobusy prywatnych firm, m.in. Contbus, Klan, Antrans, Halo Bus i Misura. Prywatni przewoźbnicy nie mogąc doczekać się budowy dworca dla mikrobusów, nielegalnie zajęli jeden z pasów al. Jana Pawła II - pisze życie Warszawy.
Problem w tym, iż stwarzając w stolicy zagrożenie dla ruchu. Sytuację rozwiązałaby budowa zatoki dla mikrobusów. Niestety, urzędnicy od czterech lat zastanawiają się, kto ma za nią zapłacić. A przewoźnicy gdzieś zatrzymywać się muszą.
Prowizoryczny dworzec przeszkadza m.in. gościom hotelu Holiday Inn. - Na ten "dworzec" nasi goście skarżą się praktycznie codziennie" - powiedział gazecie dyrektor hotelu Holiday Inn, Marek Rajski. I dodał: - Wyjazd z hotelu to czasami ruletka: będzie stłuczka czy
nie".

Zobacz całość »



Porwany samolot linii Sun Air chce lądować w Paryżu

Zobacz całość »
Porywacze, którzy wymusili lądowanie sudańskiego samolotu linii Sun Air w Libii, zażądali w nocy z wtorku na środę paliwa, aby mogli lecieć dalej do Francji - podała libijska agencja prasowa JANA.
Agencja jako źródło tej informacji przedstawiła dyrektora portu lotniczego w oazie Kufra. Twierdzi on, iż celem porywaczy jest lądowanie w Paryżu.
Maszynę lecącą z Nijali w Darfurze (Sudan) do Chartumu najprawdopodobniej uprowadzili darfurscy rebelianci ze skrzydła "Minni" Ruchu Wyzwolenia Sudanu (SLM). Porwany samolot to Boeing 737. Na jego pokładzie najprawdopodobniej jest ok. 100 osób.
Porywacze początkowo zamierzali lecieć do Kairu, lecz władze Egiptu nie wyraziły zgody na lądowanie. Samolot skierowano więc samolot do Libii.
Ruch Wyzwolenia Sudanu to jedna z dwóch głównych grup rebelianckich w Darfurze, zachodniej prowincji Sudanu. Od 2003 roku jest tam niebezpiecznie. Toczą się wali wewnętrzne. Frakcja Minni, określana tak od nazwiska swego przywódcy Minni Arcua Minnawi.

Zobacz całość »



Usterka systemu informatycznego zakłóciła ruch na amerykańskich lotniskach

Zobacz całość »
Wczoraj ruch lotniczy na wielu amerykańskich lotniskach był zakłócony. Samoloty wylatywały z opóźnieniem m.in. w portach lotniczych w Bostonie, Baltimore, Charlotte, Atlancie i Chicago.
Zgodnie z informacjami podanymi przez urząd ds. lotnictwa cywilnego (FAA), w centrum kontroli lotów w Hampton, w stanie Georgia, pojawił się problem z połączeniem z systemem analizującym dane dotyczące planów lotów. Lotami w całych Stanach Zjednoczonych zajmowali się więc kontrolerzy z Salt Lake City (w Utah).
Media podały, iż nic nie wskazuje, aby był to atak terrorystyczny.
Rzeczniczka FAA poinformowała, iż przyczyna usterki nie jest znana, ale nie miała ona wpływu na działanie radarów. Zapewniła, iż problem wkrótce będzie rozwiązany.

Zobacz całość »



Boeing 747 Air France wypadł z pasa startowego

Zobacz całość »
Wczoraj samolot francuskich linii lotniczych Air France wypadł z pasa startowego podczas lądowania na lotnisku im. Pierre-Eliotta Trudeau w Montrealu - poinformowała kanadyjska telewizja.
wypadek miał miejsce tuż po godzinie 18.00 czasu miejscowego. Sieć Global Television dodała, iż żaden z pasażerów nie ucierpiał. Nie doszło również co żadnych poważnych uszkodzeń samolotu.
Rzeczniczka lotniska powiedziała, iż personel pokładowy ewakuował ludzi z samolotu. Samolotem podróżowało 490 pasażerów i 18 członków załogi.
Kanadyjskie media poinformowały, iż lecący z Paryża boeing już wcześniej zgłaszał problemy z lądowaniem.

Zobacz całość »



Hakerzy przechwycili dane z kart kredytowych klientów Best Western

Zobacz całość »
Haker pochodzący z Indii sprzedał rosyjskiej mafii receptę na przechwycenie danych z kart kredytowych należących do ośmiu milionów osób mieszkających w ciągu ostatnich 12 miesięcy w którymś z 1312 europejskich hoteli należących do sieci Best Western. Takie informacje przekazała szkocka gazeta "Sunday Herald". Grupa posiada w Polsce kilkadziesiąt hoteli.
Hakerowi udało się przechwycić login oraz hasło pracownika administracji zatrudnionego w jednym z hoteli sieci w Szkocji. Zdobyte dane wystawił na aukcji 21 sierpnia 2008 roku, a jego klientem stała się rosyjska mafia.
Po godzinie od momentu wygrania aukcji mafijni programiści uzyskali dostęp do ogromnej bazy danych klientów całej europejskiej części międzynarodowej sieci hotelarskiej. W ich ręce miały dostać się dane z kart kredytowych, które wystarczyłyby, aby obciążyć je np. mafijnymi rachunkami wystawionymi za drogie samochody czy też biżuterię.
Szkocka gazeta o włamaniu poinformowała Best Western już dnia następnego. System został wyłączony, kopiowanie danych zostało wstrzymane. Kiedy "Sunday Herald" napisał o być może największym sieciowym włamaniu w dziejach historii, Best Western szybko wszystkiemu zaprzeczył.
Wydane oświadczenie potwierdziło fakt włamania oraz kradzieży danych, jednak zmniejszono znacznie jego zasięg. Haker, zamiast dostępu do danych ośmiu milionów osób, miał go zdobyć jedynie dane 115 klientów, a w dodatku jednego tylko hotelu, a pomóc w faktycznym przechwyceniu zaledwie trzynastu.
Best Western twierdzi, że gazeta kłamie i niepotrzebnie straszy, na co gazeta swojej wersji nie zmienia.
Według informacji Dziennika, polski oddział Best Western uzyskał wiadomości o aferze dzięki poczcie pantoflowej, od kolegów, którzy są zatrudnieni w tej samej sieci za granicą. Pracownicy nie mieli możliwości oceny zasięgu włamania, wiedzieli jedynie, że nikt z polskich klientów nie zgłosił jak dotąd żadnych informacji o kradzieży.
Hotele należące tej grupy mają w naszym kraju własne nazwy, chociaż wszystkie mają również logo Best Western.

Zobacz całość »



::: 2008-08-28 :::


Kelnerów i kucharzy warto szanować!

Zobacz całość »
Nauczyciele w Technikum Gastronomicznym w Cieszynie przekonują, że osób, którzy chcieliby podjąć naukę w zawodach kucharza czy też kelnera nie brakuje. Jak mówią, rok rocznie szkoła ma zapełnione klasy, które liczą ok. 30 osób. Taka sama liczba uczniów opuszcza co roku szkołę, a mimo to rąk do pracy wciąż brakuje. Arkadiusz Grygierek, z biura ofert Powiatowego Urzędu Pracy mówi, że w biurze pojawia się sporo ofert pracy dla kelnerów oraz kucharzy. Duże zapotrzebowanie na tego typu zawody odnotowuje się szczególnie w miejscowościach takich jak Ustroń, Brenna czy też Wisła.
Grzegorz Z., który od czterech lat prowadzi restaurację Sielanka w Ustroniu i wciąż nie może znaleźć szefa kuchni uważa, że winę za ten stan rzeczy ponosi między innymi emigracja. W Polsce utrzymuje się naprawdę duże zapotrzebowanie na kucharzy czy kelnerki. Ogłoszenie restauratora już od paru tygodni można odnaleźć w lokalnych gazetach, a pomimo tego żadnego odzewu nie ma. Tak naprawdę już od czterech lat nie udało mi się skompletować pełnej załogi. Większość spośród pracowników jest zatrudniona na sezon, albo, co stanowi pewien paradoks, chce się zatrudnić od września, kiedy sezon minie. Brak kucharzy, jak mówi Grzegorz Z. jest naprawdę dużym problemem.
Jeden z właścicieli restauracji w Górkach Wielkich mówi, że robota jest, jedynie ludziom nie chce się pracować. Wolą natomiast wyjechać za granicę i tam popracować kilka miesięcy a potem znów nic nie robić.
Kucharz w Beskidach może zarobić od 7 do nawet 15 zł za godzinę, natomiast pensja kelnera to od 5-11 zł plus napiwki, które bywa, że stanowią dodatkowy dochód dorównujący wysokością wypłacie. Kucharze z kwalifikacjami wykorzystują popyt i próbują wymuszać na pracodawcach wysokie wynagrodzenia. Właśnie stąd sytuacja, kiedy o restauracje, w której nie ma problemów z kadrą jest naprawdę trudno. Jak mówi anonimowo właściciel jednej z ustrońskich restauracji, kucharz z 10-letnim stażem chciał otrzymać 2,5 tys. zł netto, więc przyjął go na to stanowisko człowieka po kursie, który po prostu potrafi gotować, ale na kucharza z prawdziwego zdarzenia po prostu go nie stać.
Młodzi ludzie często zaczynają pracować na takich stanowiskach jak np. kelner. Niestety, często uznają taką pracę za chwilowe zajęcie, ponieważ nie jest to praca łatwa.
Istnieje także inny problem. Pracodawcy nie szanują swoich pracowników. Pracodawcy, którzy szanują swoich pracowników, zazwyczaj nie mają żadnych problemów kadrowych.
Są lokale gastronomiczne, w których obsada w ogóle się nie zmienia. Tak jest np. w Diablim Dołku. Edward N. prowadzący ze wspólnikiem lokal od 15 lat opowiada, iż u pracownicy właściwie się nie zmieniają, gdyż jego kadra tworzy zgrany zespół. Sam również zbiera zamówienia oraz docenia pracę swoich współpracowników, stara się ich rozumieć.
Podobną opinię można usłyszeć od Angeli K., która prowadzi Angel's pub w Ustroniu i od dwóch lat ma ten sam personel. Jak sama mówi, trzeba być po prostu człowiekiem, zapewnić urlop, mieć odpowiednią liczbę pracowników, tak, aby wszystko współgrało ze sobą i doceniać ich pracę.
I to właśnie jest cała recepta na umiejętną politykę kadrową.

Zobacz całość »



Intuicja uratowała stewardessie życie?

Zobacz całość »
Stewardessa, która jak jedna z 19 osób ocalała z katastrofy samolotu w Madrycie ocaliła swoje życie dzięki intuicji.
Decyzję, która ją uratowała podjęła wbrew swoim własnym przyzwyczajeniom, w ostatniej chwili. Może był to zwykły odruch, ale mógł to być równie dobrze nadnaturalny podszept przeznaczenia. To pewne, ten ruch uratował jej życie. Piękna i młoda stewardessa Antonia Martinez Jimenez opowiedziała, w jaki sposób udało jej się przeżyć katastrofę samolotu na madryckim lotnisku.
Antonia Martinez Jimenez jest 27-letnią kobietą, która do tej pory lubiła się uśmiechać i podróżować samolotami. Właśnie dlatego wybrała profesję stewardessy. Antonia jest również dzieckiem szczęścia, bo inaczej trudno byłoby wytłumaczyć to, co ją spotkało. Dosłownie cudem uszła z życiem z katastrofy pasażerskiego samolotu na madryckim lotnisku Barajas.
Jak opowiada dziennikarzom, zawsze siadała z tyłu samolotu, zarówno podczas startów jak i lądowań. To było dla niej zupełnie normalne, jednak tym razem usiadła inaczej. Feralny środowy lot z Madrytu miał dotrzeć na Wyspy Kararyjskie. Stewardessa poszła do przodu i usiadła na miejscu 1E.
Wszyscy, którym udało się przeżyć katastrofę siedzieli właśnie obok niej. Gdy samolot uderzył w ziemię i pękł, pasażerowie, którzy zajmowali siedzenia z przodu zostali wyrzuceni z maszyny. Dzięki temu nie spłonęli tak jak inni we wraku.
To jednak nie wszystko jeśli chodzi o niezwykłe szczęście grupki ocalałych. Prosto z maszyny wpadli do potoku, znajdujące się tam wody częściowo ochroniły ich ciała przed wybuchem paliwa. Ostatecznie katastrofę przeżyło 19 osób, właśnie tyle zostało odwiezionych do szpitali.
Jak mówi Antonia, która w wodzie znalazła się razem z lotniczym fotelem, który kiedyś stał na miejscu 1E, słyszała ludzi wołających o pomoc, ale już nic nie mogła dla nich zrobić. Zaraz potem usłyszała syreny i pomyślała, że jest uratowana.
Obecnie Antonia znajduje się w szpitalu. Jej obrażenia to kilka połamanych kości oraz poranioną twarz. Nie jest w stanie przypomnieć sobie samego momentu katastrofy. Nie potrafi również wytłumaczyć, dlaczego się przesiadła. Ale jednego jest świadoma, nigdy więcej nie wsiądzie już do samolotu. Dziennikarzom z "Daily Telegraph" powiedziała, że to już koniec latania, to co przeżyła było koszmarne.
Tymczasem liczba ofiar katastrofy wzrosła do 154. W sobotę zmarła jedna z 19 rannych pasażerów, 31-letnia Hiszpanka. Jak poinformowały źródła szpitalne w Madrycie, Maria Luisa Estevez Gonzalez, była w stanie krytycznym, miała poparzone ponad 70 proc. powierzchni ciała.
Spośród 18 pozostałych rannych dwie osoby w dalszym ciągu znajdują się w stanie krytycznym, a sześć w bardzo ciężkim i ciężkim.
Według ekspertów z hiszpańskiego stowarzyszenia pilotów bezpośrednią przyczyną wypadku był brak mocy maszyny, która nie była w stanie wzbić się w górę. Film, który został nakręcony przez kamerę państwowego operatora portów lotniczych AENA pokazuje, że pilotowi kończył się pas startowy, ale samolot nie mógł osiągnąć odpowiedniej wysokości.

Zobacz całość »



Szczecinek: najdłuższy w Europie wyciąg dla narciarzy wodnych

Zobacz całość »
Szczecinek zaprasza do siebie ofertą dla narciarzy wodnych. Na jeziorze Trzesiecko uruchomiono bowiem najdłuższy w Europie wyciąg dla narciarzy wodnych.
Wyciąg za 3 mln zł jest przystosowany też do rozgrywania imprez rangi mistrzostw świata. Zawieszona na 5 przytwierdzonych do dna jeziora masztach lina tworzy pętlę o długości 1 100 m. Prędkość ślizgu na nartach wodnych i wakeboardzie jest regulowana w zakresie od 22 do 58 km/h. Z tej atrakcji jednocześnie może korzystać 12 osób.
Wyciąg w Szczecinku jest czwartym tego rodzaju obiektem w Polsce. Pozostałe znajdują się w Augustowie, Lublinie i Ostródzie.

Zobacz całość »



Brazylia zainwestuje w modernizację lotnisk aż 2,5 miliarda dolarów

Zobacz całość »
Brazylia w 2014 roku będzie organizator piłkarskich mistrzostw świata i do tego czasu chce zmodernizować swoich 18 lotnisk. Na te inwestycje planuje przeznaczyć 2,5 miliarda dolarów.
Najwięcej zainwestuje na powiększenie lotnisk w Sao Paulo, Rio de Janeiro i Brasilii, które mają być gotowe już w 2010 roku. W Sao Paulo, które jest centrum międzynarodowych lotów, planowane jest powstanie całkiem nowego terminalu.
Wiceprezes Brazylijskiego Stowarzyszenia Lotnictwa Adalberto Febeliano zapowiedział, że przed mundialem lotniska obsłużą miesięcznie 8 mln pasażerów. Obecnie zdołają obsłużyć cztery miliony pasażerów w miesiącu.

Zobacz całość »



Słowackie drewniane kościoły już na liście UNESCO

Zobacz całość »
Drewniane kościoły słowackiej części Łuku Karpackiego trafiły na Listę Światowego Dziedzictwa. Komitet Organizacji ONZ ds. wychowania, wiedzy i kultury UNESCO zatwierdził wniosek Republiki Słowackiej o ich wpisanie.
Drewniane kościoły to 7 z kolei słowacki zabytek wpisany na listę UNESCO. Eksperci w oficjalnym raporcie oceniającym w sposób jednoznaczny zalecili ww. zabytki wpisać na listę, na ile spełniają one podstawowe kryterium kwalifikacyjne, którym jest wyjątkowa wartość kulturowa o wymiarze ogólnoświatowym.
Wyróżniono rzymsko-katolickie kościoły w Hervartove i Tvrdošíne, ewangelickie kościoły artykularne w Kežmarku, Leštinách i Hronseku, kościoły obrządku wschodniego w Bodružali, Ladomírovej i Ruskej Bystrej.

Zobacz całość »



Zakopane: rusza budowa kanalizacji i wodociągu dla Gubałówki

Zobacz całość »
Co roku na szczyt Gubałówki wjeżdża kolejką kilka milionów turystów. Aż nie do wiary, że do tej port to miejsce wciąż korzystało ze studni i szamb.
Ale po latach zaniedbań i odkładania inwestycji rusza budowa kanalizacji i wodociągu dla Gubałówki. Janusz Majcher burmistrz Zakopanego powiedział, że znalazły się pieniądze i zgoda górali na rozpoczęcie inwestycji. Wcześniej mieszkańcy sprzeciwiali się tej inwestycji w obawie przed wysokimi rachunkami.
Budowa kanalizacji i wodociągu będzie trwać minimum 3 lata. Część środków na inwestycję przeznaczy Unia Europejska. Po zakończeniu budowy będzie można wyremontować drogę spacerową na szczycie Gubałówki.

Zobacz całość »



Czarnobyl miejsce turystyki ekstremalnej?

Zobacz całość »
Czarnobyl wkrótce może stać się popularną destynacją turystyczną. Turystów powoli zaczynają nudzić słoneczne Włochy, zabytkowy Paryż czy cesarski Wiedeń.
Wycieczka do strefy Czarnobyla to coś więcej. Obecność w miejscu, gdzie ludzka działalność spowodowała niewyobrażalne cierpienia i tragedie w promieniu tysięcy kilometrów daje bardzo dużo wrażenia. W Czarnobylu ponad 20 lat temu awaria czwartego reaktora atomowego spowodowała jedną z największych katastrof ekologicznych XX wieku.
Już od kilku lat turyści mogą na własne oczy obejrzeć Zamkniętą Strefę wokół obiektu. Turyści mają dziś szansę zwiedzić ten ponury zakątek. Eksperci oceniają środowisko jako bezpieczne dla kilkugodzinnej wizyty.
Grupę zwiedzających do środka elektrowni zaprowadzi przewodnik. Można nawet zwiedzić punkt sterowania słynną "czwórką". Wokół dawnej elektrowni znajdują się ruiny małych opuszczonych wiosek. Niektóre domy całkowicie zjedzone przez upływający czas, inne budynki, jak kościół czy szkoła, wciąż przypominają o tragedii rodzin żyjących tu przed 22 laty. Zwiedzający zobaczą tam również basen "Azure", wesołe miasteczko, komisariat policji czy nawet 16-piętrowy drapacz chmur - wszystko opuszczone.
Wycieczki za wschodnią granicę już wkrótce mogą nie być tylko turystyką alternatywną.

Zobacz całość »



Cypr: powstała plaża specjalnie dla turystów spędzających wakacje z psamie

Zobacz całość »
W popularnej wakacyjnej miejscowości Aja Napa powstała pierwsza na Cyprze plaża turystów z psami - podała we wtorek agencja Reuters.
Kurort, słynący przede wszystkim z bogatego nocnego życia, chce przyciągnąć właścicieli czworonogów, które - jak narzekają ich właściciele - nigdzie indziej nie mają możliwości pobrykania w wodzie bez konsekwencji.
Burmistrz Aja Napy Antonis Cokos przyznał, iż od otwarcia plaży jest zasypywany gratulacjami za pomysł.
Na Cyprze spacery po plaży z psami od dawna wywoływały kontrowersje.
Antonis Cokos przyznał, że niestety plaża dla psów jest rozwiązaniem tymczasowym. W przyszłości bowiem na tym terenie powstanie przystań jachtowa.

Zobacz całość »



Toruń: aresztowano gościa hotelowego, który nie lubił płacić za nocleg

Zobacz całość »
W poniedziałek policja zatrzymała 22-latka z Poznania, który próbował ulotnić się z hotelu na toruńskiej Starówce, nie płacąc za pobyt.
Mężczyzna do Torunia przyjechał w piątek. Zameldował się w hotelu. Od początku wzbudził podejrzenia obsługi - unikał jej, licząc, że ta nie zauważy, gdy zniknie. Skutek okazał się odwrotny.
Pracownicy domyślając się, że coś kombinuje, zwracali na niego szczególną uwagę. Kiedy szykował się do wyjścia z obiektu, poprosili o zapłatę - łącznie z rachunkiem telefonicznym należało się kilkaset złotych. Okazało się, że delikwent jest bez pieniędzy.
Wezwano na miejsce funkcjonariuszy policji. Okazało się, iż kłopotliwy gość nie podał w recepcji swoich prawdziwych personaliów.
Wyszło tez na jaw, iż delikwent miał już na koncie podobne przestępstwa.
Za wyłudzenie usługi hotelowej grozi mu 8 lat więzienia.

Zobacz całość »



Wykryto bakterie coli w kąpielisku Bolko - ogłoszono zakaz kąpieli

Zobacz całość »
W wyrobisku Bolko, jednym z najczystszych opolskich kąpielisku, w zeszły piątek wykryto groźne dla zdrowia ludzi bakterie coli. Sanepid natychmiast wydał zakaz kąpieli, ale nad wodą nie można było zobaczyć żadnej informacji na ten temat aż do wczoraj. Ludzie mogli więc nieświadomie przez kilka dni kąpać się w zanieczyszczonej wodzie.
Bolko nie jest zdatne do kąpieli. Jak mówi Marzena Nanowska-Geisler z powiatowego sanepidu, to, że wyrobisko Bolko jest zanieczyszczone, zostało stwierdzone już w piątek. Przesłano tę informację do wydziału kultury i sportu urzędu miasta.
Bakteria coli zazwyczaj bytuje w jelicie grubym człowieka. Wykryta w zbiornikach wodnych oznacza, iż w wodzie musiały znaleźć się ludzkie odchody. Na razie nie wiadomo jakie ścieki skaziły wodę w kąpielisku i skąd pochodziły.
Człowiek, który przez przypadek połknie wodę zanieczyszczoną bakteriami coli, czy też wykąpie się w niem może mieć różne objawy - m.in. bakteria ta może wywołać zatrucie pokarmowe, zmiany zapalne skóry, zapalenie układu moczowego.
Zakaz kąpieli w wyrobisku Bolko został wydany przez sanepid 22 sierpnia br. Tego dnia wysłano faksem nakaz administracyjny do ratusza, który był zaadresowany do prezydenta Ryszarda Zembaczyńskiego.
Problem w tym, iż informacja o zakazie nie była udostępniona w żadnym widocznym miejscu w okolicach jeziora. Pomimo upływu kilku dni taka tablica nie pojawiła się, w związku z czym we wtorek wysłano nad jezioro kolejną kontrolę. Ponadto do prezydenta Zembaczyńskiego natychmiast poszedł faks informujący, że nakaz administracyjny nie został wykonany.
W wyrobisku pomimo zakazu kąpieli kąpali się więc ludzie.
Faktem jest, iż żaden zakaz nie jest w stanie powstrzymać ludzi od kąpieli na własną odpowiedzialność, ale mimo wszystko bezwzględnie muszą być poinformowani o istniejącym zagrożeniu.
Gdy w 5 dni po ogłoszeniu zakazu kąpieli pracownicy sanepidu zjawili się na Bolko, dostrzegli kąpiące się osoby. Jak wyjaśnia Nanowska-Geisler, z powiatowego sanepidu, dopiero po wyjaśnieniach urzędników ratownicy wywiesili czerwoną flagę oznaczającą zakaz kąpieli.
Rafał K., stacjonujący na Bolko ratownik WOPR-u potwierdził te informacje. Jak mówi, nie wiedział o zakazie. Dodał też, że nie kąpał się nikt z osób postronnych. To ludzie z WOPR-u byli w wodzie. W chwili, kiedy przyjechała kontrola z sanepidu byli w trakcie penetrowania dna, czyli czynności, które należą do ich niemalże codziennych obowiązków.
Ratownicy zbagatelizowali więc wcześniejsze sygnały prasy o zanieczyszczeniu, nie wywiesili czerwonej flagi po rozmowie z dziennikarzem "Gazety wyborczej", który pytał, dlaczego nad wodą nie ma tablicy ostrzegawczej, skoro sanepid wydał zakaz kąpieli na Bolko 1 (takiej właśnie nazwy użyto w oficjalnej informacji). Wtedy któryś z nich stwierdził, że tutaj jest Bolko 2.
Zbigniew Szorc, który jest prezesem opolskiego WOPR-u, stwierdził natomiast, że nie zna żadnych podziałów na Bolko 1 i 2, nigdy wcześniej o nim nie słyszał. Nie wie, dlaczego próbowano dziennikarza wprowadzić w błąd.
Po wizycie sanepidu, kilka godzin później, ratownicy wywiesili czerwoną flagę. Kryształowicz przyznaje, że uwierzył, że jest zakaz dopiero, kiedy zobaczył go na piśmie. Wyjaśnia, że między sobą kąpielisko nazywane jest Bolko, ale kiedy np. wysyłane jest gdzieś urzędowe pismo, to używane jest określenie Bolko 2, tak, aby akwen nie mylił się z wyspą.
Czy to wina złego przepływu informacji?
Nanowska-Geisler jest zdziwiona wynikłą sytuacją, nie wie, czy nastąpił zły przekaz na linii ratusz - WOPR, czy zadziałał jakiś inny czynnik. Fakty są niezaprzeczalne, zanieczyszczone kąpielisko działało nieprzerwanie, a nie tak nie powinno było się zdarzyć.
W związku z tym, że zakaz został wydany w piątek, przez cały weekend ludzie byli narażeni na różnego typu choroby. Jednak Krzyształowicz uspokaja, w sobotę i niedzielę nie było warunków do wypoczywania nad wodą, ani też do pływania. Na plaży były pustki. Dodaje także, że coś tu jest jednak nie tak, skoro osoby, które mają dbać bezpośrednio o bezpieczeństwo plażowiczów, o zagrożeniu dowiadują się na szarym końcu. Przepływ informacji nie jest tak sprawny, jak powinien. Nikt nie powiadomił ich o nakazie sanepidu.
Te informacje potwierdza Zbigniew Szorc, rzeczywiście, nie dostali informacji o zakazie.
Mirosław Pietrucha, rzecznik ratusza, zapytany o przyczyny wynikłej sytuacji, odpowiedział, że musi ustalić, kto był za to odpowiedzialny, a także dlaczego informacja o zakazie kąpieli nie została umieszczona na kąpielisku. Na pewno sprawa nie zostanie zbagatelizowana.

Zobacz całość »



Opole: klienci poszkodowani przez biuro podróży Nowa Itaka domagają się odszkodowań

Zobacz całość »
Klienci opolskiego biura podróży Nowa Itaka swoje wakacje wspominają jako koszmar. Do "atrakcji" należały między innymi: dwa łóżka zamiast czterech, zagroda zamiast restauracji, a także grzyb na ścianie zamiast pokoju opływającego w luksusy - czytamy w Gazecie Wyborczej.
Jednym z turystów, który czuje się poszkodowany przez Nową Itakę jest Rafał S., który pojechał z żoną na wakacje do Bułgarii. Starannie wybrał czterogwiazdkowy hotel i przeczytał umowę, ponieważ zależało mu na określonym standardzie. Za siebie i żonę zapłacił 4,6 tys. zł. Na miejscu okazało się jednak, że warunki są zupełnie inne. - Dostaliśmy pokój w dobudówce do hotelu, który był reklamowany w katalogu. Okazało się że jest trzy a nie czterogwiazdkowy - mówi. To jeszcze nie koniec. - W pokoju okazało się, że na ścianie jest grzyb, a poduszki były brudne. Gdy zażądałem takich warunków, na jakie podpisałem umowę, musiałem dopłacić jeszcze 300 euro za lepszy pokój - twierdzi turysta. Po powrocie do kraju założył wątek na forum internetowym i w ciągu tygodnia odezwało się do niego 20 osób z różnymi przygodami, jakie spotkały ich w biurze organizatora. Cztery osoby nocowały np. w dwuosobowym pokoju albo ekskluzywna kajuta podczas rejsu po Nilu była miejscem na dolnym pokładzie, gdzie nie można było otworzyć okna.
Z kolei pani Małgorzata H. jak co roku jechała na wakacje z przyjaciółmi, w sumie w 10 osób. Już w grudniu zdecydowali się na wycieczkę do Egiptu. Miał być hotel z klimatyzacją, sejfem oraz lodówkami. Już na lotnisku w Egipcie rezydentka poinformowała ich, że hotel będzie zupełnie inny. - Mały holik bez klimatyzacji, w którym musieliśmy czekać, w niczym nie przypominał tego hotelu, za który zapłaciliśmy. Rezydentka zostawiła nas pod opieką Egipcjanina, który trochę mówił po polsku - opowiada. Po godzinach oczekiwania turyści mieli zjeść obiad. Wcześniej wykupili opcję all inclusive. - Wchodzimy, a tam zamiast restauracji hotelowej coś na kształt zagrody, gdzie stoliki są ustawione w prażącym słońcu. Wszystko jest brudne, a na koniec się okazuje, że został im jeden widelec, więc w dziesięć osób zaczęliśmy nim jeść na zmianę - opowiada dalej. Do rezydentki nie mogli się dodzwonić, ponieważ przestała odbierać telefon. Musieli więc jej na własną rękę szukać. Dopiero potem zostali przeniesieni do innego hotelu. - Poniżej tego, co było w umowie, ale zdecydowanie lepiej niż to, co zaproponowano nam na początku - dodaje pani Hubert. - Jeszcze z wakacji wysłałam reklamację do Itaki, potem raz jeszcze faksem, a potem po powrocie jeszcze raz. Do dzisiaj bez odpowiedzi, chociaż minął już miesiąc - kończy z żalem swoją historię.
Rafał S. zapowiedział, iż złoży przeciwko Itace pozew w sądzie. Namawia także innych poszkodowanych turystów na ten krok. - Będę żądał odszkodowania, a jeśli się uda, złożymy z innymi oszukanymi klientami przeciwko Itace zbiorowy pozew - obiecuje.
Piotr Henicz, dyrektor sprzedaży i marketingu Nowej Itaki, tłumaczy jednak, że każdy przypadek firma musi rozpatrzyć indywidualnie. Zapewnia, że jeśli to z winy Itaki standard był gorszy, reklamacja zostanie uznana. - Jeśli ktoś z tego powodu musiał ponieść dodatkowe koszty, to pieniądze będą zwrócone - mówi Henicz.
Nierozstrzygnięta pozostaje jednak kwestia wysokości uznanej reklamacji. - W polskim prawie nie ma jednoznacznych przepisów. Na rozpatrzenie reklamacji mamy 30 dni i staramy się dotrzymywać tego terminu - twierdzi Henicz, dodając, że w każdym biurze podróży są skargi. Biorąc pod uwagę skalę naszej działalności, takie skargi muszą się pojawiać - podkreśla.
Tymczasem Grzegorz Chmielewski, szef śląskiego oddziału Polskiej Izby Turystycznej radzi turystom, żeby dokładnie czytać umowy, bo czasami hotel, do którego jedziemy jest co prawda czterogwiazdkowy, ale pokoje już nie. Agentów biur podróży warto pytać o wszystko i korzystać z ich doświadczenia, bo w katalogach ilość gwiazdek jest podana zawsze według lokalnych standardów. Jeśli jednak biuro podróży nie wywiązało się z warunków umowy, to trzeba złożyć reklamacje. Jej wysokość nie jest jednak uregulowana żadnymi przepisami i ewentualnie można się zwrócić do sądu, w przypadku niezadowolenia z rozwiązania. Można również skierować sprawę do urzędu marszałkowskiego, który jest jedyną instytucją, jaka ma możliwość skontrolowania biura podróży w sposób merytoryczny, a czasami nawet skreślenia ze spisu biur, jakie działają w danym regionie.

Zobacz całość »



Polacy coraz częściej kupują droższe wycieczki!

Zobacz całość »
Wydaje się, że Polacy pokochali luksusowe wakacje. We właśnie mijającym sezonie Polacy wybierali najczęściej hotele o wysokim standardzie, a wielu spośród nich dopłacało do opcji all inclusive.
Krajami cieszącymi się największym powodzeniem wśród polskich turystów był Egipt, Turcja, Grecja, Tunezja. Na wakacje wyjechało do tych krajów ponad 60 proc. urlopowiczów spędzających wakacje za granicą - takie wnioski można wyciągnąć z analiz sprzedaży internetowego biura turystycznego Wakacje.pl. Spora liczba osób wybrała się także do Portugalii, na Sycylię, Wyspy Kanaryjskie oraz na Kubę.
Jak mówi Stanisława Cieślak z Orbisu, sezon z pewnością można zaliczyć do tych udanych. Już z pierwszych szacunków wynika, że w porównaniu z rokiem 2007 sprzedano 20 proc. więcej wycieczek.
Dane portalu Wakacje pl, który w tym roku w porównaniu z 2007 sprzedał o 41 proc. więcej wycieczek potwierdza informacje, że coraz większą popularność zyskuje za granica. Większość spośród klientów biur podróży urlop planowała z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Biura jednak przyznają, że aż 40 proc. wycieczek udało im się sprzedać od grudnia do marca. Z tego właśnie powodu ten sezon z pewnością nie był udany dla osób, które liczyły na oferty typu last minut.
Mijający sezon upłynął także pod znakiem luksusu.
Jak mówi Aleksandra Olechowicz z Ecco Holiday, Polacy chyba naprawdę mają więcej pieniędzy, ponieważ, jak nigdy dotąd, wybierali hotele z najwyższej półki. Większość klientów sięgała po hotele pięciogwiazdkowe, a na drugim miejscu były o jedną gwiazdkę słabsze.
Analiza portalu Wakacje.pl, potwierdza spostrzeżenia biur podróży. Z analizy wynika, że ponad 40 proc. Polaków, którzy zdecydowali się wyjechać za granicę, wypoczywała w hotelach pięciogwiazdkowych, 19 proc. w czterogwiazdkowych. Aż 60 proc. turystów wykupiło także dodatkową opcję all inclusive. Za wycieczkę dla jednej osoby płacono średnio o 230 zł więcej niż w roku 2007.

Zobacz całość »



Coraz mniej turystów zagranicznych stać na Polskę?

Zobacz całość »
Coraz mniej obcokrajowców decyduje się na przyjazd do naszego kraju. Tylko w tym roku ich liczba zmalała już o ok. 300 tys. Nasi rodacy również wyjeżdżają z Polski, kupując masowo egzotyczne wczasy.
Biura podróży podejmujące się organizacji zagranicznych wyjazdy są w prawdziwym rozkwicie, w momencie, a firmy zajmujące się obsługą obcokrajowców przyjeżdżających do Polski mają problemy.
Jak powiedział "Rzeczpospolitej" Andrzej Hulewicz, wiceprezes Mazurkas Travel, biura podróży zajmującego się turystyką przyjazdową do Polski, w tym roku odnotowuje się o ok. 20-25 proc. klientów mniej niż jeszcze rok wcześniej. Nasz kraj stał się niestety krajem bardzo drogim dla zagranicznych gości.
Oficjalne dane Instytutu Turystyki, który ma za zadanie monitorowanie rynku, uświadamiają nam, że już w roku 2007 liczba turystów z zagranicy zmniejszyła się o 700 tysięcy, a w tym roku spadek wciąż się pogłębia. Ale z drugiej strony odwrotny trend możemy zaobserwować w wydatkach, które wzrastają spowodowane umacniającą się złotówką.
Wszyscy odwiedzający Polskę, narzekają na wszędobylską drożyznę, co odbija się na serwisie, jaki są w stanie zamówić. Jak tłumaczy. Wiesław Rychlik, prezes biura Emmerson Lumico z Krakowa, głównie rezygnują z posiłków, na rzecz organizacji pożywienia na własną rękę, wszystko po to, aby oszczędzić. Firma Rychliwa obsługuje najczęściej turystów z Niemiec, Japonii i Skandynawii. Sam wspomina, że nie dalej jak kilka lat temu nawet grupy młodzieży zamawiały tanie noclegi w hotelach z pełnym wyżywieniem. Dodaje, że w chwili obecnej, jeżeli chcą gdzieś przenocować to dostępne są dla nich jedynie hostele i to bez wyżywienia. Ogółem w tym roku do końca maja do Krakowa przyjechało o 800 tys. turystów mniej niż w analogicznym okresie roku 2007.
Partnerzy polskich biur z zagranicy nie zawsze są w stanie zrozumieć, że mocniejsza waluta musi przełożyć się na wzrost cen w katalogach. Jak opowiada Andrzej Hulewicz, od ubiegłego roku ceny nie zostały podniesione. Pojawiają się wręcz naciski, aby oferta obejmowała tańszy serwis, aby turyści mogli sobie w ten sposób zrekompensować fakt, że na miejscu będą musieli wydać więcej. Narzeka także, że Polska ma słabą promocję. Jak mówi, nie ma organizowanych żadnych imprez, które mogłyby pokazać nas w pozytywnym świetle.
Za promocje naszego kraju odpowiedzialna jest Polska Organizacja Turystyczna, która obiecuje, że jej działania zachęcające do przyjazdu do Polski będą intensywniejsze. Jak mówił Michał Nykowski z POT, organizacja chce skoncentrować się na czterech kotwicach medialnych, w 2009 będzie Rok Polski w Wielkiej Brytanii, w 2010, Rok Chopinowski w Polsce, bardzo eksponowany na świecie, a w 2011 r. polska prezydencja w Unii Europejskiej. Ponadto w 2012 odbędą się mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Nykowski zapewnia równocześnie, że organizacja przygotuje również reklamy w mediach, a także różnego typu imprezy w stolicach europejskich. Jak dodaje, będą zabiegać o sławnych ludzi, którzy mogliby pozytywnie wypowiadać się o Polsce.
Co roku POT przeznacza ok. 20 mln zł na promocję Polski. To suma znacznie mniejsza od tych wydawanych przez inne kraje w Europie. Ale w latach 2007-2012 może dysponować dodatkowymi środkami unijnymi, kwotą 30 mln euro. Przedsiębiorcy mają jednak obawy, że tendencja spadkowa może utrzymać się dłużej. Jak wyjaśnia Grzegorz Soszyński, prezes biura JanPol z Krakowa, na efekty wszelkich działań trzeba zazwyczaj czekać dwa, trzy lata. Z Krakowa przestały latać tanie linie, takie jak Sky Europe oraz Germanwings, a nasz kraj jest coraz droższy i trudno wynagrodzić to turystom. Dodaje również, że największy spadek notowany jest wśród przyjezdnych z Niemiec. Mocny złoty niestety sprawia, że wycieczki do Polski stają się mniej atrakcyjne dla obcokrajowców, dlatego też od ubiegłego roku ich liczba gwałtownie spada. W I kwartale 2008 r. było ich o ok. 10 proc. mniej niż w 2007. Za to w górę idą wydatki turystów.

Zobacz całość »



::: 2008-08-29 :::


Warszawa: Dworce Centralny, Wschodni i Zachodni będą remontowane dopiero po Euro 2012

Zobacz całość »
PKP rezygnuje ze 100 mln zł unijnej pomocy na remont Dworca Centralnego w Warszawie. Kolejarze nie gwarantują również, że szybko powstaną nowe dworce Wschodni i Zachodni.
Niedawno Koleje ogłosiły, że Ministerstwo Rozwoju Regionalnego przyznało 100 mln zł unijnej pomocy na remont Dworca Centralnego przed 2012 rokiem. Do tej kwoty PKP miały jeszcze dołożyć 30 mln zł. Jednak obecnie szef tej firmy Andrzej Wach przyznaje, że z unijnych pieniędzy skorzystać się nie da, Unia wymaga bowiem, by przeznaczyć je na infrastrukturę, która będzie służyć wiele lat, a nie jedynie na poprawę estetyki, co zamierza zrobić kolej.
Tymczasem Warszawa Centralna to według rankingu "Gazety Wyborczej" jeden z najbrzydszych dworców w kraju. Na liście tej znajduje się także Dworzec Wschodni, drugi warszawski wstyd. Oba są brudne, śmierdzące i wypełnione prymitywnymi budkami. Wiele osób miało nadzieję, że impulsem do zmian będzie przyznanie Polsce organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 r, okazuje się jednak, że były to płonne nadzieje. Budowa nowego Dworca Centralnego z wieżowcem rozpocznie się najszybciej w 2013 r. i potrwa co najmniej cztery-pięć lat. Jest też bardzo wątpliwe, by na Euro 2012 udało się wyremontować dworce Zachodni i Wschodni, bo "wyegzekwowanie tego od inwestorów" jest trudne.
W Narodowym Centrum Sportu, które będzie budować Stadion Narodowy, mają jednak nadzieję, że kibice dojadą na mecze w godnych warunkach. Według Magdaleny Węsierskiej, na początku września zespół koordynujący, w skład którego wchodzą m.in. przedstawiciele PKP oraz spółki PL 2012 ogłosi, jakie zmiany będą możliwe na dworcach do 2012 r.
Prezes PKP SA Andrzej Wach w wywiadzie udzielonym "Gazecie Wyborczej" potwierdził konieczność gruntownych zmian. Jako wzór podał dworzec PKP w Berlinie. Jedno zdaniem przed budową Dworca Centralnego muszą jednak powstać nowe dworce Wschodni i Zachodni. Wybór inwestorów, którzy je będą budować, jest już mocno zaawansowany. Z kolei całkiem nowy Dworzec Centralny powstanie w tym samym miejscu co poprzedni, stary będzie zburzony. Po półrocznej analizie możliwości przesunięcia peronów Centralnego w stronę metra, okazało się, że jest to niewykonalne ponieważ przeszkadza m.in. infrastruktura podziemna Pałacu Kultury i Nauki. Na pewno konieczne jest lepsze skomunikowanie z metrem, najpewniej za pomocą ruchomego chodnika jak na lotniskach. Wiadomo też, że można tam zbudować wysoki budynek, który np. będzie biurem albo hotelem. Jego budowa może się jednak zacząć dopiero w 2013 r. i potrwać cztery-pięć lat. W planach jest też przedłużenie tunelu dalekobieżnego. Wykop będzie przykryty płytą od Żelaznej aż za pl. Zawiszy do ul. Spiskiej, a nad nim będą mogły powstawać budynki.
Aby jednak dworzec nie straszył kibiców przed Euro 2012 wcześniej zostanie podniesiony jego standard. Przede wszystkim pod względem bezpieczeństwa m.in. zainstalowane będą lepsze systemy przeciwpożarowe. Drugą sprawą jest podniesienie dostępności dworca dla niepełnosprawnych. Teraz na dworcu są pochylnie i podnośniki, ale trzeba zbudować również wygodniejsze windy. Konieczna jest także poprawa estetyki, będzie nowe oświetlenie, które da lepsze wrażenie po wyjściu z pociągu. Elewacje wewnątrz i na zewnątrz będą wyczyszczone, posadzki wypolerowane. Wiele elementów zostanie odmalowanych. Będzie również lepsza wentylacja. Niestety, w tej chwili niemożliwa jest całkowita likwidacja nieprzyjemnego zapachu, będącego efektem tzw. otwartych toalet w pociągach. Ta zmiana nastąpi wraz z wymianą taboru przez przewoźników, jeszcze przed 2013 rokiem, Wach obiecuje że na nowy dworzec będą wpuszczane tylko pociągi z obiegiem zamkniętym.
Ponadto w planach jest uporządkowanie bazaru handlowego. Za to zadanie odpowiedzialny jest dyrektor oddziału Dworce Kolejowe - Piotr Zatorski.

Zobacz całość »



Nowy Dyrektor Generalny hotelu Radisson SAS w Krakowie

Zobacz całość »
Z dniem 1 lipca 2008 r. nowym Dyrektorem Generalnym hotelu Radisson SAS w Krakowie został Pan Nino Rosenlund.
Nino Rosenlund jest Duńczykiem. Do krakowskiego hotelu Radisson SAS trafił z Radissona we Frankfurcie, gdzie zajmował stanowisko Executive Assistant Managera.
Objęcie stanowiska dyrektora w Krakowie pozwoli Panu Rosenlund na pracę nie tylko we wspaniałej atmosferze Radissona, ale w przede wszystkim w jednym z najpiękniejszych miast Europy.

Zobacz całość »



Centralwings kończy z tanim lataniem. Będą zmiany kadrowe.

Zobacz całość »
Od połowy września spółka zależna LOT będzie zajmować się wyłącznie czarterami, dowiedział się nieoficjalnie Puls Biznesu.
Puls Biznesu podał, iż od piątku przestanie działać system internetowej rezerwacji biletów Centralwings. Zablokowana będzie również strona internetowa przewoźnika.
Z ustaleń gazety wynika, że część personelu latającego zostanie przejęta przez LOT, a większość pracowników administracji (kilkadziesiąt osób) zostanie zwolniona.
Wczoraj o 15.00 odbyło się spotkanie prezesa spółki z pracownikami.

Zobacz całość »



Będą loty Poznań - Berlin z Jet Air

Zobacz całość »
Polski przewoźnik Jet Air zapowiedział, iż od 2 września uruchamia loty na trasie Poznań - Berlin, z lądowaniem na lotnisku Tegel. Połączenie będzie obsługiwane przez niewielki, 18-miejscowy samolot Jetstream J32.
Przewoźnik będzie latał do Berlina trzy razy w tygodniu, we wtorki, środy i czwartki. Wyloty z Poznania zostały zaplanowane na godz. 10.45, przyloty do Berlina o 11.45.
Samolot będzie wracał z Berlina do Polski o godz. 16.55 z lądowaniem w Poznaniu o godz. 17.55.
Ceny biletu w jedną stronę rozpoczynają się od 144 zł.
Jet Air uruchomiło nowe połączenie głównie z myślą o pasażerach udających się na jednodniowe spotkania biznesowe. Linie Jet Air obsługują już dwie trasy z Poznania: do Krakowa i Bydgoszczy.

Zobacz całość »



Nowe bezpośrednie połączenie kolejowe - Wrocław do Drezno

Zobacz całość »
Po pięciu latach przerwy turyści będą mogli korzystać z bezpośredniego połączenia kolejowego Wrocław - Drezno. Ze stolicy Dolnego Śląska do stolicy Saksonii będzie można dojechać niemieckimi pociągami w 3,5 godziny.
Polsko-niemieckie negocjacje w sprawie przywrócenia bezpośredniego połączenia trwały kilka miesięcy. Pociągi będą kursowały trzy razy dziennie w obie strony.
Pierwszy skład wyjedzie na trasę 14 grudnia br.
Ponad 250-kilometrową trasę pociąg będzie pokonywał w 3,5 godziny, co daje znaczną oszczędność czasu dla podróżujących. Teraz, aby dostać się do Drezna, trzeba jechać z przesiadką w Zgorzelcu i cała podróż trwa ponad pięć godzin.

Zobacz całość »



Angielska pogoda wystraszyła turystów znad polskiego morza

Zobacz całość »
Turyści kończą wakacje nad Bałtykiem wcześniej, niż planowali. Powodem jest oczywiście pogoda, która w tym roku turystów i hotelarzy nie rozpieszcza.
Turyści pakują się i uciekają, a właściciele pensjonatów, restauracji i punktów handlowych już liczą straty. Szacuje się, iż najbardziej w tym roku ucierpieli ci z Międzyzdrojów - salmonella i zakaz kąpieli popsuł bowiem wizerunek tego kurortu.
Niestety, słońca nad Bałtykiem nie było już od kilkunastu dni. Za to pada i mocno wieje. Zniechęceni chłodem turyści rezygnują z dalszego pobytu. Szkoda im czasu i pieniędzy na wypoczynek w niesprzyjającej aurze. Wolą ostatnie dni wakacji spędzić w ciepłym domu.
Właściciele pensjonatów skarżą się również, iż zmniejszyło się także zainteresowania wypoczynkiem nad morzem we wrześniu. W efekcie zmniejszenia liczny turystów i jednoczesnego zwiększenia kosztów (np. wynagrodzeń pracowników) niektórzy sezonowi handlowcy zdecydowali się już teraz zamknąć swoje sklepy. Tłumaczą, iż w tym roku słonecznych dni było jak na lekarstwo: był ciepły czerwiec i początek sierpnia, a później już tylko ciągłe chmury wiatr i deszcz.

Zobacz całość »



Uszkodzony system hamowania silnikiem powodem katastrofy lotniczej w Madrycie?

Zobacz całość »
Samolot McDonnell Douglas MD-82 należący do hiszpańskich linii Spanair, który rozbił się w ubiegłym tygodniu w Madrycie, startował z uszkodzonym systemem hamowania prawym silnikiem, tzw. rewersem. Zginęły wtedy 154 osoby. Te informacje zostały ujawnione w czwartek przez madrycki dziennik "El Pais"
Samolot, który na swoim pokładzie miał 162 pasażerów wraz z dziesięcioma członkami załogi wystartował z lotniska Barajas z wiatrem tylnym wiejącym z prędkością dziewięciu węzłów (jeśli jego moc jest większa niż 10 węzłów nie zezwala się na starty "z wiatrem"). W tym momencie, kontrola lotów zastanawiała się, czy nie należy zmienić kierunku startów, aby samoloty mogły startować pod wiatr
Jak twierdzą świadkowie tego startu, MD-82 oderwał się od ziemi na wysokość 500 metrów, dalej niż zwykle samoloty tego typu z takim obciążaniem.
Pilot niezwłocznie podjął próbę lądowania. Prawdopodobnie podejmował próby hamować na ziemi silnikami, jednak zadziałać mogło tylko lewy rewers. Po przejechaniu odcinka 1.200 metrów i wypadnięciu z pasa startowego, samolot wpadł do koryta potoku
"El Pais" cytuje przypuszczenia ekspertów i podaje na swoich łamach, że być może system hamowania lewym silnikiem (rewersem) sam się włączył ze względu na uderzenie samolotu o ziemię. Jest to jednak mało prawdopodobne, ponieważ system sterowany jest hydraulicznie.
Dziennikowi udało się ustalić na podstawie zeznań świadków tragedii, że silniki samolotu w trakcie rozbiegu na pasie mającym długość 4.400 metrów, a w chwili kiedy zaczynał nabierać wysokości wydawało się, że nie miały dostatecznej mocy. Takimi informacjami podzieliła się m.in. ranna stewardesa, której jako jedynej z całej załogi udało się przeżyć.
"El Pais" dotarł do dokumentów przeglądów technicznych samolotu MD-82. Prawie miesiąc temu pierwszy pilot zadecydował o przerwaniu startu maszyny z Palmy na Majorce do Kopenhagi, ze względu na nadmierny hałas dochodzący z podwozia. W dniu katastrofy, dowódca MD-82, Antonio Garcia Luna, postanowił przerwać pierwszą próbę startu o godzinie 13.42, ponieważ zobaczył, że nie działa czujnik temperatury zewnętrznej, co opóźniło start o godzinę.
Mechanicy postanowili rozwiązać problem wyłączając czujnik.
Ale potencjalnie najniebezpieczniejsza awaria powstała jednak kilka dni przed fatalnym startem. Wtedy to mechanicy wyłączyli rewers prawego silnika i nie podjęli jego naprawy.
Jak można przeczytać w podręczniku obsługi samolotu typu MD-82, maszyna może latać wiele dni bez działającego rewersu, takie wyjaśnienia można usłyszeć od dyrekcji Spainair. Rewers jest systemem hamowania samolotu, który polega na tym, że turbina napędowa wyrzuca strumień nie do tyłu, a do przodu, co wspomaga system hamowania podwozia oraz pozwala zatrzymać samolot, kiedy ląduje na ziemi z prędkością ok. 300 km na godzinę.
Pasażerowie mogą obserwować przy wielu lądowaniach działanie rewersu, wtedy to pilot "odwraca" w kierunku "jazdy" samolot po bieżni lotniska strumień powietrza, który wydobywa się z turbin, aby tym samym skrócić trasę dobiegu maszyny.
W portach lotniczych posiadających bardzo krótkie pasy startowe lądowanie bez użycia rewersu byłoby dość ryzykowne lub wręcz nie do wykonania.
Spanair na razie w żaden sposób nie komentuje podanych przez media informacji.

Zobacz całość »