Subskrypcja





Szukaj







Wyszukiwarka

Obecnie jest zindeksowane 33318 aktualności


Wskazówka: * zastępuje dowolny fragment tekstu!


Archwium aktualności
2008-09-01 do 2008-09-06
(rok 2008, tydzień 36)

Zmień tydzień   Zmień rok

Lista aktualności:

::: 2008-09-01 :::


Będą loty z Krakowa do Moskwy Aeroflotem

Zobacz całość »
Krakowianie będą mogli polecieć do Rosji, a Rosjanie polecą do Krakowa. Jakimi liniami? Samolotami rosyjskiego Aeroflotu, który wykorzystał brak zdecydowania władz LOT-u.
Przedstawiciele rosyjskiej linii lotniczej Aeroflot-Nord, spółki córki narodowego przewoźnika Rosji, jednego z potentatów na lotniczym rynku w północno-zachodniej części Federacji Rosyjskiej deklarują, że uruchomią regularne loty Moskwa - Kraków jeszcze tego roku. W tym momencie negocjacyjne męczarnie pomiędzy Polską a Rosją właśnie dobiegają końca. Jeżeli uda się szybko podpisać umowy, już w listopadzie będzie można polecieć do Moskwy za kilkaset złotych.
Jak można usłyszeć od przedstawicieli krakowskiego lotniska, spółka otrzymała deklarację Rosjan. Tym razem nie wygląda to na obietnice bez pokrycia, co okazało się w przypadku rozmów z LOT-em oraz Centralwings. Do ponownych rozmów impulsem okazały się trwające właśnie Dni Moskwy w Krakowie przy udziale wielu moskiewskich urzędników tudzież biznesmenów.
Aeroflot-Nord rozpocznie loty do Krakowa, ponieważ, jak uważa Kamil Kamiński zajmujący stanowisko prezesa Kraków Airport, z badań wynika jednoznacznie, że na takiego rodzaju rejsy znajdzie się popyt nawet każdego dnia. Jak argumentuje Kamiński, może nie od pierwszej chwili dużym Boeingiem, ale mniejszym samolotem na pewno się uda. Potwierdziły to przypuszczenie profesjonalne badania, które zostały wykonane przez firmę ASM z Manchesteru, która specjalizuje się w consultingu, rozwoju lotnisk oraz siatki połączeń. Połączenie codzienne umożliwiłoby roczny transfer na tej właśnie trasie kilkudziesięciu tysięcy pasażerów.
Rosjanie swoje zainteresowanie lotami do Krakowa wykazywali już kilkakrotnie. Na samym początku chcieli latać czarterowo, tak aby przewozić do Polski południowej grupy rozkochanych m.in. w Tatrach oraz Zakopanem swoich rodaków. Za każdym jednak razem potykali się o niezdecydowanie Polaków, z którymi na tym etapie musieli współpracować, a według obowiązującego w owym czasie prawa, tanie loty pomiędzy państwem UE a krajem, który nie należy do Unii mogły wykonywać "na mijankę" jedynie przewoźnicy zarejestrowani w jednym i drugim kraju. Jednym z powodów dlaczego rozmowy się przedłużały były obawy LOT-u, że tańsze loty z Krakowa należącej do niego linii Centralwings będą mogły odebrać mu pasażerów z bardzo opłacalnej trasy Warszawa -Moskwa. Katarzyna Gądek, szefowa biura ds. turystyki krakowskiego magistratu, którego urzędnicy wraz negocjatorami Balic podjęli walkę o połączenie przez ponad 20 miesięcy mówi, że obecnie problemy znikają. Aeroflot na tej trasie ma być jedynym operatorem.
Aeroflot-Nord działają na kilkudziesięciu lokalnych oraz zagranicznych trasach - do Finlandii, Szwecji, Izraela, Norwegii. Startuje z portów m.in. Archangielska, Moskwy, Murmańska i Sankt Petersburga. Ów Petersburg jest wymieniany jako kolejne miasto, które możliwe jest do połączenia z Krakowem, jeżeli tylko moskiewskie rejsy będą dla przewoźnika opłacalne.

Zobacz całość »



Od 30 września Centralwings obsługuje tylko loty czarterowe!

Zobacz całość »
Na skutek restrukturyzacji od 30 września Centralwings zostaje tylko i wyłącznie przewoźnikiem czarterowym, co według zarządu pozwoli osiągnąć rentowność w 2009 roku. Decyzja ta jest przez zarząd uzasadniana jako jedyne wyjście w obliczu zmian w sytuacji rynkowej. Rezygnacja z rynku tanich przewozów regularnych na rzecz połączeń czarterowych i czarter-mix według przedstawicieli spółki pozwoli ni tylko na przetrwanie firmy, ale i jej rozwój.
Wszystkie rejsy regularne zaplanowane do 14 września 2008 roku oraz kilka połączeń do 30 września zostaną zrealizowane samolotami Centralwings i na te połączenia nadal istnieje możliwość wykupienia biletów. Pasażerom pozostałych rejsów przewoźnik zaproponuje możliwość bezpłatnego skorzystania z rejsów na podobnych kierunkach, realizowanych w siatce PLL LOT. Osobom, które nie będą usatysfakcjonowane propozycją zmiany przewoźnika, spółka zwróci zapłacone pieniądze. Oczywiście wszystkie rejsy czarterowe i czarter-mix zostaną zrealizowane zgodnie ze wcześniejszymi planami.
Dla dotychczasowych klientów Centralwings prezes Tomasz Szymczak proponuje sprawdzenie specjalnie dla nich przygotowanej oferty LOTu.
Spółka poza skoncentrowaniem się na połączeniach czarterowych i czarter-mix, zamierza pozyskać dodatkowych partnerów na wynajem samolotów w formule ACMI (wet lease). Wynajęcie, już w sezonie zimowym, 4 do 5 samolotów wraz z załogami dla zagranicznych przewoźników pozwoli spółce na zapewnienie załogom latającym pracy niezależnie od sytuacji na rynku, a jednocześnie pozwoli liniom Centralwings na przygotowywanie się do sezonu letniego.
Można też domniemywać, że ruch ten oprócz poprawy sytuacji Centralwings ma pozwolić odetchnąć LOTowi oraz być może (od)zyskać mu pewną grupę pasażerów, którzy muszą podróżować w określonych celach (biznesowych, zawodowych lub rodzinnych), a którzy do tej pory minimalizowali koszty podróży wsiadając w tańsze samoloty polskiego przewoźnika. O tym czy takie działanie się uda zdecyduje zapewne atrakcyjność nowej wcześniej wspomnianej oferty LOTu oraz ruchy konkurencji, która zapewne nie pozostanie bezczynna.

Zobacz całość »



Pyrzowice chcą ukraść pasażerów Balicom

Zobacz całość »
Port Lotniczy Pyrzowice w Katowicach rusza z kolejną kampanią, która jest skierowana do mieszkańców Małopolski. Jednym z atrakcji, mających przyciągnąć klientów będą bezpośrednie autobusy spod lotniska do Częstochowy i Krakowa.
Śląskie lotnisko w Pyrzowicach odnotowuje coraz lepsze wyniki w porównaniu do lekkiej stagnacji, która ogarnęła nie tylko port w Balicach, ale także kilka innych prężnie rozwijających się lotnisk w Polsce. Przedstawiciele śląskiego portu tłumaczą, że ekonomia nie zwraca uwagi na piękno. Pyrzowice mogą się pochwalić aż 40-procentowym wzrostem liczby odprawianych pasażerów w styczniu oraz lutym w porównaniu do roku 2007. Jak mówi Cezary Orzech, rzecznik Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego, spółki, która jest odpowiedzialna za zarządzanie lotniskiem w Katowicach Pyrzowicach, nadal obliczamy, skąd pojawiły się takie znakomite dane. Ale nie ukrywa także, że bardzo cieszy go ten wynik, zwłaszcza dlatego, że prognozy są dla spółki bardzo korzystne.
W małopolskiej prasie, od poniedziałku pojawiły się dość duże ogłoszenia GTL-u. Ich hasłem przewodnim jest slogan "Lataj z Katowic", które jest uzupełnione ofertą zniżek dla wszystkich, którzy posiadają bilet lotniczy z Katowic do różnych miejsc leżących w Europie, którzy zechcą odwiedzić specjalną stronę internetową oraz wydrukują kupon. Jak mówią przedstawiciele śląskiego portu, oczywiście może to zrobić każdy, ale ta oferta jest specjalnie zintensyfikowana w kierunku mieszkańców Małopolski. Jeżeli przyjadą na Śląsk samochodem będą mogli zaparkować za pół ceny. Mało tego, zrobią zakupy w sklepach ze zniżką oraz wylecą z lotniska zadowoleni.
Promocja Pyrzowic w Małopolsce nie jest nowym pomysłem. Tak samo jak Balice na Śląsku, tak i katowicki port już w obecnej chwili od co najmniej kilku lat szuka w Małopolsce kolejnych pasażerów. Jesienią roku lotnisko 2008 w Balicach zasięg promocji lotniska objął obszar całej południowej Polski. Takie kuszenie promocjami oraz oferowanie zniżek na tak dużą skalę nie jest jednak nowością. W tym również Pyrzowice chcą być lepsze od Krakowa.
Jak zapowiada Orzech, to nie koniec. Już od piątku ruszy kampania "Lataj do Katowic", która ma na celu skusić wielu odwiedzających Małopolskę turystów, aby najpierw lądowali w Pyrzowicach. Informuje również, że myśląc o nich, władze portu wraz z województwem już na dniach otworzą bezpośrednie połączenie autobusowe z Jasną Górą. W planach jest także regularne połączenie z Krakowem, a już teraz busy prywatnej firmy Matuszek z przyklejonymi reklamami potentata wśród działających na śląskim lotnisku linii Wizzair kursują na trasie Pyrzowice.
Władze Pyrzowic oficjalnie odżegnują się od walki z Balicami o klienta. Deklarują, że to nie jest tak. Kiedy oni zaczynali kilka lat temu, Balice były już daleko. Nic dziwnego, że ich aspiracje sięgają obecnie o wiele wyżej i że chcą przejąć od konkurencji część klientów.
Aby dowieść coraz swoją lepszą koniunkturę podają przykład Germanwings, niemieckiej linii lotniczej, która będzie wykonywać od 1 kwietnia wszystkie operacje z Krakowa do Niemiec (Kolonia/Bonn oraz Stuttgart) właśnie z Pyrzowic. Przewoźnik reklamuje się hasłem "To tylko 80 km od Krakowa", a węgierski Wizz sprzedaje bilety na trasę Katowice/Kraków.
Przedstawiciele Kraków Airport rozmawiając z "Gazetą" powiedzieli, że nie obawiają się konkurencji. Kraków wśród portów regionalnych pozostaje samodzielnym liderem. To właśnie tam są pasażerowie oraz turyści, stąd jest zrozumiałe, że inne miasta również chcą dotrzeć do nich ze swoim przekazem. Jak mówi Piotr Pietrzak, rzecznik prasowy portu, to tylko dopinguje pozostałych do większej pracy.

Zobacz całość »



Okęcie będzie nowoczesne, ale drogie?

Zobacz całość »
Terminal 2 na Okęciu, który został oddany do użytku tej wiosny nadal lśni nowością, jednak zdziwienie podróżujących wywołuje fakt, że najczęściej, aby wsiąść do samolotu muszą pojechać autobusem, a nie przejść przez rękaw po prostu przez bezpośredni rękaw. Jak się okazuje, linie lotnicze za udostępnienie rękawa muszą dodatkowo płacić.
Niedawno Przedsiębiorstwo Porty Lotnicze wprowadziło nowy sposób naliczania tej opłaty, zamiast jednej kwoty linie są są zmuszone zapłacić za każde pół godziny postoju samolotu, co w niektórych przypadkach oznacza pięciokrotny wzrost ceny, a to już przewoźnikom się zupełnie nie opłaca.
Promocja się kończy
Jak informuje PPL poprzedni system był promocją, która właśnie się skończyła. Rzecznik PPL, Jakub Mielniczuk mówi, że przyjęty sposób naliczania jest odmienny dla rożnych portów. Należy patrzeć całościowo na cenę obsługi na danym lotnisku, a Okęcie w takim porównaniu nie jest wcale drogim portem.
Według ekspertów, którzy badają rynek lotniczy Okęcie uchodzi mimo wszystko za drogie lotnisko, a zwłaszcza dlatego, że inaczej niż ma to miejsce w wielu innych stolicach europejskich w najbliższej okolicy nie ma konkurencyjnego lotniska. Ten fakt jest powoduje, że PPL ma możliwość dyktowania cen. W dalszym ciągu nowe lotnisko w pobliżu Warszawy pozostaje jedynie w sferze planów. A linie, które latają do Warszawy próbują oszczędzać na czym się da, zwłaszcza w momencie kiedy wysokie ceny paliw spowodowały, że przewoźnicy stanęli w obliczu poważnego kryzysu.
Godzina za setki
W chwili obecnej linia lotnicza za każde pół godziny postoju samolotu przy rękawie, jest zmuszona zapłacić na Okęciu 235 złotych plus VAT. Wcześniej koszt za cały czas postoju wynosił ok. 200 zł. Niektóre spośród linii lotniczych wraz z polskim LOT-em na czele, decydują się w takiej sytuacji ograniczać korzystanie z rękawów.
Eksperci lotniczy zaznaczają, że nie należy się dziwić, ponieważ przewoźnicy poszukują oszczędności tam gdzie tylko mogą, a z takiej właśnie obsługi przy rękawie można zrezygnować w zamian dowożąc pasażerów z płyty lotniska autokarami, to jest tańsze.
Istnieją jednakże linie (na przykład British Airways), które składają deklaracje, że z powodów prestiżowych będą na Okęciu z rękawów korzystać.

Zobacz całość »



Tanie latanie nie tanie i morduje turystykę

Zobacz całość »
Sunday Times przeanalizował koszty jakie nie tak dawno ponosił podróżny lecący tanimi liniami lotniczymi, a jakie ponosi obecnie. Zmiany jak się można spodziewać było są na gorsze dla klienta linii - jest coraz drożej.
Linie lotnicze muszą sobie jakoś zrekompensować wzrost kosztów obsługi podróżnych, a ponieważ ich marka i postrzeganie firmy jest zbudowane wokół niskiej ceny, to muszą sobie radzić inaczej niż po prostu po przez podniesienie ceny biletu. Wprowadzają więc wiele dodatkowych opłat i kar za różne typowe dla podróżnych działania, ot choćby zabranie dodatkowej walizki 16 funtów (WizzAir i Ryanair w Wielkiej Brytanii) lub za przekroczoną wagę walizki (Ryanair - gdy bagaż waży 15kg, to za każdy dodatkowy kilogram dopłacasz 12 funtów!)
Porównując zatem tanie linie z tradycyjnymi np. British Airways, które bez dodatkowych opłat pozwolą zabrać 23kg bagażu i odprawią na lotnisku za darmo, latanie tanimi liniami staje się coraz mniej atrakcyjne.
Dla nas niestety oznacza to konkretnie spadającą ilość turystów, którzy odwiedzą nasz kraj. Obojętnie jak oceniać zjawisko najazdu niejednokrotnie wiecznie podpitych grup młodych ludzi chcących się wyszaleć, przynosili oni konkretne korzyści lokalnym biznesom. Teraz trzeba się przygotować na zmiany. Ponieważ niechętnie pogodzimy się z utratą odczuwalnej części ruchu turystycznego, to dopiero teraz widzimy, że turystyka przyjazdowa do Polski jest pewnego rodzaju kolosem na glinianych nogach, gdyż była oparta na podstawach na których zmianę mamy niewielki wpływ (cena ropy, kurs złotówki). Na ile się to na nas zemści to się jeszcze okaże.
Ostatnio starszy, i taki co już z niejednego pieca chleb jadł, lokalny przedsiębiorca z Krakowa powiedział nam "Zarabia się na pasjonatach i ludziach z zamiłowaniem... a zwykła tłuszcz ludzka, co tylko goni z roboty do domu przed TV, do wyrka i z powrotem do roboty, to zarobić nikomu nie da, bo niczego nie ceni, a może kupić cokolwiek i jechać gdziekolwiek".

Zobacz całość »



Państwo za bardzo ingeruje w usługi turystyczne?

Zobacz całość »
Kilka dni temu na łamach Gazety Wyborczej ukazała się rozmowa z anonimowym pilotem turystycznym, który opowiedział o barierach, jakie państwo stawia pilotom i przewodnikom turystycznym, którzy chcą pracować legalnie.
Zdaniem anonimowego pilota licencje, zezwolenia, wpisy do rejestrów, obowiązkowe członkostwa w korporacjach ograniczają rynek usług turystycznych. W praktyce zaś zmuszają pilotów i przewodników do nielegalnej pracy.
Jak opowiada na łamach gazety doświadczony pilot wycieczek, często zdarza mu się pracować nielegalnie, ponieważ nie da rady zrobić wszystkich licencji, których wymagają od niego urzędnicy. Jest to jeden z absurdów, dotyczący reglamentowania dostępu do wybranych zawodów.
Grzegorz rozpoczął pracę jako pilot 13 lat temu. Wtedy, jak mówi, wystarczyło, że do swoich umiejętności przekonał szefa biura turystycznego, który zlecił mu poprowadzenie wycieczki. Turyści byli zadowoleni, więc biura kontraktowały się z nim w sprawie kolejnych imprez. W pewnym momencie postanowił zrobić sobie kurs pilota w PTTK, który nie był obowiązkowy, chciał po prostu podnieść swoje kwalifikacje.
Aż pod koniec lat 90. nagle, jego zawodem zainteresowali się posłowie, którzy uchwalili ustawę, która mówiła, że pilot wycieczek musi obowiązkowo przejść specjalny kurs oraz zdać urzędowy egzamin. Zanim się zorientował, że coś takiego należy do jego obowiązku, przez długi czas nieświadomie pracował na czarno. Aż do czasu roku 2002 r., kiedy w kilka dni przed pierwszą wakacyjną wycieczką, biuro turystyczne zażądało od niego państwowego zezwolenia. Świadectwo ze starego kursu już nie mogło wystarczyć.
Wtedy już od siedmiu lat pracował w tej profesji. Z tym biurem współpracował od lat, przepraszali go, ale bez tego zezwolenia stał się po prostu bezrobotny. Stracił miesiące najbardziej intratnego sezonu wakacyjnego, a kolejny kurs pilota oraz urzędowy egzamin kosztował go kilkaset złotych.
Z takim doświadczeniem wydawałoby się, że egzamin to tylko formalność, ale tak nie jest. Urzędniczka pytała o jakieś absurdalne, nieżyciowe sprawy, np. o jakieś wypełnianie druków delegacji, z czym w pracy pilota nigdy wcześniej, ani nawet później nie miał do czynienia.
Egzamin jednak załatwił sprawę? Niestety tylko na chwilę. Raz na pięć lat należy dodatkowo robić obowiązkowe badania lekarskie, a potem trzeba poświęcić czas, aby w urzędzie przedłużyć legitymację pilota oraz złożyć hołd biurokracji.
Pilot wycieczek nie chce zdradzić swojego nazwiska, ponieważ w dużej mierze nadal pracuje nielegalnie - nie ma bowiem licencji przewodnika turystycznego.
Jak sam mówi, pilot podróżuje z wycieczką i ma za zadanie zadbać, aby przejazdy, posiłki, czy też noclegi były terminowo i dobrze zorganizowane. Jednak jest zmuszony także opowiadać o zabytkach miasta oraz historii. Turyści bowiem właśnie tego od pilota oczekują. Niestety, zgodnie z przepisami, nie jest to zadanie pilota, ale przewodnika. A aby być przewodnikiem trzeba osobną licencję. Na oprowadzanie po każdym mieście potrzebna jest lokalna licencja przewodnika miejskiego, co oznacza kolejny kilkumiesięczny kurs, za który należy zapłacić nawet 2 tys. zł, oraz zdać egzamin w urzędzie marszałkowskim. W praktyce nikt nie ma ani czasu ani pieniędzy, aby to zrobić licencję przewodnika miejskiego w każdym w każdym mieście, do którego jeździ.
Do pilotów, którzy nie posiadają nie posiada się licencji na oprowadzanie po danym mieście, w każdej chwili może podejść np. straż miejska i zażądać stosownych dokumentów. Jeżeli oprowadzający go nie posiada, musi przerwać oprowadzanie. Oprowadzający może też zostać ukarany karą finansową.
W praktyce biura zatrudniające pilotów i przewodników często ignorują przepisy. Przykładowo, niemieckie biuro, zatrudniające Grzegorza zakłada, że i tak polskie władze nie są w stanie wyegzekwować kar.
Problem w tym, iż w tej całej sytuacji najbardziej ryzykują piloci i przewodnicy, gdyż a "wykonywanie bez uprawnień zadań przewodnika turystycznego" kodeks wykroczeń przewiduje nawet karę ograniczenia wolności.
Często biura nawet gdyby chciały postępować zgodnie z przepisami, to nie mogą. Na przykład w trakcie wakacji, gdy ruch turystyczny jest wyjątkowo duży, w niektórych miastach po prostu brakuje przewodników z uprawnieniami. I wtedy biuro ma wybór - albo połączyć zwiedzających w ogromne, kilkudziesięcioosobowe grupy, albo zatrudnić oprowadzających bez państwowych uprawnień.

Zobacz całość »



Ceny w Krakowie to oszustwo?

Zobacz całość »
Turyści podsumowując tegoroczny pobyt w Polsce zaznaczają, że były to bardzo drogie wakacje. Ze względu na wysokie ceny Kraków odwiedziło znacznie mniej osób niż w latach ubiegłych. W celu uniknięcia dalszego spadku ruchu turystycznego w Polsce należałoby zmienić pewne sprawy.
Gazeta Wyborcza podkreśla, że bez zmian w sposobie myślenia, mentalności i podejściu do spraw polityki turystycznej obecny kryzys w Krakowie może stać się trwały. W południowej Francji do przełomu lat 1985/1987 nie wkładano żadnego wysiłku w promocję oraz poprawianie poziomu usług, ponieważ klienci i tak kupowali. Przez to poziom zakwaterowania, sposobu przyjęcia gości oraz poziomu usług stał się mierny. W trakcie sezonu turystycznego, który trwał aż sześć miesięcy w roku, zainteresowanie klientów przewyższało możliwości ich przyjęcia. Klienci nie byli zadowoleni z jakości usług, co spowodowało spadek zainteresowania kierunkiem. Tylko przez dwa lata frekwencja spadła aż o ponad 60%.Potrzeba było aż 15 lat, aby region ponownie zyskał swoją dawną pozycję. Jednak konieczny był do tego wysiłek wszystkich instytucji, które zajmują się promowaniem turystyki we Francji.
W Krakowie organami odpowiedzialnymi za promocję miasta są Wydział Promocji i Turystyki Miasta Krakowa oraz Polska Organizacja Turystyki, która działa również poza granicami kraju. Jednak POT, według Gazety Wyborczej, wprowadziła politykę oszczędności i dlatego też zaprzestano udziału w zagranicznych regionalnych targach turystycznych, doszło do cięcia zarobków oraz redukcji etatów.
Natomiast Wydział Promocji i Turystyki Miasta Krakowa na prośby o udział w przedsięwzięciu reklamowo-marketingowym, odpowiada: "nasz budżet jest niewystarczający". Dziennikarze Gazety Wyborczej zaznaczają, że podczas niektórych podróży organizowanych przez oddziały POT, które wysyłają do Krakowa dziennikarzy zagranicznej prasy pytani są, czy mogą zaprosić daną osobę na kolację na własny koszt, ponieważ Wydział Promocji odmawia finansowania.
W 2006 roku Gazeta Wyborcza zorganizowała Study Tour dla przedstawicieli pięciu największych turystycznych portali internetowych we Francji. Wraz z nimi przyjechało pięciu dziennikarzy z branżowej francuskiej prasy turystycznej. Podróż odbywała się pod hasłem "Śladami hydraulika polskiego". Przygotowując się do przyjęcia gości, Gazeta Wyborcza zwróciła się z prośbą o pomoc finansową do różnych instytucji. Linie Lotnicze LOT i paryskie biuro POT zaoferowały przelot, Kopalnia Soli w Wieliczce przyjęła grupę bez żadnych opłat oraz poczęstowała gości drinkiem na powitanie, a Hotel Pod Różą obniżył cenę za pobyt. Natomiast Wydział Promocji i Turystyki Miasta Krakowa pokrył jedynie koszty kolacji w restauracji i opłacił przewodnika dla grupy na 3 dni. Dziennikarze zaznaczają, że zorganizowanie study tour kosztowało ich 27 500 zł, a z efektów spotkania korzyści będzie czerpało całe miasto.
Faktem jest również, iż krakowskie lotnisko, mimo że wydano na powiększenie jego objętości i wydajności miliony złotych, nadal jest przepełnione. Podczas odprawy jednego samolotu wylatującego do USA niemożliwe jest odebranie klientów przylatujących, czy też być obecnym przy odprawie bagażowej pasażerów odlatujących w innym kierunku. Na lotnisku brakuje również informacji dotyczących spóźnień samolotów. W przypadku opóźnienia przy przylocie spodziewany czas lądowania wyświetlany jest 15 minut przed przybyciem samolotu, podczas gdy samolot wylatuje z poprzedniego lotniska co najmniej dwie godziny wcześniej, a kontrola lotów wie o zaistniałej sytuacji. Cały czas trzeba też stać w długich kolejkach do odprawy bezpieczeństwa.
Za kurs taksówką z Balic do centrum Krakowa trzeba zapłacić od 70 do 80 zł, czyli około 25 euro. Jest to bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że to tylko 15 kilometrów.
Od kilku lat można zaobserwować w Krakowie ogromny wzrost liczby hosteli i hoteli tzw. "B&B". Jednak niektóre obiekty świadczą usługi na wysokim poziomie, a inne na bardzo niskim. Natomiast ceny w tych miejscach są takie same jak w hotelach. Hotel musi oferować określony standard świadczeń. Natomiast żadne prawo nie reguluje kwestii wyposażenia, bezpieczeństwa oraz powierzchni pokoi w obiektach innych niż hotele. Hotel, aby został zaklasyfikowany, musi dostosować się do przepisów miedzy innymi prawa budowlanego i bezpieczeństwa. Dlatego też zdaniem Gazety, potrzebne jest stworzenie norm oraz ograniczeń w powstawaniu obiektów typu hostel.
Większość turystów wybierając miejsce swoich wakacji kieruje się cenami. Przez ostatnie kilka lat ceny zakwaterowania i wyżywienia wzrosły w Krakowie zbyt mocno. Klienci w ankietach podsumowujących pobyt w Polsce mówią o cenach, jak o oszustwie.
Dziennikarze Gazety Wyborczej podkreślają, że już najwyższy czas zatrzymać wzrost cen. Nie można go tłumaczyć ogólnym wzrostem kosztów życia w Polsce, średnich zarobków, opłat socjalnych, a także podatków. Należy po prostu zakończyć politykę cenową "z dnia na dzień" i zastosować politykę cenową długoterminową.

Zobacz całość »



Od dziś zamknięta droga z Wodogrzmotów Mickiewicza do Morskiego Oka

Zobacz całość »
We wrześniu Morskie Oko nieco odpocznie od turystów. Od dzisiaj została bowiem zamknięta droga prowadząca z Wodogrzmotów Mickiewicza do Morskiego Oka.
Droga będzie zamknięta przed dwa miesiące. W tym czasie będzie trwał intensywny remont osuwisk.
Tymczasowo najkrótszy szlak do Morskiego Oka będzie wiódł przez Dolinę Pięciu Stawów Polskich. Wycieczka do tatrzańskiego stawu zajmie turystom około pięciu godzin.

Zobacz całość »



Tylko 28% Polaków wyjechało w tym roku na urlop

Zobacz całość »
Zaledwie 28% Polaków wyjechało w tym roku na urlop - wynika z sondażu Rzeczpospolitej, zrealizowanego przez GfK Polonia. Jednak spośród tych, którzy zdecydowali się na wyjazd na wakacje, aż jedna czwarta udała się za granicę. Polacy najczęściej wyjeżdżali na wakacje do Włoch (16%), Wielkiej Brytanii (15%) i Chorwacji (11%).
W tym roku aż 68% wszytskich ankietowanych nie zdecydowało się na odpoczynek poza domem. Oznacza to, iż Polacy wybierają się na wakacje rzadziej niż np. Czesi - u naszych sąsiadów na urlop wyjeżdża ponad 50% ludzi.
Wpływ na sposób spędzania wakacji ma przede wszystkim sytuacja materialna Polaków. Na urlop najczęściej wyjeżdżają ludzie młodzi, lepiej wykształceni, z bogatszych regionów: Polski centralnej (41%) i południowej (32%). Najrzadziej na wakacyjny wyjazd decydują się rolnicy - zaledwie 1 procent z nich decyduje się na wakacje poza domem.
Faktem jest też, iż Polacy oszczędzają na wakacjach. Większość naszych rodaków nie jest skłonna wydać na wakacje zbyt dużo. 29% badanych stwierdziła, że urlop kosztował ich mniej niż 500 zł za osobę, 41% wydało od 500 do 1000 zł, a 16% - od 1000 do 1500 zł. Tylko 5% Polaków przeznaczyło na wakacyjny wyjazd powyżej 2 tys. zł na osobę.
Aż 81 proc. wyjeżdżających na wakacje spędziło urlop w Polsce, głównie nad morzem (42%), nad jeziorami (24%) i w górach (18%). Wybierając miejsce spędzenia wakacji, Polacy kierowali się przede wszystkim atrakcyjnością turystyczną miejscowości (34%) i ceną (23%). Tylko 1 procent wszystkich badanych oceniło, iż na ich decyzję miała wpływ reklama.

Zobacz całość »



Likwidacja rejsowych lotów Centralwings ciosem w Balice?

Zobacz całość »
W piątek wieczorem linie lotnicze Centralwings ogłosiły, że przestają obsługiwać tanie regularne połączenia. Likwidacja połączenie polksiego taniego przewoźnika może okazać się kolejnym ciosem wymierzonym w Kraków Airport. Z portu lotniczego w Balicach wycofuje się bowiem również brytyjski Jet2.com.
Decyzja Centralwings była spodziewana już od dłuższego czasu ze względu na fiasko kolejnych programów naprawczych. Jak informuje Tomasz Szymczak, prezes zarządu Centralwings, od 30 września samoloty spółki będą operować tylko na trasach czarterowych. Odwołane zostały nierentowne, tanie regularne połączenia, które w obecnej sytuacji mogłyby zagrozić stabilności firmy. Pasażerom, którzy już wcześnie zdecydowali się na rezerwacje w Centralwings, spółka zaproponuje alternatywne miejsca w samolotach LOT-u albo odda pieniądze za bilety.
W ten sposób aż o siedem połączeń skurczy się rozkład lotów krakowskiego portu. To m.in. loty do takich miast jak: Amsterdam, Barcelona, Ateny, Bolonia, Lille, Londyn Gatwick oraz Rzym. Nieodwołalnie znikną również loty sezonowe, np. do Dubrownika.
Jak żali się jeden spośród urzędników Kraków Airport, najbardziej będzie żal Rzymu. Mówi też, że pamięta czasy, kiedy do stolicy Włoch latały z Krakowa samoloty należące aż do trzech kompanii: Sky Europe, Alitalii i Centralwings. Obecnie na tejże trasie nie nikt nie będzie, a przecież pośród Polaków oraz Włochów to bardzo znany i lubiany kierunek. Dodaje także, że decyzja Centralwings dotknęła lotnisko w trudnym momencie.
Koniec tanich lotów Centralwings to dla Balic również koniec planów dotyczących uruchomienia tutaj już od dłuższego czasu obiecywanej bazy polskich linii. Ponadto będzie to oznaczać aż 30 tysięcy mniej pasażerów miesięcznie (co daje około 370 tys. w skali roku).
Prezes Jan Pamuła komentuje opinie o kryzysie krakowskiego lotniska i mówi, że pomimo medialnych informacji odnośnie zastoju, w skali tego roku nadal port jest na minimalnym plusie. Podkreśla także, że również 20-procentowy spadek turystów w Krakowie nie przekłada się na gorsze wyniki lotniska.
Jednak prawdopodobnie Balice znajdą się w gorszej sytuacji niż w zeszłym roku. Nie tylko dzięki Centralwings, ale również przez decyzje innych przewoźników. Z Krakowa, od 24 października postanowiła się wycofać także brytyjska tania linia Jet2.com, która w pewnym czasie operowała z Krakowa do angielskich miast Newcastle czy Leeds Bradford. Jet2.com pół roku temu zlikwidował loty do Newcastle, a obecnie likwiduje również rejsy do Leeds. Na stronie internetowej przewoźnika został zamieszczony komunikat dotyczący rozpoczęcia wyprzedaży biletów na ostatnie już loty do Krakowa. W tym jednak świetle wiadomości o wzmocnieniu w Krakowie linii Norwegian (dwa razy w tygodniu ów linie miałyby wysyłać swoje maszyny do Oslo-Rygge) a także rozpoczęcie rejsów do Berlina (co miałoby się odbywać małym samolotem Jet Air trzy razy w tygodniu z międzylądowaniem w Poznaniu) nie mają już tak optymistycznego oddźwięku.
Po raz olejny kłopoty Krakowa z Centralwings wykorzystują Katowice. Tamtejsze lotnisko nie musi przejmować się za bardzo decyzją Centralwings, ponieważ nie operował on tam na linach regularnych. Ale dla Pyrzowic to przede wszystkim znakomita okazja, aby znów podjąć walkę o pasażerów z Krakowa. Węgierska tania linia Wizzair, mocno usytuowana na lotnisku w Pyrzowicach już w sobotę podała informacje, że zwiększa częstotliwość połączeń Rzymu ze Śląskiem, aż do siedmiu razy w tygodniu, a do swojego rozkładu lotów dodaje również Bolonię.

Zobacz całość »



::: 2008-09-02 :::


Grandera - nowa pozycja w menu KFC

Zobacz całość »
Sieć restauracji KFC wzbogaca swoje menu o nową pozycję - Grandera. Największa z kanapek oferowanych dotychczas przez sieć jest wprowadzana pod hasłem "Bo każdy jest wielki!".
Wprowadzenie nowego produktu jest wspierane przez kampanie reklamowe i promocje. Od 19 września do końca października na antenie ogólnopolskich stacji telewizyjnych wyświetlane są spoty reklamowe.
Kampania obejmuje także działania outdoorowe (reklama na autobusach - fullback) i akcje ambientowe w centrach biznesowych największych miast Polski oraz kampanię internetową prowadzoną na portalach onet.pl, wp.pl, gadu-gadu, o2 i interia.pl.
Przygotowano także promocję smsową. Kupując zestaw Grander Menu można zdobyć nagrody - zaproszenie do KFC, systemy nawigacji GPS oraz nagrody główne - laptopy ASUS Lamborghini.

Zobacz całość »



NFZ wydaje karty EKUZ na każdy wyjazd za granicę osobno?

Zobacz całość »
Przed każdym wyjazdem za granicę należy wyrobić sobie nową kartę, która uprawnia nas do leczenia. Dlaczego NFZ nie może wydać jej np. na rok, albo przynajmniej na pół?
Pani Dorota miała wyjechać na urlop zagranicę. Pobrała z NFZ-etu przy ul. Sobieskiego Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ), aby w razie potrzeby mogła leczyć się bezpłatnie. Jak sama opowiada, urzędnik sprawdził, czy pracuje i czy jest ubezpieczona, a następnie zadał pytanie, w jakim terminie wyjeżdża. Po czym ważność karty określił na trzy dni przed oraz trzy dni po planowanym zakończeniu urlopu. Już w trakcie wakacji chciała przedłużyć swój pobyt o kolejne dni, ale dopadła ją refleksja, że w takim razie nie będzie chroniona żadnym ubezpieczeniem.
Po powrocie z urlopu pani Dorota postanowiła zadzwonić do NFZ-etu z pytaniem, czy nie byłoby zasadne, aby karty można było wydawać na dłużej, chociaż by na rok. Przecież jesteśmy w strefie Schengen, możemy przekraczać granicę na podstawie dowodu osobistego, a przecież mnóstwo osób wyjeżdża z Polski nawet na wypady weekendowe, choćby do Czech, czy Słowacji. Dlaczego za każdym razem należy biegać do Funduszu z dokumentami oraz formularzami?
Jak tłumaczy Grzegorz Furgał z warszawskiej centrali NFZ-u, w praktyce wydaje się kartę na czas deklarowanego wyjazdu, z lekkim haczykiem czasowym. Nie można wydać karty na dłuższy czas niż dwa miesiące, co wynika z prostego faktu, że w takim terminie turysta objęty jest ubezpieczeniem, nawet jeżeli w międzyczasie utraci swoją pracę. A przecież ubezpieczenie działa przez miesiąc od daty utraty zatrudnienia, czyli od daty opłacenia ostatniej składki ubezpieczeniowej. Gdyby ktoś uległ wypadkowi już w tym okresie bezskładkowym, nie można by było pokryć kosztów jego zagranicznego leczenia, ponieważ nie ma do tego prawa.
Jedynie emeryci są w lepszej sytuacji. Jak mówi Furgał, w związku z tym, że im utrata pracy nie grozi, karta EKUZ może być wydawana im bezterminowo. Tłumaczy ponadto, że nawet jeżeli turysta nie ma przy sobie aktualnej karty ubezpieczenia, a niestety ulegnie wypadkowi, wystarczy, że skontaktuje się ze swoim oddziałem NFZ-etu, a ten będzie zobowiązany przesłać faksem do szpitala informację, że jest on ubezpieczony oraz że ma prawo do bezpłatnego leczenia.
Niemcy należą do wyjątków, ponieważ na jednej karcie połączone jest ubezpieczenie zdrowotne w kraju, a także za granicą. Furgał mówi, że nasi sąsiedzi nie muszą w związku z tym starać się o odpowiednik polskiego EKUZ. Pozostałe kraje starej Unii posługują się taką samą kartą EKUZ jak nasza, ponieważ jej wzór jest ujednolicony. Do czasu, kiedy w Polsce zostaną wprowadzone karty elektroniczne, co już teraz ma miejsce w Częstochowie oraz województwie śląskim, a ponadto będą odczytywane również za granicą, chyba nam jeszcze daleko.

Zobacz całość »



Gdzie były służby kiedy w morzu panowała salmonella!?

Zobacz całość »
Mieszkańcy Międzyzdrojów, zbulwersowani skażeniem morza przez salmonelle, pytają, czy nikt nie sprawdzał, co dzieje się w wodzie? Kto zapłaci im odszkodowania? Władze gminy apelują o, co dość nietypowe w tych okolicznościach, zachowanie czystości.
Kazimierz M. zapytał władze gminy, dlaczego nie zadbały o skanalizowanie terenu bazy rybackiej. Nadzwyczajna sesja rady Międzyzdrojów była poświęcona bakteriom, które od już od miesiąca znajdują się w przybrzeżnej wodzie oraz spowodowały zakaz kąpieli na całym strzeżonym odcinku plaży w kurorcie. Tamtejsze kąpielisko morskie, od 7 sierpnia, na całym odcinku od mola aż do bazy rybackiej jest zamknięte przez sanepid ze względu na stwierdzenie wydostawania się ścieków z terenu bazy rybackiej.
Jak powiedział burmistrz Międzyzdrojów, Leszek Dorosz, władze liczą na szybkie zamknięcie bazy. Jednak zaraz dodał, że to nie będzie takie łatwe, ponieważ na tym terenie działa aż piętnastu przedsiębiorców. Czterech z nich są właścicielami kutrów, a kolejnych jedenastu zajmuje się gastronomią, która jest oparta na tzw. "świeżej rybce". Karol Tomczak, hotelarz z Międzyzdrojów już teraz zaznacza, że odnotowano straty w związku z przedwczesnym zakończeniem sezonu, i pyta czy zostaną wypłacone odszkodowania.
Burmistrz nie chciał nic takiego zdeklarować. Mówił, że taka ewentualność nie została jak na razie rozważona, ponieważ każde odszkodowanie z miejskiej kasy odbyłoby się kosztem kogoś innego. Jednak przedsiębiorcy z branży turystycznej posiadają swoje argumenty. Jak skarży się Liliana R. z Rodzinnego Biura Kwater "Rogowski", praktycznie do dziś nie miała pełnej wiedzy o całej sprawie. Nikt nie informował, co się dzieje i co im grozi. Ze względu na złą pogodę sezon zaczął się ok. 20 lipca. Dodaje również, że miała nadzieję, że w sierpniu chociaż trochę będzie możliwe odrobienie strat.
Inni wciąż pytali, gdzie przez tyle lat były służby? Jak mogło stać się coś takiego i plaża została w taki sposób zanieczyszczona?
Mieszkanka Warnowa, Danuta J., pracująca od 20 lat na terenie bazy, przypomniała, że rybacy nigdy, przez kilkadziesiąt nawet lat nie posiadali tam żadnej toalety, a gdzieś w końcu musieli załatwiać swoje potrzeby. A w piaskach plaży mieli także zakopywać odpady z obróbki ryb.
Zbulwersowani mieszkańcy pytali, czy nikt wcześniej nie sprawdzał, co się tam dzieje? Władze nie miały za dużo argumentów na swoją obronę. Burmistrz wydał apel o podjęcie wspólnych działań przez wszystkich tych, którzy są odpowiedzialni za czystość środowiska.
A tymczasem Państwowa Inspekcja Sanitarna z pomocą Urzędu Morskiego monitoruje już wody morskie w kierunku Świnoujścia. Bakterie zaczęły wędrować w kierunku zachodnim. Jednak mimo wszystko specjaliści uspokajają. Do ujścia Świny w tym sezonie raczej nie dadzą już rady dotrzeć, a zima ze swoimi niskim temperaturami powinna pomóc w rozwiązaniu tego problemu.

Zobacz całość »



Samolot, który rozbił się w Madrycie mógł być niedopuszczony do lotu

Zobacz całość »
Linie Spanair, do których należał pechowy samolot do ostatniej chwili rozważały wycofanie oraz zamianę maszyny, która tuż po samym starcie rozbiła się na lotnisku w Madrycie. Takie informacje podaje BBC, cytując jednocześnie przedstawiciela hiszpańskiego rządu.
Lot Spanair JK 5022 miał około godzinne opóźnienie w związku z problemami z urządzeniem, które miały za zadanie mierzyć temperaturę powietrza. Ostatecznie samolot został dopuszczony do lotu, ale maszyna rozbiła się tuż po starcie powodując tym samym śmierć 154 osób.
Jak powiedziała hiszpańska minister Magdalena Alvarez, linie Spanair poinformowały władze lotniska, iż rozważają taką możliwość, aby zamienić tę maszyny na inną. Później jednak zawiadomiły, że postanowiły z takiej zamiany zrezygnować. Sprawa dotyczyła maszyny, która chwilę później rozbiła się nieopodal lotniska. Po katastrofie minister zeznawała w parlamencie, jej mowa dotyczyła m.in. hiszpańskich procedur bezpieczeństwa powietrznego.
Linie Spanair nie chcą komentować feralnego lotu. Nie potwierdziły również informacji, które podała minister Alvarez. Wcześniej przedstawiciel przewoźnika powiedział jedynie, że problem związany z miernikiem temperatury nie miał nic wspólnego z katastrofą, tak informuje BBC.
W chwili obecnej przyczyny tragedii nadal nie są znane. Śledztwo ciągle trwa. Hiszpański dziennik "El Pais", który powołuje się na źródło zbliżone do śledztwa, podaje, że możliwe, że zawiniły silniki samolotu, które w momencie startu nie osiągnęły odpowiedniej mocy. Jak pisze "El Pais", istnieje nagranie wideo, które uwidacznia, że maszyna przy samym starcie pokonała dłuższą niż zazwyczaj odległość na pasie startowym, zanim oderwała się na chwilę od ziemi.

Zobacz całość »



Pięć osób zostało rannych w pożarze hotelu w Oliwie

Zobacz całość »
W niedzielę, groźny pożar uszkodził poważnie "Hotel Oliwski". Wszyscy goście zostali ewakuowani, a pięcioro z nich trafiło do szpitala na obserwację.
Ogień pojawił się w pokoju na poddasze, ok. godz. 6 rano korytarze zapełniły się kłębami dymu. Jak opowiada Bartek Wiśniewski, znajdował się w pokoju razem ze swoją dziewczyną, kiedy nagle zaczęła kaszleć. To był szok. Trochę wcześniej wrócili z udanej imprezy w Sopocie. Wybiegli na zewnątrz łapiąc po drodze co się da, mi.in. aparaty fotograficzne. Ale mimo wszystko została torba, trochę ubrań. Sytuacja wyglądała naprawdę groźnie. Dziewczyna poczuła się lepiej dopiero po tabletkach uspokajających.
Hotel jest całkiem nowy, działa dopiero od jesieni roku 2007. Jest zlokalizowany niemal bezpośrednio przy ul. Grunwaldzkiej. Czterdziestu gości zostało obudzonych i błyskawicznie ewakuowanych. Pożar próbowało ugasić 10 ekip strażackich przez prawie dwie godziny. Prawe skrzydło dachu hotelu jest zrujnowane, spadło mnóstwo dachówek. Jeden pokój całkowicie spłonął. Później, woda pompowana przez strażaków na dach ściekała całymi godzinami przez trzy kondygnacje, na parter, zalany został m.in. hall z recepcją.
Jak mówi dyrektor hotelu, Arkadiusz Labudda, nikomu nic się nie stało, pięcioro gości zostało zabranych do szpitala na Zaspie z podejrzeniem lekkiego zaczadzenia. Dodaje, że to całe szczęście, że to nie było w środku sezonu, lub w dzień targowy, kiedy hotel ma komplet stu gości. System przeciwpożarowy zadziałał dobrze, jednak nie sobie nie poradził. Hotel jest ubezpieczony, a remont będzie musiał potrwać minimum trzy miesiące, może nawet pół roku.
Policjanci i strażacy mają przypuszczenia, że pożar wybuchł w pokoju zajmowanym przez dwóch turystów z zagranicy. Wczoraj byli przesłuchani.

Zobacz całość »



Balon z platformą widokową wzbudza kontrowersje krakowian i turystów

Zobacz całość »
Dodatkowy element krajobrazu pojawił się w Krakowie, na Bulwarach Inflanckich, w pobliżu mostu Grunwaldzkiego. Tam właśnie zakotwiczył ogromny balon, który umożliwi oglądanie Starego Miasta i Kazimierza z wysokości 150 metrów. Niestety - balon wzbudza mieszane uczucia krakowian i turystów. Części się podoba, a części psuje widok na Skałkę.
Jedni uważają, że pomysł jest świetny, inni nie potrafią odnaleźć żadnego sensownego wytłumaczenia na tę dodatkową atrakcję turystyczną, zwłaszcza zlokalizowaną w taki sposób. Sprawa podzieliła zarówno krakowian, jak i osoby, które są odpowiedzialne za wygląd miasta.
Niczym wieżowiec
Na razie uziemiony balon, już szykuje się do pierwszych lotów z turystami na pokładzie. Trasy zapowiadane są za dwa, trzy tygodnie, kiedy to zostaną dopełnione wszystkie techniczne formalności. Przymocowana do ogromnej białej czaszy platforma będzie mogła pomieścić 30 osób, które za 25-35 zł (zależeć to będzie od dnia i godziny) będą miały możliwość poszybowania na wysokość 150 metrów oraz podziwiania widoków miasta. Jak mówi mieszkanka Krowodrzy Renata K., chętnie wybierze się na takie nietypowe zwiedzanie. Miejscy urzędnicy także zachwalają pomysł. Jak powiedziała mówi Katarzyna Gądek, dyrektor Biura Turystyki UMK, taka atrakcja jest już dostępna w kilku miastach Europy, a w Krakowie też jest mile widziana. Ważne, aby wkomponowywał się w otoczenie.
Jednak, co do tego ostatniego, pojawiają się jednak wątpliwości. Czy okolice kościoła na Skałce nie są najlepszym miejscem na balon? Jak komentują mieszkanki pobliskiej kamienicy, jest zbyt duży i w dodatku zasłania kościół. Wojciech S., student UJ, krakowianin twierdzi, że to zupełnie bez sensu. Najpierw miasto walczy o niską zabudowę centrum, a w chwili obecnej tuż obok Wawelu będzie mogła dyndać ogromna kula, to przecież tak, jakby ktoś postawił wieżowiec na bulwarach. Monika, studentka AP, również nie zachwala pomysłu z balonem. Jak mówi, przecież Kraków można podziwiać z góry z kopca Kościuszki. dodaje także, że jeszcze brakuje tego, aby ktoś obwiesił ten balon reklamami.
Tylko nie banner!
To właśnie lokalizacja stała się głównym punktem spornym w trakcie rozmów między właścicielem balonu firmą HiFlyer Pl i miastem. Z powodu przeciągających się uzgodnień dotyczących miejsca, a także koloru oraz reklam, balon nie mógł pojawić się wiosną, ale dopiero teraz.
Jak zapewnia Marek Kufel, wiceprezes HiFlyer PL., balon będzie unosił się 10 metrów nad ziemią, nie ma w związku z tym obaw, że zasłoni on kościół na Skałce. Starano się w jak najmniejszym stopniu ingerować w wygląd bulwarów, nawet zniszczony trawnik zostanie naprawiony. Uzgodniono, że czasza balonu pozostanie czysta, a bannery być może pojawią się tylko na koszu, podtrzymujących go linach oraz biletach wstępu. Na razie jednak nie ma żadnych reklam.
Na to, aby balon nie mógł stać się wielką powierzchnią reklamową, nalegał miejski plastyk Jacek Stokłosa. Przyznał, że to byłaby tragedia, a przy tym dodaje, że w ogóle nie był entuzjastą tego pomysłu. Kraków z góry na pewno będzie wyglądać świetnie, a balon z dołu już nieco gorzej.
W chwili obecnej miasto zawarło z właścicielem balonu umowę na okres dwóch lat, ale z możliwością przedłużenia jeszcze o rok. Potem firma ma się zastanowić nad zmianą swojej lokalizacji.

Zobacz całość »



Sfinks uważa, że cena w wezwaniu AmRestu jest za niska

Zobacz całość »
Zarząd spółki Sfinks Polska jest zdania, że cena, która została zaoferowana w wezwaniu na 11,20% akcji spółki przez zależną od AmRest Holdings NV firmę American Restaurants, jest zbyt niska oraz nie rekomenduje swoim akcjonariuszom sprzedaży akcji w wezwaniu, wynika z komunikatu Sfinksa. Chociaż według zarządu zamiar AmRestu dotyczący integracji obu spółek jest mglisty i niejasny, nie wyklucza warunkowo zaangażowania się w plany połączeniowe, ale w momencie, kiedy wzywający przedstawi konkretne argumenty oraz scenariusze takiego właśnie rozwoju sytuacji.
W końcu sierpnia American Restaurants ogłosiła wezwanie na 1.039.467 akcji Sfinksa, które stanowią 11,20% kapitału oraz uprawniających do tylu właśnie głosów na zgromadzeniu walnym, po cenie 19,41 zł. A to oznacza, że spółka osiągnęłaby 25,52% głosów na WZ Sfinksa. Zapisy przyjmowane będą od 2 do16 września.
Zarząd Sfinksa, wyrażając swoje stanowisko wobec wezwania, stwierdził, że w przedstawionym przez AmRest celu tego działania nie dostrzega konkretów, które mogłyby wyjaśnić powody zwiększenia zaangażowania w akcjonariacie spółki Sfinks Polska.
AmRest umieścił w wezwaniu, że nabycie przez niego akcji spółki jest inwestycją strategiczną, a ponadto nie wyklucza działań, które miałyby zmierzać do integracji działalności spółki i wzywającego. Wzywający nie wyklucza równocześnie zwiększenia udziału w akcjonariacie spółki w perspektywie najbliższych 12 miesięcy.
W momencie kiedy pod koniec maja br. American Restaurants dokonała zakupu 1000 akcji Sfinksa, osiągając tym samym 465.000 akcji, czyli 5,01% kapitału zakładowego oraz ogólnej liczby głosów, dyrektor operacyjny AmRestu Wojciech Mroczyński zapowiedział, że spółka zainteresowana jest włączeniem Sfinksa do swojej grupy.
Jak można przeczytać w opinii zarządu Sfinksa, wzmiankowana przez wzywającego inwestycja strategiczna nie ma możliwości wyjaśnienia jego intencji odnośnie przyszłości tejże inwestycji, a ponadto nie odpowiada na pytanie czy chodzi o docelowe przejęcie spółki Sfinks Polska S.A. , czy też jedynie o zwiększenie udziału w akcjonariacie w nadziei na przyszłe zdyskontowanie nabytych walorów oraz dywidendę.
Spółka podkreśla również, że chociaż wzywający nie wyklucza działań mających na celu integrację działalności Spółki, nie podjął do tej pory żadnych prób kontaktu, uzgodnień, czy też dyskusji z zarządem Sfinks Polska SA odnośnie ewentualnych obszarów synergii oraz współpracy.
Jak podkreśla Sfinks, należy zatem wątpić, czy też wzywający na pewno ma jasne rozpoznanie odnośnie modelu operacyjnego Sfinks Polska SA, mając na uwadze, że na potencjalną integrację Wzywający może patrzeć z perspektywy biznesu franczyzobiorcy (ponieważ właśnie nim jest), w momencie kiedy Sfinks Polska SA funkcjonuje jako franczyzodawca.
Zarząd Sfinksa interpretuje deklarację o możliwym dalszym zaangażowaniu AmRestu w perspektywie najbliższych 12 miesięcy jako potwierdzenie mglistego oraz niejasnego zamiaru integracji spółek przez wzywającego, bez określenia obszarów operacyjnych czy też strategicznych jakich integracja ta miałaby dotyczyć.
Jak podano w komunikacie, cena, która została zaprezentowana w wezwaniu, według zarządu Sfinks Polska SA jest zbyt niska, ponieważ nie odzwierciedla wysiłku inwestycyjnego, który był realizowany w roku bieżącym przez spółkę, co dalej przełoży się bezpośrednio na wyższe przychody oraz zyski.
Zarząd Sfinksa konkluduje, że plany połączenia nigdy wcześniej nie były omawiane ani konsultowane z Zarządem Sfinks Polska są, a jako takie stanowią jedynie jednostronną opcję wzywającego. Wobec tych faktów, zarząd Sfinks Polska są nie wyklucza warunkowo zaangażowania się w plany połączeniowe, ale muszą pojawić się konkretne argumenty oraz scenariusze takiego właśnie rozwoju sytuacji zaprezentowane przez wzywającego.
AmRest ma obowiązek na podstawie umów franczyzy prowadzenia poprzez spółki zależne w Polsce, Czechach, na Węgrzech, w Rosji, w Serbii oraz w Bułgarii, restauracje Kentucky Fried Chicken, Pizza Hut, Burger King oraz Starbucks, a ponadto własne restauracje Rodeo Drive i Freshpoint.
Grupa AmRest miała w I-II kw. 2008 roku 24,20 mln zł zysku w porównaniu do 24,83 mln zł zysku rok wcześniej przy obrotach odpowiednio 507,58 mln zł do 364,66 mln zł.
Obecnie Sfinks Polska zarządza siecią 105 lokalami marki Sphinx (segment casual dining), które są zlokalizowane w całej Polsce, 6 za granicą, 11 restauracjami Chłopskie Jadło (segment premium) oraz 3 restauracjami WOOK (segment casual dining).
Grupa Sfinksa miała w I-II kw. 2008 roku 2,49 mln zł zysku wobec 4,12 mln zł zysku rok wcześniej przy obrotach odpowiednio 103,97 mln zł do 86,60 mln zł.

Zobacz całość »



Wrocławski hotel Radisson SAS ma nowego dyrektora

Zobacz całość »
Hotel Radisson SAS we Wrocławiu od końca sierpnia ma nowego szefa. Dyrektorem Generalnym został Martin Mante, który zastąpił na tym stanowisku Macieja Miazka.
Martin Mante jest Niemcem, urodził się w Berlinie. Od 2007 roku jest związany z hotelami sieci Grupy Rezidor. W styczniu 2008 objął stanowisko Acting
General Managera w hotelu Park Inn w Monachium, wcześniej pracował jako Executive Assistant Manager w Radisson SAS w Hamburgu.
Odchodzący Miazek został Dyrektorem Generalnym otwierającego się wiosną 2009 r. hotelu Radisson SAS w Gdańsku.

Zobacz całość »



Kraków powinien postawić na turystykę pielgrzymkową?

Zobacz całość »
Jak mówi prof. Antoni Jackowski z Zakładu Geografii Religii UJ, Kraków mógłby żyć z turysty pielgrzyma jak Lourdes. Urzędnicy z magistratu już teraz mają w planach pokazanie miasta przedstawicielom biur podróży pochodzącym z katolickich Włoch oraz Hiszpanii
Czy turystyka religijna może stać się lekarstwem na spadek turystów w Krakowie? Prof. Antoni Jackowski, który zajmuje się turystyką pielgrzymkową zaznacza, że Łagiewniki co roku odwiedza ok. 2 mln osób, a do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego przybywają pielgrzymi z ponad 90 krajów. Dodaje również, że gdyby Kraków mógł w pełni i odpowiednio wykorzystać swój potencjał, miałby szansę prześcignąć światowe miejsca kultu religijnego, które ściągają do siebie rocznie ponad 6 mln pielgrzymów.
Zdaniem prof. Jackowskiego wokół Łagiewnik brakuje infrastruktury turystycznej - tanich hoteli, porządnej sieci lokali gastronomicznych, sklepów z religijnymi pamiątkami oraz księgarni. Aby zdobyć turystę-pielgrzyma należało by również organizować konferencje o tematyce religijnej, koncerty i imprezy.
Aktualnie pielgrzymi odwiedzający Łagiewniki często w ogólnie nie wychodzą poza sanktuarium. A mogliby przecież zwiedzić Kraków.
Ks. Robert Nęcek natomiast mówi, że turystyka pielgrzymkowa jest czymś, na co powinno się postawić. Wszystkie badania wskazują, że tenże ruch co roku jest coraz większy. Z pewnością będzie trzeba zastanowić się nad bliższą współpracą z miastem oraz dyskusją na ten temat.
Magistrat również widzi w turystyce religijnej duże możliwości. Jak mówi Katarzyna Gądek, dyrektorka biura ds. turystyki UMK, która jest zadowolona, że Kraków zyskał bezpośrednie połączenie z Madrytem mówi, że trwają zintensyfikowane działania mające ściągnąć do miasta zagranicznych pielgrzymów. Szczególnie z Hiszpanii oraz Włoch, które najbardziej zakorzenione są w kulturze katolickiej. W ślad za tym miasto ma zamiar zaprosić na tzw. study tour przedstawicieli hiszpańskich biur podróży, które mogłyby podjąć decyzję o włączeniu do swojej oferty religijno-turystycznych wyjazdy do Krakowa.
Gądek jednocześnie zastrzega, że nie można zakładać, że stawiamy jedynie na turystykę religijną, biznesową czy też kongresową. - Kraków ma tak wiele do zaoferowania, że nie można go szufladkować - dodaje.
Jak mówi prof. Jackowski, wszyscy doceniają turystykę religijną, jednak wciąż nie istniej wspólna strategia miasta oraz Kościoła w tej właśnie dziedzinie. Dodaje, że do tej pory sytuacja wyglądała tak, że miasto było sobie, a Kościół sobie. W chwili obecnej należy rozpocząć ze sobą rozmowy. W takim spotkaniu udział wziąć powinni również przedstawiciele innych religii. Przykładowo Żydzi, którzy przecież przyjeżdżają na swoje cmentarze, można im także zaproponować zwiedzanie miasta.
Obecnie można zauważyć jedynie pierwsze jaskółki, które mogłyby zwiastować zmiany tejże sytuacji. Krakowski Kościół, urząd marszałkowski oraz miasto na początku maja podpisały list intencyjny w sprawie utworzenia Instytutu Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II. Ta nowa instytucja ma za zadanie m.in. ułatwienie zdobywania pieniędzy pochodzących z europejskich funduszy na rozbudowę Centrum Jana Pawła II. Gądek obiecuje także, że na Forum Turystyki Przyjazdowej, które będzie miało miejsce w październiku zaprosi przedstawicieli Kościoła.
A tymczasem tynieccy benedyktyni, wcale nie czekając ma strategie oficjalne, postanowili przystosować swój klasztor do potrzeb turystów. Nie tylko tych pielgrzymkowych, ale także religijno-luksusowych. W tzw. Wielkiej Ruinie - dawnej klasztornej bibliotece, którą zakonnicy wyremontowali, urządzili m.in. pokoje gościnne oraz multimedialne sale konferencyjne. Mnisi nie lubią jednak samego słowa "turysta". W dzień przed otwarciem Wielkiej Ruiny o. Jan Paweł Konobrodzki, który zajmuje stanowisko sekretarza opactwa, mówił "Gazecie", że mnisi nie prowadzą hotelu, do którego przyjedzie tzw. pańcia z Pusią, a na śniadanie zażąda sobie cynaderek. Stworzono dom dla gości, aby ci, którzy zechcą przyjechać mogli w ciszy oraz spokoju wypocząć i zakosztować klasztornego klimatu.

Zobacz całość »



Balice szukają sposobu, aby obniżyć ceny?

Zobacz całość »
Specjalna komisja będzie miała za zadanie zbadać wysokość opłat lotniskowych, które obowiązują na krakowskim lotnisku. Jak deklaruje Jan Pamuła, prezes Kraków Airport, spółka chce być konkurencyjna dla innych lotnisk w regionie.
Na temat tych zbyt wysokich, zdaniem przewoźników, opłat lotniskowych, które obowiązują w krakowskim porcie zrobiło się głośno w połowie lipca, kiedy to irlandzki Ryanair - numer dwa wśród obecnych tu linii, próbował posługując się szantażem zmusić władze portu, aby te obniżyły stawki. Po medialnych pogróżkach, które trwały kilka dni Ryanairowi udało się dopiąć swego i wycofał sprzedaż biletów na trasy do i z Krakowa na okres sześciu tygodni (a dokładnie od 4 listopada do 19 grudnia). Piotr Pietrzak, rzecznik prasowy krakowskiego portu, ripostował, że Ryanair po raz kolejny pokazał, że jest przewoźnikiem, któremu w ogóle nie zależy na pasażerach. Jednocześnie próbował udowodnić, że obowiązujące na Balicach opłaty nie są wcale jednymi z najwyższych.
Łatwo jednak dostrzec, że Balice w porównaniu z innymi regionalnymi portami w Polsce czy też na Słowacji wcale nie są tanim lotniskiem. Opłata standardowa pobierana za odlot pasażera wynosi tu blisko 50 zł. Śląskie lotnisko w Katowicach Pyrzowicach, które ma mocne oparcie we władzach województwa śląskiego może złożyć ofertę przewoźnikom niższych cen. Władze Balic odpowiadają na to, że Pyrzowice chwalą się niskimi opłatami, a tymczasem są to zwykłe dumpingowe ceny, które są dla lotniska rekompensatą łasych na coraz lepsze wyniki śląskie urzędy. Im na pewno jest bardzo w smak, że biorą udział w prestiżowej wojnie o pasażera z mocnym, a ponadto stabilnym portem w Krakowie.
Jednak obecnie Kraków Airport podjęło decyzję o rzuceniu rękawicy innym portom. Została powołana przez prezesa Jana Pamułę specjalna komisję, która będzie musiała zbadać, czy już od dłuższego czasu niezmieniany cennik opłat odpowiada potrzebom i oczekiwaniom zarówno lotniska, jak i operujących tu linii. Jak deklaruje Pamuła, zarząd pragnie, aby ustalono, gdzie można oszczędzić, gdzie poszukać możliwych zniżek. Ale nie należy się łudzić, jak dodaje, na pewno nie będzie takiej sytuacji, że z dnia na dzień stawki zostaną obniżone.
Prezes Balic ma nadzieję, że komisja będzie mogła zaproponować również różne rozwiązania podobne do tych, które oferują porty konkurencyjne. Mowa m.in. o zniżkach dla przewoźników, którzy mogliby zagwarantować portowi największą liczbę pasażerów. Prezes podkreśla, że jest za tym, aby linia, która będzie w stanie przywieźć do Krakowa np. pół miliona pasażerów, mogła skorzystać ze zniżki. Ale dodaje, że komisja został powołana po to, by sprawdzić możliwości obniżenia opłat w każdym z segmentów.
Nowy cennik Balic będzie obowiązywał od 1 stycznia.

Zobacz całość »



Kraków powinien być promowany jako produktu z wysokiej półki?

Zobacz całość »
Krakowscy restauratorzy i hotelarze mówią o 20% spadku obrotów w porównaniu z rokiem ubiegłym. Marek Tobolewski, copywriter w Eskadrze MarketPlace, dziale agencji reklamowej Grupa Eskadra, która opracowała strategię promocji dla Krakowa podkreśla, że nie ma się z czego cieszyć, ale nie trzeba też płakać.
Zaznacza, że nie ma jeszcze danych z całego roku oraz dokładnych informacji na temat ruchu turystycznego w innych konkurencyjnych miastach, między innymi we Wrocławiu, Gdańsku, Warszawie, Pradze, Bratysławie i Budapeszcie.
Brakuje również pełnego bilansu ekonomicznego, który zestawiałby trend spadkowy z rosnącymi cenami oraz szerszą ofertą dla turystów. Może nawet się okazać, że wyższe ceny zrekompensowały mniejszą liczbę gości, natomiast dochody aż tak bardzo nie spadły, tylko zostały podzielone wśród większej liczby podmiotów, gdyż w Krakowie stale roście ilość kawiarni, restauracji oraz miejsc noclegowych.
Krakowscy taksówkarze, restauratorzy oraz hotelarze narzekają na spadek zysków, jednak stałe podnoszenie cen nie może być ich jedynym sposobem obrony. Według Tobolewskiego na Kraków należy spojrzeć jak na wspólną wartość. Urzędnicy powinni zadbać o promocję miasta, ale inni muszą się w nią aktywnie włączyć. Turysta nie może spotkać się z ubogą ofertą, niedogodnościami komunikacyjnymi, nieuprzejmą obsługą i to w dodatku za wysoką cenę. Dodatkowo, najlepszą reklamę miastu robią zadowoleni z pobytu w nim goście.
Od kilku miesięcy Kraków posiada nową strategię promocji, którą przygotowała Grupa Eskadra. Zakłada ona, aby nie stawiać na ilość, ale na jakość, nie iść w masę, ale w klasę. Tobolewski podkreśla: "Strategia pozwala myśleć o zwiększeniu dochodów z turystyki, nawet przy ewentualnym spadku liczby przybywających."
Nowa strategia zachęca do działań na rzecz Krakowa jako marki "premium" i dlatego nacisk na czynniki ilościowe jest niewskazany. W tłumie nikt nie może poczuć się wyjątkowy. Właśnie dlatego postawiono na wysoką kulturę, ambitne przedsięwzięcia artystyczne oraz duże nowoczesne festiwale.
Z marketingowego punktu widzenia miasto jest produktem bardzo złożonym. Dlatego też jego oferta powinna być szersza oraz ciekawa dla różnych grup docelowych. Nie zawsze to co dla Polaków jest oczywistą wartością, takie same jest dla gości z zagranicy. Kraków może poszczycić się nie tylko Starym Miastem i Wawelem, ale też Kazimierzem, Nową Hutą, Błoniami, parkami, kopcami, czy rozwijającymi się basenami. Dodatkowo wiele atrakcji można też znaleźć w pobliskich miejscowościach.
Strategia ma na celu zbudować wizerunek Krakowa, jako produktu z wysokiej półki. Jest to nowość, gdyż w ostatnich latach o sukcesie miasta w dużej mierze decydował masowy turysta z Wysp Brytyjskich. Jednak wcześniej Kraków kojarzył się bardziej prestiżowo niż z tanim piwem i klubami. Autorzy strategii chcą, aby miasto nie tylko wśród Polaków rozpoznawalne było jako duchowa i kulturalna stolica kraju.
Kiedyś Kraków dla mieszkańców bogatego Zachodu był miejscem ciekawym, dostępnym i tanim i na tym zbudował swój wizerunek. Jednak złotówka się umocniła, ceny wzrosły, a 8 milionów turystów pozbawia miasto specyficznej magii. Dlatego też według Tobolewskiego lepiej zamiast sentymentalnie wzdychać za utraconą masowością turysty, zabrać się za pracę i stworzyć ofertę dla tych, którzy mogą zostawić w Krakowie dużo pieniędzy i wywieźć jak najlepsze wrażenia. Zadbane, bezpieczne, kulturalne, ambitne oraz wygodne miasto będzie nie tylko popularnym celem turystycznym, ale też świetnym miejscem do życia.

Zobacz całość »



Kelnerzy - profesjonaliści są tylko w ekskluzywnych restauracjach

Zobacz całość »
Gdzie znaleźć kelnera z powołania? Takiego, który zna zasady savoir vivre i język angielski? Niestety takie osoby pracują tylko w ekskluzywnych restauracjach i hotelach. Przeciętnego Polaka obsługują kelnerzy "z doskoku". Winne są płace, emigracja oraz forma zatrudnienia - tłumaczą specjaliści.
Przed wakacjami właściciele nadmorskich restauracji, barów i kawiarni prowadzili gorączkowy nabór do pracy. Teraz żegnają się ze swoimi sezonowymi pracownikami. Ale nikt nie narzeka z powodu takiego powakacyjnego wymówienia, to miała być praca sezonowa - mówią pracownicy.
Podobnie dzieje się w dużych miastach. - Powodów takiej sytuacji jest kilka. Przede wszystkim jest to wina zarobków, które w branży gastronomicznej są niskie. Tylko pracownicy z ekskluzywnych restauracji i hoteli nie narzekają. Pozostali szukają co jakiś czas nowego pracodawcy, który zapłaci więcej. Albo zmieniają zawód. W tej branży kłopotem jest również forma zatrudnienia. Najczęściej jest to umowa-zlecenie, a jeśli na stałe, to z bardzo niską podstawą. Ciężko na dłuższą metę budować domowy budżet na napiwkach i premiach - wyjaśnia Tomasz Marzecki z firmy rekrutacyjnej Adecco. - Ostatnim powodem dużej rotacji jest emigracja. Polscy kelnerzy i barmani w Londynie to standard - dodaje.
Patryk Le Nart, właściciel Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów potwierdza, że w nadmorskich kurortach pracuje wielu młodych kelnerów, bez doświadczenia, którzy po sezonie letnim wracają na studia lub szukają innej pracy. Kelnerów z przypadku można również spotkać w ogródkach na popularnych miejskich deptakach. - Jednak wśród naszych słuchaczy są i tacy, którzy myślą o tym zawodzie poważnie. Szkolą się i szukają zatrudnienia w dobrych lokalach - pociesza Patryk Le Nart. Aby spotkać jednak kelnera profesjonalistę - znającego zasady savoir vivre i język obcy - musimy więcej zapłacić za kolację. Pracownik - z powołaniem czy bez - zawsze pracę znajdzie. Rynek gastronomiczny jest bardzo chłonny. - Codziennie odzywa się do naszej szkoły jakiś pracodawca - twierdzi Patryk Le Nart. - Właśnie dlatego kierunek gastronomia jest czarnym koniem. Zawsze znajdują się chętni na ten kierunek, bo daje pewny fach - dodaje Robert Kłoczko z Centrum Edukacji Kadr.

Zobacz całość »



POT zauważa, że Polska potrzebuje profesjonalnej promocji

Zobacz całość »
Z raportu Polskiej Organizacji Turystycznej wynika, że Polska ma nieograniczony potencjał turystyczny, ale brakuje jej dobrej promocji. Dlatego też POT przygotowała założenia dla strategii marketingowej Polski na lata 2008-2015.
W ciągu ostatnich lat pozycja Polski na międzynarodowym rynku turystycznym pogorszyła się. Spadła liczba turystów z zagranicy, głównie z Ukrainy, Białorusi i Rosji. Natomiast udział Polski w międzynarodowych podróżach turystyczno-wypoczynkowych w Europie w ubiegłym roku wynosił tylko 1,1%.
Przygotowanie "Marketingowej strategii Polski w sektorze turystyki na lata 2008-2015" miało na celu dostarczenie branży turystycznej wytycznych dla spójnej polityki promocyjnej Polski. Dokument ma służyć również jako podstawa dla przyznawania funduszy strukturalnych, których beneficjentem jest POT.
Twórcy raportu uważają, że tempo rozwoju gospodarki turystycznej w Polsce w kolejnych latach ma szanse być większe niż tempo rozwoju całej polskiej gospodarki.
Według autorów raportu, żeby osiągnąć cel, Polska potrzebuje przede wszystkim zwiększenia skuteczności i efektywności działań marketingowych. Należy stworzyć odpowiedni wizerunek Polski jako kraju atrakcyjnego i gościnnego, który posiada konkurencyjne produkty turystyczne o wysokiej jakości.
Eksperci uważają, że w najbliższych latach trzeba skupić się między innymi na osiągnięciu pozycji konkurencyjnej na rynkach zagranicznych poprzez kampanie promocyjne, a także stworzeniu sprawnego i efektywnego systemu informacji turystycznej w celu poprawy jakości komunikacji i obsługi turystów. Do tego można wykorzystać łączność bezprzewodową, GPS, a także upowszechnić i ułatwić dostęp do informacji przez telefony komórkowe i bluepointy, czyli duże ekrany dotykowe z szeroką informacją oraz dostępem do ogólnokrajowej bazy danych.
Według POT na gospodarkę turystyczną trzeba patrzeć produktowo. Dlatego też z uwagi na ogromną rolę produktu turystycznego w promocji i rozwoju turystyki, POT zamierza podejmować działania, które będą zmierzać z jednej strony do stymulacji rozwoju profesjonalnego produktu turystycznego, a z drugiej do jego promocji w kraju i za granicą.

Zobacz całość »



Polka-menadżer restauracji Weatherspoons wyprosiła z lokalu niepełnosprawnych klientów

Zobacz całość »
Właściciele restauracji Weatherspoons w Stains przeprosili dwoje niewidomych, których wyproszono z lokalu. Tłumaczyli, że pracownica źle zinterpretowała sytuację.
Polka, pracująca jako menedżerka pubu, wyprosiła klientów, bo weszli do restauracji z psami. Kobieta mówiła, że nie mogą wejść do lokalu z psami.
32-letni Darran Pridmore i jego dziewczyna tłumaczyli, że to są zwierzęta przewodniki i ze względu na swoją niepełnosprawność nie mogą się bez nich poruszać. Jednak Polka była nieprzebłagana.
- To była otwarta dyskryminacja. Psy są nam niezbędne. Zabraniając im wstępu, zabrania się go nam. To tak samo jakby powiedzieć: nie możesz wejść do środka, bo jesteś czarnoskóry czy niesłyszący - opowiada Darran. Klienci restauracji pokazali jej nawet znak znajdujący się przed wejściem do restauracji "No dogs except guide dogs" (ang. Psom wstęp wzbroniony, z wyjątkiem psów przewodników)" - dodaje.
Sieć restauracji Weatherspoons na Wyspach jest bardzo popularna.

Zobacz całość »



::: 2008-09-03 :::


Restauracja Stary Młyn została zwycięzcą Mistrzostw Polski w Grillowaniu

Zobacz całość »
W sobotę, 30 sierpnia w Rawiczu odbył się finał X Mistrzostw Polski w Grillowaniu. Jury, zgodnie z wymogami WBQA (Word Barbecue Association) podzielone zostało na dwie grupy. Pierwszą stanowiło 20-osobowe jury degustacyjne, a drugą jury profesjonalne.
W skład jury profesjonalnego weszli:
- Piotr Murawski - ekspert i doradca kulinarny UNILEVER ,v-ce Mistrz Polski w Grillowaniu z roku 2002, laureat III miejsca w Pucharze Świata w Grillowaniu Interlaken Szwajcaria, zdobywca Pucharu Europy w Grillowaniu w 2003 roku
- Piotr Małecki - ekspert kulinarny oraz wieloletni kucharz hoteli Marriott w Polsce, Armenii i Kazachstanie; v-ce Mistrz Polski w Grillowaniu z roku 2002; laureat III miejsca w Pucharze Świata w Grillowaniu Interlaken Szwajcaria; Zdobywca Pucharu Europy w Grillowaniu w 2003 roku
- Marek Mol - szef kuchni Hotelu ZAMEK NA SKALE w Lądku Zdrój; Mistrz Polski w Grillowaniu z roku 2002 i 2006; Zdobywca Pucharu Europy w Grillowaniu w 2003 roku; Mistrz Świata w Grillowaniu z 2006 roku
- Dariusz Wyborski - szef Kuchni Hotelu Mercure Orbis Jelenia Góra; v-ce Mistrz Polski w Grillowaniu z roku 2004 i 2005
- Mariusz Tkaczyk- szef gastronomi sieci Hoteli Qubus; pierwszy v-ce Mistrz Polski w Grillowaniu z roku 1999; Mistrz Świata w Grillowaniu z 2006 roku.
Zwycięzcami grillowania w kategorii amatorzy zostali członkowie Kłodzkiego Klubu Kulinarnego. Założycielami Klubu są wielokrotni uczestnicy Mistrzostw Polski w Grillowaniu: Waldemar Załuski i Jan Skrobol. Natomiast członkami Klubu są miłośnicy kulinariów, którzy nie są związani profesjonalnie z gastronomią oraz kucharze zawodowi z Kotliny Kłodzkiej. Celem klubu jest podnoszenie jakości usług gastronomicznych w regionie, promocja polskiej kuchni oraz grillowania. Wśród amatorów, klub prowadził od początku konkursu zarówno w ocenach jury profesjonalnego, jak i degustacyjnego.
Drugie miejsce wśród amatorów zdobył rodzinny tercet z Ełku: Ewa Miszkiel, Anna Grzegorczyk i Bożena Grzegorczyk.
Po raz pierwszy w Finale Mistrzostw brały udział dwie szkoły gastronomiczne z Pszczelej Woli i Bełżyc. Młodzi adepci sztuki kulinarnej bez żadnej tremy przystąpili do konkursu, a jakość serwowanych przez nich potraw niewiele różniła się od ich zawodowych konkurentów. Młodzież ze szkoły w Bełżycach została laureatem III miejsca w kategorii amatorzy. Ich opiekunami byli: Jolanta Zygo i Marcin Zagozdon.
Faworytami Mistrzostw byli dziennikarze Gazety Olsztyńskiej: Wojtek Charewicz i Maciej Gosiewski. Reprezentowali oni czterogwiazdkowy hotel Manor z Olsztyna. Obaj stawali już na podium Mistrzostw Polski w Grillowaniu oraz Sielawy Blues. Jednak nie w tym roku. Potrawy przygotowane w znakomity sposób z wymyślnymi dodatkami jak: konfitury z płatków dzikiej róży, czy pasta orzechowo-czosnkowa znajdowały uznanie wśród jury profesjonalnego, jednak te same produkty w lunch boksach dostarczane dla jury degustacyjnego nie otrzymały należnego im uznania.
W kategorii "zawodowców" zwycięzcą została drużyna z restauracji Stary Młyn z Wielichowa koło Grodziska Wielkopolskiego. Tomasz Szrama, lider ekipy zdobywał kulinarne oraz grillowe szlify w poznańskim Sfinksie i Brovarii. Obecnie w uruchamianym Starym Młynie każdy gość może spróbować prawdziwie mistrzowskich dań z grilla.
Drugie miejsce zdobył Zamek Czocha, który startuje w Mistrzostwach Polski w Grillowaniu od trzech lat, ale nigdy nie zajął pozycji w pierwszej trójce. Zamkowa ekipa jak zawsze przygotowała bardzo ciekawą aranżację stoiska i była najbardziej radosną drużyną wojów. Znakomicie bawili się podczas konkursu oraz po jego zakończeniu. Zapowiedzieli także swój udział w przyszłorocznych Mistrzostwach oraz atak na pierwsze miejsce.
Trzecie miejsce zajęli kucharze z hotelu Relax z Karpacza. Nad gastronomią czuwa tam Piotr Lipski, vice mistrz Polski z 2006 roku.

Zobacz całość »



Biura podróży nadal stosują niedozwolone klauzule w umowach z klientami

Zobacz całość »
Biura podróży coraz bardziej liczą się z prawem przy konstruowaniu umów. Jednak cały czas zdarzają się nadużycia przy ich tworzeniu.
Bardzo często w umowach umieszczane są zastrzeżenia, które ograniczają odpowiedzialność biura podróży za należyte wykonanie umowy.
Biura zastrzegają sobie między innymi możliwość zmian programu wycieczki. Dzięki temu mogą zmienić środek transportu, standard lub położenie hotelu, a także punkty programu zwiedzania. Zgodnie z prawem touroperator, chcąc zmienić jeden z istotnych warunków umowy powinien uzgodnić to z klientem. Jeżeli klient nie wyrazi na to zgody, ma prawo bez żądnych konsekwencji odstąpić od umowy.
Biura podróży w umowach próbują zdjąć z siebie odpowiedzialność za działania osób, które współuczestniczą w realizacji imprezy. Często w umowach znajdują się zapisy, że biuro nie odpowiada za niedogodności w hotelu, związane np. z brakiem wody, prądu, czy też konserwacją basenu. Jednak takie zapisy są sprzeczne z prawem. Biura podróży ponoszą odpowiedzialność kontraktową, czyli odpowiadają za osoby, którym zleciły wykonanie części umów. Klient nie podpisuje umowy z hotelarzem, restauratorem czy też właścicielem firmy transportowej, ale zawiera je organizator imprezy. Organizator wyjazdu odpowiada również za nierzetelne działania agenta, który rozprowadza jego ofertę.
Kolejnym nadużyciem ze strony touroperatorów jest ograniczanie praw osób, które korzystają z ofert last minute oraz innych ofert specjalnych. Biura odbierają takim klientom możliwość reklamacji. Zdarza się również, że biura ustalają zbyt krótki termin złożenia reklamacji. Zazwyczaj musi nastąpić to w formie pisemnej, do siedmiu dni od zakończenia imprezy, a sami rezerwują sobie na odpowiedź aż 45 dni. Taki zapis jest sprzeczny z kodeksem cywilnym oraz ustawą o usługach turystycznych (art. 20 ust. 6), która stanowi, że klient ma 30 dni na złożenie reklamacji i w takim samym czasie biuro musi ją rozpatrzyć.
Pisemna umowa musi zawierać informację o wszystkich kosztach wyjazdu, a także listę dodatkowych należności, które nie są zawarte w cenie. Bez względu na zaistniałe okoliczności organizator nie ma prawa zmienić ceny na 20 dni przed datą wyjazdu. Podwyżka może nastąpić wcześniej, jednak tylko, gdy touroperator w umowie zastrzegł taką możliwość. Podwyżka musi być uzasadniona określonymi okolicznościami, między innymi wzrostem kosztów transportu, wzrostem opłat urzędowych, podatków oraz opłat za usługi lotniskowe, załadunkowe lub przeładunkowe w portach morskich i lotniczych, a także wzrostem kursów walut. Biuro podróży powinno udokumentować wpływ tych czynników na podwyższenie ceny. Jeżeli biuro zmienia cenę imprezy, wówczas klient może odstąpić od umowy.
Od umowy klient może odstąpić przed rozpoczęciem imprezy, ale też w jej trakcie. Jeżeli organizator nie dopełni swoich obowiązków, np. zmieni miejsce zakwaterowania lub program wycieczki, wówczas klientom należy się zwrot pełnej ceny bez żadnych potrąceń. Jeżeli organizator odwoła wyjazd, wówczas powinien zapewnić alternatywną ofertę. Klientom, którym nie odpowiada zastępcza oferta oddawane są wpłacone pieniądze. Zgodnie z prawem w takich przypadkach biuro powinno wypłacić również odsetki.
Instytucją, która dba o klientów biur podróży jest Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Sprawdza on między innymi, czy umowy przygotowywane przez organizatorów nie zawierają niedozwolonych klauzul. Klienci biur podróży mogą porównywać zapisy zawarte w ich umowach z rejestrem zapisów, które sąd uznał za niedozwolone. Taki rejestr znajduje się na stronie www.uokik.gov.pl .
W sprawach spornych bezpłatną pomoc prawną można uzyskać u miejskiego i powiatowego rzecznika konsumentów lub też w jednej z organizacji konsumenckich takich jak:
- Federacja Konsumentów (www.federacja-konsumentow.org.pl ),
- Stowarzyszenie Konsumentów Polskich (www.skp.pl ).
W razie konfliktu z biurem podróży klienci mogą też skorzystać z sieci polubownych sądów konsumenckich, które działają przy Wojewódzkich Inspektoratach Inspekcji Handlowej. Wyrok sądu konsumenckiego oraz ugoda przed nim zawarta mają taką samą moc jak wyrok sądu powszechnego. Jednak zgodę na sąd konsumencki muszą wyrazić obie strony sporu. Adresy sądów konsumenckich znajdują się na stronie www.giih.gov.pl.
Prawidłowo skonstruowana umowa musi zawierać:
- nazwę organizatora imprezy, numer jego wpisu do rejestru oraz numer identyfikacji podatkowej (NIP) oraz dane osoby, która w jego imieniu podpisuje umowę,
- czas trwania imprezy turystycznej wraz z datą, godziną i miejscem wyjazdu oraz powrotu,
- program wyjazdu,
- rodzaj, charakter i kategoria środków transportu,
- szczegółowy opis miejsca zakwaterowania wraz z położeniem, rodzajem, kategorią oraz liczbę i rodzaj posiłków,
- dodatkowe atrakcje, które gwarantuje organizator, między innymi wycieczki, zajęcia dla dzieci, opieka przewodnika, korzystanie z kortu tenisowego, siłowni, zabiegów zdrowotnych,
- cenę imprezy z wyszczególnieniem podatków i opłat oraz kwotę lub procentowy udział zaliczki w cenie i termin, do którego należy wpłacić pozostałą część należności,
- zapis o gwarancji ceny lub opis okoliczności, które mogą spowodować jej zmianę,
- rodzaj oraz zakres ubezpieczenia oraz nazwę i adres ubezpieczyciela,
- termin, do którego organizator może powiadomić klienta o ewentualnym odwołaniu imprezy, np. z powodu zbyt małej liczby zgłoszeń,
- termin powiadomienia organizatora imprezy o ewentualnej zmianie osoby, która pojedzie na wycieczkę,
- sposób i termin zgłaszania reklamacji,
- ewentualne wymagania specjalne, o których klient powiadomił organizatora i na które on wyraził zgodę, np. posiłki wegetariańskie,
- podstawy prawne umowy oraz opis konsekwencji prawnych z niej wynikających.
Klient, który chce sprawdzić, czy biuro, które jest organizatorem wyjazdu działa legalnie może sprawdzić, czy zostało wpisane do rejestru organizatorów turystyki i pośredników turystycznych. Informacje takie można uzyskać w:
- oddziale turystyki urzędu wojewódzkiego,
- Departamencie Turystyki Ministerstwa Gospodarki i Pracy w Warszawie (tel. 022 693 46 47),
- Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych (www.turystyka.crz.mg.gov.pl ).

Zobacz całość »



Centrum Krakowa oraz Kopalnia Soli w Wieliczce świętują 30-lecie wpisania na listę UNESCO

Zobacz całość »
Historyczne centrum Krakowa oraz Kopalnia Soli w Wieliczce od już 30 lat figurują na pierwszej liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Naturalnego UNESCO. W ramach obchodów tej rocznicy w najbliższy weekend zorganizowane zostaną sesja naukowa, wystawa plenerowa oraz koncerty.
Pierwsza lista najcenniejszych obiektów będących dziedzictwem całej ludzkości powstała we wrześniu 1978 r. w czasie sesji UNESCO w Waszyngtonie. Trafiło wówczas na nią 12 miejsc z siedmiu państw: parki narodowe z Kanady, USA i Etiopii oraz wyspy Galapagos, ekwadorskie miasto Quito, kościoły skalne z Etiopii, senegalska wyspa Goree, katedra w Akwizgranie, centrum Krakowa oraz Kopalnia Soli w Wieliczce.
Miejsca te będą pokazane na plenerowej wystawie fotografii, która w najbliższy piątek zostanie otwarta na Rynku Głównym w Krakowie. W obchodach rocznicy wezmą udział przedstawiciele miast współpracujących z Krakowem, których zabytki są na liście m.in. Wilna, Budapesztu, Lwowa, Quito oraz Cusco. - Ta rocznica będzie okazją do dyskusji o ochronie zabytków i zarządzaniu dziedzictwem kulturowym. O tym jak służyć tym obiektom, żeby nie narażać ich na zniszczenie, a jednocześnie, by pozostały one funkcjonalne, a nie stały się skansenami. W dwudniowej sesji organizowanej w Krakowie i Wieliczce uczestniczyć będą specjaliści - podkreślił w poniedziałek dyrektor wydziału kultury Urzędu Miasta Krakowa Stanisław Dziedzic.
W ramach obchodów jubileuszu w piątek w Teatrze im. J. Słowackiego wystąpi Sinfonietta Cracovia, w Kopalni Soli w Wieliczce natomiast odbędą się dwa koncerty: w sobotę Grażyny Brodzińskiej z zespołem Młodej Filharmonii, a w niedzielę koncert muzyki filmowej Jana A. P. Kaczmarka.
Obecnie na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Naturalnego UNESCO znajduje się 878 obiektów ze 145 krajów. Po polskich Krakowie i Kopalni Soli w Wieliczce, w następnych latach na listę wpisano: obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu (1979 r.), Białowieski Park Narodowy (1979 r.), Stare Miasto w Warszawie (1980 r.), stare centrum Zamościa (1992 r.), średniowieczny zespół miejski Torunia (1997 r.), Zamek Zakonu Krzyżackiego w Malborku (1997 r.), Zespół Kulturowo-Krajobrazowy Kalwarii Zebrzydowskiej (1999 r.), Kościoły Pokoju w Jaworze i Świdnicy (2001 r.), sześć zabytkowych, drewnianych kościołów z Małopolski oraz Podkarpacia (2003 r.), Park Mużakowski (wpis transgraniczny z Niemcami 2004 r.) i Halę Stulecia we Wrocławiu (2006 r.).

Zobacz całość »



Podróż samochodem zagranicę - o czym należy pamiętać?

Zobacz całość »
Wybierając się samochodem do krajów Unii, warto wiedzieć jak dochodzić swoich praw w razie wypadku lub kolizji za granicą.
Przed 1 maja 2004 roku, osoby które podróżowały swoim samochodem za granicę, musiały wykupić tzw. 'zieloną kartę" - dodatkowe ubezpieczenie komunikacyjne. Po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, do krajów członkowskich można wjechać bez dodatkowego ubezpieczenia, a OC wykupione w kraju, honorowane jest w całej Unii. Po drogach UE Polacy mogą się poruszać na podstawie tablic naszego kraju, które są gwarancją pokrycia ubezpieczeniowego. Mimo tego pamiętać trzeba o polisie ubezpieczeniowej, ponieważ w razie kontroli czy wypadku, w razie jej braku, można narazić się na spore kłopoty. Poza krajami UE bez zielonej karty można wjechać do Lichtensteinu, Monako, San Marino, Gibraltar, a także na Wyspy Normandzkie, Wyspy Owcze oraz Wyspę Man.
Przed wyjazdem w trasę, warto choć w minimalnym stopniu się przygotować. Można to zrobić między innymi zabierając ze sobą formularz wspólnego oświadczenia o zdarzeniu drogowym, który jest wspólnym dokumentem dla wszystkich krajów europejskich. Sporządzony w dwóch językach (najlepiej polsko-angielskim) zawiera informacje o okolicznościach zdarzenia, dane ubezpieczycieli oraz uczestników kolizji. Informacje te bardzo ułatwiają likwidację szkody. Taki formularz najprościej ściągnąć z internetu - ma przykład ze strony Polskiego Biura Ubezpieczeń Komunikacyjnych. Jeśli jednak nie posiada się takiego druku, należy spisać wszystkie dane zagranicznego pojazdu. Numer rejestracyjny, marka, kraj rejestracji, numer polisy i nazwę towarzystwa, w którym ubezpieczony jest pojazd sprawcy - bez tych informacji można spodziewać się trudności z otrzymaniem odszkodowania. Należy również pamiętać, aby spisać dane osoby kierującej samochodem. Bardzo przydatnym może się tu okazać oświadczenie sprawcy o wyrządzeniu szkody. Najlepiej jednak na miejsce wezwać policję, a jeśli w wypadku ucierpiały jakieś osoby, wezwanie funkcjonariuszy jest obowiązkowe. Bezwzględnie należy pamiętać o tym, żeby nigdy nie podpisywać żadnego dokumentu w języku, którego się nie zna - można w ten sposób zrzec się odszkodowania albo potwierdzić niekorzystną dla siebie wersję zdarzenia.
Będąc natomiast sprawcą kolizji lub wypadku należy podać swoje imię i nazwisko, a także wszelkie informacje o swoim samochodzie i ubezpieczycielu. W tym przypadku także najwygodniejszym rozwiązaniem będzie wypełnienie wspomnianego formularza. Pamiętać należy żeby nie oddawać oryginalnego dokumentu ubezpieczenia OC, ani podpisywać niezrozumiałych dokumentów i oświadczeń. O wypłatę odszkodowania można ubiegać się dopiero po powrocie do Polski. Odszkodowanie wypłaca zakład ubezpieczeń, w którym ubezpieczony był sprawca wypadku i aby uzyskać rekompensatę trzeba zgłosić się do Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Za pośrednictwem reprezentanta roszczeń zagranicznych, bezpłatnie i w języku polskim można dochodzić swoich praw.

Zobacz całość »



Trójmiasto: na Euro 2012 brakuje tylko kilkuset pokoi o najwyższym standardzie

Zobacz całość »
Trójmiasto uchodzi za drugie najpopularniejsze turystycznie miejsce w Polsce, dzięki czemu może się pochwalić bardzo rozbudowaną bazą noclegową. W chwili obecnej brakuje jedynie kilkuset pokoi o najwyższym, pięciogwiazdkowym standardzie, aby w pełni spełnić wymagania stawiane przez UEFA.
Organizacja wymaga od Gdańska, ażeby w jego najbliższej okolicy było dostępnych 1930 pokoi w hotelach pięciogwiazdkowych, 1330 w czterogwiazdkowych, a ponadto 180 w trzygwiazdkowych. Wszystkie owe pokoje są przeznaczone dla UEFA Family oraz UEFA Corporate Hospitality. Pierwsza grupa zawiera w swoich szeregach między innymi działaczy i sponsorów. Druga grupa jest ofertą, w której UEFA dokonuje sprzedaży pakietów, gdzie prócz biletu są tutaj nocleg, pełne wyżywienie, bankiety, a także inne imprezy przed i po meczu.
Jak mówi Zbigniew Weinar, zastępca dyrektora Biura ds. Euro 2012 w Gdańsku, właśnie dla tych dwóch grup należy posiadać wymaganą przez UEFA liczbę hotelowych miejsc.
W chwili obecnej Gdańsk w kategorii pokoi trzygwiazdkowych zdołał wyrobić normę w 1326 proc., ponadto pokoi czterogwiazdkowych ma o 50 proc. więcej, niż wymaga tego UEFA. Brak jedynie ok. 400 pokoi o najwyższym standardzie (ok. 20 proc.).
Co dość niezwykłe, kategoryzacja hoteli w naszym kraju jest o wiele surowsza, niż jest to wymagane przez UEFE. Z tego powodu wiele spośród hoteli czterogwiazdkowych jest w raportach przygotowywanych dla UEFA klasyfikowanych jako pięciogwiazdkowe. Pomimo tego faktu w Trójmieście tudzież okolicach wciąż jeszcze ich brakuje.
Jak zapewnia Weinar, co chwilę powstają nowe hotele, więc jest pewien, że do Euro pojawi się odpowiednia liczba pokoi o najwyższym standardzie.
Gdańsk może się pochwalić także innym ciekawym pomysłem, aby zwiększyć liczbę miejsc o wysokim standardzie. Jako jedyne miasto portowe pośród miast organizatorów rozważa możliwość ściągnięcia wycieczkowców, na których również mogliby spać kibice.
W chwili obecnej na liście hoteli, która są rekomendowane dla UEFA Family znajdują się dwa hotele z Gdańska, jeden z Gdyni oraz jeden z Elbląga. To jednak lista, na której mogą znaleźć się jedynie te hotele, które ubiegały się o status centrum pobytowego. Te spośród nich, których oferty z jakichś powodów zostały odrzucone, ale mają wysoki standard oraz dogodną lokalizację, zostały zarekomendowane właśnie dla UEFA Family. Później znajdzie się na niej kilkadziesiąt hoteli w Trójmieście i okolicach.
Hotele z Pomorza, które zostały zarekomendowane dla UEFA Family to: Holiday Inn oraz Dwór Oliwski z Gdańska, Hotel Nadmorski z Gdyni, hotel Vivaldi z Elbląga a także mający powstać za już trzy lata hotel Forten w Malborku.

Zobacz całość »



Polacy nie zrazili się wysokimi cenami i dalej latają?

Zobacz całość »
Na razie Polacy nie dali się zrazić wysokimi cenami paliwa lotniczego. Krajowe porty lotnicze prognozują w tym roku obsłużenie 22,2 mln pasażerów, co oznacza o 3,1 mln osób więcej niż rok wcześniej. Kolejny rekord padnie na polskim niebie dzięki sześciu największym portom lotniczym w Polsce, na których ląduje 95 proc. wszystkich pasażerów. Porty w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Katowicach, Wrocławiu oraz Poznaniu obsłużą w sumie 21 mln pasażerów, o 3,1 mln osób więcej niż przed rokiem.
Warszawa-Okęcie będzie miała największy udział w wyśrubowaniu tego wyniku, bowiem jest w stanie obsłużyć nawet o 800 tys. pasażerów więcej niż rok temu. W 2008 r. to lotnisko może w końcu przełamać magiczną barierę 10 mln pasażerów. Jak mówi Jakub Mielniczuk, rzecznik prasowy Przedsiębiorstwa Państwowego "Porty Lotnicze" (PPL), w planach pozostaje wynik na poziomie zbliżonym do 10 mln pasażerów, jednak czy będzie to 9,7 mln, czy też 10,1 mln osób, na razie jest jeszcze za wcześnie, aby wyrokować.
W pozostałych portach również optymistycznie spogląda się na końcówkę roku. Katowice-Pyrzowice mają przyjąć o 600 tys. więcej osób niż w roku 2007, Gdańsk-Rębiechowo oraz Poznań - po 0,5 mln, wynik Wrocławia ma jeszcze wzrosnąć o 300 tys. pasażerów, a Krakowa o 200 tys. Jak ocenia Cezary Orzech, rzecznik prasowy MPL Katowice-Pyrzowice, kryzysy, takie jak wzrost cen paliwa czy też jeszcze wcześniej zamach na World Trade Center lub wojna w Zatoce Perskiej, skutkują jedynie krótkotrwałym wahnięciem koniunktury. A jak pokazują wyniki portów, ludzie w Polsce najwyraźniej pokochali latanie i trudno ich od tego odciągnąć. Ale jak zawsze nie brakuje głosów, które przestrzegają przed nadmiernym optymizmem. Zbigniew Sałek, wiceszef Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk alarmuje, że niekorzystną zmianę mogą przynieść już te ostatnie miesiące roku. A to z powodu faktu, że wkrótce osłabną czartery, które utrzymywały w okresie wakacje ruch lotniczy na wysokim poziomie. Jak mówi Sałek, wzrost cen biletów, który był spowodowany wysokimi cenami paliwa był rekompensowany silnym złotym zachęcającym do wyjazdów turystycznych. Ale w najbliższych miesiącach największą rolę będzie odgrywać nie ten czynnik, lecz szara rzeczywistość, którą przynosi tzw. kryzys naftowy.
W wyniku kryzysu paliwowego może dojść do kolejnych już cięć w siatkach połączeń przewoźników lotniczych. Już w ubiegły piątek swoje całkowite wycofanie się z lotów rejsowych zapowiedział w końcu Centralwings, a ponadto inni przewoźnicy tacy jak Ryanair mają w planach redukcję niektórych tras już od października.
Branżę lotniczą niepokoi również kondycja PLL LOT. Narodowy przewoźnik jest właśnie w trakcie wdrażania programu naprawczego, który może skutkować kolejnymi ograniczeniami lotów. Jak mówi Jan Pamuła, prezes MPL Kraków-Balice, kryzys jest może zbyt dużym słowem, jednak na pewno już dzisiaj widać pewne wyhamowanie rynku. Zaznacza równocześnie, że po części wynika ono z naturalnego stabilizowania się oraz umacniania rynku polskiego. Z tego powodu trudno w najbliższych latach liczyć na wzrost ruchu lotniczego na poziomie, który przekroczyłby 30 proc., tak jak było to w pierwszych latach po otwarciu "europejskiego nieba".

Zobacz całość »



Crazy Guides oskarżani przez konkurencję o oprowadzanie bez uprawnień?

Zobacz całość »
Crazy Guides czyli Szaleni Przewodnicy, którzy pokazują turystom Nową Hutę z okien trabanta i pokazują mieszkanie urządzonego w klimacie PRL, nie podobają się krakowskim przedsiębiorcom z branży turystycznej - pisze dziennik Polska. Firmy zarzucają im oprowadzanie turystów bez odpowiednich licencji.
Przewodnicy miejscy, którzy ukończyli kurs i zdali egzamin, są zdania, iż tylko oni mają prawo oprowadzać przyjezdnych. - Nie chodzi tu o to, by bronić komuś dostępu do zawodu, ale żeby nie wykonywali go przypadkowi ludzie"- mówi na łamach dziennika "Polska" przewodnicząca Stowarzyszenia Przewodników po Krakowie Elżbieta Kusina.
Problem reglamentowania dostępu do zawodu przewodnika jest ostatnio gorącym tematem. Ma swoich zwolenników i przeciwników.
Przeciwnikiem na pewno jest właściciel firmy pośrednictwa pracy Kazimierz Sedlak. Jego zdaniem ograniczony powinien być tylko dostęp do zawodów, w których pracownicy odpowiadają za ludzkie życie lub zdrowie. A przewodnik do takich profesji nie należy.
Brak uprawnień do oprowadzania po Krakowie to niejedyny zarzut konkurencji wobec Crazy Guides. Inni przewodnicy zarzucają im również, że wożą turystów, chociaż nie mają licencji na przewóz osób.

Zobacz całość »



Kraków i Katowice będą tańsze dla linii lotniczych?

Zobacz całość »
Lotniska w Katowicach i w Krakowie chcą obniżyć stawki pobierane od przewoźników za start i lądowanie. Nowe cenniki mogą obowiązywać od stycznia 2009 r. - pisze Rzeczpospolita.
Obecnie stawki pobierane przez port Kraków-Balice są jednymi z najwyższych w Polsce. Przykładowo, w Krakowie opłata za maszynę do dwóch ton wynosi 81,15 zł, w Gdańsku 50 zł, a w Warszawie 80 zł. Również podstawowa stawka za parkowanie samolotu (przez którą mnoży się masę startową i czas postoju) w Krakowie wynosi aż 12,2 zł. Dla porównania opłata ta w Gdańsku wynosi 4,5 zł.
Porty lotnicze w Krakowie i Katowicach postanowiły być bardziej konkurencyjne dla przewoźników. Dlatego np. w Krakowie powołano komisje, która ustala, na ile możliwe jest obniżenie opłat lotniskowych. Są więc duże szanse, że od stycznia w Balicach zacznie obwiązywać nowy, bardziej atrakcyjny dla przewoźników cennik.
Podobną analizę aktualnego cennika przeprowadzają władze katowickiego portu lotniczego. - Chcemy ujednolicić opłaty, czyli w praktyce je obniżyć - powiedział na łamach Rzeczpospolitej Cezary Orzech, rzecznik katowickiego lotniska.
Rynek lotniczy przeżywa obecnie ciężkie chwile. Lotniska muszą walczyć o przewoźników. Jednak nie wszystkie porty mogą pozwolić sobie na obniżenie stawek - a więc na zmniejszenie przychodów. - Na razie nie możemy sobie na to pozwolić - mówi Tomasz Kloskowski, wiceprezes gdańskiego lotniska. Potrzebujemy pieniędzy na inwestycje. Jednak gdy tylko będzie to możliwe, stawki zmaleją - dodaje.

Zobacz całość »



Jan Paweł II przyciągnie turystów do Warszawy?

Zobacz całość »
Nie tylko Kraków i Częstochowa chcą zarabiać na turystyce pielgrzymkowej. Stolica również. Aż 23 miejsca w Warszawie związane z papieżem Polakiem znalazły się w przewodniku, który wydało stołeczne biuro turystyki we współpracy z Centrum Myśli Jana Pawła II
Na jednej stronie składanego folderu znajduje się mapa Warszawy z zaznaczonymi punktami, a na drugiej ich opisy. Spacerując po stolicy śladami Jana Pawła II, można odwiedzić m.in. plac Piłsudskiego, kościół św. Anny czy Dom Sióstr Urszulanek przy ul. Wiślanej 2, skąd kardynał Karol Wojtyła jesienią 1978 r. wyruszył na konklawe.
Dotychczas ukazała się tylko polska wersja przewodnika. W planie jest jednak wydanie publikacji także po angielsku, włosku, niemiecku, hiszpańsku i francusku. Obcojęzyczne przewodniki będą dostępne już w październiku.
Przewodniki powstały na prośbę biur podróży zajmujących się turystyką przyjazdową. Mają być magnesem przyciągającym turystów-pielgrzymów do Warszawy. Będą dostępne w punktach informacji turystycznej w całym kraju i za granicą.

Zobacz całość »



Z Pyrzowic do Bolonii z Wizz Air

Zobacz całość »
Od 27 października z Wizz Air będzie można polecieć z Pyrzowic do Bolonii. Loty, początkowo będą ralizowane dwa razy w tygodniu,
Przewoźnik zwiększy również częstotliwość kursów na rzymskie lotnisko Campino.
Nowy kierunek i zwiększenie liczby lotów to odpowiedź Wizz Air na rezygnację linii Centralwings z wykonywania tanich lotów rejsowych.

Zobacz całość »



W gminie Gniewino trwają przygotowania Euro 2012

Zobacz całość »
W gminie Gniewino, przygotowania do Euro 2012 idą pełną parą. Władze gminy chciałyby u siebie ugościć jedną z drużyn piłkarskich, która przybędzie na mistrzostwa.
Według specjalistów samorząd nie jest bez szans na to, aby te marzenia stały się rzeczywistością. Jednym z dowodów niech stanie się wstępna rekomendacja władz UEFA wydana dla Gniewina jako miejsca pobytu dla piłkarzy, którzy wezmą udział w rozgrywkach na murawie Baltic Areny.
Oprócz Gniewina, w rejonie Pomorza, są brane pod uwagę: Ostróda, Ośrodek Przygotowań Olimpijskich, w Cetniewie oraz hotel Cztery Pory Roku w Straszynie. Inwestycje związane bezpośrednio z Euro 2012 są na razie na etapie projektowania lub wyłaniania wykonawcy.
Głównym atutem Gniewina na Euro ma być naturalne środowisko oraz gwarancja spokoju, bo z dala od zgiełku aren. Już dziś Gniewino może pochwalić się stadionem z boiskiem do piłki nożnej o wymiarach 105x 68 m razem ze skoczniami oraz rzutniami na płycie boiska, bieżnią 6 torową, boiskiem do gry w koszykówkę i boiskiem do tenisa ziemnego.
Nieopodal stadionu, który już niedługo przejdzie gruntowną modernizację, ma zostać zbudowany nowy hotel. Już za okres dwóch lat ma być uruchomiony obiekt hotelowy, o standardzie 4-5 gwiazdek. W nim znajdzie się 50 wyposażonych we wszelkiego rodzaju udogodnienia pokoi dwuosobowych o powierzchni ponad 28 mkw., oraz 21 pokoi o powierzchni ponad 30 mkw, a w tym dziesięć luksusowych apartamentów.
W hotelu zmieszczą się również trzy w pełni wyposażone sale konferencyjne, a ponadto wydzielone zaplecze gastronomiczne oraz rekreacyjne, w tym także pełen dostęp do basenu, siłowni, sauny, solarium, kąpieli powietrznej, pomieszczeń przystosowanych do przeprowadzania masaży oraz zabiegów kosmetycznych.
Władze gminy zaznaczają, że wszystkie te inwestycje będą realizowane bez względu na to, czy UEFA zechce przyznać samorządowi status centrum pobytowego.

Zobacz całość »



Zakaz kąpieli w Międzyzdrojach będzie obowiązywał do poniedziałku

Zobacz całość »
Salmonella nadal jest obecna w morskiej wodzie, w związku z czym sanepid przedłużył zakaz kąpieli po jednej stronie molo do poniedziałku.
Wyniki badań, które dotarły do sanepidu w środę po południu potwierdziły występowanie bakterii w wodzie. Jak informuje Anna Banasiak z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w kamieniu Pomorskim salmonella wciąż jest, a zakaz musi być utrzymany. Sytuacja nie ma możliwości zmiany przynajmniej do poniedziałku, kiedy będą znane kolejne wyniki badań.
Te informacje oznaczają, że w długi weekend w Międzyzdrojach będzie można się kąpać jedynie po wschodniej stronie molo. Zakaz kąpieli obejmuje odcinek od molo do bazy rybackiej.
Wciąż trwają poszukiwania źródła skażenia. Śledztwem zajmuje się specjalistyczna firma z Wrocławia. Jak podkreśla Henryk Nogala, sekretarz gminy Międzyzdroje, zlokalizowanie źródła stanowi priorytet. W czwartek powinny pojawić się pierwsze wyniki tej pracy.
Tymczasem Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska przeprowadził kontrolę terenu bazy rybackiej w Międzyzdrojach. Okazało się, że działające w tamtym miejscu firmy (m.in. przeładunek ryb czy gastronomia) korzystają z dwóch opróżnianych nieregularnie szamb. Według pracowników inspektoratu, ścieki wylewały się wprost do gruntu. Małgorzata Kołodziej-Nowakowska, wojewódzki inspektor ochrony środowiska poinformowała, że został złożony wniosek do burmistrza, aby ten zobowiązał podmioty z tego terenu do przyłączenia do istniejącej kanalizacji.
W Międzyzdrojach odpoczywa obecnie kilkadziesiąt tysięcy osób. Hotelarze są zdania, że zakaz kąpieli nie odstrasza klientów. jak mówi Joanna Gortad, właścicielka pensjonatu żadnej reakcji nie zauważyła. Wszystkie miejsca są zajęte, a telefony z pytaniami o miejsca wciąż się urywają.
Turyści telefonują jednak do urzędu gminy, a urzędnicy odbierają kilkadziesiąt telefonów w ciągu dnia. Jak mówi Nogala, wszyscy są informowani, że można się kąpać, tyle że po jednej stronie molo. Strój kąpielowy z pewnością się przyda.
Zakaz kąpieli po jednej stronie mola w Międzyzdrojach został wprowadzony 7 sierpnia, po tym jak sanepid stwierdził występowanie w wodzie pałeczek salmonelli.

Zobacz całość »



::: 2008-09-04 :::


Przygotowania Poznania do mistrzostw

Zobacz całość »
Poznań zamierza przekonać UEFA, do czterogwiazdkowych pokoi. - Mamy hotele, które mimo czterech gwiazdek spełniają wyższe standardy - oświadczył Bartosz Kubiak z poznańskiego urzędu miasta.
Wg zaleceń UEFA w Poznań musi przygotować 2 tys. miejsc w hotelach pięciogwiazdkowych i 1,3 tys. w czterogwiazdkowych. Czy zatem miasto podoła tym wymaganiom? Bartosz Kubiak z biura obsługi inwestycji urzędu miasta wypowiada się na ten temat bardzo optymistycznie. - Jeśli mówimy o miejscach w hotelach czterogwiazdkowych, w ogóle nie ma zagrożenia. A myślę, że z hotelami pięciogwiazdkowymi też zdążymy - oznajmił. - Jest jeszcze kilka lat i kilka inwestycji w budowie. Poza tym warto zauważyć, że kilka poznańskich hoteli o czterech gwiazdkach tak naprawdę spełnia wyższe standardy i z powodzeniem może służyć gościom jako hotele pięciogwiazdkowe. Będziemy namawiać UEFA, by tak je potraktowała - dodał. Sprawa dotyczy czterogwiazdkowego hotelu IBB Andersia (171 pokoi), czy obiektu hiszpańskiej sieci NH Hotels, który powstaje przy ul. św. Marcina. Hotel liczący 79 pokoi, ma zostać otwarty w przyszłym miesiącu i oficjalnie będzie posiadał cztery gwiazdki.
Jedynym pięciogwiazdkowym obiektem w Poznaniu jest Sheraton. - Warto dodać, że w hotelach czterogwiazdkowych zwykle nocują pracownicy firm, którzy przyjeżdżają na przykład na szkolenia. Szefowie nie chcą ich wysyłać do hoteli o wyższym standardzie z przyczyn ekonomicznych. W takim razie hotelom bardziej opłaca się posiadać tylko cztery gwiazdki. Mimo że często ich standard je przewyższa - poinformował Kubiak. Liczbę ekskluzywnych pokoi ma zostać powiększona dzięki powstającemu hotelowi Butic w Starym Browarze. Wg planów, na specjalnych gości mistrzostw będzie czekać 12 apartamentów. Kolejny pięciogwiazdkowy hotel powstaje przy ul. Ułańskiej. City Park ma posiadać 89 luksusowych apartamentów. Budynek zostanie wkomponowany w istniejący tam starodrzew. Wybrane apartamenty posiadać będą ogrody i ogrody zimowe. Ponadto z myślą o bezpieczeństwie gości zostaną zainstalowane czytniki linii papilarnych.
UEFA przystała na pomysł Poznania - by wspierać bazę hotelową, miasto nawiązało współpracę z Wrocławiem i Bydgoszczą. Plany maja dotyczyć także Łodzi. - To alternatywa - poinformował Kubiak. - Uzupełnienie i zwiększenie możliwości noclegowych tych trzech miast. Będziemy się wzajemnie wspierać, zwłaszcza że UEFA dopuszcza dwugodzinny dojazd z hotelu do stadionu - oświadczył. Właśnie tyle jedzie się autostradą A2 z Łodzi do Poznania i tyle będzie się jechać trasą S5 z Wrocławia czy Bydgoszczy - jeśli do tego czasu powstanie.

Zobacz całość »



Ceny w polskich hotelach i restauracjach osiągnęły poziom europejski

Zobacz całość »
Szybki wzrost zarobków oraz mocny złoty sprawiły, że ceny w hotelach i restauracjach w dużych miastach Polski są na poziomie zachodnioeuropejskich.
Rachunki za posiłki oraz noclegi stają się coraz wyższe. Z danych przekazanych przez GUS wynika, że w lipcu tego roku ceny w kategorii "restauracje i hotele" wzrosły w porównaniu z lipcem ubiegłego roku o 6,6%.
Zagraniczni turyści, którzy dotychczas postrzegali Polskę jako miejsce tanich wycieczek są bardzo zaskoczeni obecnymi cenami w Polsce. Za filiżankę kawy na warszawskim lotnisku Okęcie trzeba zapłacić 10 zł, czyli tyle samo, co na lotnisku w Zurychu. Jednak w Zurychu średnie miesięczne zarobki brutto wynoszą około 12 tys. zł, a w Warszawie 4 600 zł.
W warszawskiej średniej klasy restauracji obiad kosztuje od 25 zł wzwyż, czyli tyle samo co w Amsterdamie, Manchesterze i Berlinie.
Za nocleg w trzygwiazdkowym hotelu w Warszawie trzeba zapłacić około 350 zł, czyli drożej niż w hotelu o podobnym standardzie w Hanowerze, gdzie nocleg kosztuje około 250 zł i Budapeszcie, gdzie ceny kształtują się na poziomie 200 zł. Podobne ceny są w Amsterdamie.
Tańsze, choć niewiele są w Polsce usługi pocztowe. Znaczek na kartkę i list kosztuje 1,45 zł, natomiast w Niemczech i Francji jest to 1,8 zł.
Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku zaznacza, że znaczne umocnienie złotego spowodowało relatywne potanienie cen na Zachodzie oraz ich wzrost w Polsce z punktu widzenia turystów z Europy, którzy odwiedzają nasz kraj.
Ekspert podkreśla też, że ceny towarów są poddane międzynarodowej konkurencji, także wejście taniego producenta, jakim na przykład są Chiny, wywiera presję na polskich przedsiębiorców. Tymczasem w usługach takiego nacisku nie ma, szczególnie tam, gdzie są one świadczone w tym samym mieście. Wiśniewski przyznaje - Dodatkowo w końcowych cenach, np. za pokój hotelowy czy bilet do kina, negatywnie odbija się brak konkurencji.
Ekonomiści informują, że zrównywanie się cen w gospodarkach powiązanych ze sobą jest zjawiskiem naturalnym. Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH zaznacza - W pewnym momencie całkiem się one zrównają, oczywiście mniej więcej, bo trzeba jeszcze uwzględnić czynniki lokalne i ich specyfikę, np. kwestie administracyjne. Dodaje - Relacja względem płac faktycznie nie jest w Polsce zbyt korzystna.
W najbliższym czasie w Polsce nic się w tej kwestii nie zmieni. Antoniak wyjaśnia - Mechanizm zrównywania w przypadku płac będzie przebiegał wolniej, zresztą jest pożądane, by rosły one w takim tempie jak wzrost wydajności, by nie powodować napięć inflacyjnych. A wzrost wydajności wciąż jest u nas znacznie niższy niż w rozwiniętych krajach Europy.

Zobacz całość »



Lubelskie PKS protestuje

Zobacz całość »
W poniedziałek związkowcy PKS Wchód w Lublinie zablokowali wjazd do bazy. W ten sposób protestują przeciwko, ich zdaniem złemu zarządzaniu przedsiębiorstwem.
Teresa Królikowska, prezes PKS Wschód jest zdania, że u podłoża protestu leży konflikt personalny.
Protest w lubelskim PKS został zorganizowany przez 2 spośród 17 związków zawodowych, które działają w tym przedsiębiorstwie: "Solidarność 80" i Związek Zawodowy Inżynierów i Techników. W bramie, która prowadzi do bazy protestujący zostały ustawione autobusy. Nieopodal zgromadziło się ok. 20 pracowników.
Stanisław Widelski, przewodniczący "Solidarności 80" powiedział, iż związkowcy będą prowadzili protest aż do skutku. Dodał także, że zarząd boi się o los przedsiębiorstwa. Firma generuje coraz większe straty, ponieważ jest źle zarządzana. Już teraz zapowiedziano zwolnienie 85 osób, a wciąż zatrudniani są nowi. Widelski powiedział, że nie można się na to zgodzić.
Tomasz Fulara, przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników, który był w ubiegłym roku zarządcą komisarycznym tegoż przedsiębiorstwa, jest zdania, że obecna prezes Teresa Królikowska powinna odejść.
Jak powiedział Fulara, przedsiębiorstwo w tym roku ma już 1,5 mln zł strat. Pojawiły się trudności z płatnościami, a obecny zarząd nie robi nic. Prezes powinna odejść, wszyscy czekają na reakcję rady nadzorczej.
Natomiast Teresa Królikowska, prezes PKS Wschód uważa, że protest ma podłoże personalne. Jak mówi, to działanie na szkodę firmy, zarząd będzie starał się tak zorganizować pracę, aby straty były możliwie jak najmniejsze, jednak już jeden kurs z Lublina do Warszawy trzeba było odwołać. Konsekwencje wobec organizatorów zostaną wyciągnięte.
Królikowska potwierdziła, że PKS Wschód znalazł się na granicy płynności finansowej, a to z kolei wynika z wieloletnich zaniedbań, a ponadto wzrostu cen paliwa. Według niej, tegoroczna strata sięga około 600 tys. zł. Jak mówi, straty były notowane od wielu lat i nie da się tego zmienić w przeciągu kilku miesięcy. Ale w tej firmie istnieją rezerwy, m.in. ma atrakcyjne nieruchomości.
Królikowska zapowiedziała restrukturyzację przedsiębiorstwa. Ma być zwolnionych około 85 osób, przeważnie z administracji. Zakupionych ma być 10 niewielkich busów, które mają zastąpić duże autobusy na liniach, gdzie pasażerów jest mniej. Rozkład jazdy również się zmieni, tak aby wyeliminować konkurencję między poszczególnymi oddziałami. Zamierza razem z samorządem w sposób bardziej efektywny wykorzystać atrakcyjny plac w pobliżu lubelskiej Starówki, gdzie obecnie jest dworzec PKS z lat 60.
PKS Wschód powstał w roku ubiegłym z połączenia przedsiębiorstw PKS w Lublinie, Krasnymstawie, Hrubieszowie, Włodawie oraz Tomaszowie Lubelskim. Zatrudnia blisko 800 osób.

Zobacz całość »



Sfinks Polska S.A. otwiera czwartą restauracje Wook - tym razem we Wrocławiu

Zobacz całość »
Z końcem lata we Wrocławiu pojawiła się pierwsza w mieście, i czwarta w Polsce restauracja należąca do sieci Wook. Nowe i oryginalne wnętrze lokalu, a ponadto przystępne pod względem cen dania kuchni orientalnej wzbudzają u klientów spore zainteresowanie.
Wook jest trzecią z marek w portfolio Sfinks Polska S.A. Jak mówi Anna Heimberger, dyrektor marketingu Grupy Sfinks Polska S.A., zainteresowanie kuchnią orientalną i również kulturą oraz zwyczajami kulinarnymi orientu w sposób ewidentny wzmaga apetyt na Wook’a. Potrawy są serwowane w sposób charakterystyczny dla kultury azjatyckiej. Spożywa się je pałeczkami (oczywiście dla osób, które miewają z tym problemy są podawane sztućce). Z oferty restauracji korzystają klienci, którzy lubią ostrą i wyrazistą kuchnię wschodu, a w Wook’u w dodatku serwowaną przez rodowitych Azjatów.
Sfinks Polska zakupił sieć orientalnych restauracji casual dining na początku 2008 roku. Wook są restauracjami o nowoczesnym wnętrzu, o czerwono czarnej kolorystyce. Cały proces przygotowywania chińskich potraw odbywa się na oczach klientów, a buchające z patelni ognie i sprawność manualna kucharzy z pewnością są dodatkową atrakcją dla klientów restauracji.
Ceny w tych restauracjach są bardzo przystępne, już za 6 złotych można zjeść coś pysznego: np.: kurczaka z orzechami, kaczkę w cieście czy też wołowinę słodko-kwaśną. Do ciekawej fuzji smaków należy dodać profesjonalną obsługę kelnerską, niezwykły wystrój w nieco klubowym wnętrzu, pełnym unikalnej atmosfery oraz muzyki (która jest odtwarzana na specjalnych ekranach plazmowych). We wszystkich restauracjach sieci klienci mogą skorzystać z darmowej sieci bezprzewodowej (WiFI). Jak dodaje Anna Heimberg, często można zobaczyć tutaj również pracujących i spotykających się w sprawach biznesowych klientów.
Dotychczas w Polsce działały 3 restauracje Wook - dwie w Łodzi (na ul.Piłsudskiego 5 i Karskiego 5) i jedna w Warszawie w hotelu Marriott przy alejach Jerozolimskich.

Zobacz całość »



Gra internetowa sposobem na promocję regionu

Zobacz całość »
Stowarzyszenie "Baby Pruskie" uznało, że najlepiej reklamować Warmię i Mazury przez internet. W ten sposób powstała komputerowa gra o tytule "Róg obfitości", która jest adresowana do wszystkich miłośników łamigłówek. Przede wszystkim gra ma jednak zachęcać do wędrówki po Krainie Wielkich Jezior.
Uczestnicy kiermaszów organizowanych przez stowarzyszenie byli pierwszymi szczęśliwcami, którzy mieli możliwość wzięcia udziału w zabawie. Aby móc w nią zagrać, należy wejść na stronę www.wrotawarmii.pl., a następnie kliknąć w zakładkę: "Konkurs dla wystawców i gości" i "czytaj dalej...". Powodem tymczasowych problemów z jej szybkim odnalezieniem jest fakt, że gra nie jest jeszcze ukończona. Ale autorzy już teraz zapowiadają, że na przełomie września oraz października dostępna będzie rozbudowana wersja.
Na samym początku "Róg obfitości" był grą rpg (co z ang. role-playing game, często zwana jest grą wyobraźni), czyli innymi słowy grą fabularną, w której uczestnicy mają możliwość wcielenia się w fikcyjne postaci, a ponadto najczęściej postępują zgodnie z wcześniej opracowanym scenariuszem. W zabawie brali udział uczestnicy kiermaszów i targów, które zostały zorganizowane przez stowarzyszenie. Gracze przez kilka godzin przeszukiwali teren, aby odnaleźć wskazówki, które pozwalałyby odnaleźć pruski skarb.
Krzysztof Stobniak, szef stowarzyszenia przyznaje, że gra była zbyt skomplikowana i zawierała mnóstwo pułapek. Aby dopowiedzieć na zadawane pytania należało posiadać sporą wiedzę, znać fakty historyczne, daty, nazwiska. Trafiono do dość małej grupy odbiorców. Ludzie lubią zastanawiać się nad zagadkami, jednak należy zaznaczyć, że społeczeństwo jest coraz bardziej leniwe i najchętniej robi to przed ekranem telewizora albo monitorem komputera. Stowarzyszenie uznało także, że region jest za słabo rozreklamowany, a przecież najlepsza i najbardziej skuteczna promocja ma miejsce w internecie.
I w ten właśnie sposób narodził się pomysł multimedialnej wersji tejże gry. Formuła jest odmienna, jednak cel pozostał ten sam, a mianowicie zainteresowanie ludzi historią regionu. ale zanim przystąpi się do rozwiązywania łamigłówki, wcześniej należy zapoznać się z legendą o dzielnej i mądrej Anzanie - mieszkance dawnej pruskiej osady. Najważniejszy spośród kapłanów wręczył kobiecie trzy talizmany: szczęścia, mocy i mądrości, które sprowadziły dobrobyt mieszkańcom jej osady. Ale pojawili się Krzyżacy i zdołali pojmać najdzielniejszych mężów z okolicy. Anzana złożyła obietnice oddanie w ręce komtura krzyżackiego mapę do skarbu Prus. Trasa, która została przez nią opracowała, prowadziła przez niebezpieczne tereny, dzięki czemu osadnicy mieli potrzebny czas na uwolnienie zakładników, a najeźdźcy ponieśli ostatecznie klęskę.
Wskazówki, które mają doprowadzić ostatecznie gracza do talizmanów, a w efekcie do skarbu, dostaniemy zaraz po udzieleniu poprawnej odpowiedzi na pytania dotyczące regionu, np. jaka jest turystyczna atrakcja Elbląga i Ostródy, czy też: gdzie znajduje się grobowiec w kształcie piramidy. Jak mówi Stobniak, na razie pytania są proste, ponieważ to testowa wersja. Zapowiada tym samym, że już za jakiś czas poziom trudności wzrośnie.
Na mapie są także zaznaczone zabytki, które warto zwiedzić, np. Sanktuarium Krzyża w Chwalęcinie czy też pałac w Janowie.
Jeśli zechcemy kliknąć komputerową myszką na nazwy niektórych spośród miejscowości, zostaniemy automatycznie przekierowani na stronę encyklopedii Wikipedia, w której znajdziemy dokładniejszą charakterystykę interesującego nas miejsca. Na mapie gry zaznaczone są również pracownie rzeźbiarskie, zielarskie, pensjonaty, czy też restauracje, które sygnują swoje produkty logo "Baby Pruskie".
Ale należy pamiętać, że "Róg obfitości" ma pozostać przede wszystkim grą, która zachęci uczestników do wyjścia z domu oraz zwiedzenia regionu.
Pomysłodawcy mają nadzieję, że turyści, którzy kojarzą Warmię oraz Mazury przede wszystkich z jeziorami, odwiedzą także miejscowości zaznaczone na wirtualnej mapie.

Zobacz całość »



Na Okęciu działają już pierwsze samoobsługowe punkty odprawy

Zobacz całość »
Port Lotniczy w stolicy we wtorek uruchomił cztery samoobsługowe stanowiska służące do odpraw pasażerskich. Punkty są zlokalizowane w hali odpraw nowego budynku terminalu, ale na razie korzystać z nich mogą jedynie pasażerowie linii Lufthansa.
Porty Lotnicze poinformowały w komunikacie, ostatecznie zostanie uruchomionych w warszawskim porcie lotniczym osiem punktów do odprawy samoobsługowej (self check-in).
Kioski do samoobsługowej odprawy dają pasażerom podróżującym z bagażem podręcznym możliwość odprawy bez konieczności zgłoszenia się do tradycyjnych stanowisk odpraw (check-in). Mało tego, pozwalają na podstawie danych z biletu automatyczne wydrukować kartę pokładową, z którą pasażer może udać się bezpośrednio do kontroli bezpieczeństwa, a potem już prosto do samolotu.
Rzecznik Portów Jakub Mielniczuk powiedział w komunikacie, że kioski samoobsługowe stanowią rozwiązanie stosowane na większości dużych portów lotniczych. Pozwalają na znaczne uproszczenie obsługi pasażerów oraz odciążenie tradycyjnych punktów odpraw, co w efekcie przyspiesza formalności w tej części podróży.
Podczas pierwszego etapu, z samoobsługowej odprawy w kioskach, których właścicielem jest lotnisko, mogą korzystać wyłącznie pasażerowie linii lotniczej Lufthansa, której jako pierwszej udało się stworzyć aplikację, uruchamiającą system dla swoich pasażerów. Jak można przeczytać w komunikacie, w najbliższym czasie należy się spodziewać, że zostanie wprowadzona usługa self check-in także przez innych przewoźników, którzy korzystają z Lotniska Chopina.
Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze" (PPL) jest odpowiedzialne za m.in: budowę, modernizację oraz eksploatację lotnisk komunikacyjnych i lotniczych urządzeń naziemnych, budową, rozbudową oraz utrzymaniem dworców lotniczych a także innych obiektów zaplecza portowego, a ponadto świadczeniem usług na rzecz pasażerów linii lotniczych. Obecnie PPL, w ramach swojej działalności zarządza trzema portami lotniczymi: w Warszawie, Rzeszowie oraz Zielonej Górze. W pozostałych posiada swoje udziały.

Zobacz całość »



Centralwings odwołuje kolejne loty i powiadamia pasażerów

Zobacz całość »
Tani przewoźnik Centralwings, który zapowiedział, iż całkowicie przestawia się na loty czarterowe, będzie obsługiwał regularne loty tylko do października. Problem w tym, iż przewoźnik zdążył z wyprzedzeniem sprzedać bilety na kilkadziesiąt lotów w listopadzie i grudniu. Teraz - po odwołaniu lotów - na lodzie zostały setki pasażerów, którzy chcieli skorzystać z jego usług - poinformował "Dziennik".
W rozmowach z "Dziennikiem" pasażerowie skarżą się, że nie odzyskali pieniędzy albo, że w zamian linie oferują im przelot na innej trasie.
Marek W., historyk z Uniwersytetu Warszawskiego, 11 listopada planował podróż do Edynburga. Bilety kupił w sierpniu właśnie u przewoźnika Centralwings. "To miał być lot na konferencję naukową, w którym oprócz mnie miało polecieć kilku innych naukowców z uniwersytetu" - tłumaczy Dziennikowi. Pod koniec dotarła do niego informacja, że lot został odwołany. Dołączono do niej numer infolinii. - Kiedy na nią zadzwoniłem, dowiedziałem się tylko tyle, że lotu nie będzie, linia lotnicza nie ma żadnego zastępczego. Na moje pytanie o zwrot pieniędzy odpowiedzieli, że będzie, ale nie wiadomo kiedy i jak - mówi gazecie. Marek W. pieniędzy jeszcze nie odzyskał, za to musi kupić sobie nowy bilet.
Kolejnymi poszkodowanymi są rodzice Magdaleny J. z Gdańska, którzy mieli lecieć do Rzymu. - Bilety kupiłam im z dużym wyprzedzeniem, by były tańsze. Mieli polecieć w grudniu, po odwołaniu lotu usłyszeliśmy, że zamiast z Gdańska mogą polecieć z Warszawy. Ale już o zwrocie kosztów przejazdu do Warszawy pani na infolinii nic nie wiedziała - opowiada pani Magdalena.
W podobnej sytuacji znalazło się co najmniej kilkuset klientów przewoźnika Centralwings. Mimo, że rzecznik prasowy tej linii obiecuje, że wszyscy dostaną zwrot pieniędzy albo bilety na loty zastępcze, to przyznaje także, że nie zawsze będą to loty dokładnie na trasach, które wykupili: - Zamiast Bolonii, będą to loty do Mediolanu, a zamiast wylotów z Krakowa czy Gdańska będziemy mogli zaoferować wyloty z Warszawy - wyjaśnia Kamil Wnuk z Centralwings.
- To niedopuszczalna praktyka, przecież wylot czy przylot do innego miejsca to zupełnie inna usługa, a nie lot zastępczy. W takim wypadku przewoźnik powinien nie tylko zapewnić pasażerowi przejazd do miejsca docelowego, ale także wypłacić mu odszkodowanie - podkreśla prawnik z Europejskiego Centrum Konsumenckiego Małgorzata Furmańska. Ale nawet zwroty pieniędzy, które obiecuje Centralwings, wcale nie są pewne - dodaje.
Centralwings miał problemy finansowe już od wielu miesięcy. W tym roku z ich powodu odwołał kilka lotów w marcu, tuż przed świętami Wielkiej Nocy. Najbardziej poszkodowani byli wówczas Polacy z Wielkiej Brytanii, którzy przez kilka dni nie wiedzieli, czy będą mieli szanse przylecieć na święta do domów. Wówczas przejęły ich samoloty innego taniego przewoźnika Wizz Air, teraz transport zastępczy ma zorganizować LOT - właściciel plajtujących tanich linii. O kłopotach i grożącym Centralwings bankructwie mówiono od wielu miesięcy jednak spółka konsekwentnie zapewniała, że sytuacja się poprawia i nic nie wskazuje na dalsze odwoływanie lotów - dodaje "Dziennik".

Zobacz całość »



EasyJet - leci ten, kto pierwszy w samolocie?

Zobacz całość »
W lipcu tego roku ośmiu Polakom odmówiono wejścia do samolotu tanich linii lotniczych EasyJet, mimo że posiadali ważne bilety. Przewoźnik tłumaczy, że pasażerowie dotarli na lotnisko zbyt późno. Jednak podróżujący zaznaczają, że w EasyJet obowiązuje zasada: kto pierwszy w samolocie, ten lepszy.
Powracający z pracy w Wielkiej Brytanii wrocławianie kupili w internecie bilety tanich linii EasyJet z Liverpoolu do Krakowa. Stamtąd mieli pojechać do Wrocławia. Michał K., pracujący w Anglii od kilku lat podkreśla - Na lotnisku pojawiliśmy się już półtorej godziny przed odlotem. Nie był to mój pierwszy lot samolotem. Znam zasady panujące na lotniskach.
Po odprawie biletowo-bagażowej Polacy ustawili się w długiej kolejce do odprawy osobistej. O tej samej godzinie odlatywał też samolot EasyJet do Barcelony. Podróżni relacjonują - Pasażerowie lecący do Hiszpanii byli nawoływani i wpuszczani bez kolejki. My musieliśmy cierpliwie czekać. Nie było żadnych komunikatów. Nikt nic nie wiedział, nikt nie chciał nas przepuścić.
Niestety, kiedy dotarli na miejsce, wejście na pokład było już zamknięte. Bezskutecznie prosili obsługę, aby wpuściła ich do środka. Następnie z samolotu wyciągnięto ich bagaże. Michał K. uważa - To jakiś absurd. Naszym zdaniem na pokładzie po prostu zabrakło dla nas miejsc.
Zarząd EasyJet w Londynie prawie miesiąc ustalał, co było przyczyną zamieszania do którego doszło na lotnisku 20 lipca tego roku. W oświadczeniu, które przewoźnik przesłał do Gazety Wyborczej firma zaprzeczyła, że sprzedała za dużo biletów na lot 7253. "Sprzedaliśmy 152 bilety lotnicze na 156 miejsc pasażerskich dostępnych na pokładzie samolotu". Przewoźnik przyznał, że jest mu przykro, że ośmiu pasażerów podróżujących na trasie Liverpool - Kraków nie zostało przyjętych na pokład samolotu. Jednak zaznaczył, że EasyJet zawsze rekomenduje swoim pasażerom zgłoszenie się do wyjścia do samolotu (gate) na co najmniej 30 minut przed planowanym wylotem.
EasyJet przyznaje, że otwarcie oraz zamknięcie wyjścia na pokład samolotu leży w gestii portu lotniczego i jest regulowane procedurami obowiązującymi na danym lotnisku.
Jednak na oficjalnej witrynie przewoźnika znajduje się zapis, że w rzadkich przypadkach podczas odprawy może okazać się, że miejsce nie jest dostępne dla pasażera pomimo potwierdzonej rezerwacji. Anna Popłonkowska z biura prasowego EasyJet w Polsce tłumaczy - Nie przydzielamy konkretnych miejsc na pokładzie samolotu. Pasażerowie są wpuszczani do pojazdu według kolejności stawienia się do odprawy.
Ma to przyspieszyć proces wsiadanie do samolotu. Poszkodowani Polacy jednak uważają inaczej - Wygląda na to, że zasada kto pierwszy, ten lepszy przybrała rozmiary absurdu.
EasyJet odmówił Polakom zwrotu pieniędzy za bilet i zaproponował kupno nowego biletu oraz dwie doby czekania na następny lot.

Zobacz całość »



Otwarto pierwszą ścieżkę geologiczna na Jurze

Zobacz całość »
Na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej otwarto pierwszą ścieżkę geologiczną, przeznaczoną dla turystów. Trasa pod nazwą Kamieniołom Kielniki leży na pograniczu Olsztyna i Przymiłowic (Śląskie) ma długość 5,3 km. Przez 2.5 godziny można nią spacerować "po dnie jurajskiego morza". Twórcy szlaku radzą turystom, którzy chcą lepiej poznać bogatą przeszłość geologiczną regionu, zaopatrzyć się w wygodne buty i latarkę.
Kamieniołom Kielniki wcina się we wzgórze zbudowane z białych i kremowych wapieni pochodzących z ery jurajskiej. Skały te powstały z obumierające szczątki organizmów, które zasiedlały niegdysiejsze morze na tym terenie. Gęsto występujące skamieniałości amonitów, gąbek czy małży mogą być interesujące dla ciekawych świata turystów i początkujących geologów.
Projekt ścieżki został opracowany przez Państwowy Instytut Geologiczny. Szlak oznakowało częstochowskie Polskie Towarzystwo Turystyczno- Krajoznawcze. Pozostałe prace wykonała gmina Olsztyn. Stworzenie trasy turystycznej kosztowało 20 tys. zł. Połowę potrzebnych środków finansowych Olsztyn uzyskał w organizowanym przez województwo śląskie konkursie w dziedzinie upowszechniania turystyki.

Zobacz całość »



UNWTO: sytuacja polskiej turystyki stabilna

Zobacz całość »
Sytuacja polskiej turystyki jest stabilna - powiedział w środę sekretarz generalny Światowej Organizacji Turystyki (UNWTO) Francesco Frangialli po spotkaniu z ministrem sportu i turystyki Mirosławem Drzewieckim - podał PAP.
Zdaniem Frangialli Polska jest krajem dobrze rozwiniętym, jeżeli chodzi o wiele segmentów turystyki, zwłaszcza te związane z kulturą, agroturystyką i turystyką pielgrzymkową.
Frangialli podkreślił też znaczenie rozwoju relacji sektora sportowego i turystycznego. - Ważny jest wpływ, jaki na polską turystykę będzie miała organizacja rozgrywek Pucharu Europy EURO 2012 - powiedział sekretarz generalny Światowej Organizacji Turystyki
Głównym celem ostatniej wizyty Frangiallego w Polsce jest podpisanie w Zabrzu umowy pomiędzy Światową Organizacją Turystyki (UNWTO) a prezydentem miasta oraz Górnośląską Wyższą Szkołą Handlową w zakresie utworzenia w Polsce i prowadzenia pod patronatem UNWTO Międzynarodowego Ośrodka Dokumentacji i Promocji Dziedzictwa Przemysłowego dla Turystyki w Zabrzu.

Zobacz całość »



Centralwings nie przeszkadza, więc LOT zaczyna ekspansje?

Zobacz całość »
Nie minął tydzień od ogłoszenia przez Centralwings rezygnacji z obsługi lotów regularnych, a już narodowe linie lotnicze LOT zaczęły walczyć o pasażera promocjami. I tak w tym tygodniu można lecieć z LOTem do Mediolanu, Madrytu, Sztokholmu, Pragi, Nowego Jorku i Wilna już od 399 PLN w obie strony.
W tym tygodniu LOT oferuje bilety w cenach już od 399 zł w dwie strony ze wszystkimi podatkami i opłatami na podróże które rozpoczną się w okresie od 15 października do 15 listopada 2008! Sprzedaż rozpoczyna się w czwartek, 4 września, i potrwa do północy w poniedziałek, 8 września.
PLL LOT chce w ten sposób zachęcić klientów do przedłużenia wakacji.
W tym tygodniu niskich cen na www.lot.com można szukać na następujących trasach:
Wrocław - Monachium od 399 PLN
Warszawa - Wilno od 399 PLN
Warszawa - Berlin od 449 PLN
Warszawa - Mediolan od 499 PLN
Warszawa - Madryt od 499 PLN
Warszawa - Nowy Jork od 1899 PLN
Warto także sprawdzić inne trasy:
Warszawa - Praga od 619 PLN
Warszawa - Sztokholm od 716 PLN
Warszawa - Hamburg od 746 PLN
Warszawa - Odessa od 1084 PLN
Przewoźnik na stronie internetowej zapowiada również kolejne promocje - co dwa tygodnie w czwartek LOT zaoferuje tanie bilety do wybranych miast w Europie i Ameryce Północnej.

Zobacz całość »



Brytyjczycy gdziekolwiek pojadą na wakacje, to dużo piją i rozrabiają?

Zobacz całość »
Brytyjczycy podczas urlopów stale imprezują, piją na umór, wszczynają rozróby i uprawiają seks. Najczęściej też odwiedzają rano apteki po pigułki po stosunku oraz gabinety lekarskie z powodu chorób wenerycznych.
Malia na Krecie jest obecnie najbardziej popularnym miejscem, do którego jeżdżą Brytyjczycy. Konstantinos Lagoudakis, burmistrz Malii wyznaje - Wrzeszczą, śpiewają, przewracają się na ulicy, zdejmują ubranie, wymiotują. Tak zachowują się tylko Brytyjczycy. Niemcy i Francuzi są inni - tłumaczy burmistrz.
Turyści mają w Malii dostęp do taniego alkoholu oraz przyzwolenie na złe zachowanie. Podobnie jest w Magalufie lub na Ibizie, a także w greckich kurortach Faliraki, Kavos i Laganas. Lagoudakis uważa, że rząd brytyjski powinien coś z tym zrobić, ponieważ ludzie wystawiają złe świadectwo swojemu krajowi.
Podczas imprez brytyjscy turyści bardzo często sami sobie robią krzywdę. W raporcie, który opublikowało brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odnotowano, że w ciągu 12 miesięcy w latach 2006 i 2007 w Grecji hospitalizowano 602 Brytyjczyków oraz odnotowano 28 przypadków gwałtów na Brytyjkach. W Hiszpanii umarło aż 1591 obywateli brytyjskich, natomiast 2032 zostało aresztowanych.
W raporcie nie zostały wyodrębnione przypadki zachorowań oraz aresztować związanych ze spożyciem alkoholu. Jednak znalazła się w nim wzmianka: "wiele przypadków aresztowania obywateli brytyjskich było spowodowanych zachowaniami związanymi ze spożyciem nadmiernej ilości alkoholu".
Relacje o skandalicznych wydarzeniach z udziałem Brytyjczyków stale pojawiają się w lokalnych mediach, utrwalając w ten sposób wizerunek Wielkiej Brytanii jako największego europejskiego eksportera nadużywających alkoholu chuliganów.
Na początku sezonu letniego w samolocie lecącym z greckiej wyspy Kos do Manchesteru dwie pijane Brytyjki zaatakowały stewardesy butelką wódki. Krzycząc "potrzebujemy świeżego powietrza", usiłowały otworzyć awaryjne drzwi samolotu, który leciał na wysokości 10 kilometrów. Samolot zawrócił do Frankfurtu, gdzie kobiety zostały aresztowane.
W Laganas na greckiej wyspie Zakinthos po libacji alkoholowej zmarł nastolatek z Sheffield. W tej samej miejscowości kilkanaście Brytyjek zostało w lipcu aresztowanych pod zarzutem prostytucji. Miejscowe władze tłumaczą, że turystki aresztowano, gdyż brały udział w turnieju seksu oralnego zorganizowanego na świeżym powietrzu.
Natomiast w Malii, 20-letnia brytyjska turystka w lipcu bawiła się do rana w towarzystwie siostry oraz przyjaciółki. Po powrocie do pokoju hotelowego, urodziła dziecko, chociaż zaprzeczała, że była w ciąży. Kiedy do hotelu wróciły też jej towarzyszki znalazły nieżywego noworodka. Młoda Brytyjka została oskarżona o dzieciobójstwo.
Również tego lata w Dubaju para Brytyjczyków, która poznała się podczas jednej z pijackich imprez, została aresztowana oraz oskarżona o uprawianie seksu na plaży, po tym, jak kilkakrotnie wykrzykiwali obelgi pod adresem policjanta, który nakazywał im przestać.
Niki P., pracująca w piekarni na głównej ulicy Malii, która często widzi pijanych Brytyjczyków wracających nocą do hotelu uważa - Myślę, że w kraju Brytyjczycy czują się jak więźniowie, a tutaj nareszcie chcą się poczuć wolni.
Podobnego zdania jest David Familton, Brytyjczyk pracujący w klubie w Malii. Twierdzi on, że to kwestia komfortu emocjonalnego. - To przez kulturę brytyjską - nikt nie może się odprężyć, więc tutaj piją, żeby stać się ludźmi, którymi chcą być.
Konsulat Wielkiej Brytanii w Atenach, zaniepokojony znacznym wzrostem ilości incydentów oraz przestępstw z udziałem pijanych brytyjskich turystów, rozpoczął kampanię informacyjną z wykorzystaniem plakatów, piłek plażowych i podkładek pod szklanki z chwytliwymi komentarzami, które mają zachęcać młodych turystów do odpowiedzialnego picia. Wyjaśniają, że starają się ograniczyć liczbę wypadków.
Mimo, że europejskie kurorty zależne są od pieniędzy turystów, przemysł turystyczny protestuje przeciwko zachowaniu Brytyjczyków. W minionym roku właściciele sklepów, mieszkańcy Malii oraz właściciele hoteli urządzili nawet demonstrację antybrytyjską. Obecnie 20 policjantów stale patroluje trzykilometrowy odcinek barów oraz klubów dla turystów w centrum miasta. Patrol pilnuje porządku, rozdziela walczących w bójkach, a także aresztuje zakłócających spokój.
Lokalni urzędnicy za takie zachowania obwiniają też biura podróży, które obiecują swoim klientom wakacje polegające na piciu, imprezowaniu oraz kluby, które serwują mocny alkohol po najniższych cenach.
Brygadier Fotis Georgopoulos, szef policji w Heraklionie, któremu podlega Malia zaznacza - Brytyjskie biura pokazują im takie oferty i obiecują dzikie wakacje w Malii. To ich ukierunkowuje. Automatycznie kształtuje w turystach stan umysłu akceptujący brak praw i zasad, co prowadzi od utraty kontroli nad sobą.

Zobacz całość »



::: 2008-09-05 :::


Najważniejsze kwestie transportowe na Euro 2012

Zobacz całość »
Mistrzostwa Europy w piłce nożnej Euro 2012, których organizacja przypadła Polsce i Ukrainie stanowi poważne wyzwanie dla obu krajów. Muszą one sprostać wielu wymaganiom, które stawia przed nimi UEFA.
W Polsce jako podstawowe zostały zgłoszone: Warszawa, Poznań, Wrocław i Gdańsk, natomiast jako miasta rezerwowe: Kraków i Chorzów. Po ostatnich odwiedzinach ekspertów UEFA w Krakowie i Chorzowie miasta te nazywane są alternatywnymi. Na Ukrainie podstawowe miasta to: Kijów, Donieck, Dniepropietrowsk i Lwów, natomiast rezerwowe to Odessa i Charków.
Szacowana liczba kibiców na stadionach może przekroczyć milion. Natomiast ilość kibiców bez biletów, którzy przyjadą do miast goszczących Euro 2012 może wynieść 3 do 5 razy więcej. Osoby bez biletów będą mogły oglądać mecze na żywo na telebimach w tzw. strefach kibiców.
Dotarcie do miast turniejowych musi zapewnić odpowiednia infrastruktura transportowa. Istotne znaczenie mają porty lotnicze, jednak wielu kibiców skorzysta też z transportu drogowego i kolejowego.
Specyfika planowania transportu na Euro 2012 polega na odpowiednim połączeniu trzech elementów: transportu lądowego, transportu lotniczego i bazy hotelowej. Niewystarczająca baza hotelowa ma bezpośredni wpływ na wzrost zapotrzebowania na podróże lotnicze w dniu meczu. Natomiast zbyt wysokie ceny hoteli w mieście, gdzie odbywają się mecze powodują, że kibice nocują w odległych miejscach, co powoduje obciążenie dróg. Brak odpowiedniej sprawności transportu lądowego spowoduje również dodatkowe obciążenie transportu lotniczego. Dlatego też system transportowy musi być rozpatrywany łącznie.
Dodatkowym elementem, który nie może zostać pominięty w podróżach na Euro 2012 jest zasięg strefy Schengen. Większość krajów, poza Wielką Brytanią i Irlandią należy do Schengen. Problem kontroli dokumentów z pewnością wystąpi na granicy Polski i Ukrainy, która jednocześnie jest granicą strefy Schengen. Będzie to mieć pływ na przepustowość przejść w transporcie lądowym.
W planowaniu transportu występują 2 elementy: popyt transportowy, czyli ruch oraz podaż, czyli sieć transportowa. W sytuacji przygotowań Polski do Euro 2012 istnieje niepewność dotycząca obu tych elementów.
Biorąc pod uwagę procedury inwestycyjne oraz minimalny czas realizacji inwestycji transportowych, w ciągu najbliższego roku będzie można określić, które elementy planowanej na Euro 2012 sieci transportowej nie zostaną zbudowane przed rokiem 2012. Natomiast pozostałe przewidywane elementy transportowe będą cały czas obarczone ryzykiem związanym z możliwością opóźnień w realizacji.
Natomiast popyt transportowy, z którym będą musieli zmierzyć się organizatorzy Euro 2012 jest znacznie trudniejszy do przewidzenia.
Wielkość oraz kierunki dojazdów, a także użyte środki transportu zależą od wielu zmiennych, które nie są jeszcze znane. Dodatkowo część z nich nie będzie znana nawet kilka dni przed meczem, ponieważ uzależniona jest od tego, które drużyny spotkają się w meczu. Dlatego też wszelkie szacunki i obliczenia muszą być prowadzone w wielu wariantach i weryfikowane.
Kolejnym problemem, z którym trzeba się uporać jest kwestia znacznej liczby kibiców bez biletów, którzy przyjadą do miast, w których będą rozgrywane mecze.
Podstawowym wyzwaniem transportowym związanym z Euro 2012 jest zakres odległości wewnętrznych pomiędzy miastami turnieju Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie. Maksymalna wewnętrzna odległość pomiędzy najdalej położonymi miastami turnieju wynosi aż 1900 kilometrów. Duże odległości wewnątrz krajów -gospodarzy oraz pomiędzy miastami -gospodarzami, a najważniejszymi europejskimi destynacjami powodują dużo większe zapotrzebowanie na transport lotniczy. Spowoduje to podział zadań przewozowych na korzyść transportu lotniczego, według szacunków powyżej 50%, a nawet do 70%, w stosunku do około 30% do tej pory. Dodatkowo najprawdopodobniej niewystarczająca baza hotelowa ma bezpośredni wpływ na wzrost zapotrzebowania na podróże lotnicze w dniu meczu i nakłada dodatkowe obciążenie na porty lotnicze w miastach turnieju Euro 2012.
Najtrudniejsze transportowe wyzwanie Euro 2012 związane jest z wysokim szczytowym popycie transportowym w dniu meczu oraz w czasie dojazdów do miasta przed meczem, a także wyjazdów bezpośrednio po meczu. Ze względu na duże odległości lądowe, znacznie krótszy czasu podróży samolotem oraz brak dostatecznej liczby zakwaterowania, najbardziej obciążony zostanie transport lotniczy.
Na podstawie doświadczeń poprzednich mistrzostw Europy w piłce nożnej, ustalono siedem kluczowych kwestii w zakresie transportu na Euro 2012, które pozostają do rozwiązania:
1. Wpływ dużych odległości dojazdu, które są charakterystyczne dla Euro 2012 na podział zadań przewozowych w dojazdach do każdego z miast turnieju.
2. Wpływ dużych odległości dojazdu na model rozkładu w czasie dojazdów oraz wyjazdów do/z miast w podziale na rodzaje transportu (lotniczy, kolejowy, drogowy).
3. Wpływ struktury podziału biletów na Euro oraz niewystarczającej bazy zakwaterowania na popyt transportowy, szczególnie w transporcie lotniczym.
4. Tymczasowe oraz średnioterminowe zwiększenie przepustowości portów lotniczych w miastach turnieju możliwe do zastosowania przed rokiem 2012. Jeżeli byłyby niewystarczające- rozwiązania awaryjne, np. lotniska rezerwowe.
5. Generalna koncepcja organizacji ruchu w miastach turnieju Euro, która miałaby sprostać wymaganiom dodatkowego ruchu związanego z turniejem Euro 2012.
6. Plan zarządzania ruchem w rejonie stadionu wraz z uwzględnieniem różnych grup widzów.
7. Spodziewane wielkości ruchu kibiców bez biletów oraz projekty stref kibiców i ich wpływ na ruch.
Rozeznanie oraz rozwiązanie tych zadań stanowi podstawę do właściwego przygotowania obsługi transportowej na Euro 2012.
W zakresie podziału zadań przewozowych w dojazdach wstępnie przyjmuje się następujące zasady, uzależnione od odległości dojazdu:
- poniżej 200 km - transport drogowy i kolej regionalna,
- od 200 do 400 km - kolej i autobusy dalekobieżne,
- od 400 do 800 km - trzy środki transportu: lotniczy, kolejowy i drogowy w pełnej konkurencji,
- powyżej 800 km - prawie wyłącznie transport lotniczy.
Istotnym czynnikiem, który wpływa na popyt transportowy oraz podział zadań przewozowych jest system dystrybucji biletów, który stosuje UEFA. Duża część biletów trafia do międzynarodowych kibiców, których potrzeby transportowe oparte są w dużym stopniu na transporcie lotniczym. Scenariusze założeń dystrybucji biletów powinny być określone w taki sposób, aby obliczyć krajowy oraz międzynarodowy popyt transportowy w podziale na sektory rynkowe.
Plany koncepcji organizacji ruchu w miastach turnieju Euro 2012 powinny być oparte na superpozycji 4 odrębnych systemów transportu, nałożonych jedna na drugą:
- warstwa I - stały, podstawowy system transportowy - zawiera wszystkie planowane i zatwierdzone rozbudowy, modernizacje i budowy elementy infrastruktury, które mają zapewnić dodatkową zdolność przewozową i przepustowość do roku 2012.
- warstwa II - tymczasowy, wzmocniony system transportu publicznego, głównie do miejskich podróży kibiców - obejmuje dodatkową obsługę transportową, która przeznaczona będzie do przewożenia kibiców wewnątrz miasta.
- warstwa III - tymczasowy system wyczarterowanych autokarów, głównie do dalekobieżnych podróży kibiców - w jego skład wchodzi pozamiejska obsługa dalekobieżnych autobusów skoncentrowana na dworcach autobusowych oraz dodatkowa obsługa portu lotniczego.
- warstwa IV - tymczasowy specjalny system transportu dla "rodziny UEFA" - ma zapewnić priorytet w ruchu dla akredytowanych pojazdów "rodziny UEFA" i innych pojazdów logistycznych UEFA EURO.
W celu zminimalizowania ryzyka podczas właściwego użytkowania, wszystkie nowe i zmodernizowane stadiony i systemy transportowe, jak metra, tramwaje, ciągi i podziemne przejścia piesze powinny być przetestowane oraz sprawdzone jeszcze przed rozpoczęciem Euro 2012. Testy, przeprowadzone najlepiej w czasie dużych wydarzeń sportowych są podstawą do przeszkolenia personelu, sprawdzenia dowodzenia, a także weryfikacji prawidłowego funkcjonowania techniki, logistyki i łączności.
Aby system transportu oraz zarządzania ruchem był gotowy do końca maja 2012 roku, konieczne jest opracowanie oraz przyjęcie szczegółowego harmonogramu prac oraz jego monitorowanie.
Podstawowym zadaniem do przygotowania transportu lotniczego do Euro 2012 jest zapewnienie niezbędnej przepustowości w czterech podstawowych obszarach:
- przestrzeni powietrznej,
- systemu pasów startowych, dróg kołowania i płyt postojowych w portach lotniczych,
- terminali pasażerskich,
- niezbędnej infrastruktury powiązanej z wyżej wymienionymi obszarami.
Podstawą do powyższych działań musi być określenie wielkości spodziewanego ruchu, czyli liczby pasażerów, liczby operacji oraz samolotów podczas Euro 2012. Zgodnie z założeniami UEFA, 2/3 kibiców będzie chciała dostać się na miejsce meczu w ciągu 24 godzin przed meczem, z czego 50% wykorzysta do tego transport lotniczy w polskich portach lotniczych.
Wielowariantowe obliczenia wykonane przez BPRW S.A. dla Warszawy określiły maksymalną liczbę kibiców z biletami, którzy przybędą samolotami w dniu meczu na 16 800 pasażerów. Jednak liczba ta nie obejmuje kibiców bez biletów, która będzie mogła zostać oszacowana po uwzględnieniu doświadczeń Euro 2008.
W przypadku wystąpienia braku wystarczającej przepustowości na lotniskach miast turniejowych należy przewidzieć wykorzystanie lotnisk rezerwowych (np. Łódź Lublinek jako port rezerwowy dla Warszawy). Można rozważyć również zorganizowanie terminali tymczasowych.
Do prawidłowego przeprowadzenia mistrzostw niezbędne jest również zapewnienie sprawnych połączeń drogowych i kolejowych:
- pomiędzy miastami-gospodarzami w Polsce,
- pomiędzy miastami-gospodarzami w Polsce, a miastami-gospodarzami na Ukrainie,
- pomiędzy miastami-gospodarzami w Polsce, a siecią transportową krajów sąsiadujących, które są najbardziej zainteresowane turniejem (Niemcy, Czechy, Słowacja, Szwecja, a także Litwa i Rosja).
W transporcie lądowym prawdziwym wyzwaniem jest szeroki zakres planowanego do roku 2012 rozwoju sieci autostrad i dróg ekspresowych zgodnie z "Rządowym Programem Budowy Dróg Krajowych na lata 2008 -2012". Program ten zawiera budowę do czerwca 2012 roku 906 kilometrów autostrad i 2101 kilometrów dróg ekspresowych. Najbliższe 12-18 miesięcy pokaże, jaki procent tego programu na szanse zostać zrealizowany.
Plan modernizacji linii kolejowych związanych z obsługą Euro 2012 obejmuje linie kolejowe:
- Warszawa-Gdynia,
- Warszawa-Kutno na trasie Warszawa-Poznań,
- Poznań-Wrocław,
- Wrocław-Kraków,
- Psary-Kozłów na trasie Warszawa-Kraków.
Realizacja założeń pozwoli na znaczne skrócenie czasu przejazdu pomiędzy miastami.
Transport wewnętrzny w miastach - gospodarzach (z wyjątkiem dróg krajowych i infrastruktury kolejowej) leży w gestii samorządów. Według ekspertów UEFA każde z miast -gospodarzy mistrzostw powinno zostać przygotowane, bez względu od przewidywań realizacji pełnej listy projektów inwestycyjnych ("Plan A"), na wdrożenie tzw. "Planu B", który ma zakładać realizacje wyłącznie części projektów, z uwzględnieniem różnych scenariuszy inwestycyjnych. Istotnym elementem transportu w miastach na Euro 2012 będzie właściwe zarządzanie ruchem, bez którego zmodernizowana oraz rozszerzona infrastruktura transportowa może okazać się mało użyteczna oraz nieefektywna.
Zarządzanie ruchem w miastach-gospodarzach wymaga odpowiednio wczesnego ( z nawet kilkuletnim wyprzedzeniem) planowania oraz kompetentnego projektu operacyjnego, który wiąże organizatora turnieju z odpowiednimi władzami odpowiedzialnymi za transport, przewoźnikami i policją drogową. Integracja wszystkich środków transportu, informacji związanych z bezpieczeństwem, kontroli i systemów łączności w jednym centrum dowodzenia oraz zarządzania jest warunkiem koniecznym sprawnego i bezpiecznego przeprowadzenia mistrzostw. Zarządzanie ruchem musi być związane ze środkami transportu zbiorowego, kontrolą dostępu komunikacją indywidualną, kierowaniem drogowym ruchu zewnętrznego na parkingi oraz zapewnieniem dostępu do stadionu dla "rodziny UEFA". Zarządzanie ruchem musi również dotyczyć zewnętrznej sieci drogowej, czyli autostrad i dróg ekspresowych w rejonie miast turniejowych. Będzie to koniecznym warunkiem do zapewnienia sprawnego oraz bezpiecznego dojazdu do miast turniejowych transportem drogowym. W zarządzaniu ruchem istotnym elementem będzie również kierowanie zewnętrznego ruchu samochodowego na specjalne parkingi przesiadkowe na transport zbiorowy, a także kierowanie części autokarów kibiców z biletami na parkingi w rejonie stadionu. Niezbędną pomocą w zarządzaniu ruchem w miastach będzie system monitoringu miejskiego przy zastosowaniu kamer, którego plan rozbudowy powinien uwzględniać punkty newralgiczne z punktu widzenia obsługi transportowej Euro 2012.

Zobacz całość »



Poznać zaoferuje UEFA Family hotele czterogwiazdkowe zamiast pięciogwiazdkowych?

Zobacz całość »
Cztery gwiazdki to jednak mało? Poznań postara się przekonać UEFA, że wystarczy. Bartosz Kubiak z poznańskiego urzędu miasta mówi, że istnieją hotele, które pomimo swoich czterech gwiazdek spełniają wyższe standardy.
UEFA wyraziła się jasno: potrzeba dwóch tysięcy miejsc w hotelach pięciogwiazdkowych oraz 1300 w tych, które posiadają cztery gwiazdki. No i Poznań zaczął się martwić: czy aby wystarczy miejsc w hotelach o wysokim standardzie?
Bartosz Kubiak z biura obsługi inwestycji urzędu miasta jest pewny, że wystarczy. Jak mówi jeżeli mówimy o miejscach w hotelach czterogwiazdkowych, w ogóle nie ma żadnego zagrożenia. A myśli, że z hotelami pięciogwiazdkowymi także da się zdążyć. Pozostało przecież jeszcze kilka lat oraz kilka inwestycji w budowie. A poza tym, dodaje, warto zaznaczyć, że kilka poznańskich hoteli o czterech gwiazdkach tak naprawdę już teraz spełnia wyższe standardy i z dużym powodzeniem może służyć gościom jako hotele pięciogwiazdkowe. UEFA będziemy namawiać, by tak je potraktowało.
Tak się ma sprawa z czterogwiazdkowym hotelem IBB Andersia, który ma do zaoferowania 171 pokoi. Podobnie jest z hotelem hiszpańskiej sieci NH Hotels, który budowany jest przy ul. św. Marcina, a otwarty zostanie już w przyszłym miesiącu i oficjalnie będzie posiadaczem czterech gwiazdek oraz 79 pokoi.
Pięć gwiazdek posiada jak na razie tylko jeden hotel w Poznaniu - Sheraton. Warto dodać, że w hotelach czterogwiazdkowych zazwyczaj nocują pracownicy firm, którzy przyjeżdżają przykładowo na szkolenia. Szefowie nie mają zamiaru wysyłać ich do hoteli o wyższym standardzie z przyczyn finansowych. W takim przypadku hotelom opłaca się bardziej posiadać tylko cztery gwiazdki. Pomimo faktu, że często ich standard je przewyższa.
Hotel Butic w Starym Browarze powiększy liczbę ekskluzywnych pokoi. Na razie - ciągle jest w budowie. Zgodnie z planem specjalnym gościom mistrzostw zostanie oddanych do dyspozycji 12 apartamentów.
Hotel City Park powstający przy ul.Ułańskiej stanowi kolejną rozpoczętą inwestycję; bezgwiazdkowy, będzie posiadał 89 luksusowych apartamentów. Całość zostanie wkomponowana w znajdujący się tam starodrzew, a wybrane apartamenty będą posiadać ogrody oraz ogrody zimowe. Aby goście byli całkowicie bezpieczni zainstalowane zostaną czytniki linii papilarnych.
UEF-ie spodobał się pomysł Poznania, aby wspierać bazę hotelową w Poznaniu, miasto nawiązało także współpracę z Wrocławiem oraz Bydgoszczą. W planach ma nawiązanie jej także z Łodzią. Jak mówi Kubiak, to alternatywa. Uzupełnienie oraz zwiększenie możliwości noclegowych tych trzech miast. Miasta będą się wzajemnie wspierać, szczególnie że UEFA dopuszcza dwugodzinny dojazd z hotelu do stadionu.. A właśnie tyle czasu trzeba jechać się autostradą A2 z Łodzi do Poznania, tyle będzie się jechać także trasą S5 z Wrocławia czy Bydgoszczy. Jeśli S5 do tego czasu oczywiście powstanie.
Hotele dla UEFA Family to: Groclin w Grodzisku Wlkp., Olympic we Wronkach.

Zobacz całość »



Kraków: UEFA Family zamieszka w Crown Piast, Sympozjum oraz Best Western Premier

Zobacz całość »
Trzy spośród krakowskich hoteli zostały już wybrane jako baza dla UEFA Family się na Euro 2012. To Crown Piast, Sympozjum oraz Best Western Premier.
UEFA wyznaczyła odpowiednie wymogi, według których miasta gospodarze mają zapewnić daną liczbę miejsc noclegowych dla całej piłkarskiej rodziny, czyli działaczy oraz sponsorów drużyn narodowych. Dla krakowskich hotelarzy, którzy są oblegani już od lat przez mniej lub bardziej zamożnych turystów, przyjazd znamienitych gości nie jest czymś niespotykanym. Pomimo pewnego spadku ruchu turystycznego pod Wawelem w lecie hotele nadal tętnią życiem. Ten właśnie fakt jest powodem, dlaczego przy organizacji Euro 2012 pośpiechu ani tremy bynajmniej nie widać.
Jak podkreślają hotelarze, sportowcy są takimi samymi gośćmi jak wszyscy inni, ale równocześnie zapowiadają również specjalne sportowe atrakcje.
Hotelowe obiekty przeznaczone dla piłkarskiej rodziny rozrzucone są po całym mieście. Szefowie hotelu Sympozjum zlokalizowanego na Ruczaju , czyli na jednej z sypialni Krakowa, jako pierwsi podpisali wstępną umowę z Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Jak przekonuje Marek Tomczyk, dyrektor generalny hotelu, można zaproponować noclegi 160 osobom. Euro 2012 jest imprezą prestiżową, a hotelowi zależy na obsłudze gości ważnych imprez. Sympozjum już obecnie bywa noclegowym zapleczem sportowych oraz dużych kulturalnych wydarzeń stolicy Małopolski.
Crown Piast jest położony najbliżej lotniska w Balicach, międzynarodowa komisja UEFA już złożyła tam swoją wizytę. Dorota Kubiaczyk, dyrektorka hotelu Crown Piast przekonuje, że hotel wypadł dobrze. Ekspertom spodobały się szczególnie tamtejsze ogrody. W związku z tą oceną specjalnych przygotowań nie będzie.
Trzecia z krakowskich propozycji nadal jest w budowie, jednak do użytku będzie mogła być oddana jesienią bieżącego roku. Obiekt należy do globalnej sieci Best Western Premier, a zlokalizowany będzie przy ulicy Opolskiej, więc też z dala od centrum. Turyści będą mieli możliwość skorzystania ze 169 jednoosobowych oraz dwuosobowych klimatyzowanych pokoi. Dwa apartamenty zostaną dostosowane dla osób niepełnosprawnych, a bardziej konserwatywni oraz usportowieni działacze nie będą mieli powodów do narzekać, ponieważ większość pokojów będzie przeznaczona wyłącznie dla osób niepalących.
Hotelarze już teraz myślą na temat specjalnej oferty turystycznej, kulturalnej i zamkniętych imprezach dla piłkarskiej rodziny. Jak śmieje się Tomczyk z hotelu Sympozjum, podczas Euro 2012 w całej Polsce będzie bardzo piłkarsko. Jego hotel z pewnością znajdzie jakiś sposób, żeby się wyróżnić.

Zobacz całość »



Szkolenie: jak pozyskać dofinansowanie zewnętrzne dla projektów turystycznych

Zobacz całość »
Już 8 września 2008 roku, w Warszawie, odbędzie się kolejne już szkolenie w zakresie pozyskiwania zewnętrznego dofinansowania w celu realizacji projektów inwestycyjnych w branży turystycznej.
Szkolenie odbędzie się we wrześniu, gdyż zbliża się nowy okres ubiegania się o dofinansowanie z UE. Pozwoli ono uczestnikom zdobyć wiedzę na temat zasad oraz możliwości ubiegania się o dofinansowanie projektów inwestycyjnych, które związane są z rozbudową infrastruktury turystycznej.
Władze samorządu mazowieckiego stworzyły warunki tak przedsiębiorstwom, jak i przedstawicielom sektora publicznego, aby mogły pozyskać dotacje w kwotach o znaczącej wysokości. Firmy działające w branży turystycznej będą miały możliwość otrzymania dofinansowania nawet o wartości kilku milionów złotych. Jeżeli chodzi o przedstawicieli jednostek samorządu terytorialnego oraz ich jednostek organizacyjnych, dofinansowanie maksymalne może być o wiele większe.
Odpowiedni wniosek o dofinansowanie złożyć należy do 3 października 2008 r., co oznacza więc, że jest to już ostatni moment na przygotowanie projektu, a należy zaznaczyć, że do rozdysponowania jest ponad 80 mln zł.
Regionalny Program Operacyjny Województwa Mazowieckiego, w ramach którego przyznawane są środki, daje możliwość realizacji wielu działań z zakresu zwiększania atrakcyjności turystycznej regionu. Pośród nich można wymienić m.in. budowę, modernizację oraz rozbudowę bazy noclegowej a także gastronomicznej, ponadto inwestycje dotyczące infrastruktury sportowo-rekreacyjnej w celu rozpoczęcia świadczenia usług z zakresu turystyki aktywnej i rozwijanie nowych produktów turystycznych, czy platform informatycznych.
Szkolenie będzie przeprowadzone w Warszawie dnia 8 września. Organizatorem jest firma Projekt Hotel. Koszt szkolenia to 370 zł za osobę.

Zobacz całość »



Mgła sparaliżowała Okęcie i Balice

Zobacz całość »
Na stołecznym lotnisku mgła spowodowała niezgodności przylotów z rozkładem. Opóźnione są samoloty między innymi z Poznania, Szczecina, Bydgoszczy, Krakowa, Gdańska, Rygi i Bukaresztu - podaje Radio RMF FM.
Kłopoty na lotnisku powinny się ograniczyć tylko do przylotów. Nie powinno być problemów ze startowaniem maszyn.
Radio RMF FM podało, iż na Okęciu widoczność spadła do 200 metrów. Lądować mogą tylko maszyny z odpowiednimi urządzeniami.
Problemy są też na krakowskim lotnisku Balice. Od rana wystartował tylko jeden samolot - podało radio.

Zobacz całość »



Kielce: otwarto kasyno w Łysogórach

Zobacz całość »
Pierwsi gracze będę mogli spróbować szczęścia już dziś. Na dziś bowiem zaplanowano otwarcie kasyna w hotelu Łysogóry w Kielcach.
W tym tygodniu w obiekcie trwały ostatnie prace przy remoncie pomieszczenia, w którym wcześniej działała restauracja. Wszystkie urządzenia do gry czekały na koniec remontu przykryte folią. W nowym kasynie oprócz sali głównej, jest druga, mniejsza, dla osób, które chcą zagrać w bardziej intymnych warunkach. Dla spragnionych jest bar.
- W piątek o godzinie 10 wszystko będzie gotowe na przyjęcie pierwszych gości. Wystarczy jeden grosz, aby zagrać na automacie, a 1 złoty, aby spróbować szczęścia w amerykańskiej ruletce - zachęca do przyjścia do kasyna Cezary Jedliński, dyrektor marketingu Olympic Casino Poland. - Przy odrobinie szczęścia można wiec za 10 zł bawić całą noc. Jest oczywiście szansa na wzbogacenie się - do tej pory największa wygrana w kasynie w Polsce to 980 tys. zł.
W nowo otwieranym kasynie na gości czeka 30 nowoczesnych automatów oraz wiele gier stołowych, w tym jedna z najpopularniejszych gier w ostatnich czasach - Poker Teksas Holdem.
Wejście do kasyna jest bezpłatne, nie obwiązuje strój wizytowy. Wstęp tylko dla osób dorosłych. Kasyno jest czynne non-stop.

Zobacz całość »



Lód w przewodach powodem wypadku Boeinga 777 na Heathrow

Zobacz całość »
Przyczyną styczniowego wypadku Boeinga 777 brytyjskich linii lotniczych na Heathrow był lód w przewodach paliwowych - poinformowali śledczy AAIB. Podczas pechowego lądowania 19 osób odniosło niegroźne obrażenia.
- Pomimo, że sposób w jaki dokładnie lód doprowadził do wypadku nie jest do końca znany, udowodniono już, że lód może doprowadzić do awarii systemu paliwowego - brzmi raport Zespółu ds. Badania Wypadków Lotniczych (AAIB). - Ryzyko powtórzenia się tego scenariusza musi być szybko przedstawione wszystkim przewoźnikom, a my tymczasem będziemy dalej badać ten wypadek - ostrzega AAIB w raporcie.
AAIB tłumaczy iż kryształki lodu formują się w przewodach paliwowych, gdy paliwo spada do temperatury -1 stopnia Celsjusza. Pozostają jednak w formie niegroźnych dla samolotu drobinek aż do temperatury -18 stopni. niestety, jak temperatura spada do -18 stopni, to kryształki zaczynają łączyć się ze sobą i formować zakrzepy w przewodach paliwowych. Takie właśnie zakrzepy były winne awaryjnemu lądowaniu samolotu na Heathrow.
AAIB wezwał brytyjskie instytucje unijne, zajmujące się bezpieczeństwem lotów, do podjęcia współpracy z Rolls-Roycem i Boeingiem w celu rozwinięcia sposobów na uniknięcie podobnych zdarzeń w przyszłości.

Zobacz całość »



Dzień otwarty w Muzeum Browaru Żywiec

Zobacz całość »
9 września br. ma miejsce druga rocznica otwarcia Muzeum Browaru Żywiec, które uczyniło Beskid Żywiecki jeszcze bardziej atrakcyjnym miejscem na turystycznej mapie Polski. Z tej okazji, w ten dzień, wstęp do Muzeum będzie bezpłatny.
Dokładnie 2 lata temu, w 150. rocznicę obchodów powstania Browaru w Żywcu swoje podwoje dla zwiedzających otworzyło Muzeum Browaru Żywiec.
Muzeum Browaru Żywiec znajduje się w dawnych, wykutych w litej skale, piwnicach leżakowych Browaru. Charakteryzuje się nietypowym pomysłem ekspozycyjnym. W każdej z 18 sal, łącznie zajmujących powierzchnię 1,6 tys. m2, można poczuć niezwykły klimat kolejnych epok historycznych - turysta zwiedzając Muzeum dowiaduje się nie tylko, jak zmieniała się na przestrzeni lat produkcja piwa, ale także poznaje tło historyczne.
Muzeum przyjmuje gości od wtorku do niedzieli, w godzinach 10.00 - 18.00. Wymagana jest wcześniejsza rezerwacja - drogą telefoniczną bądź e-mailową.

Zobacz całość »



LOT będzie sprzedawać bilety przez telefon komórkowy?

Zobacz całość »
Wczoraj linie lotnicze LOT ujawniły nową strategię handlową. Zgodnie z nią, narodowy przewoźnik zamierza w najbliższym czasie poprawić wyniki sprzedaży internetowej. LOT chce też sprzedawać bilety przy wykorzystaniu telefonów komórkowych.
Obecnie przewoźnik sprzedaje przez internet tylko 10 proc. swoich biletów. Tymczasem jego konkurencja - np. Lufthansa, potrafią sprzedać w ten sposób ponad dwa razy biletów.
Dlatego PLL LOT postanowił zwiększyć nacisk na tą formę dystrybucji.
Przewoźnik postanowił też zacząć sprzedaż z wykorzystaniem komórek. Zapowiedział, iż do końca roku wdroży projekt sprzedaży i odprawy przez telefon komórkowy.

Zobacz całość »



::: 2008-09-06 :::


Warmińsko-mazurskie: otwarto trasę Elbląg-Grzechotki

Zobacz całość »
Niedawno otwarto 50-kilometrowy odcinek drogi ekspresowej S-22 z Elbląga do przejścia granicznego w Grzechotkach. Budowa trwała dwa lata i kosztowała 483 mln zł, z czego 36% pochodziło ze środków UE.
Wiceminister infrastruktury Tadeusz Jarmuziewicz nowy odcinek trasy nazwał 'antyrospudą'. Inwestorzy i wykonawcy postarali się bowiem o to, aby był on przyjazny środowisku. "Takie modelowe rozwiązania, jakie tutaj są, powinny być wręcz miejscem nauki, jak chronić środowisko" - podkreślił wiceminister podczas uroczystości otwarcia. Realizowany w trzech odcinkach projekt, prócz 50-km jedno jezdniowej drogi ekspresowej, to również budowa i przebudowa 49 mostów, a także budowa sieci dróg dojazdowych wraz z remontem odcinków dróg lokalnych.
Zarówno samorządowcy, jak i strona rządowa podkreślają, że ostatni odcinek trasy, czyli kilkukilometrowy dojazd do przejścia granicznego w Grzechotkach będzie na razie mało uczęszczany, ponieważ po rosyjskiej stronie nie jest ono czynne. Jak wyjaśnił wojewoda warmińsko-mazurski Marian Podziewski, strona rosyjska zapewniła, iż infrastruktura po tamtej stronie będzie gotowa w połowie 2009 roku.
Przebudowywana droga przebiega przez wartościowe przyrodniczo tereny, objęte ochroną w ramach europejskiej sieci ekologicznej Natura 2000 albo w ich sąsiedztwie. Są to obszary specjalnej ochrony ptaków i specjalne obszary ochrony siedlisk: Dolina Pasłęki, Rzeka Pasłęka, Jezioro Drużno oraz Ostoja Warmińska. Rzecznik oddziału olsztyńskiego Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Karol Głębocki powiedział PAP, że drogowcy w związku z tym musieli wziąć pod uwagę walory przyrodnicze i wprowadzić tzw. kompensacje na obszarze 600 hektarów przylegających do drogi. Kompensacje, skonsultowane z ekologami, obejmują m.in. zakładanie łąk kwietnych i nasadzenie ponad 6,5 tysiąca krzewów tarniny i głogu, których owoce stanowią pokarm dla ptaków. Projekt zakłada wybudowanie urządzeń melioracyjnych, które utrzymają podmokły charakter terenu. Ponadto rozwieszono 70 budek lęgowych i nawiercono otwory w pniach, które są zaczątkami dziupli. Zdaniem drogowców, dużym przedsięwzięciem było wykonanie na odcinku drogi o długości 9 km, biegnącym przez Ostoję Warmińską, przejść dla zwierząt, których koszt to 33 mln zł. Względy przyrodnicze wpłynęły również na zmianę projektu mostu przez rzekę Banówkę. W pierwszej wersji zamierzano wybudować most na podporach w dolinie rzeki oraz zmienić w tym miejscu jej bieg. Rozmowy z przyrodnikami zdecydowały jednak o pozostawieniu rzeki w jej istniejącym kształcie i budowie mostu podwieszanego. Jego podpory umieszczono poza doliną Banówki, gdzie rośnie chroniony czosnek niedźwiedzi, występujący głównie na terenach górskich.

Zobacz całość »