Subskrypcja





Szukaj







Wyszukiwarka

Obecnie jest zindeksowane 33318 aktualności


Wskazówka: * zastępuje dowolny fragment tekstu!


Archwium aktualności
2006-06-05 do 2006-06-10
(rok 2006, tydzień 23)

Zmień tydzień   Zmień rok

Lista aktualności:

::: 2006-06-05 :::


150 turystów zamiast do Maroka, pojechało do hotelu Okęcie..

Zobacz całość »
150 turystów koczowało wczoraj na lotnisku Okęcie. Pasażerowie denerwowali się, bo przez 9 godzin nie mogli się dowiedzieć, czy wylecą, czy będą spać na walizkach - czytamy w Gazecie Wyborczej.
Zgodnie z informacjami podanymi przez dziennik, grupa miała jechać na wczasy do Maroka z biurem Fischer. Odlot samolotu przewidziany był na godz. 12.30.
Turyści przeszli przez odprawę celną, gdy okazało się, iż nastąpiła awaria samolotu. Lot więc odwołano, ale pasażerom aż do wieczora nie pozwolono wyjść z lotniska.
- Co godzinę mamiono nas obietnicami, że lada chwila odlecimy - skarży się na łamach Gazety Wyborczej jedna z turystek - Olga Hinc.
Zmęczeni turyści twierdzą, iż za opóźnienie lotu dostali tylko zimne kanapki. - Co chwilę słyszeliśmy, że technicy naprawiają awarię. Tłumaczyliśmy, że boimy się wsiąść do tego samolotu i wolimy polecieć inną maszyną rano, ale nikt nas nie słuchał - opowiada inny turysta pechowej wycieczki, Jan Truniarz z Krakowa. Dodaje, iż ludzi najbardziej denerwuje nie fakt zaistnienia problemu z samolotem, ale to iż przewoźnik nie potrafił odpowiedzieć zaniepokojonym turystom na żadne pytanie.
Dopiero wieczorem turyści dowiedzieli się, iż zepsuł się wskaźnik sygnalizatora zaworu odparcia paliwowego, a opóźnienie wynika ze sprowadzania tej części z Hanoweru.
Przewoźnik przyznał, iż z powodu awarii musiał przesunąć lot. Marzena Budzińska z Fischer Air Polska dodała również, że nie dziwi jej wściekłość pasażerów. - Sama byłabym wściekła, gdyby mnie to spotkało, ale najważniejsze jest bezpieczeństwo ludzi. Nasi technicy będą pracować całą noc, żeby rano samolot mógł odlecieć. Na koniec zapewniła, iż wszyscy pasażerowie pechowej wycieczki dostaną zwrot kosztów za wczorajszy dzień.
Pasażerom przed godz. 22 pozwolono wyjść z lotniska. Zapewniono im nocleg w hotelu Okęcie, gdzie przewieziono ich autokarem.
Pomimo tego, turyści nie przestali narzekać. - Wiele podróżuję, ale czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam. Jak można na dwie godziny przed odlotem szukać za granicą tak ważnej części? Z tego, co wiem, Fischerowi przytrafia się to się nie po raz pierwszy - mówili..

Zobacz całość »



Brytyjczycy głównymi klientami dolnośląskich gabinetów stomatologicznych!

Zobacz całość »
Dolnośląscy stomatolodzy mają coraz więcej klientów z Wysp Brytyjskich. Dla Anglików przylot do Wrocławia, weekend na Dolnym Śląsku i wyleczenie zęba jest tańsze niż sama wizyta u rodzimego dentysty.
Usługi stomatologiczne w Wielkiej Brytanii są nawet czterokrotnie droższe niż w Polsce. Założenie implantu, w przeliczeniu kosztuje nawet 20 tysięcy złotych. Dzięki temu na Dolnym Śląsku bardzo prężnie rozwija się tzw. turystyka medyczna. Już w zeszłym roku zęby leczyło w Polsce o połowę więcej cudzoziemców niż rok wcześniej. Klientami gabinetów najczęściej byli: Brytyjczycy, Niemcy i Austriacy, a nawet turyści z USA i Australii. Jednak właściciele wrocławskich gabinetów zgodnie twierdzą, że ten rok będzie jeszcze lepszy.
Marcin Kołodziejczyk, dyrektor Medical Travel, największej firmy na Dolnym Śląsku świadczącej cudzoziemcom usługi stomatologiczne przyznał - Turystyka medyczna zaczęła rozwijać się od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku. Jednak prawdziwy boom przyszedł wraz z otwieraniem tanich połączeń lotniczych. Obcokrajowców przyciąga jakość, bo materiały są u nas takie jak na całym świecie, a przede wszystkim ceny - dużo niższe niż w Europie Zachodniej. Dla przykładu wykonanie w prywatnym gabinecie w Wielkiej Brytanii protezy dentystycznej kosztuje około 600 funtów. W naszej klinice za ten sam zabieg klient zapłaci niecałe 250 funtów. Różnica jest ogromna.
Dolnośląskie kliniki oprócz prostych zabiegów oferują też kompleksowe "wycieczki stomatologiczne". Pakiet zawiera skomplikowaną operacją u stomatologa, przylot do Wrocławia, zakwaterowanie w jednym z hoteli, a także wycieczki po Dolnym Śląsku (zwiedzanie Wrocławia, zamku Książ, Karpacza) oraz zabiegi SPA w uzdrowiskach.
Właściciele klinik dodają - I choć może się to wydawać nieprawdopodobne, wszystko kosztuje mniej niż sam zabieg u prywatnego lekarza w Wielkiej Brytanii.
Większość wrocławskich gabinetów założyło już swoje strony internetowe w języku polskim, angielskim i niemieckim. Dodatkowo coraz więcej stomatologów w ogłoszeniach w prasie codziennej umieszcza napis "We speak English".

Zobacz całość »



500 zł kary dla przewodników oprowadzających bez uprawnień!

Zobacz całość »
Po dziesięciu największych miastach w Polsce, turystów może oprowadzać tylko przewodnik z odpowiednimi uprawnieniami. Brak wymaganej licencji grozi mandatem.
Zadaniem przewodnika jest zapewnienie fachowych informacji o mieście, jego zabytkach i ciekawostkach. Przewodnika miejskiego musi zapewnić organizator wycieczki lub zwiedzania, gdy program obejmuje tylko zwiedzanie miasta lub wybranych obiektów na jego obszarze.
Według ustawy o usługach turystycznych (Dz. U. z 2004 r. nr 223, poz. 2268 ze zmianami), aby dostać uprawnienia przewodnika miejskiego trzeba ukończyć specjalny kurs i zdać egzamin.
Za wykonywanie zadań przewodnika turystycznego bez wymaganych uprawnień grozi kara pieniężna według art. 60 1 kodeksu wykroczeń. Straż Miejska może wypisać mandat nawet w wysokości 500 zł. Jednak Mariusz Kowalik, rzecznik gdańskiej Straży Miejskiej, przyznał, że jeszcze nie wypisali tego typu mandatów.
We Wrocławiu od dwóch lat działają specjalne patrole przewodników z uprawnieniami i funkcjonariuszy Straży Miejskiej, które wyszukują nielegalnych przewodników. Janina Bednarska, wrocławski przewodnik PTTK, podkreśliła, że dzięki temu zmniejszyła się liczba grup, które oprowadzają osoby bez uprawnień albo sami piloci. Bednarska wyjaśniła - Nie chodzi nawet o nieuczciwą konkurencję, ale ludzie ci często opowiadają turystom głupstwa. Pręgierz miejski np. zmienia się w pomnik odkrycia Ameryki, bo powstał w 1492 roku.
Najwięcej przewodników bez wymaganych dokumentów jest w Lublinie. Miejscowi przewodnicy skarżą się, że lokalne władze nie robią nic, aby temu zaradzić. W mieście nie ma nawet wyznaczonych osób do sprawdzania uprawnień.

Zobacz całość »



Mundial: Poważne problemy z kupionymi biletami!

Zobacz całość »
Tylko w województwie śląskim są setki kibiców, którzy kupili wcześniej wejściówki na mecze polskiej reprezentacji, a do tej pory nie otrzymali jeszcze biletów.
Artur Radek z Tychów wyznaje - Półtora miesiąca temu za cztery wejściówki na mecze naszej reprezentacji zapłaciłem 1760 zł. Miałem je odebrać 30 maja w Śląskim Związku Piłki Nożnej w Katowicach. Jednak tam dowiedziałem się, że nie ma mnie na liście i mam dzwonić do Polskiego Związku Piłki Nożnej w Warszawie. Dzwonię już od trzech dni i nikt nie odbiera albo jest zajęte.
Pan Radek planował wyjechać do Niemiec w czwartek, 8 czerwca. Teraz zastanawia się, czy w ogóle warto jechać bez biletów.
Podobny problem z biletami miał Janusz Brol ze Świętochłowic. Otrzymał je dopiero po interwencji "Gazety Wyborczej". Brol wyznał - Okazało się, że się gdzieś "zapodziały". Pieniądze miałem wpłacić jeszcze w lutym, przez trzy miesiące czekałem na bilety i na dodatek miałem problemy.
Śląski Związek Piłki Nożnej otrzymał z centrali w Warszawie prawie 600 zalakowanych kopert z biletami dla kibiców. Jednak zdarzało się, że w kopercie, zamiast pięciu biletów był tylko jeden. Były również przypadki, że dla niektórych osób w ogóle nie przygotowano kopert. Właśnie w takiej sytuacji znalazł się pan Artur Radek. Prawdopodobnie tylko w Katowicach przepaść mogło aż kilkaset wejściówek.
W śląskim związku telefony dzwonią bez przerwy. Natomiast zawiedzeni kibice z całego regionu odsyłani są do Warszawy. Bogusława Wesołowska, zajmująca się dystrybucją wejściówek w Katowicach tłumaczy - Nie jesteśmy winni. Ja tych kopert nie otwierałam, rozdawałam tylko to, co przysłała Warszawa. Bałagan jest ogromny, ale nie ma tu naszej winy. U nas biletów już nie będzie, całość przejęła Warszawa.
Natomiast do PZPN-u w Warszawie rzeczywiście bardzo trudno się dodzwonić. Michał Kocięba, rzecznik PZPN-u. wyjaśnił - Telefony działają, ale linie są zajęte, bo na bieżąco załatwiamy sprawy kolejnych kibiców. Informacje o możliwości odbioru biletów są też na naszej stronie internetowej.
Kocięba przyznał, że przy dystrybucji wejściówek mogły się zdarzyć błędy, gdyż zajmuje się tym firma zewnętrzna. Dodał - Przyglądamy się jej pracy i wyciągniemy wnioski na przyszłość. Przepraszam tych kibiców, którzy mają problemy.
PZPN poinformował, że tym którzy nie zdążyli odebrać biletów osobiście, wyślą je pocztą kurierską.
Kibice są bardzo zaskoczeni zaistniałą sytuacją, bo pieniądze na bilety wpłacili już w lutym. Pan Radek ostrzega - Jeśli nie otrzymam wejściówek na mundial, to nie wykluczam zgłoszenia sprawy do organów ścigania.

Zobacz całość »



Czerwiec 2006: nagły powrót zimy w Tatrach

Zobacz całość »
Śnieg, który spadł w Tatrach mocno utrudnia warunki turystyczne. Obowiązuje pierwszy stopień zagrożenia lawinowego. Nieprzetarte szlaki i zaspy w wyższych partiach gór na pewno nie ułatwią poruszania się po Tatrach.
Termometry na Kasprowym Wierchu w Wysokogórskim Obserwatorium Meteorologicznym wskazywały do trzech stopni mrozu, z powodu mgły widoczność na szczycie ograniczyła się do 10 km. Pokrywa śnieżna wynosi średnio 46 cm na Kasprowym Wierchu, nad Morskim Okiem 15 cm, na Hali Gąsienicowej 40 cm, natomiast w Dolinie Pięciu Stawów leży około 70 cm śniegu. Szlaki poniżej 1300 m n.m.p. są mokre i niebezpiecznie śliskie, wyżej leży śnieg.
Na domiar złego zaczął padać deszcz, śnieg topi się przez co poziom wody w potokach podnosi się i zalewa szlaki. Kolejka na Kasprowy kursuje bez zmian. Na szczęście pogoda się poprawia, a nad Tatrami zaczyna świecić słońce, więc nie trzeba odwoływać wakacyjnych rezerwacji z powodu pogody.

Zobacz całość »



Będą problemy z nowymi paszportami?

Zobacz całość »
"Rzeczpospolita" zamieściła ostatnio na swych łamach dokładny opis nowych paszportów, które będą wydawane od sierpnia bieżącego roku.
Będą to paszporty biometryczne, czyli znajdą się tam na przykład cyfrowy owal twarzy właściciela, czy planowany do wprowadzenia za dwa lata elektroniczny zapis odcisków palców. Paszporty mają mieć tradycyjną postać książeczki, w której na stronie ze zdjęciem znajdzie się również elektroniczny czip. Te innowacje wprowadzają również konieczność stawienia się osobiście w urzędzie aby pozostawić nie tylko wypełniony formularz ale również nasze dane biometryczne, oznacza to również wzrost ceny wyrobienia dokumentu, jednak na razie nie podano żadnych informacji na ten temat. Jeśli jednak posiadamy stare paszporty nie musimy ich wymieniać przed upływem ważności jak zapewnia w swej publikacji "Rzeczpospolita".
"Dziennik" podszedł do tej sprawy z odrobinę innej strony. Ostrzega w swoim materiale, że nowe paszporty wprowadzą zamieszanie w nie przygotowanych do takich zmian polskich urzędach. Najwięcej problemów z nowymi paczportami mogą mieć osoby, tóre zamierzają wyjechać do USA lub Kanady.

Zobacz całość »



Szlak fortyfikacyjny na wyspie Wolin

Zobacz całość »
Odwiedzając Pomorze koniecznie trzeba zobaczyć szlak fortyfikacyjny, gdyż jest to doskonała lekcja historii nie tylko dla dzieci.
Szlak ciągnie się na obszarze czterech kilometrów i powstał w latach 1856 - 1863. Rozpoczyna się przy Forcie Gerharda. Blok koszarowo - bojowy, z którego prowadzono ostrzał przedpola frontu jest najstarszym elementem szlaku. Pod koniec XIX wieku powstały działobitnie na ciężkie armaty kalibru 210 mm - działały one do końca I Wojny Światowej, potem stworzono tam zaplecze magazynowo-koszarowe za stanowiskami artlerii przeciwlotniczej. 600 m od fortu znajdują się żelbetonowe bunkry baterii nadbrzeżnej z I wojny światowej, czyli Bateria Plażowa (Strandbatterie), natomiast obok znajduje się trójkondygnacyjny bunkier bojowy oraz owalny schron dalmierza optycznego baterii gdzie zainstalowane były cztery ciężkie działa kalibru 150 mm, strzelające na odległość blisko 20 km, a pod nimi znajdowały komory na amunicję oraz zespół pomieszczeń technicznych. Z tyłu baterii w drewnianych barakach mieszkali żołnierze.
Następnym elementem szlaku jest bunkier dowodzenia baterii nadbrzeżnej, w którym stacjonowała dowódca baterii, operatorzy wizjerów optycznych, dzięki którym obliczano odległość do okrętów wroga, oraz telefoniści.
Nieopodal znajduje się zaporowa bateria przeciwlotnicza Oststrand, która służyła nie tylko do obrony przeciwlotniczej, ale także do zwalczania celów nawodnych. Jej głównym elementem był zespół odkrytych działobitni dla dział 105 mm. Łącznie w baterii służyło 100 żołnierzy.
Od Oststrand szlak prowadzi leśną drogą i nasypem po dawnej kolei wąskotorowej do kompleksu baterii nadbrzeżnej Forst (Las). W latach 1908 - 1910 w linii równoległej do wybrzeża zbudowano zespół żelbetonowych budynków skłądający się z sześciu działobitni oddzielonych od siebie wałami ziemnymi. Ściany zewnętrzne bunkrów liczą sobie 1-2 metry grubości, w ich południowych ścianach znajdowały się w nich wejścia i otwory do podawania amunicji z wagoników wąskotorówki. Forst jest unikatem, ponieważ po I wojnie światowej został rozbrojony i nie był już od tamtego czasu modernizowany.
Kolejna pozycja na szlaku to 11 Batalionowy Rejon Umocniony Ludowego Wojska Polskiego - zespół powojennych małych bunkrów dla broni maszynowej, którego zadaniem miała być obrona wybrzeża przed desantem sił NATO.
Bunkier kierowania ogniem nadbrzeżnej baterii Göben konczy szlak. Pierwotnie przypominał on wielki betonowy dzwon z pancerną kopułą. Służył do obserwacji cel na morzu i korygowania ognia baterii, której gigantyczne bunkry znajdują się kilka kilometrów na południe. W 1940 roku działa baterii zdemontowano, a od 1941 roku pełnił rolę pomocniczego punktu obserwacyjnego dla Kriegsmarine. Nigdy więc nie został ukończony. Od lat 60. bunkier stał pusty i zaczął popadać w ruinę. Obecnie budynek jest przerobiony na wieżę obserwacyjną Lasów Państwowych.

Zobacz całość »



Wizy do Galindii - krainy z wyobraźni wiejskiego lekarza!

Zobacz całość »
Wódz Yzegus wprowadził wizy dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć Galindię. Z każdym rokiem kraina z fantazji wiejskiego lekarza staje się coraz bardziej popularna.
Cezary Kubacki wciela w życie swoje pomysły, natomiast jego żona Maria pilnuje interesu.
Wódz Galindów Yzegus II, a prywatnie Cezary Kubacki wyznaje - Jeszcze leżał śnieg, gdy podjechał bus i ze środka wyszli opaleni ludzie. Pomyślałem, że pomylili drogę i zamiast do hotelu Gołębiewski w Mikołajkach trafili do Galindii. Ale pomyłki nie było. To ekipa brazylijskiej telewizji przyleciała nakręcić o nas film.
W Galindii filmy kręciły już telewizje polskie, niemieckie i francuskie. A gośćmi krainy były największe światowe koncerny, gwiazdy i gwiazdki kina, telewizji i estrady, biznesmeni, prezesi banków, ambasadorowie, znani dziennikarze i turyści od Nowej Zelandii po Filipiny.
Wszystkich swoich gości Yzegus wraz z grupą odzianych w skóry Galindów napadał, więził, zakuwał w dyby, wsadzał do klatek, układał na palenisku i podpiekał. Przygodę przeżyli wszyscy i zgodnie przyznali, że właśnie tutaj pozbyli się stresów, napięcia i bólu głowy.
Na podstawie obserwacji gości, wódz przyznał - Uzyskanie akceptacji u sztywniaków, i to na trzeźwo, jest najtrudniejsze.
Cezary Kubacki zdobył nagrodę za najlepszy produkt turystyczny, który stworzył w mazurskim Bartłowie nad jeziorem Bełdany.
Brodaty wódz Galindii ma miedzianą koronę na dzierganej czapeczce, na szyi dorodny bursztyn, a ubrany jest w lnianą koszulę spiętą miedzianą broszą i kamizelkę ze skór. W dłoni trzyma sękatą laskę zwieńczoną nieoszlifowanym kamieniem, dwoma rogami i wianuszkiem szabli dzika. Nic w jego stroju nie jest przypadkowe. Bursztynem handlowali Galindowie - plemię, które zamieszkiwało te ziemie przed tysiącem lat. Wiadomo o nich jedynie tyle, że polowali na dziki, decyzje podejmowali na wiecach, a pisma nie znali.
Galindowie zniknęli w mrokach historii, pozostawiając pole dla wyobraźni Cezarego Kubackiego i sprawności organizacyjnej jego żony. Pani Maria opiekuje się kasą, hotelem i pracownikami. Cezary Kubacki przyznaje, że bez niej nie osiągnąłby takiego sukcesu.
Jeszcze 17 lat temu, wiejski lekarz z Ukty wraz z żoną Marią siali zioła i zarabiali na nich największe pieniądze w gminie. Niestety zmiana ustroju w Polsce spowodowała, że musieli zająć się czymś innym.
Maria Kubacka wspomina - Mój ojciec i Cezary bardzo chcieli mieć ziemię. W 1976 roku wypatrzyli 20 hektarów bagien z siedliskiem, za wsią Iznota i zmusili mnie, żebym pokończyła kursy i dostała uprawnienia rolnicze. Mówili: ty tylko zdobądź papier, potem nie musisz nic robić.
Cezary Kubacki był do godziny 15 lekarzem, a potem jechał na swój półwysep zasypywać bagna piaskiem, a piasek użyźniać nawozem. Kubaccy zasiali na swojej ziemi zioła. Były to jedyne rośliny, które mogły u nich wyrosnąć.
Kubacki wyznaje - Wymyśliłem narzędzia, agregaty do zbierania, sadzenia, odchwaszczania. I machnąłem pięć hektarów. Udały się. To obsialiśmy całe 20. Zacząłem walczyć o każdy kawałek ziemi w okolicy. Mieliśmy największą plantację ziół w Polsce. Ponad 30 hektarów. Zostałem prezesem Polskiego Związku Zielarskiego.
Pani Maria również mężowi pomagała. Codziennie doglądała hektarów mięty, siała i zbierała, nawet prowadziła ciągnik. I cały czas marzyła, że na półwyspie przy jeziorze stanie ich prawdziwy dom.
Dom stanął na początku lat dziewięćdziesiątych. Zaraz potem ziołowy biznes przestał być opłacalny, więc Kubaccy postanowili otworzyć pensjonat.
Cezary Kubacki postanowił znaleźć coś, co wyróżniałoby jego miejsce, czyniąc je jedynym i niepowtarzalnym. Nazwa siedliska - Bartkowo vel Bartłowo była bliska pruskiemu plemieniu Bartów, które zamieszkiwało ziemie przed dwoma tysiącami lat. Wczytując się w historię Bartów, Cezary Kubacki odkrył Galindów. I nazwał swoją ziemię Galindia - Mazurski Eden. Przyznaje - Nie profanuję historycznej Galindii. Ona jest dla mnie symbolem krainy, o której niedużo wiemy, bo nie opisał jej żaden kronikarz. To tajemnica, którą ja rozbudowuję.
Następnie z drewnianego domu powstał pierwszy hotel, w którym pokoje są z drewna, wikliny i kamienia. Przy wejściu znajduje się szpaler wyrzeźbionych wojów, drewniane kruki na drzewach rosnących korzeniami do nieba oraz drewniane rusałki.
Natomiast w podziemnej restauracji można skosztować miedzy innymi: bitek z niedźwiedziej łapy, uszka nietoperza z napitkiem halucynogennym, ucieszynkę, czyli lewą cynaderkę z Wielkiego Rysia, golonkę z tura z zimnym piwem i gorącą dziewczyną, a dla wegetarian: korzonki na korzonki oraz korzonek na korzonek.
Wnętrze restauracji też jest oryginalne. Znajdziemy w niej między innymi: gliniane naczynia lepione na starą modłę, wiklinowe kinkiety, skóry i sieci na ścianach, drewniane ryby i rzeźbione kamienie przy kominku.
Dalej znajdują się stylizowane groty pełne zakamarków, w których siedzi się na pniakach obciągniętych skórami. Jest bursztynowa komnata, czyli sala z sufitem z bursztynowych stalaktytów. Natomiast Lochami Demonów dochodzi się do sali Groty Perkuna, czyli dużej sali konferencyjnej. Tutaj najnowocześniejsze urządzenia audiowizualne sąsiadują z szamańskimi bębnami, rzeźbami pruskich bóstw i namiotem ze skór.
Galindia wcale nie jest prymitywna. We wszystkich pokojach są łazienki, telewizory, szerokopasmowy dostęp do internetu, a w grotach bar i dyskoteka. Na terenie Galindii jest też sklepik z wyrobami wiejskich artystów samouków.
Obecnie Galindia oferuje 180 miejsc noclegowych w hotelach. Pokój jednoosobowy kosztuje od 200 zł, natomiast za apartament trzeba zapłacić od 500 do 600 zł.
W sezonie, który trwa od wczesnej wiosny, pracuje w Galindii ponad 30 osób. Najnowszy, otwarty w 2005 roku hotel Refugia (od łacińskiego refugium - schronienie), prowadzi najmłodszy syn Kubackich - Dariusz.
Maria Kubacka wyjaśnia - Darek długo Refugię budował. Może osiem lat. Wiele prac robiliśmy sami. Nie braliśmy kredytów. Kilkaset tysięcy złotych na wyposażenie syn dostał z unijnego programu dla małych firm.
Dwaj starsi synowie, Miron i Rafał, również prowadzą hotele. Pani Maria wyznaje - Wciąż mamy nowe pomysły - na salę konferencyjną, pensjonat. I tak już chyba będzie do końca naszych dni.

Zobacz całość »



Wyższe opłaty paliwowe - droższe bilety lotnicze!

Zobacz całość »
Z powodu wzrostu cen benzyny, linie lotnicze podniosły opłaty paliwowe. W związku z tym za bilety będzie trzeba zapłacić od kilku do kilkudziesięciu euro więcej.
Jednak nie wszyscy przewoźnicy podnieśli ceny biletów. Należy do nich między innymi irlandzki Ryanair.
Nawet o 50% wzrosły opłaty na dalekich rejsach. Rekordzistami w tej dziedzinie są największe linie tradycyjne. Lufthansa ostatni raz podniosła opłaty 5 maja. Obecnie dolicza 20 euro (wcześniej 17 euro) do biletów na trasach europejskich i 70 euro (wcześniej 45 euro) na międzykontynentalnych. Linia zapowiedziała, że będzie pobierać opłatę paliwową tak długo, jak długo ceny benzyny będą na wysokim poziomie.
LOT podwyższył dopłaty 25 kwietnia. Na rejsach atlantyckich wzrosły z 10 do 50 USD, a na rejsach europejskich z 15 do 19 - 24 USD oraz na rejsach krajowych z 5 do 10 - 12 USD.
1 maja opłaty na odcinku międzykontynentalnym z 88 do 108 euro zwiększył SAS. Natomiast w British Airways dopłaty zwiększyły się o 8 euro. Wysokość dopłat na odcinki europejskie pozostały bez zmian. Emilia Osewska-Mądry, dyrektor BA na Polskę wyjaśniła - Wysokość opłat paliwowych jest uzasadniona rachunkiem ekonomicznym.
Opłaty paliwowe pobierają też tani przewoźnicy, ale nie wszyscy. SkyEurope Airlines wprowadziły opłatę paliwową jeszcze w sierpniu 2004 roku. Wtedy wynosiła ona 3 euro, w 2005 roku 5 euro, natomiast teraz jest to już 9 euro. Eryk Kłopotowski, rzecznik SkyEurope poinformował - Na razie nie planujemy kolejnych podwyżek, jednak będziemy uważnie obserwować rynek i ceny paliw.
W 2005 roku Wizz Air pobierał 8 euro opłaty paliwowej. Obecnie wzrosła ona do 11 euro, niezależnie od trasy.
Jak na razie Norwegian i easyJet nie pobierają w ogóle opłat paliwowych. Podobnie postępował też polski przewoźnik niskokosztowy Centralwings. Jednak ma się to zmienić. Izabela Bogus, rzecznik Centralwings poinformowała - Opłatę paliwową zamierzamy wprowadzić na początku czerwca. Będzie to 19,50 zł, a w odniesieniu do biletów kupowanych za granicą 5 euro lub 4 funty.
Czarterowe linie Fischer Air Polska, które latają z polskimi turystami w rejon Morza Śródziemnego oraz na Dominikanę, wprowadziły 8 maja dopłatę paliwową w wysokości 65 zł od osoby. Dopłata dotyczy rezerwacji dokonanych po 8 maja. Osoby, które dokonały rezerwacji wcześniej, nie muszą dopłacać do biletu.
Z dopłatami paliwowymi może zetknąć się też klient biura podróży, kupujący wycieczkę z przelotem. Często bywa, że podana w reklamach cena nie obejmuje wszystkich obowiązkowych opłat.
Warto też wiedzieć, że informacja o dopłatach paliwowych dotyczy jednego odcinka podróży. Ludwik Ryng z warszawskiego biura Swiss wyjaśnia - Pobieramy 20 euro za odcinek na trasie europejskiej. Zatem na przykład na trasie Warszawa - Zurych - Warszawa opłata będzie wynosić 40 euro.
Informację o wysokości opłat paliwowych, pasażer może uzyskać podczas dokonywania rezerwacji biletu lotniczego. Dopłata paliwowa wyszczególniona jest na bilecie jako YQ.
Ryng wyjaśnia, dlaczego opłata paliwowa stanowi składnik opłat dodatkowych, a nie część ceny biletu. - Powód jest prosty, przy zmianie dopłat nie trzeba od nowa wprowadzać wszystkich taryf do systemów rezerwacyjnych, lecz wystarczy zmienić jedną opłatę dodatkową.
Osewska-Mądry dodaje - Lepiej jest przedstawić klientom jasny obraz kosztów związanych z przelotem, poprzez wyszczególnienie taryfy lotniczej oraz wszystkich podatków i opłat dodatkowych, w tym paliwowej. Niewłączanie opłaty paliwowej do ceny biletu pozwoli obniżyć ją, gdy spadną ceny ropy.
Jednak Paweł Cybulak, redaktor naczelny portalu dla pasażerów samolotów Pasazer.com jest innego zdania - Cena przelotu powinna być podawana w ostatecznej wysokości i zawierać wszystkie składniki podróży. Klient kupujący bilet i tak musi za wszystko zapłacić, podanie więc jednej ceny byłoby przejrzyste i uczciwe.

Zobacz całość »



::: 2006-06-06 :::


Szlak fortyfikacyjny na wyspie Wolin

Zobacz całość »
Świnoujska twierdza to nie tylko forty, ale również zestaw umocnień i baterii położonych wzdłuż rzeki Świny.
Czterokilometrowy szlak rozpoczyna się na wyspie Wolin przy Forcie Gerharda. Najstarszym fragmentem fortecy, jest blok koszarowo-bojowy, z którego załoga ostrzeliwała przedpole fortu. Do dziś zachowały się barbety, pomieszczenia magazynów amunicji i główny budynek koszarowo-bojowy. Ok. 600 m od fortu znajdują się żelbetonowe bunkry baterii nadbrzeżnej z I wojny światowej, zwane Baterią Plażową (Strandbatterie), które służyły kiedyś dowódcom baterii, operatorom wizjerów optycznych (obliczali odległość do okrętów wroga) oraz telefonistom.
Kolejnym punkt zwiedzania stanowi zaporowa bateria przeciwlotnicza Oststrand, która służyła do obrony przeciwlotniczej oraz do zwalczania celów nawodnych. Jej punktem centralnym był zespół odkrytych działobitni dla dział 105 mm. Baterię tą, obsługiwało 100 żołnierzy. Z Oststrand szlak wiedzie wzdłuż leśnej drogi i nasypu po dawnej kolei wąskotorowej, do kompleksu baterii nadbrzeżnej Forst (Las). Znajdują się tu trzy bunkry, których ściany zewnętrzne mają grubość 1 - 2 m. Forst stanowi unikat, ponieważ po I wojnie światowej został rozbrojony i nie podlegał od tego czasu żadnym przeróbkom i udoskonaleniom. Następna pozycja na trasie, różni się od dotychczas omówionych, gdyż jest to 11 Batalionowy Rejon Umocniony Ludowego Wojska Polskiego. Zespół powojennych małych bunkrów dla broni maszynowej, miał bronić wybrzeża przed ewentualnym desantem sił NATO.
Trasę kończy, bunkier kierowania ogniem nadbrzeżnej baterii Göben, który początkowo przypominał wyglądem ogromny, betonowy dzwon z pancerną kopułą. Obserwowano stąd cele na morzu i korygowano ogień baterii. Bunkier, który nigdy nie został ukończony, od 1941 roku pełnił rolę pomocniczego punktu obserwacyjnego. Po wojnie wykorzystywała go polska marynarka, jednak od lat 60. popadał w ruinę. Obecnie budynek służy jako wieża obserwacyjna Lasów Państwowych.

Zobacz całość »



Jeżeli ktoś sam zrezygnował z wycieczki, to nie powinien liczyć na zwrot kosztów imprezy

Zobacz całość »
Tak mówią wyraźnie przepisy unijne. Jednak turyści nie zawsze znają prawo i domagają się od touroperatorów zwrotu kosztów imprezy nawet w przypadkach, gdy zrezygnowali z wycieczki na własną prośbę.
Tak m.in. było z wczoraj opisywaną na łamach TUR-INFO.PL imprezą (150 turystów zamiast do Maroka, pojechało do hotelu Okęcie..)
Ze 150 osób, które czekały na wylot do Maroka 3 nie zdecydowały się lecieć naprawionym samolotem. Na łamach Gazety Wyborczej powiedzieli, iż bali się wsiąść do "tego grata". - Jeśli na godzinę przed planowanym odlotem odkrywana jest tak poważna usterka, przechodzi ochota na podróż - argumentował Jan Truniarz z Krakowa.
Przewoźnik zapowiedział, iż nie zwróci turystom kosztów imprezy (3 tys. zł/osobę).
- Przepisy unijne wyraźnie mówią, że osoby, które dobrowolnie zrezygnowały z rejsu, nie mają prawa skorzystać z uprawnień do reklamacji. Mogą dochodzić swoich praw w sądzie - wyjaśniała sytuację na łamach Gazety Marzena Budzińska z Fischer Air Polska. - Ci, którzy polecieli do Maroka, mogą złożyć reklamację po powrocie z wycieczki. Fischer Air Polska zapewnia, że odda im pieniądze za stracony dzień na lotnisku. - dodała.
Podróżni spędzili na Okęciu cały dzień. Dopiero przed godz. 22 przewieziono ich autokarem do hotelu Okęcie. Do Maroka odlecieli po naprawie samolotu, następnego dnia, o 5 rano.

Zobacz całość »



Touroperator zapłaci zadośćuczynienie za brak wycieczki fakultatywnej!

Zobacz całość »
Sąd apelacyjny orzekł, iż biuro turystyczne musi zorganizować zapowiadaną wcześniej imprezę fakultatywną. I to klient może decydować, czy się na nią wybierze, czy też nie. Turysta, któremu touroperator nie zapewnił możliwości wykupienia obiecanej w ofercie wycieczki, dostanie od biura 500 zł zadośćuczynienia za szkodę o charakterze niemajątkowym - podała Rzeczpospolita.
Sprawa dotyczyła wycieczki pobytowo-krajoznawczej do Egiptu, którą Stanisław Ł. wykupił w jednym z warszawskich biur turystycznych. Impreza pt. Tutanchamon była nietanią wycieczką z zabawą sylwestrową. Turysta zapłacił za nią 3,4 tys. zł.
Przy zawieraniu umowy turysta otrzymał program, zgodnie z którym była możliwość dokupienia wycieczek fakultatywnych: w piątym dniu pobytu - do świątyni Abu Simbel, a dziewiątego dnia - do Aleksandrii. Jedynym warunkiem zakupy było wcześniejsze zgłoszenie zamiaru rezydentowi i dodatkowa zapłata.
Już w Egipcie okazało się, że pomimo zgłoszenia się kilku osób wycieczki fakultatywne nie zostały zorganizowane.
Pan Stanisław Ł. zgłosił więc sprawę do sądu, bo możliwość uczestniczenia w dodatkowych wycieczkach była dla niego kluczowym elementem oferty.
Sąd pierwszej instancji
Sąd pierwszej instancji nie zgodził się z turystą i odmówił Stanisławowi Ł. zapłaty jakiegokolwiek odszkodowania. Przychylił się do argumentacji touroperatora, iż wycieczka fakultatywna, za "Słownikiem języka polskiego", oznacza imprezę nieobowiązkową, za którą turysta nie zapłacił ani w Polsce, ani na miejscu. Zdaniem sądu Stanisław Ł nie poniósł z powodu straty żadnych dodatkowych kosztów, więc nie poniósł żadnej szkody. Finalnie nie było więc niezbędnej przesłanki odpowiedzialności odszkodowawczej organizatora imprezy turystycznej. Na korzyść turysty nie świadczył również fakt, iż wycieczka była droższa o kilkaset złotych od oferowanych w innych biurach. Sąd przychylił się tutaj do argumentacji touroperatora, czyli zgodził się z faktem, iż wyższa cena mogła wynikać z innych czynników, choćby tego, że impreza obejmowała zabawę sylwestrową.
- Sąd I instancji pominął fakt, że możliwość uczestniczenia w dodatkowych wycieczkach była kluczowym elementem oferty. Bez nich zapewne powód by z niej nie skorzystał - argumentował w apelacji pełnomocnik Stanisława Ł., adwokat Marek Łopuszański. - Biuro nie wywiązało się należycie ze swego zobowiązania, choć usługami turystycznymi zajmuje się profesjonalnie.-
Utracona przyjemność kosztuje - dodał adwokat.
Turysta odwołał się od wyroku.
Sąd apelacyjny
Inaczej sprawę rozsądził sąd apelacyjny, który uznał zasadność apelacji. - Fakultatywność oznacza nieobowiązkowość, ale tutaj tylko w stosunku do klienta: on może, ale nie musi skorzystać z takiej wycieczki. Biuro turystyczne musi jednak mu ją zaoferować - podał w uzasadnieniu.
W ofercie i ogólnych warunkach udziału w imprezach tego touroperatora nie było zastrzeżenia, iż wycieczki fakultatywne nie odbędą się w przypadku zbyt małej liczby chętnych. Zgodnie zaś z art. 12 ust. 1 ustawy o usługach turystycznych organizator turystyki (lub pośrednik, który sprzedaje wycieczkę) obowiązany jest dokładnie opisać w materiałach informacyjnych warunki imprezy.
Sąd apelacyjny wprawdzie zgodził się z orzeczeniem sądu I instancji w tym, iż nie wystąpiła szkoda w rozumieniu uszczerbku w majątku.
Przychylił się jednak również do argumentacji turysty. Zgodził się z faktem, iż Stanisław Ł. poniósł szkodę o charakterze niemajątkowym, gdyż zostało naruszone jego dobro osobiste - prawo do czerpania pełnej satysfakcji z zakupionej imprezy turystycznej. Turystę pozbawiono możliwości odwiedzenia miejsc, na których mu bardzo zależało. A to doprowadziło do głębokiego niezadowolenia i utraty przyjemności z całej odbytej podróży.
Sąd apelacyjny uznał, że 500 zł plus odsetki od dnia wytoczenia pozwu będą wystarczającym zadośćuczynieniem dla turysty (sygn. VCA 2387/05).
Wyrok jest ostateczny.
O czym powinni pamiętać touroperatorzy, by ustrzec się przed podobnymi sprawami?
Przede wszystkim o zgodności imprezy z ofertą, gdyż organizator turystyki odpowiada za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy o świadczenie usług turystycznych (art. 11a ustawy o usługach turystycznych), chyba że są one spowodowane wyłącznie:
  • działaniem lub zaniechaniem klienta,

  • działaniem lub zaniechaniem osób trzecich, jeżeli tych działań lub zaniechań nie można było przewidzieć ani uniknąć,

  • siłą wyższą.

Touroperator powinien wiedzieć również, iż odpowiada za niezrealizowane punkty programu, które zapowiedziane były w folderze reklamującym wyjazd lub w umowie. W przypadku gdy w umowie nie ma dokładnego opisu oferty, to sprawa rozstrzygana jest na podstawie treści folderu reklamowego lub katalogu.
Biuro nie może więc tłumaczyć niezrealizowania fragmentu imprezy faktem, iż np. grupa chętnych była za mała, chyba, że przez zakupem wycieczki biuro zgłosiło takie zastrzeżenie klientom dokładnie i zrozumiale, nie wprowadzając turysty w błąd.
O czym powinien pamiętać turysta, który znajdzie się w podobnej sytuacji jak Stanisław Ł.?
Przede wszystkim o tym, iż ewentualną reklamację powinien zgłosić jak najszybciej - najlepiej od razu. Reklamacje składa się pilotowi wycieczki, który ma obowiązek ją przyjąć i potwierdzić.

Zobacz całość »



Nowa funkcjonalność i wygląd TravelOne.pl

Zobacz całość »
Portale Grupy TravelOne.pl zyskały całkowicie nowy wygląd. Postawiono na indywidualizm, a nowe strony wyróżniają się zdecydowanie na tle konkurencji. To pierwsza z poważnych zmian zapowiadanych na najbliższe tygodnie przez TravelOne.
Nowoczesność, funkcjonalność, estetyka - to cechy, którymi powinien wyróżniać się wiodący portal turystyczny. Grupa Portali TravelOne.pl postanowiła pójść krok dalej i przygotowała nowy, odważny design w dynamicznej, wakacyjnej kolorystyce lazurowego morza, soczystej zieleni i bezchmurnego nieba. Kombinacja tych trzech kolorów ma się stać znakiem rozpoznawczym marki TravelOne.pl, odróżniającym portale tej grupy od innych serwisów turystycznych. Zmieniły się także barwy logo firmy. Chcąc uzyskać obiektywną ocenę, przeprowadziliśmy sondę wśród obcokrajowców, prosząc ich o wyrażenie opinii porównawczej na temat kilku polskich portali turystycznych - mówi Łukasz Mrzygłód, dyrektor generalny TravelOne.pl. Zaskoczyło nas, że osoby nieznające języka polskiego miały problemy z rozróżnieniem poszczególnych serwisów - dodaje. Dlatego właśnie postawiono na indywidualizm, a nowe strony zdecydowanie wyróżniają się kolorystycznie i graficznie na tle konkurencji. Nowy projekt powstał we współpracy z krakowskim studiem grafiki kcpr.pl.
Zmianie uległa nie tylko kolorystyka i architektura graficzna strony, ale też funkcjonalność. Ulepszona została wyszukiwarka ofert turystycznych, wybór wszystkich kryteriów odbywa się teraz przy pomocy rozwijanych list. Dzięki temu znalezienie odpowiedniej oferty wczasów jest jeszcze szybsze, wyniki są dokładniejsze i czytelniej zaprezentowane, w prosty sposób można też porównać ze sobą wiele ofert. Wyszukiwanie jest naszym oczkiem w głowie i poświęcamy dużo środków na ciągłe ulepszanie tej technologii - tłumaczy Mrzygłód. Klienci docenią na pewno łatwość przeszukiwania bogatej zawartości portali - we współpracy z 72 polskimi biurami podróży Grupa TravelOne.pl na sezon letni przygotowała ponad 87 000 ofert wczasów i wycieczek do 37 państw.
Proces rezerwacji wczasów został skrócony do jednego kroku, polegającego na wypełnieniu zaprojektowanego na nowo formularza. Dzięki temu wybór wszystkich opcji zakupu odbywa się na jednej stronie, co znacznie skraca i ułatwia dokonanie transakcji. Już po kilku dniach od wprowadzenia tego rozwiązania widać wzrost rezerwacji dokonywanych drogą elektroniczną, których dodatkową zaletą jest to, że mogą być dokonywane przez 7 dni w tygodniu i 24 godziny na dobę - mówi Magdalena Mendel, kierownik rozwoju sprzedaży TravelOne.
Oprócz zmian na stronach, ewoluuje także Centrum Rezerwacji - zespół call center został dwukrotnie zwiększony i wyposażony w nowe technologie telefonicznej obsługi klienta. Na nadchodzące tygodnie firma zapowiada kilka atrakcyjnych nowości, nie zdradza jednak szczegółów. Ponieważ w ciągu ostatnich miesięcy TravelOne.pl zaskakiwało nowatorskimi pomysłami, takimi jak portal narciarski www.SkiOne.pl, czy też portal dla młodych www.Travelka.pl, lato 2006 zapowiada się bardzo interesująco.

Zobacz całość »



Polska na "Dniach Podróży" w Sztokholmie!

Zobacz całość »
W maju pod hasłem Resedagarna - Dni Podróży, w centrum Sztokholmu Kungsträdgården - Królewski Ogród odbyła się po raz pierwszy wielka plenerowa impreza promocyjna.
Władze Sztokholmu zaprosiły do współpracy związek zagranicznych biur promocji turystycznej ANTOR, do którego od kilku lat należy również Polska.
Podczas Dni Podróży swoją ofertę prezentowały wszystkim kraje zrzeszone w Antorze oraz szwedzkie biura podróży, oferujące wyjazdy za granicę.
Polskie stoisko znajdowało się w centralnym miejscu wszystkich ekspozycji. Obok Polski swoja ofertę prezentowały wielcy potentaci turystyczni na rynkach skandynawskich jak Grecja i Tajlandia!
Polski Ośrodek Informacji w Sztokholmie udzielał szczegółowych informacji i rozdawał zainteresowanym broszury o Polsce. Oprócz tego przygotował konkursy wiedzy o Polsce z atrakcyjnymi upominkami dla zwycięzców oraz zorganizował spotkania informacyjne z polskimi biurami podróży.
Dzięki redakcji TTG Polska wśród gości rozdawany był egzemplarz gazety wraz z obrazową mapą turystyczną Polski.
Królewski Ogród odwiedziło około 50 tysięcy osób zarówno Szwedów jak i turystów zagranicznych, odwiedzających stolicę Szwecji.

Zobacz całość »



Norwegia: 40 sekund od wielkiej katastrofy lotniczej!

Zobacz całość »
Tylko około 40 sekund dzieliło dwa samoloty od zderzenia się nad Bergen w Norwegii.
W poniedziałek, 5 czerwca, po godzinie 13.00, czasu lokalnego, Boeing 737 linii lotniczych SAS z 115 osobami na pokładzie wystartował do krajowego lotu z Bergen do Trondheim. Jednak, gdy maszyna nabierała wysokości, znalazła się na kolizyjnym kursie z dwusilnikowym, niewielkim samolotem.
Naziemny ośrodek kontroli ruchu lotniczego nie poinformował kapitana pasażerskiego Boeinga o zbliżaniu się innej maszyny. Na szczęście w samolocie zadziałał automatyczny system ostrzegania, który nakazał pilotowi wykonanie gwałtownego manewru awaryjnego w celu uniknięcia zderzenia. Jeden z pasażerów Boeinga przyznał, że gwałtowne nurkowanie maszyny wywołało panikę wśród pasażerów. Kapitan przez głośnik poinformował o przyczynach manewru, uspokajając w ten sposób ludzi. Dzięki zapiętym jeszcze od startu pasom, nikt na pokładzie samolotu nie odniósł obrażeń. Dlatego też pilot postanowił nie wracać na lotnisko w Bergen i kontynuować lot.
Przyczyną niebezpiecznej sytuacji był najprawdopodobniej błąd popełniony przez kontrolera lotów na wieży lotniska w Bergen. Kontroler nie zareagował na pojawienie się na linii startu maszyny SAS, drugiego samolotu, który wykonywał tam lotnicze fotografie.
Podobne wydarzenie miało miejsce w Norwegii w styczniu bieżącego roku. Wtedy też w ostatniej chwili udało się uniknąć zderzenia Airbusa SAS z 255 pasażerami i holenderskiego Fokkera z 80 osobami na pokładzie.
Zaistniałe sytuacje potwierdzają opinię o coraz groźniejszych zakłóceniach ruchu lotniczego w Norwegii z powodu nie najlepiej wyszkolonego i zbyt szczupłego norweskiego personelu kontroli naziemnej.

Zobacz całość »



Belgijscy dziennikarze zwiedzali Tarnów!

Zobacz całość »
W niedziele, 4 czerwca kilku dziennikarzy z Belgii w towarzystwie pracownika POT w Brukseli zwiedzało najatrakcyjniejsze obiekty turystyczne Tarnowa.
Belgijscy goście obejrzeli między innymi stałą wystawę o historii i tradycji kultury romskiej w tarnowskim Muzeum Etnograficznym, drewniany kościółek - sanktuarium "na Burku" oraz monumentalne pomniki nagrobne rodów: Tarnowskich i Ostrogskich w Bazylice Katedralnej.
Z ruin Zamku Tarnowskich na Górze Św. Marcina dziennikarze oglądali Panoramę Tarnowa i okolic, a widok Starego Miasta podziwiali z wieży tarnowskiego ratusza, w którym zapoznali się też z najstarszym działającym mechanizmem zegarowym w Polsce.
Jednak największe wrażenie na gościach zrobiła restauracja cygańska "Ke - Moro" z muzyką "na żywo", w której zaserwowano im wyśmienite dania kuchni cygańskiej.
Study press po Małopolsce zorganizowała Małopolska Organizacja Turystyczna wraz z Urzędem Marszałkowskim Województwa Małopolskiego oraz ośrodkiem POT w Brukseli. Natomiast pobyt w Tarnowie zapewniło Tarnowskie Centrum Informacji wraz z Muzeum Okręgowym w Tarnowie, hotelem Cristal Park i Restauracją "Ke - Moro".

Zobacz całość »



Ruszyło drugie pole golfowe w okolicach Warszawy!

Zobacz całość »
Od maja w Modlinie, działa pole golfowe zapraszające szczególnie osoby, które mają dużo wolnego czasu, trochę pieniędzy oraz lubią spacerować!
Do tej pory, w okolicach Warszawy działało wyłącznie pole golfowe w Rajszewie. W maju dołączyło do niego drugie, z tańszą ofertą. - Nie chcemy być konkurencją, tylko spopularyzować golfa wśród młodszych. Sprawić, by stał się rodzinną rozrywką - poinformował Wojciech Słupeczański, właściciel pola. "Lisia Polana" znajduje się między Zakroczymem a Pomiechówkiem. Jednorazowe wejście koszt 160 zł, a karnet na cały rok - 4,5 tys. zł (juniorzy do lat 17 - 750 zł). Innowację stanowią tanie treningi indywidualne (wynajęcie trenera wynosi 75 zł za godz.).
- Dlaczego golf ma być droższy np. od nart? - pytał właściciel "Lisiej Polany" . - Chcemy zmienić tę tendencję. Na miejscu jest też hotel oraz tzw. driving range, czyli miejsce, gdzie można trenować strzały.
Obecnie golf jest popularnym sportem wyższych sfer. Jest modny przede wszystkim wśród biznesmenów oraz prezesów firm. Aby dojść do dobrej formy, potrzeba sporo czasu i pieniędzy, zatem nic dziwnego, że stanowi on najlepiej opłacaną dyscyplinę sportu na świecie.

Zobacz całość »



Jedna spółka zamiast trzynastu na Lubelszczyźnie!

Zobacz całość »
Wojewoda lubelski chce połączyć wszystkie regionalne PKS. Fuzja ma uratować je przed upadłością.
Obecnie na Lubelszczyźnie pod nadzorem wojewody działa 13 państwowych PKS i jeden prywatny, w Chełmie. Prowadzi go spółka pracownicza.
Jacek Semczuk, pełnomocnik wojewody do spraw połączenia komunikacji autobusowej poinformował, że wszystkie PKS oprócz tego w Białej Podlaskiej, przynoszą straty. Dodatkowo z każdym kwartałem są coraz większe.
W 2004 roku wszystkie lubelskie PKS przyniosły łącznie 3,8 mln zł strat, w 2005 roku strata wyniosła już około 7 mln zł, a w pierwszym kwartale bieżącego roku aż 2,2 mln zł. Najgorsza sytuacja jest w Opolu Lubelskim, którego PKS znajduje się w upadłości. Natomiast w ośmiu przedsiębiorstwach (Lublin, Zamość, Krasnystaw, Radzyń Podlaski, Włodawa, Opole Lubelskie, Kraśnik i Tomaszów Lubelski) działają zarządy komisaryczne.
Jan Fila, zarządca komisaryczny PKS w Tomaszowie Lubelskim wyjaśnił - Straty generują głównie koszty osobowe i ceny paliw, a także konkurencja ze strony prywatnych przewoźników.
Wojewoda uważa, że konsolidacja, która ma nastąpić 1 września 2006 roku, doprowadzi do powstania jednej, silnej firmy, która obniży koszty działalności, zwiększy przychody oraz zdolność inwestycyjną. Jednocześnie nowa firma wyeliminuje konkurencję wewnętrzną poprzez powstanie wspólnego, międzymiastowego rozkładu jazdy oraz zwiększy atrakcyjność dla potencjalnych inwestorów. Pozwoli też na tańsze kupowanie paliwa.
Jacek Semczuk tłumaczy - Wydatki na paliwo stanowią 30% kosztów przedsiębiorstwa. Obecnie każdy PKS kupuje je oddzielnie, a rozbieżności między cenami sięgają nawet 130 zł za tonę.
Jeszcze nie wiadomo, w jaki sposób będą łączone spółki. Projekt przyszłego przedsiębiorstwa nosi roboczą nazwę "PKS Wschód". Przewiduje on stworzenie 13 oddziałów i 4 serwisów dla pojazdów. Do nowej firmy mają też zostać wcielone dwa PKS transportowe z Krasnegostawu i Białej Podlaskiej.
Jednak konsolidacja oznacza też zwolnienia, przede wszystkim w administracji i działach serwisowych. Jacek Semczuk przyznał, że dyrektorzy oraz zarządcy przedsiębiorstw dostali polecenie, aby przy współpracy organizacji związkowych przygotować listy stanowisk, które mogą zostać zredukowane.
Krzysztof Pawlos z lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego wyjaśnił, że na razie skarb państwa nie szuka inwestora dla nowo powstającej firmy. Pawlos tłumaczy - Obecnie jedyną drogą jest skomercjalizowanie przedsiębiorstwa do 30 czerwca 2007 roku. Inwestora będziemy szukać później

Zobacz całość »



IV Dni Zakopanego

Zobacz całość »
W dniach 31maja - 5 czerwca odbywały się już po raz czwarty dni Zakopanego. Program imprezy był wyjątkowo ciekawy i przeznaczony do wszystkich odbiorców, składały się na niego imprezy rozrywkowe i kulturalne i sportowe, które odbywały się na Równinach Krupowych, kinie "Sokół", Tatrzańskim Ośrodku Swojszczyzny "Jutrzenka" i Teatrze Witkacego.
Obchody rozpoczęła promocja książki książki “Drogi do Niepodległości. Polska, Podhale, Zakopane 1945-1989" czyli zbiór materiałów wydany z okazji 25-lecia Solidarności. Otwarcie wystawy tkanin artystycznych Heleny Sułkowskiej odbyło się w czwartek, natomiast w piątek można było posłuchać wykładu Jerzego Roszkowskiego na temat zakopiańskich wodociągów. Dla miłośników sportu odbywały się zawody piłkarskie drużyn z Zakopanego, Węgier i Słowacji i Turniej Rodzinny, a dla najmłodszych zorganizowano biegi przełajowe. Wieczór uświetniony został występem Podhalańskiego Kwartetu Smyczkowego. Jak na podhale przystało nie mogło zabraknąć wspomnień o Janie Pawle II - otwarta została wystawa zdjęć i odprawiono uroczystą mszę świętą przy Papieskim Ołtarzu. W poniedziałek 5 czerwca odbyło się uroczyste zakończenie sezonu sportowego, natomiast na środę zaplanowano konferencję poświęconą historii wodociągów i kanalizacji w Zakopanem. Czwartek przewiduje atrakcje dla wielbicieli literatury - poświęcony będzie bowiem twórczości Hieronima Morsztyna. W piątek można będzie podziwiać wystawę rzeźby Czesława Jałowieckiego. Zakopiańskie muzea przygotowały również kilka wartych obejrzenia wystaw: Sztuka XX wieku w zbiorach Muzeum Tatrzańskiego, Wystawa historyczna, etnograficzna i nowa wystawa przyrodnicza “Przyroda Tatr" oraz prezentacja nowej kolekcji prac Stanisława Ignacego Witkiewicza

Zobacz całość »



Barsinghausen serdecznie wita gości z Polski

Zobacz całość »
Siedziba Dolno-Saksońskiego Związku Piłki Nożnej oraz szkoła sportowa sprawiają, że piłka nożna jest ważnym elementem życia mieszkańców Barsinghausen. Dzięki pobytowi polskiej reprezentacji podczas mundialu, 35 - tysięczne miasteczko znajduje się "w środku gry".
"W środku gry" to program kulturalno-rozrywkowy, którego zadaniem jest umilenie czasu w najbliższym miesiącu zarówno przybyszom z Polski, jak i mieszkańcom Barsinghausen. W mieście zaplanowano koncerty, wystawy, pikniki, a także naukowy wykład na temat perspektyw sąsiedztwa polsko - niemieckiego.
Jednak najważniejszy jest futbol. W Barsinghausen widać to w każdym miejscu. Większość sklepowych witryn przyozdobiona jest elementami piłkarskimi, wisi wiele polskich flag, a na deptaku w centrum miasta widnieje napis: "Serdecznie witamy naszych gości z Polski".
Natomiast Związek Pracownika-Samarytanina (ASB), odpowiednik polskiego Czerwonego Krzyża, przygotował dla polskich kibiców 500 miejsc noclegowych na komfortowo wyposażonym polu namiotowym. Nocleg kosztuje 15 euro ze śniadaniem. Jak na razie turystów odstrasza pogoda, gdyż w Barsinghausen jest zimno i pada deszcz.
Na czas trwania mundialu w pobliżu campingu ustawiono kilka dużych ekranów, na których będzie można oglądać wszystkie mecze. Kibicom serwowane będą polskie pierogi i piwo.
Zbiorowe oglądanie Mistrzostw Świata zaplanowano także w miejskim Centrum Kulturalnym. Jak na razie jest tam jeszcze cicho i spokojnie, a życie praktycznie zamiera późnym popołudniem.
Jednak największą atrakcją Barsinghausen jest czterogwiazdkowy Gilde Sporthotel, w którym zakwaterowana została polska drużyna. Obecnie cicha, ustronna, otoczona lasem okolica jest najpilniej strzeżonym miejscem w mieście. Już sto metrów przed hotelem ustawione są barierki uniemożliwiające dojazd samochodem. Natomiast przed wstępem nieupoważnionych osób ośrodek chroni barczysty ochroniarz.
Z dalszej odległości można jedynie dojrzeć autokar ekipy Pawła Janasa, który został specjalnie przygotowany przez organizatorów MŚ. Według ich pomysłu pomalowane w barwy narodowe pojazdy mają być "jeżdżącymi ambasadorami" finalistów mundialu.
Na każdym autokarze umieszczony został slogan reklamowy drużyny. Według niego polscy piłkarze mają być "waleczni i niebezpieczni". 70-osobowa polska ekipa ma do dyspozycji także samochody osobowe i busa.
W ośrodku, zajmującym powierzchnię 800 metrów kwadratowych, jest wszystko, co pozwala piłkarzom w odpowiedni sposób przygotować się do treningów i meczów. Natomiast czas wolny mogą spędzać między innymi grając w bilard, tenisa stołowego, oglądając polską telewizję lub buszując po internecie.
Piłkarze nie muszą pozostawać w ośrodku, ale wychodzą z niego sporadycznie. Monotonia jeszcze nie zdążyła wkraść się w ich codzienne życie w Barsinghausen. Dodatkowo wszyscy zawodnicy zgodnie twierdzą, że chcieliby tu zostać jak najdłużej.

Zobacz całość »



Mundial: Bilety z szarej strefy wciąż w sprzedaży!

Zobacz całość »
Oficjalnie wszystkie bilety na 64 mecze piłkarskich mistrzostw świata są już sprzedane. Jednak w internecie można jeszcze kupić wejściówki nawet na sam finał - za bardzo wysoką cenę.
Firmy RazorGator i PrimeSport rezydują w apartamencie 506 na czwartym piętrze biurowca przy Santa Monica Boulevard 11150 w Los Angeles. Obie firmy chwalą się, że są liderami na rynku w branży trudnych do zdobycia lub już wyprzedanych biletów na zawody sportowe i masowe imprezy.
Obecnie szczególnym przebojem w ofercie agencji bileterskiej jest towar, którego w Niemczech nie można zdobyć za żadne pieniądze, czyli bilety wstępu na prawie wszystkie mecze mistrzostw świata w piłce nożnej. W ofercie firm są nawet bilety na mecz otwarcia Niemcy - Kostaryka, który odbędzie się 9 czerwca w Monachium. Jednak w RazorGator kosztują one od 751 do 955 USD, czyli od trzech do dziewięciu razy drożej niż wynosiła ich cena pierwotna.
Za bilet na finał w Berlinie w tej chwili trzeba zapłacić 4728 USD. PrimeSport oferuje wejściówkę na finał i trzy noclegi w Kempinski Hotel Bristol za 10 499 USD.
Z przygotowanych około trzech milionów biletów na 64 mecze mistrzostw do wolnej sprzedaży przez internet trafiła jedna trzecia. Resztę FIFA i Komitet Organizacyjny rozdzieliły pomiędzy sponsorów, maklerów drogich miejsc w lożach oraz narodowe związki piłkarskie.
Firma RazorGator na swojej stronie internetowej zapewnia - Chociaż RazorGator nie jest oficjalnym sponsorem ani partnerem piłkarskich mistrzostw świata, wszystkie oferowane przez nas bilety są oficjalne i pochodzą z oficjalnych źródeł.
Firma podaje, że sprzedała już ponad 15 tysięcy biletów na mistrzostwa w Niemczech. Raczej nie mogła nabyć ich za pośrednictwem losowania w internecie. Część biletów musi pochodzić z innych źródeł - prawdopodobnie od 21 narodowych i międzynarodowych sponsorów FIFA oraz małych i najczęściej biednych związków piłkarskich, których przydziały odkupiła za wielokrotność ceny stosowanej przez FIFA.
Dowodem na funkcjonowanie szarego rynku jest pięciostronicowa oferta kontraktu, datowana na grudzień ubiegłego roku, jaką szef PrimeSports Douglas Knittle złożył związkowi piłki nożnej Paragwaju APF. Zaproponował w nim, żeby związek z puli otrzymanej od FIFA przekazał jego firmie po 2 tysiące biletów na mecze rundy wstępnej z Anglią i Szwecją. W zależności od meczu i kategorii PrimeSports proponował odkupienie ich za cenę od dwu do siedmiu razy wyższą od normalnej.
Dalsza odsprzedaż biletów jest dobrym interesem zarówno dla związków piłkarskich, ich działaczy, jak i handlarzy z szarego rynku. Mogą oni w tych interesach wykorzystać lukę w statucie FIFA. Federacja, chcąc uniknąć czarnego rynku biletami, zarządziła, aby na każdym bilecie znalazło się nazwisko właściciela, natomiast bilety przeznaczone dla związków piłkarskich opatrzone są tylko numerem. Natomiast związki musiały do 15 maja przesłać FIFA listę z nazwiskami, datami urodzenia i numerami paszportów osób korzystających z biletów.
Jednak dla handlarzy z szarego rynku nie stanowiło to żadnego problemu. Przez upływem terminu zgłoszeń przekazali żądane dane swoim partnerom handlowym, a oni skierowali je do organizatorów.
Andreas Herren, rzecznik FIFA zapewnił, że Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej nic nie wie o takich machlojkach.
FIFA formalnie zabezpieczyła się przed interesami na szarym rynku. Herren oświadczył - Nie zezwala się krajowym związkom piłkarskim sprzedawać po zawyżonej cenie biletów z przysługującej im puli.
Związki, które chcą przekazać swoje bilety agencjom, mogą do ceny biletu doliczyć najwyżej dziesięć procent kosztów manipulacyjnych. Tej zasadzie muszą się podporządkować maklerzy i biura turystyczne, podpisując odpowiednie oświadczenie.
Jednak w rzeczywistości Międzynarodowa Federacja również związana jest z nielegalną sprzedażą biletów. Wiceprzewodniczący FIFA Jack Warner pełni jednocześnie funkcję prezesa Związku Piłki Nożnej Trynidadu i Tobago. Z 10 800 biletów, jakie otrzymał jego związek, Warner sprzedaje 1774 za pomocą należącego do niego i jego rodziny biura podróży Simpaul Travel Service.
Kibice z Trynidadu za 4 tysiące euro mogą wykupić w Simpaul bilety na trzy mecze swojej drużyny w rundzie wstępnej wraz z 12 noclegami w pokoju wieloosobowym, torbą podróżną i T-shirtem oraz narodową flagą. Dodatkowo proponuje im się od razu pożyczkę w First Citizens Bank.
Organizatorzy mistrzostw świata mogliby zlikwidować szary rynek handlu biletami. Komitet Organizacyjny zna dokładnie numery wszystkich biletów przekazanych poszczególnym związkom. Jeżeli dowiedziałby się o podejrzanych interesach między związkami, a handlarzami, mógłby zablokować te bilety.
Jednak uderzyłoby to przede wszystkim w klientów internetowych handlarzy, których nie zostaliby wpuszczeni na stadion, pomimo że zapłacili kilkaset euro za bilety.

Zobacz całość »



Zlikwidować korki, rozbudować i zadbać o lotnisko!

Zobacz całość »
Tak wygląda lista działań, które w Krakowie należałoby szybko przeprowadzić. Nie jest to jednak lista zamknięta, gdyż Gazeta Wyborcza przeprowadzająca ankietę przedłużyła akcję, by umozliwić oddanie głosów większej ilośći Krakowian.
Zainteresowanie listą najpilniejszych spraw dla Krakowa, ciągle rośnie, zatem ankieta na łamach gazety, zostaje przedłużona do czwartku w przyszłym tygodniu. Szczegółowe informacje można zasięgnąć na stronie internetowej (www.gazeta.pl/krakow). Sondaż ma za zadanie przypomnieć rządzącym miastem, jak wiele jest do zrobienia, oraz zakomunikować o szczególnie pilnych sprawach dla jego mieszkańców.
Balice i tanie linie to zasadniczy temat w mieście, gdyż coraz więcej Małopolan podróżuje samolotami. - Marszałkowie innych województw pytają mnie często, jak to robicie, że macie taki wzrost w Balicach - oświadczył marszałek małopolski, Janusz Sepioł, który uczestniczył w konferencji zainicjowanej przez jednego z największych entuzjastów taniego latania w regionie radnego sejmiku - Kazimierza Czekaja. Na jego zaproszenie w Krakowskim Starostwie Powiatowym spotkali się przedstawiciele Ryanaira, SkyEurope i Centralwings.
Juliusz Komorek z Ryanaira poinformował podczas piątkowego spotkania - Mamy dziś 15 baz w Europie, latamy na 117 lotnisk. Nie, przepraszaszam... mamy 16 baz i kilka więcej lotnisk. Właśnie otworzyliśmy kolejną bazę, wszystko zmienia się tak szybko. Niestety, wciąż nie mamy bazy w Krakowie. Nasz rozwój w tym mieście jest spowolniony o dwa lata. Już dziś mogliśmy przewozić stąd dwa miliony pasażerów, czyli tyle, ile przewija się teraz przez całe lotnisko. Czemu się nie udaje? Bo Balice to wciąż drogie lotnisko, bo terminal jest za ciasny, bo wokół lotniska brakuje hoteli, sal kongresowych. Jeśli to się zmieni, Ryanair otworzy bazę w Krakowie. Postawimy trzy-cztery samoloty i uruchomimy 30-40 nowych tras - Natomiast Eryk Kłopotowski ze SkyEurope oświadczył - My bazę już mamy, a w niej w lecie będą stacjonować cztery najnowsze wygodne boeingi 737-700 Next Generation. Polecą na 16 europejskich lotnisk. Bezpośrednio dajemy pracę stu osobom. Jest ciasno, ale nie ma co narzekać. Nasze plany? Wzrost, wzrost, wzrost! Mogę powiedzieć, że jesteśmy krakowską linią - Przedstawiciel Centralwings, taniej linii LOT, zwróciłuwagę, że warto pomyśleć m.in. o bezpośrednich połączeniach lotniska z niektórymi miastami w województwie.
Co na to władze lotniska? Kamil Kamiński, prezes MPL Balice, robi wszystko, aby w małym terminalu zmieścić nowych podróżnych. Chciałby część z nich przenieść do tymczasowego terminalu krajowego (jeden z budynków technicznych). Innego zadania jest Juliusz Komorek, który sądzi, że lepiej ten budynek zaadaptować dla tanich linii. Ponadto nadal nie ma obiecywanej od lat kolejki do Balic z centrum miasta!

Zobacz całość »



Potrzeba 2 miliardów euro na remont polskiej kolei!

Zobacz całość »
Średni wiek polskich pociągów szacuje się na 25 lat. Może być jeszcze gorzej, gdyż brakuje pieniędzy na wymianę taboru.
W starych pociągach gromadzi się już trudny do wyczyszczenia brud. Dodatkowo mają one marną izolację cieplną i akustyczną. Efektem są hałaśliwe i brudne składy, które odstraszają od podróży.
Jednak na renowacje taboru brakuje pieniędzy. 400 mln euro, które Polska otrzymała z Unii Europejskiej na modernizację i wymianę wagonów w latach 2007-13 to zdecydowanie za mało. Na wykonanie wszystkich koniecznych remontów potrzeba aż 2 mld euro.
Najmłodszy z pociągów regionalnych ma aż 17 lat. Aż 40% taboru wymaga w najbliższych latach wymiany albo modernizacji. Kolejarze zamówili jedynie 11 nowych składów.
Pieniędzy jest za mało nawet na odnawianie wagonów. PKP zleciły unowocześnienie 81, ale jest to wciąż zbyt mało.
Dodatkowo, nawet jeśli pieniądze na modernizację składów są, to czasem nie można ich wykorzystać. Przykładem są pociągi należące do Kolei Mazowieckich, spółki założonej przez samorząd województwa mazowieckiego i PKP. Samorząd przyznał spółce w zeszłym roku 23 mln złotych na unowocześnienie pociągów. Jednak pieniądze do tej pory leżą w kasie. PKP mimo, że ma 49% udziałów w Kolejach Mazowieckich, nie wniosło do spółki taboru, tylko go jej dzierżawi. Natomiast samorząd wojewódzki nie może wydać pieniędzy na jego modernizację, bo nie ma może inwestować w coś, co do niego nie należy.
Niestety ze zniszczonym taborem nie uda się kolei zatrzymać pasażerów, którzy coraz częściej wybierają podróże samochodami i samolotami.

Zobacz całość »



::: 2006-06-07 :::


Turysta kupując wycieczkę ma określone prawa

Zobacz całość »
Z roku na rok coraz więcej Polaków decyduje się na wyjazdy organizowane przez biura podróży. Nie wszystkie biura jednak stawiają na wysoką jakość swych usług. Jak turysta może ustrzec się przed nieuczciwymi pośrednikami? Przede wszystkim powinien znać swoje prawa.
Prawa te reguluje ustawa o usługach turystycznych z 1 lipca 1998 roku, która szczegółowo określa działanie systemu ochrony przed nieuczciwymi biurami podróży. Ustawa została opracowana zgodnie z wymogami Unii Europejskiej. Zawiera ona wszystkie regulacje i przepisy, które turysta powinien znać wybierając się na zorganizowaną imprezę turystyczną. Każde biuro turystyczne powinno znaleźć się w rejestrze organizatorów turystyki i pośredników turystycznych sporządzonym przez Ministerstwo Gospodarki. Tam też z zawarte są informacje o tym czy firma posiada gwarancję bankową lub ubezpieczeniową. Jest to ważne w wypadku kiedy zachodzi konieczność zwrotu wpłaty dokonanej przez klienta biura, czy też stanowi swego rodzaju gwarancję, że kiedy warunki umowy nie zostaną spełnione firma przetransportuje swoich klientów z powrotem do kraju. Istotny jest zapis, który mówi, że przez dwadzieścia dni przed wyjazdem jego cena nie może ulec zmianie.
Aby uzyskać konieczne informacje wystarczy zwrócić się z pisemną bądź telefoniczną prośbą o podanie konkretnych informacji na temat organizatora wyjazdu. Turysta ma również prawo zwrócić się do organizatora o pisemne potwierdzenie posiadania przez firmę umowy ubezpieczeniowej w momencie wpłacania całej należności bądź zaliczki przekraczającej jednej dziesiątej ceny. Zanim umowa zostanie zawarta pośrednik musi poinformować klienta w dziedzinie prawa paszportowego, przepisów sanitarnych oraz wizowych i przeciwwskazaniach zdrowotnych, które mogą przeszkodzić w odbyciu podróży. Organizator ma również obowiązek poinformować turystęo ewentualności sporządzenia umowy ubezpieczenia od kosztów rezygnacji z udziału w imprezie turystycznej. Ważne jest aby biuro poinformowało o ewentualnych zagrożeniach na jakie mogą być narażeni turyści podczas wyjazdu. Biuro podróży musi zawrzeć na rzecz swoich klientów umów ubezpieczeniowych NNW i kosztów ewentualnego leczenia. Pośrednik jest również zobowiązany przed wyjazdem podać klientom wszystkie dane kontaktowe firmy.
Jeśli chodzi o wyjazdy dla dzieci przedstawiciel biura musi umożliwić rodzicom bezpośredni kontakt z dzieckiem oraz opiekunem. Zawierając umowę z biurem podróży turysta powinien zwrócić uwagę na to, czy zawiera ona dane organizatora, numer wpisu do rejestru, dane przedstawiciela firmy miejsce pobytu i trasę wyjazdu, dokładny czas trwania wyjazdu oraz program imprezy, również terminy i jakość usług za które płacimy, powinna się tam znaleźć również szczegółowa informacja na temat środka transportu, dokładne daty i godziny wyjazdu i powrotu, określony powinien zostać standard hotelu, opis wyposażenia, które nie zawierają się w jego kategorii, ilość oraz rodzaj oferowanych posiłków, szczegółowy program imprezy, informacja o usługach wliczonych w cenę wyjazdu. Ważne jest również aby w umowie znalazły się informacje o okolicznościach w jakich cena wyjazdu może ulec zmianie, powinny zostać wyszczególnione wszelkie dodatkowe należności, które nie zawierają się w cenie wyjazdu, sposób zapłaty za imprezę, zakres ubezpieczenia obejmującego turystę, oraz to w jaki sposób składa się ewentualne reklamacje.
W momencie kiedy umowa z różnych przyczyn musi zostać zmieniona przed wyjazdem firma musi o tym poinformować klienta, który ze swej strony może albo przyjąć umowę w nowym brzmieniu lub też odstąpić od poprzednio zawartej umowy co gwarantuje mu pełny zwrot kosztów. W momencie kiedy impreza jest odwołana lub klient odstępuje od umowy ma on prawo zdecydować się na uczestnictwo w imprezie zastępczej lub skorzystać z prawa do zwrotu pieniędzy. Ceny zawarte w umowie nie mogą podlegać żadnym zmianom chyba, że przewidziane jest to w umowie, a firma może udowodnić okoliczności uzasadniające podwyższenie tej ceny czyli wzrost kosztów przejazdu, ceł, opłat czy podatków lub też wahania w kursie walut. Jednak jak zostało wspomniane wyżej na 20 dni przed wyjazdem nie wolno bez względu na okoliczności podnieść ustalonej w umowie ceny. Pośrednik nie może pod żadnym pozorem żądać jakiejkolwiek opłaty za odstąpienie od umowy jednak nie zalicza się do tego opłaty manipulacyjnej w przypadku jeśli klient poda osobę, która za niego weźmie udział w imprezie.

Zobacz całość »



Budowa Lotniska Centralnego - opracowanie dla Polski

Zobacz całość »
Przedstawiciele hiszpańskiego konsorcjum INECO - SENER oraz ambasador Hiszpanii przedstawili kierownictwu Ministerstwa Transportu studium wykonalności lokalizacji Lotniska dla Centralnej Polski. Opracowanie to wynika z umowy zawartej między rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Królestwa Hiszpanii, który przeznaczył na ten cel dotację w wysokości 550 tys. euro.
Podczas prezentacji Hiszpanie zaznaczyli, że Polska potrzebuje nowego, dużego portu lotniczego i to było punktem wyjścia analizy. Przekazane opracowanie to suma analiz czynników ekonomicznych, gospodarczych, społecznych, geograficznych i ekologicznych. Studium było tworzone w oparciu o trzy poglądy: po pierwsze, w Polsce potrzebne jest nowe lotnisko w związku z rosnącym ruchem pasażerskim, po drugie inwestycja ma ekonomiczne uzasadnienie i po trzecie, nie zagraża rozwojowi lotnisk regionalnych.
Przedstawiciele INECO - SENER podkreślili, że na każdym etapie przygotowywania studium mogli liczyć na współpracę Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Minister Jerzy Polaczek powiedział, że powyższe opracowanie będzie jednym ze źródeł informacji przy podejmowaniu ostatecznych decyzji, a wiceminister Eugeniusz Wróbel poinformował, że teraz zostanie ono przekazane do dalszych konsultacji.
Całkowity koszt budowy Lotniska Centralnego szacuje się na ponad 2 mln euro, nie licząc kosztów budowy koniecznej infrastruktury drogowej i kolejowej.

Zobacz całość »



Dane o pasażerach UE lecących do Stanów Zjednoczonych będą nadal przekazywane władzom USA

Zobacz całość »
Kraje członkowskie UE postanowiły, że przekazywanie władzom USA, europejskich danych o pasażerach samolotów powinno się odbywać w dalszym ciągu, na niezmienionych zasadach. Polska całkowicie zgadza się z powyższym stanowiskiem.
We wtorek, Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, orzekł, że obowiązujące porozumienie między UE a USA, w tej sprawie nie ma podstaw prawnych, dając jednocześnie czas na znalezienie wyjścia z patowej sytuacji. Porozumienie obowiązuje do 30 września. - Wszyscy się zgadzają co do opisanego w dotychczasowym porozumieniu zakresu przekazywanych danych - oświadczył wicepremier minister spraw wewnętrznych, Ludwik Dorn, który wziął udział w spotkaniu szefów MSW krajów UE w Luksemburgu. - Całkowicie się zgadzam ze stanowiskiem KE - dodał Dorn.
Stany Zjednoczone wzywają do przekazywania danych, w ramach walki z terroryzmem po zamachach z 11.09.01, pomimo protestów eurodeputowanych, którzy uważają, że łamie to europejskie zasady ochrony danych osobowych. Porozumienie z maja 2004 r. zobowiązuje europejskie linie lotnicze, do przekazywania władzom USA danych o pasażerach korzystających z amerykańskich lotnisk (nazwisk, adresów, informacji o formie płatności za bilet i kontaktowych numerów telefonicznych). Komisja Europejska jednoznacznie opowiada się, aby znaleźć nową podstawę prawną porozumienia, nie zmieniając przy tym jego treści. Tłumaczy, także że Trybunał nie zakwestionował meritum porozumienia ale wyłącznie błędnie wybraną podstawę prawną. Nie zgłasza także zastrzeżeń do sposobu zbierania i przetwarzania danych przez stronę amerykańską.
Komisja Europejska, nie zdradza na razie szczegółów propozycji, która ma zapewnić, że nie będzie przerwy między ciągle obowiązującym, a przyszłym porozumieniem. Eurodeputowani od początku uważali, że porozumienie naraża na szwank prawa obywateli UE, a do tego Stany Zjednoczone nie dają odpowiednich gwarancji ochrony danych. Ponadto twierdzą, że KE przekroczyła swoje kompetencje, zatem postanowili oni skierować skargę do luksemburskiego trybunału, który potwierdził ich obawy o brak podstawy prawnej porozumienia. Przewodniczący PE, Jose Borrell oznajmił, w piątek w Helsinkach, że liczy na "lojalną współpracę" instytucji UE w pracach nad nowym porozumieniem. A tymczasem USA grożą, że za nie udostępnianie danych - firmy lotnicze będą płacić ogromne kary, a pasażerowie będą niestety narażeni na szczegółowe kontrole osobiste.

Zobacz całość »



Rewolucja w sprzedaży biletów lotniczych?

Zobacz całość »
Od 1 czerwca br. polskie biura podróży zyskują dostęp do uznawanej za jedną z najlepszych na świecie technologii wyboru tanich taryf - Worldspan e-PricingSM.
Worldspan e-Pricing to system rezerwacji biletów lotniczych, oferujący te same nowoczesne narzędzia wyboru taryf oraz ich rezerwacji, które stosowane są przez przeważający procent największych na świecie internetowych stron turystycznych, uwzględniając w tym również pełen pakiet Flex Shopping Options. Rozwiązanie to zostało wprowadzone w maju w Wielkiej Brytanii. Teraz, od 1 czerwca jest dostępne również dla biur podróży, linii lotniczych oraz klientów on-line w Polsce.
- Stosując e-Pricing, biura podróży użytkujące system Worldspan wykorzystują najbardziej zaawansowane i elastyczne narzędzia, które pozwolą im przedstawić bogaty wybór ofert, jakiego od współczesnej technologii oczekują podróżni - powiedział Albert Lange - Dyrektor Generalny Worldspan na Polskę.
Worldspan oferuje firmom E-Pricing na trzech poziomach. Im wyższy poziom, tym więcej możliwości planowania podróży udostępnione jest w pojedynczym procesie wyszukiwania. Wraz z poziomem wzrasta również zakres pakietu Flex Shopping Options:
  • Standard Tier (Poziom Standardowy) udostępnia w pojedynczym procesie wyszukiwania do 20 opcji wyboru planu podróży w oparciu o tanie taryfy, oferując również możliwość wykorzystania funkcji wyboru Flex One Day - narzędzia, które pozwala podróżnym zapoznać się z tanimi taryfami wyszukując dane na jeden dzień przed i jeden dzień po dacie oryginalnie planowanego wylotu i powrotu.

  • Mid-Level Tier (Poziom Średni) udostępnia w pojedynczym procesie wyszukiwania do 32 opcji wyboru tanich taryf i umożliwia wykorzystanie trzech Flex Shopping Options: Flex One-Day; Flex Airports (wyszukuje do 3 alternatywnych lotnisk zdefiniowanych przez użytkownika jako lotniska wylotu i/lub celu podróży); Flex O&D (wyszukuje do trzech alternatywnych lotnisk w promieniu do 160 km od lotniska wylotu lub celu podróży).

  • Premium Tier (Poziom Premiowany) udostępnia do 100 opcji wyboru tanich taryf i umożliwia wykorzystanie pełnego pakietu Flex Shopping Options: Flex One-Day; Flex Airports (wyszukuje do sześciu alternatywnych lotnisk zdefiniowanych przez użytkownika jako lotniska wylotu i/lub celu podróży); Flex O&D (wyszukuje do sześciu alternatywnych lotnisk w promieniu 160 km od lotniska wylotu lub celu podróży); Flex More Days (rozszerza wyszukiwanie o jeden, dwa lub trzy dni przed i/lub po oryginalnie planowanej dacie wylotu i powrotu); Flex Weekend (wyszukuje wyloty w czwartki, piątki i soboty, powrót w niedzielę, poniedziałek lub wtorek przez cały miesiąc podróży).

Nowa platforma Worldspan e-Pricing rozszerza możliwości znanego już w branży produktu Worldspan Power ShopperSM. e-Pricing pozwala wyszukać znacznie więcej opcji tanich taryf - np. przeszukuje on miliony taryf w porównaniu z setkami tysięcy taryf przeglądanych przy użyciu poprzedniej technologii. Ponadto, e-Pricing przegląda dziesiątki tysięcy możliwych planów podróży w porównaniu z kilkoma tysiącami i analizuje setki, a nie jak uprzednio dziesiątki najlepszych dostępnych połączeń. Również domyślnie ustawiona liczba opcji planów podróży, jaką system może przedstawić na Poziomie Standardowym, została podwojona w porównaniu do Worldspan Power Shopper i wynosi obecnie 20 opcji tanich taryf, a nie jak uprzednio 10.
Od chwili swojego powstania kompleks serwerów e-Pricing przetworzył już ponad 5.5 bilionów transakcji. E-Pricing był pierwszą w branży technologią GDS wyboru tanich taryf opartą o użycie wielu serwerów, jak również był pierwszym rozwiązaniem, które wprowadziło elastyczne opcje wyboru poprzez GDS.
Więcej o Worldspan, L.P.
Worldspan jest jednym z liderów w dziedzinie usług związanych z technologią podróży, skierowanych do dostawców usług turystycznych, biur podróży, internetowych portali i korporacji na całym świecie. Prowadzi wszechstronny serwis danych elektronicznych łącząc około 700 dostawców usług turystycznych na całym świecie z globalną bazą klientów. Oferuje firmom korzystanie z technologii taryfowych i kalkulacyjnych takie jak Worldspan e-PricingSM, Worldspan Go!SM i Worldspan Trip Manager® XE.

Zobacz całość »



Koniec papierowych biletów lotniczych!

Zobacz całość »
Od początu 2008 roku elektroniczne bilety lotnicze w ruchu międzynarodowym mają całkowicie zastąpić bilety papierowe. Taka zmiana pozwoli liniom lotniczym zaoszczędzić łącznie ponad 3 miliardy dolarów.
Obecnie bilety papierowe stanowią prawie połowę sprzedawanych biletów. Generuja one jednak znacznie wyższe koszty dla przewoźników niż bilety elektroniczne. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych obliczyło, iż dla linii lotniczych koszt biletu elektronicznego wynosi 10% produkcji biletu papierowego.
Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych przewiduje, iż już w tym roku będzie można zaobserwować zmiany związane z wycofywaniem się przewoźników z papierowych biletów. Zgodnie z szacunkami zrzeszenia do końca tego roku elektroniczne bilety będą stanowić 70% ogółu biletów. Papierowe bilety będą wycofane w ciągu przyszłego roku.
Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych reprezentuje 265 linii lotniczych. Należy do niego 94% firm zajmujących się obsługą międzynarodowego ruchu lotniczego.

Zobacz całość »



Już niedługo nowa kolejka linowa na Czantorię

Zobacz całość »
Już od jakiegoś czasu na Czantorii odbywają się prace renowacyjne. Na ten najpopularniejszy beskidzki szczyt wychodzi rocznie tysiące turystów i narciarzy. Ostatni aby poprawić bezpieczeństwo narciarzy. Brak było jedynie szybkiej kolejki linowej. Jest to najważniejsza inwestycja o wartości 15mln zł.
Zaraz po rozstrzygnięciu przetargu rozpoczną się prace. Będzie to kolejka podobna do tej która jest już Palenicy w Pieninach i równie nowoczesna jak te u naszych południowych sąsiado byli oni wyjątkowo niezadowoleni z jakości warunków. Do wyciągu trzeba było czekać w kolejce, która zaczynała być już mocno wyeksploatowana i zdarzały się częste awarie. Ogólne warunki pozostawiały również wiele do życzenia - trasy narciarskie źle wyprofilowane i najeżone kamieniami, a śnieg leżał krótko. Dlatego też potrzebne były prace renowacyjne. Zamontowano już sztuczne naśnieżanie i oświetlenie, a trasy zostały wyrównane,ów. Prace instalatorskie mają się skończyć jeszcze przed sezonem zimowym. Wtedy to na Czantorię turystów wywozić będzie szybka kolejka, która zwolni przed wysiadaniem, turyści będą mogli podziwiać widoki z wygodnych czteroosobowych kanap.
Ważne jest przede wszystkim to, że nowa kolejka będzie mogła odsłużyć dwa tysiące osób w ciągu godziny czyli nie będzie czekania!
Te wszystkie ułatwienia na pewno spodobają się turystom, którzy zamiast na Słowację, na narty przyjadą do Ustronia.

Zobacz całość »



Otwarcie Muzeum Powstania Warszawskiego

Zobacz całość »
Po dwuletniej budowie ponownie otwarto Muzeum Powstania Warszawskiego. Jedną z nowych atrakcji jest kopia amerykańskiego bombowca w rzeczywistych rozmiarach.
Symbolicznego otwarcia dokonał Prezydent RP Lech Kaczyński. Oprócz dotychczasowej ekspozycji otwarto największe pomieszczenie muzeum, w tzw. hali kotłów. Znajduje się tu replika Liberatora B-24 J w skali 1:1. Długość jednego skrzydła samolotu wynosi 33 m. Z tego powodu drugie skrzydło odtworzono tylko częściowo.
Na zwiedzających czeka też 32-metrowa wieża widokowa oraz kanał długości 25 metrów. Znajduje się w podziemiach hali i ma przypominać te, którymi poruszali się powstańcy. Miejscami ma 110 cm wysokości i 60 cm szerokości.

Zobacz całość »



Kielce: ruszyło Muzeum Zabawek i Zabawy

Zobacz całość »
1 czerca 2006 roku, w Dzień Dziecka zostało uroczyście otwarte Kieleckie Muzeum Zabawek i Zabawy. Prezydent miasta razem z dziećmi wypuścił w powietrze setki baloników, następnie biskup poświęcił budynek, którym później zawładnęli najmłodsi. Mimo, że deszcz nie pozwolił na ustawienie plenerowego placu zabaw, a Teatr Kubuś nie wystąpił z "Baśnią o rycerzu Gotfrydzie" to zabawa była przednia.
Wystawa pięknych porcelanowych lalek cieszyła się oczywiście wielką popularnością wśród dziewczynek, natomiast chłopcy zachwycali się modelami samolotów, statków i czołgów. Nie tylko dzieciom podoba się muzeum, ponieważ zwiedzali również dorośli, dla nich była to cudowna podróż do krainy dzieciństwa. Dużym zainteresowaniem cieszył się teatrzyk lalek bowiem dzieci mogły wcielić się w role aktorów, jest to niewątpliwie dobra zapowiedź Teatru Kubuś z Muzeum Zabawek.
Kiedy przestał padać deszcz na dziedzińcu ustawiono stoły do cymbergaja - który cieszył dzieciaki, a dorosłym przywracał wspomnienia. Od dnia otwarcia codziennie o 12tej z zegara wylatywać będzie Baba Jaga. Prof. Ryszard Kantor - przewodniczący rady muzealnej dziennikarzom Gazet Wyborczej opowiedział dwudziestu siedmiu latach starań o otwarcie Muzeum i zapewnił że prace badawcze i służące wzbogaceniu kolekcji będą trwały cały czas.

Zobacz całość »



Hiszpanie kupują brytyjskie lotniska!

Zobacz całość »
Ferrovial, hiszpańska grupa budowlana zamierza kupić firmę British Airports Authority, największego na świecie operatora portów lotniczych.
Firma ma zostać kupiona za 18,85 mld USD, czyli 950 pensów za akcję. Propozycja Ferrovialu została już zaakceptowana przez kierownictwo BAA. W najbliższym czasie mają ją ocenić jeszcze akcjonariusze.
Głównym konkurentem Ferrovialu był od kilku miesięcy bank inwestycyjny Goldman Sachs, który w ostatniej chwili wraz z australijskim Commonwealth Bank zaoferował nieco wyższą cenę.
Natomiast Hiszpanie w walce o BAA stworzyli konsorcjum z francuską grupą inwestycyjną Caisse des Depot oraz australijskim Macquarie Bank.
Dzięki zakupowi BAA Hiszpanie umocnią swoją pozycję na nowych rynkach. W ostatnim czasie Ferrovial oprócz budownictwa inwestuje też w infrastrukturę transportową: parkingi, płatne autostrady oraz lotniska. Hiszpańska firma jest między innymi udziałowcem brytyjskiego lotniska Bristol, ma port lotniczy w Szwajcarii oraz inwestuje w serwis lotniczy w Hiszpanii. Po przejęciu BAA, Ferrovial stanie się podmiotem dominującym na rynku brytyjskim.
W ubiegłym roku lotniska BAA w Wielkiej Brytanii odprawiły 144,3 mln pasażerów, z tego prawie połowę na londyńskim Heathrow. W najbliższej dekadzie spółka planuje zainwestować w swoje brytyjskie lotniska 17,8 mld dolarów. Zamierza wybudować między innymi piąty terminal na Heathrow.
Ferrovial jest światowym potentatem w branży budowlanej, działającym w Europie i Ameryce. W Polsce posiada 60% Budimeksu.

Zobacz całość »



Późnym wieczorem nie skorzystasz z szynobusu z Balic do Krakowa!

Zobacz całość »
23.26 - o tej godzinie odjeżdża ostatni szynobus z Balic do Krakowa. Nie mają szans zdążyć na niego pasażerowie aż siedmiu samolotów lądujących ok. 23.30.
Są to loty z: Paryża (23.10, SkyEurope), Turynu (23.10, SkyEurope), Mediolanu (23.30, Alitalia), Wiednia (23.35, Austrian Airlines), Rzymu (23.40, SkyEurope), Warszawy (23.40, LOT) i Brukseli (23.15 SkyEurope).
Nawet jeśli uda im się opuścić terminal na kilka minut przed odjazdem, aby dotrzeć na końcowy przystanek szynobusu, znajdujący się przy jednostce wojskowej, muszą pokonać jeszcze 200-metrowy odcinek porośniętej krzakami jezdni.
Jak relacjonuje jeden z pasażerów lotu z Brukseli, zanim dotarł na przystanek była godz. 23.45. Pełniący tam nocną wartę żołnierze poradzili mu, aby skorzystał z taksówki lub nocnego autobusu, kursującego 3 razy na dobę (każdy kurs to 40- minutowa jazda).
Co więcej, w terminalu lotniska nie ma rozkładów jazdy linii lotniskon - miasto. Piotr Pietrzak z MPL Kraków- Balice zapewnia, że wkrótce rozkłady zostaną umieszczone w widocznych miejscach.
Rzeczniczka prasowa PKP Przewozy Regionalne Katarzyna Dzierżak- Piotrowicz przyznaje, że jest problem, ale projektanci Polskich Linii Kolejowych i urzędu marszałkowskiego nie zgłaszali zapotrzebowania na tak późne kursy. Urzędnicy PKP obiecują, że wezmą pod uwagę wszystkie sugestie. Obecny rozkład obowiązuje do 30 czerwca.

Zobacz całość »



W 2007 roku nie będzie już SN Brussels Airlines!

Zobacz całość »
SN Airholding, właściciel belgijskiego przewoźnika SN Brussels Airlines oraz niskokosztowej linii Virgin Express, podjął decyzję o połączeniu linii pod wspólną marką. Plan strategiczny został przyjęty 31 marca bieżącego roku i jest właśnie wprowadzany w życie.
Powstały z połączenia dwóch linii nowy przewoźnik będzie oferował loty dla pasażerów zwracających uwagę przede wszystkim na cenę oraz dla tych, dla których liczy się komfort i elastyczność podróży.
Plan zakłada również powiększenie siatki połączeń o kierunki średniego i dalekiego zasięgu, przede wszystkim o inne niż kierunki afrykańskie, które obecnie są głównym produktem belgijskiej linii. Firma zamierza także zwiększyć ilość połączeń w obrębie Afryki poprzez zawarcie szeregu umów z lokalnymi przewoźnikami afrykańskimi.
Ursula Silling, wiceprezes SN Brussels Airlines ds. sprzedaży i marketingu poinformowała - Połączenie obu linii jest naturalnym efektem wykupienia Virgin Express w kwietniu 2005 roku przez SN Airholding. Wyjdziemy na tym zdecydowanie lepiej, jak je połączymy w nowy silny podmiot mogący skutecznie konkurować na europejskim i światowym niebie, oferując naszym pasażerom wieloraki produkt.
Jak na razie SN Airholding nie chce zdradzić nowej nazwy, przede wszystkim ze względów marketingowych, aby zminimalizować ewentualne zakłopotanie klientów. Możliwe jest, że firma przybierze nazwę dawnego belgijskiego przewoźnika o długoletniej tradycji i renomie SABENA, która zbankrutowała w 2002 roku. Ursula Silling wyjaśnia - Nie potwierdzam, ale i nie zaprzeczam. Pasażerowie i dziennikarze dowiedzą się o wprowadzonych zmianach najszybciej jak to tylko będzie możliwe.
Sytuacja, że linia niskokosztowa jest całkowicie wchłaniana przez linię tradycyjną tworząc zupełnie nowy produkt z obu podmiotów jest nowością na europejskim rynku lotniczym.

Zobacz całość »



300 tysięcy polskich kibiców jedzie do Niemiec!

Zobacz całość »
Organizatorzy mistrzostw świata w piłce nożnej w Niemczech szacują, że z Polski przyjedzie około 300 tysięcy kibiców i turystów.
Ludwik Dorn, wicepremier, szef MSWiA poinformował, że niemieckie władze mogą wprowadzić na granicy z Polską odprawę paszportową, zamiast odprawy tylko na podstawie dowodu osobistego. Dodał, że istnieje też duże prawdopodobieństwo wprowadzenia pełnej odprawy paszportowej, zamiast jej skróconej formy. Wicepremier przypominał też kibicom, aby nie zapomnieli zabrać ze sobą paszportów oraz przewidzieli w planie podróży kilka dodatkowych godzin na odprawę.
Niemiecka policja otrzymała około 350-400 nazwisk osób, wobec których orzeczono w Polsce zakaz wstępu na stadiony. Dorn zaznaczył, że strona niemiecka może zakazać tym osobom wjazdu do ich kraju.
Wicepremier poinformował też, że w ramach porozumienia polsko - niemieckiego do Niemiec zostało wysłanych 68 polskich policjantów, którzy będą między innymi uczestniczyć w patrolach oraz pełnić funkcje doradcze.
Natomiast od środy, 7 czerwca polskie ministerstwo spraw zagranicznych wzmocni prace urzędów konsularnych w Niemczech. MSZ uruchomi dodatkowe dyżury pracowników konsulatów oraz przygotuje mobilne punkty konsularne w miastach, gdzie będzie grała polska reprezentacja.
Na przejściach granicznych z Niemcami zostanie zwiększona obsada osobowa, a funkcjonariusze straży granicznej będą rozdawać podróżnym ulotki zawierające między innymi podstawowe informacje o przepisach ogólnych i drogowych obowiązujących w Niemczech oraz adresami i telefonami polskich placówek konsularnych.
W województwach przygranicznych w Polsce, gdzie będą zatrzymywały się grupy kibiców, wzmocnione zostaną patrole policji. Większa ilość policjantów będzie też na dworcach kolejowych, lotniskach i drogach.
Dodatkowo Dorn podkreślił, że pociągi, w których dojdzie do awantur kibiców, zostaną zatrzymane, a nawet wyłączone z ruchu.
Marek Bieńkowski, komendant główny policji poinformował, że od 8 czerwca policja uruchomi specjalne całodobowe linie telefoniczne dla osób, które zauważą problemy związane z bezpieczeństwem kibiców, zarówno na terenie Polski, jak i Niemiec. Wszystkie niepokojące sprawy można zgłaszać pod numerami telefonów: 0 800 120 226 lub (022) 601 72 26 oraz pod numerami alarmowymi 997 i 112.
Dorn zaznaczył też, że Polska wypełniła wszystkie zobowiązania podpisanej w maju umowy z Niemcami, w sprawie współpracy w zakresie bezpieczeństwa związanego z mistrzostwami świata w piłce nożnej.

Zobacz całość »



Baleary: Polski turysta - celem strategicznym!

Zobacz całość »
Polska jest głównym rynkiem strategicznym Balearów. Władze hiszpańskiego archipelagu na Morzu Śródziemnym starają się wypromować swoje wyspy i zachęcić Polaków do przyjazdu.
Joan Flaquer, radny ds. turystyki w Palma de Mallorca, stolicy regionu przyznał - Polska jest naszym głównym rynkiem strategicznym w Europie środkowowschodniej ze względu na ogromny potencjał wzrostu gospodarczego w ciągu najbliższych 10 lat.
W dniach od 7 do 9 lipca na warszawskim Placu Zamkowym, Balearski Instytut Turystyki (Ibatur) przedstawi ofertę turystyczną wysp. W tych dniach Plac Zamkowy zamieni się w średniowieczny rynek, na którym zostanie zaprezentowane piękno archipelagu oraz jego oferta turystyczna. Lokalne władze Balearów poinformowały, że zamierzają na promocję ściągnąć tysiące Polaków.
Flaquer zapraszał - Planujemy liczne atrakcje dla dorosłych i dzieci. Polacy będą mogli spróbować specjałów kuchni balearskiej, zagrają grupy muzyczne z wysp, nie zabraknie też zabaw dla dzieci.
Jednak główną atrakcją będzie holywoodzka gwiazda i "twarz Balearów" - Michael Douglas. Amerykański aktor, który na Balearach ma swój dom, już wcześniej zajmował się promocją wysp na międzynarodowych targach turystycznych w Londynie, Berlinie i w Madrycie. W lipcu będzie przekonywał Polaków, że warto pojechać na Baleary.
Obecnie wakacje na śródziemnomorskich wyspach spędza co roku około 28 tysięcy Polaków. Raimundo Alabern, dyrektor Ibatur uważa, że liczba ta zwiększy się jeszcze w ciągu najbliższych lat.
Alabern podkreślił też, że ruch lotniczy z Polski na Baleary rośnie w niebywałym tempie - aż o 60% rocznie.

Zobacz całość »



Tanie linie - wysokie opłaty lotniskowe, paliwowe i ubezpieczeniowe!

Zobacz całość »
Irlandzki tani przewoźnik Ryanair zachwala, że ma najniższe ceny biletów. Jednak rzeczywista cena przelotu zawiera wysokie ubezpieczenie lotnicze, dzięki któremu tania linia gromadzi znacznie więcej pieniędzy, niż wydaje na ubezpieczenie samolotów - pisze The Guardian.
Ceny biletów w Ryanair zaczynają się już od 79 pensów. Jednak ostateczna cena, którą musi zapłacić klient jest dużo wyższa, gdyż do ceny podstawowej dochodzą jeszcze dodatkowe opłaty. Jedną z nich jest opłata ubezpieczeniowa w wysokości 3,15 funtów od osoby. W ciągu ostatniego roku firma przewiozła 34 miliony pasażerów, czyli z tytułu ubezpieczenia przewoźnik otrzymał 108 milionów funtów. Jednak tylko część tej kwoty Ryanair przeznaczył na ubezpieczenie. Reszta pieniędzy stanowi zysk firmy.
Stowarzyszenia konsumenckie oraz inne linie lotnicze zażądały od irlandzkiego przewoźnika wyjaśnień, na co przeznaczane są pieniądze z opłat za ubezpieczenie oraz dlaczego do podstawowej ceny biletu dolicza aż tak wysokie kwoty.
Simon Evans, dyrektor Rady Użytkowników Transportu Lotniczego uważa, że jego organizacja jest coraz bardziej zaniepokojona dodatkowymi opłatami za przelot. Evans przyznaje - Po co oddzielnie wyszczególniać te dopłaty? Są to zwykłe koszty prowadzenia działalności, więc powinny być uwzględnione w cenie biletu. Dodaje - Bardzo jesteśmy ciekawi, jakie środki Ryanair gromadzi w ten sposób i na co je przeznacza.
Klient, kupujący bilet za 79 pensów, musi być przygotowany na znacznie większy wydatek. Płacąc kartą kredytową i chcąc przewieźć tylko jedną torbę, podróżujący musi zapłacić w sumie ponad 20 funtów. Kwota oprócz ceny biletu zawiera podatek, opłatę lotniskową, bagażową oraz inwalidzką. Opłata inwalidzka ma pokryć koszty związane z przewozem osób niepełnosprawnych. Jednak ponad 10% przeciętnej opłaty za przelot w Ryanair stanowi ubezpieczenie. Firma, podobnie jak inni przewoźnicy, wprowadziła je po atakach terrorystycznych z 11 września. Ich skutkiem był gwałtowny wzrost kosztów ubezpieczenia samolotów.
Na początku opłata ubezpieczeniowa wynosiła 1,85 funta, a potem wzrosła jeszcze o 70%. Jednak eksperci uważają, że od czasu ataku na WTC stawki za ubezpieczenie już zmalały. Andrea Pound, rzeczniczka GE Insurance Solutions wyjaśniła, że koszty ubezpieczenia są różne w zależności od wieku samolotu, rozkładu siedzeń, trasy i ilości przelotów. Pound dodała - Po pierwszym szoku wywołanym katastrofą ceny systematycznie spadają.
Inne linie lotnicze, jak British Airways, Virgin Atlantic czy BMI, również doliczają opłaty ubezpieczeniowe, jednak są one znacznie niższe. Przedstawiciele Ryanair odmówili ujawnienia szczegółowych wydatków na ubezpieczenie. Poinformowali tylko, że w rocznym zestawieniu zostały one uwzględnione w kategorii "inne koszty".
Firma EasyJet, dysponująca podobną flotą co Ryanair, wydała w ubiegłym roku 19 milionów funtów na ubezpieczenie na wypadek katastrofy lotniczej. Peter Sherrard, rzecznik Ryanair, podkreślił, że początkowo niskie opłaty za ubezpieczenie wprowadzone po 11 września okazały się niewystarczające i trzeba było je podnieść. Jednak odmówił odpowiedzi na pytanie, czy firma czerpała zyski z dodatkowych opłat.
Pozostałe linie lotnicze są zirytowane polityką prowadzoną przez Ryanair. W kampaniach reklamowych irlandzki przewoźnik podkreśla, że w odróżnieniu od innych linii nie nalicza opłat za paliwo. Dodatkowo w ubiegłym miesiącu przedstawiciele Ryanair oskarżyli British Airways o "bandyckie" praktyki w związku ze stosowaniem dodatkowych opłat za paliwo. Konkurenci Ryanair uważają, że firma gromadzi pieniądze pod pozorem opłat ubezpieczeniowych. Rzecznik easyJet podkreślił, że u Ryanair opłaty te są wyższe niż faktyczne koszty ubezpieczenia, a dodatkowo rosną, podczas gdy u innych przewoźników maleją. Zdaniem rzecznika może to oznaczać ukrywanie opłat za paliwo.
W 1985 roku Ryanair przewiózł małym samolotem z Waterford w Irlandii na lotnisko Gatwick jedynie pięć tysięcy pasażerów. Obecnie ma w Europie więcej pasażerów niż British Airways, obsługuje 330 tras, a średnia cena biletu wynosi tylko 27 funtów. Jest to znacznie mniej niż u easyJet, największego rywala Ryanair. Peter Sherrard stwierdził, że ceny biletów w easyJet były w ubiegłym roku wyższe o 14 funtów niż w Ryanair. Według Sherrarda pasażerowie w sumie przepłacili ponad 413 milionów funtów.
Michael O'Leary, dyrektor Ryanair podkreśla, że najważniejsze to cięcie kosztów i obniżanie cen. Swojemu personelowi biurowemu zabronił ładowania telefonów komórkowych w pracy, gdyż okazało się to zbyt drogie. Pracownicy sami płacą sobie za szkolenia, ubranie służbowe i posiłki. Firma nie chce należeć też do organizacji branżowych, takich jak Międzynarodowe Stowarzyszenie Przewoźników Lotniczych (IATA).

Zobacz całość »



::: 2006-06-08 :::


Modlin ruszy za półtora roku?

Zobacz całość »
Zgodnie z deklaracjami Piotra Okienczyca, nowego prezesa lotniska w podwarszawskim Modlinie, pierwszy samolot wyląduje w tym porcie zimą 2007 roku.
Obietnice prezesa Modlina to nadzieja dla pasażerów oraz firm turystycznych. Uruchomienie portu w Modlinie pozwoli części pasażerom uniknąć przylotów i odlotów z zatłoczonego lotniska na warszawskim Okęciu.
Pomysł na budowę lotniska w Modlinie powstał wiele lat temu. Port miał zacząć działać w 2005 roku. Niestety wtedy na deklaracjach i planach się skończył.
Aby Modlin mógł przyjąć pierwszych pasażerów pod koniec 2007 roku, to spółka Port Lotniczy Modlin musi jeszcze w czerwcu przejąć od Agencji Mienia Wojskowego grunt, na którym znajduje się lotnisko. Tak przynajmniej zakłada rządowy harmonogram.
Następnie trzeba będzie wyremontować pas startowy, płytę lotniska oraz zbudować terminal. Koszt inwestycji szacowany jest na ok. 5 milionów euro. By lotnisko dobrze działało potrzeba również nowych dróg dojazdowych i połączeń kolejowych.
Już w 2005 roku ustalono, iż nie ma przeszkód by powstało połączenie kolejowe łączące lotnisko z centrum stolicy. Kolej mogłaby wykorzystać juz istniejące tory w okolicach Legionowa i węzeł w Modlinie. Uruchomienie połączeń, w tym budowa trakcji elektrycznej na odcinku od trzech do pięciu kilometrów kosztowało by co najmniej 10 milionów złotych.

Zobacz całość »



Zakaz prowadzenia pojazdów i grzywna

Zobacz całość »
Tyle grozi 50-letniemu kierowcy autokaru jednego z prywatnych przewoźników, który mając prawie pół promila alkoholu w wydychanym powietrzu chciał wieźć dzieci na wycieczkę do Poznania.
Pijany kierowca miał prowadzić autokar, którym szkolna wycieczka z miejscowości Osiek Wielki pod Kołem (Wielkopolskie) wybierała się w środę do Poznania. Kontrolę autobusu, należącego do prywatnego przewoźnika, a także kierowcy przeprowadziła policja chwilę przed wyjazdem wycieczki, na prośbę nauczycielek, które miały opiekować się dziećmi podczas wycieczki.
- Okazało się, że 50-letni kierowca jest w stanie po użyciu alkoholu. Zatrzymaliśmy mu prawo jazdy. Z dziećmi pojechał inny kierowca, przysłany przez właściciela firmy przewozowej - powiedział oficer dyżurny kolskiej policji Dariusz Tomczak.
Policja skierowała też wniosek o ukaranie kierowcy do sądu grodzkiego. Ponieważ miał on mniej niż pół promila alkoholu w wydychanym powietrzu, to będzie odpowiadał za popełnienie wykroczenia, a nie przestępstwa.
Kierowcy grozi więc tylko zakaz prowadzenia pojazdów na okres od pół roku do 3 lat oraz grzywna do wysokości 5 tys. zł grzywny.

Zobacz całość »



Najnowszy rozkład odjazdów i przyjazdów pociągu na Balice

Zobacz całość »
O tym, iż nareszcie uruchomione zostało połączenie kolejowe pomiędzy podkrakowskim lotniskiem Balice a centrum miasta pisaliśmy w ubiegłym tygodniu. Dziś podajemy szczegółowy rozkład jazdy pociągów Balice - Kraków Centrum.
Szybka linia kolejowa PKP Polskie Linie Kolejowe S.A - Rozkład


Dworzec PKP
-godziny odjazdów
4.0014.58
4.5015.37
5.1916.03
5.5516.35
6.2017.00
7.0517.40
7.3018.07
8.0518.34
8.3519.05
9.1119.30
9.5620.00
10.3020.30
11.2521.04
11.5521.37
12.3522.02
13.0022.37
13.4223.07
14.21
BALICE przystanek PKP
- godziny odjazdów
4.4015.17
5.1215.56
5.3716.24
6.1416.54
6.4117.24
7.2418.01
7.4918.26
8.2918.53
8.5419.24
9.3519.49
10.1520.24
10.4920.57
11.4421.24
12.1821.56
12.5422.24
13.1923.01
14.0123.26
14.4000.10


Prezentowane godziny odjazdów przedstawiają stan na 22.06.2006 r. Przejazd pociągiem zajmuje ok. 15 min. Bilety kosztują 3,80 zł, są do nabycia bezpośrednio w pociągu.
Pociąg na Balicach zatrzymuje się ok. 200 m od terminalu pasażerskiego. Do terminalu można dojść pieszo ok. 5 min. spacerkiem, lub dojechać bezpłatnym autobusem MPK.
Podkrakowskie lotnisko, tzw. Port Lotniczy im. Jana Pawła II Kraków - Balice położone jest na zachód od miasta w odległości 11 km od centrum.

Zobacz całość »



Powstanie pięciogwiazdkowy hotel gwiazdek w Dźwirzynie

Zobacz całość »
W nadmorskiej miejscowości Dźwirzyno powstanie pięciogwiazdkowy hotel. Obiekt pierwszych gości przyjmie w sezonie letnim 2007 roku.
Obiekt buduje firma Budimex Dromex dla spółki Hotel System Dźwirzyno. Hotel położony będzie przy plaży i będzie miał siedem kondygnacji. Goście hotelowi będą mogli korzystać w nim z krytego basenu, restauracji, siłowni, gabinetów kosmetycznych oraz sauny.
Szacuje się, iż obiekt będzie gotowy jeszcze przed wakacjami 2007 roku. Wartość umowy pomiędzy Budimex Dromex ai Hotel System Dźwirzyno wynosi 24,6 mln zł netto.

Zobacz całość »



Rozwija się Europejskie Centrum Turystyki Medycznej!

Zobacz całość »
Uniwersytet Medyczny ma zamiar ściągać turystów z całego świata do łódzkich szpitali. Oczywiście turyści nie będą zwiedzać szpitali, ale się tam leczyć.
Brytyjczyk, który przylatuje, by w łódzkim gabinecie stomatologicznym leczyć zęby, za podróż i plombę płaci kilkakrotnie mniej niż w swoim rodzinnym mieście. Sytuację ta wykorzystuje Instytut Stomatologii w Łodzi i ściąga pacjentów z Danii, Niemiec i Anglii. W ten sposób właśnie rozwija się w Polsce turystyka medyczna.
Ponieważ jest popyt, to lekarze nie czekają z założonymi rękami - utworzyli Europejskie Centrum Turystyki Medycznej - instytucję, która będzie działała jak specyficzne biuro podróży. Pacjentów-turystów centrum będzie zdobywać pośrednio i bezpośrednio - m.in. przez tradycyjne firmy turystyczne.
- Podpisaliśmy już umowę z Almaturem - powiedział na łamach Gazety Wyborczej Maciej Mazerant, współautor projektu Centrum Turystyki Medycznej. - Nie będziemy przygotowywać katalogu wszystkich możliwych zabiegów z cenami. Chcemy, by pacjenci sami mówili, jaki zabieg chcą sobie zrobić.- dodaje.
Centrum będzie działało następująco:
- Jeśli zgłosi się zagraniczny turystya, który będzie zainteresowany operacją plastyczną w Polsce, to Europejskie Centrum Turystyki Medycznej zaproponuje mu oferty łódzkich klinik, przedstawi ceny, a także zaproponuje nocleg i wyżywienie.
- o nowych zagranicznych pacjentów zadbają specjalnie przygotowani rezydenci, którzy, podobnie jak piloci zwykłych wycieczek, będą dbać, by turysta się nie nudził. Takim rezydentem będzie mogła zostać tylko osoba o wykształceniu medycznym - minimum pielęgniarskim.
Centrum Turystyki Medycznej już zaczyna dobór osób chętnych do pracy. Obecnie dzięki funduszom z Unii Europejskiej na Uniwersytecie Medycznym zaczyna się nabór na bezpłatny, sfinansowany przez Unię kurs na przewodników.
Łódzkie szpitale mają już doświadczenie w leczeniu pacjentów z zagranicy. W ciągu ostatnich 5 lat leczyły chorych z Ameryki i państw Unii. Wszystkim wystawiane były rachunki, kilka razy wyższe niż Narodowemu Funduszowi Zdrowia.

Zobacz całość »



Sfinks zadebiutował na giełdzie!

Zobacz całość »
Kurs akcji i praw do akcji (PDA) Sfinksa w czwartek, 8 czerwca nie zmienił się na otwarciu w debiucie i wynosił 28 zł. Jednak kilka minut po otwarciu sesji notowania Sfinksa zaczęły rosnąć i o godzinie 09.33 akcje zyskały 3,6% i kosztowały 29 zł, a prawa do akcji wzrosły o 3,2% do 28,90 zł.
W publicznej ofercie Sfinks sprzedał pół miliona akcji serii F nowej emisji oraz 2.779.622 akcji należących do Enterprise Investors. Sfinks przesunął z transzy instytucjonalnej do transzy indywidualnej 371.819 akcji, dzięki czemu do instytucji trafiło 2.237.803 akcje, a do inwestorów indywidualnych 1.041.819 akcji.
Z emisji akcji serii F spółka uzyskała 14 milionów złotych. Uzyskane pieniądze Sfinks zamierza przeznaczyć na rozwój sieci restauracji.
Nowe inwestycje zostaną sfinansowane również ze środków własnych spółki i kredytów. Spółka szacuje, że do końca 2008 roku na rozwój obu sieci restauracji wyda od 62 do 75 mln zł, w zależności od liczby nowo otwartych punktów.
W 2006 roku Sfinks przewiduje wzrost przychodów o prawie 39%, do 164,8 mln zł, a zysku z działalności operacyjnej o 49%, do 22,3 mln zł oraz zysku netto o 60%, do 11,8 mln zł.
W pierwszym kwartale bieżącego roku przychody spółki wyniosły 31,8 mln zł, co daje wzrost o 30% w porównaniu z tym samym okresem roku 2005. Natomiast zysk netto spółki wyniósł 1,9 mln zł, czyli wzrósł o 124%.
Wcześniej Sfinks, będący obecnie właścicielem sieci restauracji Sfinks oraz Chłopskie Jadło był notowany na rynku CeTO.

Zobacz całość »



Turysto, przed wyjazdem zagranicę pomyśl o EKUZ - karcie, uprawniającej do leczenia za granicą!

Zobacz całość »
Turyści powinni pamiętać, że przed wyjazdem do każdego z państw Unii Europejskiej należy wyrobić sobie europejską kartę ubezpieczenia zdrowotnego. Karta ta, w razie wypadku lub choroby gwarantuje dostęp do świadczeń zdrowotnych na takich samych zasadach, jakie dotyczą obywateli kraju, w którym aktualnie znajduje się turysta.
Od 1 stycznia 2006 roku europejska karta ubezpieczenia zdrowotnego (EKUZ) zastąpiła formularz E 111. Jest to plastikowa karta, która we wszystkich krajach UE ma taki sam wygląd. Ułatwia ona identyfikację danych jej posiadacza.
Prawo do otrzymania karty mają wszyscy, którzy są ubezpieczeni w NFZ oraz członkowie ich rodzin. Każdy członek rodziny musi mieć własną, odrębną kartę.
O wydanie karty mogą ubiegać się osoby, które wyjeżdżają czasowo do innego państwa UE, czyli:
- turyści,
- studenci, którzy zamierzają rozpocząć studia w innym państwie Wspólnoty,
- pracownicy na czas krótkiej delegacji,
- pracownicy oddelegowani do pracy za granicę przez polskiego pracodawcę.
Natomiast karty nie otrzymają osoby, które przestały należeć do polskiego systemu ubezpieczeniowego, np. w związku z podjęciem pracy w innym państwie członkowskim, a także te, których ubezpieczenie w NFZ wygasło, np. ze względu na brak regularnego opłacania składki zdrowotnej.
Aby otrzymać kartę konieczne jest wcześniejsze złożenie wniosku o jej wydanie do właściwego ze względu na miejsce zamieszkania oddziału NFZ. Karta wydawana jest w 80 miejscach w kraju.
Wniosek o wydanie karty można otrzymać w oddziale lub delegaturze NFZ, albo pobrać ze strony internetowej funduszu www.nfz.gov.pl. Do wniosku należy dołączyć dowód ubezpieczenia zdrowotnego, którym może być np. aktualnie podstemplowana przez pracodawcę książeczka ubezpieczeniowa, druk ZUS poświadczający o objęciu danej osoby ubezpieczeniem zdrowotnym lub aktualna książeczka studencka.
Wypełniony wniosek wraz z wymaganymi załącznikami należy złożyć w odpowiednim oddziale NFZ osobiście, za pośrednictwem innej osoby, pocztą lub faxem.
Najczęściej karta wydawana jest tego samego dnia. Jedynie w przypadku braku potwierdzenia regularnego opłacania składek zdrowotnych, fundusz ma 7 dni na rozpatrzenie wniosku. Jeżeli okaże się, że składka zdrowotna nie jest opłacona, karta nie zostanie wydana. EKUZ może zostać też wysłana pocztą pod wskazany adres lub odebrana przez inną, upoważnioną do tego osobę.
Dla turystów karta ważna jest tylko dwa miesiące, dlatego nie należy ubiegać się o nią na długo przed zagranicznym wyjazdem. Natomiast emeryci i renciści otrzymują ją na 5 lat. Studenci, którzy uczą się na terenie innych państw UE otrzymają kartę ważną do końca roku akademickiego.
Karta uprawnia do korzystania z niezbędnych świadczeń zdrowotnych w innych państwach członkowskich w takim zakresie, który umożliwi kontynuowanie zaplanowanego pobytu bez konieczności powrotu do kraju. Kobiety w ciąży mają zapewniony dostęp do wszystkich świadczeń niezbędnych związanych z porodem i okresem połogu.
Należy pamiętać, że karta uprawnia do korzystania tylko z opieki medycznej w tych szpitalach i przychodniach, które działają w ramach powszechnego systemu ochrony zdrowia. Natomiast za leczenie w prywatnych placówkach medycznych pacjenci muszą płacić samemu.
Jednak w większości państw europejskich publiczne placówki medyczne także pobierają pewne opłaty za usługi od ubezpieczonych. Ich pełna lista znajduje się na stronie www.nfz.gov.pl. W takich sytuacjach nawet EKUZ nie zwalnia z poniesienia pewnych kosztów leczenia. Z takimi wydatkami muszą się liczyć osoby wyjeżdżające między innymi: do Anglii, Francji i Belgii. W Niemczech każdy musi zapłacić 10 euro za pierwszą wizytę u lekarza rodzinnego. Tyle samo kosztuje też każdy dzień pobytu w szpitalu. Dopiero po 28 dniach leczenia szpitalnego pobyt jest bezpłatny. Takie same koszty będzie musiał ponieść także polski obywatel i nie zostaną one zwrócone po powrocie do kraju.
Jeżeli, mimo posiadania karty, pacjent będzie zmuszony do zapłacenia za przysługujące mu świadczenia, powinien zbierać wszystkie faktury i rachunki potwierdzające niesłusznie poniesione wydatki. Po powrocie do kraju pacjent będzie mógł ubiegać się o ich zwrot z NFZ. W tym celu trzeba będzie wypełnić odpowiedni wniosek o zwrot niesłusznie poniesionych kosztów oraz dołączyć wszystkie rachunki, które potwierdzą poniesione wydatki. Jednak na zwrot pieniędzy czasami trzeba czekać nawet kilka miesięcy.
Jeżeli przed wyjazdem turysta nie wyrobi sobie EKUZ również ma prawo do bezpłatnego leczenia. Osoba, która jest uprawniona do posiadania karty, ale jej nie posiada, powinna skontaktować się telefonicznie, faxem lub za pośrednictwem osoby pozostającej w kraju z właściwym ze względu na miejsce zamieszkania oddziałem funduszu. Jego pracownicy wystawią wówczas certyfikat zastępczy, czyli dokument zastępujący EKUZ. Następnie fundusz może przesłać taki certyfikat pocztą pod wskazany adres lub w nagłych przypadkach faxem bezpośrednio do szpitala, w którym aktualnie przebywa chory.
W przypadku braku certyfikatu choremu zostanie udzielona niezbędna pomoc medyczna. Jednak za wszystkie koszty leczenia chory zapłaci z własnych pieniędzy i dopiero po powrocie do kraju będzie mógł starać się o ich zwrot z NFZ.
Posiadanie EKUZ nie zapewnia bezpłatnego leczenia w prywatnych przychodniach i szpitalach. Dlatego przed zagranicznym wyjazdem warto dodatkowo ubezpieczyć się i wykupić komercyjne ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków. Tego typu polisa pokryje także koszty ewentualnego transportu chorego do Polski.

Zobacz całość »



Mundial: Na razie na granicy bez utrudnień!

Zobacz całość »
W czwartek, 8 czerwca na przejściach granicznych z Niemcami nie ma większych utrudnień związanych z rozpoczynającymi się w piątek mistrzostwami świata w piłce nożnej. Obecnie strażnicy odprawiają pierwsze grupy kibiców i ostrzegają turystów, że ruch będzie coraz większy.
Na czas trwania mundialu Straż Graniczna zwiększyła liczbę funkcjonariuszy na najbardziej popularnych przejściach granicznych, także kolejowych. W ramach akcji FIFA 2006 Straży Granicznej pomagać będą też policjanci. Szczególną ochroną objęte są drogi dojazdowe do przejść granicznych. Więcej niż zwykle patroli jest też na dworcach kolejowych i innych miejscach, gdzie mogą pojawić się kibice.
Według policji do Niemiec pojedzie ponad 20 tysięcy kibiców, którzy mają bilety na mecze. Natomiast liczba tych, którzy wybiorą się tam bez wejściówek, jest bardzo trudna do oszacowania. Ludwik Dorn, szef MSWiA poinformował, że do Niemiec może pojechać nawet 300 tysięcy kibiców i turystów.
Ppłk Jacek Ogrodowicz, rzecznik Pomorskiego Oddziału Straży Granicznej poinformował - Jak na razie w województwie zachodniopomorskim granicę przekraczają niewielkie grupy kibiców, wyjeżdżające własnymi samochodami. Zaznaczył też, że ruch nasili się w czwartek po południu i w nocy. Dodał - Mamy informacje z biur podróży, że właśnie w tym czasie będzie najwięcej wyjazdów.
Joanna Woźniak, rzecznik prasowa Łużyckiego Oddziału Straży Granicznej przyznała - W województwie dolnośląskim odprawy na najbardziej popularnych przejściach w Zgorzelcu i Jędrzychowicach odbywają się normalnie. Podkreśliła też, że strażnicy są przygotowani na wzmożony ruch i spodziewają się go w czwartek po południu i w piątek rano. Woźniak dodała, że minionej nocy odprawiono około 100 osób jadących na mundial.
W Lubuskiem również ruch na trasach dojazdowych do granicy i na samych przejściach odbywa się bez problemów. Minionej doby odprawiono tam około 500 osób wybierających się na mistrzostwa świata w Niemczech. Agata Sałatka, rzecznik prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim poinformowała - Były to głównie pojedyncze samochody z kibicami.
Mariusz Skrzyński, rzecznik Lubuskiego Oddziału Straży Granicznej wyznał - W razie konieczności na dużych przejściach, takich jak Świecko, przy znacznej liczbie autokarów możliwe jest wstrzymywanie odpraw TIR-ów, aby wykorzystać przeznaczone dla nich pasy do odprawy autobusów. Oprócz tego wydzielono dodatkowe pasy odpraw dla tych pojazdów.
Straż Graniczna przypomina kibicom, którzy jadą do Niemiec o zabraniu paszportu lub dowodu osobistego.
Mistrzostwa świata w piłce nożnej rozpoczną się w piątek, 9 czerwca. Tego dnia polska drużyna rozegra pierwszy mecz w grupie A z Ekwadorem, który rozpocznie się o godzinie 21.00 w Gelsenkirchen. Pojedynek grupowy Polski z Niemcami odbędzie się 14 czerwca w Dortmundzie, natomiast z Kostaryką, Polska zagra 20 czerwca w Hanowerze.

Zobacz całość »



Kraków: Firmy walczą o kawałek nadwiślańskiego bulwaru!

Zobacz całość »
W Krakowie pod Smoczą Jamą właściciele firm, które wożą turystów po Wiśle, walczą o atrakcyjny kawałek przystani. Jak na razie urzędnicy nie potrafią ustalić kto ma prawo do bulwaru u wylotu ulicy Bernardyńskiej. Każdego dnia w tym miejscu spotkać można tłumy turystów. Część z nich wybiera się na rejs po Wiśle. Za półgodzinną przejażdżkę na trasie Wawel - Skałka - most Grunwaldzki - klasztor Norbertanek - Wawel trzeba zapłacić około 10 zł.
Dariusz Drewniak był jednym z pierwszych, który oferował turystom rejsy po Wiśle. Jego łodzie pojawiły się przy bulwarze już w 2003 roku. Jednak od tamtej pory wiele się zmieniło. W tym sezonie o klienta będzie walczyć kilka różnych firm poprzez konkurencyjne ceny, nowsze modele łodzi, liczne promocje.
Zezwolenia na działalność tego typu wydaje w Krakowie kilka różnych podmiotów. Na działalność na wodzie, firma musi dostać zgodę Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej. Natomiast na działalność na lądzie - magistrat.
Dariusz Drewniak zarzucił swojemu konkurentowi, z którym cumuje łodzie w okolicach ul. Bernardyńskiej, że łamie zarządzenie prezydenta miasta, ponieważ stoi w miejscu zakazu. Jednak Krystian Przewłocki nie zgadza się - To absurd. Dostałem pozwolenie na wybudowanie w tym miejscu pomostu od Zarządu Gospodarki Komunalnej. Nikt by mi go nie wydał, gdyby zarządzenie prezydenta obejmowało je zakazem.
W celu wyjaśnienia sytuacji, komendant Komisariatu Wodnego Policji w Krakowie zwołał "wizję lokalną". Na brzeg w okolice Smoczej Jamy przybyli urzędnicy z RZGW i Urzędu Żeglugi. Jednak zabrakło przedstawicieli miasta. Maria Huk, wicedyrektor wydziału skarbu UMK tłumaczy - Dowiedzieliśmy się o tym spotkaniu tylko nieoficjalnie.
RZGW uznało, że obaj panowie działają na wodzie zgodnie z przepisami. Artur Kania, zastępca kierownika inspektoratu Kraków RZGW przyznał - Mają komplety wymaganych dokumentów.
Maria Huk poinformowała - Pan Przewłocki wystąpił do nas o zgodę na cumowanie w okolicy mostu Dębnickiego. O przystani przy ul. Bernardyńskiej nie mamy żadnej informacji. Dodała też - Przewoźnik nie musiał się o nie starać, bo jego łodzie nie są przytwierdzane do pali cumowniczych na lądzie, lecz do barierki, która znajduje się na nadbrzeżu.
Jednak pani Huk przyznaje - Z pewnością nie jest to legalne działanie. Sprawą powinno się zająć RZGW.
Krystian Przewłocki wyznaje - Kompletna paranoja. Utrudnia się nam życie, a przecież miastu powinno zależeć na tym, żeby także na Wiśle działała konkurencja. W końcu my też przyciągamy turystów.
Sprawa jest bardzo trudna do rozstrzygnięcia, gdyż przepisy lokalne dotyczące żeglugi nie odnoszą się wprost do tego typu sytuacji. Zostały one wydane w 1976 roku. Marian Krakowiak, inspektor nadzoru nad żeglugą w Urzędzie Żeglugi Śródlądowej w Krakowie zapewnił, że ich nowelizacja nastąpi jeszcze w tym sezonie. Poinformował - Wystąpimy do urzędu miasta w tej sprawie w ciągu kilku tygodni.

Zobacz całość »



Zawieszenie ruchu lotniczego na lotniskach Sztokholmu

Zobacz całość »
W czwartek (8 czerwca br.) ok. godz. 10.30 zawieszono ruch lotniczy w rejonie Sztokholmu. Powodem przestoju portu była awaria systemu nadzoru ruchu powietrznego.
Starty i lądowania samolotów zostały wstrzymane na stołecznym lotnisku krajowym Bromma oraz międzynarodowym porcie lotniczym Arlanda. Przyjmowane były jedynie maszyny, które znajdowały się w powietrzu.
Rzecznik Urzędu Lotnictwa Cywilnego Niclas Haerenstam poinformował, iz służby techniczne starają się znaleźć przyczyny awarii. Należy sie jednak liczyć z poważnymi zakłóceniami ruchu lotniczego.
Na lotnisku Arlanda zablokowana została m.in. maszyna LOT-u, która miała odlecieć do Warszawy o godz. 10.30. Nie wiadomo więc również, co będzie z popołudniowym połączeniem LOT-u Warszawa-Sztokholm- Warszawa. Podobne problemy maja pasażerowie SAS korzystający z połączenia Sztokholm-Kopenhaga-Warszawa.

Zobacz całość »



Opóźnione samoloty, bo.. związkowcy mieli zebranie

Zobacz całość »
8 czerwca br. z kopenhaskiego lotniska samoloty startowały z opóźnieniem, ponieważ pracownicy przeprowadzający kontrole bezpieczeństwa przerwali pracę, udając się na... ważne zebranie związkowe.
- Niektóre loty były opóźnione do 30 minut, ale teraz wszystko wróciło już do normy - powiedział rzecznik portu lotniczego Jan Aagaard.
Związkowcy przerwali pracę o godz. 8.15. Do pracy wrócili dopiero po dwóch godzinach. Zdaniem rzecznika portu, przerwa była "zaskoczeniem" dla zarządu. Związek zawodowy personelu lotniskowego nie skomentował czwartkowych wydarzeń.

Zobacz całość »



Warszawa jak Trzeci Świat - "brudna i dzika"?

Zobacz całość »
Mieszkańcy Warszawy uważają, że miasto jest brudne i dzikie. Dodają - Wstydzimy się jej. W ten sposób zareagowali czytelnicy "Gazety Wyborczej" w odpowiedzi na artykuł o Warszawie: "Miasto jak Trzeci Świat".
Tomasz Witek, były warszawiak napisał - Całą stolicę powinno się wyburzyć i wszystko zacząć od nowa. Tutaj już nic nie pomoże. Nic nie trzyma się kupy. Jeden wielki bazar, śmietnik, zbieranina różnych bezsensownych pomysłów architektów.
Redakcja "Gazety Wyborczej" przyznała, że tego typu listów otrzymała bardzo dużo. Czytelnicy odpowiadali na artykuł, w którym przedstawiona została diagnoza stanu Warszawy profesora Bohdana Jałowieckiego, socjologa miasta.
Profesor wraz z innymi badaczami na sympozjum "Czy Warszawa staje się miastem Trzeciego Świata?" przypominał bałagan, brud, chaotyczną zabudowę bez żadnych planów, prowizorki w centrum, handel uliczny, lawinę reklam, segregację społeczną z syndromem grodzonych osiedli oraz patologiczny Stadion Dziesięciolecia.
Andrzej P. Zakrzewski, żoliborzanin przyznał - Dziurawe chodniki i jezdnie, brudne elewacje, obdrapane mury z dziurami pamiętającymi Powstanie Warszawskie, kilka zabitych deskami ruder - faktycznie atmosfera czasem jest podobna do tej, jaka panuje w zaułkach Bangkoku czy też Hanoi.
Natomiast Kamil Białkowski uważa - Pod wieloma względami - przestępczość, korupcja, poziom służby zdrowia, stan dróg Polska jest na poziomie krajów Trzeciego Świata. Dlaczego oczekiwalibyśmy, żeby stolica kraju Trzeciego Świata nie była miastem Trzeciego Świata?.
Czytelnicy przedstawili też sposoby, które pozwolą zmienić sytuację w Warszawie. Najczęściej według nich wystarczy miotła i mydło, ale czasem bardziej radykalne działania jak rozbiórka prowizorek i największych brzydactw, np. hal na placu Defilad. Wszyscy zszokowani są stanem centrum, gdzie "kręcą się setki meneli, cinkciarze i inne nieciekawe postaci".
Anonim M.M. broni wizerunku Warszawy. Ceni sobie dynamicznie zachodzące w niej zmiany. Zachwyca się widokiem z nowoczesnego biurowca na Pole Mokotowskie i centrum, w którym pracuje. Ale zaznacza - Jest kilka rzeczy, które należy w stolicy zmienić, są to przede wszystkim warszawskie dworce: obrzydliwe, śmierdzące, wyglądają, jakby czas zatrzymał się na nich wiele, wiele lat temu. Są bardzo kiepską wizytówką miasta.
W listach ludzie narzekali też na stan dróg i chodników, straszny dojazd do miasta oraz fatalny stan kolei. Mieszkańców stolicy denerwuje całkowita bezradność władz samorządowych, które nie potrafią poprawić wizerunku miasta, ani sprawnie przeprowadzić żadnej inwestycji.
Teraz redakcja "Gazety Wyborczej" czeka na listy od obrońców Warszawy i osób, które dostrzegają w stolicy europejskie miasto. Listy można wysyłać pod adres: dariusz.bartoszewicz@agora.pl.

Zobacz całość »



Ministerstwo wydało zakaz rozbudowy kolejki na Kasprowy!

Zobacz całość »
Ministerstwo Środowiska nie zgodziło się na rozbudowę kolejki linowej na Kasprowy Wierch. Jednak Polskie Koleje Linowe złożyły w resorcie odwołanie od tej decyzji.
Jan Szyszko, minister środowiska, podpisał decyzję w sprawie "warunków realizacji modernizacji kolei linowej Kuźnice-Kasprowy Wierch na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego". Zgodził się na jej modernizację, ale pod warunkiem że PKL nie zwiększą liczby turystów przewożonych kolejką ani latem, ani zimą. Natomiast firma chce, aby zimą mogło na szczyt wjechać dwa razy więcej narciarzy niż do tej pory - 360 osób zamiast 180 w ciągu jednej godziny.
Przeciwny planom PKL-u był ministerialny Departament Ochrony Przyrody. Przyrodnicy podkreślili, że rejon Kasprowego Wierchu to bardzo cenny przyrodniczo teren, na którym znajduje się ścisły światowy rezerwat biosfery UNESCO oraz chroniony unijnym prawem obszar sieci Natura 2000. Dlatego też zaniepokojenie inwestycją na Kasprowym Wierchu wyraziło słowackie ministerstwo środowiska. Takie same argumenty przedstawiły też polskie organizacje ekologiczne, które kwietniową zgodę burmistrza Zakopanego na rozbudowę kolei, bez sporządzenia raportu o oddziaływaniu inwestycji na tatrzańskie środowisko, zaskarżyły do Komisji Europejskiej.
Szefostwo Polskich Kolei Linowych jest zaskoczone stanowiskiem ministerstwa. Paweł Murzyn, wicedyrektor PKL przyznał - Taka decyzja nas nie zadowala. Zakładaliśmy, że zmodernizujemy kolejkę i jednocześnie zwiększymy liczbę narciarzy wjeżdżających zimą na Kasprowy Wierch. Odwołaliśmy się od decyzji ministerstwa. Mamy nadzieję, że zmieni zdanie.
PKL nie rozpoczęły jeszcze prac modernizacyjnych, ale w ostatni weekend wznowiły kursowanie starej kolejki, mimo, że na początku maja maszyneria miała zostać rozebrana. Dyrektor Murzyn wyjaśnił, że uruchomili starą kolej, by nie ponieść strat.
Ze stanowiska Ministerstwa Środowiska zadowoleni są ekolodzy. Jednak niepokoją się postawą dyrekcji Polskich Kolei Linowych. Radosław Ślusarczyk z ekologicznej koalicji Ratujmy Karpaty przyznał - PKL, mając zgodę ministerstwa na modernizację, mogłyby rozpocząć remont wysłużonej kolejki. Nie przyjęły jednak takiego rozwiązania. Widać motywem działania szefostwa PKL-u jest otrzymanie decyzji zgodnej z jego oczekiwaniami. Tym samym PKL dało do zrozumienia, że dla firmy nie są ważne bezcenna przyroda TPN i bezpieczeństwo przewożonych ludzi, tylko zysk finansowy, którym ma im zapewnić rozbudowana kolejka.

Zobacz całość »



Minął termin składania wniosków o zezwolenia EKMT/CEMT!

Zobacz całość »
W piątek, 2 czerwca 2006 roku minął termin składania wniosków o dodatkowe zagraniczne zezwolenia roczne EKMT/CEMT.
Lista zarejestrowanych wniosków jest opublikowana na stronie internetowej urzędu www.botm.gov.pl.
Zezwolenia zagraniczne EKMT/CEMT są wymagane przy przewozach między innymi do Rosji, Ukrainy, Bułgarii, Rumunii, Turcji, Bośni i Hercegowiny, Chorwacji, Serbii i Czarnogóry oraz Gruzji.
Według obecnych przepisów zezwolenia przydziela siedmioosobowa komisja społeczna, która została powołana przez ministra transportu. Z niedawnego precedensowego orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (wyrok z 16 lutego 2006 r., VI SA/Wa 1752/05) wynika, że w razie nieprzyznania wszystkich zezwoleń, o które wnioskowano, urząd musi wydać formalną decyzję administracyjną wraz z uzasadnieniem, a następnie doręczyć ją wnioskodawcy. Wyrok ten, mimo że oddalał skargę przewoźnika, został zaskarżony skargą kasacyjną przez ministra transportu.
Firmy, które są zrzeszone w stowarzyszeniach regionalnych mogą składać wnioski wyłącznie za pośrednictwem stowarzyszeń. Wnioski złożone indywidualnie nie mogą być rozpatrywane przez urząd.
Za wykonywanie działalności transportowej bez wymaganego zezwolenia, przedsiębiorcy grozi kara w wysokości 6 tysięcy złotych.

Zobacz całość »



::: 2006-06-09 :::


Nowoczesna kolej linowa na Czantorii!

Zobacz całość »
Już niedługo turyści będą wyjeżdżać na Czantorię, szybką i nowoczesną kolejką. Długie wyczekiwania na krzesełko oraz awarie, pójdą zatem w niepamięć!
Ustrońska Czantoria, to popularny beskidzki szczyt, który o każdej porze roku, odwiedza tysiące osób, zwłaszcza ze Śląska. Narzekania turystów na tutejszą infrastrukturę przyczyniły się do wielu zmian. W ciągu dwóch lat trasy narciarskie zostały wyrównane, odwodnione i bezpiecznie wyprofilowane. Ponadto zadbano o sztuczne naśnieżanie i oświetlenie stoku. Pojawił się także nowy wyciąg narciarski.
Najważniejsza i najbardziej kosztowna inwestycja (ok. 15 mln zł), to wymiana kolejki krzesełkowej. - Ta, która teraz wozi ludzi, ma już 40 lat i coraz częściej będzie się psuła - poinformował Czesław Matuszyński, prezes zarządu Kolei Linowej Czantoria. W kwietniu kilkunastu turystów musiano ściągać z krzesełek, a w 1999 r., ewakuowano aż 200 osób. Problemu przysparzała również mała przepustowość dwuosobowych krzesełek. - W weekendy trzeba było czekać w kolejce nawet godzinę, a w czasie jazdy wszyscy marzli, bo kolejka jest powolna - oświadczył Adam Banach, bielski narciarz i turysta. Jednak wkrótce się ma ta sytuacja zmienić, gdyż w ciągu kilku tygodni ma zostać rozstrzygnięty przetarg na budowę nowej kolejki. Będzie to najnowocześniejsza w polskiej części Beskidów, tego typu komunikacja.
Turyści będą wyjeżdżać na szczyt Czantorii czteroosobowymi kanapami. Nowa kolej będzie dwukrotnie szybsza od starej, ponadto wycieczkowicze nie będą też narzekać na problemy z wsiadaniem i wysiadaniem, gdyż kanapy mają znacznie zwalniać na początku i końcu trasy. Planuje się, że w ciągu godziny wywiezie ona 2 tys. osób. - Dlatego turyści będą wjeżdżali na bieżąco, bez czekania. Nie będzie też takich sytuacji jak dotąd, że ludzie stoją w ogonku, a trasa jest pusta - przekonywał prezes. Prace mają się rozpocząć we wrześniu, a zakończyć przed sezonem zimowym.

Zobacz całość »



Kraków nie może stać się turystycznym McDonaldsem

Zobacz całość »
Na pytanie jak długo Kraków będzie jeszcze przeżywał boom turystyczny i jak podsycać zainteresowanie miastem, a zarazem nie utonąć w morzu przyjezdnych, odpowiadali na łamach Gazety Wyborczej twórcy strategii rozwoju turystyki Krakowa na lata 2007-2013.
W 2005 roku do Krakowa przyjechało 7 mln turystów (dla porównania warto zaznaczyć, iż znacznie większy i popularniejszy Paryż odwiedza rocznie ok. 22 mln osób). W 2006 roku wydłużeniu uległ sezon turystyczny w Krakowie. Obcojęzyczny gwar w pubach i restauracjach słychać było już w lutym, marcu. Katarzyna Gądek, dyrektor magistrackiego wydziału promocji szacuje, iż w tym roku miasto może spodziewać się nawet 8,5 mln turystów.
Aby Kraków się nie znudził
Jednak aby boom turystyczny na wypoczynek w Krakowie szybko się nie skończył, trzeba działać w określony sposób. Zdaniem Michała Jakubczyka z wydziału promocji miasta Kraków przede wszystkim powinien unikać pułapki makdonaldyzacji turystyki, w którą wpadła Praga. - Ankietowani turyści chwalili Kraków przede wszystkim za jego autentyczność. Za to, że wciąż spotyka się tu mieszkańców, kelnerów, właścicieli hoteli, a nie, jak w Pradze, wiecznie uśmiechniętych i bezbarwnych "dostarczycieli usług turystycznych - odpowiada Jakubczyk. Podkreśla on również, iż w Krakowie dziedzictwo żydowskie też jest znacznie mniej skomercjalizowane niż w Pradze.
Jak przyciągać nowych turystów?
Autorzy strategii rozwoju turystyki Krakowa, kwidzą przyszłość turystyki stolicy Małopolski w jej specjalizacji. W Krakowie stawiają na:
- rozwój turystyki kulturalnej,
- rozwój turystyki kongresowo-konferencyjnej,
- a także znaczy wzrost istotności turystyki religijnej.
- Z badań wynika, że tylko 30 proc. pielgrzymów przybywających do Łagiewnik ogranicza się do odwiedzenia sanktuarium. Większość chce zobaczyć też miasto. To specyfika Krakowa, bo na przykład 90 proc. pielgrzymujących na Jasną Górę nie zwiedza Częstochowy - tłumaczy rolę turystyki religijnej dla Krakowa Anna Wilkońska, współautorka strategii.
Co zagraża turystyce w Krakowie?
Zdaniem twórców strategii największymi zagrożeniami dla turystycznego boomu w mieście jest zaniechanie rozbudowy lotniska i budowy centrum kongresowego.
Coraz większym, istotnym dla turystyki przyjazdowej problemem staje się też brak wykwalifikowanej kadry menedżerskiej w hotelach i restauracjach. Równie trudno znaleźć dobrego kucharza. - Wykształceni młodzi ludzie uciekają do pracy w Anglii lub Irlandii - zauważa Anna Wilkońska.
Ważny dla miasta jest również wizerunek. Kraków powinien szczególnie uważać, by nie dorobić się wizerunku miasta zdominowanego przez turystów. Zagrożenie iż tak się stanie, jest całkiem realne, ze względu na niewielką powierzchnię centrum miasta, na której koncentruje się ruch turystyczny. Stąd postulat twórców strategii rozwoju związany z rozproszeniem turystów po całym mieście. Pomysłowi temu sprzyjają możliwości jakie ma Kraków i rosnące zainteresowanie socrealistyczną Nową Hutą, Łagiewnikami, Podgórzem czy, na przykład, fortami.
- Szczególnie pomocna w rozpraszaniu przyjezdnych jest turystyka religijna. Pielgrzymi zwiedzają nie tylko Łagiewniki, ale na przykład papieskie Dębniki czy kościoły nowohuckie: Arkę Pana w Bieńczycach czy kościół pw. Maksymiliana Kolbego w Mistrzejowicach - mówi Michał Jakubczyk.
Na ile turystów rocznie Kraków może liczyć?
Na pytanie do ilu milionów turystów rocznie można dojść, jeśli boom na Kraków nie osłabnie, twórcy strategii rozwoju turystyki następująco: - Myślę, że taką liczbą graniczną jest 10 mln osób. Na korzyść Krakowa wciąż działa to, że leżymy na wschodnich rubieżach Unii Europejskiej. Dla wielu turystów z Europy Zachodniej wyjazdy na wschód Europy są bardzo pociągające, ale boją się jechać np. do Lwowa. Wybierają więc Kraków.

Zobacz całość »



Travelplanet.pl otwiera już trzeci punkt obsługi klienta w Warszawie

Zobacz całość »
Wola Park to już trzecie centrum handlowe w Warszawie w którym został uruchomiony Punkt Obsługi klienta Travelplanet.pl. Zapowiada się, że w sezonie letnim, mieszkańcy stolicy będą mogli w wyjątkowo prosty sposób zaplanować wypoczynek.
Punkty obsługi Klienta Travelplanet.pl to biura podróży p zlokalizowane w Centrach Handlowych największych miast w Polsce. Można w nich dokonać zakupu niemal każdego produktu turystycznego i wybrać spośród:
-1.500.000 połączeń lotniczych, 500 linii w tym wszystkich tanich przewoźników
-150.000 wycieczek zagranicznych, ponad 60 najbezpieczniejszych biur
-55.000 hoteli zagranicznych
-500 hoteli w Polsce
Agnieszka Markiewicz - Dyrektor sieci sprzedaży Travelplanet.pl podkreśla, że rynek warszawski jest kluczowy dla budowy sieci sprzedaży Travelplanet.pl. W okresie kiedy jeszcze nie istniały nasze punkty już 25% naszych klientów pochodziło z Warszawy. Siła nabywcza mieszkańców stolicy jest największa w Polsce, dodatkowo spora odległość jaka dzieli Warszawę od kurortów Morza Śródziemnego, sprawia, że coraz chętniej jej mieszkańcy wybierają urlop z przelotem samolotem. Duże znaczenie dla nas ma także to, że jesteśmy zadowoleni z dotychczas działających biur w Centrum Handlowym Reduta, oraz Targówek.
Centrum Last Minute umożliwia klientom samodzielne zapoznanie się z ofertą oraz załatwienie wszelkich formalności przy profesjonalnej obsłudze konsultantów, a wszystko to dostępne 7 dni w tygodniu, w godzinach otwarcia każdej z galerii.
Travelplanet.pl zamierza uruchomić Centra Last Minute we wszystkich największych miastach w Polsce, a także kolejne w Warszawie. W chwili obecnej na sieć składa się 7 POKów w Warszawie (3), Łodzi, Krakowie, Katowicach i Bydgoszczy.

Zobacz całość »



TravelOne.pl goni konkurencję w tempie 225%

Zobacz całość »
Po zmianach wyglądu i funkcjonalności portali TravelOne.pl podsumowuje pierwsze 5 miesięcy roku 2006 r.
Peleton portali turystycznych robi się coraz większy, jednak kierunek wyznaczają mu wciąż ci sami zawodnicy. Należy do nich bez wątpienia Grupa Portali TravelOne.pl, która nieprzerwanie od 2000 r. zdobywa sobie coraz większą część rynku. Od początku roku notujemy wzrost sprzedaży na poziomie 255 % w stosunku do roku ubiegłego - mówi Łukasz Mrzygłód, dyrektor generalny firmy - to dowód na to, że nasza pozycja na rynku wciąż się wzmacnia.
Utrzymanie takiej dynamiki wzrostu jest możliwe dzięki ciągłemu rozwojowi portali. W maju dokonano całkowitej zmiany wyglądu stron, nowa, dynamiczna kolorystyka wyróżnia TravelOne wśród konkurencji. Ulepszona została wyszukiwarka ofert turystycznych, wybór wszystkich kryteriów odbywa się teraz przy pomocy rozwijanych list. Dzięki temu znalezienie odpowiedniej oferty wczasów jest jeszcze szybsze, wyniki są dokładniejsze i czytelniej zaprezentowane, w prosty sposób można też porównać ze sobą wiele ofert. Powstał także osobny portal dla młodych, aktywnych turystów - www.Travelka.pl "Strefa 18-25“.
Większy nacisk położono na staranny dobór ofert do sprzedaży. Ponieważ zależy nam na tym, żeby marka TravelOne była kojarzona z produktem jakościowym, dajemy naszym klientom wybór tylko spośród ofert rzeczywiście wartych polecenia - mówi Magdalena Mendel, kierownik rozwoju sprzedaży TravelOne. Nie chcemy chwalić się posiadaniem w sprzedaży 500 000 ofert - dodaje - wolimy mieć 100 000 właściwie wybranych propozycji, do których klient będzie miał łatwy dostęp. Przez takie podejście firma chce też wzmocnić wśród swoich klientów opinię portalu przyjaznego dla użytkownika.
Oprócz zmian na stronach, ewoluuje także Centrum Rezerwacji - zespół call center został zwiększony do 16 konsultantów i wyposażony w najnowsze technologie telefonicznej obsługi klienta przez lidera rynku telefonii korporacyjnej Avaya Incorporated. Dzięki temu firma liczy na usprawnienie procesu obsługi klienta i co za tym idzie - zwiększenie skuteczności sprzedaży.

Zobacz całość »



Lotniska w Sztokholmie już działają!

Zobacz całość »
8 czerwca br. po południu wznowiono ruch lotniczy w rejonie Sztokholmu, przerwany rano z powodu awarii systemu nadzoru ruchu powietrznego.
W następstwie awarii oba stołeczne lotniska - międzynarodowe Arlanda oraz krajowe Bromma - wstrzymały starty i lądowania samolotów. Port przyjmował jedynie maszyny, które znajdowały się w powietrzu.
Lotniska były zamknięte przez ponad 4 godziny. Samoloty, które zgodnie z planami miały lecieć do Sztokholmu były opóźniania, m.in. polski samolot LOT czekał na start. Odleciał z Arlandy do Warszawy dopiero o godz. 14.11.
Obecnie na sztokholmskich lotniskach trwa przywracanie normalnego ruchu.

Zobacz całość »



Anglojęzyczny barman wabi zagranicznych klientów!

Zobacz całość »
Klub Pryzmat wywiesił w witrynie lokalu informację podającą, że tutejsi barmani mówią po angielsku! Inne knajpki, nie zamierzają na razie w ten sposób przyciągać zagranicznych klientów.
- W Warszawie informacja o angielskojęzycznej obsłudze jest wywieszona niemalże w każdym lokalu. Ponieważ w Olsztynie nikt jeszcze tego nie zrobił, wywiesiliśmy kartkę - poinformowała Alicja Zembrzuska, właścicielka Pryzmat Pubu.- I faktycznie zaczęło przychodzić więcej ludzi. To naprawdę świetnie działa. Teraz około 30% naszych gości to osoby obcojęzyczne - dodała.
Dzięki barmanom, mówiącym po angielsku, klub stanowi ulubione miejsce wielu obcokrajowców przebywających w Olsztynie, ma też swoich stałych bywalców, np. dóch przedsiębiorców z Norwegii, z którymi można porozmawiać tu o parapsychologii i bioenergoterapii, częstym gościem jest także Filip z Danii. - Filip jest prawdziwą duszą towarzystwa. Mimo że w obcym sobie kraju, zawsze pierwszy rozkręca imprezy, jest najlepszym wodzirejem. I wraca do nas regularnie co pół roku, kiedy tylko jest w Olsztynie - wyjaśniła pani Alicja. - Mówimy, co warto w tym mieście zobaczyć, dokąd pójść, gdzie można dobrze zjeść, co robić w wolnym czasie - oświadczyła właścicielka Pryzmatu. - Pub to też miejsce, w którym można porozmawiać o kłopotach i życiu. Zwłaszcza jak ktoś jest obcy w mieście i nie ma zbyt wielu znajomych. A przecież barman to już pewien rodzaj powiernika, lekarza złamanych serc, doradcy. Jeśli nie zna języka klienta, jego rola sprowadza się jedynie do podania piwa - tłumaczyła Zembrzuska.
Sebastian Parszutowicz, który wiele lat pracował za barem, twierdzi - Na tym polega funkcja dobrego barmana, że wszystko wie i o wszystkim można z nim porozmawiać. Ale do tego musi znać odpowiedni język, klucz do swoich klientów - Czy zatem warto brać przykład z Pryzmatu? Piotrek, barman z Ekspress Pubu, uważa, że nie ma potrzeby zamieszczania takiej wywieszki. - Cudzoziemcy dają sobie radę z językiem. Nie ma problemu z porozumieniem się. Nie sądzę, żeby taka informacja pomogła. Jak mnie ktoś zapyta po angielsku, to mu odpowiem po angielsku. Nie muszę się chwalić, że mówię w tym języku-

Zobacz całość »



Na wrocławskim rynku mogą być tylko dwie dorożki!

Zobacz całość »
- Dlaczego nasze władze ograniczają liczbę dorożek stojących na Rynku, skoro w Krakowie może ich być nawet kilkanaście? - alarmuje Mirosław Borcuch, który zajmuje się przewozami tego typu.
Mirosław Borcuch jeździ bryczką od lat 80., natomiast turystów po Starym Mieście we Wrocławiu wozi od kilku lat. Poinformował on "Gazetę Wyborczą", że od niedawna obowiązuje zarządzenie, które ogranicza liczbę dorożek stojących na Rynku do dwóch. - Przecież to jakiś absurd! Miasto wydało różnym firmom sześć zezwoleń na świadczenie takich usług, a stać pod pręgierzem mogą równocześnie tylko dwa pojazdy. Straż miejska bardzo tego pilnuje i czasami dochodzi do tego, że wracając z trasy, nie możemy wjechać na Rynek! Musimy turystów wysadzać np. przy słupkach od strony Kurzego Targu. Teraz jeszcze z kolegą jakoś sobie radzimy, bo inni dorożkarze nie jeżdżą, ale co będzie w pełni sezonu? - oznajmił Borcuch.
Naczelnik oddziału centrum straży miejskiej, Waldemar Forysiak, wyjaśnił - Obowiązuje nas zarządzenie prezydenta, a jego zapis jest jednoznaczny: postój może być ograniczony do dwóch dorożek. Trzeba wziąć pod uwagę, że Rynek jest strefą zamieszkania i ruchu pieszych. Tu zasady wyznacza prezydent miasta. Moglibyśmy się zastanawiać, czy dwie dorożki to jest mało czy dużo. Ja osobiście wolałbym, żeby nie było zbyt dużego ruchu, bo Rynek jest jednak dla turystów i mieszkańców -
Natomiast rzecznik prezydenta Wrocławia, Marcin Garcarz twierdzi, że wspomniana zasada obowiązuje już od kilku lat, a zarządzenie z lutego stanowi zatem wznowienie wcześniejszych przepisów. - Sprawę należy rozpatrywać pod kątem trzech elementów: atrakcyjności, estetyki i bezpieczeństwa. Dorożki to tylko jedna z tutejszych atrakcji, nie może natomiast zdominować innych. I odbiłoby się to nie tylko na dorożkarzach, ale również na restauratorach czy właścicielach sklepów. Do tego dochodzi jeszcze kwestia bezpieczeństwa. Czym innym jest jedna, dwie bryczki jeżdżące po Rynku, czym innym kilka lub kilkanaście takich pojazdów. Dorożki powinny być przyjemnością i atrakcją, a nie przeszkodą w chodzeniu po mieście -

Zobacz całość »



Sardynia będzie za droga nawet dla zamożnych?

Zobacz całość »
Majętni turyści, którzy udają się na Sardynię własnymi jachtami lub samolotami, od czwartku muszą dużo zapłacić za pozostawienie ich tam na czas wakacji.
Opłata uchwalona przez regionalny rząd, za zacumowanie jachtu lub pozostawienie samolotu na lotnisku, uzależniona jest od wielkości środka transportu, a nie od czasu pobytu na wyspie. Za 14-metrowy jacht trzeba zapłacić 1 tys. euro, a za naprawdę dużą jednostkę - do 15 tys. euro. Pierwszym przeciwnikiem wysokich opłat, był kapitan luksusowego jachtu Octopus, należącego do Billa Gatesa.
Właściciele ekskluzywnych obiektów turystycznych na Sardynii, obawiają się, że zamożni turyści przestaną tu przyjeżdżać. W piątek pojawiły się sygnały, że tego sezonu w portach może pojawić się mniej jachtów, a na lotnisku mniej prywatnych samolotów.
Przeciwnicy opłat dążą do ich zniesienia, przy pomocy Unii Europejskiej i sądu administracyjnego Sardynii. Tymczasem pojawiają się informacje, że nawet dla najbogatszych Sardynia stała się mniej atrakcyjna.

Zobacz całość »



::: 2006-06-10 :::


Na Podlasiu powstanie tradycyjna tatarska osada!

Zobacz całość »
Polscy Tatarzy pokładają nadzieję w turystyce. W Kruszynianach postanowili wybudować osadę tradycyjnych jurt.
Tatarzy stanowią jedną z najbarwniejszych mniejszości etnicznych w Polsce. Wyznają oni odrębny odłam islamu, obchodzą niepowtarzalne obrzędy i gotują według tradycyjnych przepisów. Szkoda, że ich kultura jest słabo znana, a turyści nieomalże zapomnieli o Kruszynianach i Bohonikowie.
Mieszkańcy wsi postanowili przypomnieć o sobie i postawili na promocję własnej kultury. W ciągu dwóch najbliższych miesięcy wybudują dwie jurty, liczbę tradycyjnych namiotów zamierzają powiększyć do pięciu. Planują także remont meczetu i organizację festynów.
Namioty zostały zamówione u Tatarów z Baszkirii, aby wyglądały jak te, które można spotkać na mongolskich stepach. Zostaną one zbudowane z drewna i pokryte skórą. W środku staną łóżka, na których za opłatą będą mogli nocować turyści. Przybysze będą mogli poznać także tatarską kuchnię, m. in. kołduny, pierekaczewnik, czibureki i pieremiacza.

Zobacz całość »



Konferencja "Strategia rozwoju turystyki w Polsce na lata 2007-2013"

Zobacz całość »
04.11.06 w Warszawie odbędzie się, I Międzynarodowa Konferencja Naukowa, której tematem będzie "Strategia rozwoju turystyki w Polsce na lata 2007-2013 - założenia teoretyczne jako inspiracja dla praktyki".
Konferencja, której organizatorem jest Instytut Turystyki i Rekreacji Akademii Wychowania Fizycznego, ma za zadanie zaprezentowanie koncepcji, programów i produktów turystycznych, jako formy wdrażania strategii rozwoju turystyki w Polsce na lata 2007-2013.
Problematyka międzynarodowego spotkania naukowego dotyczyć będzie identyfikacji, rozwoju i promocji tradycyjnych produktów turystycznych w Polsce i Unii Europejskiej oraz budowy zintegrowanego systemu promocji produktu turystycznego. Omówione zostaną sposoby tworzenia produktów turystycznych z uwzględnieniem zasady zrównoważonego rozwoju, jak również wykorzystanie zasobów ludzkich w obszarze usług turystycznych (doskonalenie zawodowe i kształtowanie kadr, zatrudnienie w małych i średnich przedsiębiorstwach).
Zagadnienia konferencji dotyczyć będą także form turystyki przyjaznej dla środowiska, czyli ekoturystyki i agroturystyki. Poruszone zostaną również istotne społeczne problemy rozwoju turystyki i rekreacji (rekreacja ruchowa w programach imprez turystycznych). Uczestnicy będą analizować badania dotyczące: obszaru turystyki, oczekiwań konsumentów oraz wymogów polskiego i europejskiego rynku. Nie może zabraknąć także rozważań na temat degradacji środowiska terenów turystycznych, rewitalizacji dziedzictwa kulturowego i rozwoju zrównoważonych form turystyki, czy działań instytucji państwowych w zakresie rozwoju turystyki i rekreacji.
Zgłoszenia przyjmowane są do 15.06.06. Szczegółowe informacje znajdują się na stronie www.awf.edu.pl - zakładka "konferencje".

Zobacz całość »



Skamieniałe Miasto odzyska dawną świetność!

Zobacz całość »
Rezerwat przyrody "Skamieniałe miasto" w Cieżkowicach, ma zamiar odzyskać dawną świetność. Planuje się szereg zmian tj. ścieżka przyrodnicza, nowe tablice informacyjne, deptak z kamienia w Harcerskiej Dolinie, a w przyszłości wiadukt nad drogą i stylowa karczma.
Obecnie trwają prace w Harcerskiej Dolinie, gdzie będzie można palić ogniska, pojawią się także nowe ławki. Ponadto uruchomiono już ścieżkę przyrodniczą, której współautorem jest znany rzeźbiarz Stanisław Socha z Faściszowej. Na wykonanych przez artystę stylowych konstrukcjach wiszą już tablice informacyjne.
Projekt przewiduje także wycięcie drzew nad Białą, dzięki czemu poprawi się widoczność na dworek w Kąśnej Dolnej. Odnowione będą wszystkie szlaki turystyczne w rezerwacie. W planach jest również budowa stylowej karczmy (dzierżawca terenu już kompletuje dokumentację). Burmistrz Ciężkowic, Józef Szymański uważa, że nowa infrastruktura stanowi kolejny akcent w walce o turystę. - To jeden z naszych priorytetów. Rezerwat "Skamieniałe Miasto" to nie jedyne miejsce, w którym prowadzone są prace. W ramach rozbudowy infrastruktury turystycznej prowadzone są prace na polu biwakowym i przy amfiteatrze letnim w Jastrzębiej - wyjaśnił burmistrz Szymański.
Czy poprawa wyglądu rezerwatu, trwające od dwóch lat prace nad przygotowaniem projektu oświetlenia części drogi wojewódzkiej oraz iluminacja skał "Czarownica", "Grunwald" i "Skałka z Krzyżem", przyniesie oczekiwane korzyści?

Zobacz całość »



Spotkanie Przewoźników Powietrznych w Paryżu

Zobacz całość »
W stolicy Francji ma miejsce, 62 Zgromadzenie Generalne IATA - Międzynarodowego Stowarzyszenia Przewoźników Powietrznych.
Uczestniczący w obradach, skrytykowali rosnące ceny paliw oraz wysokie opłaty lotniskowe. Wnioskują, że te dwa czynniki spowodują w bieżącym roku, straty w transporcie lotniczym, sięgające 3 mld $.
Dyrektor generalny IATA, Giovanni Bisignani oświadczył podczas obrad, że kompanie lotnicze mogą w przyszłym roku osiągnąć niewielkie zyski, gdy ustabilizują się ceny paliw. Wg niego zyski mogą też zostać osiągnięte poprzez obniżenie kosztów własnych działalności. Najważniejszym posunięć oszczędnościowym ma się okazać likwidacja tradycyjnych biletów, poprzez zastąpienie ich biletami elektronicznymi.
Giovanni Bisignani skrytykował wysokie, jego zdaniem, opłaty lotniskowe oraz zaproponowany przez Jacquesa Chiraca - podatek od biletów lotniczych na finansowanie pomocy dla krajów ubogich.

Zobacz całość »