Subskrypcja





Szukaj







Wyszukiwarka

Obecnie jest zindeksowane 33318 aktualności


Wskazówka: * zastępuje dowolny fragment tekstu!


Archwium aktualności
2007-06-11 do 2007-06-17
(rok 2007, tydzień 24)

Zmień tydzień   Zmień rok

Lista aktualności:

::: 2007-06-11 :::


Złe maniery psów w Tajlandii

Zobacz całość »
W ramach programu zainicjowanego przez króla Bhumibola Adulyadeja do wyszukiwania przemycanych narkotyków zatrudniono psy. Pracują one na lotnisku Chiang Rai w Tajlandii. Była to para kundli o imionach Mok i Lai pochodząca z poniewierki na ulicach.
Po odpowiednim przeszkoleniu Mok i Lai swoją pracę wyszukiwania węchem narkotyków spełniały doskonale. Problem pojawił się wtedy, gdy pasażerowie zaczęli skarżyć się na psy. Powodem skarg było to, że kundle znaczyły moczem obwąchiwane bagaże. Za te niestosowne maniery pieski zostały niestety zwolnione z pracy.

Zobacz całość »



Centralna Magistrala Kolejowa była zablokowana przez kilka godzin

Zobacz całość »
Obecnie trwa przywracanie dwustronnego ruchu na Centralnej Magistrali Kolejowej, która była zablokowana przez kilka godzin po śmiertelnym wypadku, do którego doszło w poniedziałek rano pod Grodziskiem Mazowieckim.
Około godziny 6.30 pod koła pociągu "Polonia" relacji Warszawa-Budapeszt wpadł starszy człowiek. Do godz. 10.30 trwały badania okoliczności wypadku. Zgodnie z procedurą, wstrzymano ruch na obu torach.
Policja szacuje, iż starszy mężczyzna popełnił samobójstwo, wchodząc pod rozpędzony pociąg.
Pasażerowie "Polonii" jadący do Katowic zostali przeniesieni do innego pociągu jadącego w tamtą stronę. Natomiast turyści jadący za granicę muszą poczekać do przywrócenia ruchu dwustronnego.
Na czas przerwy w komunikacji pociągi Intercity i ekspresy, kursujące po magistrali między Warszawą a Katowicami i Krakowem, zostały skierowane na trasę objazdową przez Czachówek. W związku z tym mogą wystąpić opóźnienia w kursowaniu pociągów.

Zobacz całość »



Niemieccy emeryci chcą podróżować

Zobacz całość »
33% pracujących Niemców deklaruje, iż pieniądze odkładane na starość wyda na podróże. Podkreślają oni jednak, iż dotyczy to zasobów zebranych w prywatnych funduszach emerytalnych.
Z sondażu przeprowadzonego na zlecenie Deutsche Post wynika, iż pracujący Niemcy doskonale wiedzą, jak wykorzystają pieniądze, gromadzone na funduszach emerytalnych. Chcą oni przede wszystkim zachować poziom życia z okresu aktywności zawodowej. Druga rzecz, jaką niemieccy emeryci chcą robić po przejściu na emeryturę jest podróżowanie. Bowiem aż 36% respondentów zadeklarowała, iż przejściu na emeryturę wybiorą się w podróż.
Najwięcej przyszłych niemieckich emerytowanych turystów pochodzi z Nadrenii Północnej - Westfalii.

Zobacz całość »



Amerykańskie restauracje promują się w Internecie. A polskie?

Zobacz całość »
Z badań firmy AIS Media wynika, iż prawie 90 procent amerykańskich restauracji posiada swoją stronę internetową. Strona te jest uważana za istotne narzędzie marketingowe - zarówno do zdobywania nowych klientów, jak i do utrzymania lojalności dotychczasowych.
Badanie AIS Media zostało przeprowadzone w dniach 19-23 marca 2007 roku. Wzięło w nim udział prawie 6000 restauracji w USA. Większość badanych lokali traktowała swoją stronę www w sieci jako główne narzędzie marketingowe. Również poczta e-mail uznana była za istotną w marketingu restauracji - aż 69% respondentów używało jej jako głównego sposobu na zdobycie nowych klientów.
Połowa badanych restauracji zaznaczyła, iż zamierza zwiększyć swoje nakłady na internetowy marketing, gdyż ten rodzaj marketingu jest bardzo perspektywiczny. 43% zamierza pozostawić te nakłady na dotychczasowym poziomie, a tylko 4% oświadczyło, iż chce je zmniejszyć. Pozostałe 3% jeszcze nie podjęło decyzji w tej kwestii.

Zobacz całość »



Turyści i grzybiarze powinni uważać na żmije w lesie

Zobacz całość »
Na beskidzkich szlakach należy uważać na żmije. Ze względu na wysokie temperatury i dużą wilgotność często wychodzą one z kryjówek i wygrzewają się w słońcu.
W czerwcu wprawdzie ratownicy grupy beskidzkiej GOPR nie odnotowali zbyt wielu przypadków pokąsania turystów. Jednak lekarze z Żywca wspominają, iż na początku maja zetknęli się z trzema przypadkami ukąszeń. Zaznaczyli, iż na wszelki wypadek, zgromadzono w karetkach pogotowia i szpitalach odpowiednie zapasy surowicy.
Ratownicy GOPR przypominają turystom, by zwracali baczną uwagę na drogę. Żmije bowiem kąsają tylko wtedy, gdy czują zagrożenie. Idąc do lasu warto mieć więc solidne, wysokie obuwie.
Na świecie żyje około 190 gatunków żmij. W Polsce spotkać można głownie jadowitą żmiję zygzakowatą, która może dorastać nawet do 90 centymetrów długości. Żmije najczęściej przebywają na polankach lub przecinkach w podmokłych lasach, a także na stosach kamieni na pograniczu pól i lasów w okolicach górzystych.

Zobacz całość »



Szykuje się rekordowy sezon dla biur podróży?

Zobacz całość »
W tym roku biura turystyczne przygotowały o kilkadziesiąt procent więcej ofert niż w roku ubiegłym. Wycieczki sprzedają się bardzo dobrze, a rynek wart jest już 8 mld zł - szacuje Rzeczpospolita.
Organizatorzy wycieczek szacują, że będzie to rekordowy sezon. Po gorszych latach dla biur podróży, kiedy ich liczba znacznie się zmniejszyła, zaczęły powstawać nowe, czyli walka o portfel klienta staje się bardziej zacięta. Według danych Expert Monitor, firmy zajmującej się monitoringiem rynku reklam w mediach, wydatki reklamowe organizatorów wycieczek w pierwszych czterech miesiącach 2007 roku były o około 45% wyższe niż w roku 2006. Najwięcej na reklamę wydają: Triada, Itaka i Rainbow Tours. Każde z tych biur zarezerwowała w tym roku o kilkadziesiąt procent więcej miejsc w samolotach i hotelach niż rok temu.
Piotr Henicz z biura podróży Itaka wyznał - Przygotowaliśmy o połowę więcej miejsc niż w 2006 roku. I wszystko wskazuje na to, że je sprzedamy. Do końca maja klienci wykupili 70 procent wszystkich wyjazdów wakacyjnych, w przypadku których sezon trwa aż do października.
Itaka jako pierwsza weszła na rynek z ofertą letnią już 11 grudnia 2006 roku. Obecnie od kilku tygodni sprzedaje wycieczki egzotyczne na zimowe miesiące.
Już od kilku lat większość wycieczek sprzedawanych jest od stycznia do marca w promocjach typu first minute. Jednak osoby, które czekają do ostatniej chwili też mają jeszcze w czym wybierać. Portale turystyczne jak: Easygo.pl, Wakacje.pl i Travelplanet.pl mają obecnie po kilkadziesiąt tysięcy propozycji typu last minute. Andrzej Glapiak z Easygo.pl zaznacza - Rabaty sięgają nawet 30 procent ceny katalogowej. Zdarzają się też superokazje. Jeżeli np. dany organizator zostaje z wolnymi miejscami w samolocie, daną ofertę tuż przed wyjazdem można kupić, płacąc praktycznie tylko tyle, ile kosztowałby sam przelot. Biura gotowe są zejść drastycznie z ceny po to, aby pokryć koszty lotu.
Tegoroczne ceny wycieczek są podobne do tych z zeszłego roku. Rośnie również średnia wartość rezerwacji i obecnie przekracza już 4,5 tys. zł. Kilka lat temu wynosiła ona około 3,8 tys. zł. Obecnie coraz częściej na wakacje wyjeżdża cała rodzina. Polacy chętniej też chcą odpoczywać w lepszych warunkach. Z biurem podróży turyści najczęściej wyjeżdżają do Egiptu, Grecji i Włoch. Mariusz Florczyk, prezes katowickiego biura Mega Travel wyznał - Rośnie też liczba rezerwacji na zwiedzanie miast. Coraz więcej zapytań dostajemy na temat wyjazdów na imprezy sportowe.
Firmy borykają się też z problemami. Magdalena Plutecka-Dydoń z Neckermanna wyznała - Na pewno utrudnieniem uniemożliwiającym poszerzanie oferty jest trwająca już dość długo rozbudowa lotniska w Warszawie oraz słaba konkurencja na rynku przewoźników.
Aleksandra Kosmala z Rainbow Tours dodaje - Myślę nawet, że tracimy jakąś część klientów przez to, że nie jesteśmy w stanie zapewnić samolotów.
Przelot w całym oferowanym pakiecie jest najdroższy. Dlatego też brak konkurencji na rynku przewoźników, a także wysokie ceny paliwa uniemożliwiają obniżanie cen wycieczek. Jednak euro i dolar, waluty w których kontraktowane są rezerwacje są słabsze wobec złotego w porównaniu z ubiegłymi latami. Piotr Zawistowski, prezes Triady podkreśla - Niewątpliwie to także zachęca Polaków do podróży zagranicznych. Po prostu jest tam teraz dla nas taniej niż dawniej.
Zgodnie z Rzeczpospolitą obecnie w Polsce działają 2753 biura turystyczne. Większość z nich, bo 2110 zajmuje się zarówno organizowaniem wycieczek, jak i pośredniczeniem w sprzedaży ofert innych firm. Tylko 597 biur zajmuje się tylko organizowaniem wyjazdów.
Według GUS rentowność biur podróży w ubiegłym roku wzrosła do 2,3%, przy 1,8% w 2005 roku i 1,9% w 2004. Jednak w porównaniu z innymi branżami jest to bardzo mało.
Aleksandra Kosmala wyjaśnia - Biura, na ile tylko mogą, rezygnują z zysku, by sprzedać wycieczkę po jak najatrakcyjniejszej cenie. Zawistowski potwierdził - Cena jest kluczowym czynnikiem. Wciąż liczy się każde 50 złotych.

Zobacz całość »



Air Asia uruchomi tanie loty pomiędzy kontynentami

Zobacz całość »
Tania linia Air Asia Long Haul zamierza uruchomić we wrześniu loty długodystansowe pomiędzy kontynentami. Jeżeli tak się stanie, bilet z Europy do Azji może kosztować tylko 200 zł. Będzie to największa rewolucja na rynku lotniczym od momentu pojawienia się tanich linii.
Za tą sytuację odpowiedzialny jest Tony Fernandes, który zaznacza - Linie, które chcą za swoje bilety tysięcy dolarów, mają kłopot. Duży kłopot.
Jeżeli Fernandesowi uda się osiągnąć to co zamierza, przeloty na długich trasach zmienią się już na zawsze. Poinformował - Już 8 września wystartuje pierwszy w historii tani lot międzykontynentalny z Kuala Lumpur do Australii. Później pewnie uruchomimy Londyn, może Pragę, Berlin, Paryż. No i oczywiście Chiny. Najniższa cena to 3 USD za lot z Wielkiej Brytanii do Malezji.
Jeśli uda mu się zrealizować swoje plany, będzie to cios dla tradycyjnych linii lotniczych, które obecnie zarabiają głównie na przewozach międzykontynentalnych.
Fernandes wszedł do biznesu lotniczego w 2001 roku, gdy znudziła mu się praca producenta muzycznego dla Warner Music. Wyznał - W czasie podróży po Europie, kiedy leciałem samolotem easyJet, doznałem olśnienia: A jakby coś takiego rozkręcić u mnie, w Malezji? Poszukałem pieniędzy, znajomych i już. Powstała Air Asia.
Za 1 malezyjskiego ringgita, czyli 26 centów kupił zbankrutowaną linię lotniczą, która posiadała dwie maszyny oraz mnóstwo długów. Przez sześć lat zmienił ją w największą tanią linię w Azji. Obecnie firma ma 54 samoloty, a zamówionych zostało kolejnych 100 maszyn - airbusów A320, które zabierają na pokład po 180 osób.
Fernandes zaznacza - W tym roku przewieziemy 18 mln pasażerów. Polski LOT w minionym roku przewiózł 4,7 mln pasażerów.
Szef Air Asia ma już konkretny plan na uruchomienie połączeń międzykontynentalnych oraz pieniądze, aby rozpocząć rewolucję na niebie. W samolotach mają być tylko dwie klasy: ekonomiczna i superekonomiczna. W klasie superekonomicznej będzie mało miejsca na nogi. Jeżeli ktoś będzie chciał podróżować wygodniej, będzie musiał dopłacić do klasy ekonomicznej. Jednak nie wiadomo jeszcze ile.
Rezerwacja biletów będzie odbywać się wyłącznie przez internet. Linia operować będzie tylko pomiędzy dwoma punktami, czyli np. z Kuala Lumpur do Sydney i z powrotem. Jeżeli pasażer będzie chciał polecieć dalej np. na Bali będzie musiał sam sobie to zorganizować. Linia nie będzie przekierowywać bagażu do innego samolotu.
Posiłki podczas dziesięciogodzinnego lotu będą, ale tylko za dopłatą. Dodatkowo zapłacić trzeba będzie też za film w samolocie.
Według założenia Fernandesa samolot mają przebywać w powietrzu jak najdłużej, nie powinno być przestojów, a miejsca powinny być zapełnione w 80%. Wówczas linia będzie zarabiała.
Do tej pory specjaliści uważali, że zyski z taniego latania są możliwe wyłącznie na krótkich dystansach. Michael O'Leary, szef Ryanaira oraz specjalista lotów niskokosztowych zaznaczał, że nikt nie może zarabiać pieniędzy na tanim locie, który trwa dłużej niż dwie godziny z powodu kosztów paliwa oraz kosztu obsługi lotów.
Jednak Fernandes odpowiada - Chyba, że weźmie się airbusa A330-300, wypcha się go pasażerami po sam dach i puści na trasę, gdzie turyści latają jak szaleni. Jak wyląduje - pasażerowie szybko wysiądą, zatankujemy w godzinę. Samolot weźmie nowych ludzi na pokład i wróci.
Szef Air Asia zamówił już 15 samolotów A330-300. Najczęściej w tradycyjnych liniach w takich samolotach, które obsługując długie trasy jest 295 foteli, które podzielone są na klasę first (najbardziej luksusowa), biznes oraz ekonomiczną. Fernandes zaznacza - My na pokładzie samolotu upchniemy 400 osób. Żadnego szampana, chyba że go sobie kupisz. Odlot o 2 w nocy, a nie w południe. No i najważniejsze - moje maszyny będą w powietrzu przynajmniej przez 16-20 godzin na dobę. Bo jak stoją na lotnisku, to nie zarabiają.
Na pytanie, czy bardziej nie opłacałoby się użyć na takiej trasie A380, największego samolotu pasażerskiego świata, w którym mieści się 555 osób, Fernandes odpowiada - Nie. Robiliśmy symulacje. Ja bym wcisnął do niego 846 pasażerów, ale taki lot się nie opłaca. Wysiadanie i wsiadanie jest zbyt czasochłonne. Tradycyjne linie idą w stronę drogich biletów dla biznesmenów. Muszą to robić, bo ich samoloty parkują po osiem godzin na ziemi.
Szef AirAsia jest pewny, że znajdzie wystarczająco dużo chętnych pasażerów, którzy polecą w gorszych warunkach i bez posiłków, ale za niższą cenę. Podkreśla - Chciałbyś polecieć z Warszawy na wakacje do Malezji za 100 USD? No jasne, że tak. Podobnie myślą twoi kumple i ich żony. Ludzie chcą latać, poznawać. To jest fenomen, którego dziś nikt nie docenia i nie doceniał też przed wejściem tanich linii w Europie. I co? I okazało się, że tanie linie nagle wożą tych, którzy wcześniej nie latali, bo nie było ich stać, żeby wywalić swoją pensję na bilet do Londynu. A teraz ich stać.
Fernandes postawił na niskie ceny i zamierza wejść na nowy rynek, który jeszcze przez nikogo nie jest zajęty. Jego pomysł może się powieść, jeżeli nie w Azji, to nad Atlantykiem. Już niedługo, bo w marcu przyszłego roku zostanie otwarte niebo pomiędzy Unią i USA. Wówczas będzie znacznie więcej połączeń, a z Polski do USA będzie można polecieć nie tylko LOT-em.
Fernandes przyznał - Michael O'Leary, szef Ryanair, zapowiedział już, że za trzy lata będzie chciał uruchomić taniego przewoźnika do USA. Ale on już jest spóźniony, jestem pewien, że Air Asia będzie pierwsza. I zarobi dużo, naprawdę dużo pieniędzy.

Zobacz całość »



Awaria w parku rozrywki Springs & Crystal Falls

Zobacz całość »
Wczoraj wieczorem, w amerykańskim parku rozrywki Springs & Crystal Falls doszło do awarii rollercoastera. Kilkanaście osób spędziło pół godziny wisząc do góry nogami w kolejce, która zatrzymała się około 50 m. nad ziemią. Powodem awarii było odcięcie zasilania.
Dookoła zatrzymanego urządzenia szybko zebrał się tłum widzów. Uwolnienie gości trwało 30 minut, nie obyło się tez bez sprowadzenia specjalistycznego wozu strażackiego. Gdy pasażerowie dotarli na ziemię, powitały się oklaski i wiwaty. Świadkowie incydentu opowiadali, że wszyscy mieli bardzo czerwone twarze. W przypadku jednej osoby konieczna była hospitalizaja, mężczyzna uskarżał się na silny ból głowy i szyi.
Kolejka X-Coaster była jednym z kilku pechowych urządzeń, które przestały działać w wyniku odcięcia zasilania. Do awarii linii energetycznej doszło poza terenem parku Springs & Crystal Falls. Według Marka Hunta z firmy dostarczającej energię elektryczną, przyczyny awarii prawdopodobnie były bardzo proste: zwierzę lub gałąź, które utknęły na liniach wysokiego napięcia. Trwają poszukiwania miejsca usterki.

Zobacz całość »



Cafe Jubilee szuka franczyzobiorców w Polsce

Zobacz całość »
Cafe Jubilee to franczyza wywodząca się z Malty polegająca na prowadzeniu lokalu gastronomicznego, plasującego się w niszy rynkowej pomiędzy barem bistro a drogą restauracją. Trzej bracia zbudowali wokół swojego pomysłu ideologię, która pozwala spojrzeć na ich koncept jak na coś więcej niż lokal gastronomiczny.
Pierwsza Cafe Jubilee została otwarta w 1998 roku na Malcie. Potem powstały dwa kolejne, obecnie bardzo dobrze prosperujące i rozwijające się lokale. Cafe Jubilee to biznes rodzinny, wspierany przez zespół kierowników i konsultantów na rynku krajowym i zagranicznym. Celem twórców Cafe Jubilee jest dalsza ekspansja systemu, czyli otwieranie nowych punktów oraz umacnianie pozycji sieci. W Cafe Jubilee w stylowych, urządzonych w drewnie i mosiądzu wnętrzach serwowane jest oryginalne, inspirowane kuchnią śródziemnomorską menu, uzupełnione winami i kawą. Sącząca się w tle muzyka dopasowywana jest do pory dnia, tak aby stworzyć doskonały nastrój i dać gościom poczucie komfortu.
Obecnie Akademia Rozwoju Systemów Sieciowych (ARSS) poszukuje dla Cafe Jubilee franczyzobiorców. Preferowane lokalizacje to Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań i Trójmiasto. Zdaniem ARSS przystąpienie do sprawdzonego za granicą pomysłu na biznes wiąże się dla franczyzobiorcy z wieloma korzyściami, do których należy m.in
- współpraca w ramach systemu franczyzowego, którego operator posiada wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu działalności z udokumentowanymi sukcesami biznesowymi,
- możliwość korzystania ze sprawdzonej wizualizacji i atrakcyjnego, dającego niepowtarzalny klimat wystroju architektonicznego,
- stabilność działania: 7-letni kontrakt z możliwością automatycznego przedłużenia go na kolejne 5 lat (przy założeniu, że współpraca w ramach umowy franczyzowej będzie przebiegać zgodnie z ustalonymi kryteriami),
- ciągły rozwój systemu i oferty,
- zyskowność,
- satysfakcjonujący zwrot z inwestycji.
Od franczyzobiorcy wymagane są nakłady inwestycyjne w wysokości 160 000 Euro, 40 000 Euro opłaty wstępnej i 2750 - 3600 Euro opłaty bieżącej.
Cafe Jubilee rozpoczęła już ekspansję w Europie Środkowo-Wschodniej. Nowe lokale tej marki powstaną m.in. na Węgrzech, w Rumunii, Słowacji i Bułgarii.

Zobacz całość »



Bilety Centralwings za 79 zł bez dodatkowych kosztów

Zobacz całość »
Rusza nowa promocja Centralwings. Zgodnie z jej warunkami do Paryża, Londynu i Rzymu można polecieć za 79 złotych. Dokładnie tyle wyniesie całkowity koszt przelotu przy rezerwacji biletów Centralwings w ramach uruchomionej dziś Promocji "Bez Gwiazdek".
Przez cały tydzień, aż do najbliższej niedzieli, będzie można rezerwować tanie loty do Anglii, Francji, Włoch i Irlandii. Aby skorzystać z promocji swoją podróż należy zaplanować od 18 czerwca do 31 lipca 2007 r. Promocyjna cena 79 złotych jest kwotą brutto i obejmuje zarówno opłaty paliwowe jak i pasażerskie, więc klienci nie muszą ponosić żadnych dodatkowych kosztów.
Promocja "Bez Gwiazdek" reklamowana jest w prasie ogólnopolskiej, angielskich i irlandzkich gazetach polonijnych oraz w internecie. Spójna kreacja inspirowana jest grą komputerową Packman. Na banerach internetowych animowany samolot Centralwings, podobnie jak słynny bohater gry zjada napotkane rzeczy - tym razem są to gwiazdki kojarzone z dodatkowymi opłatami. W ten sposób reklama jasno i czytelnie pokazuje, że pasażerowie nie muszą się martwić o żadne inne koszty.
Wspomniane banery pojawiły się na największych portalach internetowych: Onet, Wirtualna Polska, Interia oraz o2. Oprócz tego kampania reklamowa objęła także niestandardowy format jakim jest tzw. Memostick na pierwszej stronie poniedziałkowej Gazety Wyborczej. Dzięki zastosowaniu oryginalnych form przekazu kreacje Centralwings mają wyróżniać się na tle innych reklam. Reklamy prasowe Promocji "Bez Gwiazdek" ukażą się także w Dzienniku, Metrze i Fakcie oraz tytułach polonijnych takich jak: Cooltura, Goniec Polski, Nowy Czas Polska Gazeta, Polski Herald.
Promocję Centralwings zaplanował doskonale. Niestety, strona przewoźnika nie jest chyba przystosowana do promocji. Zwiększony ruch bowiem jej nie służy - zamiast pokazywać wyniki wyszukiwania, zaprasza pasażerów do zakupu biletu w innym terminie.

Zobacz całość »



::: 2007-06-12 :::


Przewoźnicy poniosą koszty niedostosowania polskiego prawa do unijnego?

Zobacz całość »
Polscy przewoźnicy będą otrzymywać wysokie kary pieniężne za nieprawidłowe wystawienie kierowcom zaświadczenia dotyczącego przyczyn braku tzw. wykresówek.
11 kwietnia bieżącego roku weszło wżycie nowe rozporządzenie unijne nr 561/2006, które reguluje dopuszczalny czas pracy kierowców. Przewoźnicy już się z nim zapoznali i dostosowali czas jazdy kierowców do nowych przepisów. Jednak niewielu wie, że weszła również w życie nowa dyrektywa kontrolna nr 22/2006, która reguluje zasady kontroli prawidłowego wykonywania przepisów normujących czas pracy kierowców oraz zasady stosowania tachografów.
Wśród wielu zmian, w tym między innymi zwiększenie liczby kontroli Inspekcji Transportu Drogowego, nowa dyrektywa w art. 11 ust. 3 wprowadza upoważnienie dla Komisji Europejskiej do opracowania wzoru formularza, które będzie miał zastosowanie, gdy kierowca przebywa na zwolnieniu chorobowym lub urlopie wypoczynkowym albo gdy prowadził pojazd, do którego nie mają zastosowania przepisy.
W wykonaniu tego przepisu Komisja Europejska wydała 12 kwietnia bieżącego roku decyzję nr 230/2007 w sprawie wzoru formularza. W załączniku do decyzji dokładnie wskazano jak powinno wyglądać zaświadczenie, które pracodawca wystawia kierowcy.
Niestety polskie przepisy nie są dostosowane do przepisów unijnych. Zgodnie z art. 31 ust. 1 ustawy kierowca, który w danych dniach nie prowadził pojazdu lub prowadził pojazd, do którego nie mają zastosowania przepisy unijne, na żądanie osoby kontrolującej powinien przedstawić zaświadczenie, w którym zawarte są następujące dane:
- imię i nazwisko kierowcy,
- okres, którego dotyczy,
- wskazanie przyczyny nieposiadania wykresówek,
- miejsce oraz datę wystawienia,
- podpis pracodawcy.
Natomiast przepisy unijne wymagają dodatkowo jeszcze oświadczenia oraz podpisu samego kierowcy. Dodatkowo polska ustawa nie przewiduje żadnego wzorcowego formularza, który powinien być używany zgodnie z wymogami prawa unijnego.
Dyrektywa kontrolna oraz decyzja Komisji Europejskiej zostały skierowane tylko do państw członkowskich. Dlatego też polski ustawodawca powinien pilnie znowelizować art. 31 ust. 1 ustawy o czasie pracy kierowców, gdyż jest sprzeczny z regulacjami unijnymi.
Ostatnia nowelizacja polskiej ustawy o czasie pracy kierowców, która została podpisana przez prezydenta 23 maja bieżącego roku i czeka na publikację w Dzienniku Ustaw zmieniła art.31 ust. 1 ustawy, jednak nie dostosowała go do wymogów decyzji Komisji Europejskiej. Dlatego też polski Skarb Państwa może odpowiadać za brak dostosowania przepisów do prawa unijnego.
Jak na razie polscy przewoźnicy powinni stosować się wprost do przepisów unijnych, co pozwoli im uniknąć problemów podczas zagranicznych kontroli.

Zobacz całość »



We Wrocławiu powstanie pięciogwiazdkowy hotel Hilton

Zobacz całość »
Przy Poczcie Głównej we Wrocławiu powstanie pięciogwiazdkowy hotel Hilton. Wybuduje go spółka Wings Properties, która należy do międzynarodowej grupy kapitałowej Star Enterprise Limited, właściciela tysięcy nieruchomości na całym świecie. W Polsce spółka zainwestowała już ponad miliard euro.
W niedzielę, 7 czerwca Wrocław rozstrzygnął przetarg na sprzedaż parceli przy ulicy Podwale 82-91, czyli parkingu pomiędzy Galerią Dominikańską, a Pocztą Główną. Teren został przeznaczony pod budowę luksusowego hotelu. Zgłosiło się czterech oferentów. Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, ogłaszając zwycięzcę podkreślił - Sami potentaci.
Przetarg wygrała spółka Wings Properties. Za blisko hektarową działkę zapłaciła ponad 35 mln zł przy cenie wywoławczej 10 mln zł. W ciągu trzech lat spółka ma postawić tam pięciogwiazdkowy hotel Hilton.
Grzegorz Roman, dyrektor departamentu architektury i rozwoju urzędu miejskiego zaznaczył - Hilton to marka, która rodzi prestiż. Dzięki niemu Wrocław wejdzie do ligi wielkich miast.
Hotel został zaprojektowany przez renomowane paryskie biuro Gottesman-Szmelcman Architecture SARL. Asaf Gottesman, autor koncepcji wrocławskiego Hiltona poinformował - To będzie nie tylko hotel, a monument reprezentujący dzisiejszy Wrocław, jego optymizm i dynamikę.
Wings Properties jest spółką-córką międzynarodowej grupy kapitałowej Star Enterprise Limited, której udziałowcami są firmy izraelskie, amerykańskie, szwajcarskie oraz australijskie. Grupa na całym świecie ma tysiące nieruchomości. Hotele, apartamentowce oraz galerie handlowe ma w Stanach Zjednoczonych, Izraelu, Francji, Grecji i Korei. W Polsce już postawili lub są w trakcie budowy m.in. apartamentowców Angel City i Angel Plaza w Krakowie, a także Rezydencji Wilanów i Wilanów One w Warszawie. We Wrocławiu już kupili od miasta działkę przy ulicy Menniczej - chcą tam słynny Spichlerz zamienić na luksusowy hotel, natomiast od WPO Alby kupili działkę na rogu ulicy Traugutta i Walońskiej, gdzie ma powstać tysiąc luksusowych apartamentów. Izraelczyk Ron Ben Shahar, prezes zarządu Wings Properties wyznał - W Polsce zainwestowaliśmy już miliard euro. Teraz chcemy się skupić na Wrocławiu. Dlatego siedzibę firmy mamy właśnie tu, na ulicy Wita Stwosza. To, co zdążyliśmy kupić we Wrocławiu, to dopiero początek naszych inwestycji.
We Wrocławiu swoją siedzibę ma też inny potentat rynku nieruchomości, czyli międzynarodowy fundusz inwestycyjny Verity Development, który należy do Irańczyka Alego Dadressana. Fundusz ten od dwóch lat wygrywa prawie wszystkie miejskie przetargi. Udziały w nim posiada między innymi rodzina królewska z Arabii Saudyjskiej.
Marek Kończak, doradca rynku nieruchomości zaznaczył - Pojawienie się kolejnego tak dużego gracza na wrocławskim rynku nieruchomości zaostrzy rywalizację na miejskich przetargach. Ale dla mieszkańców może okazać się zbawienny. Gdy zacznie budować tak dużo, ile ma w planach, zwiększy się podaż mieszkań w mieście i ceny jeśli nie spadną, to przynajmniej wyhamują.
Conrad Nicholas Hilton kupił swój pierwszy hotel w USA tuż po I wojnie światowej. Obecnie Hilton Group ma ponad 500 hoteli na całym świecie, a jej majątek wyceniony został na 6 mld USD. Dziedziczką fortuny Hiltonów jest między innymi Paris Hilton. Do sieci należą hotele Waldorf Astoria, Hampton, Hilton Garden Inn, Doubletree, Homewood Suites, Embassy Suites, Conrad i Hilton.
Wrocławski Hilton ma zostać oddany do użytku w 2010 roku. Będzie posiadał sześć kondygnacji, a na najwyższych piętrach zaprojektowanych zostało 420 luksusowych pokoi i apartamentów. Na niższych będą sale konferencyjne, restauracje, powierzchnie usługowe, basen, centrum odnowy biologicznej oraz centrum fitness znanej amerykańskiej firmy Holmes Place. Parter wypełniony będzie przez ogród, Centrum Mediów Współczesnych, czyli muzeum sztuki współczesnej oraz klub jazzowy Blue Note, wzorowany na legendarnym lokalu w Nowym Jorku. W podziemiach znajdować się będzie parking na 250 miejsc. Fasada hotelu będzie wyłożona bardzo plastycznym materiałem Corian. Cała inwestycja ma kosztować 300 mln zł.

Zobacz całość »



Gospodarka Niemiec nie zyskała zbyt wiele podczas ostatniego mundialu

Zobacz całość »
Wbrew nadziejom ani drużyna piłkarska, ani gospodarka Niemiec nie zyskały zbyt wiele podczas ostatnich mistrzostw świata w piłce nożnej. Według dziennika "Sűddeutsche Zeitung", który powołuje się na raport specjalistów Niemieckiego Instytutu Gospodarczego (DIW), oczekiwania na koniunkturalny impuls dla gospodarki były niestety znacznie przesadzone.
Z informacji dziennika wynika, że zagraniczni goście zostawili w Niemczech około 500 mln euro, co było tylko połową oczekiwanej kwoty, a w swych zakupach skoncentrowali się na piwie, jedzeniu i gadżetach. Aż 40% sklepów zanotowało w czasie mundialu spadek obrotów, ponieważ wielu ich stałych klientów unikało w tym czasie wypraw do centrów miast.
Markus Kurscheidt z Uniwersytetu w Bochum, współautor obszernej analizy ekonomicznych efektów mundialu 2006 w Niemczech, szacuje, że Niemcy zarobili na mundialu nie więcej niż dwa mld euro. Dodatkowy wzrost gospodarczy natomiast liczy się w promilach. Kurscheidt przyznaje również, że zsumowanie wszystkich kosztów organizacji mistrzostw świata jest niemożliwy, ponieważ rząd przyznaje się zaledwie do wydatków na inwestycje nieprzekraczających 3 mld euro. Wydatki te nie obejmują jednak wielu pozycji takich jak: modernizacja dworców kolejowych czy ogromnych kosztów związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa.
Z analiz DIW wynika również, że zdecydowana większość turystów goszczących podczas mundialu i tak miała zamiar odwiedzić Niemcy w roku ubiegłym. Podobne zjawisko wystąpiło w czasie mistrzostw Europy w Grecji i Portugalii. Dodatkowe przychody z turystyki piłkarskiej okazały się w tych krajach niewiele większe.
Niemieccy eksperci są więc mundialem rozczarowani. Wzrosło nieco zatrudnienie, jednak tylko na czas mistrzostw. Według danych "Sűddeutsche Zeitung" dzięki mundialowi powstało ok. 10 - 50 tys. nowych miejsc pracy, co jednak, według dziennika, przy ponad czteromilionowym niemieckim bezrobociu nie jest godną wzmianki korzyścią. Nie zanotowano również żadnych znaczących efektów w postaci wzrostu obrotów handlu detalicznego. Okazało się także, że korzystne prognozy rządu przedstawiane przed mistrzostwami były całkowicie przesadzone.

Zobacz całość »



Od nowego roku zdrożeją posiłki w restauracjach?

Zobacz całość »
Od 1 stycznia 2008 roku każdy posiłek zakupiony w restauracji będzie objęty 22% podatkiem VAT zamiast dotychczasowego 7%. Podrożeją więc posiłki w restauracjach.
Niższą stawkę na usługi gastronomiczne Polska mogła stosować, ponieważ wynegocjowała ją w traktacie akcesyjnym. Jednak tylko do końca tego roku.
Chociaż do zmiany pozostało zaledwie kilka miesięcy, restauratorzy nie są w stanie powiedzieć, czy wyższe stawki podatku przerzucą bezpośrednio na klientów, czy też zrezygnują z własnej marzy.
AmRest, który prowadzi sieć lokali Pizza Hut oraz KFC w nowej, przedstawionej tydzień temu strategii rozwoju nie wspomina o wyższej stawce VAT. Podobna sytuacja jest w debiutującym na giełdzie PolRest, znanym z restauracji Rooster oraz spółce Sfinks Polska.
Według Kornela Drozdowskiego, prezesa PolRestu, tylko duzi gracze będą w stanie, chociaż na pewien czas obniżyć swoje marże i zdecydować się na niższą rentowność przedsięwzięć. Tłumaczy - Nie wydaje mi się jednak, żeby tak samo mogły się zachować małe podmioty branży gastronomicznej, gdyż ich rentowność jest znacznie niższa. Oznacza to wzrost cen posiłków.
Henry McGovern, szef American Restaurants zaznaczył - Oczekujemy wpływu wyższego VAT na naszą działalność dopiero w 2009 roku. Spółka przeszła już podwyżkę VAT w Czechach, gdzie też zarządza lokalami KFC i Pizza Hut. McGovern wyjaśnia - Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale wyższy podatek VAT ma wpływ na biznes restauracyjny dopiero po sześciu miesiącach od wprowadzenia.
Sfinks Polska, spółka, która zarządza restauracjami Sphinx i Chłopskie Jadło nie zdradza, czy i w jakim stopniu przerzuci wyższy podatek na klientów. W spółce powiedziano jedynie, że zarząd nie podjął w tej sprawie ostatecznej decyzji.
Przedstawiciele giełdowych spółek gastronomicznych zapewniają, że wzrost podatku na usługi gastronomiczne nie wpłynie na ich plany dotyczące rozwoju sieci. Sfinks poinformował, że jego plany potrojenia liczby restauracji do końca 2011 roku, zostały potwierdzone w kwietniu bieżącego roku i nie należy się spodziewać żądnych zmian. Natomiast AmRest NV ogłosił tydzień temu, że w ciągu trzech lat chce trzykrotnie zwiększyć przychody ze sprzedaży w porównaniu z końcem ubiegłego roku. PolRest zamierza do końca 2009 roku dwuipółkrotnie zwiększyć liczbę prowadzonych lokali. Obecnie ma ich 18. Łukasz Wachełko, analityk CAIB zaznacza - Wprowadzenie wyższego VAT może zakłócić lub spowolnić rozwój sieci, ale raczej go nie zahamuje. Według niego VAT nie jest istotnym elementem w długoterminowych prognozach sieci gastronomicznych.
Europejskie stowarzyszenie hotelarzy i restauratorów Hotrec uważa, że wkrótce w Unii rozpocznie się dyskusja nad restauracyjnymi stawkami. Do końca czerwca ma być przygotowany unijny raport o wpływie niższych stawek VAT na usługi lokalne, do których zaliczana jest też gastronomia. Dokument ma pokazać, w jaki sposób niższe stawki wpływają na tworzenie nowych miejsc pracy, wzrost gospodarczy oraz funkcjonowanie lokalnego rynku.
Natomiast Komisja Europejska zaproponowała włączenie usług restauracyjnych do aneksu III dyrektywy VAT, co pozwoliłoby na stosowanie niższej stawki na te usługi w całej Unii Europejskiej. Do tego potrzebna jest jednomyślność rządów wszystkich 27 państw. Sprawa ta ciągnie się już od czterech lat. Jerzy Martini, doradca podatkowy w kancelarii Baker & McKenzie zaznacza, że nie ma możliwości, żeby dyrektywa ta uległa zmianie przed końcem roku, aby Polska w ten sposób uniknęła podwyższenia stawki VAT.

Zobacz całość »



Na Dolnym Śląsku jest szlak rowerowy z prawdziwego zdarzenia

Zobacz całość »
Na Dolnym Śląsku istnieje ciekawie wytyczony oraz dobrze oznakowany szlak rowerowy - 147 kilometrowy odcinek Wrocław - Paczków. Znajdują się przy nim nawet specjalne miejsca na pikniki.
Odcinek z Wrocławia do Paczkowa liczy 147 kilometrów i fragmentem szlaku EuroVelo 9, który biegnie z Gdańska do Puli w Chorwacji. Prawie w każdej miejscowości na trasie znajdują się tablice informacyjne z symbolem szlaku R 9, a na nich mapy, zdjęcia oraz obszerne informacje o miejscowych atrakcjach. W bieżącym roku urządzono również 16 miejsc postojowych z zadaszonymi ławami lub wiatami. Na ważniejszych skrzyżowaniach ustawiono drogowskazy z odległościami.
Wydany został też przewodnik z kompletem dokładnych map. Dodatkowo działa poświęcona szlakowi witryna internetowa www.Eurovelo.pl.
Z Wrocławia można przejechać pociągiem do odległego o 30 kilometrów Mietkowa. EuroVelo 9 biegnie tuż obok stacji. Na słupach oraz drzewach znajdują się tabliczki z zielonym rowerkiem oraz symbolem R 9. Za wsią szlak wiedzie w pobliżu wysokiego wału Zalewu Mietkowskiego, który spiętrzony jest wody Bystrzycy. Jest to największy na Dolnym Śląsku sztuczny zbiornik. Dodatkowo leży on na trasie przelotów gęsi i późną jesienią oraz wczesną wiosną ich wielkie stada zatrzymują się właśnie tam na wypoczynek. Godna polecenia jest przejażdżka górą wału, wzdłuż wody. Biegnie tamtędy ścieżka wśród dzikich róż.
Kilka kilometrów dalej, koło skrzyżowania w Maniowie znajduje się bardzo dobrze zachowany kamienny obelisk ustawiony ku czci niemieckich żołnierzy poległych podczas I wojny światowej. Natomiast w pobliskim Garncarsku stoi związany z II wojną obelisk na postumencie z czerwoną gwiazdą z napisem: "naszej radzieckiej ojczyzny".
Jadąc dalej szlakiem ukazuje się widok na masyw Ślęży. Śląski Olimp o wysokości 718 metrów łatwo poznać po sterczącym maszcie telewizyjnym. Kolejną atrakcją trasy jest zalana kopalnia granitu, zwana Jeziorem Szmaragdowym. Jest to bardzo urocze miejsce, gdzie wysokie granitowe ściany wchodzą prosto do wody, a tafla jeziora w słońcu ma turkusowy odcień.
Dalej trasa cały czas prowadzi u podnóża masywu Ślęży. Kolejną miejscowością na szlaku jest Świdnica, która słynna jest ze wzniesionego po wojnie trzydziestoletniej Kościoła Pokoju. Warto udać się też na świdnicki rynek, który otaczają gotyckie, renesansowe oraz barokowe kamienice z ozdobnymi fasadami. Zostały one niedawno odmalowane i wyglądają jak nowe. Cztery piękne, barokowe fontanny umieszczono w narożnikach rynku. Miasto może poszczycić się też gotyckim kościołem św. Stanisława i Wacława o barokowym wnętrzu oraz najwyższą na Śląsku 103-metrową wieżą. W ratuszu znajduje się Muzeum Dawnego Kupiectwa, gdzie znajdują się zdobne w secesyjne wzory kasy sklepowe sprzed 100 lat, kolekcja wag, miar oraz odważników. Czynne jest od wtorku do piątku od 10.00 do 1500 oraz w soboty od 11.00 do 17.00. Bilet kosztuje 3,5 zł. Przy ulicy Niepodległości 21 znajduje się prywatne Muzeum Broni i Militariów, w którym obejrzeć można dziesiątki XX-wiecznych hełmów, bagnetów, karabinów, pistoletów oraz innego wojennego rynsztunku. Jego twórca oraz właściciel Stanisław Gabryś jest prawdziwym pasjonatem. Muzealne eksponaty pościągał z wielu krajów. Dodatkowo Gabryś z wielka pasją opowiada o każdym przedmiocie. Muzeum czynne jest od wtorku do niedzieli od 11.00 do 14.00. Bilet wstępu kosztuje 3 zł.
W świdnickim Ośrodku Sportu i Rekreacji przy ulicy Śląskiej 36 można zanocować za 30 zł (pierwsza doba) i 25 zł (kolejne doby).
Następnym miejscem na szlaku jest Krzyżowa. Przy gotyckim kościółku z przełomu XV i XVI wieku stoją na słupach drewniane kapliczki ze świątkami. Takie same znajdują się też na Litwie. Są one dziełem studentów plastyki z Litwy, Białorusi, Ukrainy, Rosji oraz Polski, którzy kilka lat temu mieli tam swoje warsztaty.
Obok kościoła znajduje się też XVIII-wieczny pałac. W 1989 roku miała tam miejsce słynna msza pojednania z udziałem kanclerza Kohla oraz premiera Mazowieckiego. Obecnie mieści się tam Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży z 178 miejscami noclegowymi (Krzyzowa.org.pl).
Za Krzyżową, w lesie znajduje się cmentarz ewangelicki. W latach 90-tych zaczęli o niego dbać polscy oraz niemieccy uczniowie.
Ze wsi Wieruszowa polna droga prowadzi do Lutomii Dolnej. Wzdłuż szlaku rośnie mnóstwo chabrów, a wokół rozpościera się piękny widok na Góry Sowie. We wsi obok kaplicy znajduje się niewielki kamienny krzyż, który stanowi pamiątkę zbrodni sprzed wieków. W gotyckim kościele z 1476 roku znajduje się średniowieczna polichromia z Sądem Ostatecznym i barokowa ambona z postaciami ewangelistów. Wokół świątyni jest wysoki mur, na którym umieszczono stare płyty nagrobne.
W Pieszycach warto zobaczyć barokowy pałac, który obecnie jest w prywatnych rękach. Obiekt jest w remoncie, ale można obejrzeć go wyłącznie z daleka. Przed pałacem znajduje się ciekawa brama ze stojącymi na wysokich kolumnach figurami Wenus, Apolla, Merkurego i Diany.
W pobliskiej Bielawie można wykąpać się przy zbiorniku Sudety. Pływają po nim żaglówki, a na środku akwenu jest zarośnięta wyspa, na którą prowadzi most. Właśnie tam widać najwięcej plażowiczów.
Nad wsią Budzewo wznosi się górska twierdza, której kamienne mury zachowały się w całkiem dobrym stanie.
Polsko-czeski przewodnik po szlaku wydała Dolnośląska Fundacja Ekorozwoju. Znajduje się w nim wykaz miejsc noclegowych, mapy, adresy sklepów oraz warsztatów rowerowych. Książka kosztuje około 13 - 14 zł. Kupić ją można tylko we wrocławskich księgarniach.
Informacji o szlaku udziela Radosław Lesisz z Dolnośląskiej Fundacji Ekorozwoju. Fundacja mieści się we Wrocławiu przy ulicy Białoskórniczej 26, tel. (0-71) 343 08 49, biuro@eko.wroc.pl.
Informacje o EuroVelo w Polsce znajdują się na stronie www.rowery.org.pl/eurovelo.html
Pomysł na sieć 12 długodystansowych szlaków rowerowych, nazwanych EuroVelo zrodził się w 1995 roku w Europejskiej Federacji Cyklistów. Jest to stowarzyszenie 48 organizacji z 36 krajów, które propaguje komunikację rowerową. Biura federacji znajdują się w Brukseli i Bremie. Federacja zamierza stworzyć 65 tys. kilometrów tras. Jak na razie gotowych jest około 25 tys. Przez Polskę przebiega 5 tras. Z zaplanowanych kilku tysięcy kilometrów oznakowano jak na razie około 800 kilometrów. Radosław Lesisz z Dolnośląskiej Fundacji Ekorozwoju, która koordynowała prace przy trasie Wrocław - Paczków podkreślił - Wszystkie szlaki EuroVelo muszą spełniać określone warunki. Trasa powinna być przejezdna nawet podczas deszczu, ma się nadawać do pokonania rowerem turystycznym z bagażem, nie może prowadzić ruchliwymi drogami. Turysta powinien też mieć gdzie zjeść i gdzie spać.

Zobacz całość »



Jakie zezwolenia są potrzebne by sprzedawać alkohol?

Zobacz całość »
Aby sprzedawać w restauracji alkohol trzeba uzyskać specjalne zezwolenie.
Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (DzU z 2007 r. nr 70, poz. 473) precyzuje dokładnie kto i kiedy może handlować alkoholem.
Sprzedaż napojów alkoholowych może być prowadzona wyłącznie na podstawie zezwolenia wydanego przez wójta, burmistrza lub prezydenta miasta. Zezwolenie wydawane jest w gminie, w której przedsiębiorca prowadzi obiekt ze sprzedażą alkoholu. Jeżeli punktów takich jest kilka, zezwoleń również musi być więcej.
Aby uzyskać zezwolenie, przedsiębiorca najpierw musi złożyć odpowiedni wniosek. Składa go na piśmie, określając w nim:
- rodzaj zezwolenia, o jakie się ubiega,
- oznaczenie, pod którym prowadzi się działalność,
- siedzibę i adres przedsiębiorcy,
- w przypadku ustanowienia pełnomocników również ich imiona, nazwiska i adres zamieszkania,
- numer w rejestrze przedsiębiorców lub ewidencji działalności gospodarczej,
- przedmiot działalności gospodarczej,
- adres punktu sprzedaży,
- adres punktu składowania napojów alkoholowych.
Nie jest wymagane korzystanie ze specjalnych formularzy. Wniosek może być przygotowany na zwykłej kartce papieru.
Do wniosku koniecznie trzeba dołączyć:
- zaświadczenie o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej lub odpis z rejestru przedsiębiorców,
- dokument potwierdzający tytuł prawny wnioskodawcy do lokalu, który stanowi punkt sprzedaży napojów alkoholowych,
- pisemną zgodę właściciela, użytkownika, zarządcy lub administratora budynku, jeśli punkt sprzedaży będzie zlokalizowany w budynku mieszkalnym wielorodzinnym,
- decyzję właściwego państwowego powiatowego inspektora sanitarnego, która będzie potwierdzeniem spełniania warunków sanitarnych przez punkt sprzedaży.
Sprzedaż alkoholu bez zezwolenia jest przestępstwem i grozi za to grzywna pieniężna. Sąd wymierza grzywnę w stawkach dziennych, a wysokość stawki dziennej jest różna i może wynosić od 10 do 2000 zł. Liczba stawek powinna zmieścić się pomiędzy 10, a 360. Z tego wynika, że grzywna musi zmieścić się między 100 zł, a 720 tys. zł.
Za wydanie zezwolenia przedsiębiorca musi zapłacić odpowiednio:
- 525 zł za sprzedaż napojów zawierających do 4,5% alkoholu oraz piwa,
- 525 zł za sprzedaż napojów zawierających powyżej 4,5% do 18% alkoholu z wyjątkiem piwa,
- 2100 zł za sprzedaż napojów zawierających powyżej 18% alkoholu.
Opłatę za detaliczną sprzedaż alkoholu przedsiębiorca musi wnosi każdego roku. Rozbijana jest na trzy równe raty. Pierwsza musi być wpłacona do 31 stycznia, druga do 31 maja, a trzecia do 30 września danego roku. Jeżeli przedsiębiorca rozpoczyna działalność gospodarczą w trakcie roku kalendarzowego, opłata za pierwszy rok będzie proporcjonalnie niższa.
Jeżeli przedsiębiorca sprzedaje zarówno piwo, wino i wódkę będzie musiał uzyskać wszystkie trzy zezwolenia i zapłaci w sumie 3150 zł. Stawka ta pozostanie na takim poziomie, jeżeli obroty restauracji są niewysokie. Wysokość stawek może zostać zwiększona, gdy przedsiębiorca będzie sprzedawał więcej alkoholu.
Jeżeli obrót z tytułu sprzedaży alkoholu dokonany w poprzednim roku przekroczył:
- 37 500 zł dla napojów alkoholowych o zawartości do 4,5% alkoholu oraz piwa, wówczas w kolejnym roku opłata wyniesie 1,4% ogólnej wartości sprzedaży tych napojów w roku ubiegłym,
- 37 500 zł dla napojów alkoholowych o zawartości od 4,5% do 18% alkoholu z wyjątkiem piwa, wówczas w kolejnym roku opłata wyniesie 1,4% ogólnej wartości sprzedaży tych napojów w roku ubiegłym,
- 77 000 zł dla napojów alkoholowych o zawartości powyżej 18% alkoholu, wówczas w kolejnym roku opłata wyniesie 2,7% ogólnej wartości sprzedaży tych napojów w roku ubiegłym.
Jeżeli przedsiębiorca sprzedaje alkohol w więcej niż jednym punkcie, wówczas dla każdego obrót badany jest oddzielnie.
Każda firma, która sprzedaje napoje alkoholowe musi do 31 stycznia roku następnego złożyć pisemne oświadczenie o wartości sprzedaży poszczególnych rodzajów napojów alkoholowych w roku poprzednim.
Zezwolenia wydawane są tylko na określony czas. W przypadku sprzedaży detalicznej zezwolenie wydaje się na czas nie krótszy niż 4 lata, natomiast w przypadku sprzedaży napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży na czas nie krótszy niż 2 lata.
Prowadzenie działalności gospodarczej, która polega na sprzedaży napojów alkoholowych, nie oznacza, że po wygaśnięciu pierwszego zezwolenia przedsiębiorca dostanie kolejne. Ustawa o wychowaniu w trzeźwości nie przewiduje również możliwości rezerwowania wydania zezwolenia, tak jak przewiduje to ustawa o swobodzie działalności gospodarczej w odniesieniu do koncesji. Dlatego też warto odpowiednio wcześnie ubiegać się o wydanie nowego zezwolenia oraz starać się, aby zezwolenia dostawać na jak najdłuższy okres.

Zobacz całość »



Bilety z Polski do USA będą tańsze?

Zobacz całość »
Od marca 2008 roku wejdzie w życie porozumienie o otwartym niebie pomiędzy Ameryką i Unią Europejską. Oznacza to rewolucję dla pasażerów, którzy latają z państw UE do USA. Rozpocznie się też prawdziwa walka amerykańskich oraz europejskich linii lotniczych o klientów.
W czwartek, 8 czerwca ministrowie państw Unii wyrazili zgodę na otwarcie swoich rynków lotniczych. Mary Peters, amerykańska sekretarz transportu podkreśliła - To historyczna decyzja.
Już za rok każdy przewoźnik z USA i Unii będzie mógł uruchomić dowolną ilość lotów przez Atlantyk do dowolnego miasta. Obecnie istnieją ścisłe ograniczenia. Nie ma też konkurencji - bezpośrednio z Warszawy do Nowego Jorku lata wyłącznie LOT. Na londyńskie lotnisko Heathrow ma dostęp kilka linii transatlantyckich.
Eksperci Komisji Europejskiej oszacowali, że uwolnienie rynku da w ciągu pięciu lat wzrost liczby pasażerów przez Atlantyk aż o połowę. Obecnie każdego roku pomiędzy Europą i USA lata 50 mln osób, z czego co setny to pasażer LOT-u.
Jacques Barrot, komisarz UE ds. transportu zaznaczył - Wzrost liczby pasażerów powinien przełożyć się na znacznie tańsze bilety dla Europejczyków i Amerykanów. Obniżka cen biletów sprawi, że pasażerowie zaoszczędzą w sumie nawet 12 mld euro.
Jednak ceny biletów nie będą spadać aż tak jak w tanich liniach, które oferują loty po Europie. Dla Polaków otwarte niebo będzie oznaczać obniżki, ponieważ pojawią się konkurenci LOT-u. Już dzisiaj jest w Polsce kilka lotnisk, które chciałyby przyjmować pasażerów zza oceanu, między innymi: Poznań, Gdańsk i Rzeszów. Już teraz przez ocean z Krakowa i Warszawy lata LOT . W ubiegłym roku przewiózł na tych trasach ponad 565 tys. osób.
Na warszawskim Okęcie trwa obecnie rozbudowa terminalu. Jednak pomimo to polski rynek jest atrakcyjny dla linii z zagranicy. Lotami z Okęcia do USA już interesowali się przewoźnicy zza oceanu.
Artur Burak z PPL, które zarządza warszawskim lotniskiem poinformował - Okęcie na pewno będzie gotowe na zwiększony ruch lotniczy, kiedy otwarte niebo stanie się faktem. Czekamy na chętnych.
Jak na razie British Airways i Lufthansa jeszcze nie mówią o tańszych biletach niż oferuje LOT na trasach z Polski do USA. Jednak konkurencja może pojawić się szybko. Od momentu wejścia do Unii w 2004 roku ekspansja tanich linii sprawiła, że liczba pasażerów z Polski i do Polski zaczęła bardzo szybko rosnąć, rocznie nawet o 30%. Jest to drugi wynik na świecie, tuż po Chinach.
Jednak otwarte niebo nad Atlantykiem może być ciężką próbą dla jedynego polskiego przewoźnika. Leszek Chorzewski, rzecznik LOT-u przyznał - Oczywiście, konkurencja o pasażera w Polsce również się zaostrzy, ale już w przyszłym roku dostaniemy nowe Boeingi 787 Dreamliner. Mamy nadzieję przyciągnąć więcej pasażerów.
Natomiast Jerzy Polaczek, minister transportu zaznaczył - Otwarcie nieba to ryzyko, LOT powinien szukać szansy w innych krajach unijnych niż Polska. Dodał - Obecnie na lotach transatlantyckich osiąga wynik netto i to trzyma jego wyniki finansowe.

Zobacz całość »



Prezesowi Open Travel Group postawiono zarzut wyłudzenia 654 tys. zł

Zobacz całość »
Prokuratura Okręgowa w Toruniu postawiła Pawłowi P. zarzut wyłudzenia blisko 654 tys. zł od klientów zbankrutowanej spółki Open Travel Group. W różnym czasie podejrzany pełnił w firmie funkcje prezesa i wiceprezesa.
Jednak Paweł P. nie został aresztowany. Wpłacił poręczenie majątkowe i został objęty dozorem policyjnym. Otrzymał również zakaz opuszczania kraju.
Pawłowi P. zarzucono, że od 26 października do 29 kwietnia 2006 roku wyłudził od klientów blisko 654 tys. zł za imprezy, które nie doszły do skutku. Zarzut obejmuje w sumie 75 czynów, a dotyczy około 100 osób.
Rzecznik zaznaczył, że zarzuty wobec Pawła P. zostaną jeszcze rozszerzone, ponieważ według ustaleń prokuratury, pokrzywdzonych zostało około 3,5 tysiąca osób.
Paweł P. ma również przedstawione zarzuty przywłaszczenia łącznie blisko 245 tys. zł. Pieniędzy nie wypłacił między innymi firmie turystycznej za zorganizowanie wypoczynku, wynagrodzenia pracownikom oraz firmie współpracującej jako prowizję za usługi. Zarzuca mu się również niezgodne z prawdą poświadczenie zatrudnienia jednej osoby.
Śledztwo przeprowadza Wydział Śledztw Prokuratury Okręgowej w Toruniu.
Open Travel Group sp. z o.o. ogłosiło bankructwo jesienią ubiegłego roku. Na wczasach przebywało wówczas 1062 turystów. Zostały oni sprowadzeni do Polski na koszt firm ubezpieczeniowych. Dodatkowo na zagraniczny wypoczynek w ogóle nie wyjechało ponad 2 tys. klientów biura, którzy wcześniej opłacili wyjazdy. Obecnie sprawą odszkodowań dla pokrzywdzonych klientów zajmuje się Kujawsko-Pomorski Urząd Marszałkowski, ponieważ w jego rejestrze znajdowała się spółka Open Travel Group z siedzibą w Toruniu. Urząd wynajął firmę brokerską, która zweryfikowała roszczenia.
Open Travel Group miał zawarte umowy ubezpieczeniowe z Signal Iduna Polska Towarzystwo Ubezpieczeniowe SA oraz Polskim Towarzystwem Ubezpieczeniowym SA na różne okresy. Umowa z pierwszym towarzystwem przewidywała sumę gwarancyjną 2 mln zł, a z drugim 4 mln zł. Na wypłaty odszkodowań, już po uwzględnieniu kosztów sprowadzenia turystów do kraju, przypadnie w sumie około 400 tys. zł.
Signal Iduna Polska Towarzystwo Ubezpieczeniowe SA przelała na konto urzędu należną kwotę około 1 mln zł. Natomiast Polskie Towarzystwo Ubezpieczeniowe SA, które zobowiązane jest do wpłacenia około 3 mln zł, na razie przekazało około 2,2 mln zł. Zgodnie z prawem, na przekazanie całości firma ma czas do 15 czerwca bieżącego roku. Wypłata odszkodowań może nastąpić dopiero, gdy Polskie Towarzystwo Ubezpieczeniowe SA przekaże pełną kwotę.

Zobacz całość »



Region lubuski marnuje swój potencjał turystyczny?

Zobacz całość »
Tylko 2% Polaków uważa region lubuski za interesujący. W ocenie turystów gorzej wypada jedynie województwo łódzkie. Wyniki potwierdzają się w turystycznej frekwencji i biznesie. Od pięciu lat coraz mniej ludzi chce tu wypoczywać.
Lasy i jeziora przedstawiane jako wizytówki regionu, promowane na wszystkich imprezach targowych nie wystarczają, by przyciągnąć gości i to nie tylko zza granicy, ale i Polaków. W 2006 r. region odwiedziło 900 tys. obcokrajowców. Mimo, że jest to nieco lepszy wynik niż w 2005 r., to oznacza zastój oraz brak awansu w rankingu turystycznym. Gorsze od lubuskiego są tylko wojawództwa: opolskie, śląskie, podkarpackie oraz lubelskie. Z tą różnicą, że tam dynamika wzrostu jest większa niż w lubuskiem, choć to właśnie stąd bliżej do granicy z Niemcami. Położenie jednak nie jest już atutem. Znacznie więcej obcokrajowców, także Niemców, odwiedza Dolny Śląsk (1,6 mln gości), Wielkopolskę (1,8 mln gości). Największą popularnością cieszy się Mazowsze, które w zeszłym roku odwiedziło 3,9 mln turystów zza granicy.
Dużo gorsze notowania region osiąga również w przypadku odwiedzin rodaków. W zeszłym roku wypoczywało tu 1,1 mln Polaków, co według danych Instytutu Turystyki, daje regionowi miejsce na szarym końcu rankingu. Na czele jest woj. mazowieckie (5,5 mln turystów), potem Małopolska (3,8 mln), Wielkopolska i Pomorze (po 3,2 mln) i Dolny Śląsk (3 mln). Mniej od lubuskiego mają tylko województwa opolskie (0,7 mln osób) i świętokrzyskie (0,9 mln osób). Z tym, że w tych województwach liczba turystów powoli, ale regularnie rośnie, a w lubuskim - odwrotnie, co najmniej od pięciu lat spada. Jeszcze kilka lat temu przyjeżdżało tu ok. 2 mln rodaków.
Na razie nic nie wskazuje na to, by sytuacja się poprawiła, ponieważ w opinii Polaków ten region jest po prostu nieciekawy i lepiej go omijać z daleka, co najwyżej minąć przejazdem. Specjaliści twierdzą, że to wina samych Lubuszan, bo odwrócili się oni od krajowego turysty, stawiając na Niemców i ich portfele. Z badań firmy Synovate, przeprowadzonych na zlecenie Polskiej Agencji Rozwoju Turystyki, powoduje to utratę atrakcyjności w oczach Polaków. Mocną pozycję "nieatrakcyjnych" region dzieli z Lubelszczyzną. Gorzej wypada jedynie województwo łódzkie. Zaledwie 2% Polaków uznało region za ciekawy. Od czołówki dzieli go coraz większy dystans.
Przed spadkiem liczby turystów bronią się jedynie lubuskie turystyczne asy. Do malutkiego Łagowa tylko w sezonie zjeżdża ponad 20 tys. turystów. Dużą popularnością cieszy się też Park Narodowy Ujście Warty, chociaż w zeszłym roku z powodu ptasiej grypy odwiedzających było o 2 tys. mniej niż rok wcześniej). Międzyrzecki Rejon Umocniony z siecią bunkrów zachęcił do odwiedzin w ubiegłym roku. ok. 50 tys. osób, z tego 15% stanowili obcokrajowcy. Na tym tle doskonale wypada również ZOO Safari w Świerkocinie, które mimo wysokich cen biletów, w zeszłym roku odwiedziło ponad 60 tys. osób.
Mniejszą popularnością cieszą się muzea. Skansen w podzielonogórskiej Ochli zwiedziło w 2006 r. 33 tys. osób, Muzeum Wojskowe w Drzonowie - 22 tys. Dzięki promowanej pod szyldem Muzeum Wina ekspozycji winiarskiej większą popularnością cieszyło się zielonogórskie muzeum, w którym winiarstwo obejrzało prawie 35 tys. osób.
Według Huberta Gonery z Polskiej Agencji Rozwoju Turystyki, mógłby to być znak rozpoznawczy regionu, ponieważ jest bardzo pozytywnie kojarzony. Gonera dodaje jednak, ze samo muzeum i winobranie wszystkiego nie załatwi. Potrzebna byłaby cała otoczka winiarskiej imprezy, winnice, karczmy, hotele czy spa. Jeżeli rzeczywiście kultura winiarska miałaby być motorem napędowym zielonogórskiej turystyki, to trzeba byłoby zapewnić wszelkie atrakcje z nią związane.
Zdaniem specjalistów, region marnuje swój potencjał turystyczny. Inne regiony już teraz zaczynają kampanie medialne oraz tworzą produkty turystyczne. Po prostu w lubuskim nic się nie dzieje.

Zobacz całość »



Bilety w niskich cenach w promocji Lato z Lufthansą

Zobacz całość »
8 czerwca br. Lufthansa rozpoczęła kolejną promocję cenową adresowaną do wakacyjnych podróżników. W nowej ofercie przewoźnika znaleźć można bardzo korzystne ceny biletów na przeloty do wielu miejsc w Europie, Azji, Afryce i na Bliskim Wschodzie.
W strategii rozwoju Lufthansy na terenie Polski, jednym z najważniejszych czynników jest chęć wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom pasażerów. Lufthansa rozszerza więc swoja ofertę i kieruje ją do wszystkich segmentów rynku pasażerskiego - twierdzi Maria Kowalewska, Dyrektor Generalny Lufthansy w Polsce. Po sukcesie promocji "Polecenie w dobrej cenie", Lufthansa przygotowała kolejną promocję cenową na przeloty do atrakcyjnych turystycznie wielu zakątków świata. Sprzedaż promocyjnych biletów będzie trwać do 8 lipca 2007 roku, a w letnią podróż z Lufthansą trzeba wyruszyć najpóźniej 25 sierpnia 2007 roku.
Szczegółowe informacje o promocji "Lato z Lufthansą" zawiera strona internetowa Lufthansy w Polsce, można je uzyskać także pod numerami telefonów - infolinii 0801 312 312 oraz +48/ 22 33 81 300, a także w biurze biletowym Lufthansy, które znajduje się na lotnisku międzynarodowym w Warszawie i Katowicach oraz w biurach podróży IATA na terenie całej Polski.
W promocyjnych cenach pasażerowie mogą kupić bilety między innymi do: Amsterdamu, Brukseli, Madrytu, Paryża, Rzymu, Tuluzy, Turynu, Kairu, Aleksandrii, Kuwejtu, Bombaju, Delhi, Kalkuty, Abudży.

Zobacz całość »



Będą regularne bezpośrednie loty Polska - Singapur?

Zobacz całość »
W Urzędzie Lotnictwa Cywilnego odbyły się konsultacje władz lotniczych Polski i Singapuru dotyczące komunikacji lotniczej między Polską a Singapurem. Efektem rozmów jest wprowadzenie nowych, liberalnych zasad wykonywania regularnych połączeń lotniczych między obu krajami oraz poza ich terytoriami, zarówno połączeń bezpośrednich jak i wykonywanych na zasadzie code-share. Podjęto bowiem decyzję o zniesieniu wszelkich ograniczeń odnośnie częstotliwości, zdolności przewozowej i typów statków powietrznych.
Oznacza to, iż wyznaczeni przewoźnicy lotniczy mogą korzystać z nowych zliberalizowanych warunków operowania od 6 czerwca 2007 r.
Podczas spotkanie zaakceptowano również nowy projekt bilateralnej umowy o transporcie lotniczym. Nowa umowa zastąpi starą, podpisaną 22 grudnia 1979 r. Umowę między Rządem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej a Rządem Republiki Singapuru o komunikacji lotniczej.
ULC liczy, iż obowiązujące nowe warunki operowania pomiędzy krajami przyczynią się do dalszego dynamicznego rozwoju polskiego rynku lotniczego.

Zobacz całość »



::: 2007-06-13 :::


Ekstremalne atrakcje w słowackich Wysokich Tatrach

Zobacz całość »
Miłośnicy sportów ekstremalnych oraz wydarzeń z dodatkiem adrenaliny muszą wybrać się na Słowację w Tatry Wysokie.
Jadąc tatrzańską kolejką można znaleźć się nad Starym Smokowcem, na Hrebienku, gdzie oczekuje na nas zjazd na gumowej oponie. Jadąc drogą asfaltową ze stacji pośredniej Start do Tatrzańskiej Łomnicy można spotkać trzy atrakcje Stanley Rider, Mountainboard oraz nowoczesną górską hulajnogę. Na trzykołowym Stanley Rider, szybkiej desce Mountainboard oraz na górskich hulajnogach, można pokonać trzykilometrową trasę pełną ostrych zakrętów. Po wyczerpujących wyczynach można odpocząć i posilić się w nowych restauracjach ze słonecznymi tarasami na Skalistym Stawie. Bilety na kolejkę ze Skalnatego Plesa (Łomnickiego Stawu) na Łomnicki Szczyt (2634 m n.p.m.) można kupić w kasach TLD w Tatrzańskiej Łomnicy i w Starym Smokowcu, nawet z 7 dniowym wyprzedzeniem. Istnieje możliwość zakupu tego biletu przez internet.
Ciekawostką jest nocleg w najwyżej położonym apartamencie w Europie Środkowej tj. na szczycie Łomnicy. Jest tam bajeczny widok na panoramę Wysokich Tatr. Cena pobytu w 4-osobowym apartamencie wynosi 10 tys. koron słowackich za 4 osoby. W cenę wliczony jest powitalny drink, romantyczna kolacja przy świecach w kawiarni Dziadek, obserwacja gwiazd przez lornetkę, śniadanie na Łomnickim Stawie oraz bilety z Tatrzańskiej Łomnicy na szczyt Łomnica i z powrotem.
Zaletą jest fakt, iż mimo ciągłych inwestycji i podnoszenia jakości świadczonych usług, ceny biletów na kolejki TLD pozostają bez zmian. Wprowadzono także zniżki dla seniorów, młodzieży do 26 lat oraz rodziców z dziećmi do 12 lat - jest to 30% poza sezonem głównym. Sezon główny trwa do 29.6. i od 17.9.
We wrześniu zacznie się rekonstrukcja kolejki naziemnej na Hrebienok i potrwa do Świat Bożego Narodzenia. W ofercie TLD jest karta Tatra Tourist Card. Termin ważności karty to 7 dni, a w ofercie karty zawarte są bilety na przejazdy kolejkami górskimi, zniżki w restauracjach TLD, w AquaCity Poprad oraz spływ Dunajcem. Ceny karty: 990 Sk/ os.dorosła, 690 Sk/ dziecko.
Tatrzańskie Koleje Linowe (TLD) obsługują kolejkę kabinową z Tatrzańskiej Łomnicy na Łomnicki Staw, krzesełkową kolejkę z Łomnickiego Stawu na Łomnicką Przełęcz, kolejkę linową z Łomnickiego Stawu na Łomnicki Szczyt, wyciągi narciarskie w ośrodku Jamy (T. Łomnica), naziemną kolejkę ze Starego Smokowca na Hrebienok, wyciągi narciarskie na Hrebienku i w miejscowości Jakubkova lúka oraz ośrodek narciarski Liptovska Ciepliczka pod Kráľovou hoľou.

Zobacz całość »



PO zaprotestowało przeciwko zaangażowaniu Balic w budowę lotniska w Obicach

Zobacz całość »
Małopolscy politycy Platformy Obywatelskiej zaprotestowali przeciwko planom zaangażowania się Międzynarodowego Portu Lotniczego Kraków-Balice w uruchomienie portu lotniczego w Obicach pod Kielcami. Uważają, że decyzja została podyktowana wyłącznie czynnikami politycznymi, a nie ekonomicznymi.
W poniedziałek, 11 czerwca przedstawiciele samorządu województwa świętokrzyskiego oraz gminy Kielce, a także zarządów Przedsiębiorstwa Państwowego Porty Lotnicze i Międzynarodowego Portu Lotniczego Kraków-Balice podpisali list intencyjny w sprawie współpracy na rzecz powstania portu lotniczego w podkieleckich Obicach. Świadkiem tego był wicepremier Przemysław Gosiewski.
Jednak we wtorek, 12 czerwca zaprotestowali przeciwko porozumieniu członkowie zarządu województwa małopolskiego z PO oraz klub radnych PO tamtego sejmiku. Leszek Zegzda, wicemarszałek województwa wyznał - Jesteśmy zdziwieni postawą władz MPL Kraków-Balice, które nie przedstawiły drugiemu co do wielkości udziałowcowi lotniska - województwu małopolskiemu posiadającemu 22,73% udziałów - analiz dotyczących opłacalności funkcjonowania portu lotniczego w regionie świętokrzyskim.
Według polityków, współpraca między MPL Kraków-Balice oraz województwem świętokrzyskim wydaje się nieuzasadniona. Podkreślili, że wcześniej zarząd portu nie wykazywał podobnego zaangażowania w postulowaną przez środowiska Sądecczyzny oraz Podhala budowę lotnisk w Starym Sączu i Nowym Targu w Małopolsce.
List intencyjny, który został podpisany w poniedziałek zakłada utworzenie Małopolskiego Węzła Lotniskowego, w którym lotniska w Krakowie i Kielcach będą się uzupełniać. Rolą Balic w przedsięwzięciu ma być utworzenie modelowego "układu wspólnego zarządzania" dwoma lotniskami. Krakowski port ma również przeprowadzić analizę możliwości stworzenia nowej kategorii ruchu lotniczego, która uwzględniać będzie wspólną politykę handlową między obydwoma portami lotniczymi.
Kamil Kamiński, prezes MPL Kraków-Balice zaznaczył, że podkrakowskie lotnisko, które jest największym regionalnym polskim portem lotniczym oraz liderem w południowej części kraju chce angażować się we wszystkie realizowane tam projekty branżowe.
Kamiński dodał - Faktem jest, że w sąsiedztwie Krakowa powstanie konkurencyjne lotnisko - tak duża jest determinacja świętokrzyskich samorządów. Przystąpienie do tego projektu pozwala aktywnie uczestniczyć w powstawaniu podmiotu i sprawić, by w przyszłości oferował on usługi komplementarne z tym, co dzisiaj jest realizowane na lotnisku w Krakowie, a spółka zarządzająca portem w Balicach mogła czerpać z tego profity.
Podkreślił też, że porozumienie nie przewiduje zaangażowania finansowego spółki MPL Kraków-Balice w budowę lotniska w Obicach.
Przeciwko budowie lotniska w Obicach podpisy zbierają również działacze krakowskiej SdPl. W niedzielę, 10 czerwca do składania podpisów w tej sprawie zachęcał lider SdPl Marek Borowski. We wrześniu podpisy te mają zostać przekazane do Balic oraz kancelarii premiera.
Międzynarodowy Port Lotniczy Kraków-Balice jest drugim co do wielkości lotniskiem w Polsce (po warszawskim Okęciu). W tegorocznym letnim rozkładzie ma 61 regularnych połączeń do 49 miast w Europie oraz Stanach Zjednoczonych i Izraelu. W Krakowie operują 22 linie lotnicze. W ubiegłym roku lotnisko obsłużyło blisko 2,4 mln pasażerów, natomiast plan na rok bieżący zakłada osiągnięcie poziomu 3 mln podróżnych.

Zobacz całość »



Prawdopodobnie za 4-5 lat powstanie port lotniczy w Obicach (Kielce)

Zobacz całość »
Przedstawiciele samorządu województwa świętokrzyskiego i gminy Kielce, a także zarządów Przedsiębiorstwa Państwowego Porty Lotnicze i Międzynarodowego Portu Lotniczego Kraków-Balice zdeklarowali współdziałanie na rzecz powstania portu lotniczego w podkieleckich Obicach.
W poniedziałek, 11 czerwca w Kielcach podpisano list intencyjny w tej sprawie. Sygnatariusze zdeklarowali w nim, między innymi że "uwzględniając rozwój rynku lotniczego w Polsce widzą potrzebę działań zmierzających do uruchomienia portu lotniczego w regionie świętokrzyskim, który będzie istotnym elementem wzmacniającym sieć polskich portów lotniczych poprzez utworzenie Małopolskiego Węzła Lotniskowego, zakładającego komplementarność portów lotniczych w Krakowie i Kielcach".
Wicepremier Przemysław Gosiewski, który był świadkiem podpisania listu podkreślił, że jest to "krok milowy" na drodze do powstania portu w Obicach i otwiera realną perspektywę uruchomienia go za 4-5 lat. Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów zaznaczył, że porozumienie czterech podmiotów stanowić będzie "ważny argument" w rozmowach z Komisją Europejską, dotyczących zatwierdzenia w regionalnym programie operacyjnym 50 mln euro na budowę portu w pobliżu Kielc. Zgodnie z podpisanym listem, gmina Kielce, gospodarz terenu przyszłego portu lotniczego ma przygotować przedsięwzięcie pod względem organizacyjno-prawnym oraz finansowym. W jej imieniu zobowiązał się to zrobić Wojciech Lubawski, prezydent miasta. Natomiast Adam Jarubas, marszałek świętokrzyski potwierdził swoim podpisem, że samorząd województwa podejmie działania na rzecz pozyskiwania środków z Unii Europejskiej, regionalnego programu operacyjnego oraz budżetu państwa.
Porty Lotnicze mają prowadzić nadzór nad pracami koncepcyjnymi, projektowymi i budowlanymi oraz występować w imieniu Kielc o wymagane "zgody i uprawnienia administracyjno-prawne", które są niezbędne do otworzenia i prowadzenia lotniska oraz zapewnić kompleksowe szkolenia personelu portu lotniczego Kielce. Obiecał to Paweł Łatacz, naczelny dyrektor.
Natomiast rolą portu Kraków-Balice będzie stworzenie modelowego "układu wspólnego zarządzania" portami lotniczymi w Krakowie oraz Kielcach. Krakowski port ma również przeprowadzić analizę możliwości stworzenia nowej kategorii ruchu lotniczego, który uwzględniać będzie wspólną politykę handlową między obydwoma portami lotniczymi. Zadeklarował to Kamil Kaliniński, prezes spółki z Balic.
Eugeniusz Wróbel, wiceminister transportu zaznaczył, że rozwój sieci lotnisk w Polsce uzasadnia między innymi obserwowane w Europie zachodniej "rozpraszanie się ruchu lotniczego", czyli tworzenie kolejnych portów, aby czas dojazdu pasażera samolotu do lotniska nie przekraczał dwóch godzin.
Sygnatariusze kieleckiego listu zaznaczyli też, że "utworzenie nowego portu lotniczego oraz rozwój połączeń lotniczych przyczyni się do wzrostu atrakcyjności inwestycyjnej i turystycznej w regionie świętokrzyskim i Małopolsce".
Rządowy program rozwoju sieci lotnisk zakłada, że zostanie ona powiększona dzięki rozbudowie oraz modernizacji istniejących lotnisk cywilnych oraz wykorzystaniu i adaptacji byłych lotnisk wojskowych i sportowo-usługowych. Natomiast budowa nowych portów lotniczych powinna nastąpić dopiero, gdy wyczerpią się możliwości modernizacyjne lotnisk już istniejących.
Sieć lotnisk regionalnych w pierwszej kolejności ma być uzupełniona o lotniska w województwach: zachodnio-pomorskim, warmińsko-mazurskim, podlaskim, lubelskim i świętokrzyskim.

Zobacz całość »



Lubuskie musi stworzyć swoją markę turystyczną

Zobacz całość »
Województwo lubuskie należy do najbardziej zielonych terenów w Polsce. Jednak region ma problemy z promocją swoich walorów. Zajmuje bowiem ostatnie miejsce pod względem atrakcyjności turystycznej w oczach Polaków. Region po prostu nie potrafi walczyć ani o rodzimych turystów, ani też o zagranicznych.
Przez lata władze województwa jeździły na targi, drukowały foldery oraz pisały obszerne strategie, które następnie lądowały w szufladach. Niestety, utwierdzono się w ten sposób w przekonaniu, że mając piękne lasy pełne grzybów, czyste jeziora oraz kalendarz pełny imprez, o turystów nie trzeba się martwić. Rzeczywistość okazała się inna i teraz w Polsce o województwie lubuskim nie wiedzą i mylą je z Lubelskiem.
Każdego roku maleje liczba osób, które odwiedzają Lubuskie. Coraz rzadziej przyjeżdżają zarówno turyści na dłuższy urlop oraz goście z Niemiec, którzy chcą zrobić tylko zakupy. Od pewnego czasu Niemcy wolą Wrocław i Poznań, gdzie są centra handlowe i mogą porozumieć się w ich ojczystym języku.
Według Jacka Debisa, dyrektora projektów Polskiej Agencji Rozwoju Turystyki województwo lubuskie przespało czas na pozyskiwanie środków unijnych. Zaznaczył - Można było dostać sporo pieniędzy z działania 1.4 na kompleksową promocję regionu. Wiele województw, m. in. śląskie, podkarpackie czy pomorskie, to wykorzystało i przeprowadziło ogromne kampanie wizerunkowe. Lubuskie nie powalczyło o te pieniądze.
Debis uważa, że władze województwa po macoszemu traktują kwestie związane z turystyką. Najlepszym przykładem być LOTUR, organizacja, która w Lubuskiem działa wyłącznie przy urzędzie, a nie jest jednostką niezależną, tak jak w innych regionach, gdzie prężnie się rozwinęła.
Niewiele działo się również na linii Urząd Marszałkowski - gminy - starostwa. Eugeniusz Kurzawski, wiceburmistrz Witnicy zaznaczył - Urzędnicy jeździli na targi, na których promowali zawsze te same atrakcje: Łagów, Lubiatów i Winobranie. A oprócz tego tylko lasy i jeziora, żadnych konkretów.
Według niego, obecny turysta szuka rozrywek aktywnych, które trzeba mu przygotować na tacy. Musi wiedzieć, która rzeka jest tak łagodna, aby zabrać na spływ kajakowy dzieci, a którędy pojechać na rowerze, aby zobaczyć ciekawe kościoły.
Atutami województwa są głownie: bliskość granicy, czyste jeziora i lasy. Jednak same naturalne atuty nie zapewniają sukcesu w turystyce. Równie długa jest lista turystycznych minusów. Województwo nie ma dobrej bazy noclegowej, ani też centrów rekreacyjnych i wielkich centrów handlowych. W Lubuskim priorytetami w kolejce po unijne fundusze są drogi i szlaki kolejowe. Dlatego też już wkrótce region może stać się potęgą tranzytową, a nie turystyczną. Obcokrajowcy, którzy przejeżdżają przez region nawet nie zauważą, że są w Lubuskiem. Dzieje się to za sprawą bardzo słabego oznakowania turystycznego regionu. W Opolskiem nawet na autostradzie wystawione są wielkie szyldy, które reklamują największe atrakcje regionu, czyli zamek w Brzegu i pałac w Musznej. W Lubuskiem jedynie lotnisko w Babimoście ma kilkadziesiąt kierunkowskazów umieszczonych na prawie wszystkich większych rondach w regionie. Od kilku lat region czeka na oznakowanie ścieżek do jazdy konnej w okolicach Zielonej Góry.
Brakuje również bazy internetowej, gdzie można znaleźć wszystkie gospodarstwa agroturystyczne, stadniny koni, miejsca wypadowe na wyprawy rowerowe i kajakowe. Strona z takimi informacjami przydałaby się, ponieważ wbrew opinii Andrzeja Szablewskiego z zarządu województwa, turyści już nie szukają fajnych miejsc na weekend w katalogach i prospektach, tylko właśnie w internecie. Jedynie na stronie urzędu zamieszczona jest tabelka zawierająca spis gospodarstw i hoteli. Na stronie brakuje też odsyłaczy i linków do odpowiednich stron. Honor województwa lubuskiego ratuje prywatny portal, który stworzyło własnym kosztem kilku zapaleńców. Na tej stronie też nie ma szlaków, ale jest odsyłacz na strony PTTK. Dodatkowo stworzono forum, gdzie ludzie sami opisują ciekawsze trasy wypadowe.
Polacy coraz częściej spędzają swój wolny czas poza domem. Szukają ciekawych miejsc w kraju, gdzie można aktywnie spędzić kilka dni. Właśnie na takich turystów powinien nastawić się region. Lubuskie raczej nie ma co liczyć na długie urlopy. Jednak nawet krótkotrwałe pobyty trzeba w jakiś sposób zagospodarować i zaproponować przyjezdnym kompleksowe atrakcje: grzyby, wędkowanie, jazda konna, spacery po lesie, wycieczki rowerowe, zwiedzanie muzeum lub wizyty w winnicy.
Warunki do uprawiania turystyki, region ma rewelacyjne, jednak z ich wykorzystaniem jest już gorzej.
Samo hasło: "przyjeżdżajcie, bo u nas jest fajnie" też na wiele się nie zda. Trzeba stworzyć przemyślaną wizerunkową kampanię medialną. Niestety województwu brakuje na to pieniędzy. Na turystykę przeznaczono z budżetu zaledwie pół miliona złotych..
Urząd Marszałkowski na stronie internetowej poinformował, że w planie promocyjnych działań na rok 2007 są tylko wizyty na różne zagraniczne imprezy branżowe. Jednak targi wszystkiego nie załatwią. Specjaliści uważają, że czasem trzeba się na nich pokazać, jednak obecnie jest to tylko uzupełnienie turystycznej inwazji promocyjnej. Jacek Debis podkreśla - Teraz promocja musi być niekonwencjonalna, ciekawa, zaskakująca. Za te same pieniądze, jakie wydamy na targi, można chociażby zorganizować kilka atrakcyjnych happeningów, które dużo bardziej zapadną ludziom w pamięci niż kilka ulotek na branżowych spotkaniach. A przy okazji jest darmowa reklama, bo na pewno media o tym napiszą. Dodaje - Dlaczego by nie zorganizować historycznego statku, który by popłynął do Szczecina z ofertą dla kajakarzy, albo nie zrobić najazdu krasnali na Wrocław czy Warszawę, w końcu Nowa Sól to zagłębie krasnalowe. To proste, trochę śmieszne, ale widowiskowe i niecodzienne. A to się liczy.
Województwo lubuskie musi przede wszystkim wypracować swoją markę i postarać się o unijne pieniądze. W latach 2007 - 2013 na poprawienie atrakcyjności regionów, czyli między innymi na turystykę jest do rozdania 37 mln euro. Dlatego też jest o co powalczyć.

Zobacz całość »



Pociągi w Czechach

Zobacz całość »
W Czechach warto podróżować koleją, gdyż ceny biletów kolejowych są atrakcyjne dla każdego turysty. Czesi dysponują pociągami osobowymi, przyspieszonymi, pospiesznymi, ekspresami, InterCity, EuroCity, SuperCity a także szybkimi pociągami Pendolino.
Koszt przejazdu tymi pociągami jest zbliżony, za wyjątkiem pociągów InterCity, EuroCity, SuperCity, Pendolino, gdzie stosuje się dopłaty lub odrębne taryfy. Czeskie koleje dają możliwość zakupu biletów kolejowych grupowych i powrotnych, dzięki czemu można dużo zaoszczędzić. Na te bilety wprowadzono 30% zniżkę, przy czym zniżka ta obowiązuje tylko w drugiej klasie we wszystkich pociągach.
Bilet w jedną stronę do stacji odległej o 100 km kosztuje 120 koron (ok. 16 zł), a bilet w dwie strony - 160 koron (ok. 22 zł), przy czym powrót musi się odbyć najpóźniej do północy dnia następnego. Najkorzystniejsze ceny występują przy zakupie biletu grupowego. Dwie pierwsze osoby z grupy płacą po 84 korony(11 zł), natomiast kolejne płacą tylko 42 korony (6 zł).
Istnieje także możliwość nabycia biletu jednodniowego (Sone+), ważnego w sobotę lub w niedzielę. Jest on ważny w klasie drugiej, a jego cena zależy od rodzaju pociągu. W pociągach osobowych i przyspieszonych to koszt 130 koron, a w pospiesznych i ekspresowych 390 koron.

Zobacz całość »



Przejazd pociągiem we Francji

Zobacz całość »
Koleje we Francji należą do jednych z najszybszych kolei Europejskich, m.in. dzięki superszybkim pociągom TGV. Cena biletów na przejazd tymi pociągami jest uzależniona od dnia zakupu oraz od godziny połączenia.
Normalnie za bilet na pociąg na trasie Paryż - Marsylia trzeba zapłacić ok. 77 euro w 2 klasie. Po Francji da się jednak podróżować taniej. I tak: tańsze są bilety kupione z dużym wyprzedzeniem oraz bilety na połączenia poza godzinami szczytu, jak również w dni robocze. Naprawdę niskie ceny oferuje taryfa Prems, gdzie można nabyć bilety w cenach 20-25 euro, uprawniające do jazdy po niemalże całej Francji. Jeszcze niższą cenę (ok. 19 euro) zapłacimy za przejazd pociągiem iDTGV. Bilety na przejazd tym pociągiem zamawia się przez internet, a ich cena jest niższa, im wcześniej dokona się rezerwacji biletu.
Specjalną ofertę Last Minute francuskie koleje przygotowały dla spóźnialskich. Oferta ta umożliwia zakup nawet o połowę tańszego biletu na dzień przed wyjazdem. Na przykład podróż z Awinionu do Paryża kosztuje w ten sposób tylko 37 euro, a z Paryża do Tuluzy 43 euro.

Zobacz całość »



Ukraińscy konduktorzy-przemytnicy muszą odejść!

Zobacz całość »
Jak powiadomiła służba prasowa lwowskiego okręgu kolejowego, kolej lwowska dokonuje wymiany tzw. prowindyków- konduktorów tras międzynarodowych. Powodem jest przemyt, którego dokonują w pociągach z Ukrainy na Węgry i do Polski.
Niedawno doszło do zatrzymania konduktorek obsługujących linie Lwów-Budapeszt podejrzanych o przemyt, była to kropla przelewająca czarę goryczy ukraińskich władz kolejowych, przymykających do tej pory oko na ten proceder.
W związku z tym problemem lwowska kolej wstrzymała pociąg na trasie Przemyśl-Czerniowce, którego miejsce zajmie od 20 lipca tzw. elektryczka- podmiejski pociąg bez miejsc leżących, a nawet przedziałów.
Prowindycy to osoby, pełniące rolę konduktora, a poza tym są opiekunami wagonów, których zakamarki znają najlepiej. Dzięki temu mają możliwość skutecznej współpracy z szajkami przemytników, których głównymi produktami zbytu są alkohol i papierosy. Świetnymi kryjówkami okazują się być przestrzenie między materacami, a także ścianki przedziałów. Aby wydobyć ukryty towar celnicy zmuszeni są do demontażu przedziałów. W związku z tym międzynarodowe linie kolejowe mogą niedługo przestać być opłacalne, bowiem koszty naprawy tychże przedziałów są wysokie, na co narzekają ukraińscy kolejarze.
Aby walczyć ze stratami materialnymi tudzież przemytem, lwowska kolej wymienia konduktorów i wprowadza otwarte wagony.

Zobacz całość »



Polacy latają dużo więcej niż szacowano

Zobacz całość »
Po trzech latach od wejścia do Unii Europejskiej, Polacy latają więcej niż szacowali analitycy. Wielki boom na tanie latanie w Polsce spowodował szybki rozwój lotnisk w regionach, nowe połączenia oraz stale rosnącą liczbę linii lotniczych.
W grudniu 2003 roku z Warszawy wystartował samolot Air Polonii, pierwszej taniej linii na polskim niebie. Wówczas na pokładzie 168-osobowego boeinga było tylko kilkunastu pasażerów. Natomiast statystyki z pierwszych miesięcy bieżącego roku wskazują, że na pokładach samolotów tanich linii z i do Polski może polecieć nawet ponad 8 mln osób.
Analitycy z Urzędu Lotnictwa Cywilnego, którzy zajmują się szacowaniem dynamiki rozwoju polskiego rynku lotniczego, nie przewidzieli, że Polacy aż tak bardzo polubią tanie latanie. Gospodarka rozwija się w rekordowym tempie. Dodatkowo Polacy dużo wcześniej, niż się spodziewano, odkryli, że tanie loty to nie tylko dobry sposób na podróż do pracy, ale również na wakacje.
Zgodnie z szacunkami ULC w bieżącym roku w samolotach miało znaleźć się 15% pasażerów więcej niż w roku ubiegłym. Jednak już dziś można stwierdzić, że będzie ich dużo więcej. Według danych straży granicznej, w pierwszym kwartale tego roku z polskich lotnisk skorzystało ponad 20% więcej osób niż w tym samym okresie w roku ubiegłym. A są to tylko wyniki z pierwszego kwartału, który uznawany jest za najgorszy dla rynku lotniczego. Najwięcej osób podróżuje latem. Szacuje się, że wówczas polskie lotniska mogą obsłużyć nawet 17 mln podróżnych.
Tomasz Kułakowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Ryanair w Europie Środkowej wyznał - Szacujemy, że w tym roku na naszych pokładach będziemy mieli o ponad 40-50% więcej pasażerów niż w roku ubiegłym. Przez kolejne trzy lata możemy się spodziewać, że liczba podróżnych do i z Polski będzie rosła w tempie dwucyfrowym.
Polska należy do jednego z najszybciej rosnących rynków lotniczych na świecie. Liczba podróżnych zwiększa się głównie dzięki tanim liniom. Sześć z dziesięciu największych linii operujących w Polsce to tani przewoźnicy. LOT, największa linia lotnicza w Polsce przewiozła w ubiegłym roku 4,7 mln pasażerów, a Wizz Air aż 2 mln. Na kolejnym miejscach znalazły się: Ryanair, Sky Europe, Centralwings i Norwegian. Dodatkowo cały czas pojawiają się nowi przewoźnicy. W ubiegłym tygodniu swoje połączenie otworzył Air Italy i oferuje loty z Werony do Warszawy.
Dzięki tanim liniom, aby polecieć z Polski do dowolnego miasta w Europie, nie trzeba korzystać tylko z lotniska w Warszawie. Spowodowało to dynamiczny rozwój regionów.
Okęcie cały czas jest największym portem w Polsce, ale Etiuda, terminal do odprawy tanich linii jest za mały. Jeszcze nie wiadomo, kiedy rozpocznie działać lotnisko w Modlinie. Korzystają na tym regiony.
Obecnie aż siedmiu z dziesięciu pasażerów, którzy podróżując z Krakowa wybiera samolot tanich linii. Piotr Pietrzak, rzecznik MPL Balice zaznacza - To dane z pierwszych czterech miesięcy tego roku. Udział tanich linii w ruchu wciąż rośnie. Przed rokiem mieliśmy 62%, a w 2005 r. - 48%. Wcześniej tanich linii w ogóle nie było.
Z Balic można polecieć na 62 lotniska w 20 krajach. Do kwietnia bieżącego roku port odprawił 858 tys. pasażerów, czyli więcej niż przez cały rok 2004. Szacuje się, że w tym roku Balice odprawią około 3 mln podróżnych. Jeszcze niedawno w planach rozwoju lotniska taka liczba pasażerów lotniczych pojawiała się dopiero w okolicach 2015 roku.
Dynamiczny wzrost zainteresowania lataniem stanowi też problem. Lotniska nie są przystosowane do rosnącego ruchu. Czasami w godzinach szczytu w małych terminalach nie mieszczą się wszyscy pasażerowie. Dlatego porty lotnicze stale się rozbudowują. 9 lipca tego roku ma zostać oddany do użytku nowy terminal w Katowicach. Cezary Orzech, rzecznik GTL, spółki która zarządza katowickim lotniskiem poinformował - Mamy 35% wzrost! W ubiegłym roku odprawiliśmy niespełna półtora miliona pasażerów, w tym możemy się już spodziewać przekroczenia dwóch.
Największy udział w polskim rynku tanich przewozów ma Wizz Air. József Varadi, prezes Wizz Air przyznał - Polska jest dla nas strategicznym rynkiem. W polskim rynku lotniczym mamy dziś 15% udziału - w ubiegłym roku przewieźliśmy z Polski 2,1 mln pasażerów, w tym roku planujemy o milion więcej.
Wizz Air ma w Polsce trzy bazy: w Warszawie, Gdańsku i Katowicach. W najbliższych dniach ma ogłosić otwarcie następnej. Linia odbiera również pierwsze z 32 zamówionych airbusów A320 z wbudowaną kabiną przystosowaną specjalnie dla tanich linii.
Przez ostatnie trzy lata, tanie linie bardzo się zmieniły. Mówi się już o dwóch segmentach przewoźników niskokosztowych. Najbardziej podstawową usługę, czyli po prostu przelot, bo nawet za bagaż trzeba dodatkowo zapłacić oferuje irlandzki Ryanair. Natomiast SkyEurope poziomem obsługi chce zbliżyć się do tradycyjnych przewoźników. Eryk Kłopotowski, rzecznik SkyEurope wyznał - Latamy na główne lotniska, współpracujemy z biurami podróży i mamy program dla pasażerów biznesowych. W tych taryfach elastyczne bilety można zwrócić albo wymienić nawet na kilka godzin przed odlotem.
Słowacka linia SkyEurope pięć lat temu zaczynała od lotów z Koszyc posiadając tylko jeden samolot. Obecnie jest notowana na giełdach w Wiedniu i Warszawie. Dysponuje 15 boeingami 737 i lata na 39 europejskie lotniska. Eryk Kłopotowski wyznał, że wśród nowości w letnim rozkładzie znajdą się: Bułgarski Burgas, włoskie Palermo i Wenecja oraz Chorwacja i Saloniki. Wszystkie loty będą odbywać się z bazy w Krakowie. Ceny biletów zaczynają się od 29 zł bez opłat.
Przedstawiciele przewoźników przyznają, że zmienili się też klienci. Wiedzą już, że do cen podawanych przez linie trzeba doliczyć opłaty lotniskowe, które często wynoszą nawet kilkaset złotych. Dlatego też przy dużych promocjach tradycyjnych linii czasami opłaca się nie lot tanimi liniami lotniczymi, ale właśnie tradycyjnymi.

Zobacz całość »



PO chce stworzyć komisję do spraw turystyki

Zobacz całość »
Aby "wynieść turystykę na piedestał", PO planuje powołać nową komisję w radzie miasta. Jednak radni z innych partii zaznaczają - Tu chodzi o polityczną promocję. Mówiąc brutalnie: o "skórę, furę i komórę" - czytamy w Gazecie Wyborczej.
Radni przyznają, że stołeczna Platforma w ostatnim czasie promuje się dużo lepiej niż PiS i LiD. Niedawno powołała komisję do spraw organizacji Euro 2012, której zadaniem jest między innymi "stworzenie strategii zwiększenia dynamiki wzrostu ruchu turystycznego w stolicy" oraz "skupianie i zagospodarowywanie społecznej aktywności wokół Euro 2012". Z radnym PO, jako szefem komisja miała monitorować przygotowania do mistrzostw. Jednak po politycznych negocjacjach z LiD ustalono, że przewodniczący będzie się zmieniał.
Pomysł na powołanie komisji Euro 2012 miał również PiS. Paweł Czekalski, szef klubu Platformy w Radzie Warszawy zaznacza - Gdy liderzy PiS mówili o tym publicznie, od kilku godzin mieliśmy gotowy projekt uchwały. W duszy człowieka tak już jest, że gdy się dużo o czymś mówi, wpada się na podobne pomysły. To jak z filmami karate: w latach 80-tych wszyscy chcieli być karatekami.
Teraz radni PO chcą powołać kolejną komisję, która zajmowałaby się tylko turystyką. Czekalski podkreśla - To temat zaniedbany. Turystykę trzeba wynieść na piedestał. Zaznaczył, że nie chodzi wyłącznie o Euro 2012, ale również o Rok Chopinowski w 2010 i prezydencję Polski w Unii Europejskiej w 2011 roku.
Gazeta pisze, iż obecnie turystyką w radzie miasta zajmują się trzy komisje: sportu i turystyki, kultury i promocji oraz do spraw Euro 2012. Pracuje w nich ponad 20 radnych. Jednak PO to nie wystarcza. Czekalski uważa, że do radnych dotarły informacje o ciągle spadającej liczbie turystów, którzy odwiedzają stolicę.
Czekalski zaznaczył też, że Warszawie brakuje około 50 tys. miejsc noclegowych. Uważa, że powinno się tę sytuację monitorować. Dodaje - Miastu potrzebny jest elektroniczny system informacji.
Jak na razie idea PO nie znalazła zrozumienia w PiS i LiD. Polityczni konkurenci uważają, że Platformie zależy tylko na promocji swojego logo. Marek Rojszyk z SLD, radny komisji sportu przyznał - Turystyka jest tematem zaniedbanym. Ale to raczej kwestia organizacji pracy w istniejących już komisjach. Będziemy o tym jeszcze rozmawiać, ale nie ma mowy, by szefem nowej komisji był działacz z PO.
Działacze LiD zaznaczają - Przed Euro 2012 będzie się można pokazać. Dotrzeć do mediów z partyjnym logo na konferencjach prasowych, rzucanych publicznie pomysłach. Mówiąc brutalnie, chodzi tu o "skórę, furę i komórę". I mamy się zgadzać?
Podobnego zdania jest Marek Makuch, lider PiS w Radzie Warszawy. O planach PO powiedział - Zrobili to? No nie! Torpedowałem pomysł na poprzednim konwencie, ale widzę, że wykorzystali moją nieobecność. Takie mnożenie bytów po to, by dać Platformie kolejne stanowisko przewodniczącego komisji nie ma sensu. Przecież to konkretne wydatki: na prąd, ogrzewanie w zimie, napoje, pracownika oddelegowanego do obsługi.
Jednak lider PO z zarzutami konkurentów się nie zgadza. Wyznał - Śmietankę to będzie się spijać pod koniec tej i w następnej kadencji. Więc niech się koledzy tak nie denerwują.

Zobacz całość »



::: 2007-06-14 :::


Atrakcje turystyczne na Wiśle i Starówce

Zobacz całość »
Już teraz warszawiacy mają możliwość podróżowania dwoma konnymi omnibusami oraz dwoma tramwajami wodnymi. Szefowie Tramwajów Warszawskich zawrą dziś umowę z armatorami i właścicielem stadniny koni.
Latem roku ubiegłego statek "Wars" przewiózł prawie 240 tys. pasażerów. Statki pasażerskie mieszczące na swoim pokładzie 100-110 osób będą odpływały z czterech przystanków:
- obok Starówki, przy moście Śląsko-Dąbrowskim
- na Cyplu Czerniakowskim, obok mostu Łazienkowskiego
- na Powiślu, przy tunelu Wisłostrady
- przy Cytadeli.
Statki do końca sierpnia będą odpływały codziennie od godz. 11 do 20, we wrześniu kursować będą tylko w weekendy. Ceny biletów wynoszą: normalny- 12 zł, ulgowy- 6 zł, a dzieci do lat 7 płynąć będą bezpłatnie.
Natomiast dwa omnibusy będą kursowały z pl. Zamkowego Podwalem, Nowomiejską, Freta, przez Rynek Nowego Miasta, Kościelną, Freta, Długą i Miodową z ostatecznym przystankiem na pl. Zamkowym. Omnibusy startować będą w godz. 11-18, w sierpniu we wszystkie dni oprócz poniedziałków, we wrześniu natomiast będą odjeżdżać tylko w weekendy. Ceny biletów: dorośli 12 zł, młodsi -6 zł, dzieci do lat 4 pojadą za darmo. Można dokonać wcześniejszej rezerwacji miejsc, więcej wiadomości na ten temat możemy odnaleźć na stronie internetowej www.tw.waw.pl.

Zobacz całość »



Dni Techniki Kolejowej

Zobacz całość »
Dni Techniki Kolejowej umożliwią nam zobaczenie wstawiania na szyny wykolejonego składu, czy też zwiedzenie w Polsce Północnej makiety kolejowej. Będziemy mogli także przejechać się okazjonalnie pociągiem.
Organizatorami imprezy trwającej od piątku do niedzieli są: PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., PKP CARGO S.A., PKP Przewozy Regionalne, PKP Energetyka, Telekomunikacja Kolejowa Sp. Z o.o. i PKP S.A.
W piątek na peronie 3a, od 10 do 14 odbędzie się pokaz wstawiania na tory wykolejonego taboru przy pomocy specjalnego samochodu ratownictwa technicznego - Unimogu.
Od piątku do niedzieli w godzinach od 10 do 15 będziemy mogli obejrzeć wystawę taboru, tudzież całego sprzętu, dzięki któremu jest możliwe utrzymanie nawierzchni kolejowej oraz sieci trakcyjnej - perony: 3a i 4a, na tychże peronach znajdziemy promocyjne stoiska spółek PKP. Między peronami 3a a 4a odbędzie się prezentacja urządzenia do nagłaśniania peronów MEGA 2000 na stacji Bydgoszcz Główny. W tym czasie na peronie trzecim będzie można zwiedzić Izbę Tradycji Bydgoskiego Węzła Kolejowego prowadzonego przez Bydgoskie Towarzystwo Przyjaciół Kolei. Peron 4a będzie miejscem pokazów działań oraz sprzętu służbowego, Straż Ochrony Kolei zaprezentuje tresurę psów służbowych. Na peronie 3a będzie można zobaczyć dostęp do Internetu i telefonii internetowej.
W piętek i niedzielę w godzinach 10-15 będziemy mogli zwiedzić największą w Polsce Północnej makietę kolejową w Laboratorium Kierowania Ruchem Pociągów. Aby się tam znaleźć należy z peronu 4 wejść na 3 piętro.
W sobotę w godzinach 10-14 możliwe będzie zwiedzenie nastawni dysponującej BGA, a także nastawni sterowania zdalnego zasilaniem sieci trakcyjnej, wyjścia będą się odbywać mniej więcej co 30 minut spod Izby Tradycji na peronie nr 3.
Niedziela (godz. 12-15.30) pociąg nadzwyczajny przejedzie z Bydgoszczy do Twardej Góry (także z powrotem). Celem podróży będzie zwiedzenie nowoczesnej, skomputeryzowanej nastawni, którą obecnie dysponuje Twarda Góra (dokładniej docinek Laskowice Pomorskie- Tczew), a także nowoczesny pociąg sieciowy w Laskowicach Pomorskich, który będzie obsługiwany przez unowocześniony elektryczny zespół trakcyjny. Pociąg wyruszy z Bydgoszczy Gł. Około godziny 12, a w trakcie pokonywania trasy będzie zatrzymywał się na stacjach takich jak: Pruszcz Pom., Laskowice Pom., czy Maksymilianowi.
W niedzielę od godziny 11 do 15 będzie można podziwiać na stacji w Laskowicach Pomorskich pociąg sieciowy typu WM-15A.

Zobacz całość »



Nowa strategia walki o klienta grupy SAS

Zobacz całość »
Elementami nowej strategii jest sprzedaż udziałów w liniach lotniczych i firmach usługowych, a także wprowadzenie nowych samolotów. Jak podaje rzecznik skandynawskiej grupy SAS, Bertil Ternert wyjaśnia się teraz sytuacja, które firmy powinny pozostać w składzie, a które zostaną sprzedane. Nie potrafi natomiast określić czy zostanie zmniejszona liczba pracowników. Twierdzi, że nie powinno dojść do strajków. Najważniejsze, aby podjąć teraz słuszne decyzje.
Jak łatwo się domyślić, w nowej strategii chodzi o to, aby pozyskać nową rzeszą klientów. Już w tym roku SAS chce podnieść swoje zyski z 40 mln dolarów do 565mln. Obniżenie kosztów ma przynieść w 2011 400 mln dolarów i dać gwarancję dodatkowych wpływów i wzrostu przewozów pasażerskich. Uzyskane pieniądze grupa chce wykorzystać przede wszystkim na odnowienie floty. W roku ubiegłym linie SAS wyszły na prostą, jednak konkurencja wśród tanich linii sprawiła, że nadal zyski nie są zbyt duże.
Nowa Strategia została ogłoszona miesiąc temu przez nowego prezesa firmy Matsa Janssona. Później okazało się, że jest ona w zupełności inna od tej planowanej jeszcze przez jego poprzednika Jorgena Lindegaarda. SAS nie podaje na razie żadnych liczb, ale już wiadomo, że zmniejszy się liczba zatrudnionej obsługi. Jorgen chce sprzedać to, co zakupili jego poprzednicy. Sprzedane zostaną 95 proc. udziałów Spainair (drugiego co do wielkości przewoźnika hiszpańskiego), brytyjskiego BMI oraz Air Greenland.
W SAS pozostanie m.in. 49 proc. Estonian Air, 47,2 proc. Air Baltic, 25. proc Aerolinas de Baleares oraz SAS Cagro Group. Jansson zastanawia się nad SAS Ground Services, a także SAS Technical Services, nad firmami, które zobligowane są do obsługi naziemnej skandynawskich lotnisk, zatrudniających ok. 10 tys. ludzi łącznie. Szwedzki rząd natomiast chce pozbyć się swojego pakietu akcji spółki (21,4 proc.).
Organizacja pracownicza w SAS (HTF), organizująca ostatnie strajki i wysuwająca roszczenia dotyczące poziomu płac pracowników, podała, że na razie jest jeszcze za wcześnie, aby wypowiadać się na temat obecnej strategii nowego szefa. Wczoraj, przedstawiciele zarządu zapewnili, że radykalne zmiany w firmie obejmą także stosunki z pracownikami. Rynek dobrze przyjął zapowiedź zmian w SAS, jego akcje wzrosły o 0,6 proc., podczas gdy indeks spadł o 0,4 proc. Jak skomentował wczoraj szwedzki analityk rynku lotniczego Jacob Petersen, im bardziej SAS skupia się na lataniu, tym dla niego lepiej.

Zobacz całość »



Kraków, Trójmiasto, Łódź i Wrocław najlepiej promują swoje regiony

Zobacz całość »
Instytut Turystyki szacuje, że w bieżącym roku do Polski przyjedzie 16,3 mln turystów zagranicznych, którzy wydadzą w sumie 4 mld USD. Najlepiej swoje regiony pod względem turystycznym promują Kraków, Trójmiasto, Łódź oraz Wrocław. Natomiast Warszawa przoduje w turystyce biznesowej - podał Onet.
Krzysztof Łopaciński, dyrektor Instytutu Turystyki przyznał, że w niektórych regionach Polski oferta turystyki wypoczynkowej pozostawia jeszcze "wiele do życzenia".
Łopaciński zaznaczył - Nie możemy narzekać na nocleg i wyżywienie. Gorzej jest natomiast z ofertą wypoczynkową, czyli organizowaniem lokalnych imprez. Turyści potrzebują czegoś więcej, niż tylko ładnego widoku i dobrego wyżywienia. Chcą zobaczyć coś nietypowego, a tego jest mało.
Dodał też, że oprócz tradycyjnych form spędzania czasu, brakuje również atrakcyjnych ofert turystycznych. Wśród miast, które najlepiej promują swoje regiony wymienił: Kraków, Trójmiasto, Łódź oraz Wrocław. Przyznał też, że promocja Warszawy z każdym rokiem jest lepsza, jednak cały czas brakuje wydarzeń o charakterze międzynarodowym. Podkreślił - Nie mamy muzycznego teatru, jak Londyn czy Nowy Jork, do którego ściągają turyści z całego świata.
Katarzyna Ratajczyk, dyrektor Biura Promocji Miasta w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy poinformowała, że Warszawa jest liderem w turystyce biznesowej. Wyjaśniła - Nie brakuje nam średniej wielkości centrów konferencyjnych, które są w stanie pomieścić 1,5 tys. osób.
Dodała też, że w stolicy nie ma problemu z hotelami o wysokim standardzie. Jednak gorzej jest z hostelami, z których najchętniej korzystają młodzi turyści. Kraków ma ich około 90, a Warszawa tylko 10. Wśród imprez organizowanych podczas zbliżającego się sezonu turystycznego, Ratajczyk wymieniła między innymi koncerty chopinowskie, jazzowe i festiwal filmowy.
W różnych regionach Polski trwają obecnie przygotowania do nadchodzącego letniego sezonu turystycznego. W Krakowie rozwija się tzw. turystyka alternatywna, która wychodzi poza uznane turystycznie atrakcje zabytkowego centrum miasta. Dużym powodzeniem cieszą się wycieczki samochodami z czasów PRL po blokowiskach Nowej Huty oraz zwiedzanie dawnej Huty im. Lenina. W Krakowie można również wybrać się na spacer po zapomnianych zakamarkach starego Podgórza. Natomiast dla amatorów turystyki rowerowej atrakcją będzie polski odcinek Szlaku Bursztynowego, który biegnie obecnie od Budapesztu aż do Krakowa.
Według gdańskiego urzędu miejskiego, w tym roku miasto odwiedzi około 1,8 mln polskich i zagranicznych turystów. Do Gdańska przyciągną ich między innymi: Jarmark Dominikański, Festiwal Gwiazd i Festiwal Dobrego Humoru. Podczas nadchodzących wakacji miasto będzie gościć też największe żaglowce świata.
Atrakcją dla turystów rowerowych na Dolnym Śląsku będą głównie szlaki w okolicach Szklarskiej Poręby, Karpacza i Lwówka Śląskiego. Natomiast kajakarze będą mogli skorzystać z górskich rzek. W całym województwie są też 42 muzea.
Świętokrzyskie zaprasza do Parku Jurajskiego w Bałtowie, gdzie można zobaczyć 40 modeli naturalnej wielkości dinozaurów. Park został utworzony w 2004 roku po odkryciu w Bałtowie skamieniałych tropów dinozaurów. Miłośnicy zabytków mogą również odbyć 500-kilometrową przejażdżkę rowerem po regionie, szlakiem dawnych budowli obronnych. Na rowerach można również przemierzyć "szlak literacki", który łączy miejsca związane z życiem oraz twórczością Mikołaja Reja, Henryka Sienkiewicza, Stefana Żeromskiego i Witolda Gombrowicza.
Natomiast na Warmii i Mazurach cztery nowe szlaki turystyczne mają wypromować dotychczas słabo znane miejsca tego regionu, znanego głównie z wypoczynku pod żaglami. Chodzi głownie o szlak Fortyfikacji Mazurskich z wojennymi umocnieniami w Gierłoży, Mamerkach oraz Stańczykach, szlak Kopernikowski z Olsztyna do Fromborka, szlak Kanału Elbląskiego, a także tzw. pętlę Grunwaldzką z inscenizacją bitwy Grunwaldzkiej.
Na Podkarpaciu turyści mogą wędrować po górach, uprawiać sporty wodne na Zalewie Solińskim, a także odwiedzić wystawę prac Zdzisława Beksińskiego i ekspozycje ikon karpackich w Muzeum Historycznym w Sanoku. W Krośnie można obejrzeć największą w Europie kolekcję lamp naftowych, a w Bóbrce koło Krosna najstarszą na świecie kopalnię ropy naftowej.
Na Podkarpaciu działa ponad 600 gospodarstw agroturystycznych, które w sumie oferują prawie 6 tys. miejsc noclegowych w 2,5 tys. pokoi. Ich właściciele proponują jazdy konne, sporty wodne, wycieczki rowerowe, przejażdżki samochodami terenowymi, wędkowanie, a także towarzyszenie w polowaniach.
Natomiast atrakcją Podhala w skali europejskiej jest spływ Dunajcem w Pieninach. Dla turystów przygotowano także: architekturę drewnianą, muzea, galerie, aquaparku, kolejki linowe, górskie spływy kajakowe, sporty wodne i paralotniarstwo.
Informacje na temat bazy noclegowej oraz oferty turystycznej regionów można uzyskać na stronach internetowych poszczególnych miast, a także w wojewódzkich Centrach Informacji Turystycznej.

Zobacz całość »



Estonia wprowadziła zakaz palenia w miejscach publicznych

Zobacz całość »
We wtorek, 5 czerwca Estonia dołączyła do krajów, które wprowadziły w ostatnich latach zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych. Palić nie wolno między innymi w kawiarniach, restauracjach, barach i nocnych klubach.
Zgodnie z ustawą, która została przyjęta w 2005 roku, palenie w wymienionych miejscach jest dopuszczalne tylko pod warunkiem, że palacze przebywać będą w specjalnie wyposażonych oddzielnych pomieszczeniach.
Zakaz palenia obowiązuje również na przystankach komunikacji miejskiej oraz w przejściach podziemnych.
Osobom, które naruszają zakaz palenia tytoniu grozi grzywna w wysokości około 80 euro, natomiast właścicielom kawiarni i restauracji, w których złamano zakaz do 3 tys. euro.
Władze Estonii liczą, że zakaz skłoni chociaż część palaczy do rzucenia nałogu. Według danych Ministerstwa Spraw Socjalnych w Estonii pali ponad 350 tys. osób w wieku od 16 do 64 lat, czyli blisko jedna trzecia dorosłych mieszkańców kraju.
Wprowadzona wcześniej podwyżka cen na wyroby tytoniowe niestety nie przyniosła oczekiwanego rezultatu. Nie spadła liczba palaczy, wzrósł tylko popyt na gorsze, bardziej niebezpieczniejsze dla zdrowia marki papierosów.
Zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych wprowadziły wcześniej między innymi: Irlandia, Włochy, Szwecja, Norwegia i Portugalia. Od 1 czerwca bieżącego roku palić w miejscach publicznych nie można również w Islandii i Finlandii.
Zakaz palenia w fińskich barach i restauracjach nie dotyczy jak na razie lokali, których powierzchnia jest większa niż 50 metrów kwadratowych i posiadają dobry system wentylacyjny. Przez dwa lata restauratorzy mogą jeszcze rezerwować dla palaczy najwyżej połowę powierzchni. Inne lokale mogą albo całkowicie zakazać palenia lub wybudować specjalne, szczelne pomieszczenia przeznaczone dla palaczy, gdzie nie będzie można jeść. Dla osób, które nie będą przestrzegać zakazu przewidziano kary pieniężne, których wysokość uzależniona będzie od dochodów.
Od kwietnia 2007 roku całkowity zakaz palenia tytoniu w pracy i zamkniętych przestrzeniach publicznych, w tym też w pubach obowiązuje w Irlandii Północnej (Ulsterze).
Irlandia była pierwszym krajem Unii Europejskiej, która w marcu 2004 roku wprowadziła całkowity zakaz palenia w pubach, barach i restauracjach. W kwietniu 2004 roku w jej ślady poszła Malta, która rozszerzyła zakaz na wszystkie miejsca publiczne. Natomiast Włochy w styczniu 2005 roku zakazały palenia w zamkniętych pomieszczeniach publicznych.
Włoskim palaczom, którzy łamią zakaz grozi grzywna od 27,50 euro do 275 euro. Natomiast za palenie tytoniu w obecności kobiet w ciąży i dzieci do lat 12 suma ta zostaje podwojona. Dodatkowo właściciel lokalu, gdzie nie przestrzega się zakazu może otrzymać grzywnę w wysokości od 220 do 2200 euro. W przypadku palenia przy kobietach ciężarnych oraz dzieciach jej wysokość wzrasta o połowę tej sumy.
W Szwecji całkowity zakaz palenia w barach i restauracjach obowiązuje od czerwca 2005 roku. Jego wprowadzenie poparło 85% Szwedów. Od 2004 roku zakaz palenia obowiązuje również w Norwegii.
W marcu 2007 roku w Portugalii zatwierdzono nową ustawę antynikotynową, która wprowadza całkowity zakaz palenia w barach, kawiarniach i dyskotekach, których powierzchnia ma mniej niż 100 metrów kwadratowych, a także w środkach transportu publicznego, zakładach leczniczych oraz szkołach.
Ustawa o zakazie palenia papierosów w miejscach publicznych obowiązuje od tego roku również w Hongkongu. Zakaz ten nie objął lokali rozrywkowych dla dorosłych, w tym łaźnie, kluby i bary, które dostępne są tylko dla gości powyżej 18 lat. Jednak palić w nich wolno będzie tylko do 1 lipca 2009 roku.

Zobacz całość »



Trwa spór o odszkodowania dla poszkodowanych klientów Open Travel

Zobacz całość »
Polskie Towarzystwo Ubezpieczeń zapowiedziało, że nie wypłaci pieniędzy, dopóki Urząd Marszałkowski nie dostarczy brakujących dokumentów. Władze uważają, że dopełniły wszystkich formalności i grożą ubezpieczycielowi sądem - podała Gazeta Wyborcza.
Biuro podróży Open Travel Group zbankrutowało we wrześniu ubiegłego roku. Wypłaty odszkodowań dla prawie 3,5 tys. poszkodowanych klientów, Urząd Marszałkowski planował rozpocząć w poniedziałek 18 czerwca. Jednak nie wiadomo, czy do tego dojdzie, ponieważ Polskie Towarzystwo Ubezpieczeń zażądało od samorządu województwa dodatkowych dokumentów.
Open Travel ubezpieczone było w Signal Iduna oraz PTU. Pierwsze towarzystwo wypłaciło już odszkodowania w wysokości miliona zł. Natomiast PTU miało przekazać 3 mln zł, jednak uznało roszczenia tylko na łączną kwotę 2,3 mln zł. Taką właśnie kwotę ubezpieczyciel przekazał na konto urzędu marszałkowskiego. Jednak pozostałe 700 tys. zł stało się powodem konfliktu. Głównym powodem sporu są umowy, jakie część pokrzywdzonych klientów zawarła z biurem podróży.
Chodzi o osoby, które kupiły wczasy u pośrednika Open Travel. Violetta Grońska, rzeczniczka PTU wyjaśnia - Na części umów nie jest zaznaczone, że sprzedającym wycieczkę był toruński operator. Jest tylko napisane, że firma o nazwie, dajmy na to, ABC sprzedaje wycieczkę do Tunezji.
Ubezpieczyciel zażądał od urzędu marszałkowskiego umów agencyjnych, które będą potwierdzeniem, że dany pośrednik współpracował z Open Travel. Jednak samorząd uznał to za absurdalne żądanie. Beata Krzemińska, rzeczniczka urzędu marszałkowskiego zaznacza - W umowach jest dokładnie zaznaczone, kto sprzedaje wycieczkę. Dodaje - Tak samo, jak z komórkami. Kiedy idę do salonu i podpisuję umowę, jest ona zawarta z operatorem sieci, a nie z salonem przy ulicy takiej a takiej. Nasze roszczenia wysuwane są na podstawie szczegółowej analizy profesjonalnej firmy brokerskiej, która przecież wie, jakie umowy można zakwalifikować, a jakie nie. Najlepszym dowodem jest to, że część wniosków o odszkodowania odrzucono.
Urząd podkreśla też, że drugi ubezpieczyciel, czyli Signal Iduna, przelał całą kwotę przeznaczoną na zaspokojenie roszczeń poszkodowanych klientów bez żądania dodatkowych dokumentów. Samorząd wezwał PTU do przekazania pozostałych 700 tys. zł do piątku, 15 czerwca. Wówczas, według władz, mija 30-dniowy termin, który narzucony jest przez przepisy firmie ubezpieczeniowej. PTU kwestionuje również tę datę. Grońska zaznacza - Przepisowy termin dotyczy tylko klasycznych ubezpieczeń. W tym przypadku kodeks cywilny mówi, że przelew ma być zrobiony "niezwłocznie" po dopełnieniu formalności, a te nie zostały dopełnione. Nie upieramy się zresztą przy dostarczeniu nam umów agencyjnych. Zadowolimy się poświadczeniem pana marszałka, że wszystkie roszczenia są zasadne i że firmy typu ABC współpracowały z Open Travel.
Krzemińska przyznaje - Tak dziwnej propozycji jeszcze nie słyszeliśmy. Nasi prawnicy analizują, co z nią zrobić.
Na wypłatę odszkodowań cały czas czekają poszkodowani turyści. Urząd marszałkowski nie poinformował, co zrobi, gdy nie otrzyma pozostałych pieniędzy. Zapewnił tylko, że ma opracowaną strategię na wszystkie warianty rozwoju wypadków. Prawdopodobnie, nawet jeżeli PTU nie przeleje pozostałej kwoty, wypłaty ruszą już w najbliższym czasie. Wiadomo, że nie będzie to poniedziałek, 18 czerwca, ponieważ kwoty indywidualnych odszkodowań zostały obliczone procentowo z całej kwoty uzyskanej od ubezpieczycieli. Brak 700 tys. zł sprawi, że obliczenia będą musiały zostać dokonane jeszcze raz. Krzemińska zaznacza - Mamy też możliwość dochodzić tych pieniędzy na drodze prawnej. Podobną sprawę z niemieckim ubezpieczycielem właśnie wygraliśmy w sądzie.

Zobacz całość »



Trwa dynamiczny rozwój rynku lotniczego

Zobacz całość »
Rynek transportu lotniczego wciąż się rozwija. W tym roku ma z niego skorzystać nawet 19 mln pasażerów - informuje "Puls Biznesu". Już teraz wiadomo, że obecny rok będzie kolejnym rokiem lotniczych rekordów. Pierwszą oznaką wciąż kwitnącej koniunktury były niespodziewanie dobre wyniki po trzech pierwszych miesiącach.
Największe porty zanotowały wzrost średnio o połowę większy niż w I kwartale 2006 r. Hossa prawdopodobnie będzie trwać dalej, chociaż wzrost nie będzie już taki szybki. Według Tomasza Dziedzica, eksperta rynku lotniczego w Instytucie Turystyki, w tym roku przewoźnicy przetransportują nawet 19 mln osób. W roku ubiegłym przewieźli 15,4 mln pasażerów.
Powyższe dane dotyczą całości ruchu lotniczego wraz z czarterami. Odchylenia będą raczej niewielkie, ponieważ pod uwagę wzięto bogatą ofertę na sezon letni. Później ruch nieco się zmniejszy - tłumaczy Tomasz Dziedzic. Dynamika wzrostu ruchu lotniczego wciąż jest imponująca. W zeszłym roku rynek urósł o 25,2%, w tym roku może sięgnąć 22,5%. To bardzo dużo, biorąc pod uwage fakt, jak wysoka jest podstawa. Dziedzic przyznaje także, że w ubiegłym roku, szacując wyniki na 2007 r., nie przewidywano aż tak dobrej koniunktury, a na podstawie wtedy dostępnego rozkładu rejsów szacowano, że rynek urośnie maksymalnie o 20%.
Wiele jednak świadczy o tym, że tempo wzrostu będzie malało, a prognozy o wyhamowaniu prędzej czy później zaczną się spełniać. Pierwsze oznaki tego procesu można już obserwować na przykładzie rywalizacji tanich przewoźników. Ryanairowi, który zapowiadał ostrą walkę o palmę pierwszeństwa z WizzAirem przyszło pogodzić się z tym, że ze swoich planów, przynajmniej na razie, musi zrezygnować. Co prawda, różnica między rywalami wciąż się zmniejsza, ale dużo wolniej, niż zakładali przedstawiciele irlandzkiej spółki - pisze "Puls Biznesu".

Zobacz całość »



Drogie zabawy brytyjskich turystów

Zobacz całość »
Jak donosi “Dziennik Polski" ekscesy pijanych Brytyjczyków są powodem na narzekań nie tylko właścicieli krakowskich pubów, ale także tanich hoteli, taksówkarze i mieszkańcy miasta też dodają swoje cztery grosze. Zadziwiający jest jednak fakt, że do kartotek policji trafiło spośród 34 notowanych cudzoziemców zaledwie dwóch mieszkańców Wysp Brytyjskich.
Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt dogadania dwóch stron, polskiej i brytyjskiej. Aby uniknąć sądu należy zapłacić za zdewastowane krzesła, czy też stoły zanim dotrze na miejsce policja. Jeśli jednak nie uda się sprawy załatwić polubownie, zazwyczaj kończy się jedynie na karze grzywny. Za drobne wykroczenia zostali ostatnio zatrzymani nie tylko Brytyjczycy, ale i Szwedzi, Francuzi, Irlandczycy, czy też Meksykanie.
Jak wynika z danych Urzędu Statystycznego w Krakowie, w roku ubiegłym Małopolskę odwiedziło ponad 140 tys. mieszkańców Wielkiej Brytanii. Zatrzymanych zostało siedmiu Brytyjczyków i dwóch Irlandczyków. Byli winni udziału w bójkach, rozboje, a nawet posiadanie narkotyków. Sąd poddał ich karze grzywny, bądź też wyrokami pozbawienia wolności, ale w zawieszeniu.
Rozrywkowi Anglicy są powodem znacznie większej ilości interwencji, co potwierdzają sami policjanci. Zwykle powodem ich przyjazdu jest zdemolowany lokal, Brytyjczycy potrafią jednak dogadać się z polskimi właścicielami pubów i hosteli, którzy po uregulowaniu rachunku za szkody wycofują zgłoszenia.
Zdarzają się natomiast sytuacje, które bezsprzecznie wymagają interwencji policji. Jak informuje kom. Sylwia Bober-Jasnoch z małopolskiej policji, kilka dni temu właściciel jednego z hosteli zgłosił dewastację pokoi, której dokonało czterech Irlandczyków. Straty wyniosły około 5 tys. złotych. Podejrzanych zatrzymano na lotnisku i postawiono przed sądem w trybie przyspieszonym. Oskarżeni zostali zobowiązani do zapłacenia za straty oraz obciążeni karą grzywny. Winowajcy wyjechali później o dwa dni.
Turyści stanowią również zagrożenie w dyskotekach. Dobrze znane personelowi są awantury spowodowane zazdrością o Polki, poznane zresztą tej samej nocy, goście często obrażają kelnerki. Jak podaje Dziennik Polski, z tych właśnie powodów niektóre spośród klubów zaprzestało organizacji wieczorów kawalerskich, bądź też wzmocniły ochronę.

Zobacz całość »



Zapomnieli paszportów, więc próbowali przewieść dzieci w bagażniku

Zobacz całość »
Jak poinformował rzecznik Pomorskiego Oddziału Straży Granicznej ppłk Jacek Ogrodowicz, małżeństwo z Koszalina dokonało próby przewiezienia swoich dwojga małych dzieci do niemieckiego wesołego miasteczka.
Rodziców zatrzymano na przejściu granicznym w Krajniku Dolnym, dzieci (czteroletni chłopiec i półroczna dziewczynka) znajdowały się w bagażniku, ponieważ nie posiadały wymaganych dokumentów.
Koszalinianie najpierw próbowali przekroczyć granice w Kołbaskowie, tam jednak okazało się, że bez wymaganych dla dzieci dokumentów nie będą mogli przejść przez odprawę. Rodzice próbowali tłumaczyć ten brak nieznajomością przepisów, zostali więc pouczeni przez strażników. Dzieci mogą przejeżdżać przez granicę polsko-niemiecką za ukazaniem paszportu dziecka, bądź też na podstawie dowodu osobistego jednego z opiekunów lub wpisu do jego paszportu. Rodzina została zawrócona z powrotem do Polski.
Rodzice nie chcąc robić przykrości dzieciom, postanowili przewiedź je przez granicę w Krajniku Dolnym ukryte między bagażami w aucie typu combi. Na nieszczęście straż graniczna dokonała bardzo skrupulatnej kontroli. Szybko odkryto, że pod kocem ukryta została dwójka małych dzieci.
Niestety, nierozważni rodzice będą musieli ponieść konsekwencje swojej lekkomyślności. Zostało przeciw nim wszczęte dochodzenie, za postawiony im zarzut nielegalnego przekroczenia granicy grozi im do 3 lat więzienia. Koszalinianie dobrowolnie poddali się karze, o której ostatecznie zdecyduje sąd. Przez pięć lat będą oni figurować w Rejestrze Osób Skazanych.

Zobacz całość »



Poradnik Polak za granicą jest już w sprzedaży

Zobacz całość »
Celem poradnika jest umożliwienie polskim turystom bezpiecznego zwiedzania świata. Dzięki tejże publikacji dowiemy się np. czego nie należy zabierać do Nigerii (wieprzowiny), a co bezapelacyjnie należy włożyć do bagażnika odwiedzając Chorwację. Wydawcami poradnika są Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Polski Instytut Spraw Międzynarodowych.
Wydawnictwo można odnaleźć już teraz w księgarniach lub na stronie internetowej ministerstwa: www.msz.gov.pl. Jak mówi wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal, poradnik ma pomóc w dobrym przygotowaniu się do wakacyjnych podróży.
Informacje zawarte w książce są zebrane przez 145 dyplomatów z polskich ambasad, konsulatów i warszawskiej centrali resortu. Dzięki temu możliwe było opisanie 204 krajów na 754 stronach, gdzie zawarto informacje dotyczące m.in. przepisów prawnych, warunków ubezpieczeń, a nawet religii i obyczajów, dowiemy się także jakie panują w interesującym nas państwie warunki klimatyczne. Możemy odnaleźć tutaj również potrzebne nam adresy oraz telefony polskich placówek dyplomatycznych i konsularnych na świecie, a także zagranicznych w naszym kraju.
Joanna Konińska-Frybes, zastępca dyrektora Departamentu Konsularnego i Polonii w Ministerstwie Spraw Zagranicznych tłumaczy, że jest to działanie prewencyjne, aby turyści nie mieli niepotrzebnych kłopotów, a dyplomaci dodatkowej pracy. Blisko 47 interwencji, które w roku ubiegłym wpłynęły do polskich konsulatów są dowodem na to, że publikacja jest bardzo potrzebna. Wielu spośród nieprzyjemnych sytuacji np. kradzieży, czy też zgubienia dokumentów można uniknąć, co możemy odnaleźć właśnie w tymże poradniku.
Tegoroczna edycja zawiera kilka nowości, są to informacje jak uzyskać pomoc w krajach UE nie posiadających polskich przedstawicielstw dyplomatycznych. Osoby planujące wyjazd z kraju w celach zarobkowych także znajdą coś dla siebie, dowiedzą się jak mogą uniknąć np. handlu ludźmi. Nakład poradnika wyniósł ok. 3 tys. egzemplarzy, a cena sztuki została ustalona przez PiSM w wysokości 39 zł.

Zobacz całość »



Woda w polskich kąpieliskach coraz czyściejsza

Zobacz całość »
Jakość wód w polskich kąpieliskach cały czas nie jest doskonała. Jednak aż do 85,7% wzrosła liczba kąpielisk morskich, które spełniają podstawowe normy.
W czwartek, 31 maja w Brukseli został opublikowany raport Komisji Europejskiej, w którym podsumowano dane z 2006 roku. Dla ekspertów z KE stanowi on podstawę do oceny warunków w kąpieliskach przed tegorocznym sezonem wakacyjnym i jest "użyteczną wskazówką dla milionów osób, które wybierają się latem na europejskie plaże".
Polska znalazła się w zestawieniu po raz drugi. Zgłosiła 70 kąpielisk nadmorskich oraz 253 na wodach lądowych. Z zaledwie 30% w roku 2005 do 85,7% w 2006 roku wzrosła ilość polskich kąpielisk morskich, które spełniają minimalne wymagania unijnej dyrektywy o czystości wód. Nie zakazano kąpieli podczas sezonu w żadnym kąpielisku. W roku 2005 było ich 5.
Niestety, cały czas niewiele (38,6%) polskich kąpielisk, w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej spełnia najwyższe standardy jakości. Natomiast w Grecji, Hiszpanii, Holandii, Włoszech, Portugalii i na Cyprze ten odsetek przekracza 90%.
Sytuacja poprawiła się nad rzekami oraz jeziorami. Podstawowe normy unijne spełnia 65,6% wód, przy zaledwie 11% w 2005 roku, a normy zaostrzone 34,4% przy 6,2% w roku 2005. Całkowicie zakazano kąpieli w 10 miejscach, a w 2005 roku było ich aż 33.
KE zauważyła, że dziewięć monitorowanych wcześniej miejsc zostało wycofanych z listy kąpielisk. Dodatkowo w 34 kąpieliskach śródlądowych przeprowadzone badania były niewystarczające.
Sytuacja, głównie w kąpieliskach morskich poprawiła się w całej Unii Europejskiej. W 2006 roku 96% nadmorskich terenów kąpielowych oraz 89% kąpielisk nad rzekami i jeziorami spełniało normy podstawowe.
Stawros Dimas, komisarz UE ds. środowiska wyznał - Mam nadzieję, że ta tendencja wzrostowa utrzyma się i kąpieliska śródlądowe osiągną poziom charakteryzujący kąpieliska w obszarach przybrzeżnych. Pomimo tych korzystnych wyników jestem jednak zaniepokojony liczbą kąpielisk wycofanych z listy. Usuwanie kąpielisk z listy ze względu na ich zanieczyszczenie nie jest żadnym rozwiązaniem. Państwa członkowskie muszą zamiast tego przygotować programy oczyszczania tych miejsc.
Zgodnie z prawem unijnym próbki wód kąpieliskowych powinny być pobierane co dwa tygodnie w ciągu sezonu oraz na dwa tygodnie przed jego rozpoczęciem. Zbadanie ich pod kątem wielu zanieczyszczeń powinno następować jak najszybciej. Do końca każdego roku kraje członkowskie muszą zgłaszać otrzymane rezultaty do Komisji Europejskiej, która następnie publikuje na ich podstawie raport.
Obowiązująca dyrektywa z 1976 roku nie nakazuje władzom informowania o jakości wód np. na tablicach przy kąpieliskach. Obowiązek taki przewiduje nowelizacja, która wejdzie w życie dopiero w 2014 roku. Do tego czasu od władz poszczególnych krajów zależy, czy letnicy będą wiedzieli, czym grozi kąpiel w danym miejscu.
Komisja Europejska postanowiła sama przekazywać informacje obywatelom Unii Europejskiej i pod adresem http://www.ec.europa.eu/water/water-bathing/index_en.html zamieszcza pełny raport o jakości wód w unijnych kąpieliskach oraz elektroniczny atlas, gdzie można znaleźć informację o miejscowości, do której Europejczycy planują się wybrać na wakacje.
W sumie raport zawiera informacje o ponad 21 tys. europejskich kąpielisk, w tym ponad 14 tys. znajduje się nad morzem.
KE nie chce rekomendować konkretnych krajów. Urzędnik KE zaznaczył tylko - Należy wcześniej w raporcie sprawdzić dokładny odcinek plaży, nad którą się wybieramy.

Zobacz całość »



::: 2007-06-15 :::


Festiwal Kultury Dziecięcej w Pacanowie

Zobacz całość »
W piątek, 15 czerwca rozpoczyna się w Pacanowie piąta edycja Festiwalu Kultury Dziecięcej.
Tegoroczna impreza będzie miała trochę inną formułę niż poprzednie. Rozpoczyna się później niż zazwyczaj, ale warto było czekać, ponieważ w tym roku organizatorzy przygotowali specjalnie dla dzieci mnóstwo atrakcji. Magdalena Janiak-Jaskółowska, dyrektorka artystyczna festiwalu zaznacza - Na najmłodszych czeka naprawdę wiele fajnych imprez. Sobota upłynie pod znakiem mistrzów muzyki, tańca i teatru. Będzie to wyjątkowa i bardzo profesjonalna impreza stworzona dla dzieci i przez dzieci.
Nowością podczas festiwalu będzie też sam Koziołek Matołek. Janiak-Jaskółowska podkreśla - Zwykle spotkania z nim odbywały się w tradycyjnej interpretacji bajki Kornela Makuszyńskiego. W tym roku pojawią się przy nim nowe postaci, jak Kubuś Puchatek czy Harry Potter, a sam Koziołek Matołek wyruszy w podróż do Wielkiej Brytanii.
Dzieci będą miały okazję, aby w miły i przyjemny sposób podczas zabawy poznać angielską kulturę, literaturę i nietypowe zwyczaje. Dodatkową atrakcją będzie występ znanego zespołu Fasolki. Koncert zainteresuje dzieci i dorosłych, którzy wychowali się przy utworach Fasolek.
Festiwal rozpoczyna się w piątek otwarciem wystawy fotografii "Wszystkie dzieci świata". Oficjalnie impreza zostanie otwarta w sobotę o godzinie 11.00 korowodem. Wśród atrakcji znajdą się między innymi: pokazy mistrzów tańca, teatru i muzyki, koncert Fasolek, wesołe miasteczko, kino młodego widza, kiermasze książek i rękodzieła, szczudlarze, klauni, karykaturzyści.
Impreza zakończy się w niedzielę, 17 czerwca o godzinie 17.00 odlotem balonem Koziołka Matołka w kolejną wielką podróż.
Więcej informacji o festiwalu znajduje się na stronie www.matolek.pl.
Program festiwalu
15.06.2007 (piątek)
Galeria, Rynek 15 w Pacanowie
18.00 - otwarcie wystawy pokonkursowej "Wszystkie dzieci świata" (impreza zamknięta)
16.06.2007 (sobota)
Rynek - mała scena; stadion - duża scena
11.00 - Bajkowy Korowód ulicami Pacanowa
12.20 - przybycie Koziołka Matołka i oficjalne rozpoczęcie festiwalu
12.30 - I Spotkanie Mistrzów Teatru, Tańca i Muzyki - występy najlepszych w Polsce dziecięcych zespołów teatralnych, tanecznych oraz wokalnych; występować będą laureaci najlepszych międzynarodowych przeglądów;
17.30 - 19.00 - koncert niespodzianka - zespół Fasolki (duża scena)
17.06.2007 (niedziela)
11.00 - 17.00 - finał I Ogólnopolskiego Konkursu "Podróże Koziołka Matołka" (duża scena); prezentacje najlepszych dziecięcych zespołów artystycznych województwa świętokrzyskiego (mała scena)
Na wystawie "Wszystkie dzieci świata" przedstawione będą zdjęcia 61 autorów, które ukażą dzieci z całego świata, z różnych krajów oraz różnych kultur w sytuacjach radosnych, wstrząsających i smutnych. Bilety w cenie: 10,00 zł (rodzinny) i 3 zł, dzieci do 4 lat gratis.
Kariera zespołu Fasolki rozpoczęła się w 1983 roku wraz z powstaniem telewizyjnego programu "Tik-Tak". Od tamtego czasu Fasolki dały kilka tysięcy koncertów na największych scenach w Polsce i za granicą, między innymi w USA, Niemczech, Czechach, Słowacji i Łotwie). Nagrały kilkanaście płyt i kaset. Do ich największych przebojów należą: "Zuzia - lalka nieduża", "Ogórek Wąsaty", "Zając Poziomka", "Witaminki".
W kino młodego widza będzie można zobaczyć: "Mały miś polarny", "Superman 3", "Atomówki" i "Scooby Doo". Wstęp bezpłatny. Przy wejściu będzie można kupić cegiełki, z których dochód przeznaczony będzie na wspieranie organizatorów kina młodego widza, czyli gimnazjalistów z gminy Pacanów tworzących grupę "Era młodych".

Zobacz całość »



Tańsze podróżowanie dzięki ofertom PKP

Zobacz całość »
Spółki PKP Intercity oraz PKP Przewozy Regionalne przygotowały na okres wakacji i nie tylko wiele ofert specjalnych. Dzięki nim podróż koleją jest tańsza. Jednak warto wiedzieć o jakie bilety należy pytać w kasie, ponieważ zazwyczaj kasjerki nie proponują biletów promocyjnych.
Wśród tanich ofert spółki PKP Intercity znalazły się:
- Wakacje pierwsza klasa
Jest to dwuprzejazdowa książeczka ważna w 1 klasie pociągów ekspresowych (Ex), InterCity (IC) oraz Tanich Liniach Kolejowych (TLK). Samemu można sobie wybrać trasę oraz dzień przejazdu, dokupując później tylko miejscówkę za 3 zł w TLK, za 10 zł w Ex, za 18 zł i 25 zł w IC. Książeczka ważna jest do końca sierpnia.
Można ją kupić wyłącznie w salonach Empiku w większych polskich miastach. W kasach PKP nie jest dostępna.
Koszt: 100 zł za dwa pierwszoklasowe przejazdy. Na trasie Warszawa - Kraków/Zakopane oszczędza się połowę. Natomiast na trasie z Gdańska do Krakowa nawet więcej niż połowę. Książeczka ważna na przejazdy wszystkimi pociągami spółki Intercity w kraju poza EuroCity.
- Bingo
Tanie podróżowanie pociągami Ex i IC na głównych trasach jako alternatywa dla autobusu, samochodu i tańszych pociągów. Promocja obowiązuje w czterech pociągach: IC Wysocki na trasie Warszawa - Katowice, Ex Słupia na trasie Warszawa - Gdańsk - Gdynia - Słupsk, Ex Jagiełło na trasie Warszawa - Kraków i Ex Słowacki na trasie Warszawa - Poznań - Wrocław. Tańsze bilety można kupić do końca sierpnia w dni powszednie od poniedziałku do piątku. Codziennie w każdym pociągu przeznaczono jeden wagon z miejscami promocyjnymi. Bilety sprzedawane są w kasach Intercity od początku czerwca. Cena biletu to 25 zł.
- Easy Rider
Karnet dziesięcioprzejazdowy przeznaczony dla uczniów i studentów do 24-go roku życia. Obowiązuje w pociągach Ex, IC i TLK przez lipiec, sierpień i wrzesień. Karnet kosztuje 149 zł, czyli nie dużo więcej nić pojedynczy bilet powrotny. W zależności od wybranej kategorii pociągu trzeba dokupić jeszcze miejscówkę. Dostępne w kasach Intercity.
- bilety weekendowe
Za 99 zł w 2 klasie oraz za 149 zł w 1 klasie można podróżować pociągami spółki Intercity po całej Polsce.
Przy kupowaniu biletu weekendowego trzeba podać imię i nazwisko, które będzie wydrukowane na blankiecie biletowym, następnie trzeba też wpisać numer dowodu osobistego lub paszportu. Bilet weekendowy obowiązuje w komunikacji krajowej w pociągach dziennych IC, Ex i TLK oraz w nocnych TLK na miejscach do siedzenia.
Bilet weekendowy uprawnia do dowolnej liczby przejazdów od godziny 18.00 dnia poprzedzającego dzień wolny od pracy do godziny 24.00 ostatniego dnia wolnego od pracy, czyli zazwyczaj od 18.00 w piątek do północy w niedzielę. Oferta dostępna w około 660 kasach, które wyposażone są w komputerowy system rezerwacji miejsc. Bilet nie jest dostępny u konduktora.
- Przejazdy rodzinne z PKP Intercity
Oferta przeznaczona dla małych grup z dzieckiem. Każda z osób otrzymuje 33% zniżki na bilet. Oferta obowiązuje zarówno w klasie 1, jak i 2. Osoby, które podróżują z dzieckiem w wieku do 16 lat mogą kupić dla siebie jednorazowy bilet ze zniżką 33% w pociągach IC, Ex, TLK (w TLK dziennych oraz TLK nocnych w wagonach z miejscami do siedzenia). Ze zniżki może skorzystać od 2 do 5 osób, w tym co najmniej jedno dziecko do 16 lat, które ma prawo do opustu w wysokości 33%. Ulga nie obowiązuje w 2 klasie pociągów IC, Ex, TLK (w TLK dziennych oraz TLK nocnych w wagonach z miejscami do siedzenia) w szczycie przewozowym, czyli gdy podróż rozpoczyna się w piątek między 14.00, a 20.00. W klasie 1 nie ma ograniczeń czasowych.
- Karnet dojazdowy (do uzupełnienia oferty last minute)
Przeznaczone głównie dla osób, które regularnie dojeżdżają i rozpoczynają podróż na mniejszych stacjach. Obowiązuje w 2 klasie pociągów Ex i TLK, jednak tylko na wybranych odcinkach. Wykaz pociągów i odcinków objętych promocją znajduje się na stronie www.intercity.pl. Czteroprzejazdowy karnet kosztuje 50 zł. Dostępny w kasach Intercity.
- Tani bilet (27 pln)
Za 27 zł można przejechać dowolną trasę bezpośrednim pociągiem TLK w wagonach z miejscami do siedzenia. W cenie opłacona jest również miejscówka. Jednak liczba miejsc objętych promocją jest ograniczona. Bilety dostępne są w przedsprzedaży, ale najpóźniej na 7 dni przed odjazdem. Tanie bilety dostępne są w kasach, które prowadzą sprzedaż biletów z rezerwacją miejsc. Bilet nie jest dostępny u konduktora.
- Tania kuszetka (20 zł)
Tanią kuszetkę można kupić na jazdę w wagonie z miejscami do leżenia, bez pościeli i obsługi konwojenta, w przedziale sześciomiejscowym w komunikacji krajowej w pociągach nocnych TLK. Bilet dostępny w przedsprzedaży, jednak najpóźniej na dwie godziny przed odjazdem. Aby skorzystać z promocji, trzeba w kasie lub u konduktora w pociągu kupić bilet na przejazd w wagonie klasy 2 i bilet na miejsce do leżenia - "tania kuszetka". Wcześniej kupiony bilet można zwrócić najpóźniej 2 godziny przed odjazdem pociągu ze stratą 10%.
- Bilety sieciowe
Uprawnia do dowolnej liczby przejazdów po kraju, wszystkimi pociągami spółek grupy PKP w klasie 1 lub 2 oraz do pobrania w kasie bezpłatnych miejscówek. W przypadku zmiany z 2 na 1 klasę można dopłacić różnicę ceny biletu. Bilet sieciowy może być imienny lub droższy na okaziciela. Bilet imienny można kupić na tydzień i kosztuje 270 zł. Bilety imienne i bezimienne ważne przez miesiąc kosztują 900 i 1250 zł, na kwartał 2500 i 3500, na pół roku 4600 i 6400 zł, a na cały rok 8600 i 13000. Podane ceny obowiązują w 2 klasie. Jest to jedyny bilet wspólny dla PKP Intercity i innych spółek, w tym: PKP Przewozy Regionalne, Koleje Mazowieckie, WKD, SKM Trójmiasto, SKM Warszawa.
Wśród tanich biletów spółki PKP Przewozy Regionalne znalazły się:
- bilety turystyczne
To tania propozycja dla osób, które dużo podróżują podczas wakacji. Za 60 zł w 2 klasie i za 80 zł w 1 klasie można objechać całą Polskę w zwykły dzień lub w długi weekend. Oferta obowiązuje na wszystkie pociągi osobowe i pośpieszne spółki PKP Przewozy Regionalne.
Można podróżować dowolną liczbą pociągów i na dowolnej trasie. Bilet ważny jest od godziny 18.00 w piątek do godziny 06.00 w poniedziałek.
Są to bilety imienne. Dostępne są wyłącznie w kasie biletowej. Można do niego dokupić bilet na wielokrotny za 10 zł lub jednorazowy za 4,50 zł przewóz roweru. Dodatkowo bilet turystyczny uprawnia do przejazdu do stacji przygranicznych: w Niemczech: Löcknitz, Tantow, Küstrin-Kietz, Frankfurt (Oder), Görlitz, a w Czechach (tylko w sobotę i niedzielę): Cesky Tesin, Lichkov, Petrovice u Karvinné, Bohumín.
Bilet turystyczny obowiązuje w pociągach spółki PKP Intercity (TLK, Ex, IC, EC).
- bilety wycieczkowe
Oferta, skierowana do osób, które podróżują na odległość do 200 km. Można z niego skorzystać w 2 klasie pociągów osobowych lub pospiesznych na wybranym odcinku. Bilet wycieczkowy sprzedawany jest wyłącznie na przejazd w jedną stronę. Przejazd z nim jest tańszy o około 15%. Na podróż w dwie strony należy wykupić dwa osobne bilety. Bilet wycieczkowy ważny jest na przejazd od 20.00 w dniu roboczym poprzedzającym bezpośrednio kolejno po sobie następujące dni wolne od pracy. Bilet wycieczkowego na odległość do 100 km ważny jest jeden dzień, a na odległość od 100 km do 200 km dwa dni. Bilet wycieczkowy można kupić także u konduktora pociągu. Nie można się z takim biletem przesiadać do pociągu innego przewoźnika.
- Karnet Regio
Jest to nowa oferta wakacyjna. Imienny bilet uprawnia do wielokrotnych przejazdów w ciągu trzech dowolnie wybranych dni, w ramach ważności oferty wskazanej na karnecie. Karnet kosztuje 120 zł, czyli 40 zł za dzień jeżdżenia po całej Polsce. Oferta obowiązuje od 25 czerwca do 27 września 2007 roku.
Regio karnet przeznaczony jest dla osób, którym nie przysługują inne ulgi. Obowiązuje w pociągach osobowych oraz pospiesznych PKP Przewozy Regionalne (w klasie 1 i 2), z wyjątkiem pociągów, które objęte są taryfą specjalną np. pociąg papieski lub niektóre pociągi retro.
Karnety dostępne są w przedsprzedaży do siedmiu dni przed każdym z wymienionych terminów ważności.
Karnet można zakupić tylko w kasie biletowej. Przed rozpoczęciem pierwszego przejazdu trzeba wpisać na karnecie numer dowodu osobistego. Integralną częścią karnetu jest dołączona do niego wkładka, bez której bilet jest nie ważny. Przed rozpoczęciem podróży trzeba uzyskać w kasie biletowej lub u konduktora oznaczenie daty wyjazdu na wkładce w formie pieczątki. Oferty regio karnet nie można łączyć z innymi ulgami oraz innymi ofertami taryfowymi. Nie można go też stosować w pociągach spółki PKP Intercity
- Bilet na 5 i szczęśliwa 13
Dzięki tej promocji można kupić pięć przejazdów w cenie czterech lub 13 przejazdów w cenie dziesięciu. Bilet można kupić według taryfy normalnej, z ulgą 33% lub 50%. Bilet uprawnia do pięciu przejazdów przez dwa miesiące lub do 13 przez trzy miesiące od daty wydania biletu lub od daty wskazanej przez podróżnego. Nie ma możliwości przedłużenia terminu ważności biletu.
Przed każdą podróżą trzeba zgłosić się do kasy, aby zalegalizować przejazd na wkładce załączonej do biletu.
Jeżeli podróż jest dłuższa lub z przesiadką do wyższej kategorii pociągu lub do klasy 1 trzeba dopłacić różnicę cen biletów. Na podstawie biletu może podróżować więcej niż jedna osoba, jeżeli ostemplowana zostanie właściwa ilość rubryk wkładki. Oferta obowiązuje w pociągach PKP Przewozy Regionalne, natomiast nie obowiązuje w pociągach spółki PKP Intercity.
- przejazdy rodzinne
Oferta skierowana jest do osób podróżujących pociągami osobowymi i pospiesznymi z dziećmi do 16 lat. Dzięki temu oszczędza się około 33%. Uprawnieni do przejazdów rodzinnych są dwie osoby podróżujące z przynajmniej jednym dzieckiem, które nie ukończyło 16 roku życia lub jedna osoba, która podróżuje z nie więcej niż dwojgiem dzieci, które nie skończyły 16 lat.
- Dla seniora
Osoby, które ukończyły 60 lat, PKP Przewozy Regionalne oraz PKP Intercity proponują zakup legitymacji seniora. Za 75 zł można nabyć z 50% ulgą bilety jednorazowe, abonamentowe i okresowe, na przejazdy w klasie 1 lub 2 wszystkich kategorii pociągów, w tym: TLK, Ex, IC i EC.
Legitymacja seniora ważna jest rok. Legitymację honoruje także: Warszawska Kolej Dojazdowa, Szybka Kolej Miejska i Koleje Mazowieckie.
- bilet sieciowy (tygodniowy, roczny, miesięczny)
Oferta dla osób, które dużo podróżują po Polsce. Bilet sieciowy jest ważny na przejazdy w klasie 1 lub 2 pociągów osobowych i pospiesznych, z wyłączeniem pociągów spółki PKP Intercity. Uprawnia do dowolnej liczby przejazdów.
Bilety sieciowe sprzedawane są według taryfy normalnej, z ulgą 33% i 50%. Można kupić bilet: tygodniowy, miesięczny, kwartalny, półroczny lub roczny. Kasjer wpisuje na bilecie imię oraz nazwisko właściciela. Natomiast właściciel musi wpisać numer dowodu lub paszportu.

Zobacz całość »



Ulubione restauracje naukowców

Zobacz całość »
prof. Zbigniew Lew Starowicz, psychiatra, psychoterapeuta
Bardzo chwali kuchnię Macieja Kuronia i dlatego często bywa w restauracji przy ul. Konopnickiej obok hotelu Sheraton. Poleca tamtejszy comber z jagnięciny z kluskami francuskimi. Najczęściej na dobre ryby wpada do Centrum Handlowego Klif. Doskonale smakuje grillowany łosoś, panga czy halibut w Parku Wiking. W Piccola Italia przy ul. 1 Sierpnia serwują świetne spaghetti z owocami morza. Profesor twierdzi, że jest to jedna z najlepszych warszawskich restauracji włoskich. A w restauracji Śpiewający Kelnerzy na ul. Smoczej z menu poleca zupę z soczewicy i baraninę przyrządzaną na różne sposoby. Kiedy potrzebuje zjeść szybko, to wybiera Arkadię lub trafia do Kuchni Świata na tuby z kalmarów.
dr hab. Antoni Dudek, historyk, politolog
Antoni Dudek twierdzi, że nie jest smakoszem i żywi się jedynie po drodze z jednego miejsca do drugiego. Najczęściej bywa w barze Asian Lan Anh przy ul. Grzybowskiej. Tam są podawane dania kuchni chińsko-wietnamskiej. Nie jest to dla niego smak wyszukany, ale jest miło zaskoczony wysoką jakością potraw i przemiłą obsługą. Godny polecenia jest kurczak w pięciu smakach czy cielęcina. Odwiedza również restaurację Blue Cactus przy ul. Zajączkowskiej. Powodem tego jest fakt, iż dr hab. Antoni Dudek jest zwolennikiem kuchni meksykańskiej, szczególnie ceni sobie enchiladas czy buritos. W Belwederze w Parku Łazienkowskim często kusi się na desery - najchętniej na świeże owoce z lodami.
dr Elżbieta Supryn, psycholog
Szczególnie zadowolona jest z menu restauracji Wilanowa. W Wilanowskiej podają dobre ryby i prawdziwe mięsiwa. Otwarcie przyznaje, że nie jest zwolenniczką snobistycznej pijalni czekolady na ul. Szpitalnej w Śródmieściu, ale ta z Wilanowa ujmuje klimatem. Bywa też w Kuźni obok poczty, tam starszy pan przygrywa klientom na harmonii warszawskie melodie. Z kolei do restauracji Hetmańskiej chodzi wtedy, gdy otwiera się tam ogród letni. Potrawy z grilla są wyśmienite, szczególnie poleca karkówkę, wołowinę i szaszłyki. Elżbieta Supryn chwali także w Lokante przy ul. Nowogrodzkiej, gdzie podobno jest lepsza turecka kuchnia niż w samej Turcji. Pani psycholog ceni tam atmosferę, podobnie jak w Banja Luka przy ul. Puławskiej.
not. tab

Zobacz całość »



Menu gwiazd show-biznesu

Zobacz całość »
Maria Wiktoria Wałęsa, córka byłego prezydenta
Córka prezydenta, Maria Wiktoria Wałęsa przyznaje, iż latem najchętniej jada lekkie sałatki i pije orzeźwiające napoje. W restauracji Cafe 6/12 przy ul. Żurawiej poleca shaki, soki ze świeżo wyciskanych owoców oraz koktajle z miętą, cytryną i zielonymi algami. To wszytko według niej dobrze wpływa na cerę. Często odwiedza Qchnię Artystyczną w Zamku Ujazdowskim, ponieważ bardzo lubi tam zupę ziemniaczaną z łososiem. Poleca też sałatkę z awokado, rukolą, serem kozim i wędzonym łososiem. Gdy Wałęsówna tęskni za tradycyjnymi smakami wpada do pierogarni Zapiecek przy Al. Jerozolimskich. Podają tam pierogi z kapustą i grzybami, które przypominają jej te z domu rodzinnego. Najczęściej jednak bywa w Tomo Sushi na ul. Kruczej, bo sushi wprost uwielbia.
Ewelina Serafin De La Cruz, aktorka (serial M jak miłość)
Często i z przyjemnością aktorka wybiera się do restauracji Jeff's w Galerii Mokotów lub na ul. Żwirki i Wigury przy Polu Mokotowskim. Uwielbia tamtejsze steki, które smakują jak przywiezione prosto z amerykańskiego grilla, dodatkiem do tego są frytki i tradycyjna do zestawu sałatka coleslaw. Ewelina Serafin De La Cruz twierdzi, że zaletą lokalu jest świetna atmosfera i bardzo sympatyczna obsługa. Często zdarza się, że na rachunku jest dorysowany uśmiech albo pozdrowienia. W pizzerii Non Solo Pizza przy ul. Grójeckiej bardzo lubi jeść pizzę z pepperoni prosto z pieca opalanego drewnem i lasagne verde ze szpinakiem, serem pleśniowym i beszamelem. Cappuccino i wyśmienity torcik migdałowo-pomarańczowy najlepiej smakuje w kawiarni Cava na Nowym Świecie.
Bogusław Kudłek, aktor (serial Egzamin z życia)
Aktor jest miłośnikiem kuchni japońskiej i tajskiej. Często odwiedza Ryżowe Pole przy ul. Zgoda i restaurację Papaya na ul. Foksal, choć otwarcie przyznaje, że ceny nie są niskie. Dlatego wybiera się tam tylko na specjalne okazje. W Izumi Sushi przy placu Zbawiciela szczególnie poleca maki z jeżowca, sushi z meduzy i tradycyjne japońskie wino śliwkowe. Bardzo lubi krewetki w tempurze i maki na zimno. Bogusław Kudłek mówi, że fantastyczna włoska knajpka Bazylia, w której podają wyśmienite makarony mieści się na Ursynowie przy ul. Polinezyjskiej. Aktor nie jada ich zbyt dużo, bo dba o wagę. Z menu restauracji najczęściej wybiera sałatkę ze świeżym szpinakiem, rukolą, grillowanym kurczakiem i grzankami. W Bordo na ul. Chmielnej poleca smaczne zieleniny.

Zobacz całość »



Prywatny przewoźnik na kujawskich torach w 2008 roku?

Zobacz całość »
Najprawdopodobniej w 2008 roku na torach województwa kujawsko-pomorskiego pojawi się prywatny przewoźnik. Spółka PKP Przewozy Regionalne wprawdzie oprotestowała przetarg, ale i tak prywatny przewoźnik ma szansę wejść na ten rynek.
W przetargu, który został zorganizowany przez samorząd, konsorcjum PCC Rail i Arriva złożyło najkorzystniejszą ofertę. Jeśli samorząd podpisze umowę z prywatnym przewoźnikiem, Kujawy oraz Pomorze staną się pierwszym polskim regionem, gdzie kolejowe przewozy pasażerskie będzie realizować prywatna spółka, a nie PKP - podaje Rzeczpospolita.
Władze województwa rozpisały trzy przetargi, w których zamierzają wybrać spółki, które będą odpowiedzialne za przewozy regionalne. Jeden z nich dotyczył obsługi trasy między Bydgoszczą, a Toruniem, drugi linii elektrycznej obsługiwanej przez tradycyjne kolejki, natomiast trzeci tras obsługiwanych przez szynobusy.
We wszystkich przetargach startowała państwowa spółka PKP Przewozy Regionalne. W jednym z nich musiała zmierzyć się z prywatną konkurencją, czyli firmą powołaną w ubiegłym roku przez polskiego przewoźnika towarowego PCC Rail oraz brytyjską spółkę transportową Arriva. Najprawdopodobniej PKP przegra.
Prywatny przewoźnik zaproponował 12,93 zł za pociągokilometr. Dla województwa oznacza to wydatek na najbliższe trzy lata w wysokości 64 mln zł. Natomiast oferta PKP PR wynosiła 18,63 zł. Łukasz Kurpiewski, rzecznik PKP Przewozy Regionalne wyznał - Nasza propozycja jest racjonalna i poparta doświadczeniem w organizowaniu przewozów na terenie tego województwa.
Kolejnym kryterium branym pod uwagę podczas przetargu była punktualność. W tym przypadku lepiej wypadł państwowy przewoźnik, który zadeklarował, że 95% obsługiwanych pociągów będzie odjeżdżać zgodnie z rozkładem jazdy. Prywatne konsorcjum oszacowało, że o czasie odbędzie się 90,5% połączeń.
Samorząd w budżecie na dofinansowanie tras, które obsługują szynobusy przeznaczył około 61 mln zł, czyli mniej niż wynosi oferta złożona przez PCC i Arrivę. Tomasz Moraczewski, naczelnik wydziału transportu w urzędzie marszałkowskim wyznał - Brakuje nam 3,1 mln zł. Możemy się zwrócić do sejmiku o zwiększenie puli dofinansowania, negocjować ze zwycięzcą lub przesunąć pieniądze w ramach puli przeznaczonej na dofinansowanie transportu kolejowego na najbliższe trzy lata. A pula na sfinansowanie zamówień na połączenia złożone we wszystkich trzech przetargach wynosi 120,9 mln zł.
Otwarcie kopert z ofertami nie kończy procedury. Zanim samorząd podpisze umowę z przewoźnikiem, musi oficjalnie rozstrzygnąć przetarg oraz pomyślnie przejść kontrolę Urzędu Zamówień Publicznych.
PKP Przewozy Regionalne już zgłosiły protest do przetargu. Łukasz Kurpiewski wyjaśnił - Z uwagi na błędy formalno prawne. Dodał - Komisja przetargowa nasze zastrzeżenia odrzuciła, więc skierowaliśmy sprawę do Urzędu Zamówień Publicznych.
Marszałek województwa zaoferował, że udostępni zwycięzcy 13 swoich szynobusów: pięć nieodpłatnie, a osiem po kosztach amortyzacji. Maciej Królak, rzecznik Arrivy wyznał - To pozwoliło nam już teraz wystartować w tym przetargu. Nasz pierwszy homologowany pociąg wjechał już do Polski i jest poddawany testom, na resztę czekamy.
Brak taboru jest przyczyną, dla którego prywatni przewoźnicy nie chcieli wziąć udziału w pozostałych przetargach. Moraczewski zaznaczył - W Polsce tylko PKP dysponują pociągami elektrycznymi. Prywatnym firmom nie opłaca się kupować wagonów za grube miliony, by korzystać z nich przez trzy lata.
Jeśli samorząd podpisze umowę z prywatnym przewoźnikiem, będzie on obsługiwał 35% wszystkich połączeń kolejowych na terenie województwa.
Samorząd Kujaw i Pomorza jako pierwszy ogłosić przetarg otwarty, w którym mogą startować prywatni przewoźnicy. Jednak nad skończeniem współpracy ze spółką PKP Przewozy Regionalne zastanawiają się również inni marszałkowie. Wszyscy argumentują decyzję tym samym: oszczędność i poprawa jakości usług. Większa konkurencja pomoże też w obniżeniu ceny przewozów koleją.
Samorząd Wielkopolski też zamierzał ogłosić przetarg, ale zdecydował się na zawiązanie spółki z PKP Przewozami Regionalnymi, w której będzie miał 51% udziałów. Obecnie trwają negocjacje nad umową spółki.
W 2008 roku, zgodnie z rządowym programem oddłużenia spółki Przewozy Regionalne, akcje firmy trafią w ręce wszystkich samorządów. Będą one dysponowały taborem oraz kadrami. Same będą musiały zajmować się finansowaniem i organizowaniem pasażerskich połączeń kolejowych.

Zobacz całość »



Zjedz Warszawę - piknik Taste of Warsaw

Zobacz całość »
Piknik Taste of Warsaw to pokazy gotowania, możliwość skosztowania ponad 300 różnych dań przygotowanych przez kilkanaście stołecznych restauracji, każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Kącik Seniora i Wioska Dziecięca to tylko niektóre atrakcje trzydniowego festiwalu kulinarnego, który rozpocznie się w piątek o godz. 12 na Polu Mokotowskim i będzie trwał od 15 do 17 czerwca.
Darmowy wstęp to jeszcze jedno, co nas zachęca do odwiedzenia stolicy właśnie tego dnia. Aby skosztować dań, które będą dostępne w cenach promocyjnych (1-12 zł) musimy zakupić już na miejscu specjalne kupony (14 zł sztuka) możliwe do otrzymania do pół godziny przed finałem każdego dnia festiwalu. "Smak Warszawy" to pierwszy miejski piknik na tak dużą skalę.
Jak mówi Iwona Wardzyńska z firmy MMT odpowiedzialnej za organizacje imprezy, jest to festiwal rekreacyjny, kuszący gości pysznymi potrawami, akademiami kulinarnymi oraz pokazami gotowania najlepszych polskich kucharzy.
Głównym punktem programu są oczywiście stoiska znanych i uznanych restauracji. Każda bowiem z nich jest zobowiązana do przygotowania pięciu potraw, w których zawarte są cztery potrawy testowe i jedna lub dwie miniporcje. Jakie dane stoisko ma dostępne menu będziemy mogli przeczytać na plakacie wiszącym na jego froncie, bądź też na ulotce. Aby nie było nudno i monotonnie organizatorzy zaprosili kucharzy z całego świata, m.in. Kasaka (kuchnia japońska i koreańska), Bierhalle (Bawaria), Casa To Tu (Hiszpania), Gościniec Kołomyja (kuchnia staropolska), Louisiana (Afryka), Trattoria Castello (Włochy), Borpince (Węgry). Ale to nie wszystko na Placu Mokotowskim będziemy mogli spotkać importerów żywności i ich producentów. Będziemy mogli spróbować słodyczy, serów, sosów, win, oliw i przypraw, a także produktów wegetariańskich. Jeśli jakiś specjał zainteresuje nas szczególnie dostępne będą książki kucharskie i pisma o wyposażeniu kuchni i gotowaniu.
Jeśli jesteśmy amatorami nie tylko zdrowej żywności, ale też bezpieczeństwa w kuchni, z pewnością zwróci naszą uwagę Akademia Bezpiecznego Żywienia. Właśnie tam znani szefowie kuchni będą prezentować metody bezpiecznego gotowania, dowiemy się także z jakimi możemy się spotkać kuchennymi zagrożeniami i jak możemy ich uniknąć. Tutaj także odbędą się kulinarne pokazy m.in. Roberta Sowy z hotelu Jana III Sobieskiego. Natomiast jeśli ktoś jest zagorzałym kawoszem odwiedzi z pewnością Akademię Kawy, gdzie dowie się naprawdę wszystkiego o swoim ulubionym napoju, od rodzaju, przez gatunek i uprawę, po sposoby mielenia i parzenia. Dla dzieci powstanie Wioska Dziecięca, w której odnajdziemy duży plac zabaw wraz ze specjalnym namiotem. Dla dzieci zaplanowano quizy, warsztaty, pokaz cyrkowy i aikido, występ bractwa rycerskiego. Starsi natomiast odnajdą coś dla siebie w Kąciku Seniora, gdzie dowiedzą się mnóstwa ciekawych informacji o medycynie naturalnej oraz kosmetykach, a także o zdrowym jedzeniu, aktywnym wypoczynku i sporcie.
Bliższe informacje:
Piątek: 15 czerwca w godz. 12-21
Sobota: 16 czerwca w godz. 12-21
Niedziela: 17 czerwca, w godz. 10-20.
Więcej informacji możemy znaleźć na stronie internetowej www.smakwarszawy.pl

Zobacz całość »



Prezes LOT zdradza plany przewoźnika na nabliższe lata

Zobacz całość »
Piotr Siennicki, nowy prezes PLL LOT przyznał, że szykuje program, który pozwoli na zatrzymanie doświadczonych pracowników w firmie. Tłumaczył też, że nie chce zwalniać dużej ilości osób, a raczej zmieniać zajmowane przez nich stanowiska. Siennicki zdradził też, że LOT do końca 2008 roku powinien pojawić się na giełdzie.
Danuta Walewska z Rzeczpospolitej rozmawiała z Piotrem Siennickim, prezesem PLL LOT o azjatyckich planach przewoźnika oraz jego debiucie na giełdzie.
Czym różni się zarządzanie LOT od zarządzania BOT?
Piotr Siennicki - W BOT odpowiadałem tylko za projekt integracji. Tutaj zarządzam całą firmą. Największa różnica to globalny zasięg LOT, podczas gdy polska energetyka nadal ma zasięg krajowy. Podobny jest natomiast produkt. Oferta w LOT, tak samo jak i w energetyce, musi być elastyczna i dostosowana do potrzeb chwili. Energii produkuje się tyle, ile klient w danym momencie kupi. Tak samo jest z ofertami połączeń. Jeśli klient z nich nie skorzysta, będziemy latać z pustymi fotelami. Reszta jest podobna, kodeks handlowy, kodeks cywilny, taka sama rachunkowość. Podobne są także problemy.
Jakie są dzisiaj największe problemy w LOT?
Piotr Siennicki - Może raczej wyzwania, jakim musimy sprostać. Przez dłuższy czas w LOT nie było stabilnego zarządu, a rozwiązanie wielu problemów było odsuwane w czasie - jak chociażby przygotowanie odbioru dreamlinerów i ich finansowanie. Teraz renegocjujemy związane z tym umowy. Były problemy z przyjęciem układu zbiorowego, obecny nie satysfakcjonuje ani pracowników, ani zarządu, bo zupełnie nie jest przystosowany do obecnej sytuacji. Rynek lotniczy szybko się rozwija, jest ogromne zapotrzebowanie na dobrze wyszkolony personel lotniczy.
I co pan zrobi, żeby Norwegian, Emirates, easyJet czy linie azjatyckie nie zabierały LOT najlepiej wyszkolonych pracowników, bo oferują atrakcyjniejsze warunki?
Piotr Siennicki - Pracujemy nad "Programem powrotu". Chcemy tak zbudować ofertę dla pracowników, aby najlepsi z nich z pięcio-, sześcioletnim stażem nie szukali pracy gdzie indziej.
Kiedy rozmawialiśmy po raz pierwszy, powiedział pan, że nie ma potrzeby rewolucji kadrowej w LOT. Dzisiaj widać, że zmiany są ogromne. Pracę stracił między innymi dyrektor finansowy, szefowa marketingu, zmienił się zarząd Centralwings. Ile osób pan jeszcze zwolni?
Piotr Siennicki - Nie potrafię w tej chwili powiedzieć. Ale mówiłbym raczej o rotacji, a nie o zwolnieniach. Wiem tylko, że na ostatnim posiedzeniu zarządu firmy były wnioski o przyjęcie 15 czy 20 osób. Tyle że ja chcę zmienić organizację tej firmy i spłaszczyć struktury zarządzania o jeden poziom. W tej chwili projekt zarządu trafił do rady pracowniczej i czekam na jej opinię. Na razie do tego projektu nie mam przypisanych nazwisk. Być może, że ogłosimy konkursy na nowe stanowiska. Nie mam w każdym razie listy osób do zwolnienia. Raczej są to programy naboru nowych pracowników - pilotów, mechaników, pracowników do centrum rezerwacji telefonicznej.
Organizacje pracownicze w pana firmie już się niecierpliwią. Uważają, że zbyt wolno podejmuje pan decyzje, a pana "miesiąc miodowy" trwa zbyt długo, bo już prawie dwa miesiące.
Piotr Siennicki - Nie miałem miodowego miesiąca. Spotykam się z pracownikami i rozumiem ich niecierpliwość. W tej firmie narosła cała masa spraw i jest naturalne, że chcieliby je rozwiązać jak najszybciej. Ja natomiast chcę pracować i planować, wykorzystując konkretne ustalenia, bo przecież chociażby wynagrodzenia pracowników zależą od naszych przyszłych klientów. Wiem, że pracownicy chcieliby więcej latać, więc muszę zmienić tak siatkę połączeń, aby nasze samoloty jak najwięcej były w powietrzu. A to zwiększy nasze dochody.
LOT jest postrzegany na rynku jako firma, w której wszystkie strategiczne decyzje podejmowane są w Ministerstwie Skarbu Państwa. Czy się mylę?
Piotr Siennicki - Decyzje własnościowe rzeczywiście są podejmowane przez większościowego akcjonariusza, jakim jest MSP. Natomiast mnie postawiono takie cele: LOT ma przynosić zysk, a jego wartość ma rosnąć. Każdy rozsądny właściciel ma takie oczekiwania. A ja mam wolną rękę, jak do tego doprowadzić.
Kiedy planuje pan wejście LOT na giełdę?
Piotr Siennicki - Do końca 2008 roku. Mamy już gotowy harmonogram i wygląda, że powinniśmy zdążyć. Tak wynika z naszej strategii.
Co jeszcze w niej jest?
Piotr Siennicki - Nasze zainteresowane rynkiem wschodnim. Na podstawie nowoczesnych badań ekonometrycznych określimy również pozostałe kierunki rozwoju. Jeśli będzie zapotrzebowanie, zaczniemy latać na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, chociażby do Los Angeles, co nam ułatwi umowa o otwartym niebie podpisana między UE i USA. Gotowi jesteśmy również rozwijać połączenia krajowe, pod warunkiem jednak że będzie i popyt, i gwarancja zysku. W tym wypadku przyjrzymy się uważnie, jakie są połączenia komunikacyjne między tymi miastami: czy łączy je autostrada i połączenie kolei ekspresowej, czy też zapchana wąska droga i pociągi osobowe. Wiadomo również, że Euro 2012 spowoduje gwałtowne inwestycje w infrastrukturę drogową.
W ubiegły czwartek Chiny otworzyły rynek połączeń wewnętrznych i LOT mógłby tam latać na przykład między Szanghajem a Pekinem, gdyby miał czym i chciał. Od kiedy planuje pan wejście na ten rynek?
Piotr Siennicki - Od wiosny 2008 roku. W tej chwili szukamy osób, które poprowadziłyby nam biuro w Pekinie.
Jak pan widzi LOT w sojuszu Star Alliance?
Piotr Siennicki - Na dzisiejszym rynku lotniczym pojedyncza linia, jeśli nie ma bogatego sponsora, sama sobie nie poradzi. Jesteśmy w Starze, naszym największym partnerem jest Lufthansa i chcemy wykorzystać to, co nam oferuje położenie geograficzne, czyli usytuowanie na Wschodzie. W związku z tym zamierzamy rozwijać połączenia przede wszystkim ze Wschodem i zbudować dodatkową ofertę dla partnerów z sojuszu, aby ich pasażerowie wysiadali w warszawskim hubie i stąd podróżowali na Wschód.
I nie zamierza pan renegocjować żadnych umów z sojuszem?
Piotr Siennicki - Nie mamy takich planów.
Który model biznesowy wydaje się panu korzystniejszy do naśladowania dla LOT: irlandzki Air Lingus czy fiński Finnair?
Piotr Siennicki - Przymierzamy się, by z modelu Finnaira wybrać to, co dla nas najlepsze.
Kiedy lecę LOT i do samolotu dowozi mnie autobus, jadę znacznie dłużej, niż do stojącego na płycie samolotu Air France czy nawet ukraińskiego Aerosvitu. LOT jest największym klientem PPL. Dlaczego nie jest więc traktowany jak najważniejszy klient?
Piotr Siennicki - Rozmawiamy o tym z PPL, powołaliśmy zespół i chcemy poprawić współpracę. Myślę, że pasażerowie odczują to w najbliższym czasie.
Nic pan nie mówi o cięciu kosztów, czy nie ma pan tego w planach?
Piotr Siennicki - Dokładnie oglądam każdą wydawaną złotówkę. A jeśli będziemy ciąć koszty, to tak, by nie odczuli tego pasażerowie.

Zobacz całość »



Wartość Sfinksa wzrosła przez rok o 131%

Zobacz całość »
Prawie dokładnie w rocznicę debiutu Sfinksa na giełdzie pojawił się jego branżowy konkurent firma PolRest. Nowicjusz w premierze wypadł na początku dużo lepiej (+ 30%) niż Sfinks, którego kurs pozostał bez zmian.
Pomimo, że debiutu Sfinks nie miał zbyt udanego, jego dalsza kariera giełdowa może być wzorem godnym naśladowania. Firma rozwijała się przez ostatni rok zgodnie z założonym planem. Wyniki finansowe rosły bardzo dynamicznie. Inwestorzy liczą na przyszłe profity spółki, która ma ambitną strategię rozwoju na jednym z bardziej perspektywicznych rynków.
Wzrost wartości spółki jest wynikiem dobrych perspektyw restauracji oraz jej jasnej strategii rozwoju. Wcześniejsze notowanie na zamierającym już rynku akcji CeTO pozwoliło zdobyć Sfinksowi doświadczenie, które teraz procentuje. Przez rok wycena firmy wzrosła o 131%, co udaje się niewielu firmom.
Zaufania do operatora restauracji nie zburzyła nawet wpadka w sądzie, który nie zatwierdził zeszłorocznej emisji akcji.
Emitent cały czas zwiększa sieć restauracji Sphinx. Plany zakładają otworzenie około 15 lokali każdego roku i Sfinks jak na razie trzyma się tych założeń. Oprócz zwiększania ilości restauracji, pozytywnym sygnałem jest również rosnąca liczba transakcji zawieranych w lokalach. Spółka poinformowała, że w ostatnim roku wzrosła ona o 10%.
Jednocześnie sieć restauracji Chłopskie Jadło wyposażona została w nowy system informatyczny, który ma podnieść jej efektywność. Inwestorzy giełdowi nabywali akcje Sfinksa już po przejęciu tej tradycyjnej sieci z segmentu Premium i nie wyłożyli na nią żadnych pieniędzy. Restauracje Chłopskie Jadło spłacają się same, co zostało pozytywnie odebrane przez inwestorów, którzy zazwyczaj zmuszani są do finansowania przejęć planowanych przez debiutantów.
Pod względem łącznej liczby lokali, których sieć ma około setki, grupa jest czwartym graczem na rynku restauracyjnym tuż po McDonald's, Telepizza i AmRest.
Wysoko oceniane przez inwestorów są też perspektywy rozwoju rynku. Dlatego też są gotowi zapłacić premię za walory operatorów restauracji w oczekiwaniu na pozytywne efekty realizacji strategii.
Sfinks planuje również rozwój za granicą. W ubiegłym roku zapowiedział przejęcie sieci restauracji w Niemczech. Jeszcze nie wiadomo, czy dojdzie do przejęcia lokali, czy spółka zdecyduje się na wprowadzenie własnego, nowego formatu. Zarząd zapowiedział, że jeszcze w tym roku Sphinx pojawi się na rynku czeskim, a w planach są również Węgry i Niemcy. Na rynku polskim cały czas jest miejsce na otwarcie nowych lokali, jednak rośnie również konkurencja.

Zobacz całość »



UOKiK bada, czy hotel Gołębiewski w Wiśle używał zgodnie z prawem nazwy hotel

Zobacz całość »
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie sprawdzał czy goście Hotelu Gołębiewski w Wiśle byli wprowadzani w błąd, co do kategorii i standardu obiektu. UOKiK ma ustalić czy właściciel używał zgodnie z prawem nazwy "hotel" oraz stosował właściwe oznaczenia kategorii obiektu prowadzonego w Wiśle.
Informacje o standardzie obiektu często decydują o decyzjach podejmowanych przez konsumentów o wyborze miejsca wypoczynku. Zgodnie z ustawą o usługach turystycznych, nazwy rodzajowe obiektów oraz oznaczenia kategorii są pod ochroną prawną, a posługiwanie się nimi wymaga uzyskania odpowiedniej decyzji administracyjnej klasyfikującej obiekt do właściwego rodzaju i kategorii. UOKiK sprawdzi czy przedsiębiorca bezprawnie umieszczał w folderze reklamowym i Internecie informacje o obiekcie, jako o czterogwiazdkowym hotelu, co mogło być reklamą wprowadzającą w błąd.
Postępowanie zostało wszczęte zgodnie z przepisami "nowej" ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, według której na przedsiębiorcę naruszającego zbiorowe interesy konsumentów UOKiK może nałożyć karę pieniężną w wysokości do 10% przychodu ubiegłorocznego.

Zobacz całość »



Cena ropy najwyższa od września 2006

Zobacz całość »
W czwartek na największym na świecie rynku amerykańskim cena ropy wzrosła o 2%. Po raz pierwszy od września 2006 roku przekroczyła 67 dolarów za baryłkę.
Szacuje się, iż główną przyczyną wrostu cen są obawy rynku, iż kłopoty rafinerii amerykańskich, a także tarcia i iskrzenia na bogatym w ropę Bliskim i Środkowym Wschodzie doprowadzą do zmniejszenia podaży ropy i benzyny w tak gorącym sezonie podróży wakacyjnych.
Cenę ropy podbił m.in. raport amerykańskich agend rządowych , który wykazał, iż w ubiegłym tygodniu zmniejszył się stopień wykorzystania rafineryjnych mocy produkcyjnych a jednocześnie nie zwiększyły się zapasy benzyny. Experci w raporcie tym twierdzili, iż problemy rafinerii przybierają obecnie rozmiary klęski.
Najnowsze statystki wykały, iż w chwili obecnej podaż benzyny na rynku amerykańskim jest niższa mniej więcej o 6 procent niż w roku ubiegłym o tej porze.
Na New York Mercantile Exchange wskaźnikowa dla rynku amerykańskiego cena ropy krajowej gatunku West Texas Intermediate wzrosla w czwartek o 1,39 dolara. Teraz za baryłkę trzeba zapłacić 67,65 dolara.
W Londynie na giełdzie ICE Futures wskaźnikowa dla rynku europejskiego cena ropy Brent z Morza Północnego przekroczyła granicę 70 dolarów za baryłkę. W czwartek wynosiła 70,96 dolara za baryłkę.
Obecnie uważa się, iż cena londyńska jest obecnie lepszym wskaźnikiem sytuacji na rynku światowym niż cena nowojorska.

Zobacz całość »



Są limity w przewożeniu przez granicę UE gotówki

Zobacz całość »
Od 15 czerwca nie można tak po prostu przewozić przez zewnętrzne granice Unii Europejskiej gotówki w kwocie nie większej niż 10 tysięcy euro. wchodzą bowiem w życie nowe przepisy UE.
Ograniczenie w przewozie gotówki ma ułatwić walkę z procederem prania brudnych pieniędzy. Limit 10 tys. euro dotyczy gotówki oraz czeków podróżnych.
Komisja Europejska uważa, iż poziom 10 tys. euro został tak skalkulowany, aby utrudnić życie terrorystom i nie stwarzać problemów turystom.
Nowe, wprowadzone zasady nie oznaczają, że nie można przewozić przez granicę UE kwot większych. Można to zrobić, ale w takim przypadku trzeba to zgłosić służbom celnym i wypełnić specjalną deklarację, która będzie przetrzymywana przez celników i udostępniana służbom prowadzącym dochodzenia w sprawie prania brudnych pieniędzy.

Zobacz całość »



Program lojalnościowy PayBACK w portalu VTrip.pl

Zobacz całość »
Internetowe biuro turystyczne VTrip.pl przystąpiło do programu lojalnościowego Payback. Teraz klienci portalu za zakup dowolnej imprezy turystycznej otrzymają punkty PayBACK, które będą mogli wymienić na atrakcyjne nagrody.
VTrip.pl jest kolejnym z kilkudziesięciu partnerów programu PayBACK, ale za to pierwszym i jedynym z branży turystycznej.
- PayBACK to następna, po zmianie szaty graficznej, nowość na VTrip.pl. Przystępując do programu PayBACK mieliśmy na celu wzbogacenie oferty naszego portalu o kolejne atrakcje. Zbieranie punktów nic nie kosztuje naszych klientów, rejestracja w programie jest bowiem darmowa, a kupując u nas wycieczkę mogą oni zdobyć wiele cennych nagród. O atrakcyjnego tego systemu świadczy ilość i jakość jego partnerów. Cieszymy się z obecności w tym gronie - mówi Bernard Simiński, Wiceprezes Zarządu portalu VTrip.pl.
Zbieranie punktów PayBACK w portalu VTrip.pl jest proste. Wystarczy kupić wybraną imprezę turystyczną. Za każde wydane 100 zł klient VTrip.pl otrzymuje 8 punktów PayBACK, które następnie może wymienić na nagrody. Warunkiem uczestnictwa w tym programie lojalnościowym jest jedynie założenie konta w serwisie Payback.
W związku z przystąpieniem do programu PayBACK, portal VTrip.pl uruchomił specjalną stronę dla swoich klientów. Dowiedzieć się z niej można o zasadach uczestnictwa w programie, jego regulaminie oraz nagrodach. Strona znajduje się pod adresem: www.vtrip.pl/payback.

Zobacz całość »



Travelplanet pokazuje turystom gdzie naprawde jest hotel!

Zobacz całość »
Internetowe biuro turystyczne Travelplanet.pl przygotowało dla swoich klientów wyjątkowo ciekawą funkcjonalność. Wybierając wycieczkę turyści mogą obejrzeć swoje przyszłe zagraniczne wakacje zobaczyć z kosmosu - na mapach GoogleEarth.
Teraz turyści będą mogli sprawdzić, czy hotel rzeczywiście ma basen, szeroką plaże, czy też jest położony przy drodze szybkiego ruchu. To z pewnością przełom w planowaniu urlopu przez internautów.
Obecnie turyści kupując wycieczkę poprzez Travelplanet.pl mogą sprawdzić aktualną cenę wycieczki do hotelu, jego opis, opinie klientów oraz lokalizacji wybieranego hotelu na mapie.
System stworzony przez Travelplanet.pl przy użyciu wirtualnej mapy GoogleEarth to pierwsze tego typu wdrożenie w Polsce i jedno z nielicznych na świecie. Dawid Sadulski Internet Manager Travelplanet.pl podkreśla, że nowe narzędzie Travelplanet.pl zmienia sposób planowania urlopu. Dotychczas klienci zdani byli przy wyborze hotelu na zdjęcia i opisy touroperatorów, teraz otrzymali potężne narzędzie weryfikacji tego co podają biura podróży, czy też sprzedawcy. Mapy Google Earth są bowiem na tyle dokładne, że klient będzie w stanie zobaczyć, ile jest parasolek na plaży, jaki dokładnie kształt ma basen, jakie jest dojście do plaży, jaka jest jej szerokość, a nawet, czy nie ma w pobliżu skał, które mogłyby utrudnić kąpiel w morzu lub oceanie.
Lokalizacje hoteli można obejrzeć klikając tutaj: www.travelplanet.pl/google_earth.

Zobacz całość »



McDonalds poradził sobie z problemem braku rąk do pracy!

Zobacz całość »
Sieć restauracji McDonalds poradziła sobie z problem braku pracowników. Otrzymała bowiem zgodę ze strony Państwowej Inspekcji Pracy na przyjmowanie do pracy osób młodocianych w wieku od 16 do 18 lat - czytamy w Dzienniku.
McDonalds corocznie w wakacje musiał liczyć się z brakiem pracowników. Teraz sieć znalazła rozwiązanie - uzyskała bowiem zgodę Państwowej Inspekcji Pracy na zatrudnianie osób młodocianych. Oczywiście, zatrudnianie osób niepełnoletnich jest obwarowane wieloma obostrzeniami. - Osoby w wieku od 16 do 18 lat mogą wykonywać jedynie lekkie prace - powiedział Dziennikowi Dominik Szulowski, rzecznik McDonald's.
W praktyce nastolatkowie będą najprawdopodobniej pracować przy kasie lub jako osoby sprzątające.
Koncern wyliczył iż aktywizacja tej grupy wiekowej pozwoli uzyskać do najmniej kilkuset pracowników do najbardziej newralgicznych restauracji w Polsce.

Zobacz całość »



::: 2007-06-16 :::


Obiad niedzielny Linner

Zobacz całość »
Totalną nowością na rynku gastronomicznym jest Linner. Nazwa ta powstała z połączenia słów "lunch" i "dinner". Autorem jest szef kuchni Paweł Oszczyk, który tą formułkę kulinarną wprowadził w restauracji La Rotisserie w hotelu Le Regina.
Pod nazwą Linner należy rozumieć niedzielny obiad, który jest serwowany w godzinach 13 - 18. W skład wchodzi pięciodaniowe menu i specjalnie dobrane wina. Zestaw zmienia się co tydzień i zawsze zawiera wymyślne potrawy, które ukazują kunszt kucharza. Przygotowywane są np. zrazy z troci z włoską kapustą i podsuszanymi pomidorami podawane z ciepłym winegretem z trybuli ogrodowej. Inną propozycją są ragout z małży św. Jakuba z orzeszkami pinii, kalafiorem i złotymi rodzynkami, zanurzone w sosie z kaparów i dymki.
Przewaga takiej oferty nad ogromną kartą dań jest taka, że kucharz zawsze doprowadza potrawy do perfekcji i korzysta z najświeższych produktów. Menu "a la carte" jest w restauracji La Rotisserie ograniczone do minimum. Zawiera dwa dania z mięsa, dwa z ryb, cztery desery i pięć przekąsek. Natomiast nowe menu degustacyjne to sześć pozycji. Każdy linner to nowa, misterna kompozycja potraw sezonowych. Linner kosztuje ok. 175 zł.
Tak o nowości mówi sam Oszczyk: - Tu włączam właśnie sezonowość a także dopuszczam większe eksperymenty. Taka forma menu daje przewagę nad innymi restauracjami. Prowadzimy swego rodzaju formę warsztatów smaku, która inspiruje dialog z gośćmi.

Zobacz całość »



Węgry: polski autokar dachował. Jedna osoba nie żyje, stan 8 jest cieżki

Zobacz całość »
Jedna turystka zginęła, a 28 jest rannych w wypadku polskiego autokaru w zachodnich Węgrzech. Stan 8 z 28 poszkodowanych jest określany jako ciężki - podało TVN24.
Wypadek miał miejsce w sobotę o godz. 5.31 na Węgrzech, w miejscowości Belad. Lokalna policja poinformowała, iż autokar zjechał z drogi i dachował. Najprawdopodobniej przyczyną wypadku było zaśnięcie kierowcy.
W autokarze byli turyści-pielgrzymi wracający z pielgrzymki do Medjugorje w Bośni i Hercegowinie. Organizatorem wycieczki była parafia spod Bielska Białej. Autokarem jechało 48 osób.
Poniżej podajemy numery telefonów, pod którymi można otrzymać informacje o poszkodowanych:
- 003614138228 - Ambasada na Węgrzech
- 00225239009 - MSZ

Zobacz całość »



::: 2007-06-17 :::


Jak wyjechać na Ukrainę?

Zobacz całość »
Najpopularniejszym przejściem polsko-ukraińskim granicznym jest przejście w Medyce. Jest ono całodobowe zarówno dla samochodów, kolei jak i pieszych. Po przekroczeniu ukraińskiej granicy należy przestawić zegarek o godzinę do przodu. Bowiem tam do czasu środkowoeuropejskiego dodaje się godzinę.
Najczęściej zadawanym pytaniem przez turystów polskich jest pytanie o dojazd do Lwowa. Do Lwowa można dojechać zarówno autobusami jak i busami. Jeżeli mamy zasobny portfel można wybrać pociąg lub samolot. Najwygodniej i najtaniej jest jechać autobusem przez Przemyśl - dostępne są tam bilety do Lwowa już za 15 zł. Podróż taka trwa 3 godziny, oprócz czasu, który trzeba poświęcić na odprawę graniczną na przejściu w Medyce. Znacznie szybciej jest dojedziemy do celu, jeśli wybierzemy środek transportu w postaci busa. Busem dojedziemy do przejścia granicznego dla pieszych i tam już przekraczamy granicę bez problemu. Za granicą czekają na turystów busy do Lwowa. Czas jazdy to tylko 1, 5 godziny a koszt przejazdu to 1,1 USD. Busy te mają przyporządkowany numer 297 i dojeżdżają do dworca kolejowego w centrum Lwowa.
Podróż samolotem należy oczywiście do najwygodniejszych i najszybszych. Do Symferopola kursują linie Aerosvit. Cena biletu lotniczego w zależności od taryfy i wyprzedzenia zakupu w klasie ekonomicznej to 350-600 USD. Do Odessy dostaniemy się liniami LOT w cenie ok. 900-1200 zł.
Oferta przejazdów kolejowych na Ukrainę jest bardzo zróżnicowana.
Na trasie Polska - Symferopol kursują dwie linie. Pierwsza to odjazd z Warszawy, 38 godziny jazdy z 4-godzinnym postojem w Kijowie. Druga to podróż z Berlina, przystanek w Poznaniu.
Na trasie Przemyśl - Odessa kursuje pociąg codziennie, prowadzi wagony także z Krakowa, Warszawy i Gdyni a koszt przejazdu w jedną stronę to ok. 200zł. Bezpośrednio do Kijowa z Polski kursuje kilkanaście pociągów, w tym jeden skład z Krakowa w systemie SUW-2000.
Ważną rzeczą jest zakup biletu powrotnego z Ukrainy. Można nabyć je zarówno na Krymie jak i we Lwowie. W przypadku podróżowania grupą potrzebne są paszporty, gdyż bilety są imienne. Na bilecie zawarte są następujące informacje: trasa, numer pociągu, data wyjazdu, ilość osób. Dlatego dla pewności najlepiej spisać te dane na karteczce i podać kasjerce.
Bilety na pociągi dalekobieżne można kupić do 45 dni wcześniej i często po tym terminie biletów już nie ma. Jeśli usłyszymy od kasjerki taką informację, nie znaczy to, że biletów nie ma w innej kasie, czasem można też kupić bilet od konika. Można też liczyć na zwroty, których jest bardzo dużo, a w ostateczności pójść do kierownika pociągu (naczalnyka) i zapytać o możliwość przejazdu.
Informacja kolejowa we Lwowie, tel.: 005, 7482068, 7485276.
Rezerwacje, tel.: 390051 do 53.
Numer kierunkowy do Lwowa - 32, a jeśli numer telefonu jest 6-cyfrowy - 322.

Zobacz całość »



Małopolska najbogatsza w zabytki

Zobacz całość »
Małopolska jest najbogatszym województwem w kraju pod względem bazy zabytków. Szacunki donoszą, że ma ich ponad 3 tysiące.
Szlak architektury drewnianej w Małopolsce należy zwiedzać co najmniej przez dwa weekendy. Trasa ma ponad 1500 km i obejmuje zwiedzanie ponad 200 drewnianych zabytków. Należą do nich kościoły, cerkwie, kaplice, dzwonnice po spichlerze, wiejskie chałupy i szlacheckie dwory. Drewniane kościółki i cerkwie zachowały się w Krakowie i Zakopanem, jak też w zapomnianych wsiach. I te są z całą pewnością najcenniejsze. Niestety, ich wadą jest położenie, najczęściej z dala od głównych węzłów komunikacyjnych.
Cztery zabytkowe kościoły małopolski zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Naturalnego UNESCO.
Najstarszy z nich to kościół św. Michała Anioła w Dębnie. Pochodzi z II połowy XV wieku. Podobnie jak pozostałe, ma zrębową konstrukcję, wewnątrz znajdują się cenne zabytki rzeźby gotyckiej, a strop i ściany pokryte są malowidłami. Elementem wyróżniającym jest wieża wzniesiona w 1601 roku, z pochyłymi ścianami, bardzo zwężającymi się ku górze, oraz izbica ozdobiona misternie wyrzynaną w deskach koronką. Niezwykłością jest ołtarz główny - tryptyk, który jest zabytkiem malarstwa tablicowego oraz drewniane, malowane tabernakulum.
Kościół św. Leonarda w Lipnicy Murowanej jest przykładem drewnianego gotyku. Ma strzeliste dachy z końca XV wieku, natomiast zadaszenia i ściany elewacji bocznych są pokryte gontem. Zachował się też gotycki portal wycięty w trójliść. Strop i ściany pokryte są polichromią pochodzącą z różnych okresów. Najcenniejszy zabytek to płaskorzeźba z końca XIV wieku przedstawiająca Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny. Pod posadzką nawy znajduje się krypta grobowa dawnych właścicieli Lipnicy - rodziny Ledóchowskich.
Kościół w Sękowej został wzniesiony z ręcznie ciosanych modrzewiowych bali, bryłę obiegają szerokie podcienia.
Kościół w Binarowej ma zaś nadwieszone nad nawą i kaplicą bogato rzeźbione ławki oraz chóry. Wszystkie mają długie, spadziste dachy, dając wrażenie przytulonych do małopolskiej ziemi.
Do zabytków szlaku zalicza sie także prowincjonalne drewniane miasteczka z dobrze zachowanymi dawnymi układami urbanistycznymi. Jest to Stary Sącz, miasto istniejące już w XIII wieku. Stary Sącz to rezerwat, który przy czworobocznym rynku ma liczne drewniane domy. Następnie Sucha Beskidzka, dawna targowa osada z ładną karczmą, zbudowaną z desek i ciosanych ręcznie bali. Tylicz z niezwykłą cerkwią osiemnastowieczną, jak również Zakliczyn.
Mówi się jednak, że najpiękniejsza małopolska miejscowość to Lanckorona. Jest to miasteczko w powiecie wadowickim, ulubione przez artystów.
Lanckorona jest miejscowością powstałą z osady spod zamku warownego, który zbudowano na rozkaz króla Kazimierza Wielkiego w 1359r. Upadek Lanckorony zaczął się gdy Lanckorona po raz pierwszy została spalona. Po następnym pożarze w 1869 r. została odbudowana, ale już nigdy nie odzyskała dawnej świetności, potem utraciła prawa miejskie. Mimo wszystko jej klimat, architektura i otoczenie mają wielu miłośników.
Wśród budynków świeckich na szlaku architektury drewnianej uwagę przyciągają drewniane dwory i dworki. Zachwyca rezydencja szlachecka w Laskowej z 1677 roku. Dwór jest parterowy, biało otynkowany i nakryty gontowym dachem. Niedaleko znajduje się kapliczka z figurą św. Jana Nepomucena oraz zabudowania folwarku z XVIII wieku.

Zobacz całość »



Kopalnia Guido w Zabrzu wkrótce będzie otwarta dla turystów

Zobacz całość »
W sobotę na trzy godziny otwarto dla turystów kopalnię Guido w Zabrzu. Aby zabytkowa kopalnia mogła stać się perłą górnośląskiej turystyki przemysłowej, potrzeba jeszcze kilku poprawek.
Po kilku latach przygotowań, Guido zostało pokazane także dziennikarzom. Gospodarze reklamują zabrzańską kopalnię jako jedyną taką atrakcję w Europie. Turyści będą mogli w niej zwiedzać prawdziwe, a nie aranżowane, jak w niektórych górniczych muzeach na Zachodzie, wyrobiska. Na razie z dwóch chodników, dostępny będzie tylko ten płytszy - na poziomie 170 metrów. Tam też wpuszczono dziennikarzy. Przed wejściem zaopatrzono ich w kaski, lampy i aparaty ucieczkowe, przez które w razie katastrofy można oddychać, zanim przybędą ratownicy. Przewodnik grupy Leszek Żurek, kierownik działu wentylacyjno-górniczego zapewnił jednak, że nie ma niebezpieczeństwa.
Grupa dziennikarzy windą, która spada z prędkością dwóch metrów na sekundę, udała się w dół. Zaraz obok szybu mieszczą się stajnie, w których odtworzono wiekowe żłoby i kosze na siano. Są też oczywiście konie - wypchane trzy manekiny. Widać także kilka sylwetek górników w roboczych strojach, którzy pracują. Z zamontowanych gdzieniegdzie głośników słychać głosy, wygląda to tak, jakby górnicy ze soba rozmawiali.
Kolejnym przystankiem jest przepompownia, a w niej cud techniki z początków ubiegłego wieku - pompa odwadniająca szwajcarskiej firmy Sulzer. W ciągu minuty wypompowywała nawet 25 ton wody i w ciągu kilkudziesięciu lat miała tylko jedną drobną usterkę. Obecnie to jedyny egzemplarz na świecie.
Po trzech kwadransach grupa wraca w okolice stajni przy szybie. W tym miejscu czynna będzie podziemna poczta, z której można będzie wysłać list opatrzony specjalną pieczęcią. Trwają jeszcze ostatnie przygotowania do przyjęcia turystów, które zajmą kilka tygodni. W najbliższym czasie rozpoczną się też prace adaptacyjne na poziomie 320 metrów. Według projektu, który ma zostać zrealizowany do końca 2008 roku, pod ziemią powstanie wielofunkcyjne centrum z podziemnym kinem, teatrem, restauracjami, sklepami i pubami.
Po udostępnieniu kopalni zwiedzającym na kilka godzin, nastąpi kilkudniowa przerwa. Według Tomasza Masonia, kierownik działu promocji kopalni Guido, nie załatwiono jeszcze wszystkich formalności związanych z prowadzeniem ruchu turystycznego. Wszystko powinno się jednak udać do końca tygodnia.

Zobacz całość »



Już wkrótce będą loty z Bygdoszczy do Paryża i Manchesteru

Zobacz całość »
Port Lotniczy w Bydgoszczy planuje uruchomienie jesienią nowych połączeń z Francją i Wielką Brytanią. Do Paryża i Manchesteru będzie można polecieć już od około 100 zł.
Władze Portu Lotniczego wkrótce podpiszą porozumienie z linią lotniczą, której samoloty nie latały wcześniej z Bydgoszczy. Jak na razie nie chcą ujawnić nazwy przewoźnika, wiadomo tylko, że samoloty do Paryża i Manchesteru będą odlatywały dwa razy w tygodniu. Pierwsi pasażerowie skorzystają z nowej oferty już pod koniec października. Bilety będą w sprzedaży już na początku lipca. Szacuje się, że najtańsze w jedną stronę, ze wszystkimi dopłatami i podatkami, będą kosztować nieco ponad 100 zł.
Tak niska cena biletu wiąże się jednak z pewnymi utrudnieniami. W Anglii samoloty będą lądowały na lotnisku położonym w pobliżu miasta, natomiast lądując w Paryżu, podróżni muszą liczyć się z tym, że wylądują prawie 80 km od stolicy Francji na lotnisku Beauvais, które jest najbardziej oddalonym od centrum lotniskiem obsługującym Paryż. Lot będzie trwał dwie godziny, a dojazd z lotniska do centrum miasta - półtorej. Według Agnieszki Czarniak, bydgoszczanki mieszkającej w Paryżu, jest to pewien mankament, ale nie jest aż tak źle. Przed terminalem zawsze stoją autobusy, które za 14 euro wożą do centrum.
Według analityków rynku lotniczego loty do Paryża mogą się spotkać z dużym zainteresowaniem podróżnych. Z żadnego miasta w północnej i centralnej Polsce nie odlatują samoloty do Francji, więc na loty z Bydgoszczy mogą decydować się mieszkańcy Wielkopolski oraz województw pomorskiego i zachodniopomorskiego. Władze lotniska i największych miast województwa zastanawiają się, jak reklamować nowe połączenia. Według Bolesława Grygorewicza, zastępcy prezydenta Bydgoszczy, port lotniczy jest mało znany w Polsce, podróżni wylatują z portów w innych częściach kraju, nie wiedząc, że loty międzynarodowe obsługiwane są na miejscu. Przedstawiciele Portu zwrócą się do władz Torunia, Włocławka, Grudziądza i Inowrocławia oraz zagranicznych miast partnerskich, aby na swoich oficjalnych stronach internetowych zamieściły linki do witryny bydgoskiego lotniska. Reklamy nowych połączeń lotniczych znajdą się również na autobusach komunikacji miejskiej, dworcach kolejowych i autobusowych a także billboardach należących do samorządów. Władze lotniska zaproszą do siebie dziennikarzy mediów z krajów europejskich, by pokazać im atrakcyjne miejsca warte obejrzenia.
Dzięki nowym połączeniom z lotniska w Bydgoszczy będzie można odlecieć już do czterech europejskich miast. W tej chwili przewoźnik Ryanair oferuje połączenia z Londynem i Dublinem.

Zobacz całość »



Zabranie dziecka za granice wiąże się z załatwieniem wielu formalności

Zobacz całość »
Przed zabraniem dziecka na zagraniczne wakacje, trzeba dopełnić szeregu formalności.
Od ubiegłego roku, na mocy unijnego prawa, Polacy wyrabiają paszporty biometryczne. Biometryka pozwala na identyfikację na podstawie niepowtarzalnych cech fizycznych, np. linii papilarnych lub tęczówki oka. W przypadku paszportu jest to zdjęcie twarzy, które wykonywane jest według ściśle określonych zasad. W 2006 roku, po wejściu w życie nowych przepisów, biura paszportowe odrzucały wiele, według nich niepoprawnych fotografii. Dzieci, które nie ukończyły 5 lat, nie muszą posiadać paszportów biometrycznych, ponieważ zrobienie takiemu małemu dziecku zdjęcia spełniającego wszystkie wymogi mogłoby być niemożliwe. W przypadku małego dziecka konieczne jest pisemne żądanie wydania paszportu napisane przez rodziców. Dodatkowo dziecko musi być obecne podczas składania wniosku. W toruńskim Urzędzie Wojewódzkim dla maluchów utworzono specjalny kącik zabaw.
Henryka Grajkowska, kierownik zamiejscowego oddziału wydziału spraw obywatelskich Urzędu Wojewódzkiego w Toruniu wyjaśniła, że jeżeli jedno rodziców nie może stawić się w urzędzie, wówczas musi wyrazić zgodę na piśmie i potwierdzić ją u notariusza w jakimkolwiek urzędzie paszportowym.
Ojciec lub matka, którzy przebywają za granicą mogą swoją zgodę potwierdzić w polskim konsulacie. Takie formalności nie są wymagane, gdy sąd odebrał jednemu z rodziców prawo do decydowania w tej sprawie.
Do wniosku trzeba dołączyć dwie fotografie dziecka. Jeżeli godzimy się na paszport tymczasowy, czyli niebiometryczny, wystarczy zdjęcie, które będzie zbliżone do standardów określonych w przepisach. Jednak z takim dokumentem dziecko będzie mogło podróżować tylko 12 miesięcy. Natomiast paszport biometryczny dla dziecka ważny jest pięć lat. Gotowy dokument odbierają rodzice, chyba że dziecko ma ukończone 13 lat. Wtedy jego obecność jest wymagana w urzędzie. Wyrobienie dokumentu kosztuje 30 zł. Na paszport czeka się około jednego miesiąca.
Jeżeli planuje się podróż z dzieckiem do któregoś z państw Unii Europejskiej, można udać się tam tylko z dowodem osobistym. Dokument ten wyrabia się także nieletniemu. W przypadku dzieci, które ukończyły 13 lat, przy składaniu wniosku może być obecny tylko jeden rodzic. Jeżeli pociecha jest młodsza, wówczas muszą stawić się oboje i nie ma możliwości przedstawienia pisemnej zgody drugiego opiekuna.
Do wniosku dołącza się dwie fotografie, a jeżeli dziecko urodziło się w innym mieście również skrócony odpis aktu urodzenia. Formularze można pobrać ze strony Urzędu Miasta i wypełnić je w domu. Odbiór dowodu odbywa się w obecności dziecka. Jeżeli umie pisać, wówczas niezależnie od wieku, podpisuje nowy dokument. Koszt wyrobienia dowodu wynosi 30 zł.
Przed wyjazdem należy zadbać również o opiekę medyczną dla dziecka podczas podróży. Osoby, które są ubezpieczone w Narodowym Funduszu Zdrowia mają prawo do bezpłatnych świadczeń w krajach Unii oraz Norwegii, Islandii, Liechtensteinie i Szwajcarii. Jednak przywilej ten musi zostać poświadczony tzw. Europejską Kartą Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ), którą wydaje się na podstawie dowodu ubezpieczenia w kraju. W przypadku dzieci w oddziale NFZ trzeba okazać książeczkę ubezpieczeniową dla członków rodziny, w której fakt objęcia ubezpieczeniem dziecka musi być odnotowany. Przemysław Pankowski, naczelnik wydziału współpracy międzynarodowej w kujawsko-pomorskim oddziale NFZ poinformował - Jeśli firma znajduje się w innym mieście, a ubiegający się o EKUZ nie ma możliwości tam pojechać, honorujemy tzw. formularz ZCZA, który zakład pracy może przesłać do pracownika pocztą.
Jeżeli dziecko się uczy, w urzędzie trzeba przedstawić także jego legitymację szkolną. Formularze o wydanie Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego można pobrać ze strony internetowej Funduszu i przesłać go pocztą, faksem lub e-mailem. EKUZ ważna jest trzy miesiące. W tym czasie gwarantuje prawo do niezbędnych świadczeń zdrowotnych poza granicami kraju. W przypadku konieczności skorzystania z pomocy lekarza, warto zwrócić uwagę, czy jego gabinet działa w ramach tamtejszego odpowiednika polskiego NFZ. Jeżeli nie, mogą być problemy ze zwrotem pieniędzy. EKUZ nie zapewnia również transportu medycznego. Dlatego też warto przed wyjazdem rozważyć zakup dodatkowego ubezpieczenia.

Zobacz całość »



Żywiec przygotowuje kolejne atrakcje dla turystów

Zobacz całość »
Turystów odwiedzających Żywiec czeka kolejna atrakcja. Tuż obok Starego Zamku, na oczach turystów, będą specjalnie bite monety. Władze miasta chcą w ten sposób upamiętnić sensacyjne wydarzenia, które miały tu miejsce kilka wieków temu.
Od kilku lat do dawnej świetności wracają cenne żywieckie zabytki. Udało się już odrestaurować Stary Zamek - piękny, renesansowy obiekt zawierający elementy nawet z XIV wieku. Obecnie trwają prace nad rewitalizacją starego parku Habsburgów, kilkuwiekową wozownią i XVII-wieczną Siejbą, w której znajdować się będzie biblioteka. Dzięki temu zabytkowy kompleks w centrum miasta stanie się magnesem dla przyjezdnych. Elementem kompleksu ma być specjalna mała mennica bijąca pamiątkowe monety dla turystów. Według Antoniego Szlagora, burmistrza Żywca, taki fakt miał kiedyś miejsce w tym mieście, choć były to wydarzenia sensacyjne.
Wydarzenia te opisał Andrzej Komoniecki, XVII-wieczny burmistrz i kronikarz, w słynnym "Dziejopisie Żywieckim". Według tych zapisków, Mikołaj Komorowski, ostatni z rodu właściciel Żywiecczyzny, poprzez swój hulaszczy tryb życia roztrwonił rodzinny majątek. Aby ratować się z kłopotów finansowych, w piwnicach żywieckiego zamku zaczął nielegalnie bić monety, za co groziła kara śmierci. Dlatego też musiał ratować się ucieczką w zakonnym przebraniu, a w 1624 roku ostatecznie sprzedał dobra żywieckie matce króla Jana Kazimierza - opowiada Dorota Firlej, kierowniczka działu oświatowego Muzeum - Stary Zamek w Żywcu.
Pamiątkowe monety będą zawierały herb Żywca, datę a także elementy nawiązujące do historii miasta. Ich nazwa oraz projekt będą wkrótce opracowane. Miniaturowa mennica ma działać w obiektach obok Starego Zamku, których remont potrwa do końca roku. Wtedy też być może pojawią się pierwsze monety - mówi Szlagor.

Zobacz całość »



Austriacka pracownia Riegler Riewe Architecten twórcą najlepszego projektu Muzeum Śląskiego

Zobacz całość »
Rozstrzygnięto konkurs na projekt nowego Muzeum Śląskiego. Zwyciężyła praca zaprezentowana przez austriacką pracownię Riegler Riewe Architecten. Zwycięzcy otrzymają nagrodę w wysokości 100 000 zł.
Opiniujące prace jury konkursowe stwierdziło, że praca jest oryginalna, o wielkiej wymowie symbolicznej, związana z miejscem, w którym ma powstać i z jego pamięcią, tworzy niepowtarzalny punkt odniesienia dla kultury i historii miasta i regionu. Według jury wprowadzenie powierzchni muzeum pod ziemię podkreśla związek jego zbiorów z górniczą historią Śląska, a miejsce czarnego skarbu, który skryty jest w głębi ziemi, zajmują skarby kultury i pamięci. Wybór tego projektu pozwala zachować otwarty widok od strony miasta na budynki pozostałe po kopalni "Katowice", które są historycznym zwieńczeniem jej wzgórza i tworzą całość wraz z projektowanym muzeum. Sąd konkursowy uznał to za jedno z najważniejszych kryteriów w ocenie prac. Jednocześnie szklane, krystaliczne bryły świetlnych wież, które wyrastają z terenu, ukształtowanego w formie naturalnego parku, sygnalizują na zewnątrz obecność nowego założenia na tle starego. Połączenie zieleni, światła i wody oraz adaptacja dwóch istniejących, sąsiednich budynków na kawiarnię, restaurację i wystawy czasowe, uatrakcyjnia pobyt na powierzchni terenu, zaś zejście do poziomu zbiorów da zwiedzającym poczucie odkrywania skarbów ukrytych w ziemi. Nie stracą oni przy tym kontaktu ze światłem dnia, które spływa z góry. Prosty układ planu zapewni elastyczność w jego użytkowaniu, a otoczenie go akumulatorem chłodu i ciepła, jakim jest ziemia, jest rozwiązaniem korzystnym dla bilansu energetycznego oraz dla kosztów eksploatacji.
Jury zdecydowało nie przyznawać drugiej nagrody. Trzecią nagrodę zdobyły dwie równorzędnie prace nr 011 i 002 - nagrody 2 x 50 000 zł: Artur Jasiński i Wspólnicy Biuro Architektoniczne sp. z o.o. z Krakowa oraz Dick Van Gameren Architecten z Amsterdamu. Dodatkowo jury przyznało jedno wyróżnienie specjalne oraz trzy wyróżnienia równorzędne.
W najbliższym czasie na terenie byłej KWK Katowice zostanie przygotowana wystawa na której będzie można obejrzeć prace konkursowe.
W ramach akcji promującej nowe Muzeum Śląskie zostanie wydana również okolicznościowa cegiełka, z której dochód zostanie przeznaczony na budowę nowego muzealnego kompleksu.
Międzynarodowy konkurs na koncepcję architektoniczną nowego Muzeum Śląskiego oraz zagospodarowanie części terenu byłej kopalni "Katowice" został ogłoszony w październiku 2006 roku. Obejmował on wykonanie architektoniczno-urbanistycznej koncepcji nowego głównego gmachu, nowego centralnego holu, istniejących budynków byłego magazynu odzieży i maszynowni wieży wyciągowej szybu "Warszawa" - rewaloryzowanych i adaptowanych dla nowych funkcji - a także nową strefę wejściową na wieżę "Warszawa".
Powierzchnia do zagospodarowania wynosiła około 2,7 ha co stanowiło 1/3 terenu przeznaczonego na budowę muzealnego kompleksu. Inwestycja miała się zamknąć w kwocie 214 mln zł. Termin składania prac konkursowych upłynął 24 kwietnia 2007 r. o godz. 20.00. Wpłynęło 18 projektów.
Prace budowlane mają rozpocząć się w 2009 roku, a ich zakończenie planuje się na rok 2011. Kolejnym etapem inwestycji będzie adaptacja pozostałych poprzemysłowych obiektów dawnej kopalni. Szersze informacje dotyczące budowy nowego gmachu Muzeum Śląskiego można znaleźć na stronie: www.muzeumslaskie.pl.

Zobacz całość »



Unia wspomoże budowę hoteli w Polsce

Zobacz całość »
W regionalnych programach operacyjnych zostały przewidziane fundusze unijne na rozwój turystyki w Polsce, w tym między innymi na budowę nowych hoteli. Monika Niewinowska, rzecznik Ministerstwa Rozwoju Regionalnego poinformowała, że w latach 2007-2015 do wszystkich polskich województw trafi na ten cel w sumie 765,5 mln euro.
Największymi beneficjentami tych pieniędzy będą województwa: mazowieckie (75,9 mln euro), podlaskie (74,8 mln euro), lubelskie (65,3 mln euro), śląskie (60,6 mln euro) i dolnośląskie (59,5 mln euro).
Andrzej Szafrański, przedstawiciel Instytutu Hotelarza przyznał, że jeszcze przed ogłoszeniem decyzji UEFA o organizacji w Euro 2012 w Polsce inwestorzy zgłosili chęć wybudowania blisko 220 nowych hoteli. Według niego ta liczba nie powinna mocno się zmienić. Natomiast znacząco wzrosło zainteresowanie inwestycjami w najtańszą bazę noclegową, czyli hostelami. Według Szafrańskiego hostele bardziej też pasują do charakteru grupowych wyjazdów kibiców, ponieważ można w nich nocować w większych salach.
Obecnie w Polsce oficjalnie istnieje około 150 hosteli, a przynajmniej drugie tyle działa bez rejestracji. Szafrański zaznaczył - Myślę, że do roku 2012 ich liczba wzrośnie przynajmniej kilkukrotnie.
W latach 2007 - 2011 Orbis planuje wybudować 17 nowych hoteli Etap, 17 Ibisów, dwa Novotele, jeden Mercure oraz jeden Sofitel. Na zrealizowanie tych inwestycji zamierza przeznaczyć 1 mld zł.
Paweł Mirski, szef marketingu w warszawskim hotelu Hilton wyznał, że dla jego sieci Polska jest bardzo perspektywicznym rynkiem. Dodał - Do 2012 roku chcemy w Polsce wybudować 11 hoteli.
Wyznał, że nowe hotele powstaną między innymi w Krakowie, Warszawie, Gdańsku, Katowicach, Poznaniu i Łodzi. Podkreślił, że Hilton jest hotelem pięciogwiazdkowym, a w Polsce będą wybudowane głównie hotele średniej klasy tej sieci - Hilton Garden Inn.
Katarzyna Gontarczyk, szefowa działu PR warszawskich hoteli Starwood, do której należy między innymi Sheraton i Westin zapowiedziała, że w 2008 roku w Sopocie zostanie wybudowany hotel Sheraton. Dodała też, że firma Starwood planuje również dalsze inwestycje hotelarskie. Zaznaczyła - Każda atrakcyjna lokalizacja nas interesuje. Zgłaszają się do nas inwestorzy. Na razie trwają rozmowy w tej sprawie. Gontarczyk poinformowała, że koszt wybudowania hotelu Westin lub Sheraton w Warszawie wynosi około 80 mln USD.
Mirski uważa, że w stolicy brakuje hoteli dwu- i trzygwiazdkowych oferujących nocleg za przystępną cenę. Podobnego zdania jest również Andrzej Saja z Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego, który zaznacza, że właśnie ten segment rynku hotelarskiego będzie się w najbliższych latach dynamicznie rozwijać.
Mirski dodał też - Z drugiej jednak strony, bogata oferta hoteli pięciogwiazdkowych w Warszawie umożliwia organizację międzynarodowych konferencji i kongresów.
Obecnie w Polsce istnieje 1,5 tys. skategoryzowanych hoteli, które w sumie oferują około 145 tys. miejsc noclegowych, czyli na 10 tys. mieszkańców przypada 38 łóżek.
Szafrański poinformował, że w Czechach na 10 tys. osób przypada 221 łóżek. Żeby dorównać bazie hotelowej Czech, w Polsce musi powstać 8 tys. 430 średnich hoteli na 100 osób. Według eksperta, przy obecnym tempie budowy obiektów hotelarskich w Polsce zajęłoby to 170 lat.
Dane Państwowego Komitetu Statystyki Ukrainy mówią, że w 2005 roku na Ukrainie było 1 tys. 232 obiektów hotelarskich, oferujących 51,7 tys. pokoi. Dodatkowo, bazę noclegową powiększa 845 domów kuracyjnych oraz ośrodków wypoczynkowo-zdrowotnych, z czego większość położona jest w okolicach Półwyspu Krymskiego.
Na modernizację hoteli na Euro 2012, Ukraina potrzebuje minimum 200 mln USD. Z 117 hoteli w Kijowie, tylko 51 odpowiada zachodnim standardom. Szafrański poinformował, że w sumie w kijowskich hotelach jest 8,7 tys. pokoi, które dysponują 15,6 tys. łóżek. Podkreślił - Tymczasem, Kijów dla uczestników Euro 2012 musi przygotować 22 tys. miejsc, Dniepropietrowsk 14 tys., Donieck 17,5 tys., a Lwów 12 tys.

Zobacz całość »



McDonalds rozwija sieć lokali w Polsce

Zobacz całość »
McDonalds w ciągu 5-7 lat ma zamiar odnowić i rozbudować 180 swoich lokali. Największa w Polsce sieć barów na ten cel chce wydać 300 milionów złotych.
- Zmodernizowaliśmy już 30 z nich, a koszt jednej modernizacji to ok. 2 mln zł. Będziemy też odnawiać restauracje prowadzone w systemie franczyzowym - powiedział Piotr Jucha, dyrektor generalny McDonald's Polska.
Firma zapewnia, że nie ustanie w walce o pozostanie liderem na polskim rynku gastronomicznym, jednak nie chce zdradzić, jaką liczbę nowych placówek ma zamiar otworzyć.
Jednak McDonald’s może mieć trudność pierwszego utrzymaniem się na pozycji lidera, bo tuż za nim jest AmRest, który prowadzi restauracje takich marek jak KFC, Pizza Hut czy Fresh Point. W zeszłym roku spółka wypracowała na warszawskiej giełdzie zysk w wysokości 38,6 milionów złotych netto.
McDonald’s okazuje się tylko niewiele lepszy. W zeszłym roku jego przychody wzrosły o 17% do pozycji 668,4 miliona złotych, zysk natomiast wyniósł 39,8 milionów złotych. -W całym roku spodziewamy się jeszcze szybszego tempa wzrostu - dodaje Jucha.
Obecnie McDonald’s posiada 210 lokali w Polsce w tym 148 McDrive dla kierowców.
Ostatnio firma dostała zgodę od Państwowej Inspekcji Pracy na zatrudnianie pracowników w wieku 16 - 18 lat. - Zainteresowanie jest bardzo duże, zresztą już wcześniej wiele osób niemających jeszcze18 lat sygnalizowało nam chęć pracy -mówi Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych McDonald's Polska.

Zobacz całość »