Aktualności
Ogłoszenia
Wyszukiwarka
Obecnie jest zindeksowane 33318 aktualności
Archwium aktualności
2006-07-24 do 2006-07-30
(rok 2006, tydzień 30)
Zmień tydzień Zmień rok
Lista aktualności:
::: 2006-07-24 :::
Gazeta poleca turystom brzegi Loary
Zobacz całość »Zdaniem Marka Rapackiego Loara paręset kilometrów od ujścia nieco przypomina Wisłę, a liczne zamki i pałace nad nią należą do głównych atrakcji turystycznych Francji. Rzadziej natomiast mówi się o innych wspaniałościach tych okolic - budowlach sakralnych, wśród których króluje ocalałe z dziejowych burz średniowieczne opactwo Fontevraud - największy taki obiekt we Francji, położony na niewysokim wzgórzu, stanowiący zespół klasztornych gmachów z wyróżniającą się stylem romańską bazyliką.
Autor na łamach Gazety Wyborczej przedstawia tą bazylikę najbardziej pieczołowicie:
"Długa na 90 m, szeroka tylko na 16, ale przecięta ogromnym transeptem. Kapitele kolumn zdobią misternie rzeźbione sceny biblijne i z dziejów Andegawenii, zachowały się też fragmenty fresków z postaciami andegaweńskich książąt. Wszystko to jeszcze niezbyt znane szerokiemu światu, prastare, ale prawie nowe, bo dopiero niedawno zostało pieczołowicie odrestaurowane. Największa niespodzianka czeka w głębi nawy przy transepcie: cztery gotyckie, rzeźbione sarkofagi - trzy kamienne, jeden drewniany - z przełomu XII i XIII w. Przedstawiają - w pozycji leżącej - pierwszego króla Anglii z dynastii Plantagenetów Henryka II, jego światłą żonę, sławioną przez trubadurów Alienor (Eleonorę) Akwitańską, ich syna Ryszarda Lwie Serce i Izabellę, małżonkę drugiego syna - Jana bez Ziemi. Dlaczego tutaj, na francuskiej wsi, a nie w Anglii? Bo Plantageneci byli dynastią francuską i rozciągająca się wokół niedalekiego Angers Andegawenia (czyli Anjou) należała do nich, zanim objęli tron po drugiej stronie kanału La Manche (na początku XIII w. ziemia ta stanie się lennem francuskich Kapetyngów). Z Fontevraud Plantageneci związali się w sposób szczególny: byli dobroczyńcami opactwa, tu składali swoje śluby, stąd wyruszali na wyprawy wojenne i tu spoczęli na wieki. Konserwatorom udało się odtworzyć pierwotne kolory rzeźb (na podstawie zachowanych resztek). Szaty królów są więc niebieskie i różowe, zagłówki białe, katafalki w różnych barwach, a ten należący do Izabelli zdobią kapetyńskie lilie"
Opisuje również historię opactwa, któa sięga 1101 r. gdy założył ją pustelnik, Robert z Arbrissel. Asceta który wg snutych opowieści np. "układał się do snu wśród atrakcyjnych kobiet - pokazywał, jak się panuje nad zmysłami, i dawał przykład innym". Nazwa opactwa pochodzi od położonego w pobliżu źródła, do którego wędrował pustelnik z uczniami po łacinie "fons ebraldi - stąd później Fontevraud". Klasztor zaistniał jako koedukacyjny, wg reguły benedyktyńskiej zakonnice i zakonnicy mieszkali w oddzielnych budynkach.
Opowiada o cudownych wnętrzach obiektu - O zawrót głowy przyprawia mnogość sal: dormitoria (czyli sypialnie mnichów), lektoria (w których przepisywano i zdobiono stare inkunabuły), ogromny kapitularz (sala posiedzeń braci i sióstr skupionych wokół matki przeoryszy) i jeszcze większy refektarz (jadalnia), tak wysoki, że w czasach, gdy Fontevraud zamieniono na zakład karny, podzielono go na parę pięter, na których mieściły się liczne cele więzienne. - Mówi również o zachowanych do dziś rzeźbionych portalach, obramieniach okennic, detalach herbowych i motywach roślinnych sięgających XII w. Nie pomija zachowanych w romańsko-gotyckim klasztorze św. Łazarza śladach najstarszych w całym kompleksie dekoracyjnych malowideł z XIII w. oraz 3 wirydarzy (dwa w głównym korpusie, jeden u św. Łazarza) - wewnętrznych dziedzińców z podcieniami ze wszystkich czterech stron, staranie utrzymaną zielenią i fontanną w środku. Z jego artykułu można dowiedzieć się również o jednym z największych dziwów - dobrze zachowanej romańskiej kuchnia w osobnej baszcie wysokiej na 27 m, w której mieści się 8 palenisk z 21 otworami.
Dzięki pracom restauratorskim, które ruszyły w pierwszych latach XX, Fontevraud znalazło się na liście Kulturalnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (rok 2000).
Aktualnie urządzono w opactwie centrum kultury (z infrastrukturą turystyczną), goście z Europy i swiata przyciągają turystów organizując wystawy, imprezy, seminaria, koncerty dawnej muzyki, widowiska typu światło i dźwięk. "Do połowy września można oglądać lotnicze zdjęcia opactwa, które pokazują jego potęgę i wyjawiają zamysły budowniczych niedostrzegalne z innej perspektywy"
Informacje dodatkowe, potrzebne zwiedzającym:
- obiekt czynny jest przez całe lato do 30 września w godz. 9-18.30, w październiku 10-18,
- w okresie listopad-marzec czynny 10-17.30,
- wiosną w godzinach 10-18,
- przy opactwie są parkingi, gastronomia oraz sklepy z pamiątkami,
- cena biletów: w sezonie 7,9 euro, poza sezonem 6,50, ulgowy odpowiednio 5,90 i 4,50; ryczałt dla grup szkolnych do 30 osób - 30 euro.
Wciąż będą kontrole paszportowe na granicach z UE
Zobacz całość »Na granicach Polski z innymi państwami UE prawdopodobnie jeszcze przez jakiś czas będą przeprowadzane kontrole paszportowe.
Miały być zniesione pod koniec 2007 r., jednak Bruksela przyznała, że ma wielomiesięczne opóźnienia. O problemie rozmawiać będą szefowie resortów spraw wewnętrznych Unii. Ministrowie z nowych państw Unii chcą dowiedzieć się, jak duże są zaległości, jaka jest ich przyczyna i w jaki sposób Bruksela próbuje je nadrobić.
Komisja Europejska przyznała się do kłopotów technicznych związanych z uruchomieniem specjalnego komputera w Strasburgu służącego do wymiany informacji. Bez niego zniesienie kontroli na granicach między nowymi a starymi członkami Wspólnoty będzie niemożliwe.
System SIS II ma m.in. zbierać dane o osobach poszukiwanych, obywatelach krajów nie należących do UE, którym już raz odmówiono wjazdu oraz o skradzionych samochodach.
W Polsce również pojawiły się problemy z budową systemu SIS II, rząd w Warszawie zapewnił jednak kilka miesięcy temu, że do przyszłego roku zaległości zostaną nadrobione.
Realnie ocenia się, że Polacy drogą lądową będą mogli liczyć na podróżowanie bez ograniczeń najwcześniej od końca 2007, a drogą powietrzną dopiero w 2008 roku.
Czytelnik zdegustowany Chorwacją, zadowolony z przewodnika!
Zobacz całość »Do magazynu "Moje Podróże" napisał czytelnik, który był w Chorwacji kilka lat temu i wrócił stamtąd nieco zdegustowany. W liście przyznał - Wydawało mi się, że kraj, który żyje z turystów, powinien dbać najbardziej o to, co jest jego największym skarbem o morze i plaże.
Jak zaznaczył, gdziekolwiek nie poszedł, nawet z dala od siedlisk ludzkich, zawsze natykał się na sterty śmieci. Chorwackie plaże na półwyspie Istria pełne były plastikowych butelek i innych opakowań z tworzyw sztucznych, opon i połamanych skrzynek. Dodał - Nie chciało się tam zatrzymywać i odpoczywać.
Czytelnik podkreślił też, że w przewodniku "Chorwacja", najnowszej publikacji francuskiego Petit Fute i polskiego wydawnictwa Siedmioróg, na dwudziestej stronie natrafił na wyraźne ostrzeżenie autorów - Konsekwencją rozwoju turystyki są tony śmieci, co powoduje, że piękno przyrody całkowicie ginie pod stosem plastikowych torebek, butelek i papieru. Czytelnik był mile zaskoczony, że w przewodniku napisano prawdę, nie upiększając rzeczywistości, jak czynią to w innych tego typu wydawnictwach. Uważa, że rzetelność i obiektywizm jest najlepszą rekomendacją dla przewodnika.
Książka Francuzów zawiera też wiele innych pożytecznych i aktualnych informacji, które pozwalają dobrze poznać kraj, jego obyczaje i warunki życia mieszkańców. W przewodniku znajdują się też opisy kąpielisk, historycznych miast, osobliwości przyrodniczych, zabytków oraz bardzo przydatne dla turysty adresy.
Jeden rozdział w przewodniku poświęcono tylko nurkowaniu. Podane zostały adresy, gdzie można się go nauczyć oraz zasady obowiązujące nurka amatora. Czytelnik szczerze poleca 350 stron książki, zapewniającej gruntowną wiedzę o celu podróży.
Nowe przepisy kontroli paliw!
Zobacz całość »W miniony piątek Sejm uchwalił ustawę o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw, która ma zastąpić przepisy obowiązujące od 2004 r. Nowy przepis prawny, który wejdzie w życie od 2007 r., musi rozpatrzyć jeszcze Senat.
Kontrole obejmą biopaliwo oraz gaz LPG, którego używa ok. 1,5 mln Polaków. Rewizji podlegać będzie, też rzadko jeszcze używany w kraju, sprężony gaz ziemny (CNG) oraz specjalne biopaliwo, stosowane wyłącznie w wybranych flotach pojazdów, ciągników rolniczych, maszyn lub statków. - Chodzi o sprawdzenie, czy paliwa te nie trafiają nielegalnie do powszechnego obrotu - wyjaśnił pos. Tadeusz Aziewicz, sejmowy sprawozdawca ustawy. Inspektorzy, będą także sprawdzać rolników, którzy produkują biopaliwa na własny użytek, jak również handlujących i stosujących lekkie oleje opałowe.
Sprawdzane będą stacje benzynowe, producenci i firmy magazynujące paliwo. Inspektorzy będą mogli wejść na tereny zamknięte (np. do portów wojennych, na lotniska wojskowe, czy do składów paliwa dla armii). Inspekcja Handlowa, nie będzie natomiast badać paliwa w cysternach jeżdżących po drogach, czy torach kolejowych. Z takim rozwiązaniem nie zgadza się Halina Pupacz, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych. - Przepisy powinny umożliwiać kontrole paliwa w cysternach kolejowych i drogowych, bo ponad połowa firm w branży nie posiada stacjonarnych zbiorników. Wtedy cały łańcuch obrotu paliwami byłby pod pieczą kontrolerów - poinformowała Pupacz. - Pomysł ten był dyskutowany w trakcie prac, ale na razie nie da się go przeprowadzić. Są trudności logistyczne i instytucjonalne, np. podczas pracy nocą trzeba byłoby zapewnić inspektorom asystę umundurowanych policjantów - oświadczył Aziewicz. Rząd, przesławszy ustawę do sejmu ustalił, iż roczny system kontroli będzie kosztować 6 mln zł. - Liczyłem na większy budżet - oznajmił zmartwiony Cezary Banasiński, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który zarządza systemem. Inspekcja Handlowa, będzie miła natomiast więcej przywilejów. Utrudnieniem w rewizji, nie będzie tj. dotychczas, obecność w firmie innych kontrolerów (np. podatkowych). Inspektorzy otrzymają stałe upoważnienia kontrolne oraz będą mogli sprawdzać paliwo, pod nieobecność właściciela firmy lub wyznaczonego przez niego przedstawiciela.
Nowa ustawa, określa także sankcje finansowe. Nie podniesiono maksymalnych stawek kar pieniężnych dla chrzczących paliwo, ale wprowadzono minimalne limity grzywien. Kara wagi mniejszej, nie będzie niższa niż 10 tys. zł, natomiast działanie nieumyślne objete będzie kwotą - 25 tys. zł. Nie wszyscy zgadzają się z tym rozwiązaniem. - Nie powinno być tak wysokich automatycznych sankcji za nieumyślne działanie, o tym powinien decydować sąd - stwierdziła Pupacz. Minimalne stawki kar mają na celu surowsze ukaranie winowajców, gdyż do tej pory, po każdej kontroli przedstawiciele Inspekcji Handlowej i UOKiK narzekali na sądy i prokuratury. Pierwszym wypominano stosowanie symbolicznych grzywien, a prokuratorom zarzucano częste umarzanie spraw z powodu niewykrycia sprawców. Zdecydowanie lepszym pomysłem, była publikacja w mediach czarnych list z adresami i nazwami stacji, na których wykryto sfałszowaną benzynę.
Handel paliwem nieodpowiedniej wiąże się także z naruszeniem warunków koncesji oraz karą pieniężną - nakładaną przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Często sprawy takie kończą się na salach sądowych, gdyż posiadacze stacji benzynowych uważają się za niewinnych i twierdzą, że podrobiony towar otrzymali od hurtowników. Taka sytuacja miała miejsce np. podczas procesu jednej ze świebodzińskich firm. Kara wyniosła wówczas 40 tys. zł, a Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oświadczył, iż właściciel stacji musi dokładnie sprawdzać dokumenty od dostawców - gdyż w przyszłości, to on odpowie za handel paliwem złej jakości. W niektórych przypadkach, stacje i hurtownie mogą nawet utracić koncesje.
Iwonicz Zdrój: Dom Zdrojowy znowu może przyjmować kuracjuszy!
Zobacz całość »Skończył się remont Domu Zdrojowego w Iwoniczu Zdrój. W odrestaurowanym przez gminę obiekcie mieści się teraz Ośrodek Informacji Turystycznej, Stowarzyszenie Przyjaciół Iwonicza-Zdroju, Klub Praktycznych Kobiet oraz Gminny Ośrodek Kultury.
Dom Zdrojowy, spośród zabytkowych drewnianych budynków stojących przy deptaku w Iwoniczu-Zdroju, wyróżnia się neoklasycystyczną architekturą, werandą zdobioną łukami mauretańskimi z bogato rzeźbioną w drewnie koronkową ornamentyką oraz snycerskimi detalami zdobiącymi wszystkie okapy i daszki nad wejściami.
Kurhaus został wybudowany w 1860 roku przez właścicieli Iwonicza, którymi byli hrabiowie Załuscy. Wzorowali się oni na sławnych uzdrowiskach austriackich. W obiekcie mieściły się restauracja, sala balowa, która od czasu do czasu była zamieniana w salę teatralną oraz pokoje gościnne.
W czasach stalinowskich restauracja została zamieniona na stołówkę, a sala balowa na kinową. Na piętrze pozostawiono kilka pokoi dla kuracjuszy, jednak z czasem zamieniono je na tymczasowe mieszkania dla pracowników uzdrowiska. Jednak standard pomieszczeń pozostał nadal dziewiętnastowieczny. Nieremontowany i niekonserwowany budynek zaczął niszczeć.
Piotr Komornicki, burmistrz Iwonicza wyjaśnił - W końcówce lat dziewięćdziesiątych jedynymi "żyjącymi" elementami pozostały kino, sklep i zakład zegarmistrzowski. Na szczęście w roku 1999 uruchomiono prywatną restaurację Galicja w stylowym wyremontowanym wnętrzu i odrestaurowano salę kinową. Ale pozostała część budynku niszczała dalej.
Jesienią 2004 roku gmina kupiła budynek od uzdrowiska za prawie 900 tys. zł. Koszt kapitalnego remontu oraz renowacji budynku wyniósł ponad 800 tys. Część pieniędzy pochodziło ze środków unijnych, a ponad 300 tys. dała gmina Iwonicz-Zdrój. Budynek znowu przeznaczony jest dla kuracjuszy. W obiekcie oprócz restauracji jest też kino, informacja turystyczna i Gminny Ośrodek Kultury.
Centrum Informacji Turystycznej, które działa w Domu Zdrojowym, czynne jest w dni powszednie w godz. 9.00 - 18.00, w soboty 9.00 - 14.00. tel. (13) 42 510 87, www.iwonicz-zdroj.info
Datowanie biletów powrotnych przez SMS lub Internet
Zobacz całość »Osoby posiadające bilety przewoźnika Orbis Transport moga teraz bez większych problemów datować bilet OPEN lub zmienić datę powrotu dzięki usłudze SMS lub sieci Internet.
Koszt usługi SMS to wartości jednego SMS według stawki operatora klienta. Usługa ta dostępna jest we wszystkich sieciach komórkowych w kraju i w większości sieci zagranicznych za wyjątkiem Tunicell Tynisia, Bouygues i Orange we Francji.
Najistotniejszą informacją jest to, że datowania biletu i zmiany daty NIE MOŻNA dokonać na ten sam dzień, w którym wysyła się SMS. Zmiany takiej można dokonać dzięki SMS tylko dwa razy, później trzeba to zrobić już za pomocą BILETLINI lub strony DATOWANIE PRZEZ INTERNET.
Numer BILETLINII to +48 22 696 69 30. Korzystać można z niej od poniedziałku do piątku w godzinach od 8.00 do 20.00, a w soboty od 9.00 do 15.00
Sposób datowania biletu OPEN i zmiany daty powrotu jest prosty.
Przy datowaniu biletu wysyłamy SMS pod numer +48 693 930 000, w treści wpisując: C.numer biletu.GID.data powrotu
GID i numer biletu wydrukowane są na bilecie, a datę wpisujemy w formacie: RRR-MM-DD. Np: C.96744.0001548472.2006-08-02
Odpowiedzią jest SMS potwierdzający rezerwację lub jej odrzucenie. SMS zwrotny należy zachować- jest on dowodem naszej transakcji.
Datę powrotu zmienia się w bardzo podobny sposób.
Wysyłamy SMS pod numer +48 696 930 000 o treści: Z.numer biletu.GID.stara data powrotu.nowa data powrotu Np: Z.96744.0001548472.2006-08-02.2006-09-10
Również otrzymamy SMS z potwierdzeniem lub odrzuceniem, który zachowujemy jako dowód transakcji.
Najczęstsze komunikaty o odrzuceniu transakcji to: podanie złego numeru biletu lub GID, brak kursu w danym dniu lub brak wolnych miejsc, powrót musi nastąpić w ciągu 12 miesięcy od daty zakupu biletu, a sama zmiana może być dokonana za pomocą SMS tylko dwa razy.
Jeżeli nie uda się nam dokonać transakcji w dwóch próbach należy zadzwonić pod numer BILETLINII.
Zamknięcia biletu OPEN lub zmiany daty powrotu można dokonać również przez Internet na stronach Orbis Transport. Dane potrzebne do dokonania tego są prawie identyczne jak w przypadku SMS. Koszt takiej operacji wynosi 10 złotych. Po zapłaceniu należy pamiętać o wydrukowaniu potwierdzenia, które wymagane jest przy wejściu do autokaru.
Baza ośrodków naukowych dla branży turystycznej
Zobacz całość »Dla wszystkich zainteresowanych naukową stroną branży turystycznej powstała strona internetowa International Center for Research and Study on Tourism
Witryna zawiera ogólnoświatowy wykaz 630 ośrodków naukowych z 95 krajów. Oprócz tego na stronie zamieszczono nazwiska naukowców specjalizujących się w zakresie turystyki, rekreacji i hotelarstwa. Można tam znaleźć publikacje naukowe, raporty oraz analizy dotyczące turystyki.
Teksty zamieszczone na stronie są dostępne w języku angielskim i francuskim. Sami twórcy zachęcają do jej uzupełniania i współpracy poprzez wskazywanie ośrodków turystycznych, ludzi oraz publikacji, które dotychczas nie zostały ujęte w wykazie.
Do tego celu stworzono specjalny formularz, którego wypełnienie umożliwi weryfikację wysłanych danych przez administratorów.
Bazę można znaleźć pod adresem www.ciret-tourism.com
Dzieła sztuki warte miliony dolarów zniknęły z Archiwum Architektury i Sztuki w Moskwie
Zobacz całość »Rysunki rysunki Jakowa Czernichowa warte kilka milionów dolarów zniknęły z moskiewskiego Archiwum Architektury i Sztuki. To juz kolejna w ostatnich tygodniach ujawniona w Rosji kradzież dzieł sztuki - podaje Metro.
Kiedy na brytyjskiej aukcji Christies w lipcu tego roku sprzedano dziewięć rysunków Jakowa Czernichowa pochodzących z rosyjskich zbiorów państwowych, zarządzono kontrolę w moskiewskim Archiwum. Łącznie poza granicami kraju jest ponad 200 skradzionych prac Czernichowa, których wartość szacuje się na 1,3 mln dol.
Jakow Czernichow żyjacy w latach 1889-1951 zaprojektował m.in. wieżę w petersburskiej fabryce "Czerwony Goździk". Zbiór "101 Fantazji Architektonicznych" Czernichowa wydany w 1933 r. był ostatnią książką awangardowego artysty wydrukowaną w Związku Radzieckim. Później forsowanie przez władze "stalinowskiego neoklasycyzmu" skazało rosyjskich konstruktywistów na niełaskę. O ich dorobek upomnieli się dopiero po latach historycy i krytycy sztuki na Zachodzie.
Kradzieże z Archiwum Architektury i Sztuki ujawniono tydzień po ujawnieniu kradzieży w petersburskim Ermitazu. Zniknęło statąd około 221 eksponatów, głównie wyrobów jubilerskich, których wartość szacuje się na blisko 5 mln dol. Śledczy twierdzą, że złodziejami byli m.in. mąż oraz syn kuratorki muzeum, zmarłej na zawał.
Muzealnicy nie wiedzą kiedy okradziono Ermitaż, ponieważ ostatnia inwentaryzacja była tam przeprowadzona...30 lat temu! Rosyjski odpowiednik Najwyższej Izby Kontroli przed czterema laty ostrzegał, że Ermitaż może być narażony na kradzieże, jednak po dokonaniu raportu nikt nie wyciągnął z niego żadnych wniosków. Rosyjskie muzea i rchiwa dysponuja około 50 mln dzieł sztuki, ale zalewdwie jedna czwarta z nich została w nowoczesny sposób zinwentaryzowana. Spisy zabytkowych dzieł to nierzadko odręczne notatki kuratorów przetrzymywane w ich prywatnych szufladach.
Kelnerzy uciekają z Warszawy do Londynu i Dublina!
Zobacz całość »Kierownicy kawiarni, restauracji i pubów na Nowym Świecie zgodnie przyznają, że w czasie tegorocznych wakacji bardzo trudno o wykwalifikowanych pracowników. Większość woli wyjechać do Dublina lub Londynu.
Większość doświadczonych kelnerów, barmanów i kucharzy wyjechała do pracy za granicę. Część tylko na wakacje, inni na dłużej. W Warszawie ich zarobki kształtują się od 5 do 8 zł za godzinę, do tego dochodzą premie i napiwki. Paweł Kubiak, menedżer kawiarni Cava, przyznaje, że pensje najlepszych pracowników w ekskluzywnych lokalach wynoszą nawet 3,5 tys. zł. miesięcznie. Natomiast w Anglii lub Irlandii ich pensja może być nawet trzy razy wyższa.
Anna Turkiewicz została w kawiarni Coffee Heaven miedzy innymi dlatego, że po trzech miesiącach awansowała na kierownika zmiany. Przyznaje - Niektórzy chcą wyjechać choć na dwa, trzy tygodnie. To i tak im się opłaca.
Monika Karolak, kierownik restauracji Sense, znajdującej się w pobliżu ronda de Gaulle'a wyznała - Największy problem mamy z kucharzami. Przychodzą niedoświadczeni i tylko na wakacje. W październiku znów mamy więc braki.
Anna Niska, kierownik kawiarni Mercers poinformowała - U nas bywa tak, że bariści, czyli osoby, które parzą kawę i obsługują klientów w kawiarniach wyjeżdżają na początku lipca, ale po wakacjach do nas wracają. Tak się z nimi umawiamy i wielu z góry rezerwuje sobie u nas miejsce pracy.
W większości kawiarni 95% obsługi stanowią ludzie młodzi, często z różnych stron Polski. Narzekają, że z pensji i napiwków ciężko im się w Warszawie utrzymać.
Paweł Kubiak uważa - Wierzę, że wielu menedżerów zapłaciłoby o wiele więcej swoim pracownikom, gdyby sami płacili np. mniejszy czynsz. Zabijają nas koszty. Dodaje też, że szkolenie niedoświadczonej załogi trwa pół roku. - Na naukę nowych pracowników wydajemy około 2,5 tys. zł, a później znikają. Robimy więc wszystko, żeby ich zatrzymać, podpisujemy umowy na czas nieokreślony. W roku szkolnym trzymają ich tutaj studia zaoczne, w wakacje jest najgorzej.
Grupa Austrian Airlines notuje wzrost liczby pasażerów!
Zobacz całość »Austrian Airlines zanotował 11 procentowy wzrost liczby pasażerów, w pierwszym półroczu austriacka linia przewiozła 5 milionów ludzi.
Z połączeń rejsowych skorzystało 13 proc. więcej osób niż w roku ubiegłym. Wskaźnik wykorzystania miejsc zwiększył się o 2,1 proc. i w porównaniu do roku 2005 wyniósł 72,1 procent.
Grupa Austrian Airlines poprawiła też wyniki połączeń pasażerskich - w ciągu pierwszego półrocza wzrost wyniósł 14,6 proc. Statystyki mierzone były wskaźnikiem RPK (revenue passenger kilometres). Natomiast wskaźnik dostępności ASK (available seat kilometres) podskoczył o 11,3 proc.
Przez lotnisko w Wiedniu przewinęło się 580 tysięcy nowych pasażerów, około 410 tysięcy z korzystało w linii Austrian Airlines.
Wskaźnik RPK na połączeniach rozkładowych urósł w czerwcu o 2,5 w porównaniu do czerwca zeszłego roku. Wynik ten kontrastuje ze wzrostem dostępności miejsc ASK aż o 5,4 proc. Wykorzystanie miejsc na rejsach rozkładowych sięgnęło 72,9 proc., mniej niż w roku ubiegłym o 2 proc.
Tylko w czerwcu Grupa Austrian Airlines przewiozła około 1,1 miliona pasażerów, to o 0,6 proc. więcej niż w 2005 roku.
Trwają przygotowania do Woodstocku w Kostrzynie
Zobacz całość »Za kilka dni w Kostrzynie rozpocznie się kolejny już przystanek Woodstock, tymczasem na kostrzyńskim poligonie panuje nastrój biwakowy. W sobotę pole wyglądało na wymarłe, większość przybyłych tam ludzi chowała się przed słońcem, cześć poszła do miasta uzupełnić zapasy wody, jedzenia i piwa.
Józef Drobisz, mieszkaniec Kostrzyna, przywiózł uczestnikom festiwalu drożdżowe ciasto z porzeczkami, które na tę okazję upiekła jego żona.
- Poznałem tych chłopaków przed rokiem i od razu się zaprzyjaźniliśmy. Parę dni temu zobaczyłem w telewizji, jak rozbijają się na polu, więc zabrałem wnuczkę i przyjechałem - opowiada. Ciasto znika w mgnieniu oka, a wszystkim dopisuje humor, dużo rozmawia się o polityce. - Najlepszy z Kaczyńskich jest Bogusław. Bo zna się na muzyce i ma dobrą dykcję - zabawia kolegów Rafał Konert, student dziennikarstwa, który na Woodstock przyjechał po raz szósty.
Rafał zdążył nabawić się udaru słonecznego, ponieważ cały dzień spędził na słońcu, budując szałas z gałęzi. Kiedy Jurek Owsiak dowiedział się o tym, kazał zabrać bębniarza do namiotu medycznego. - Zaopiekowali się mną, choć tego nie potrzebowałem - dodaje chłopak.
Woodstockowiczom daje się we znaki nie tylko upał, ale też wszędobylskie komary.
Przygotowania do festiwalu weszły w ostatnią fazę, ponieważ pierwsze koncerty rozpoczną się już w piątek. W pobliżu pola stanęły przenośne toalety oraz umywalki, z których na razie nie można korzystać, ponieważ trwa chlorowanie wody.
Intensywnie rozbudowuje się scena - stoi już cała konstrukcja, montowane są światła i nagłośnienie.
- Jak dla mnie, to Woodstock wcale nie musi się zaczynać - mówi Dawid Łyszczek, ochroniarz w zakładzie koksowniczym i jednocześnie student informatyki, który na rockowy festiwal przyjechał po raz pierwszy. - Teraz czujemy się jak na biwaku i jest bardzo fajnie. Za chwilę zjadą się tłumy i tego uroku już nie będzie. Ale z drugiej strony... Przecież to muzyka jest tu najważniejsza.
Kostrzyn ma nową karetkę
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy sfinansowała w 70 procentach nowoczesną karetkę, która będzie obecna na przystanku Woodstock, a poźniej będzie służyła mieszkańcom Kostrzyna. Pozostałe 30 procent wartości karetki pokryły starostwo i magistrat
Grecki teatr na gdyńskiej plaży
Zobacz całość »Do 30 lipca trwa miesiąc grecki na Scenie Letniej Teatru Miejskiego im. W. Gombrowicza w Gdyni na plaży w Orłowie.
Na najbliższy tydzień zaplanowano:
25 lipca godz. 20:00 - wyjątkowy koncert Jorgosa Skoliasa i Bronka Dużego
29-30 lipca - Jarmark grecki - dwa dni greckiego biesiadowania przed Wami
29 i 30 lipca od południa do wieczora artystyczno-kulinarne doznania, których nie zapewni żaden inny jarmark w Trójmieście: osobliwości greckiej kuchni, pyszne potrawy na ciepło i oryginalne ciasta, muzyka, atrakcyjne oferty biur podróży, propozycje wydawnicze,
słowem: wszystko, co greckie dla małych i dużych
29 lipca godz.19.00 - otwarcie wystawy fotograficznej "Pejzaże Krety" - w Domku Żeromskiego otwarcie wystawy fotograficznej "Pejzaże Krety". Piękne, barwne fotografie w wyjątkowy sposób oddające klimat uroczych zakątków kreteńskich.
30 lipca godz.16.00 - Cała Polska czyta dzieciom. Wyprawa po złote runo.
W Domku Żeromskiego urocze baśnie greckie będzie dzieciom czytał Georgios Orfanos z Towarzystwa Greków w Polsce. Wstęp wolny.
Nietypowe urodziny w Poznaniu
Zobacz całość »70 urodziny dla Manfreda Kruski, Niemca urodzonego w Poznaniu, były okazją do zorganizowania nietypowego bankietu. Solenizant postanowił bowiem, że zaprosi wszystkich poznaniaków, którzy urodzili się tak jak on 23 lipca 1936 roku.
Bankiet miał miejsce w hotelu Domina, był tort i szampan oraz życzenia dla jubilatów, bowiem, oprócz pana Manfreda przybył jeszcze jeden 70 - latek - Radzisław Dratwa. - Oprócz mnie znaleziono jeszcze dwie osoby urodzone w tym dniu - opowiada Dratwa, który w hotelu pojawił się z żoną. - Przyszedłem tylko ja. Reszta może już umarła albo wyjechała z Poznania - mówi pan Radzisław.
Kruska był zachwycony imprezą, na która przybyli jego najbliżsi - żona i wnuk z narzeczoną oraz syn jego brata. Związki Manfreda Kruski z Paoznaniem są dość zawiłe. - Wyjechaliśmy stąd z rodzicami w 1940 r. Wróciłem tu 20 lat później w dość niecodziennych okolicznościach. Wygrałem konkurs na plakat związany z Konkursem Chopinowskim. Nagroda wynosiła 30 tys. zł - przyznano mi ją pod warunkiem, że całą tę sumę wydam w Polsce - uśmiecha się Kruska. - Załatwiono mi w związku z tym roczny pobyt na warszawskiej ASP. Odwiedziłem też wtedy Poznań.
Po raz kolejny Kurska pojawił się na Wielkopolsce po upadku komunizmu, od tego czasu bywa w Poznaniu regularnie. - Staram się reklamować to miasto wśród moich rodaków - mówi. - Przekonuję ich, że nie tylko Rzym i Paryż są godne odwiedzenia; że tuż za wschodnią granicą leży takie piękne miasto, które nazywa się Poznań.
Solaris Bus & Coach podsumowanie półrocza
Zobacz całość »W pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku firma Solaris Bus & Coach sprzedała łącznie 205 pojazdów. Z tych autobusów tylko 7 sztuk to autokary Solaris Vacanza.
Przeważająca większość autobusów sprzedawanych przez firmę to autobusy miejskie. Na uwagę zasługuje fakt, iż wśród sprzedanych 82 Solarisów Urbino, aż 14 z nich to autobusy napędzane CNG, czyli sprężonym gazem ziemnym. Wśród nowych projektów firmy jest także autobus miejski o napędzie hybrydowym (spalinowo-elektrycznym).
Jaki jest tegoroczny sezon żeglarski Akademii Świętokrzyskiej?
Zobacz całość »W lipcu rejsy Akademii Świętokrzyskiej zostały odwołane, natomiast te sierpniowe cóż... większość chętnych to nie studenci. To co kiedyś przyciągało żaków teraz nie ma już takiego powodzenia.
Powodem tego są głównie finanse, Akademia Świętokrzyska skupia studentów z ubogich środowisk, podkieleckich wsi. Majętni młodzi ludzie idą na studia do większych miast bądź studiują w prywatnych szkołach.
Flotylla Akademii Świętokrzyskiej jest jedną z największych na Mazurach, obecnie posiada osiem żaglówek z czego siedem regularnie pływa ze studentami. Zajmuje się nim Studium WF AŚ natomiast rejsy prowadzą pracownicy placówki. Z zaplanowanych na ten sezon rejsów jedynie sierpniowy dojdzie do skutku. Jednak jedynie część uczestników to studenci, reszta to pracownicy Akademii lub absolwenci.
120 studentów mogłoby wziąć udział w rejsach jednak ta liczba zatrważająco spadła do około 30-tu. Dlaczego tak się dzieje skoro kilka lat temu na rejsy zapisywało się więcej chętnych niż przewidywano miejsc?
Jeden z kieleckich sterników wypowiada się na ten temat - To jest skandal. Państwowa uczelnia utrzymuje za pieniądze podatników żaglówki, ale nic nie robi, żeby je udostępnić studentom. Jak brakuje chętnych, to trzeba obniżyć koszty!
W 2003 roku rejsy skrócono z 14 do 12 dni a mimo to opłata dla studentów wzrosła z 350 do 380 złotych w co wliczone jest ubezpieczenie, utrzymanie łodzi oraz zarobki i diety dla pracowników studium. Kierownik Studium WF Rafał Pawłowski twierdzi - Faktem jest, że frekwencja jest bardzo słaba, ale nie jest to efekt naszego złego działania. Na uczelni w tym roku zorganizowano bardzo dużą akcję plakatową oraz inne formy promocji, ale niestety nie przyniosło to skutku. Dziś jest tak, że jak ktoś tylko może to jedzie za granicę, żeby zarobić pieniądze. Dla porównania: opłata za obóz narciarski w Bukowinie wzrosła do ok. 420 zł, czyli o 60 zł, i frekwencja była prawie stuprocentowa. Dlaczego? Bo studentom nie opłaca się wyjeżdżać do pracy na dwa tygodnie i to zimą - tłumaczy kierownik Pawłowski.
"Gazeta wyborcza" dotarła jednak do dokumentów z których jasno wynika, że z 55 tysięcy kosztów rejsów aż 53 tysiące to wynagrodzenia dla pracowników Akademii...
Władze uczelni nie są w stanie obniżyć tych kosztów, żaglówek nie sprzedadzą i liczą na poprawę koniunktury i więcej chętnych do wyjazdu pod żagle. Być może uczelnia powinna zająć się nauką studentów, a swoją flotyllę udostępnić komercyjnie ogranizatorowi, który będzie wiedział jak ją zagospodarować z korzyścią dla wszystkich.
Plaża w Paryżu!
Zobacz całość »Żeby zażywać kąpieli słonecznych na plaży niekoniecznie trzeba wyjeżdżać nad morze. Przekonali się o tym mieszkańcy Paryża, dla których po raz piąty władze francuskiej stolicy zafundowały plażę w samym centrum miasta.
Turyści jak i mieszkańcy stolicy Francji mogą się wylegiwać na rozgrzanym piasku lub bujać na hamaku wśród tropikalnej roślinności. Paryską plażę odróżnia od tej prawdziwej jedynie brak dostępu do morza. Nawet umiejscowienie jej nad Sekwaną nie załatwia problemu, ponieważ ze względu na prądy i pływające statki kąpiel w rzece jest zakazana.
Letnia plaża w centrum Paryża pojawia się od pięciu lat i jest stworzona głównie dla tych, którzy nie mają czasu, bądź funduszy na wyjazdy nad Riwierę lub inne atrakcyjne miejsca.
Nowością tego sezonu jest stworzenie plaży na drugim brzegu Sekwany, gdzie został zacumowany statek Josephine Baker, który jest jednocześnie pływającym basenem, barem i siłownią.
Adriatyk sprzedaje przewodniki Pascala
Zobacz całość »Adriatyk zaoferował swoim agentom nowe źródło przychodu. Dzięki zawartej umowie z wydawcą przewodników Pascal, biura i agencje mają szansę zarobić na ich sprzedaży.
Agent Adriatyku może kupić przewodniki Pascala i potem je może z odpowiednio dużą marżą odsprzedać swoim klientom. Według Adriatyku zaoferowane warunki sprzedaży przewodników są wyjątkowo korzystne dzięki wysokiej prowizji, długim terminom spłaty i bonusom.
Z pewnością jest to droga w dobrym kierunku, jednak jeśli agenci nie będą mogli zwrócić towaru po sezonie, może się okazać, że jesienią zostaną oni z półkami tanio kupionych, lecz nie sprzedanych przewodników. Adriatyk spóźnił się ze swoim pomysłem o kilka miesięcy.
::: 2006-07-25 :::
Konkurs na najlepsze Centrum Informacji Turystycznej!
Zobacz całość »Polska Organizacja Turystyczna ogłosiła już II edycję konkursu na najlepsze Centrum Informacji Turystycznej 2006. Celem konkursu jest wyłonienie najlepszych punktów informacji turystycznej w kraju oraz zwiększenie zainteresowania władz samorządowych i lokalnych tworzeniem sieci informacji turystycznej i podniesieniem jakości usług świadczonych przez placówki IT.
Udział w konkursie mogą wziąć wszystkie punkty informacji turystycznej, działające zgodnie z zasadami i standardami Polskiego Systemu Informacji Turystycznej.
Podczas oceny będą brane pod uwagę takie elementy jak: lokalizacja placówki, wygląd, funkcjonalność i estetyka wnętrza, dostępność dla turystów, w tym także niepełnosprawnych, godziny pracy, kwalifikacje pracowników, w tym znajomość języków obcych, jakość, zasięg i kompletność udzielanych informacji oraz zaopatrzenie w materiały informacyjno-promocyjne.
W II edycji konkursu nie mogą brać udziału Centra Informacji Turystycznej, które zostały nagrodzone w poprzedniej edycji.
Organizatorzy chcą wyłonić trzy centra, którym zostaną przyznane nagrody pieniężna - w ubiegłym roku o nagrody walczyło około 40 punktów IT. Za kolejne miejsca można było otrzymać w 2005 roku 5 tys. zł, 4 tys. zł oraz 3 tys. zł. - W tym roku kwoty te będą na pewno większe - zapewnił Idzikowski. Dodał, że POT chce przeznaczyć dodatkowe 3 tys. zł na nagrody dla laureatów.
Centra mogą zgłaszać swój udział w konkursie do 29 września 2006 r.
Norwegian Air zaliczył wzrost!
Zobacz całość »Norwegian Air, tani norweski przewoźnik, w samym tylko czerwcu przewiózł 475 tys. pasażerów. Wynik ten jest o około 155 tys. lepszy niż w tym samym miesiącu ubiegłego roku.
40 procentowy zrost odnotowano tez na trasach krajowych, natomiast wskaźnik wypełniania miejsc wzrósł do 85 proc. w porównaniu z 78 proc. w czerwcu roku 2005.
Na trasach międzynarodowych przybyło o 48 proc. podróżnych. Te dobre wyniki to efekt uruchomienia kilkunastu nowych tras. Norwegian Air od kwietnia lata z Krakowa, Warszawy i Wrocławia m.in. do Sztokholmu, Rzymu, Mediolanu, Dublina i Aten.
Reklama Pizza Hut na paragonach z TESCO
Zobacz całość »Kampania reklamowa Pizza Hut rozpoczęła się 20 lipca, na każdym paragonie kasowym z TESCO w Gliwicach znajdziemy reklamę restauracji z ofertą promocyjną na pizzę.
Jedyna polska firma, która oferuje reklamy modułowe na paragonach to agencja New Brand. Kampania trwać będzie miesiąc i przewiduje dotarcie do 400 000 klientów hipermarketu. Jest to dobry pomysł na szybkie dotarcie do dużej grupy potencjalnych klientów.
Najsłynniejsze kurorty w Bułgarii
Zobacz całość »Bułgaria to ziemia, na której wiele ludów odznaczyło swoją historię - Trakowie pozostawili grobowce, Ryzmianie - amfiteatry, Bizantyńczycy - cerkwie, a komuniści - rdzę i beton. Takie same pozostały tylko góry, plaże i morze.
Bułgaria sprzed 20 lat to już nie ta sama kraina co dziś - nowe hotele, deptaki, szpalery i sklepiki urozmaiciły krajobraz kurortów, choć nie brak też szpecących socrealistycznych budynków. Na turystów czekają takie atrakcje jak bungee, pływanie skuterem, rejs statkiem po Morzu Czarnym czy latanie na spadochronie ciągniętym przez motorówkę.
Plaże są czyste, zadbane i sprzątane każdego wieczoru, w największych kurortach słychać język rosyjski, angielski, niemiecki, no i polski, turyści coraz częściej wybierają Bułgarię, ponieważ przyciąga ich nie tylko kusząca cena pobytu, ale też czysta nie szczypiąca woda morska, piaszczyste plaże, coraz wyższy standard usług i mniejsze ryzyko problemów żołądkowych.
Słoneczny Brzeg jest najchętniej wybieranym kurortem w Bułgarii. Założony w latach 60. po dziś dzień się rozwija i rozbudowuje. Plaża ciągnie się przez osiem kilometrów, natomiast morze jest na tyle płytkie przy brzegu, że jest to miejsce stworzone dla rodzin z dziećmi.
Życie tętni nie tylko na plaży, ale też na ulicach, gdzie turysta znajdzie moc atrakcji, spośród restauracji na uwagę zasługuje Jużni Noszti. Co wieczór serwują tam program artystyczny (np. balet, połykanie ognia, akrobatyka) oraz świetnie jedzenie za dobrą cenę.
Innym znanym kurortem są Złote Piaski z czterokilometrową plażą i umieszczonymi wzdłuż niej hotelami. Atrakcją są źródła ciepłej wody mineralnej, wykorzystywane do zabiegów odnowy biologicznej. Złote Piaski są spokojniejsze od Słonecznego Brzegu, przyjeżdża tam więcej starszych turystów i jak wynika z obserwacji mniejszości seksualnych. Dno morskie jest piaszczyste i niebezpieczne, ponieważ szybko robi się głęboko. Jedynym minusem jest fakt, że miejsc hotelowych jest tu więcej niż miejsc na plaży, więc jeśli ktoś nie lubi tłoku, powinien wybrać inne miejsce.
Największym miastem wybrzeża jest Warna, o której mówi się, że jest letnią stolica kraju. Z Polską łączy to miasto król Władysław Warneńczyk, który poległ w Warnie w 1444 r. w bitwie z Turkami. W centrum miasta można zwiedzić katedrę Najświętszej Marii Panny wzniesioną w 1886 r. Godne odwiedzenia jest też muzeum archeologiczne, w którym zobaczyć można wystawę skarbów trackich. Bułgarzy uważają lud tracki za swoich przodków. W muzeum tym prezentowane są rzeczy odkryte w grobach z epoki miedzi, czyli sprzed 6-7 tys. lat, jednym z najciekawszych jest dziewięć złotych naczyń o łącznej wadze 12,5 kg z XIII w. p.n.e. Na każdym naczyniu wyryte są sceny z wojny trojańskiej.
Miejscowością uwielbiana przez turystów z uwagi na malownicze widoki jest Bałczik - miasteczko położone na klifach. Największą atrakcją tego miasteczka jest pałac rumuńskiej królowej Marii, która w 1936 r. kazała wznieść na schodzącym do morza wzgórzu letnią rezydencję zwieńczoną minaretem. Dodać trzeba, że w czasach międzywojennych ten teren należał właśnie do Rumunii. Pałac można zwiedzać, podobnie jak okalające go ogrody.
Nieco dalej na północ leży przylądek Kaliakra, który powstał z wapienia o czerwonawym zabarwieniu. Na półwyspie stoi pomnik, który upamiętnia legendę głoszącą, że okresie podboju tych ziem przez Turków Osmańskich czterdzieści miejscowych kobiet związało się warkoczami i rzuciło do morza, nie chcąc oddać się najeźdźcom. Przylądek Kalikara można obejrzeć wieczorem wykupując rejs i kolekcję na statku i będzie to na pewno niezapomniany widok.
Nesebyr to z kolei miejscowość leżąca na południe od Słonecznego Brzegu, 1000 lat przed Chrystusem założyli ją Trakowie na wyspie, która jest dziś półwyspem. Na 500 m kw stało tu niegdyś pięćdziesiąt cerkwi, wiele się zachowało, a najstarsza pochodzi z XI w. Nesebyr to miejsce godne zwiedzenia z uwagi na labirynt uliczek z pięknymi XIX - wiecznymi domami.
Krajobraz
Bułgarski krajobraz to pola, horyzont ze żniwami w pełni, plantacje róż i tytoniu i olbrzymie zagony kwitnących słoneczników i lawendy, które tworzą kontrastowy widok. Niestety w widoki te często wplata się coś co wygląda na upadły PGR, strasząc powybijanymi szybami. Niestety żeby dotrzeć do zabytkowych starówek trzeba przebić się przez postindustrialne przedmieścia, które dobrze znane są Polakom.
Polski turysta zapłaci za akcję ratunkową w słowackich Tatrach
Zobacz całość »50-letni Polak, który w sobotę przeżył porażenie pirunem w słowackiej części Tatr, opuścił na własną rękę szpital w Żylinie. Przygotowywany jest dla niego rachunek, jaki bedzie musiał pokryć za udzieloną mu przez górskich ratowników pomoc.
Polak nie posiadał przy sobie żadnej polisy, a to oznacza, że szpital, w którym przebywał ma prawo pobrać od niego 20 580 koron za 24-godzinne leczenie. Wydatki oblicza również lotnicze pogotowie ratunkowe. Jezeli poszkodowany w wypadku Polak nie posiadał Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego bedzie musiał zapłącic wystawiony rachunek z własnej kieszeni.
Od 1 sierpnia pomoc udzielama przez Horską Zachranną Slużbę (HZS) jest płatna, o czym nie wie również wielu Słowaków. W zeszłym tygodniu po dwudniowej akcji poszukiwawczej udało sie odnaleźć 10 - letniego Thomasa, który nie był ubezpieczony. Jego rodzice muszą teraz zapłacić za akcję ratunkową i poszukiwawczą 680 tysięcy koron, czyli równowartość ok. 68 tys. złotych.
Do zdarzenia doszło w sobotę. W okolicach Małej Fatry od uderzenia piorunem na miejscu zginęła 36 - letnia Polka, natomiast jej 50 - letni mąż przezył choć był w szoku i doznał poparzeń. W akcji ratowniczej wzięło udział ośmiu ratowników.
Lubuskie: We wrześniu odbędzie się egzamin na pilotów wycieczek i przewodników turystycznych
Zobacz całość »Lubuska Organizacja Turystyczna LOTur poinformowała, że Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego organizuje egzamin dla kandydatów na przewodników turystycznych i pilotów wycieczek.
Egzamin na przewodników turystycznych odbędzie się:
27 września 2006 roku o godzinie 11:00 w siedzibie PTTK,
Oddziału Powiatu Żarskiego w Żarach przy ul. Wyszyńskiego 11, 68-200 Żary - dla kandydatów z Żar i okolic
28 września 2006 roku o godzinie 10.00 w siedzibie UM Województwa Lubuskiego
przy ul. Podgórna 7, 65-035 Zielona Góra, w Sali Kolumnowej - dla pozostałych kandydatów
Egzamin na pilotów wycieczek odbędzie się:
28 września 2006 roku o godzinie 10.00 w siedzibie UM Województwa Lubuskiego przy ul. Podgórna 7, 65-035 Zielona Góra, w Sali Kolumnowej
Od kandydatów wymaga się złożenia wniosku o dopuszczenie do egzaminu dla pilotów wycieczek lub przewodników turystycznych.
Do wniosku należy dołączyć:
- zaświadczenie o ukończeniu szkolenia i odbyciu zajęć praktycznych zgodnie z treścią upoważnienia marszałka województwa dla organizatora szkolenia, jeżeli jest to pierwszy egzamin,
- w przypadku art.22a ust.1 ustawy z dnia 27 sierpnia 1997r. o usługach turystycznych (Dz. U. Nr 55, poz.578 z późn.zm.) legitymację przewodnika turystycznego wydaną przez instytucje wymienione w art.49 ust.1 ustawy (lub kserokopię legitymacji potwierdzoną za zgodność z oryginałem notarialnie lub urzędowo),
- potwierdzenie wniesienia opłaty egzaminacyjnej.
Wszystkie dokumenty należy przesyłać na adres:
Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego,
Departament Organizacyjno - Prawny, Oddział Promocji Turystyki
ul. Podgórna 7, 65-057 Zielona Góra,
Wniosek wraz z załącznikami można też złożyć osobiście w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubuskiego przy ul. Podgórna 7, 65-057 Zielona Góra w pokoju 32.
Opłaty, które należy uiścić:
- za złożenie wniosku 5,00 zł w formie znaczków skarbowych,
- za każdy załącznik 0,50 zł w formie znaczków skarbowych,
- za część teoretyczną egzaminu 120,00 zł (nie później niż 14 dni przed terminem egzaminu),
- za część praktyczną egzaminu 120,00 zł - w przypadku egzaminu na przewodnika turystycznego,
- za część praktyczną egzaminu 80,00 zł - w przypadku egzaminu na pilota wycieczek.
Opłaty za egzamin praktyczny wnosi się po zdaniu części teoretycznej.
Należność za egzamin należy przesyłać na konto:
BZ WBK SA 1 O/Zielona Góra,
94 1090 1535 0000 0001 04976 7654
z dopiskiem: egzamin dla pilotów wycieczek lub przewodników turystycznych
Wszystkie dokumenty muszą być złożone w oryginałach, odpisach lub kopiach poświadczonych urzędowo lub notarialnie.
Dodatkowych informacji udziela:
Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego,
Departament Organizacyjno Prawny, Oddział Promocji Turystyki
ul. Podgórna 7, 65-035 Zielona Góra,
tel. 068 4565 253, 068 4565 222, 4565 460, 4565 268.
::: 2006-07-26 :::
Nowe Miasto gratka dla turystów
Zobacz całość »O wieku Nowego Miasta stanowi nie tylko data przyznania praw miejskich czyli 27 grudnia 1400 roku przez księcia mazowieckiego Siemowita IV, ale również wykopaliska. Świadczą one, że już kilka tysięcy lat przed naszą erą ten wysoki brzeg Pilicy był zamieszkany. Zatrzymywały się tu karawany kupieckie na popas i przygotowywały do pokonania brodu. To również tędy przebiegał prastary "szlak bursztynowy" a później, już w czasach nowożytnych, szlak handlowy biegnący znad Bałtyku na południe Europy, także jego "odnoga" biegnąca z Torunia do Lwowa i dalej do Turcji, na Wschód. Na coroczny jarmark w dniu św. Marcina już w XVI wieku ściągali kupcy z całej Rzeczpospolitej.
Najciekawszym a zarazem najmniej znanym epizodem z dziejów Nowego Miasta jest przełom XIX/XX w., kiedy właśnie tu, począwszy od 1873 roku "do wód" zjeżdżali kuracjusze z całej Europy. Mało kto wie, że miejscowe źródła wody leczniczej miały zbawienne działanie dla chorych na gruźlicę, otyłość a także choroby nerwowe.
Zjeżdżali tu kuracjusze z całej Europy - nawet z Londynu, Paryża i Madrytu oraz Petersburga. Specjalne powozy zakładu dowoziły tu niegdyś pacjentów z Warszawy i Skierniewic - wówczas jednej z głównych stacji Kolei Warszawsko - Wiedeńskiej oraz Opoczna.
Z polskich sław często bawił tu Bolesław Prus, Eliza Orzeszkowa, Narcyza Żmichowska, której są to rodzinne strony, Henryk Sienkiewicz, Maria Konopnicka, Maria Rodziewiczówna. Był to wówczas bardzo modny, elegancki kurort - często koncertował tu Ignacy Paderewski. Dopiero I wojna światowa zniszczyła wielki zespół budynków i całe przedsięwzięcie, którego nie dało się odratować pomimo licznych starań związku miejscowych lekarzy i mieszkańców.
Pozostały tylko resztki parku
Obecnie największym atutem Nowego Miasta jest jego położenie, liczne zabytki i piękne okolice - wciąż "pełne wód", ale nie źródeł, lecz krętej Pilicy, jej dopływu czystej Drzewiczki oraz 300 ha wielkich stawów, utworzonych w widłach tych rzek - w Gostomii i Wólce Magierowej. Terby te to prawdziwy raj dla dzikiego ptactwa i…wędkarzy. Rozciągają się tam rozległe kompleksy lasów - ponad 3000 ha pięknych drzew, malowniczych dróg i leśnych duktów. Tereny te są wymarzonymi trasami dla rowerzystów i koniarzy.
Materiał do zwiedzania mają także historycy, świadczą o tym liczne zabytki - od zespołu klasztornego o.o. kapucynów w Nowym Mieście z przebogatą biblioteką pełną starodruków po Łęgonice z XVIII-wiecznym drewnianym kościołem i Górkę Zgody, gdzie zbuntowany hetman Lubomirski zawarł ugodę z Janem Kazimierzem.
Gratką jest też sama dzika, kręta, często wylewająca i tworząca nowe koryta czy rozległe plaże Pilica to jeden z najpiękniejszych szlaków kajakowych w Polsce, od swych źródeł po ujście do Wisły.
Niegdyś biegł tu ważny wodny szlak handlowy, o czym świadczą nazwy wielu miejscowości, takich jak Binduga, ponieważ tak się zwał jeden z typów "pojazdów wodnych" kursujących niegdyś licznie po rzekach Rzeczpospolitej.
Nowe Miasto było szczególnie ważnym przystankiem na tej drodze, bowiem wysoki brzeg stanowił świetny punkt orientacyjny.
Szczególnie malowniczy widok przykuwa wzrok nadjeżdżających od strony Kielc i Radomia - znajduje się tam położony na wysokim brzegu Pilicy piękny, późnobarokowy pałac Małachowskich z 1756 r.
W budynku, który ciągle znajduje się w dobrym stanie, podczas powstania styczniowego, w czerwcu 1863 roku, rozegrał się bardzo ciekawy epizod. Otóż Dionizy Czachowski, po stoczeniu zwycięskiej bitwy, wymykał się silnym oddziałom rosyjskim. Żołnierze Czachowskiego modlili się o bitwy, woleli ryzyko śmierci od niezwykle forsownych marszów dniem i nocą, do jakich zmuszał ich komendant.
Czachowski zasłynął z zaskakujących manewrów, bowiem pojawiał się tam, gdzie nikt się go nie spodziewał. Tak też było i wtedy podczas powstania. Dotarł on w okolice Nowego Miasta i zapadł w głębokich lasach, na prawym, niskim brzegu Pilicy, pomiędzy Nowym Miastem a Białobrzegami. Tuż przed zachodem słońca nagle zawrócił, pokonał most, zaraz go rozebrał, postawił straże i wkroczył do miasta. Mieszkańcy zgotowali mu triumfalne powitanie i urządzili na jego cześć huczną zabawę na rynku w sercu miasta, która trwała do północy.
Lech Wałęsa przeciwko Wizz Air!
Zobacz całość »Prezydent Lech Wałęsa chce wprowadzić zakaz lądowania na gdańskim lotnisku dla samolotów taniego przewoźnika Wizz Air.
Kontrowersje wzbudziła reklama linii, która zawisła w hali odlotów lotniska Londyn Luton - zachęca ona do odwiedzania Gdańska, jednak nie ma tam mowy ani o lotnisku im. Lecha Wałęsy, "Solidarności", stoczni gdańskiej, czy choćby bursztynach. - Wódka i śledź tylko za 2,5 funta. Chce ci się pić i jeść - leć do Gdańska - namawia po angielsku reklama.
Akcja promocyjna skierowana jest dla młodych Brytyjczyków, ponieważ w Anglii puby są czynne tylko do 23, natomiast w Polce całą noc, a alkohol można kupić za pół darmo.
Skutki takich promocji odczuwa między innymi Kraków, do którego coraz częściej przylatują Brytyjczycy chamsko zachowujący się w lokalach.
Lech Wałęsa twierdzi, że promowanie alkoholowego oblicza Gdańska jest niedopuszczalne. - Będę się domagał wprowadzenia zakazu lądowania dla tych linii na lotnisku mojego imienia. Nie chcę, by ludzie zjeżdżali się tu na pijaństwo. Kiedy tworzyliśmy w Gdańsku historię Europy, alkoholu w ogóle nie piliśmy - podkreśla. Zapowiedział również, że spotka się w tej sprawie z marszałkiem województwa i władzami Trójmiasta, którzy mają większość udziałów gdańskiego lotniska.
Wizz Air próbuje się bronić. - Nie chcemy uczestniczyć w żadnych grach politycznych. Jesteśmy linią, która dostarcza atrakcyjne loty milionom Polaków i tym, którzy pragną zobaczyć ten kraj. A z tym, co się dzieje w Krakowie, nie mamy nic wspólnego, bo tam nie latamy - pisze w oświadczeniu Natasa Kazmer, rzeczniczka linii.
W Łodzi wykoleił się pociąg pasażerski!
Zobacz całość »We wtorek w samo południe doszło w Łodzi do wykolejenia się pociągu relacji Gdynia - Katowice. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało.
Pociąg pasażerski wjechał pod wiadukt na skrzyżowaniu ul. Niciarnianej i Przybyszewskiego i jechał w stronę stacji Łódź Widzew.
- Lokomotywa i cztery pierwsze wagony przejechały bez problemów. Cztery ostatnie zjechały nagle na sąsiedni tor. Dwa wagony w ogóle wypadły z szyn - mówi dyspozytor Polskich Kolei Państwowych.
Gdyby choć jeden z wagonów się przewrócił, mogłoby dojść do tragedii. - Od razu pasażerów autobusy przewiozły na stację Łódź Fabryczna, gdzie wsiedli do innego pociągu i pojechali do Katowic - dodaje dyspozytor.
Tymczasem po wypadku na miejscu pojawiła się specjalna komisja kolejowa. - Badamy, czy doszło tu do nieszczęśliwego zdarzenia, czy też ktoś jednak majstrował przy zwrotnicy - informuje Mirosław Micor, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. - To jednak trochę potrwa.
Zdaniem komisji przyczyny wykolejenia pociągu znane będą nie wcześniej niż za dwa dni. - Na pewno nie zawinił tu upał - powiedział jeden z ekspertów. - Nie ma się jednak co oszukiwać, że pasażerowie mieli sporo szczęścia. Gdyby do wykolejenia doszło kilkadziesiąt metrów wcześniej, wagony mogłyby uderzyć w słupy podpierające wiadukt i stoczyć się z nasypu. Dobrze też, że torem, gdzie przeskoczyły wagony nie jechał żaden inny pociąg.
PKP poinformowało, że pociągi relacji Gdynia - Katowice nie będą kursowały przez stację Łódź Widzew przez najbliższą dobę, ponieważ na miejscu wypadku trzeba naprawić 100 metrów torów i trakcji elektrycznej.
SINDBAD pomógł niemieckiej policji rozbić gang!
Zobacz całość »Na początku lipca w południowych Niemczech z parkingu został skradziony luksusowy autokar należący do Prywatnego Biura Podróży SINDBAD z Opola. Wartość pojazdu wynosiła blisko 250 tysięcy euro. Na szczęście w pojeździe ukryty był nadajnik GPS, który pozwolił go zlokalizować.
Dzięki tej informacji niemieckiej Policji Kryminalnej ze Stuttgartu udało się rozbić międzynarodowy gang zajmujący się kradzieżami luksusowych autokarów na terenie Europy Zachodniej. Wartość odzyskanych pojazdów policja wyceniła na blisko 1,5 miliona Euro.
Złodzieje działali wyjątkowo skutecznie i profesjonalnie. W małej bawarskiej miejscowości Gersthofen, w pobliżu miasta Augsburg w Niemczech założyli oficjalną firmę - agencję reklamową, która miała specjalizować się w oklejaniu samochodów ciężarowych i autokarów. Do tego celu wynajęli sporych rozmiarów halę przemysłową nie budząc żadnych podejrzeń, nawet swoich bezpośrednich sąsiadów - olbrzymiego salonu Mercedesa. W firmie, która zajmuje się umieszczaniem na pojazdach różnorodnych reklam, nikogo nie dziwiło, że do hali wjeżdżały i wyjeżdżały różnorodne autokary.
Nocą włamywano się do pozostawionych na parkingach w różnych częściach południowych Niemiec luksusowych autokarów, złodzieje je uruchamiali i przewozili do wynajętej w tym celu hali. Łupem padały autokary drogich marek, głównie Setra i Mercedes.
Autokary musiały być wcześniej śledzone, gdyż przestępcy doskonale wiedzieli, że autokar pozostaje przez całą noc na parkingu. Jedyny problem stanowiło przemieszczenie autokaru do wynajętej hali. Jednak jadące nocą niemieckimi autostradami luksusowe autokary nie wzbudzały żadnych podejrzeń policji. Chociaż w przypadku niespodziewanej kontroli sprawa wyszłaby na jaw, że pojazd jest skradziony.
Przestępcy mieli dużo szczęścia i wszystko doskonale funkcjonowało. Kradzione autokary wjeżdżały do hali, gdzie były poddawane przestępczej obróbce, a więc przebijaniu numerów, likwidowaniu naklejonych reklam firm, do których należały autokary. Dodatkowo krótko później autokary zostały oklejane logiem znanego, legalnie działającego i nie mającego żadnego związku ze złodziejami, chorwackiego przewoźnika autokarowego CAZMATRANS. Przykręcano też chorwackie numery rejestracyjne i w ten sposób przygotowane autokary ruszały w drogę na Bałkany, najprawdopodobniej do Serbii.
W okresie od 6 do 10 lipca 2006 roku skradziono w południowych Niemczech 5 luksusowych i drogich autokarów: w Lindau, Norymberdze, Stuttgarcie, Monachium i Pforzheim. Właśnie w tej ostatniej miejscowości w nocy z 9 na 10 lipca z parkingu zniknął autokar należący do opolskiego "Sindbada". Półroczny, bialutki autokar z numerem bocznym 43 na opolskich numerach rejestracyjnych był jednym z najnowocześniejszych autokarów we flocie Sindbada. Dzień przed kradzieżą przyjechał kursem liniowym z Polski i tradycyjnie został zaparkowany przez kierowców na parkingu w niemieckim Pforzheim. Następnego dnia, wczesnym rankiem dyspozytorzy firmy Sindbad w Opolu sprawdzali dzięki nowoczesnemu systemowi monitoringu autokarów Sindbada, który firma wykorzystuje w celach logistycznych i stwierdzili, że autokar nagle znalazł się nieopodal Augsburga, czyli 300 km od miejsca gdzie go pozostawiono.
O fakcie zniknięcia opolskiego autokaru została poinformowana niemiecka policja w Pforzheim, a sprawę przejęła policja kryminalna. Thomas Fritz z Federalnego Urzędu Kryminalnego ze Sttutgartu poinformował - Dzięki satelitarnemu systemowi lokalizacji pojazdów, w jaki był wyposażony polski autokar ustaliliśmy, iż skradziony pojazd najprawdopodniej znajduje się w hali przemysłowej w miejscowości Gersthofen.
Policja rozważała również fakt, że ukryty w autokarze system GPS mógł zostać wcześniej wymontowany przez przestępców, a autokar pojechał w inne miejsce. Thomas Fritz wyjaśnił - Nie przypadkiem akcja policji została nazwana kryptonimem "Sava". To nazwa rzeki przepływającej przez Belgrad - stolicy Serbii. Nasze przypuszczenia potwierdziły się - zatrzymaną grupę przestępczą stanowili obywatele Serbii, Chorwacji i Słowenii.
Dzięki namierzeniu przez system GPS "dziupli" policja niemiecka bacznie obserwowała halę i przeprowadziła akcję zatrzymania przestępców na gorącym uczynku, podczas gdy do hali wjeżdżał kolejny autokar, skradziony kilka godzin wcześniej w Monachium.
Oficjalne przekazanie oraz zwrot odnalezionych autokarów ich właścicielom odbył się w ośrodku niemieckiej Policji w Königsbrunn nieopodal Augsburga. Na policyjnym placu znajdowało się 5 odzyskanych autokarów. Wśród nich opolski autokar Sindbada, na którym widniało już logo chorwackiej firmy CAZMATRANS.
Podczas oficjalnego przekazania autokarów Thomas Fritz z Federalnego Urzędu Kryminalnego przyznał - Gdyby nie system GPS zamontowany w opolskim autokarze zapewne ten jak i pozostałe autokary już lub wkrótce woziłby pasażerów na Bałkanach. Na szczęście stało się inaczej. Dziękuję w imieniu niemieckiej policji firmie Sindbad.
Policja przypuszcza, że zatrzymana grupa przestępców ma związek z wcześniejszymi kradzieżami luksusowych autokarów na terenie Europy Zachodniej.
::: 2006-07-27 :::
Co ciekawego wydarzyło się podczas Globaltica World Culture Festival?
Zobacz całość »Nieco ponad miesiąc temu w Gdyni odbywał się festiwal Globaltica World Culture Festival, podczas którego miały miejsce różne ciekawe wydarzenia artystyczne nawiązujące do tradycji i źródeł etnicznych.
W trwającej od 30 lipca do 8 sierpnia imprezie współcześni artyści mieli okazję do przedstawienia swoich dokonań. Ze względu na kilka rodzajów wyrazu artystycznego program festiwalu podzielono tematycznie, gdzie w poszczególne dni prezentowali się muzycy, pisarze, plastycy i fotograficy.
Pierwszego dnia podczas wystawy fotograficznej odbyła się promocja nowej książki pt. "W dżungli życia" znanej podróżniczki i dziennikarki Beaty Beaty Pawlikowskiej. Przypominamy, że autorka ma na swoim koncie juz dziesięć książek z własnymi fotografiami i ilustracjami. Pośród nich znajduje się pierwsza polska książka opublikowana przez National Geographic. Beata Pawlikowska jest też pierwszą kobietą laureatką prestiżowej nagrody literackiej im. Arkadego Fiedlera Bursztynowy Motyl.
W następne dni festiwalu uczestnicy spotkali się z Mariusem Ivaškevieiusem - popularnym na Litwie literatem, scenarzystą i reżyserem młodego pokolenia - oraz obejrzeli jego film dokumentalny, a także z Danielem Odiją - utytułowanym literatem zmieszkającym w Słupsku.
Miała miejsce również impreza pod hasłem Dnia Ukraińskiego. Udział w niej wziął Teras Prochaśko, pisarz i dziennikarz, znawca kultury huculskiej. Literacką część Globaltiki zamknęło spotkanie z twórcami z Niemiec - Kolją Mensingiem i Florianem Thalhoferem podczas którego zaprezentowali swój film.
W trakcie festiwalu uczestnicy mieli szansę wysłuchać koncertów wielu zespołów muzycznych, degustować potrawy charakterystyczne dla regionu oraz kupić książki i płyty
Marsz z Vezelay dla Europy i pokoju
Zobacz całość »Ponad 400 młodych ludzi z całej Europy zmierzało na przełomie lipca i sierpnia ku romańskiej bazylice św. Marii Magdaleny w Vezelay we Francji, aby wziąć udział w marszu "dla Europy i pokoju", organizowanym przez społeczność franciszkańską. W marszu udział wzięła młodzież z Francji, Belgii, Holandii, Niemiec i krajów Europy Środkowej
Marsz odbył się w ramach uroczystości zorganizowanych w tym roku dla uczczenia 60 rocznicy pielgrzymki w intencji pokoju, która wyruszyła z Vezelay latem 1946 roku
- Po zakończeniu wojny, w 1946 roku, nasi dziadkowie przyszli do Vezelay, aby uczcić pokój - przypominają organizatorzy marszu. 60 lat później proponujemy, by na nowo odnaleźć poczucie braterstwa między młodymi Europejczykami.
Uroczystości w intencji pokoju i Europy rozpoczęły się od pięciodniowego marszu przez Morvan, a następnie od 5 sierpnia przez trzy dni były kontynuowane w samym Vezelay.
Vezelay nalezy do miejsc światowego dziedzictwa kultury i było jednym z największych ośrodków pielgrzymkowych Europy. Wyruszały one stamtąd, drogą zwaną od miasta Limoges Via Lemovicensis, przez Limoges, Perigueux, Saint Sever i Orthez pielgrzymki do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela w Hiszpanii. Trasa ta była jedną z najbardziej znanych i uczęszczanych tras do Composteli, rozprzestrzeniał się nią również styl romański.
Plaga żmij w Polsce
Zobacz całość »W polskich lasach jest co raz więcej żmij zygzakowatych. W niektórych regionach zaobserwowano ich ilość na niespotykaną dotąd skalę. Poza lasami i łąkami na żmije można natknąć się nawet we własnym ogrodzie.
Tak było w przypadku mieszkanki Ciasnej, która została ukąszona przez gada, we własnym przydomowym ogródku. Kobietę niezwłocznie przewieziono do szpitala, gdzie podano jej surowicę.
Jeżeli dojdzie do ukąszenia przez żmiję należy ranę przemyć wodą z mydłem lub samą wodą. Nie wolno miejsca ukąszenia nacinać, wyciskać, wysysać ani zakładać opasek uciskowych - informuje Mirosław Reterski, dyrektor częstochowskiego pogotowia ratunkowego. Następniew ciągu
6-8 godzin trzeba znaleźć się pod opieką lekarz. Jeżeli osoba nie jest uczulona na jad żmiji, to normalna jego dawka nie spowoduje śmierci. Wtedy wystarczy podać surowicę.
Niestety polskie oddziały pogotowia ratunkowego nie posiadają wystarczających zapasów surowicy na jad żmiji. Nie które z nich w ogóle taką nie dysponują. Częstochowskie pogotowie ma tylko 4 ampułki surowicy, po jednej znajdują się w podstacjach w Janowie i Dąbrowie Zielonej oraz w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym na Tysiącleciu.
W przypadku województwa ślaskiego ani na pogotowiu ani w szpitalach nie ma w zapasie antytoksyny na jad żmiji. Jeśli dojdzie do pokąszenia kogoś przez żmiję akcja ratunkową zajmie się Centrum Zarządzania Kryzysowego Wojewody Śląskiego.
Troche inny hotel dla trochę innych klientów
Zobacz całość »Tomasz Czaplak założył w 1994 roku w Lednicy Górnej, koło Wieliczki hotel dla zwierząt. Inspiracją do założenia przedsięwzięcia był pobyt w Paryżu, gdzie tego typu placówki funkcjonują od dawna.
- Ponad 10 lat temu świadomość, po co są takie hotele, była bardzo niska w społeczeństwie. Nasz był drugim w Polsce, stąd osoby, które oddawały swoje czworonogi, nie do końca były przekonane, że odbiorą je całe i zdrowe - mówi Czaplak.
W chwili obecnej w ośrodku jest kilkanaście psów i kotów. Każde zwierzę umieszczone jest w osobnym boksie. Przyjmowane są także króliki, świnki morskie czy tchórzofretki. - Nie przyjmuję płazów, gadów i ptaków, bo, niestety, nie mam wiedzy na temat objawów ich chorób - dodaje właściciel hotelu, zootechnik z wykształcenia.
- Aby otworzyć hotel dla zwierząt, niekonieczne jest wykształcenie kierunkowe - np. Maciej i Leszek Pulchny w połowie lipca otworzyli hotel dla psów na Piaskach Wielkich Starych. - Na ogrodzonym terenie ośmiu arów przygotowanych jest pięć zadaszonych boksów o rozmiarach 3 x 2,5 m. Na razie zamieszkał tu jeden pies, ale wciąż odbieramy telefony od osób zainteresowanych - informuje pan Leszek.
Hotel gwarantuje zwierzęciu wyżywienie i troskliwą opiekę. Każdy z podopiecznych jest osobno wyprowadzany na spacer bądź puszczany na wybieg. Koszt za dobę pobytu wraz z wyżywieniem to 20 - 25 zł za psa, 15 zł za kota. Aby oddać pupila do hotelu, musimy pokazać aktualne świadectwo szczepienia czworonoga przeciwko wściekliźnie, a w przypadku "maluchów" świadectwo szczepień wieku dziecięcego. - Okres wakacyjny to czas wzmożonego zainteresowania naszą placówką, ale zwierzaki przyjmujemy przez cały rok - mówi Tomasz Czaplak.
W Białymstoku naleśniki wracają do łask
Zobacz całość »Naleśnik to typowe dla polskiej kuchni danie. Znamy i lubimy je prawie wszyscy. Nic dziwnego, że w końcu ktoś postanowił otworzyć naleśnikarnię np. w Białymstoku przy ul. Pałacowej 3/1
Okazało się, że był to dobry pomysł gdyż na brak klientów białostocka naleśnikarnia nie narzeka. Do wyboru jest wiele rodzjów naleśników podawanych na słodko lub ostro. Naleśniki są duże o średnicy 40 cm, a nadzienia przeróżne. Niektóre z nich to pomysły samych klientów. - Jesteśmy otwarci na sugestie klientów, często z nimi rozmawiamy, dopytujemy, czego jeszcze chcieliby u nas spróbować- opowiada właściciel lokalu Robert Ostrowski - Hitem, czego się nie spodziewałem - są naleśniki francuskie ze szpinakiem duszonym ze śmietaną, czosnkiem, cebulą. Nawet te osoby, które się zarzekały, że nie zjedzą szpinaku, zachwalają ich smak - dodaje entuzjastycznie.
Sympatyczny klimat jaki panuje w lokalu jest dodatkowym atutem. Nie ma tu głośnej i szybkiej muzyki, dzięki czemu w spokoju można się delektować naleśnikami i rozmową. Wystrój kilku sal też jest przyjemny dla oka. Ściany w kolorach jasnych żółtych i zielono-oliwkowych, drweniane stoły i krzesła, suszone kwiaty. Jednym słowem przyjemnie. Kuchnia i bar są otwarte, tak że goście mogą zobaczyć jak naleśniki są przyrządzane.
Obok naleśników w menu wkrótce znajdą się dania z makaronem, sałatki, desery, smakowa herbata i kawa.
Dal zainteresowanych podajemy dokładny adres lokalu oraz ceny niektórych naleśnikowych propozycji:
Naleśnikarnia, Białystok, ul. Pałacowa 3/1, tel. 085 732 32 22, czynna od poniedziałku do piątku w godz. 10-19,
w soboty godz. 11-17.
Cennik:
Naleśniki na słodko (siedem rodzajów):
- naleśnik z serem białym, rodzynkami i bitą śmietaną - 6 zł,
- naleśniki z wiśniami i gałką lodów śmietankowych - 8 zł,
- naleśnik z chałwą i bakaliami - 7 zł.
Naleśniki Obiadowe (15 rodzajów) :
- śródziemnomorski z tuńczykiem, fasolą zieloną, papryką, cukinią, pieczarkami, cebulką i sosem pomidorowym - 11 zł,
- orientalny - krewetki koktajlowe, marchew, kapusta, kukurydza, groszek cukrowy, grzyby shitake, sos słodko-kwaśny - 11 zł,
- sombrero - wołowina, kukurydza, fasola czerwona i szparagowa, marchewka, seler, groszek, papryka czerwona i żółta, sos pomidorowy - 11 zł,
- grecki - kurczak, bakłażan, cukinia, czerwona papryka, ser feta, sos pomidorowy - 10 zł.
IV edycja warsztatów turystycznych No Frills już 29 i 30 września!
Zobacz całość »29 i 30 września na terenach targowych w Bergamo odbędzie się IV edycja warsztatów skierowanych do świata turystyki (będą otwarte od 9 do 18.30). Pierwsza jej edycja odbyła się w 2004 r. Do chwili obecnej swój udział podczas jesiennej edycji potwierdziło 222 wystawców, co stanowi ponad 10-procentowy wzrost w stosunku do ostatniej ekspozycji, zorganizowanej w marcu z ponad 280 wystawcami.
W związku ze wzrostem liczby zainteresowanych wystawców i rozwojem miast sąsiadujących z Bergamo, targi ma odwiedzić ponad 400. Organizacja zapewnia darmowy transport podczas 2 dni targowych do 24 głównych miast takich jak Bolonia Piacenza, Parma, Reggio Emilia, Modena, Ferrara, Savona, Genova, Milano, Brescia, Como, Sondrio, Mantova, Cremona, Vaarese, Torino, Novara, Alessandria, Cuneo, Venezia, Verona, Vicenza, Padova, Treviso.
Targi No Frills moga się poszczyciś najnowocześniejszą technologią, stanowiącą bonus dla wystawiających i dla zwiedzających. Na stronie targów www.nofrillsexpo.com, użytkownicy będą mogli umówić się na spotkanie z wystawcami i odwrotnie, ponieważ jest to automatyczne zarządzanie, które pozwoli uniknąć kolejek. Strona internetowa umożliwi też sprawdzenie i odświeżenie wiadomości na temat wystawców i ludzi obecnych na wystawie, pomagając odwiedzającym przygotować własny plan jej zwiedzania.
Stoiska będą przystrojone neutralnie, każde będzie wyglądać tak samo, by zapewnić tę samą prezencję wszystkim firmom wystawienniczym. Cena będzie zawierała opłatę za wstęp, parking, lunch plus koszt stałego połączenia z Internetem. Podczas 2 dni wystawienniczych będzie możliwość skorzystania z innych usług takich jak jak przygotowane do zabrania w samochodzie broszury, katalogi, ulotki - zamiast niewygodnego noszenia wszystkich materiałów przy sobie.
Absolutną nowością jest centrum obsługi klienta, które zapewnia 30 opiekunów, asystujących odwiedzającym wystawę oraz odpowiadających na ich pytania i nie cierpiące zwłoki kwestie.
No Frills Expo jest jedną z nielicznych wystaw zapewniających nie tylko przestrzeń wystawienniczą, stoiska i ich wyposażenie, ale także obsługę odwiedzających. Wszystko w sposób stanowiący zachętę do odwiedzenia. Mottem wystawy jest hasło "Bez zbędnych dodatków - naprawdę".
Więcej informacji:
NO FRILLS s.r.l. Travel & Technology
Via A. FABRO, 8 - 10122 Torino - Italy
Tel. +39 011 5162062, Fax +39 011 3719493
e-mail: www.nofrillsexpo.com
Metoda na upały w Rumunii
Zobacz całość »Receptą na upalne dni w Rumunii jest nie tylko Morze Czarne. Na szczytach Gór Fogaraskich leży pół metra śniegu, z którego można dla ochłody ulepić bałwana także pod koniec lipca.
Większość urlopowiczów, wybierających sie do Rumunii, spędza upalne dni nad morzem. Bardzo popularnym celem letnich wycieczek jest również jezioro Bilea, leżące przy szosie transfogaraskiej, na wysokości ponad dwu tysięcy metrów. Z Bukaresztu można tam dojechać już w trzy godziny. Co ciekawe nawet w najgorsze upały panuje tam orzeźwiający chłód, a w okolicy leży śnieg.
W tamtejszym schronisku wszystkie miejsca są pozajmowane i pomimo wysokich cen, turystów tam nie brakuje. Właścicielka schroniska, Niemka ze Stuttgartu jest zdania, że nie spodziewała się takiego szturmu letników. Poza sezonem zimowym nie odwiedza jej bowiem prawie nikt.
Odnaleziono trackie miasto w Turcji
Zobacz całość »- Archeolodzy pracujący w miejscu pozostałości trackiej osady na stanowisku w Tekirdag w północnej Turcji, odsłonili część starożytnego miasta pochodzącego z 2000 r. p.n.e. - donosi serwis internetowy Turkish Daily News.
Według profesor Nese Atik, szefowej grupy naukowców z Wydziału Archeologii na Uniwersytecie Mimara Sinana, która prowadzi wykopaliska, jej zespół jako pierwszy odkrył trackie stanowisko w Turcji. - Oceniając starożytne pozostałości, które udało się odsłonić, jesteśmy przekonani, że cała okolica ok. 2000 r. p.n.e., kiedy to region ten zamieszkiwali Trakowie, była tętniącym życiem miejscem - powiedziała profesor Atik.
Dzięki wydobytym zabytkom naukowcy ustalili, że mieszkańcy miasta byli biegli w wytwarzaniu ceramiki i wyrobów włókienniczych, a także przedmiotów ze złota i srebra. Do muzeum w Tekirdag przekazano 477 znalezionych starożytnych monet i innych historycznych przedmiotów, wydobytych na stanowisku.
Naukowcy twierdzą, że miasto w swoich czasach było prężnym i silnym ośrodkiem portowym. Świadczą o tym fakcie pozostałości dużej fortecy w mieście oraz to, że wśród znalezisk znajduje się wiele okazów zamorskiej ceramiki, pochodzących z V i III w. p.n.e.
Hotel Bielenda SPA na każdą kieszeń
Zobacz całość »W hotelu Bielenda SPA przy ul. Akacjowej w Ustroniu-Poniwiec goście znajdą coś dla ciała i ducha, a wszystko za przystępną cenę.
Hotel położony u podnóża Czantorii ze wszystkich stron otacza las, cisza i spokój. O każdej porze roku widoki z tarasu i okien obiektu zachwycają gości i miejscowych. Dodatkowo hotel posiada korty tenisowe oraz wyciąg narciarski wraz naśnieżanym i oświetlonym stokiem (trasa czerwona o dł 900 m i szer. 80 m), na który wychodzi się wprost z tarasu widokowego restauracji.
Hotel pełni przede wszystkim pełni funkcję SPA, gdzie można poddać się wielu przyjemnym i co najważniejsze poprawiającym urodę zabiegom kosmetycznym. Do najciekawszych z nich zalicza się koloroterapię jacuzzi (kolorowe bąbelki), winoterapię czyli zabiegi z wykorzystaniem czerwonego wina z degustacją włącznie, piling cukrowy. Poza tym goście mogą skorzystać z usług masażystów, wypoczywać w saunie i relaksować w trzech dostępnych gabinetach kosmetycznych. Dla podtrzymania efektów terapii można zaopatrzyć się na miejscu w dobrej jakości kosmetyki Bielendy.
Po dniach wypełnionych górskimi wędrówkami albo zabiegami, goście zaspokoją głód smacznymi daniami kuchni regionalnej serwowanymi w hotelowej restauracji. Podawane porcje są duże i syte. Dobrą opinią cieszą się potrawy z ryb. Podczas posiłku wczasowicze dodatkowo delektują się krajobrazami jakie roztaczają się z okien restauracji.
W Hotelu Bielenda SPA panuje miła i przyjacielska atmosfera dzięki sympatycznemu personelowi. Rozczarowuje nieco niezbyt nowoczesny wystrój wnętrz i kolor samego budynku. Na razie odnowiono kilka pokoi, które urządzono w prostym skandynawskim stylu. Na resztę przyjdzie wkrótce kolej. Hotel obecnie dysponuje 40 miejscami noclegowymi i dwoma domkami sześcioosobowymi. Najważniejsze, że w hotelu można wypocząć i poprawić urodę za rozsądne ceny.
Adres: Spa Bielenda, Ustroń-Poniwiec, ul. Akacjowa 107 tel. (33) 854 32 10, www.bielendaspa.pl
Rooster chce być restauracją przyjazną dzieciom
Zobacz całość »Rooster - knajpa słynąca z roznegliżowanych kelnerek - chce być restauracją przyjazną dzieciom. Zgłoszenie złożyli sami klienci, ojcowie, którzy lubią przychodzić tam z dziećmi.
Piszecie o miejscach dla rodziców z dziećmi. Napiszcie koniecznie o Roosterze. Przychodzimy tu z synami. Knajpa ma wszystko, co potrzeba. Dla dzieci - kącik z zabawkami i bardzo miłą obsługę - napisali w e-mailu dwaj panowie: Karol Miśkiewicz, tata 3-letniego Grzesia, i Adam Opas, tata 4-letniego Adama. Zgłoszenie trochę nas zdziwiło, bo Rooster ma opinię restauracji dla facetów, a nie dla dzieci.
- Wiadomo, że nasze kelnerki, piękne dziewczyny w kusych strojach, przyciągają panów. Jednak z naszej oferty korzystają też inni klienci. Przychodzą księża, zakonnicy i całe rodziny. Matki karmiące piersią dziecko przy stoliku to u nas częsty widok - zapewnia Maciej Ziółko, menedżer lokalu.
Specjalnie dla rodzin wydzielona została w restauracji sala, w której nie wolno palić, pamiętano też o wysokich krzesełkach, dla maluchów i tablicy do rysowania kredą. Specjalnie dla dzieci przygotowano tez menu, mogą zjeść np. shaorma kid's (mięso kurczaka z grilla, frytki, ketchup, cena: 11,90 zł). - Na życzenie rodziców zastępujemy frytki ryżem. Z doświadczenia wiem jednak, że dzieci wolą frytki - mówi Maciej Ziółko. Można też bez problemów podgrzać dziecięcą zupkę albo w przypadku niemowlaków poprosić o udostępnienie biura na czas karmienia.
Żony panów, którzy zgłosili lokal do konkursu zapytane, czy podobają im się te męskie wyprawy z synami odpowiedziały: Dzieci wracają stamtąd zadowolone, mężowie też, a my mamy trzy godziny spokoju.
Co przenieść z Krakowa do Łodzi?
Zobacz całość »Obecnie w tramwaju-ogródku, znajdującym się przy ulicy Piotrkowskiej 102 leją tylko piwo, ale już wkrótce będą w nim rozdawać mapy.
Dziennikarz z "Gazety Wyborczej" wyznał - Łódź i Kraków? Co tu porównywać. Po Krakowie jeżdżą turystyczne ciuchcie na trasie: Wawel - Rynek - Kazimierz. I właśnie tych trzech rzeczy nie ma Łódź.
Łodzianie zgadzają się, że nie mają właśnie ziejącego ogniem smoka, grobowców polskich królów oraz starówki. Ale zaznaczają, że z Krakowa nie chcą przenosić do Łodzi nic poza świetną infrastrukturą turystyczną. Łodzianie mogą się od krakowian nauczyć, jak zachęcać turystów do odwiedzania miasta.
Amerykanin, który odwiedził Łódź był zirytowany - Nie dostałem na dworcu żadnej mapy ani rozkładu jazdy tramwajów i autobusów. Natomiast przy wyjściu z Dworca Głównego w Krakowie, widoczny jest stolik informacji turystycznej. Pracownicy płynnie mówią zarówno po angielsku jak i niemiecku. Rozdają szczegółowe plany miast i informacje o czasowych atrakcjach. W krakowskiej informacji można się też dowiedzieć o możliwych noclegach w mieście. Dodatkowo kilkaset metrów dalej stoi budynek informacji turystycznej, który jest otwarty do późna, nawet w weekendy. Natomiast w Łodzi, Centrum Informacji Turystycznej w godzinach późnopopołudniowych jest już zamknięte.
Kraków ma również bardzo dokładnie oznaczoną drogę do najważniejszych zabytków. W wielu miejscach w mieście można natrafić na strzałki, na których wypisano nazwy atrakcji i odległość do nich. W Łodzi brakuje kierunkowskazów, pokazujących drogę na Księży Młyn, cmentarz żydowski lub do Muzeum Sztuki.
Na krakowskim rynku, w restauracyjnych ogródkach jest mnóstwo gości ze wszystkich stron świata. Pracownicy restauracji nie mają problemów z obsługą zagranicznych gości, gdyż znają języki obce.
Turyści w Krakowie są rozpieszczani. Osoby bardzo leniwe nie muszą nawet sami wymyślać trasy zwiedzania miasta. Mogą po prostu wsiąść do meleksa, stylizowanego na ciuchcie. Turystyczne pociągi zawiozą ich na Kazimierz, przejadą przez rynek, a także dotrą pod Wawel. Podczas takiej wycieczki można podziwiać zabytki, robić zdjęcia, a dodatkowo wysłuchać przez słuchawki w wybranym języku opowieści przewodnika o Krakowie. Natomiast łódzkie agencje turystyczne nie reklamują żadnych swoich programów zwiedzania. Trzeba bardzo dokładnie poszukać w internecie, aby znaleźć ofertę turystycznej grupy Fabricum, która proponuje spacer po Piotrkowskiej i zwiedzanie fabrykanckiej Łodzi.
Nawet Smok Wawelski potrafi na siebie zarobić. Z ziania przez niego ogniem uczyniono dochodowy interes. Znajdująca się przy nim tabliczka informuje, że można wysłać SMS i zamówić sobie indywidualne zianie. Po wysłaniu wiadomości otrzymuje się odpowiedź: "Popatrz na mnie! Właśnie teraz zionę ogniem specjalnie dla Ciebie. SMOK WAWELSKI". Po czym smok zionie ogniem.
Na zionącego smoka, łodzianie nie liczą, ale chcieliby chociażby fabrykanta na Piotrkowskiej, z którym można by było zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.
Krakowianie skarżą się na pijanych Anglików!
Zobacz całość »Można usłyszeć coraz więcej skarg na zachowanie pijanych Anglików, przebywających w Krakowie. Często problemy zaczynają się już na lotnisku. Niedawno pilot samolotu z Londynu zastanawiał się nad awaryjnym lądowaniem, gdyż 15 pasażerów chciało wcześniej wysiąść.
W ostatnim czasie pijanych turystów z wysp jest coraz więcej. Wojciech Kozdronkiewicz, przewodniczący rady I Dzielnicy narzeka - Tanie linie lotnicze przywożą do nas "turystów czwartej kategorii", którzy chcą się tylko wyszumieć. I trudno się dziwić. W Wielkiej Brytanii czy Irlandii puby zamykają o godzinie 23, a u nas kilka razy tańszy alkohol można pić na umór przez całą noc.
Jeszcze jakiś czas temu turyści z wysp odwiedzali Pragę i Budapeszt. Teraz odkrywają Kraków. Wynajmują najtańsze hotele w mieście. Nie są zainteresowani zwiedzaniem zabytków, tylko nocnym pobytem w knajpach.
Najbardziej niegrzeczni są ludzie młodzi. Do niektórych lokali nawet nie są już wpuszczani, aby nie odstraszać innych klientów. Bardzo często nawet taksówkarze odmawiają im kursów. Sikanie do kufli po piwie, głośne śpiewy oraz natrętne zaczepianie dziewczyn jest standardowym zachowaniem wyspiarzy podczas nocnych imprez. Kelnerki nie chcą obsługiwać rozochoconych gości. Studentka zatrudniona w kawiarnianym ogródku na Rynku wyjaśnia - Ile można słuchać wulgarnych komentarzy i chamskich propozycji?
Problemy z rozbawionymi Anglikami zaczynają się już na lotnisku. Pracownik KRK Airport Services, firmy, która zajmuje się obsługują pasażerów i samoloty na lotnisku w Balicach wyznał - Potrafią powiedzieć po polsku "na zdrowie", "dwa piwa" i "kocham cię". Ale często nie potrafią znaleźć paszportu. Najwięcej kłopotów mamy z Anglikami, którzy przyjeżdżają na wieczory kawalerskie i pijani wysiadają już do samolotów.
Zdarzają się też przypadki, że pasażer zasypia podczas odprawy paszportowej albo na taśmie z bagażami. Pracownicy lotniska opowiadają - Niedawno mieliśmy sygnał od pilota lecącego z Londynu, że rozważa awaryjne lądowanie, bo na pokładzie ma 15-osobową grupę pijanych pasażerów, którzy postanowili wcześniej wysiąść. Załodze udało się na szczęście spacyfikować towarzystwo. Na lotnisku podstawiliśmy specjalny autobus. Natychmiast trafili w ręce straży granicznej i policji. A pilot wpisał całą piętnastkę na czarną listę, żeby już nigdy z nimi nie latać.
Za spowodowanie zagrożenia w ruchu lotniczym grożą surowe kary, a nawet więzienie. W Krakowie, na czas piłkarskich mistrzostw świata został powołany przez policję specjalny pluton, który znajdował się na lotnisku i zatrzymywał pijanych podróżnych. Była to wspólna inicjatywa Urzędu Lotnictwa Cywilnego i policji na wszystkich międzynarodowych portach lotniczych.
Pracownicy lotniska zaznaczają, że podróżni upijają się już przed wejściem na pokład samolotu - Kupują alkohol w sklepie bezcłowym. Mogą go wypić na pokładzie, ale często opróżniają butelki jeszcze przed wejściem. Decyzja o niewpuszczeniu ich do samolotu w ostatniej chwili to konieczność wycofania bagażu. I opóźnienia.
Jednak krakowskie statystki policyjne i izby wytrzeźwień przeczą codziennym obserwacjom. W tym roku w placówce przy ulicy Rozrywki trzeźwiało tylko 30 cudzoziemców. W większości byli to goście z Wysp Brytyjskich i Irlandii. Wyspiarze stanowili też najliczniejszą grupę wśród 14 cudzoziemców odnotowanych od czerwca przez śródmiejską policję za przestępstwa i wykroczenia. Szefowa izby wytrzeźwień wyznaje - Pijani cudzoziemcy z reguły sami opiekują się kolegami, którym urwał się film.
Nadkomisarz Robert Strzelecki, zastępca komendanta I komisariatu policji podkreśla - Rachunki za szkody zwykle regulują bez zmrużenia oka.
Kary uniknął młody Anglik, który na początku czerwca spacerował po samochodach zaparkowanych na ulicy Miodowej, a także zniszczył bramę do kamienicy. Za wszystkie szkody zapłacił, a właściciele wycofali sprawę z policji. Irlandczykowi, który podczas papieskiej pielgrzymki nago pokazywał się w hotelowym oknie w pobliżu krakowskiej kurii postawiono zarzut nieobyczajnego zachowanie. Nie pomogły mu nawet tłumaczenia, że z roztargnienia zapomniał się zasłonić.
Nadkomisarz Strzelecki przyznał - Cudzoziemcy to ciągle niewielki ułamek sprawców przestępstw i wykroczeń. Znacznie częściej sami padają ich ofiarą.
Podobnie uważa Monika Jarosz, rzeczniczka krakowskiej straży miejskiej. Jednak w ostatnim czasie straż zwraca większa uwagę na obcokrajowców i nie traktują ich już bardziej ulgowo. Rzeczniczka SM podkreśla - Młody Polak czy Anglik musi tak samo przestrzegać porządku.
Grażyna Leja, pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. turystyki również nie zauważyła poważniejszego problemu z pijanymi cudzoziemcami - Młodzi ludzie na całym świecie lubią czasem zaszaleć, ale jak na tę masę osób, która nas odwiedza z zagranicy, to ekscesów jest zaskakująco mało.
Współpraca tanich linii lotniczych z krakowskimi klubami!
Zobacz całość »Tanie linie lotnicze postanowiły walczyć o pasażerów w modnych miejskich klubach. Przedstawiciele Sky Europe przyznają - Wiemy, że są młodzi, lubią podróżować, a nocami chcą się dobrze zabawić.
W Krakowie przy ulicy Wielopole 15 w trzech znajdujących się na piętrach klubach: klubokawiarnia Łubu-Dubu, Caryca i Kitsch, bawi się w każdego weekendu kilka tysięcy młodych ludzi. Przy samym wejściu wisi wielki baner reklamowy przewoźnika Sky Europe. Przeznaczony jest zarówno do Polaków, jak i zachwyconych niskimi cenami i przyjemną atmosferą obcokrajowców.
Barmanka z Carycy wyznała - Szturmuje nas dosłownie cała Europa plus ekipy ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i Australii. Dominika, studentka filologii rumuńskiej, która przychodzi do Kitschu zauważyła - Ostatnio zaroiło się nawet od młodych Rosjan i Ukraińców z wypchanymi portfelami. Dodała też, że dużo jest w klubie Londyńczyków, którzy przylatują do Krakowa Ryanairem praktycznie co drugi weekend.
Obecnie Kraków stał się bardzo popularnym celem city-breaks, czyli kilkudniowych wypadów tanimi liniami lotniczymi do atrakcyjnych miejsc Europy. Jest to ulubiona rozrywka, szczególnie młodych mieszkańców Wysp Brytyjskich i Irlandii. Niektórzy wyjeżdżą na "tanie imprezowanie" nawet kilka razy w miesiącu. Kraków jest dla ich idealnym miejscem do tego celu.
Zauważyli to już specjaliści od marketingu, którzy pracują dla tanich linii lotniczych. Rozpoczęli reklamowanie tanich lotów w klubach, gdzie bawią się młodzi ludzie.
Eryk Kłopotowski, rzecznik prasowy Sky Europe zaznacza - Naszymi pasażerami są głównie ludzie młodzi lub bardzo młodzi. Przyznaje też, że klubowa ofensywa przewoźnika nie kończy się tylko na banerach reklamowych. Tomasz Bielas, odpowiedzialny za strategie marketingowe w spółce poinformował - Reklama na Wielopolu 15 jest jedną z kilku. Zrobiliśmy rozeznanie w terenie, niektórzy z nas znają zresztą te kluby z autopsji. W Krakowie i Warszawie współpracujemy z kilkoma na zasadzie barteru. Zdarza się, że bierzemy na siebie przyjazd zagranicznego didżeja bądź ponosimy część wydatków związanych z organizacją imprezy. Ale nie robimy tego nachalnie.
Już kilka miesięcy temu, Sky Europe zauważył napływ do Krakowa wielu młodych ludzi rządnych rozrywki. Kłopotowski zaznacza - Zależy nam nie tylko na Polakach, ale na odwiedzających tutejsze lokale cudzoziemcach. Wiemy, że młodzi fanatycy city-breaks jakoś musieli tu się znaleźć i jakoś chcą stąd odlecieć.
Kłopotów związanych z zabawowymi obcokrajowcami w samolotach linie się nie obawiają. Według nich ważniejszy jest wzrost liczby pasażerów.
Sky Europe nie jest jedyną linią, jaka podjęła współpracę z krakowskimi klubami. EasyJet i Wizzair w swoich magazynach pokładowych umieścili informacje dotyczące kilkunastu modnych lokali Krakowa. W zamian ich logo będzie umieszczane na ulotkach i plakatach.
Czasami jednak o wielu formach współpracy przewoźnicy nawet się nie dowiadują. Właściciele klubów kupują z wielomiesięcznym wyprzedzeniem bilety lotnicze, a na tydzień lub dwa przed wylotem losują je wśród stałych klientów lub oferują jako wygrana w konkursach. Współwłaścicielka jednej z dyskotek przy ulicy Szewskiej wyjaśnia - Później wystarczy tylko zmiana nazwiska za kilkadziesiąt złotych, którą bierzemy na siebie. Według niej taka nieoficjalna obecność linii lotniczych pozytywnie wpływa na postrzeganie klubu. Dodaje - Rozmawiam z moimi gośćmi i wiem, że lubią podróżować po Europie. Pokazujemy im w ten sposób, że jesteśmy otwarci na świat. Po wycieczce na Zachód i tak do nas wrócą.
Prasłowiańska kuchnia
Zobacz całość »W podkazimierskim Chodliku archeolodzy odtwarzają potrawy, które stanowiły pożywienie dla mieszkających tam prasłowian.
Zapraszam rano. Ugotuję polewkę z łobody - zachęca Anna Lis. - Kto wie, co to jest tłókno? To tłuczone ziarna, jadane na przykład z olejem lub miodem. - Jest to potrawa zupełnie zapomniana, bardzo wtedy popularna. Tłókno przygotowaliśmy z jęczmienia. Uprażony, własnoręcznie rozkruszyliśmy, wsypaliśmy na wrzątek i dosmaczyli przyprawami - opowiada Anna Lis.
Niedaleko Chodlika, w osadzie Bielsko, znajduje się unikalne skupisko grodzisk słowiańskich z VIII-X wieku. Od tygodnia w miejscu tym trwają warsztaty archeologii doświadczalnej, których autorem i pomysłodawcą jest Paweł Lis, archeolog z Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu. Warsztaty archeologii doświadczalnej są elemntem szerszego projektu o nazwie "Muzeum Dawnych Słowian", który tworzyć będą: szlak tematyczny "Grodziska nad Chodelką", obejmujący relikty słowiańskich założeń obronnych w Chodliku, Żmijowiskach, Kłodnicy i Podgórzu, oraz ośrodek archeologii doświadczalnej, który powstanie przy częściowo zrekonstruowanym grodzisku w Żmijowiskach.
Eksperymentatorzy wypracowali szeroki wachlarz potrwaw wczesnosłowiańskiej kuchni. - Wypiekliśmy chleb z mąki żytniej, którą sami zrobiliśmy na żarnach. Żeby ciasto miało na czym urosnąć, wyprodukowaliśmy piwo z jęczmienia, bo przy jego produkcji powstaje osad drożdżowy. Piekliśmy chleb pod kloszem, czyli garnkiem glinianym. Wyszedł świetny, w smaku przypominał razowy chleb litewski - opowiada Anna Lis.
Dania mięsne podwędzano lub suszono. Nie zabrakło tez deseru - podano kaszę jaglaną z suszonymi jabłkami i sliwkami oraz miodem wielokwiatowym.
Archeologia kulinarna choć może wydawać się dobrą zabawą stanowi doskonały sposób uprawiania nauki. Przygotowane próbki wczesnosłowiańskiego jedzenia zostana zbadane pod względem kalorycznym i przyswajalności przez organizm przez badaczy z Katedry Bromatologii Akademii Medycznej w Warszawie.
Ponizej podajemy przepis na współczesny podpłomyk w drożdżach:
Składniki na 4 sztuki: po 375 g mąki żytniej i maki pszennej, 40 g drożdży, 1/4 l letniej wody, 1/8 l letniego mleka, 1 łyżeczka soli, 1 łyżka kminku, 1 łyżka rozgniecionych nasion kolendry, do blachy: olej.
Mąkę przesiać do miski, we wgłębieniu w mące przygotować rozczyn: wkruszyć drożdże, wlać wodę i mleko, zamieszać. Odstawić na 15 minut do wyrośnięcia (pod przykryciem). Do wyrośniętego rozczynu dodać sól, kminek i kolendrę; wyrobić z całą mąką ciasto drożdżowe. Pozostawić na 40 minut do wyrośnięcia. Podzielić na cztery części, każdą rozwałkować na płaski okrągły placek. Podpłomyki ułożyć na posmarowanej olejem blasze, oprószyć mąką i jeszcze zostawić na 20 minut do wyrośnięcia. Piekarnik rozgrzać do 250°C. Piec przez około 30 minut.
Grupa 87 Polaków musiała opuścić samolot ze względu na złe zachowanie!
Zobacz całość »Grupę 87 Polaków, pracowników firmy remontowej z Trójmiasta wracających z pracy w Australii, wysadzono we wtorek wieczorem z samolotu na lotnisku w Singapurze - poinformował w środę w rozmowie telefonicznej z PAP ambasador RP w tym kraju, Bogusław Marcin Majewski.
Polacy lecieli z Sydney do Frankfurtu przez Singapur. W niemczech mieli kontunuować lot do Polski.
Australijskie linie lotnicze, którymi podróżowali Polacy twierdzą, że grupa zachowywała się niewłaściwie. - W trakcie lotu kilku Polaków złamało przepisy, pijąc alkohol i paląc tytoń na pokładzie samolotu. Świadkowie relacjonowali, że czterech z nich było kompletnie pijanych. Ich zachowanie wywołało ostrą reakcję kapitana samolotu, który (...) po lądowaniu w Singapurze postanowił wysadzić całą grupę - powiedział ambasador. - Podjęliśmy działania umożliwiające dalszą podróż, co nie jest łatwe ze względu na sezon letni. Niemniej jednak część grupy odleci dzisiaj do Polski różnymi lotami. Ta część, która nie zdoła odlecieć, spędzi noc w hotelu na koszt linii lotniczych i wyruszy do kraju kolejnymi połączeniami - powiedział Majewski.
Polska ambasada w Singapurze złożyła protest na ręce australijskich linii lotniczych Quantas, ponieważ zachowanie kilku pasażerów nie powinno skutkować decyzją o odpowiedzialności zbiorowej i przerwaniu lotu 87 osób podczas gdy niewłaściwie zachowywało się tylko kilku.
- Jest szansa, że grupa odleci w dwóch transzach. Polski konsul będzie do dyspozycji Polaków do czasu ich odlotu do kraju - poinformował ambasador Majewski
Będziemy mieli paszporty z mikroprocesorem!
Zobacz całość »Paszporty biometryczne mają być przełomem w walce z terroryzmem, w tylnej okładce dokumentu umieszczony będzie mikroprocesor, w którym umieszczone zostaną wszystkie najważniejsze dane właściciela.
- Musimy bronić się przed zagrożeniem. Wprowadzamy więc paszporty z mikroprocesorami, które znacznie trudniej podrobić - tłumaczył wczoraj Piotr Piętak, wiceminister MSWiA na konferencji w ratuszu. Warszawiacy już od sierpnia będą mogli się starać o wydanie dokumentu.
Elektronicznie zapisane dane ułatwią kontrolę straży granicznej i policji, ponieważ wszyscy posiadacze takiego dokumentu trafią do jednej bazy danych.
Odprawa paszportowa będzie szybsza, bowiem na przejściu granicznym strażnik przybliży tylko dokument do czytnika, na którym po sześciu sekundach ukaże się kolorowe zdjęcie, imię, nazwisko i numer PESEL właściciela dokumentu.
Co zatem ze starymi paszportami?
- Stare paszporty wciąż obowiązują, jeśli nie minęła ich data ważności - zapewnił wicewojewoda Jacek Sasin.
Od 28 sierpnia każdy mieszkaniec stolicy będzie mógł ubiegać się o wydanie nowego paszportu. Wnioski składa się na piśmie w referatach Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego i tam też można odebrać nowy dokument.
Pozostali mieszkańcy Mazowsza wnioski mogą składać w siedzibie starostwa, natomiast odebrać gotowy paszport w odpowiednim referacie w Warszawie.
Nowością jest też inaczej wykonane zdjęcie. Otóż do wniosku należy dołączyć dwa zdjęcia twarzy zrobione na wprost, a nie jak dotąd z lewego półprofilu.
Koszt nowego paszportu to 140 zł, studenci i emeryci moga liczyć na 50 procent zniżki. Okres oczekiwania na nowy dokument nie przekracza jednego miesiąca.
Uwaga na nieuczciwych taksówkarzy przy dworcu PKP w Krakowie!
Zobacz całość »Przy wyjściu z dworca PKP biegnie ulica Bosacka, tłum ludzi z bagażami przeciska się przez zaparkowane samochody. Wszystkie oznakowane są naklejką: Taxi Centrum. - Taxi, taxi - nawołują postawni mężczyźni i gestem kierują do otwartych drzwi czarnych mercedesów i bmw.
- Wsiadają głównie cudzoziemcy, z zerową znajomością topografii miasta, ale z wypchanymi portfelami. Łatwy kąsek dla nieuczciwych taksówkarzy. Ci z Centrum naprawdę przesadzają - opowiada pracująca na pobliskim dworcu PKS kobieta.
Wielu pasażerów korzystających z usług Centrum skarży się na bardzo wysokie ceny usług. - Mój rekord to 180 zł na lotnisko - mówi pan Marcin, pracownik jednego z luksusowych hoteli, który odbierał pod koniec czerwca hotelowego gościa z pociągu InterCity i transportował go na Balice.
Jeszcze do niedawna niezrzeszone taksówki stojące wokół dworców PKP i PKS nie kojarzyły się ludziom zbyt dobrze, jednak taksówkarze sprytnie wzbudzają zaufanie pasażerów poprzez naklejanie naklejek na samochodach. Wiekszość z nich rejestruje działalność gospodarczą i uzyskuje wpis w Krajowym Rejestrze Sądowym. W ten sposób są poza podejrzeniami i wzbudzają zaufanie, które znika w momencie informowania pasażera o cenie usługi.
Samochody Taxi Centrum mają naklejki z gwiazdkami unijnej flagi i napis "Bosacka". - Ludzie, widząc kolor niebieski i wesołe gwiazdki, pchają się jak barany. A że wozy Centrum i kilka z Radio Alfa stoją jako pierwsze, mało kto zastanawia się nad wyborem - mówi Fabian, kierowca Wawel Taxi.
Taxi Centrum nie posiada żadnego numeru zgłoszeniowego, pod który klient mógłby zadzwonić w celu zamówienia samochodu. Podobny proceder prowadzi Super Taxi - podany przez nich numer nie działa. - Centrum nie spełnia podstawowego warunku, żeby móc nazywać się korporacją taksówkarską. Brak infrastruktury telefonicznej umożliwiającej połączenie między klientem a oczekującym taksówkarzem dyskwalifikuje ich na wstępie - ocenia Wiesław Szanduła, kierownik referatu zajmującego się licencjami na transport drogowy Urzędu Miasta Krakowa.
Jaki los czeka katowicki dworzec?
Zobacz całość »Spór dotyczący katowickiego dworca PKP trwa od lat. Specjaliści wysoko oceniają architekturę budowli, jednak zdania tego nie podziela PKP, które planuje wyburzyć budynek.
Jedno jest pewne - dworzec straszy, a jego modernizacja powraca echem z częstotliwością wyborów samorządowych. Dworzec to obok rynku kolejny punkt w Katowicach, który czeka na modernizację i o którym rozmawia się od lat. Jednak jak na razie bez skutku.
Czy wyburzenie dworca jest konieczne?
- To pomysł nie do przyjęcia. Być może dla przyszłego inwestora jest to korzystne, ale za względów kulturowych oznaczałoby to całkowity brak szacunku dla wartościowej architektury. W ten sposób nigdy nie zrobimy z Katowic metropolii - oponuje Tomasz Taczewski, prezes Izby Architektów Rzeczpospolitej Polskiej. - Katowicki dworzec to jeden z najciekawszych przykładów polskiej architektury modernistycznej. Niestety, jest obciążony grzechem pierworodnym swojej epoki, czyli byle jakim wykonaniem z tandetnych materiałów. Jednak w Europie mamy mnóstwo przykładów modernizacji podobnych dworców - Berlinie np. odnowiono dworzec Zoo i Ostbahnhof. Trzeba dać szansę architektom. Potrzebny jest międzynarodowy konkurs. Dopiero odnowiony dworzec może być punktem startu do zrobienia z Katowic rzeczywistej metropolii - mówi Taczewski.
Podobnego zdania jest Jurand Jarecki, architekt, autor wielu katowickich realizacji, m.in. Skarbka i Biblioteki Śląskiej. - Dworzec potrzebuje tylko szczotki i mydła. To bardzo udany budynek o unikatowej konstrukcji w postaci żelbetowych grzybków. Musi być odnowiony, nie burzony! Należałoby wymienić materiały wykończeniowe - zwłaszcza szkło jest złej jakości - wyrzucić stragany, zrobić nową posadzkę i oświetlenie, powrócić do schodów ruchomych. Wtedy budynek stałby się naprawdę elegancki, mógłby być czymś na kształt salonu miejskiego - wyjaśnia Jarecki.
Pojawiają się też pomysły przeniesienia dworca na przedmieścia, a działkę wykorzystać do nowych celów. Pomysł jest o tyle absurdalny, że i bez rozbierania obecnego dworca nietrudno znaleźć puste miejsca w okolicy, a bez centralnego dworca Katowice mogłyby jeszcze bardziej obumrzeć.
- Dworce są miejscami, które generują aktywność miasta. Dobrym przykładem jest dworzec w Lille, który powstał na skrzyżowaniu ważnych tras kolejowych: Londyn-Paryż i Paryż-Bruksela. Dał olbrzymi impuls do rozwoju regionu, w pobliżu powstały nowe biura, przedsiębiorstwa, miejsca spotkań. Katowice są w podobnej sytuacji. I tu mamy ważne przecięcie dróg: północ- południe i wschód-zachód. Dworzec może stać się dźwignią, która podniesie atrakcyjność całego miasta - mówi Taczewski.
Patrząc na katowicki dworzec wydaje się, że głównym problemem nie jest bryła budynku, ale zaniedbana przestrzeń wokół niego - estakada, która miała być tymczasowym rozwiązaniem stoi pod dworcem już kilkadziesiąt lat i na stałe wpisała się w katowicki krajobraz.
W 1993 roku odbył się konkurs mający wyłonić wykonawcę zagospodarowania wokół dworca, jednak nie wyłoniono zwycięzcy. Pomimo zgłoszenia wielu projektów, wszystkie zostały zarzucone. Konkurs wygrało biuro projektów prowadzone przez architektów Jana Pallado i Aleksandra Skupina. - Nasz projekt wykorzystywał puste miejsca, dziury, których wokół dworca jest mnóstwo. Planowaliśmy zabudować pusty skwer przy Urzędzie Miejskim i ściany szczytowe kamienic, stojących wzdłuż ulic 3 Maja i Słowackiego. Pojawiły się funkcje usługowe, biurowe, a także parkingi wielopoziomowe. Dziś z pewnością inaczej byśmy to rozwiązali, ale przestrzeń wokół dworca ma duży potencjał - mówi Pallado.
Teren wokół dworca jest ogromny i stanowi doskonałe miejsce do rozbudowy. Gdyby powstała tez zabudowa nad torowiskiem scalone zostałyby części miasta. Plac mógłby być wielopoziomowy i pomieścić parkingi, dworzec autobusowy, przestrzeń publiczną, kawiarnie, bary oraz zejścia na dworzec poniżej.
Potrzebne są tez miejsca, w których mogliby się zatrzymać podróżni, dziś nie ma nawet ławek do siedzenia - zlikwidowano je w obawie przed bezdomnymi, którzy na nich spali.
Skumulowanie funkcji i różnorodnych środków komunikacji w jednym miejscu zdynamizowałyby centrum Katowic. Teren byłby też znakomitym miejscem dla inwestorów. Gdyby nie kolej nie byłoby tego miasta - to rozwój komunikacyjny je stworzył.
Katowickiemu dworcowi potrzebne są zmiany i śmiałe wizje, które koniecznie trzeba wprowadzić w życie!
Czy nowy prezes ożywi lotnisko w Szymanach?
Zobacz całość »Kilka dni temu udziałowcy spółki Port Lotniczy Szczytno-Mazury, która zarządza lotniskiem w Szymanach odwołali ze stanowiska prezesa Tomasza Starowieyskiego. Na jego miejsce został powołany Jarosław Jurczenko, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego.
Jurczenko ukończył studia podyplomowe z zakresu zarządzania organizacjami lotniczymi w Akademii Obrony Narodowej w Warszawie. Ukończył też kursy koordynatora ruchu lotniczego naziemnego i specjalisty do spraw bezpieczeństwa w portach lotniczych. W latach 1996 - 2003 był dyrektorem lotniska w Szymanach. Później zajmował się wdrażaniem społecznych projektów unijnych w Stowarzyszeniu Pro Publico Bono w Szczytnie. Jarosław Jurczenko pracował również jako doradca zawodowy z szkole w Szczytnie i gimnazjum w Dźwierzutach.
Z nowym prezesem rozmawiał Rafał Płoski z "Gazety Wyborczej".
Od kilku dni jest Pan dyrektorem niedziałającego portu lotniczego. Gdy kierował Pan nim poprzednio, lotnisko obsługiwało przynajmniej loty czarterowe. Teraz nie dość, że nie lądują tu samoloty, to spółka musi spłacać ogromne długi. Co Pan planuje?
Jarosław Jurczenko - Przede wszystkim trzeba zakończyć spór z Agencją Mienia Wojskowego, która wytoczyła spółce sprawę w sądzie o to, że korzysta z jej lotniska bez umowy i żąda opuszczenia nieruchomości. Już zacząłem rozmowy w AMW. Wszystko wskazuje, że agencja odstąpi od swoich żądań. Jeszcze w lipcu chcemy podpisać umowę dzierżawy lotniska.
Co z przejęciem lotniska przez samorząd województwa albo przez spółkę?
Jarosław Jurczenko - Najpierw musimy mieć umowę dzierżawy, bo teraz, na dobrą sprawę, jesteśmy w Szymanach nielegalnie. Podpisanie jej nie przeszkadza, by dalej rozmawiać z AMW o przejęciu od niej nieruchomości. Wiem też, skąd wziąć pieniądze na pokrycie długów lotniska.
Skąd?
Jarosław Jurczenko - Chcemy rozszerzyć działalność spółki o produkcję konstrukcji stalowych i zwiększyć zakres usług, które świadczymy w swojej stacji diagnostycznej i serwisie samochodowym. To spowoduje podniesienie wydatków, ale tylko na początku. Liczę, że udziałowcy przyjmą tę propozycję ze zrozumieniem.
Ale w Szymanach mają lądować samoloty, a nie powstawać konstrukcje stalowe. Kiedy doczekamy się tu pierwszych lotów?
Jarosław Jurczenko - Nie stanie się to z dnia na dzień. To nie jest nawet problem remontu pasa startowego, bo ten akurat nie jest w tak złym stanie, jak dotąd się mówiło. Dużo ważniejsze jest uzyskanie wszystkich zezwoleń i certyfikatu bezpiecznego lotniska. O to w pierwszej kolejności pytają przewoźnicy. Wszyscy chcemy, by samoloty lądowały tu jak najszybciej. Powołano mnie na prezesa spółki, bym do tego doprowadził.
Podjął już Pan rozmowy z przewoźnikami?
Jarosław Jurczenko - Jeszcze nie, ale z pewnością zacznę je, gdy uregulujemy sprawę własności lotniska z AMW. Teraz odgrzewam znajomości i kontakty, dzięki którym lotnisko działało pod moimi wcześniejszymi rządami. Spotkałem się z przychylnością z ich strony. Lotnisko będzie działało. Gdybym nie był tego pewny, nie zdecydowałbym się na powrót do spółki.
Gdyński port bije rekordy!
Zobacz całość »W ostatnich latach port w Gdyni bije prawdziwe rekordy. Przewozy towarowe na linii Gdynia - Karlskrona zwiększyły się o 33 procent. Również prognozy na następne lata są bardzo obiecujące.
Stagnacja w przewozach pasażerskich została przerwana - liczba podróżujących zwiększyła się dwukrotnie, a liczba przewożonych samochodów aż czterokrotnie!
Obecnie po Bałtyku pływa 140 promów na 68 liniach. Rocznie przewożą 180 mln pasażerów, 37 mln samochodów osobowych oraz 3,5 mln samochodów ciężarowych. Najbliższe 10-15 lat mają przynieść 4-procentowy wzrost przewozów towarowych w rejonie Bałtyku.
Zmiany zachodzące w funkcjonowaniu żeglugi promowej są wywołane oddaniem do użytku mostów i tuneli na cieśninach duńskich, szybkiego rozwoju tanich linii lotniczych oraz zniesienia sprzedaży wolnocłowej na liniach promowych między Polską a Skandynawią oraz Estonią a Finlandią.
Wzrost przewozów występuje na środkowym Bałtyku - rosną zarówno przewozy pasażerskie jak i towarowe. W najbliższych latach najszybciej będą rosnąć przewozy morskie pomiędzy północnym i południowym Bałtykiem, a szczególnie pomiędzy południową Szwecją i Danią a polskimi, litewskimi, łotewskimi, estońskimi i rosyjskimi portami. Możliwe, że wpłynie to na powstanie nowych połączeń promowych. Struktura przewozów w rejonie środkowego Bałtyku sprawia, że promy pasażersko-towarowe zastępowane są promami ro-pax, które oferują dużą przestrzeń ładunkową dla samochodów, a ograniczoną, ale dostatecznie dużą, przestrzeń dla pasażerów.
Wzrostowa tendencja w żegludze promowej kształtuje się począwszy od 1995 roku i związana jest z rozwojem wymiany handlowej z krajami skandynawskimi. Jeżeli Polska zachowa roczny cztero-, pięcioprocentowy przyrost PKB, to tempo wzrostu wymiany handlowej powinno wynieść trzy - pięć procent rocznie.
W ubiegłym roku wzrósł także przewóz samochodów osobowych miedzy Polską a Szwecją. Wskaźnik procentowy pokazał 22 procent. 19 procentowy wzrost zaliczyły tez jednostki frachtowe. W ciągu ostatniego 1,5 roku koncern Stena Line zainwestował w linię Gdynia - Karlskrona 650 milionów koron szwedzkich (ponad 280 milionów złotych). - Pieniądze poszły na przebudowę promu Stena Baltica i wprowadzenie na linię drugiego promu Stena Nordica - mówi Agnieszka Zembrzycka, kierownik działu marketingu Stena Line Polska. Inwestycje poczynił także Zarząd Morskiego Poru Gdynia, w 2004 roku oddano do użytku terminal promowy, a rok temu została wybudowana rampa przeładunkowa.
W latach 2009 - 2012 maja powstać dwa nowe stanowiska promowe oraz budynek terminalu. Na dalsze lata przewidziano trzecie stanowisko promowe wraz z całą infrastrukturą oraz powiększone zostaną place manewrowe i parkingowe.
Od 28 sierpnia znikną powiatowe biura paszportowe
Zobacz całość »Powiatowe biura paszportowe przestaną działać od 28 sierpnia, tylko część z nich zostanie otwarta znów pod koniec tego roku decyzją wojewodów.
Powodem tych zmian jest ustawa o wprowadzeniu nowych paszportów zawierających dane biometryczne. Zawierać ona będą inne zdjęcie i chipy informujące o naszym wyglądzie. Ustawa wchodzi w życie 28 sierpnia tego roku i tego dnia zamknięte zostaną biura paszportowe w Bartoszycach, Iławie, Ostródzie, Działdowie, Giżycku, Gołdapi, Kętrzynie, Szczytnie, Piszu, Mrągowie i Węgorzewie. Do tej pory tam składano wnioski paszportowe, natomiast w Urzędzie Wojewódzkim odbierano gotowe dokumenty. Po wejściu w życie nowej ustawy wszystkie formalności załatwiane będą w Urzędzie Wojewódzkim lub jego filiach w Elblągu i Ełku.
Sceptycznie podchodzi do tego projektu starosta iławski Ryszard Zabłotny. W biurze paszportowym w Iławie w ciągu ostatniego pół roku złożono aż 1246 wniosków o wydanie paszportu. Ponadto twierdzi on, że mieszkańcy Iławy mają wyjątkowo uciążliwe połączenie kolejowe do Olsztyna co znacznie utrudni im załatwianie formalności.
Starosta nowomiejski Stanisław Czajka - Do Iławy mamy 20 km, a do Olsztyna aż 90. Tak wydłuża się drogę mieszkańca powiatu do paszportu.
W Gołdapi przed rokiem zbierano podpisy, aby mieszkańcy mieszkańcy mogli na miejscu odbierać paszporty, akcja jednak nie przyniosła oczekiwanych efektów. Podróż do miasta wojewódzkiego to nie tylko stracony czas ale również koszty, których nikt nie zwróci.
Według informacji, którą wydał departament spraw obywatelskich MSWiA dla starostów powiatowych zlikwidowane miały być punkty do których w ciągu kilku ostatnich lat wpłynęło kilkaset wniosków rocznie, a które od Urzędu Wojewódzkiego dzieli odległość nie większa niż 30 km. Natomiast wojewoda Adam Supeł likwiduje wszystkie biura ponieważ jak twierdzi w budżecie państwa brak jest pieniędzy na ich utrzymanie, co więcej osoby, które będą wydawać nowe dokumenty będą musiały mieć uprawnienia do dostępu do informacji niejawnych. Decyzję zmieniła obietnica MSWiA wydana po interwencji Związku Powiatów Polskich, według, której decyzją wojewody otwarte zostaną pod koniec tego roku niektóre biura powiatowe.
Większa flota Wizz Air
Zobacz całość »Linie lotnicze Wizz Air znacznie powiększają swoją flotę. Podczas targów lotniczych we Farnborough złożone zostało zamówienie na aż dwadzieścia samolotów Airbus A320.
Jest to sposób na umocnienie pozycji przewoźnika na rynku Europy Wschodniej i Środkowej. Wizz Air chce sprostać wymaganiom powiększającego się rynku.
József Váradi prezes linii tak wypowiada się o swoich planach - Jesteśmy związani z Airbusem oraz IAE, jak również z ich produktami. Samoloty A320 zasilane silnikami V2500-A5 są istotnym filarem naszego sukcesu. Nasza jednorodna flota A320 pozwala nam na osiąganie najniższych kosztów jednostkowych w regionie połączonych z niezawodnością operacyjną oraz doskonałą obsługą pasażerską. Zamówienie na nowe samoloty umożliwia kontynuację strategii Wizz Air tak, aby stać się największą linią lotniczą w Europie Środkowej i Wschodniej zarówno pod względem wielkości floty jak i liczby przewożonych pasażerów. Do roku 2012 Wizz Air będzie posiadał flotę liczącą do 53 samolotów A320.
Również prezes Airbusa wypowiada się ciepło o swoim kliencie - Jesteśmy niezmiernie zadowoleni, że Wizz Air po raz kolejny pokłada zaufanie w Airbus dla rozwoju swojej floty. Jesteśmy przeświadczeni, że zarówno pod względem ekonomicznym, jak i doskonałej obsługi pasażerskiej naszych linii lotniczych umożliwi to Wizz Air na dalsze umacnianie swojej pozycji w Europie Środkowo - Wschodniej.
Wszystkie nowo zakupione przez Wizz Air samoloty będą mogły zabrać na pokład 180 osób, a zasilane są silnikami typu IAE (International Aero Engines) V2500. dostawa tych samolotów realizowana będzie od 2009 do 2011 roku.
Zakopane przegrało z prywatnymi przewoźnikami!
Zobacz całość »Ograniczenie dostępu do rynku niezależnym przewoźnikom to naruszenie prawa przez gminę Zakopane. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oddalił odwołanie gminy od decyzji wydanej przez UOKiK-u w tej sprawie.
- Oznacza to, że Zakopane będzie musiało odstąpić od kwestionowanych praktyk - utrzymuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Postępowania wszczęto w tej sprawie dwa lata temu na wniosek Zrzeszenia Transportu Prywatnego, a powodem było podejrzenie naruszania prawa antymonopolowego przez władze samorządowe. Miejsca postojowe zostały przez władze przekształcone w przystanki komunikacji regionalnej, z których nie mogli korzystać jak do tamtej pory przewoźnicy niezależni.
Władze samorządowe ograniczyły też przewoźnikom możliwość wykonywania kursów do Kuźnic pod stację kolei linowej na Kasprowy Wierch. Trasa ta przynosiła największe zyski.
- Konsekwencją działań gminy było ograniczenie konkurencji na lokalnym rynku usług przewozowych - uznał UOKiK
Nałęczowski kurort przyjazny sercu
Zobacz całość »Kurort w Nałęczowie jest jedną z polskich placówek tego typu o wysokim komforcie. Jednak nie to powinno przede wszystkim przyciągać kuracjuszy, a to, że panujący w Nałęczowie mikroklimat powoduje samoistne obniżenie ciśnienia krwi. Tak więc jest to kurort o pełnym profilu kardiologicznym.
Nałęczów jest miejscowością malowniczo usytuowaną w dolinie Bochotnicy w otoczeniu łagodnych wzniesień wyżyny lubelskiej. Jest to nie tylko eleganckie ale również ciche i kameralne uzdrowisko. Powstał przed około dwustu laty w dobrach Małachowskich kiedy zauważono jak dobrze czują się tutaj osoby z chorobami serca. Często bywał tu Bolesław Prus i to właśnie dzięki jego przekazom wiemy jak wielu znamienitych gości bywało w uzdrowisku. Dzięki temu porównywane było ono ze znanym kurortem w Zakopanym. Do dziś kuracjusze chwalą sobie klimat i fantastyczne samopoczucie.
Kariera kurortu rozpoczęła się 1817 roku, wówczas Józef Celiński profesor Uniwersytetu Warszawskiego zbadał skład chemiczny wody ze źródeł w Nałęczowie i tak powstała znana i ceniona do dziś marka "Nałęczowianka".
Zawieruchy dziejowe odrobinę zahamowały rozwój uzdrowiska. Dopiero w 1880 roku dzięki nowym właścicielom Fortunatowi Nowickiemu, Wacławowi Lasockiemu i Konradowi Chmielewskiemu kurort znów się odrodził. Ci trzej lekarze wyremontowali i zmodernizowali uzdrowisko. Powstały gabinety zabiegowe, gdzie przeprowadzano bardzo nowoczesne zabiegi terapeutyczne. Tak więc już od wielu lat park i pałac tętnią życiem. Następnie powstały budynki hotelowe, Pawilon Angielski i Termy oraz basen Aquatonic kiedy to przed trzema laty uzdrowisko zostało sprywatyzowane. Do tej pory modernizacja pochłonęła już trzydzieści milionów złotych.
Tak więc Nałęczów jest znaną marką i doskonałym miejscem dla osób chorych na serce. Odpoczywają tu nie tylko osoby po poważnych zabiegach, ale również te które chcą się ustrzec przed poważnymi schorzeniami. Aneta Muller kierownik do spraw klienta w Zakładzie Leczniczym Uzdrowisko Nałęczów S.A. przybliża nowy profil uzdrowiska - Staramy się wzmocnić profil kardiologiczny. W ciągu ostatnich trzech lat zmodernizowaliśmy obiekty sanatoryjne oraz szpital kardiologiczny, wciąż poszerzamy bazę zabiegową i inwestujemy w specjalistyczny sprzęt diagnostyki kardiologicznej. Wśród naszych gości przybywa osób, które świadome zagrożeń starają się im zapobiec. Dzisiaj oferta Nałęczowa to rehabilitacja i odnowa w szerokim znaczeniu poszerzona o usługi spa.
w uzdrowisku nałęczowskim nie przeprowadza się już wyłącznie tradycyjnych kuracji dla osób z chorobami serca. teraz kuracjusz przyjeżdżają również na pięciodniowy bilans kardiologiczny, podczas którego wykonuje się wszystkie niezbędne badania w tym badania wysiłkowe, kontrolę parametrów pracy serca metodą Holtera, czy echo serca. osoby, u których stwierdzi się pewne osłabienie często pozostają na jeszcze na jakiś czas dla podreperowania zdrowia.
Jak widać profil zmienia się, teraz właściciele chcą ściągną tu ludzi młodych, którzy żyją intensywnie i najbardziej narażeni są na choroby serca. Na co dzień nie są w stanie dobrze zadbać o swoje zdrowie, dlatego chętnie bywają w Nałęczowie. Większa oferta wiąże się ze zwiększeniem ilości miejsc noclegowych, obecnie jest ich 800. dla pacjentów, którzy płacą sami za pobyt w uzdrowisku przygotowany został luksusowy Pawilon Angielski - oni w ramach opłaty mogą korzystać z zabiegów oraz salonu kosmetycznego, sauny, jacuzzi oraz sali gimnastycznej. Takich gości jest coraz więcej, obecnie ponad połowa przybywających do sanatorium to osoby bez skierowań. Jest to na pewno doskonały dowód na to, że oferta jest skierowana do wszystkich nie tylko do tych kierowanych tutaj przez Państwowy Fundusz Zdrowia.
Hotelowe przygody - jak ich uniknąć?
Zobacz całość »Stali bywalcy pięciogwiazdkowych hoteli chwalą sobie ich wygodę i nowoczesność. Jednak Ci, którzy przekraczają ich próg po raz pierwszy, no cóż niejednokrotnie doznają nie lada stresów. Poniższy tekst pomoże nam takich stresujących sytuacji uniknąć.
Problemem wielu polskich turystów jest nie tyle znajomość języków obcych co wstyd przed zadawaniem pytań obsłudze, przecież skoro znaleźliśmy się już we wspaniałym hotelu to musimy być światowi i obeznani w nowinkach technicznych.
Po przekroczeniu progu hotelu, kierujemy się do recepcji gdzie podpisujemy lub wypełniamy druk zgłoszeniowy, po czym otrzymujemy klucz do pokoju. I tu może pojawić się problem bo klucz to czasem karta magnetyczna. Obok klamki znajduje się czytnik, przez który należy przesunąć kartę. Są również breloczki elektroniczne, które należy przytknąć w wyznaczonym miejscu.
Kiedy już znajdziemy się w pokoju i okazuje się, że nie ma światła nie wpadajmy w zdenerwowanie wystarczy odnaleźć plastikową kieszeń ze szparą na breloczek lub kartę magnetyczną. Wówczas wychodząc z pokoju zawsze zgasimy po sobie światło. Włączniki najczęściej umieszczone są w różnych miejscach, często w okolicach łóżka. Włączniki mogą być suwakami czy pokrętłami. Kłopotów może przysporzyć również ustawienie klimatyzacji. Jeśli chodzi o bagaż to w luksusowych hotelach obsługa ma obowiązek się nim zająć i wówczas trzeba przygotować około dolara napiwku. W przypadku kiedy jesteśmy ze zorganizowaną grupą, pozostawiając bagaż w recepcji musimy napisać na nim, do którego pokoju ma być dostarczony.
Hotelowe standardy najczęściej oznaczone są znanymi wszystkim gwiazdkami lub literami. Jednak pięciogwiazdkowy hotel nie zawsze oznacza wszędzie taki sam standard. Różnią się one rzeczywistym standardem, który w dużej mierze zależy to od kraju w jakim się znajdujemy.
Problematycze jest również odróżnienie hotelu od hostelu. Hostele są dużo tańsze, a ich standard przypomina raczej schronisko młodzieżowe nie hotel. W hostelu znajdziemy pokoje osobne, ale również pokoje wieloosobowe (dormitory room), w których nie płacimy za pokój, a za łóżko. Tak samo jest z hotelarskim określeniem - apartament. W jednym hotelu jest to luksusowy pokój w innym jest to raczej mieszkanie w którym może zakwaterować się kilka osób. Jeśli chodzi o łóżka to na to przede wszystkim należy zwrócić uwagę przy dokonywaniu rezerwacji. Jeśli jest to pokój dla dwóch osób to należy zaznaczyć czy mają to być dwa oddzielne łóżka, czy może łoże małżeńskie.
Warto również wpierw upewnić się co dostajemy w cenie wynajmowanego pokoju. Jeśli znajdujemy w pokoju owoce, wodę czy wino z karteczką "with compliments" znaczy to, że jest to prezent od hotelu. Natomiast jeśli znajdziemy duży wybór słodyczy, owoców czy napojów należy się upewnić czy obok nie znajduje się cennik. Z reguły jest to część odpłatnego minibaru, który najczęściej znajduje się w lodówce. Tam również powinien być cennik i należy się z nim zapoznać, aby nie być zaskoczonym przy płaceniu rachunku.
Jeśli wnosimy własne jedzenie do tureckiego hotelu może nas spotkać zaskoczenie. Tam w wielu hotelach można korzystać tylko z hotelowej obsługi, za którą należy niestety słono zapłacić.
Telefon zwykle znajduje się przy łóżku, czasem jest również drugi w łazience. Z tego telefonu możemy dzwonić w obrębie hotelu, zamówić budzenie czy posiłek, jednak należy uważać z połączeniami poza hotelem, ponieważ mają one swoje wysokie hotelowe stawki. Można spotkać się również z rachunkiem za samo wykręcenie numeru niekoniecznie uzyskanie połączenia.
Kanały telewizyjne, tak zwane podstawowe są zawsze bezpłatne, jednak należy uważać na kanały erotyczne, ponieważ za każdą minutę takiej przyjemności możliwe, że trzeba będzie zapłacić. Informację o tym, które kanały są płatne powinna znajdować się w pobliżu telewizora. Czasem na ekranie telewizora pojawia się napis, że dwie pierwsze minuty są bezpłatne natomiast po ich upływie licznik zacznie bić. Jeśli więc nie zdążymy przed upływem tego czasu zmienić kanału to musimy bezwzględnie za to zapłacić.
Ważna jest również kwestia łazienki. Mianowicie wszystko co znajdziemy przy umywalce jest udostępnione nam za darmo i jeśli zabraknie mydła, chusteczek, czy maszynek do golenia dołoży je nam pokojówka. Wszystko to możemy zabrać ze sobą, jednak kradzieżą jest zabieranie ręczników czy szlafroka! Właściwie nie wolno nam ręcznika wynieść z pokoju nawet na basen hotelowy - tam powinniśmy otrzymać inny ręcznik.
Jeśli chodzi o nowinki techniczne w łazience to kłopotliwe są dźwignie przy armaturze, opanowanie tego jak za jej pomocą wyjąć korek, uruchomić strumień wody lub regulować jej temperaturę może zająć nam kilka chwil. Suszenie włosów jest prostsze - suszarki w dobrych hotelach znajdują się bezpośrednio przy lustrze.
Czasem znajdziemy w pokoju deskę do prasowania i żelazko jeśli jednak ich nie ma możemy oddać rzeczy obsłudze, która oczywiście za opłatą wyprasuje nasze rzeczy.
Jeśli mamy ze sobą jakieś cenne rzeczy możemy skorzystać z małego sejfu, który z reguły umieszczony jest w szafie. W luksusowych hotelach jest on bezpłatny i kodujemy go sami. Czasem jednak trzeba skorzystać z kluczyka, który znajduje się w recepcji i czasem jest to usługa płatna.
Przy potrzebie podłączenia jakiegoś naszego urządzenia do prądu (np. ładowarki do komórki) pojawia się czasem kłopot z wtyczką, wtedy należy udać się do recepcji po tzw. przelotkę. Czasem trzeba zapłacić kaucję, jednak kiedy oddajemy urządzenie jest nam ona zwrócona.
W dobrym hotelu obsługa zadba o naszą rozrywkę. Zwykle jest do dyspozycji gości darmowy basen, sauna czy siłownia, czasem można udać się na masaż jednak trzeba za niego zapłacić. Kiedy musimy zabrać ze sobą laptopa i pracować bądź kontaktować się ze światem nie stanowi to problemu mamy do użytku odpłatny busines center, bądź stanowiska internetowe przy recepcji, często jest również dostęp do Internetu w pokoju. Nie jest on jednak darmowy co więcej znacznie droższy niż w kafejkach internetowych w mieście.
Trafiają się oczywiście hotele gdzie wszystkie wygody od posiłków po sprzęt sportowy są wliczone w cenę. Są to hotele działające na zasadzie all inclusive, często klienci którzy korzystają z tej opcji rozpoznać można po opasce na ręku.
Ważne jest to, że im wyższy jest standard hotelu, w którym się zatrzymaliśmy tym droższe są posiłki w hotelowej restauracji. Aby z nich korzystać nie musimy mieć zawsze portfela ze sobą, zwykle kelner przynosi jedynie rachunek do podpisania, a należność regulujemy przy wymeldowaniu.
Należy pamiętać o etykiecie ubioru, otóż na śniadanie możemy zejść w luźnych ubraniach jednak kolacją szczególnie jeśli chodzi o panów stoi pod znakiem garnituru. W krótkich spodenkach prosto z plaży na pewno nas nie wpuszczą.
Opuszczając hotel wcześnie rano możemy zamówić sobie zimne śniadanie, natomiast zamiast obiadu otrzymamy suchy prowiant.
Kiedy wybieramy się gdzieś w ciągu dnia musimy pamiętać, że w tym czasie pojawi się pokojówka, która pokój nam posprząta. Jeśli nie życzymy sobie sprzątania pozostawiamy przy drzwiach tabliczkę z napisem "Don’t disturb" - "Nie przeszkadzać". Warto jest wyrazić swoje zadowolenie z usług pokojówki i nagrodzić ją przed swym wyjazdem napiwkiem.
Kiedy mamy zamiar się wymeldować należy sprawdzić jak liczona jest i do której liczona jest doba hotelowa. Tutaj nie ma normy, zależy to od hotelu. Jeśli więc doba będzie ustalona do godziny dwunastej a wyjdziemy o pierwszej to musimy liczyć się z tym, że trzeba będzie zapłacić również za nowo rozpoczętą dobę. Jeśli więc opuszczamy miasto przed zmrokiem a nie chcemy płacić za połowę doby pozostawiamy bagaż w bezpłatnej przechowalni natomiast sami udajemy się na spacer. Wymeldowanie to przede wszystkim uregulowanie rachunku i zwrócenie kluczy w recepcji.
To podstawowe informacje, które każdy świeżo upieczony gość hotelowy powinien posiadać, aby nie przepłacić za pobyt i nie zepsuć sobie pobytu niepotrzebnym stresem.
Apartament hotelowy z 7% VAT!
Zobacz całość »Rzeczpospolita podała, że wynajem hotelowych apartamentów objęty jest 7% podatkiem VAT, zamiast 22%.
Turyści, którzy zdecydują się na nocleg w apartamentach zapłacą niższą cenę. Naczelnik Pierwszego Urzędu Skarbowego w Opolu wydał w tej sprawie wiążącą interpretację prawa podatkowego (syg. PP/443-28-1/06).
Z prośbą o interpretację przepisów zwróciła się podatniczka, która prowadzi działalność polegającą na wynajmie apartamentów. Główny Urząd Statystyczny w Warszawie uznał, że wykonuje ona "usługi wynajmu miejsc krótkotrwałego zakwaterowania pozostałe, gdzie indziej niesklasyfikowane". W myśl tego podatniczka stwierdziła, że powinna naliczać VAT ze stawką obniżoną - 7%.
Historia sopockiego Grand Hotelu!
Zobacz całość »W 1927 roku nadburmistrz Sopotu mówił o Grand Hotelu: "największy i najbardziej elegancki hotel Północnej Europy". Jego gośćmi wtedy byli między innymi: Josephina Baker, Marlena Dietrich, Jak Kiepura oraz Fidel Castro. Natomiast na przyjazd Hitlera inkrustowano podłogę swastykami, a na wizytę de Gaulle'a sprowadzono specjalne długie łóżko.
Otwarcie hotelu miało miejsce 30 czerwca 1827 roku. Na przyjęciu z okazji otwarcia grał Eric Borchard oraz tańczyła para Rita Tangara i Ernest. Następnego dnia, czyli 31 czerwca 1927 roku, "Gazeta Gdańska" pisała: "W czwartek odbyło się otwarcie Kasyno Hotel i ubikacyj restauracyjnych, cukierni oraz dansingu pod gołym niebem. Wielki i stylowy gmach odznacza się imponująco nad plażą. Do użytku w części oddano dojazd, hall, terasy nad morzem, kawiarnię z cukiernią, 35 pokojów dla kuracjuszów z 50 łóżkami, główne urządzenia kuchenne, chłodnie, pralnie, ubikacje dla personelu i urzędników administracji".
Właśnie takie były początki najsłynniejszego trójmiejskiego hotelu. Powstał on z myślą o gościach kasyna Spielklub Zoppot, które znajdowało się w nieistniejącym już dziś skrzydle Domu Zdrojowego.
Budowa obiektu trwała trzy lata. Kosztowała gigantyczną sumę 20 milionów guldenów. Wtedy minimalna stawka w kasynie wynosiła 2 guldeny, natomiast maksymalna 2400. Sopocki kuracjusz na dzienne utrzymanie wydawał średnio od 10 do 20 guldenów. Sześć lat po otwarciu hotelu, do aresztu trafił dr Erich Laue, nadburmistrz Sopotu, którego oskarżono o nadużycia finansowe przy nadzorowaniu budowy Kasyno Hotel. Popełnił samobójstwo.
Od samego początku podziw budziły wnętrza Kasyno Hotel. Na sufitach wisiały kryształowe żyrandole, ściany wyścielone były gobelinami, a w pokojach znajdowały się stylowe meble. Natomiast w łazienkach z kranu można było puścić wodę morską.
Gmach budynku do dziś nie uległ zmianie.
Obecnie Grand Hotel przechodzi generalny remont. Jeszcze nie wiadomo, jaki będzie mieć wygląd po zmianach słynny pokój 226. To właśnie w tym pokoju we wrześniu 1939 roku, podczas działań wojennych na Helu, mieszkał Adolf Hitler. Na jego przybycie parkiet w apartamencie inkrustowano małymi swastykami. Dwa dni po Hitlerze gościem hotelu był Hermann Goering. Natomiast 1 października 1939 roku polscy parlamentariusze podpisali w Grand Hotelu kapitulację Helu.
Po wojnie do sopockiego hotelu przyjechał prezydent Francji Charles de Gaulle. Wówczas po całej Polsce szukano łóżka dla tak wysokiego człowieka. Znaleziono je dopiero w Muzeum Narodowym w Warszawie. Od tamtej pory apartament nosi nazwę "degolówka".
W łóżku, w którym spędził noc de Gaulle, później spał także Fidel Castro. W 1972 roku, podczas wizyty kubańskiego przywódcy, w hotelowej restauracji doszło do incydentu, o którym nie wspomniały gazety piszące o "wizycie przyjaźni". Polski student z kolegą stanęli w obronie dziennikarki, którą zaczepiali ochroniarze Castro. W wyniku tego ochroniarzy odwiozła karetka, a obrońcy dziennikarki trafili do aresztu i pozostali w nim, dopóki Fidel Castro nie opuścił Polski.
Wojna nie spowodowała żadnych zniszczeń Hotelu Grand. Pod koniec działań wojennych w hallu hotelu urządzono szpital polowy, a sam hotel stał się centrum nocnego życia. Przed jego wejściem można było wymienić każdą walutę świata, a w środku na gości czekały najpiękniejsze trójmiejskie prostytutki. Kwitł tam także nielegalny hazard. W "degolówce" grano w ruletę, a w innych pokojach w bakarata, pokera i tysiąca. Wszystkiego pilnowali milicjanci z pionu gospodarczego.
Od kilkunastu lat w Grand Hotelu działa legalne kasyno.
Nazwę Grand Hotel budynek otrzymał w 1946 roku.
W tym sezonie sopoccy turyści mogą zamieszkać tylko w jednym skrzydle Grand Hotelu. Drugie po remoncie zostanie otwarte we wrześniu tego roku.
Po remoncie do dyspozycji gości będzie 127 pokoi, czyli o 15 więcej niż przed laty. Po modernizacji hotel został obiektem pięciogwiazdkowym.
Obecny marketing hotelu wcale nie różni się od przedwojennego. Aleksandra Uselis z działu PR Hotelu Grand w Sopocie poinformowała - Grand Hotel dołączył do międzynarodowej grupy Sofitel. Proponujemy naszym gościom french style, wszystko na najwyższym poziomie. Do ich dyspozycji będzie między innymi biblioteka z księgozbiorem z zakresu literatury pięknej oraz sztuki, nowa sala balowa i bar, pokoje z dostępem do internetu i zmodernizowanymi łazienkami.
Akcje Interferii na sprzedaż!
Zobacz całość »Cenę emisyjną 5 mln akcji serii B spółki Interferie ustalono na 6 zł, czyli w dolnym przedziale granicy, która określała cenę emisyjną między 6, a 10 zł.
Zapisy na akcje spółki Interferie w transzy instytucjonalnej będą trwać od 24 do 27 lipca, natomiast w transzy indywidualnej od 24 do 26 lipca. Transza instytucjonalna obejmie 3,75 mln akcji, natomiast indywidualna 1,25 mln akcji.
Book building będzie trwać od 20 do 21 lipca. Spółka chce, aby pierwsze notowanie praw do akcji serii B nastąpiło jeszcze w sierpniu.
Interferie SA oferują usługi sanatoryjno-lecznicze, turystyczno-wypoczynkowe, hotelowe, organizację kursów szkoleniowych, konferencji, sympozjów, a także pośrednictwo w sprzedaży usług turystycznych.
Celem emisji jest uzyskanie funduszy na program inwestycyjny. Firma zamierza rozbudować bazę turystyczną, która umożliwi poszerzenie oferty usług wypoczynkowych połączonych z rehabilitacją i lecznictwem.
Firma zamierza w latach 2006-2010 przeznaczyć na inwestycje około 100 mln zł. W latach 2003-2005 na inwestycje firma wydała 14 mln zł.
Według szacunków przychody Interferii w tym roku wzrosną do 40,6 mln zł, przy 37,5 mln zł w 2005 roku. Natomiast zysk operacyjny wzrośnie do 5,4 mln zł z 5,1 mln zł, a zysk netto do 4,7 mln zł z 4,2 mln zł.
Firma Interferie wchodzi w skład grupy KGHM. Po emisji nowi akcjonariusze przejmą 34,33% kapitału spółki. Obecni właściciele zobowiązali się do 12-miesięcznego lock-up na akcjach spółki.
Pierwszą dywidendę Interferie planują wypłacić z zysku za 2007 rok.
Powstał nowy hotel w Kazimierzu
Zobacz całość »W Kazimierzu Dolnym powstał nowy hotel, którego własciciele liczą głównie na biznesmanów i zamożnych klientów zarówno z Polski jak i zagranicy.
Obiekt liczy 115 pokoi, 12 luksusowych apartamentów, 600 m kw powierzchni konferencyjnej oraz SPA. Ogółem powierzchnia hotelu wynosi 13 tys. m kw. Cena za dobę wynosi natomiast 100 euro. - Nasza oferta skierowana jest do przedsiębiorców, którzy do tej pory nie przyjeżdżali do Kazimierza tylko dlatego, że nie było odpowiedniego miejsca - mówi Przemysław Niżnik dyrektor generalny hotelu Król Kazimierz.
W hotelu zatrudniona została profesjonalna i doświadczona kadra menedżerska, dodatkowo firma planuje zatrudnić do 100 osób z doświaczeniem w lokalach gastronomicznych i obiektach hotelarskich.
Polska Izba Turystyki w nowym składzie
Zobacz całość »Omyłkowo zaprezentowaliśmy dane ze strony PIT wypisane bez daty jako wynik nowych wyborów. W rzeczywistości wybory władz PIT odbyły się w grudniu 2004 roku na XVI walnym zgromadzeniu PIT.
Poniżej podajemy aktualny stan władz:
Rada Naczelna PIT:
Jan KORSAK - prezes PIT, członek Prezydium RN PIT
Stanisław PIŚKO - wiceprezes PIT, członek Prezydium RN PIT
Paweł NIEWIADOMSKI - wiceprezes PIT, członek Prezydium RN PIT
Józef RATAJSKI - wiceprezes PIT, członek Prezydium RN PIT
Grzegorz PRĄDZYŃSKI - wiceprezes PIT, członek Prezydium RN PIT
Andrzej SZAFRUGA - skarbnik PIT, członek Prezydium RN PIT
Małgorzata CHECHLIŃSKA - członek Prezydium RN PIT
Andrzej DOWGIAŁŁO - członek Prezydium RN PIT
Jarosław GRABIA - członek Prezydium RN PIT
Piotr HANUSEK - członek Prezydium RN PIT
Anna SOMOROWSKA - członek Prezydium RN PIT
Dariusz WOJTAL - członek Prezydium RN PIT
Roman BUDZYŃSKI - członek RN PIT
Franciszek CIEMNY - członek RN PIT
Zdzisław KOLIŃSKI - członek RN PIT
Anna KUŚ WIKTORKO - członek RN PIT
Krzysztof MARKOCKI - członek RN PIT
Urszula POTĘGA - członek RN PIT
Adam URBAŃSKI - członek RN PIT
Sławomir WYSMYK - członek RN PIT
Romana ZAJIC - członek RN PIT
Eugeniusz ŁAWRENIUK - przew. Oddz. PIT w Białymstoku
Krzysztof SIKORA - przew. Oddz. PIT w Bydgoszczy
Remigiusz DRÓŻDŻ - przew. Oddz. PIT w Gdańsku
Grzegorz CHMIELEWSKI - przew. Oddz. PIT w Katowicach
Ryszard SIKORA - przew. Oddz. PIT w Krakowie
Mirosław CIESIELSKI - przew. Oddz. PIT w Łodzi
Jerzy KAMIŃSKI - przew. Oddz. PIT w Olsztynie
Karolina GNUSOWSKA-WEISS - przew. Oddz. PIT w Poznaniu
Tadeusz MILIK - przew. Oddz. PIT w Warszawie
Komisje Rady Naczelnej Polskiej Izby Turystyki:
Komisja Biur Podróży i Transportu.
Przewodniczący - Dariusz Wojtal
Wiceprezes odpowiedzialny za Komisję - Grzegorz Prądzyński
Komisja Współpracy z Zagranicą i Spraw Międzynarodowych.
Przewodniczący - Paweł Niewiadomski
Komisja Ekonomiczno-Prawna.
Przewodniczący - Piotr Hanusek
Wiceprezes odpowiedzialny za Komisję - Stanisław Piśko
Komisja Turystyki Młodzieżowej.
Przewodniczący - Jarosław Grabia
Wiceprezes odpowiedzialny za Komisję - Józef Ratajski
Komisja Turystyki Przyjazdowej i Promocji.
Przewodniczący - Małgorzata Chechlińska
Wiceprezes odpowiedzialny za Komisję - Stanisław Piśko
Komisja Hoteli, Infrastruktury Turystycznej i Inwestycji.
Przewodniczący - Andrzej Dowgiałło
Wiceprezes odpowiedzialny za Komisję - Grzegorz Prądzyński
Komisja Kształcenia, Strategii i Rozwoju Turystyki.
Przewodniczący - Anna Somorowska
Wiceprezes odpowiedzialny za Komisję - Józef Ratajski
Komisja Finansowa.
Przewodniczący - Andrzej Szafruga
Komisja Transportu Lotniczego i Agentów IATA.
Przewodniczący - Grzegorz Prądzyński
Zespół Etyki i Skarg
Przewodniczący - Krzysztof Markocki
Powołano Komitet Integracji Branży Turystycznej, na czele którego stanął prezes PIT Jan Korsak. Sekretarzem został Franciszek Ciemny, a Członkami : Józef Ratajski, Stanisław Piśko, Małgorzata Chechlińska, Tadeusz Milik, Paweł Niewiadomski, Karolina Gnusowska-Weiss, Grzegorz Chmielewski, Grzegorz Prądzyński, Anna Somorowska, Jerzy Kamiński, Remigiusz Dróżdż, Mirosław Ciesielski, Eugeniusz Ławreniuk.
Za naszą pomyłkę serecznie przepraszamy.
Bezpiecznie z kartą na wakacje
Zobacz całość »W ubiegłym roku dokonano aż 10 tysięcy transakcji kradzionymi kartami. Obecnie istnieje możliwość zabezpieczenia się przed skutkami kradzieży lub zagubienia kart płatniczych, dokumentów, a także telefonów komórkowych.
Wykupienie ubezpieczenia nie zawsze wystarcza w przypadku utraty karty płatniczej. Pomimo posiadania polisy, wykupionej w towarzystwie ubezpieczeniowym współpracującym z bankiem, trzeba niezwłocznie zastrzec kartę po jej utracie. Ubezpieczenie zazwyczaj nie obejmuje też transakcji dokonywanych przez internet lub telefon. Natomiast złodzieje kart kredytowych najczęściej wykorzystują właśnie te formy płatności. W ustawie o elektronicznych instrumentach płatniczych jest zapis: "posiadacza karty obciążają również operacje dokonane na odległość, mimo że karta płatnicza została wykorzystana bez fizycznego przedstawienia".
Dodatkowo, aby bank wypłacił odszkodowanie, należy udowodnić, że bezpiecznie użytkowało się kartę, a zastrzegło się ją natychmiast po utracie. Należy też wiedzieć, że bank odpowiada za nielegalne transakcje dopiero powyżej 150 euro.
Najczęściej spotykanym ubezpieczeniem jest od bezprawnego użycia karty. Jego przedmiotem są zobowiązania finansowe, które powstały w wyniku nieuprawnionych transakcji dokonanych przed zastrzeżeniem karty. Tego typu ubezpieczenie jest bezpłatne dla użytkowników kart między innymi BPH, ING Banku Śląskiego oraz BZ WBK. W mBanku za taką polisę trzeba dodatkowo zapłacić 1,70 zł miesięcznie. W PKO BP ubezpieczenie kosztuje 2 zł, w Citibank aż 6,50 zł. Jednak od początku tego roku ubezpieczenie nie jest już obowiązkowe.
Posiadana polisa ubezpieczeniowa ważna jest na całym świecie. Nie wymaga się jej dodatkowego aktywowania, np. przy wyjeździe za granicę. W momencie stwierdzenia braku karty należy ją jak najszybciej zastrzec, dzwoniąc pod specjalny numer banku, który czynny jest całą dobę. Konieczne jest też zgłoszenie faktu na policję. W celu potwierdzenia poniesionych strat, bank będzie żądał od klientów przesłania kilku dokumentów.
Na piśmie trzeba szczegółowo opisać okoliczności utraty karty, a do tego dołączyć kopie wyciągów, na podstawie których stwierdzono nieuprawnione transakcje, a także oryginał raportu policyjnego. Jeżeli karta została skradziona, a wskutek użycia przemocy lub zastraszenia klient ujawnił numer PIN, należy przedstawić w banku zeznanie świadka zdarzenia. Powinno ono zawierać jego imię i nazwisko, datę i miejsce urodzenia, adres zamieszkania oraz numer dowodu tożsamości. Jeżeli wskutek użycia przemocy doszło do obrażeń ciała, wymagany będzie również raport medyczny. Skompletowaną, niezbędną dokumentację należy wysłać w ciągu 14 dni od daty zdarzenia. Po rozpatrzeniu sprawy, bank wypłaca odszkodowanie na rachunek karty.
W niektórych bankach można wykupić dodatkowe ubezpieczenie od kradzieży gotówki pobranej z bankomatu przy użyciu karty. Ochronie podlegają pieniądze wybrane z bankomatu i znajdujące się pod opieką posiadacza karty, a także wypłacone przy użyciu karty w oddziałach banków lub innych uprawnionych do tego placówkach. Ubezpieczenie obejmuje utratę gotówki na skutek kradzieży, dokonanej w ciągu 2 godzin od momentu jej pobrania z bankomatu. MultiBank oferuje tego typu ubezpieczenie w ramach bezpłatnego pakietu Bezpieczna Visa. Klient może odzyskać maksymalnie 2 tys. zł w przypadku karty Visa Classic i 4 tys. zł w przypadku Visa Gold i Platinum. W ING Banku Śląskim ubezpieczyciel zwraca swoim klientom również koszty poniesione w związku z utratą kartą wraz z dokumentami np. dowodem osobistym, prawem jazdy.
Kredyt Bank współpracując z Wartą oferuje trzydziestodniowe ubezpieczenie towarów, za które zapłacono kartą. Chroni ono zakupy przed kradzieżą, zniszczeniem i uszkodzeniem. Jednak ubezpieczenie to nie chroni np. zakupionych telefonów komórkowych. Maksymalna kwota odszkodowania wynosi 1 tys. zł w przypadku karty Visa Classic i 5 tys. zł w przypadku kart platynowych. Tego typu ubezpieczenie obowiązuje na całym świecie.
O fakcie zrabowania gotówki należy powiadomić policję najpóźniej w 48 godzin od zdarzenia. Anna Łaszkiewicz z MultiBanku poinformowała - Wszystkie zgłoszenia wykraczające poza standardową procedurę związaną z ubezpieczeniem transakcji dokonywanych kartą rozpatrujemy indywidualnie, kierując się zawsze dobrem klienta.
Niezależnie od banku można też wykupić specjalną usługę "Blokada". Opłacając roczny abonament, z każdego miejsca w Polsce i na świecie w ciągu 10 minut będzie można zablokować wszystkie posiadane karty płatnicze i kredytowe oraz karty SIM i telefony komórkowe.
Okradziona osoba musi jedynie zadzwonić pod bezpłatny, czynny przez całą dobę numer i tam zostaną zablokowane jej wszystkie utracone karty. Podczas pobytu za granicą można podać numer telefonu hotelu, restauracji lub posterunku policji, na który oddzwoni konsultant, żeby nie narażać poszkodowanego na dodatkowe koszty. W momencie zgłoszenia rozpoczyna się proces blokowania kart u ich wydawców. Po zakończeniu konsultant oddzwania do klienta z informacją o: godzinie zastrzeżenia kart, rodzaju założonej przez bank blokady (stała czy tymczasowa), procedurze uzyskania nowej karty oraz obowiązku zgłoszenia na policję faktu utraty kart w celu uzyskania numeru raportu zgłoszenia.
W centrum telefonicznym okradzieni klienci mogą też uzyskać dodatkową pomoc. W razie potrzeby konsultant zawiadomi rodzinę lub osoby bliskie o zdarzeniu, zamówi taksówkę, poda adres najbliższego komisariatu policji oraz placówki konsularnej, a także pomoże w otrzymaniu gotówki na bilet powrotny do kraju. Jeżeli firmie nie uda się zablokować karty w deklarowanym w umowie czasie, bierze na siebie całkowitą odpowiedzialność za utracone środki. Jeżeli dojdzie do wypłaty pieniędzy z konta, firma je zwróci.
Dzięki usłudze "Blokada" wszystkie czynności związane z procedurami bankowymi są załatwiane w imieniu klienta. Jest to szczególnie istotne w przypadku, gdy klienci posługują się kartami wydanymi przez różne banki. Na koniec firma sporządza szczegółowy raport zdarzenia, który wymagany jest przez wystawców kart i który może się okazać niezbędny do uzyskania odszkodowania.
Najtańszy roczny abonament wynosi 69 zł za pakiet indywidualny lub 129 zł za objęcie usługą całej rodziny, liczącej maksymalnie 5 osób.
::: 2006-07-28 :::
Świetlana przyszłość cieszyńskiej Wenecji
Zobacz całość »Cieszyn ma coś czego mogą mu pozazdrościć inne miasta Polski. Mianowicie swój kawałek Wenecji, który po renowacji będzie perłą tego miasta.
Tereny, o których mowa znajdują się w starej części miasta. Rozciągają się od Wzgórza Zamkowego przy ul Przykopa aż do ul. 3-go Maja. Uwagę przyciągają zabytkowe budynki stojące przy kanale Młynówka niczym w Wenecji. Ciekawy widok stanowią werandy wybudowane tuż nad wodą. Do ich środka można wejść po mostkach. Jedną z tutejszych atrakcji jest stary XVI-wieczny młyn.
Niestety większość budynków jest w złym stanie z powodu atakującej je wilgoci, ulice są zaniedbane, brzegi Młynówki mają stare i brzydkie umocnienia. Brakuje miejsc, gdzie turyści i mieszkańcy mogliby spocząć.
Władze miasta postanowiły w końcu zaopiekować się cieszyńską Wenecją. Dzięki pieniądzom unijnym dojdzie do realizacji projektu "Ciesz się Cieszynem - ogród dwóch brzegów". Zakłada on zagospodarowanie terenów wzdłuż Olzy po stronach polskiej i czeskiej. W planach jest budowa mostu zaprojektowanego przez francuskiego architekta François Roche oraz przeprawy w okolicach Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Przystosowany zostanie również most kolejowy do ruchu pieszego i dla rowerzystów. Ponadto przewiduje się renowację zabytkowych budynków, urządzenie restauracji oraz hoteli w ich pomieszczeniach oraz oczyszczenie Młynówki.
Na opracowanie projektu władze Cieszyna otrzymały 156 tyś. zł. - Szczegóły poznamy na początku przyszłego roku, gdy będzie gotowa koncepcja i przeprowadzimy konsultacje społeczne. To umożliwi nam składanie wniosków o fundusze europejskie na realizację tych pomysłów w latach 2007-2013. Dzięki temu atrakcyjność naszego miasta na pewno się zwiększa - powiedział burmistrz miasta, Włodzimierz Cybulski.
Impreza Parowojazda 2006 udana!
Zobacz całość »Pod koniec lipca (29) minionych wakacji na stacji Rabka Zaryte odbył się pokaz pociągów retro pod hasłem Parowozjada 2006.
Na imprezę zaprosili PKP Cargo S.A. Zakład Taboru w Krakowie oraz Burmistrz Rabki Zdrój.
Parowojazdę 2006 otworzyła prezentacja pociągów - każdy indywidualnie - dzięki czemu można było im zrobić bez pośpiechu zdjęcia. Zestawiono jak co roku składy pociągów osobowych, pospiesznych, towarowych oraz towarowo - osobowych. Pociągi były ciągnięte przez następujące typy parowozów: Ol49-100, OKz32-2, Tr12-25, Ty2-953 oraz maszyny Pm36-2, Pt47-112 i Tr5-65, które specjalnie na tę okazję zostały sprowadzone z Parowozowni w Wolsztynie. Pokazał się również wagon motorowy SN61-168.
Wszyscy chętni mogli się przejechać pociągami retro w tę i z powrotem z Chabówki do Zakopanego, z Chabówki do Tymbarku oraz z Wadowic do Chabówki. Osoby z Chabówki przyjechały do Rabki Zdrój za darmo.
Po tym jak pociągi zaprezentowały się na stacji, uczestnicy imprezy udali się do skansenu w Chabówce gdzie odbyła się parada parowozów, pokazy sprawności drużyn parowozowych oraz pokaz obrządzania parowozu. Parowozjada 2006 zakończyła się zabawą plenerową.
Więcej informacji na temat imprezy można znaleźć w serwisie www.skansen.hg.pl.
Lato to też dobry okres na narty
Zobacz całość »Na lodowcach, jeździ się zwykle do południa, ponieważ później śnieg jest zbyt miękki. Jednak turyści przebywający na wakacjach w Zell am See i Kaprun, popołudniami nie narzekają na brak atrakcji.
Wysoko w górach, 3000 m n.p.m. temperatura nad ranem spada przeważnie do dwóch, trzech stopni, co nie oznacza, że nie zdarzają się też noce z mrozem. Wtedy ranem śnieg jest równie twardy jak zimą. Zatem narciarze udający się na lodowiec, wstają wcześnie, by wyjechać skoro świt, gdy tylko ruszą kolejki gondolowe i wyciągi. Lodowiec Kitzsteinhorn, o powierzchni ok. 1 km2, przypomina kształtem regularny prostokąt, spływający śnieżnymi językami w dół do wysokości ok. 2900 m n.p.m. Wyjazdy na narty na lodowiec, to niezwykła zabawa na śniegu pod błękitnym niebem z dawką promieni słonecznych. Trasy na lodowcu (najdłuższa ok. 1 km) są starannie przygotowane, łagodne i szerokie, a gdy śnieg jest jeszcze zmrożony, pozwalają na szybką jazdę długimi skrętami carvingowymi. Około południana stoki pustoszeją, a zapełniają się bary pod sztucznymi palmami przy bazie ratraków oraz skałki przy wyciągach, czy siodło dzielące lodowiec od południowo-zachodnich urwisk Kitzsteinhornu - skąd rozciąga się wspaniała panorama Wysokich Taurów z górującym nad lodowymi polami i łańcuchem trzytysięczników Grossglocknerem.
Pierwsze wzmianki o Kaprun, wsi znanej z najlepszych przewodników alpejskich, pochodzą sprzed 1000 lat. Pod koniec XIX w., miejscowość u stóp Kitzsteinhornu, należała do najczęściej odwiedzanych miejscowości górskich w Austrii. Dzisiaj Kaprun, to nadal małe i ciche miasteczko (zwłaszcza w lecie), z niewielkimi hotelami i pensjonatami oraz wieloma sklepami sportowymi i firmami, które specjalizują się w organizowaniu aktywnego wypoczynku. Chlubą osady jest XII-wieczny zamek, w którym odbywają się przedstawienia i koncerty, znane w całym Kraju Salzburskim, muzeum starych samochodów oraz wzniesiony przed półwieczem kompleks elektrowni wodnych i jezior zaporowych - Tauernkraftwerke. Na obrzeżach Kaprun, istnieje jeszcze kilkanaście farm, zatem można tu odnaleźć także trochę klimatu i nastroju dawnej alpejskiej wioski. Trochę odmienny charakter ma oddalone o kilka kilometrów Zell am See. Miejscowość ta szczyci się atmosferą starego kurortu, stuletnim secesyjnym hotelem na półwyspie nad jeziorem, zabytkowymi kamieniczkami oraz malowniczymi uliczkami starówki, jak również eleganckimi sklepami i galerią sztuki w zamku Rosenberg. Obie miejscowości, przed laty połączono w jeden ośrodek narciarski i turystyczny - Europa Sportregion. W marcu odbył się tu m.in. Tydzień Polski, a w lipcu zorganizowano wielką imprezę (600 uczestników) - Polskie Dni, z wieloma atrakcjami sportowymi i artystycznymi (m.in. koncert Skaldów, De Mono).
Wyciągi na lodowcu czynne są zwykle do trzeciej, jednak większość narciarzy wraca na dół gdy minie południe, aby korzystać z innych atrakcji. W Europa Sportregion można uprawiać ponad 40 dyscyplin sportu i rodzajów turystyki - na lądzie, wodzie i w powietrzu. Znajduje się tutaj m.in. zaliczane do największych w Austrii - pole golfowe, w obu miejscowościach regionu, działają kluby tenisowe i nowoczesne aquaparki. Doskonałą forme wypoczynku, stanowi zapewne kąpiel w jeziorze Zeller, z widokiem na lodowiec. Woda jest tak czysta, że nadaje się do picia, a jej temperatura osiąga w sierpniu 23 stopnie. Na Zeller See można również uprawiać żeglarstwo, windsurfing i narciarstwo wodne. Ponadto lotnisko w Zell am See, oprócz lotów widokowych awionetką nad górami, oferuje także kursy spadochronowe i loty paralotnią w tandemie (czyli pod opieką zawodowego pilota). Amatorzy kajakarstwa górskiego i raftingu, mają do dyspozycji rwące, kamieniste rzeki: Kapruner Ache i Salzach. Wyżej, w górach, łożyska potoków i wodospady, to idealne miejsca do uprawiania kanioningu. Dla fanów kolarstwa górskiego, wytyczono w Europa Sportregion, kilkadziesiąt kilometrów tras, na których rozgrywano zawody światowej rangi. Największym zainteresowaniem cieszą się jednak alpejskie wędrówki, a przede wszystkim bardzo modny nordic walking (marsz z kijkami). Na stokach, czekają na wędrowców liczne, dwa rodzaje szlaków pieszych - turystyczne i alpinistyczne i choć na górskie ścieżki nad Kaprun i Zell am See, wyruszają każdego dnia setki turystów, podczas całodziennej wędrówki spotyka się zwykle tylko parę osób. Częściej niż ludzkie głosy, można usłyszeć tam gwizd świstaka.
Ruszyła kolejka wąskotorowa w Czarnej Białostockiej
Zobacz całość »W Czarnej Białostockiej dzięki grupie miłośników kolejek wąskotorowych tego lata w pierwszą trasę wyruszyła nowa kolejka, z której będą korzystać turyści.
Linia kolejki wąskotorowej została wybudowana przez Niemców jeszcze przed drugą wojną światową. Służyła do transportowania drewna przez Puszczę Knyszyńską. Miała długość 48 km i prowadziła od Czarnej Białostockiej do mijscowości Walił. Po wojnie jeszcze długo bo do lat 80-tych służyła również Polakom. Po tym jak ze względów finansowych zaprzestano wożenia drewna kolejką, tabor zezłomowano, tory po części rozebrano. to co pozostało zarosło chaszczami.
Wąskotorówką o szerokości 600 mm zainteresowało się kilku młodych ludzi, którzy pod koniec lat 90-tych postanowili ją odbudować. Jadnym z nich był Krzysztof Zientara, któremu pasję do kolejek zaszczepił ojciec. Prowadzi on własna stronę internetową poświęconą tej tematyce. Wraz z innymi mu podobnymi osobami utworzył Fundację na rzecz Leśnych Kolei Wąskotorowych. Postanowili odremontować kolejkę w Czarnej Białostockiej aby tym razem przewoziła ludzi.
Na początku oczyścili tory, kupili lokomotywę oraz na platformie sprowadzonej z Hajnówki zbudowali wagon. To wystarczyło aby kolejka kursowała na trasie liczącej 3 km. Latem tego roku po raz pierwszy odbył się kurs na 8-mio lkilometrowej trasie z Czarnej Białostockiej do Czeremchowej Tryby.
Kolejka jednak nie będzie miała tak długich stałych połączeń. - Na razie ta trasa będzie dostępna na zamówienie. Nie możemy uruchomić tu teraz ogólnodostępnych przejazdów, bo to kosztuje, a wpływy z biletów nie gwarantują na razie nawet minimalnego zysku - powiedział Krzysztof Zientara. - Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości trasa kolejki wydłuży się aż do arboretum w Kopnej Górze.
W tej chwili regularne kursy odbywają się w okolicach Czarnej Białostockiej na trzykilometrowym odcinku. Cena najdroższego biletu wynosi 5 zł. Turyści mogą zamówić pociąg do zorganizowania np. wycieczki grupowej w każdej chwili. Wszelkie informacje znajdą stronie: www.koleje.wask.pl.
Koncerty muzyki żydowskiej na Suwalszczyźnie
Zobacz całość »Po Festiwalu Muzyki Żydowskiej na krakowskim Kazimierzu, żydowska muzyka zawitała na Suwalszczyznę. Kapelę Klezmerską Teatru Sejneńskiego będzie można usłyszeć od piątku przez prawie miesiąc. w Białej Synagodze w Sejnach.
22 lipca rozpoczął się pierwszy z koncertów skierowanych do mieszkańców Sejn jak i turystów. W programie jest 9 przedstawień muzycznych.
Jest to jedna z ciekawszych atrakcji turystycznych i kulturalnych na Suwalszczyźnie.
Koncerty będą się odbywać w ośrodku "Pogranicze Sztuk, Kultur, Narodów" we wtorki i piątki do 15 sierpnia. Dnia 22 lipca odbędzie się dodatkowy koncert w leśniczówce Buduk koło Głębokiego Brodu podczas festiwalu Jazz na Buduku.
Muzyka klezmerska to tradycyjna muzyka żydowska, grano ją podczas uroczystości weselnych i innych świątecznych wydarzeń na Białorusi, Ukrainie, w Polsce, Rosji, Mołdawii, Rumunii i na Węgrzech.
Klezmer oznacza w języku jidysz muzykanta.
Międzynarodowe Spotkania z Kulturą Żydowską w Sopocie
Zobacz całość »W programie Międzynarodowych Spotkań z Kulturą Żydowską "My Blue" znajdzie się między innymi: muzyka klezmerska, poezja żydowska oraz fotografie architektury żydowskiej w Sopocie.
W repertuarze teatru Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie elementy kultury żydowskiej widoczne były od samego początku. Na scenie odbywały się między innymi koncerty muzyki klezmerskiej oraz recitale pieśni żydowskich. W tym roku po raz pierwszy na sopockiej scenie zostanie zorganizowany dwutygodniowy festiwal Międzynarodowe Spotkania z Kulturą Żydowską "My Blue". André Ochodlo, dyrektor teatru Atelier podkreśla - Spotkania mają w założeniu nie tylko przypominać, ale przede wszystkim tworzyć nowe rozdziały kultury żydowskiej.
W programie "My Blue" głównym elementem będzie muzyka. Szczególnie polecane są koncerty zespołów Trombenik z Czech, The Cracow Klezmer Band i Preßburger Klezmer Band, o których twórczości mówi się, że tętni autentyczną atmosferą kultury żydowskiej.
Koncert grupy Trombenik odbędzie się w niedzielę, 23 lipca podczas uroczystego otwarcia spotkań. Czescy muzycy już wcześniej występowali w Atelier przed sopocką publicznością.
Gwiazdą spotkań ma być Lea Szlanger, zwana Wielką Damą żydowskiej sceny teatralnej. W latach pięćdziesiątych była aktorką Teatru Żydowskiego w Warszawie. Natomiast w Izraelu zajmuje się reżyserią teatralną i realizacją programów kulturalnych, a także współpracuje ze znanym na całym świecie teatrem Cameri. Grupa z Tel Awiwu wystawiała "Hamleta" na zeszłorocznym gdańskim Międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim. Szlanger ma zaprezentować w Sopocie "Pieśni mojego serca", recital piosenek ludowych oraz utworów znanych poetów żydowskich.
Podczas "My Blue" odbędzie się też jedna muzyczna premiera: "Shir Hanoded", czyli "Pieśń wędrowca"podczas koncertu André Ochodlo & The Jazzish Quartet. André Ochodlo zaznaczył - Piosenki te z uwagi na ich wysokie walory artystyczne są ze wszech miar warte przypomnienia. Dodał - Wybrane przez nas utwory opowiadają o wędrówce człowieka po życiowych poszukiwaniach Boga i szczęścia, ludzka tułaczka od dziecka do śmierci. Wszystkie powstały na ziemiach polskich i są głęboko osadzone w realiach życia codziennego Żydów polskich. Aranżacje muzyczne piosenek przygotował Adam Żuchowski, kontrabasista, aranżer i kompozytor.
Podczas "My Blue" będzie można też obejrzeć fotografie zabytkowej zabudowy Sopotu, związanej z charakterystyczną dla kultury żydowskiej architekturą. Przegląd slajdów "Śladami przeszłości" odbędzie się w niedzielę, 23 lipca. Peter Talas, fotografik z Budapesztu zaprezentuje zdjęcia synagogi Rombach, oryginalnej i bogato zdobionej budowli projektu wiedeńskiego architekta Otto Wagnera. Zdjęcie świątyni, autor wykonał nielegalnie w latach osiemdziesiątych. W sobotę, 29 lipca w ogrodzie Muzeum Sopotu, Halina Marcinkowska z Forum Żydów Polskich wygłosi wykład o trudnej dziś tożsamości żydowskiej i innych kwestiach związanych ze współczesną historią narodu żydowskiego.
Natomiast 31 lipca odbędzie się spotkanie z pisarzem Mieczysławem Abramowiczem, autorem zbioru opowiadań "Każdy przyniósł, co miał najlepszego". Książka została nominowana do literackiej nagrody Nike. Autor opowiada w niej o gdańskich losach Polaków, Żydów i Niemców od czasów II wojny światowej do współczesności.
Wybrane pozycje z programu Międzynarodowych Spotkań z Kulturą Żydowską "My Blue"
23 lipca, niedziela
19.30 - ogród Muzeum Sopotu przy ul. Poniatowskiego 8 - koncert André Ochodlo & The Atelier Klezmer Band Shalom Live, pokaz slajdów "Śladami przeszłości", wstęp wolny
24 lipca, poniedziałek
18.00 - klub Atelier przy al. Mamuszki 2 - otwarcie wystawy fotografii Pétera Tálasa, wstęp wolny
19.30 - teatr Atelier przy al. Mamuszki 2 - koncert grupy Trombenik, bilety w cenie 25 i 28 zł
22.00 - klub Atelier - Klezmer jam session, wstęp wolny
25 lipca, wtorek i 26 lipca, środa
19.30 - teatr Atelier - Koncert The Cracow Klezmer Band, bilety w cenie 25 i 28 zł
27 lipca, czwartek
19.30 - teatr Atelier - André Ochodlo & The Jazzish Quintet "Mayne teg", bilety w cenie 25 i 28 zł
Lato z "Gazetą" na sopockim Monciaku
Zobacz całość »Cały ubiegły weekend w Sopocie podczas letniej imprezy "Gazety" latano i skakano ze spadochronem. Od poniedziałku na Monciaku rezydują strongmeni, kulturyści instruktorzy aerobiku i winsurferzy.
W sobotę na Monciaku stanął wyczynowy szybowiec Jantar 1, a na temat latanie opowieści snuł dyrektor Aeroklubu Gdańskiego Marcin Żurawiecki. Turyści zasiadali za sterami Jantara i robili sobie pamiątkowe zdjęcia. Jak powiedział Żurawiecki - Latać może każdy, kto ma takie marzenie, to bezpieczny sport. Pilotowanie szybowca wymaga dokładności i wyobraźni. Ale niesamowite jest to, że pilotujemy sprzęt ważący 500 kilogramów, niemający silnika, którym wznosimy się na duże wysokości i pokonujemy znaczne odległości. Mój najdłuższy lot szybowcem trwał 6 godzin 46 minut i był to czas, którego nie zamieniłbym na nic innego.
W Aeroklubie Gdańskim, którego jest dyrektorem każdy może nauczyć się sztuki latania na motolotni, samolotem, szybowcem czy skakać ze spadochronem. Jedynym warunkiem jest ukończenie 16tego roku życia i oczywiście odpowiednia ilość gotówki. Szkolenie szybowcowe (kurs teoretyczny i praktyczny) kosztuje około 2,5 tys. zł, kurs samolotowy - około 20 tys. zł. Szkolenie odbywa się na Cessnach 150 i 152, a licencja uprawnia do latania na samolotach o masie do 5700 kg.
Kolejną ciekawą osobowością był Marek Szuster, on opowiadał na letniej scenie o tym jak wyglądały przygotowania do ustanowienia rekordu świata w Nordic Walking. Podczas weekendu przystąpił on do 12 godzinnego marszu w panującym ostatnio upale nie było to na pewno łatwe zadanie. Pokonał w tym czasie 81 kilometrów. Przez cały czas dzielnie wspierali go kibice i jak mówi bez nich by mu się to udało. Marek Szuster jest rekordzistą świata w marszu z kijkami po plaży i pionierem Księgi Rekordów Sportowych Powerade.
W sobotni wieczór na sopockim molo wylądowało 12 spadochroniarzy zrzeszonych w klubie Perfect. Czekało przed nimi nie lada zadanie mieli bowiem wylądować w określonych punktach o średnicy 3cm. Zwycięstwo odniósł Andrzej Belicki, a drugie i trzecie miejsce zajęli Mariusz Kulig i Dariusz Pychowic. Dzięki kierownikowi plaży i sopockiemu MOSiR-owi lądowanie skoczków odbyło się całkowicie bezpiecznie.
W poniedziałek Letnia Scena będzie bawić pod znakiem sportu. Organizatorzy na godzinę 16.30 zapowiedzieli początek imprezy, którą zaszczycą kulturysta Henryk Hryszkiewicz, który zaprezentuje trening siłowy. Dla zwolenników aerobiku wystąpi Matylda Ziółkowska. Jan Łuka legenda sportów siłowych będzie dla widzów podciągał się na drążku z 105 kilogramowym obciążeniem. Grzegorz Kacała podniesie sztangę o wadze bagatela 280 kilogramów w martwym ciągu, trener rugby poprowadzi konkurs rzutów piłką rugby do kosza.
Podczas całej imprezy organizatorzy będą zachęcać do aktywnego spędzania wolnego czasu, pokazy i sprzęt zachęcą nie jednego do uprawiania sportów wodnych i korzystania z wyjątkowo pięknego lata.
Misski promują Żywiec!
Zobacz całość »Najpiękniejsze Polki, postanowiły założyć w Żywcu klub M jak Miss. Chcą się spotykać, aby się wspierać i pomagać potrzebującym.
Kilkanaście piękności przybyło w sobotę do Żywca, by dokonać uroczystego otwarcia swojego klubu. Aby wstąpić do M jak Miss, należy odnieść sukces w konkursach Miss Polonia, Miss Polski, Miss Bikini, Miss Playboya oraz innych regionalnych konkursach piękności w kraju. - Każda z nas była kiedyś numerem 1, a potem odeszłyśmy w cień, zajęłyśmy się swoimi rodzinami, firmami, studiowaniem. Pomyślałam, że fajną rzeczą będzie się spotkać, porozmawiać, przypomnieć sobie tamten okres, a jednocześnie zrobić coś pożytecznego. Przecież nasz klub można świetnie wykorzystać, możemy wesprzeć różne szczytne przedsięwzięcia - wyjaśniła Drozdowska, Miss Polonia 2001, inicjatorka pomysłu.
Władze Żywca, gdy dowiedziały się, że byłe misski chcą zorganizować swoje pierwsze spotkanie, bezzwłocznie wysłały do nich zaproszenie, gdyż uznano to za doskonały sposób promocji miasta. Podczas pierwszego spotkania klubu, w sali sesyjnej żywieckiego ratusza, burmistrz Antoni Szlagor, był bardzo zadowolony. - Nie mogę narzekać na moją Radę Miasta, ale gdybym miał w niej takie kobiety, toby się świetnie pracowało - poinformował. Zachwyceni byli także mieszkańcy Żywca, z którymi klubowiczki spotkały się na rynku. Piękności przepasane szarfami z nazwą klubu, pozowały do wspólnych zdjęć, zwiedzały żywiecki Browar, w zamku spotkały się z księżną Marią Krystyną Habsburg, a w parku sadziły drzewka i obejrzały pokaz walk rycerskich.
Misski postanowiły popierać wszelaką działalność charytatywną. Na razie brak konkretnych pomysłów, choć powstają już jakieś koncepcje. Śnioch-Malecka (Miss Polski 1995) oświadczyła - Uroda musi czemuś służyć, a ten klub jest gejzerem urody. Jest tyle matek, które potrzebują pomocy. Znajdziemy Dom Samotnej Matki, który będziemy wspierać, np. przekazując tam ubrania dla kobiet i dzieci - Wiśniewska (Miss Polski 1998) - W Londynie co roku odbywa się bieg na szpilkach. Podobny możemy zorganizować tutaj. Każda z nas znajdzie sponsora, a pieniądze przeznaczymy na określony cel- Natomiast Agnieszka Smektała, Miss Ziemi Wielkopolskiej 2002, życzyć sobie, by klub organizował zajęcia stylizacji, wizażu, opanowania stresu, savoir-vivre'u. - To jest potrzebne nie tylko modelkom, ale kobietom w każdym zawodzie - wyjaśniła. Panie z M jak Miss, zamierzają pomagać również świeżo upieczonym pięknościom. - Takie dziewczyny nie mają jeszcze żadnego doświadczenia. Będziemy je nie tylko wspierać psychicznie, ale udzielać też różnych praktycznych rad, np. co warto ze sobą zabrać - oświadczyła Drozdowska.
Mostki - najlepsza plaża w Kieleckim
Zobacz całość »Jeden z najładniejszych zbiorników wodnych w Świętokrzyskim, może się poszczycić czystą plażą i wodą, jednak nie znajdziemy tam żadnych atrakcji.
Plażowicze przyjeżdżają tu z Kielc, Skarżyska Kamiennej i okolic. Wszyscy chwalą sobie wyjątkowo czystą wodę i spokój na plaży. Na plaży nie ma puszek po piwie, petów z papierosów czy innych śmieci.
Prezes miejscowego koła wędkarskiego tłumaczy, że skoro w tym akwenie żyją szczupaki, czy amury to woda musi być czysta. Ze swej strony dodaje, że jest to wręcz raj dla wędkarzy, w Mostkach organizowane są od czasu do czasu zawody wędkarskie.
Nie tylko czysta woda i plaże ale również bezpieczeństwo wypoczynku nad wodą jest atutem Mostków - zawsze na plaży znajduje się dwóch ratowników.
Plaża w Mostkach kusi. Szkoda tylko, że nie można tam wypożyczyć sprzętu do sportów wodnych, nie ma również boiska do siatkówki plażowej. Jak na razie stoi jedynie budka z hamburgerami.
Sztuka dalekiego wschodu w Centrum Manggha
Zobacz całość »Krakowska Manggha rozpoczęła serię wystaw sztuki Dalekiego Wschodu. Z Muzeum Narodowego w Warszawie przyjechała porcelana, grafiki i rzeźby.
Eksponaty pochodzą z okresu Edo (1603-1868), okresu Meiji (1868-1912) oraz okresu do lat siedemdziesiątych XX wieku. Polska kolekcja jest jedną z największych w Europie Środkowej - jest więc wielką gratką dla wielbicieli sztuki Japońskiej. Obejrzymy wiele ciekawych eksponatów jednak nie otrzymamy wyczerpujących informacji na ich temat. Wystawcy przygotowali jedynie informacje o tym z jakiej epoki pochodzi eksponat, jaką techniką i przez kogo został wykonany. Więc albo wyjdziemy z tej wspaniałej wystawy z pewnym niedosytem albo sięgniemy do literatury fachowej i sami zapoznamy się z przeznaczeniem i miejscem jakie zajmowały w tradycji choćby figurki okimono i wyroby typu satsuma.
Właściciel parowozowni w Wolsztynie odznaczony przez Królową Elżbietę II
Zobacz całość »W Wolsztynie od dziesięciu lat mieszka Anglik, Howard Jones, który utrzymuje jedyną parowozownię w Europie. Howard Jones za swoją działalność otrzymał od królowej Elżbiety II Order Członka Imperium Brytyjskiego.
Anglik, pojawił się w Polsce w połowie lat 90., ponieważ chciał zobaczyć lokomotywownię i parowozy, które jeździły w ruchu planowym. Zauroczony tym miejscem został na stałe, by stworzyć Wolsztyn Experience, czyli szkołę, w której nauczyć się można obsługi parowozów. Przybywają tam maszyniści z najdalszych stron świata, wśród nich jest wielu pasjonatów, którzy pragną przenieść się w czasie i poczuć zapach pary i dymu. Dzięki Howardowi Jonesowi do Wolsztyna przyjeżdżają tłumy miłośników kolei z Anglii, USA i Francji.
Atrakcją, która budzi najwięcej entuzjazmu jest prowadzenie żelaznej maszyny. Zyski z prowadzenia kursu pokrywają koszty remontów starych maszyn.
Gdyby nie działalność Anglika parowozownię trzeba byłoby zamknąć i przekształcić na skansen, tak jak robi się to w przypadku większości takich miejsc na świecie. - Wszystko by się skończyło w ciągu kilku miesięcy - zapewnia Marek Ciesielski, asystent Howarda Jonesa.
Wkład miłośnika lokomotyw został doceniony przez królową Elżbietę, dlatego otrzymał on tytuł Członka Imperium Brytyjskiego (Member of The British Empire). Nagrodzony przebywa aktualnie na wakacjach, a wiadomość o przyznaniu mu orderu królowej brytyjskiej przyjął z niedowierzaniem. - Myślał, że to dowcip. Polecił, żebym to sprawdził. I potem bardzo się ucieszył - ujawnia Ciesielski.
Order ustanowił król Jerzy V w 1917 roku, wyróżnienie dzieli się na trzy klasy: MBE (Member of the British Empire), CBE (Comander) oraz KBE lub DBE (Knight - rycerz lub Dame - dama). Jones został kawalerem najniższej z nich - MBE.
Tytuły przyznawane są dwa razy do roku za szczególne osiągnięcia. Kandydatów wysuwa premier Wielkiej Brytanii.
Howard Jones otrzyma krzyż, który będzie mógł nosić na specjalnych okazjach.
Polskie znakomitości w Sopocie
Zobacz całość »Sopot jest miejscowością wypoczynkową wyjątkowo popularną wśród polskich Vip-ów. Możemy spotkać tam byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza, aktora Marka Kondrata, Aleksandrę Kwaśniewską czy Mandarynę. Na najpopularniejszym polskim molo spacerują gwiazdy kina i polityki.
Szczególnie tego lata przyjechało do Sopotu wielu z naszych ulubieńców. Odpoczywając nad polskim morzem każdego dnia możemy ich spotkać w restauracjach, na plaży czy deptaku. Dlaczego właśnie Sopot? Na to pytanie odpowiada Mandaryna - - Uwielbiam to miasto, choć mnie akurat kojarzy się z wielkimi emocjami. Mimo to wciąż tu wracam. Zwłaszcza na molo. To moje ulubione miejsce w Sopocie - powraca tu mimo, że w ubiegłym roku nie odniosła sukcesu na sopockim festiwalu.
Marek Kondrat również odpoczywa w Sopocie, on podziwia sopocką architekturę i twierdzi, że lubi Sopot tak samo jak wino. Być może dlatego kupił sobie tu mieszkanie. Nie on jeden - mieszkania posiadają tu bokser Dariusz Michalczewski, reżyser Juliusz Machulski, aktor Borys Szyc czy polski polarnik Marek Kamiński. Również Krzysztof Kolberger zastanawia się nad powrotem na rodzinne Pomorze.
Nasi politycy również mają sentyment do Sopotu - Donald Tusk posiada tutaj dom w dzielnicy willowej, a prezydent Lech Kaczyński mieszkanie w jednej z sopockich kamienic.
Tak więc spacerując po Molo czy Monciaku możemy spotkać córkę prezydenta, czy żonę lidera PO. A wieczorem w sopockim klubie możemy zobaczyć jak bawią się nasze znakomitości. Niecodzienny to widok kiedy córka niedoszłego prezydenta Kasia Tusk podaje nam smażoną rybkę w jednej z sopockich restauracji.
Prezydent Sopotu tłumaczy to nagromadzenie znakomitości wyjątkową inteligencją swoich mieszkańców i jak widać ma się czym poszczycić.
Sally B. będzie atrakcją obchodów 62. rocznicy powstania warszawskiego!
Zobacz całość »Bombowiec B-17 z czasów drugiej wojny światowej rozrzuci nad Warszawą 50 tys. ulotek wzywających do zatrzymania się na chwilę w 62. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego.
Czterosilnikową latającą maszynę można będzie oglądać 31 lipca na lotnisku Okęcie, gdzie wyląduje. - Miłośnicy historii i lotnictwa nie mogą tego przegapić - mówi Piotr Śliwowski z Muzeum Powstania Warszawskiego, który zajmuje się organizacją obchodów i prowadził rozmowy z właścicielem historycznego samolotu, którym jest brytyjska fundacja. - Latająca forteca nigdy nie była na pokazie w Polsce. Bardzo rzadko zresztą wylatuje poza Wielką Brytanię. - Na tę okazję wojsko wyjątkowo otworzy bramę dla wszystkich zainteresowanych i samolot będzie można obejrzeć z bliska - dodaje Śliwowski.
B-17 został wyprodukowany w 1945 roku i otrzymał pieszczotliwa nazwę Sally B. Swego rodzaju tradycją wśród lotników było nadawanie maszynom imion kobiet. Sally B posłużyła filmowcom w produkcji filmu "Ślicznotka z Memphis".
Bombowiec wystartuje o godzinie 16 we wtorek i trzy razy przeleci nad Warszawą, będzie go można zobaczyć nad pl. Krasińskich i nad siedzibą Muzeum Powstania Warszawskiego.
Początkowo pracownicy muzeum chcieli sprowadzić do Polski liberatora, największego bombowca dokonującego zrzutów nad Warszawą w czasie powstania. Amerykanie jednak chcieli aż 2 mln dolarów za wypożyczenie, dlatego zaczęto rozglądać się za inną maszyną. Wypożyczenie Sally B kosztowało 140 tys. zł
Wśród innych atrakcji obchodów 62. rocznicy powstania warszawskiego będą inscenizacje walki o budynek Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, w których weźmie udział kilkadziesiąt osób i historyczne pojazdy. Nieco później w Parku Wolności Muzeum Powstania odbędzie się koncert, na którym wystąpią m.in. O.S.T.R. i Marysia Sadowska. Koncert będzie odbywał się pod szyldem "Pamiętamy 44"
Kombatanci zostaną odznaczeni przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego w siedzibie Muzeum Powstania Warszawskiego, a nie jak dotychczas w Pałącu Prezydenckim. - Do pałacu w przeszłości zapraszano wybranych kombatantów. Chcemy to zmienić - tłumaczy prezydencka minister odpowiedzialna za dziedzictwo narodowe Lena Dąbkowska-Cichocka. - Zaprosiliśmy wszystkich żyjących, w sumie jest ich kilkunastu. Przyjadą z Kanady, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Republiki Południowej Afryki - dodała Dąbkowska-Cichocka.
Ścieżkami turystycznymi Trzebiatowa
Zobacz całość »- Trzebiatów jest bardzo pięknym, starym miastem, ma ogromnie wysoką wieżę, która wystaje ponad niskie, piętrowe domki - zachwycał się amerykański ilustrator i malarz niemieckiego pochodzenia Lyonel Feininger (1871-1956).
W tym małym miasteczku blisko siebie stoją kościoły aż czterech wyznań! Trzebiatów był niegdyś jednym z najzacniejszych miast Pomorza Zachodniego, przypomina o tym potężna wieża kościoła i mury obronne. Odwiedzenie Trzebiatowa w lipcu wiąże się z atrakcją, jaką jest otrzymanie kaszy od samego burmistrza, który czyni to co roku na pamiątkę starej legendy.
Dawno, dawno temu pełniącemu nocną służbę na murach młodemu strażnikowi dziewka służebna przyniosła miskę gorącej kaszy. Młodzi, jak to młodzi, zaczęli się przekomarzać. W trakcie igraszek któreś z nich potrąciło stojącą na murze gorącą kaszę. W dole rozległy się krzyki i przekleństwa poparzonych ludzi. To podstępni gryficzanie, z którymi trzebiatowianie wadzili się o prawo żeglugi na Redze, podkradli się cichcem pod mury, chcąc zdobyć miasto niespodziewanym atakiem. Strażnik podniósł alarm i za napastnikami ruszyła pogoń. Trzebiatów został uratowany.
Nie wiadomo skąd wzięła się nazwa Trzebiatów, może od trzebienia lasów, a może od słowa "trzebić" oznaczającego ofiarę u pogańskich Słowian?
Prawa miejsce zostały przyznane w 1277 r. od księcia Barmina I i opata Tomasza z klasztoru w Białobokach.
Niegdyś Rega był źródłem jego pomyślności, dziś to niewielka rzeczka, która niejednokrotnie wykorzystywana jest do spływów kajakowych.
W średniowieczu pływały na niej statki ze zbożem, piwem, drewnem, solą i cebulą. Trzebiatów miał prawo wolnej żeglugi, własny port oraz prawo składu. Wszyscy kupcy musieli więc wykładać w nim swoje towary. Sytuacja ta nie podobała się leżącym w górze rzeki Gryficom. Spór między miastami trwał kilka wieków i przerodził się nawet w otwartą wojnę.
Co można zobaczyć w Trzebiatowie?
Najciekawsze miejsca znajdują się na Szlaku Staromiejskim, który oznakowany jest czerwoną farbą. Szlak ma około 2,5 km. Trasa zaczyna się na rynku, na którego środku znajduje się czworoboczny ratusz z dziedzińcem i drewniana wieżą zegarową. Nad wejściem na dziedziniec wznosi się herb miasta - gryf dzierżący w łapie złota tarczę z emblematem koniczynki i klucza.
Trzebiatowskie mury wzniesiono w średniowieczu, jednak większość budowli pochodzi z XVIII w. Miasto inspirowało Feiningera, który od 1924 do 1935 r. każde lato spędzał w pobliskim Mrzeżynie. Dziś możemy podziwiać reprodukcje jego obrazów w Trzebiatowskim Ośrodku Kultury. Z rynku można dojść do kościoła Macierzyństwa Najświętszej Marii Panny, którego wieża służyła niegdyś rybakom jako punkt orientacyjny, choć Trzebiatów leży 10 km od morza. Z wieży tej widać morze oraz latarnię morską w Niechorzu.
Przy okazji możemy zobaczyć trzy dzwony, pierwszy , bezimienny, odlany w 1399 r., jest jednym z najstarszych w Polsce, drugi ważący 3,7 tony dzwon Maria z 1515 r. zalicza się do największych w kraju, trzeci natomiast odlano w XX w. (9-13 i 14-17, niedziela 14-17, bilet 3 zł).
Niedaleko kościoła Regę przecina kamienny most z 1895 r. - Zapewne z najstarszy w Zachodniopomorskiem - tłumaczy trzebiatowski przewodnik Jerzy Kazimierz Rachański. - Budowla jest łukowa, w stylu rzymskim, wykonana bez użycia stali i cementu. Wzdłuż rzeki ciągną się mury obronne - Pochodzą z czasów budowy, z XIV w. - wyjaśnił przewodnik - Mocowano w nich belki rusztowań.
Niedaleko kościoła mariackiego wznosi się XVII-wieczny pałac, który jest dużą klasycystyczną budowlą o dwóch skrzydłach. Lista lokatorów pałacu robi wrażenie, mieszkali tam: Maria z Czartoryskich Wirtemberska, Adam Jerzy Czartoryski, Gebhard Blücher. Dziś mieści się tu Trzebiatowski Ośrodek Kultury, w którym można obejrzeć reprodukcje obrazów Feiningera.
Na ulicy Zajazdowej mieści się największa osobliwość Trzebiatowa - słoń z XVIII wieku, namalowany techniką sgraffiti na ścianie kamienicy. Prawdopodobnie malowidło przedstawia słonia, którego oprowadzano po okolicy. Pastor z pobliskiej wioski Sarbii, która istnieje do dziś, w księdze parafialnej pod datą 1639 zapisał: (...) Jesienią tego roku oprowadzano po okolicy niezmiernie wielkie zwierzę - słonia, który widziany był w Trzebiatowie (...). Spraw Boże, aby te niezwykłe zwierzęta nie uczyniły naszej ojczyźnie nic złego.
Rajd w Bieszczadach z okazji jubileuszu!
Zobacz całość »W 2006 roku mija 100 lat od założenia przez Mieczysława Orłowicza pierwszego studenckiego koła turystycznego - AKT (Akademickiego Klubu Turystycznego) - we Lwowie. Datę tego wydarzenia przyjęto za początek zorganizowanej turystyki studenckiej. Jednocześnie w tym roku obchodzone jest 30-lecie istnienia Studenckiej Bazy Namiotowej SGGW Rabe. Aby uczcić te dwie rocznice postanowiliśmy zorganizować Rajd, z ześrodkowaniem w Bieszczadach, na terenie - SBN Rabe, koło Baligrodu w Bieszczadach.
Ześrodkowanie odbędzie się w weekend 19-20 sierpnia 2006. Organizatorzy liczą na udział turystów poprzez poprowadzenie tras klubów organizacji macierzystych i przybycie na wspólne ześrodkowanie w Rabe.
Wszyscy chętni do wzięcia udziału - zarówno organizacje jak i uczestnicy indywidualni proszeni są o kontakt oraz potwierdzanie uczestnictwa. W czasie rajdu prowadzona będzie weryfikacja specjalnej odznaki okolicznościowej Stulecia Turystyki Akademickiej ustanowionej przez Zarząd Oddziału Międzyuczelnianego PTTK w Warszawie Organizator główny:
Studencki Klub Podróżniczy “Czwórka" Koło PTTK nr 4 przy Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego pomoc organizacyjna :
Koło PTTK nr 1 przy Politechnice Warszawskiej
Promocje w Germanwings!
Zobacz całość »Dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy zaplanowali podróż samolotem na drugą połowę wakacji. Otórz niemiecka linia lotnicza Germanwings przygotowała atrakcyjną promocję - od 29 lipca do 31 sierpnia na wybranych trasach obowiązuje pula biletów w cenie od 9 EUR plus podatek.
W przypadku Polski oferta dotyczy przelotów z Gdańska do Kolonii i z powrotem, a rezerwacja bitelów ze specjalnej puli rozpoczęła się w czwartek 20 lipca.
Rezerwacji można dokonywać na stronie www.germanwings.com
Wczasy nad morzem w Etiopii zamiast w Grecji i Turcji!
Zobacz całość »W bardzo dalekiej przyszłości z katalogów biur podróży znikną wyjazdy na plaże Grecji i Turcji, za to pojawią się oferty wypoczynku na etiopskiej riwierze.
Obecnie Etiopia nie ma dostępu do morza, ale ta sytuacja może się w przyszłości zmienić. W czasopiśmie "Nature" naukowcy opisali ruch płyt tektonicznych, który ma odrywać Półwysep Somalijski od reszty kontynentu. Zauważono, że trzy spotykające się w Etiopii płyty tektoniczne gwałtownie się od siebie oddalają. Naukowcy poinformowali, że w przyszłości doprowadzi to do powstania nowego akwenu morskiego.
W zeszłym roku zauważono nasilenie się tego procesu. We wrześniu zeszłego roku depresją Afar w Etiopii targnęło silne trzęsienie ziemi, po czym nastąpiły słabsze wstrząsy. W wyniku tego pustynia pokryła się zmarszczkami, a istniejące rozpadliny rozszerzyły się.
Naukowcy najnowszymi zdobyczami techniki postanowili zbadać zjawisko. Radar pokazał, że podczas zeszłorocznych wstrząsów płyty tektoniczne oddaliły się od siebie aż o osiem metrów. Jednak naukowcy podkreślają, że same wstrząsy sejsmiczne są za to odpowiedzialne w niewielkim stopniu. Najistotniejszą przyczyną zaistniałego zjawiska jest wypychana z głębin Ziemi gorąca, płynna magma, która wdziera się pomiędzy płyty litosfery i rozpycha je.
W czasie zeszłorocznego trzęsienia ziemi do szczelin pod depresją Afar napłynęło 2,5 kilometra sześciennego lawy. Procesy tego typu zachodzą w tym rejonie już od 30 milionów lat. Depresja Afar o szerokości 300 kilometrów jest rozpadliną, która powstała właśnie w ich wyniku.
Profesor Stanisław Skompski z Instytutu Geologii Podstawowej Uniwersytetu Warszawskiego wyjaśnia - Miejsce opisane w najnowszym numerze "Nature" to tak zwane trójzłącze Afaru. Z płaszcza Ziemi, z głębokości kilku tysięcy kilometrów przedostaje się ku górze magma, tworząc podziemne pióropusze. Płyty skorupy ziemskiej są rozpychane i powstają trzy pęknięcia ułożone promieniście, tak jak w znaku mercedesa.
Pęknięcia rozdzielone są przez trzy płyty tektoniczne: afrykańską, zwaną też nubijską, somalijską i arabską. W przyszłości doprowadzi to do rozpadu Afryki. Profesor Skompski uważa, że zmiany w geografii kontynentu będą już widoczne za kilkanaście tysięcy lat.
Według naukowców najpierw dojdzie do częściowego zatopienia tak zwanego trójkąta Afaru, czyli fragmentu północnowschodniej Etiopii, południowej Erytrei i północnego Dżibuti. Na trójkąt Afaru składają się przede wszystkim depresje, które położone są ponad 100 metrów pod poziomem morza. Natomiast od wód Morza Czerwonego i Zatoki Adeńskiej depresje oddzielane są wzgórzami. Rozchodzenie się płyt tektonicznych ma spowodować przerwanie się tej bariery i zalanie depresji.
Następnie od kontynentu oderwie się Półwysep Somalijski i środkowo-wschodnia część Afryki. Linia podziału ma przebiegać wzdłuż Rowu Wschodnioafrykańskiego, który przecina Wyżynę Abisyńską i biegnie pomiędzy Jeziorem Wiktorii i wulkanem Kilmandżaro, wzdłuż jeziora Niasa aż do ujścia rzeki Zambeze.
Od kontynentu oderwany ma zostać także charakterystyczny róg, którym Afryka styka się z Oceanem Indyjskim. Według Tima J. Wrighta z Oxfordu, autora artykułu w "Nature" będzie to miało miejsce za mniej więcej od miliona do dwóch milionów lat. Profesor Skompski poinformował -Będzie to wydarzenie podobne do tego, jakie zaszło 100 milionów lat temu w Afryce południowo-wschodniej: od kontynentu oderwał się wtedy Madagaskar.
Skompski uważa - W dalszej perspektywie możemy przewidywać, że Morze Czerwone zupełnie zniknie. Stanie się tak dlatego, że Afryka leży pomiędzy dwoma grzbietami oceanicznymi: Atlantyckim, który spycha Afrykę na wschód i grzbietem Oceanu Indyjskiego, który przesuwa ją na zachód. Suma tych sił pcha kontynent na północ, północny wschód. Dlatego gdy za kilkanaście milionów lat Afryka połączy się z Europą i Azją, znikną morza Czerwone i Śródziemne.
Żywiec: Tydzień Kultury Beskidzkiej
Zobacz całość »W związku z odbywającym się Tygodniem Kultury Beskidzkiej (www.tkb.art.pl) z Antonim Szlagorem, burmistrzem Żywca rozmawiała dziennikarka "Rzeczpospolitej" Barbara Cieszewska.
Czy nie irytuje pana, że miasto, w którym pan rządzi, postrzegane jest głównie przez pryzmat piwa?
Antoni Szlagor - Od wieków nasze miasto znane jest z produkcji piwa. A tradycja się liczy. Nasz żywiecki browar to dzisiaj jedno z najnowocześniejszych przedsiębiorstw w Europie, dlatego nie mam nic przeciwko temu, że Żywiec jest kojarzony z przemysłem piwowarskim.
Czym Żywiec się szczyci poza piwem?
Antoni Szlagor - Tydzień Kultury Beskidzkiej, Festiwal Kwaśnicy czy Festiwal Folkloru Górali Polskich to imprezy kulturalne, które znane są już w całym kraju. Mamy też zespoły folklorystyczne, które na całym świecie rozsławiają nasze miasto. Poza tym w Żywcu mieszka księżna Maria Krystyna Habsburg, która jest doskonałą ambasadorką naszego miasta.
Jakie najistotniejsze zmiany zaszły, pana zdaniem, w mieście w ciągu ostatnich lat?
Antoni Szlagor - Wyremontowaliśmy wiele zabytkowych obiektów. W zeszłym roku ukończyliśmy rewitalizację Starego Zamku, gdzie swoje miejsce znalazło Muzeum Miejskie. Obejmując stanowisko burmistrza, wiedziałem, że miasto ma opóźnienia w infrastrukturze wodno-kanalizacyjnej i drogowej. Cztery lata to za mało, by nadrobić zaległości. Mimo to udało się w Żywcu wybudować dziesiątki kilometrów sieci kanalizacyjnej, wyremontować wiele dróg i szkół.
Mieszkańcy mówią, że jest coraz więcej miejsc, w których warto bywać. Wymieniają wśród nich park obok zamku. Jakie miejsce pan by wskazał?
Antoni Szlagor - Odnowiony ratusz, do którego po latach powrócił żywiecki magistrat.
Jakie obiekty będą odnawiane w najbliższym czasie?
Antoni Szlagor - Obecnie przeprowadzamy rewitalizację drzewostanu w parku Habsburgów. W trakcie projektowania jest przebudowa alejek parkowych, oświetlenia i urządzeń technicznych, ławek i koszy. Na obrzeżach parku budujemy stajnię dla koni i chcemy tam zrobić nowoczesny skaterpark. Rozpoczęliśmy również remont stajni i oficyn znajdujących się przy Starym Zamku. W kwietniu 2006 roku rozpoczął się też gruntowny remont XVIII-wiecznego budynku tzw. Siejby. Będzie się tam mieściła Biblioteka Samorządowa. Chcemy ubiegać się o środki finansowe z Funduszu Norweskiego, które pozwolą na przebudowę żywieckiego Rynku i śródmieścia wraz z budową dwupoziomowego podziemnego parkingu na dwieście samochodów pod płytą Rynku.
Czego nie udało się zrobić?
Antoni Szlagor - Obecnie najważniejszym wyzwaniem inwestycyjnym jest rozbudowa infrastruktury drogowej. Mam tu na myśli przede wszystkim wykonanie niezbędnych obwodnic miasta, przebudowę starego mostu i remonty kapitalne dróg miejskich. W celu poprawy bezpieczeństwa mieszkańców naszego miasta niezbędne jest wykonanie monitoringu. Mamy gotowy projekt i wszelkie pozwolenia na budowę, tylko nie udało się nam uzyskać środków finansowych ze ZPOR. Ale ponowimy wniosek o dofinansowanie.
Na co Żywiec stawia: na turystykę czy przemysł?
Antoni Szlagor - Żywiec nie jest miastem typowo turystycznym. Goście przyjeżdżający do miasta na ogół rozjeżdżają się w różne strony Żywiecczyzny, gdzie mogą uprawiać turystykę górską, kolarstwo, sporty wodne. Nie znaczy to, że nie dbamy o rozwój turystyki, wręcz przeciwnie, po zakończeniu inwestycji drogowych przybędzie nam silne zaplecze noclegowe. Ja stawiam na kulturę, chcemy konsekwentnie umacniać swoją pozycję silnego ośrodka kulturalnego. Oczywiście bardzo cieszy nas to, że na terenie Żywca funkcjonuje bardzo duża liczba podmiotów gospodarczych, w tym producenci zdrowej żywności: wody mineralnej czy słynnych w całym kraju żywieckich wędlin.
Czy ma pan pomysł na zagospodarowanie Jeziora Żywieckiego? Jest regularnie zaśmiecane, a mogłoby być piękne i czyste.
Antoni Szlagor - Przed kilku laty na terenie Żywiecczyzny stworzony został program pod nazwą "Ochrona wód Jeziora Żywieckiego". Program przewiduje miedzy innymi budowę sieci wodociągowo-kanalizacyjnej. Jego realizacji podjął się Międzygminny Związek do spraw Ekologii zrzeszający 11 gmin powiatu żywieckiego. Program opiewa na kwotę ponad 150 mln euro i przez instytucje unijne uznawany jest za wzorcowy. Obecnie opracowujemy projekt rozbudowy i modernizacji oczyszczalni ścieków w Żywcu, Cięcinie i Zwardoniu. Trwają przetargi na wykonanie dokumentacji sieci wodociągowo-kanalizacyjnych w gminach. Czekamy też na drugą transzę środków unijnych.
Po zbudowaniu tych sieci woda w Jeziorze Żywieckim będzie kryształowo czysta. Na terenie Żywca i wielu gmin będących udziałowcami spółki Beskid prowadzimy wzorcowo gospodarkę odpadami. Chcemy ją tak udoskonalić, aby w lasach, potokach, a w efekcie końcowym w Jeziorze Żywieckim nie znalazły się żadne śmieci. Jezioro Żywieckie należy oczyścić z naniesionych mułów i żwirów. Wspólnie z wójtami gmin leżących nad jeziorem chcemy zagospodarować tereny przyległe do niego, budując przystanie, pensjonaty, kąpieliska. Tylko taka infrastruktura i czyste jezioro gwarantują napływ turystów.
Jaką rolę dla regionu pełni Tydzień Kultury Beskidzkiej?
Antoni Szlagor - Ze względu na swój charakter, zasięg, liczbę wykonawców i koncertów jest imprezą bardzo ważną dla mieszkańców i gości przyjeżdżających do Żywca. Podczas jego trwania zespoły folklorystyczne z całej Europy, Afryki, Azji prezentują oryginalne bogactwo ludowej muzyki, tańca i śpiewu, obrzędów i zwyczajów. Dzięki Tygodniowi Kultury Beskidzkiej miasto jest znane i rozpoznawalne na całym świecie. Na tę imprezę przyjeżdżają turyści z całej Polski. Podczas pobytu na Żywiecczyźnie poznają nas, naszą kulturę, obyczaje, a także miło spędzają czas w licznych ośrodkach turystycznych i gospodarstwach agroturystycznych.
Jak wyobraża pan sobie miasto w 2010 roku? Co powinno się zmienić?
Antoni Szlagor - Momentem przełomowym dla Żywca było wstąpienie Polski do Unii Europejskiej. Dzięki środkom unijnym miasto stało się jednym wielkim placem budowy. Powstają też nowe firmy, coraz częściej z kapitałem zagranicznym. Myślę, że za kilka lat Żywiec stanie się bardzo silnym ośrodkiem przemysłowo-turystycznym. Powinien stać się prawdziwą perłą Beskidów.
Mistrz Twardowski atrakcją Bydgoszczy
Zobacz całość »Rzeźba Mistrza Twardowskiego od czerwca jest atrakcją turystyczną Bydgoszczy. Dwa razy dziennie można podziwiać figurę Mistrza, która pojawia się w oknie kamienicy na Starym Rynku.
Ratusz chce wypromować figurę Mistrza Twardowskiego zarówno wśród turystów jak i mieszkańców, ponieważ niewielu z nich wie co ma wspólnego Twardoski z miastem.
- Mieszkam tu od 30 lat i nigdy nie słyszałam, żeby był bydgoszczaninem - mówiła Teresa Gadalińska, która wczoraj przyszła obejrzeć Mistrza o godz. 13.13.
- Efektownie wygląda, ale co on tu robi? - dziwił się wczoraj 25-letni lublinianin Adam Pawełek. - Jeśli dobrze się orientuję, to najpierw mieszkał w Krakowie, a potem poleciał na Księżyc.
- Twardowski mieszkał w naszym mieście. Musimy się tym szczycić i wszystkim o tym mówić - przekonuje Halina Piechocka-Lipka, p.o. dyrektora wydziału kultury i promocji miasta. Jak dodaje, już zamówiła tysiąc czerwonych koszulek z nadrukiem Mistrza Twardowskiego na kogucie. - Dostaniemy je już w przyszłym tygodniu. Będziemy rozdawać turystom, dzieciom w szkołach oraz harcerzom. Koszulkę dostanie też każdy, kto do nas po nią przyjdzie. Za darmo.
Oprócz koszulek z wizerunkiem rozdawane będą także promocyjne kubki, które ozdobił bydgoszczanin Marek Rona. Utrwalone na nich zostały Stary Rynek i diabeł Węgliszek, który odmładza Twardowskiego.
W wrześnie zostanie zawieszona mała tablica z podziękowaniami dla sponsorów figury, zabraknie niestety miejsca na napisanie na niej legendy.
- Na razie nas na to nie stać - mówi Piechocka-Lipka.
Prawdziwą niespodziankę szykują władze miasta na noc sylwestrową, podczas której Twardowski ma po raz pierwszy przemówić. - Chcemy tak zaprogramować komputer sterujący, żeby zamiast się śmiać, Mistrz życzył wszystkim szczęśliwego nowego roku i udanej zabawy sylwestrowej - mówi Piechocka-Lipka.
Zwiedzanie Warszawy śladami świętych
Zobacz całość »- Warszawa ma tyle kościołów, ciekawych chrześcijańskich miejsc, a ludzie ich nie znają - narzeka Julita Mendyka, pedagog, przewodnik po Warszawie, dziennikarz "Anioła Stróża" i "Miejsc świętych".
Julia Mendyka oprowadza turystów po warszawskich kościołach, opracowała trasy śladami prymasa Wyszyńskiego, papieża Jana Pawła II, Jerzego Popiełuszki, św. Faustyny Kowalskiej, cudownych wizerunków na Trakcie Królewskim, fundacji sakralnych Jana III Sobieskiego. Usługi przewodniczki poleca Centrum Informacji przy warszawskiej kurii.
- Jeśli ktoś nie może pojechać do Częstochowy, tu może popielgrzymować - zachęca. Wycieczka śladami warszawskich świetych rozpoczyna się w kościele akademickim św. Anny. - Tu mieści się kaplica błogosławionego Władysława z Gielniowa, patrona Warszawy. Jak miał 60 lat, to w 1504 r. został przełożonym klasztoru Bernardynów przy kościele św. Anny. Rok później w Wielki Piątek wygłaszał płomienne kazanie pasyjne i aż uniósł się nad amboną, krzycząc: Jezu! Jezu! Miesiąc później zmarł w opinii świętości. Mieszkańcy Warszawy przyzywali go, kiedy w mieście wybuchały zarazy: w 1522, 1601 i 1705. I zarazy się cofały. Ludzie od razu obwołali go patronem miasta, ale oficjalnie stał się nim dopiero w 1962 r. Cztery lata później skradziono relikwiarz z kaplicy jemu poświęconej, ale z Wawelu przekazali szczątki i znów mamy relikwie w kościele św. Anny.
Z kościołem św. Anny związany jest też błogosławiony Edward Detkens urodzony we wsi Mokotów pod Warszawą. Jan Paweł II beatyfikował go w 1999 roku.
Dalej szlak prowadzi na Starówkę, Julia Mendyka zatrzymuje się przy archikatedrze św. Jana i opowiada: - Tu są pochowani dwaj słudzy Boży: kardynał Stefan Wyszyński i kardynał Hlond. Obaj mają dopiero otwartą drogę do beatyfikacji. Kard. Hlond był prymasem Polski przed II wojną światową i w jej czasie, aż do 1946 r. We wrześniu 1946 r. zawierzył Polskę niepokalanemu sercu Maryi. Jak Portugalię zawierzono Maryi, uniknęła II wojny światowej. To dzięki Maryi w Polsce przetrwał katolicyzm.
Przewodniczka wspomina tez o Piotrze Skardze, który choć świętym nie został, zasługuje na słowo wspomnienia. - Wygłaszał kazania w archikatedrze w XVI w. jako nadworny kaznodzieja Zygmunta III Wazy. Odprawiał msze przed obradami Sejmu i wygłaszał kazania dla posłów. Mówił, że jak się będą kłócić w Sejmie, to Polacy zostaną włóczęgami międzynarodowymi.
Parę kroków dalej znajduje się kościół jezuitów Matki Bożej Łaskawej, patronki Warszawy. - Na ołtarzu wisi kopia obrazu Matki Bożej Łaskawej z Faenzy, która w XV w. ukazała się pobożnej kobiecie w czasie zarazy i nakazała ludowi modlić się, pościć i pokutować. Zaraza odeszła. Kopię przywiózł królowi Janowi Kazimierzowi w 1651 r. nuncjusz papieski. Kiedy w Warszawie w 1664 r. wybuchła dżuma, ludzie obnosili obraz po Starym Mieście. Dżuma się cofnęła, a warszawiacy obwołali Matkę Bożą Łaskawą patronką miasta.
Za białym kościołem sakramentek na Nowym Mieście znajduje się kościół Redemptorystów św. Benona. - Św. Klemens Dworzak, który działał tu pod koniec XVIII w., miał trudne zadanie. W Warszawie, w której ludziom do kościoła nigdy nie było po drodze, miał ich przyciągnąć do wiary katolickiej. Założył sierociniec i żebrał o pomoc dla dzieci. Kiedyś dostał w twarz za to żebranie. Powiedział: Dziękuję, to było dla mnie, a co dla moich dzieci?
Na ul. Żytniej stoi kościół sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. - Tu św. Faustyna Kowalska wstąpiła do zakonu. Pochodziła z biednej rodziny, była służącą w Łodzi i kiedyś poszła na potańcówkę. A tam ukazał się jej ubiczowany Chrystus, który zapytał: Jak długo jeszcze będziesz mnie zwodzić? Jedź do Warszawy, a tam wstąpisz do klasztoru. I proszę sobie wyobrazić, biedna dziewczyna wzięła jeden tobołek z sukienką i pojechała. Tylko żaden zakon nie chciał jej przyjąć, bo była za biedna. Tu ją przyjęli.
Mendyka prowadzi do kaplicy obok, gdzie stoi trumienka-relikwiarz ze szczątkami błogosławionego Zygmunta Szczęsnego-Felińskiego. - Bardzo lubię tego świętego. Na obrazach święci zawsze są przedstawiani tak bez życia, a on naprawdę był świetny. Przyjaźnił się ze Słowackim, przeciwstawił się carowi i kościoły zostały na nowo otwarte dla wiernych. To dzięki niemu z Francji trafił do Warszawy zakon sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, do którego wstąpiła św. Faustyna. Ale car na 20 lat zesłał go za Wołgę. Wrócił już w trumnie w 1920 r.
Przewodniczka kończąc wycieczkę zaznacza, że Kraków ma więcej świętych, jednak zachęca również do zwiedzania Warszawy. - Tu wszyscy ci święci to przyjezdni, żaden się w Warszawie nie urodził. Stolica czeka jeszcze na rodowitego świętego - dodaje Julia Mendyka.
Aleja Golec uOrkiestry w Milówce!
Zobacz całość »Łukasz i Paweł Golcowie są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd polskiej muzyki. W gminie, z której pochodzą - Milówce - do tras narciarskich i wyciągów będzie można niedługo dojechać aleją Golec uOrkiestry. W ten sposób gmina chce uhonorować bliźniaków za rozsławienie miejscowości na świecie.
Grupa mieszkańców zgłosiła wniosek o nazwanie jednej z dwóch ulic aleją Golec uOrkiestry. - To jedyna rzecz, którą Milówka może im dać. Gdzie by się nie wybrać, wszyscy wiedzą o naszej miejscowości właśnie dzięki Golec uOrkiestrze - argumentuje Tadeusz Butor, sołtys Milówki, jeden z inicjatorów pomysłu.
Aleja, która będzie nosiła nazwę zespołu jest na razie polną drogą, jednak już niedługo będzie utwardzona szosą u podnóża góry Zabawa, która ma zostać zagospodarowana turystycznie. Powstaną tam wyciągi i trasy turystyczne, na które prowadzić będzie aleja GolecuOrkiestry.
- Nikt z mieszkańców nie zgłosił zastrzeżeń do tego wniosku. Decyzję o nadaniu ulicy nazwy wkrótce podejmą radni - mówi Wróbel.
- To miły gest, choć mamy pewne wątpliwości, bo naszym zdaniem pomniki powinno się stawiać dopiero po śmierci, a w Polsce najprostszym sposobem na uhonorowanie kogoś jest nazwanie ulicy, placu albo skweru. Chcielibyśmy, żeby w naszej miejscowości przybywało więcej atrakcji turystycznych, bo to one tak naprawdę przyciągają ludzi. Niezależnie od tego wszystkiego i tak będziemy promować Milówkę, bo ją kochamy - powiedział Paweł Golec.
Kurs wikliniarski w Bierkowicach koło Opola
Zobacz całość »Od 25 lipca w Muzeum Wsi Opolskiej w Bierkowicach trwa kurs wyplatania koszy z wikliny. - Chcemy, by ta tradycja znów odżyła - mówi mistrz koszykarstwa Tadeusz Taszycki.
Kursanci krok po kroku, pod okiem pana Tadeusza, uczą się wyplątać kosz na ziemniaki. - To nie jest łatwe zadanie. Wymaga ogromnej cierpliwości i silnych rąk. Przyjechałem tu z czystej ciekawości i braku pomysłu na wakacje, jednak już teraz wiem, że po kursie będę wyplatał dalej, coś trudniejszego - opowiadał nam pan Jakub z Opola. Pierwszego dnia zadaniem kursantów było wykonanie wiklinowego dna kosza.
Kurs wikliniarski to kolejny cykl lekcji muzealnych o ginących zawodach. Pomysł muzeum ma przybliżyć działalność śląskiej kultury ludowej.
- Ludzie sami tworząc, doceniają wartość przedmiotu - uważa Helena Gruszka, organizator warsztatów. - Już planujemy wkrótce uruchomić kurs garncarski - dodaje.
Na szkolenie zapisało się 40 osób, ten kto nie zdążył może przyjechać do Muzeum Wsi Opolskiej na cotygodniowe pokazy, które odbywają się w weekendy.
Powstanie Zespół Parków Twierdzy Przemyśl
Zobacz całość »- Radni miejscy Przemyśla podjęli uchwałę o stworzeniu Zespołu Parków Kulturowych Twierdzy Przemyśl - poinformowano w poniedziałek PAP w przemyskim magistracie.
Twierdza - zbudowana na przełomie XIX i XX w. jest trzecią co do wielkości w Europie zaraz po Antwerpii i Verdun.
Powstanie parku wiązało się z koniecznościa porozumienia okolicznych samorządów, ponieważ Twierdza Przemyśl leży na terenie kilku gmin, a jej niewielka część lezy za granicą polsko - ukraińską. Z samorządem ukraińskim władze Przemyśla jeszcze nie romawiały, jednak w przyszłości plany te zostaną podjęte, aby Zespół Parków obejmoał równiez tę część.
- Stworzenie parku kulturowego - który ma służyć ratowaniu popadającego w ruinę zabytku - pomoże w ubieganiu się w przyszłości o ustanowienie "najważniejszej, nobilitującej formy ochrony, jaką jest w Polsce uznanie za pomnik historii - powiedział prezydent Przemyśla Robert Choma. Dodał, że gdy ta decyzja zapadnie, otworzy możliwość ubiegania się o wpisanie na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
W skład Zespołu Parków wejdą obiekty wojskowe takie jak: forty, szańce, baterie, bramy i wały, a także drogi forteczne i dawne koszary. Niemilitarnymi obiektami będą natomiast mosty kolejowe na Sanie i Wiarze oraz trzy parki miejskie.
Pierwszy tego typu Forteczny Park Kulturowy powstał w 2002 roku w gminie Stoszowice w województwie dolnośląskim.
Dlaczego warto odwiedzac Sandomierz?
Zobacz całość »- Przyjechałem do Sandomierza ze Słupska za głosem serca. I pomyślałem, że zatrzymam się tu na chwilę. I ta chwila trwa już 35 lat. Zakochałem się i w mieście, i w kamieniu. Wspaniałym krzemieniu pasiastym - zwierza się Cezary Łutowicz, artysta plastyk, który godzinami może opowiadać o tym miejscu. - Chłopi, którzy wydobywali wapień na budowę, wydłubywali z niego krzemień i utwardzali nim drogi - mówi Łutowicz. - A kiedyś nasi prapraprzodkowie właśnie z tego krzemienia robili siekierki, których używali w czasie rytualnych obrzędów. Świetnie się do tego nadaje: łączy w sobie żywioły - swoim usłojeniem przypomina wzburzoną wodę, a uderzany jeden o drugi wznieca iskry. Gdy przyszła epoka brązu i żelaza, stał się bezużyteczny i interesował jedynie geologów.
Łutowicz natomiast zaczął z niego wyrabiać...biżuterię. - Spełnia podstawowe wymogi stawiane kamieniom jubilerskim: twardość, dekoracyjność i rzadkość występowania. Jest rzadszy od diamentu, a w najpiękniejszej postaci występuje tylko w Polsce, na ziemi sandomierskiej, w Krzemionkach Opatowskich koło Ożarowa i Iłży. Cieszę się, że udało mi się przypomnieć ten kamień po czterech tysiącach lat zapomnienia - podkreśla Łutowicz.
Srebrna bizuterie kupiła Victoria Beckham oraz Robbie Williams i Boy George. To niewatpliwie świadczy o ty, że kamień ten jest coraz bardziej popularny. - Polki też zaczynają go lubić, a warto, bo to kamień optymizmu. Podnosi na duchu - zapewnia artysta.
Galeria artysty mieści się przy placu Poniatowskiego 4, kilkadziesiąt metrów od Rynku, więcej informacji można znaleźć na stronie www.krzemien-sandomierz.pl, a krzemienne dzieła eksponowane są także w sandomierskim Muzeum Okręgowym.
Od dwóch lat sandomierski Rynek zdobi instalacja "Zakotwiczenie nieba" - wydobyta z Wisły XIX-wieczna kotwica z łańcuchem sztywno wznoszącym się na kilka metrów w górę, która jest zasługą Łutowicza. - Może łaska niebiańska spłynie na to miasto - tłumaczy sens tej kompozycji Łutowicz. - To symbol nadziei na nowe tysiąclecie, które przypadło nam zaczynać. To także ukłon w stronę Wisły, Sandomierz był i jest miastem portowym - tłumaczy.
Ludzi takich jak Cezary Łutowicz jest w Sandomierzu więcej - pani Alicja Kaszyńska wróciła tu po ponad 40 latach spędzonych w Warszawie. Obecnie prowadzi dom pracy twórczej dla artystów oraz organizuje plenery i wystawy. Zakochany w tym mieście był też pisarz Jarosław Iwaszkiewicz i tacy artyści jak Krzesimir Dębski, Janusz Zakrzeński czy Marian KOnieczny i Jan Jakub Kolski.
- Dwie godziny spędzone w podmiejskim rezerwacie Góry Pieprzowe dają mu oddech na dwa miesiące - mówi Kolski
Program "Turystyka współna sprawa" w kolejnych województwach!
Zobacz całość »Prawie pięćdziesiąt pomysłów nowoczesnych produktów turystycznych i tyle samo propozycji grup partnerskich, to dotychczasowy efekt pierwszej edycji projektu "Turystyka - wspólna sprawa". Od lipca w województwach: lubelskim, małopolskim, śląskim, warmińsko-mazurskim oraz zachodniopomorskim rusza druga edycja tego największego w Polsce projektu szkoleniowo-doradczego dla sektora turystycznego.
Pierwsze efekty projektu "Turystyka - wspólna sprawa" są już widoczne. W pięciu województwach (dolnośląskie, podlaskie, pomorskie, kujawsko-pomorskie, świętokrzyskie), w których projekt jest realizowany od stycznia br., powstało kilkadziesiąt pomysłów na nowe produkty turystyczne i tyle samo propozycji grup partnerskich. W ten sposób realizowany jest jeden z głównych celów projektu - pomoc w rozwijaniu produktów turystycznych, poprzez ścisłą współpracę wszystkich podmiotów działających w turystyce.
Idea tworzenia grup partnerskich, składających się z przedsiębiorców, samorządowców oraz przedstawicieli organizacji, pojawiła się w odpowiedzi na słabą jakość i mały zakres współpracy w turystyce. Dobre przykłady konstruktywnego działania firm, samorządów oraz organizacji niekomercyjnych w celu tworzenia i rozwijania produktów turystycznych wciąż są nieliczne, a te, które istnieją, nie są upowszechniane w innych regionach. Dlatego, jak mówi Jacek Zdrojewski, ekspert turystyczny z Gdańska, zaangażowany w rozwój nowych produktów turystycznych:
- Inicjatywa grup partnerskich padła na podatny grunt. Środowisko turystyczne traktuje je jako swoiste naczynia, w których spotykają się interesy różnych partnerów, połączonych ideą poszerzania oferty turystycznej w swoim regionie. Jednocześnie system wsparcia dla grup partnerskich, związany dofinansowaniem działań promocyjnych i możliwością skorzystania z usług doradczych, stanowi zachętę do aktywnego udziału w pracach tych grup i dodatkowo daje motywację do wspólnego działania.
Rozwój współpracy w turystyce nie jest jedynym celem projektu "Turystyka - wspólna sprawa". Równie ważne są: poprawa konkurencyjności branży turystycznej oraz podniesienie umiejętności zawodowych osób w niej pracujących.
Po pozytywnych efektach w pięciu pierwszych województwach, projekt objął swym działaniem kolejnych pięć. Każde z nich boryka się z własnymi problemami w sferze turystyki. I tak: w województwie lubelskim, mimo licznych atrakcji, jakie czekają na turystów, władze samorządowe i przedsiębiorcy wciąż mają trudności w stworzeniu takiej bazy turystycznej, która odpowiadałaby zróżnicowanym potrzebom i oczekiwaniom turystów - ich liczba w województwie wciąż jest niska w porównaniu z innymi regionami w kraju.
Jedną z głównych barier dynamicznego rozwoju branży turystycznej w województwie małopolskim jest duża dysproporcja w aktywności gospodarczej mieszkańców regionu, czego efektem jest nierównomierny rozwój terenów o wysokich walorach turystycznych i krajobrazowych na obszarze województwa. Istotnym problemem, z którym borykają się mieszkańcy regionu, jest także słaba dostępność komunikacyjna jego południowej części - terenów najbardziej atrakcyjnych dla rozwoju turystyki. Jako zagrożenie należy postrzegać także konkurencyjną ofertę turystyczną miast i atrakcji Europy Środkowej i Wschodniej - Węgier, Słowacji, Czech oraz zaostrzającą się konkurencję zagranicznych wyjazdów urlopowych, szczególnie w okresie zimowym.
Niskie ceny lotów z liniami Norwegian
Zobacz całość »Od niedawna z Warszawy możemy z liniami Norwegian polecieć do Malagi, Barcelony/Girony i Alicante w Hiszpanii i do francuskiej Nicei. Do tych miast lata samolot B-737-300, który bazowany jest w Warszawie. Loty obsługują polscy pracownicy. Jest to uzupełnienie oferty, która wcześniej zawierała loty z Oslo do Krakowa, Warszawy i Gdańska i zyskały sporą popularność wśród pasażerów tak norweskich jak i polskich. Znacznie przyczyniły się do one do rozwoju ruchu lotniczego między naszym krajem a Skandynawią.
Plan Norwegian przewiduje uruchomienie kolejnych ośmiu połączeń z Polski. Mianowicie lotów z Warszawy do Sztokholmu, Rzymu, Mediolanu, Dublina i Aten, z Wrocławia do Sztokholmu i z Krakowa do Sztokholmu. Planowane rozpoczęcie tych lotów datuje się na 14 września. Również będą one obsługiwane przez samolot bazowany w Warszawie. Natomiast 28 października pierwszy raz samolot tych linii poleci z Warszawy do Kopenhagi.
Ceny przelotów podajemy poniżej, warto wspomnieć również, że opłata lotniskowa przy wylocie z Warszawy wynosić będzie nie więcej niż 60 zł.
Trasy:
Z Warszawy:(opłata bez podatków)
Alicante ALC od 105zł
Malaga AGP od 105zł
Girona / Barcelona GRO od 105zł
Nice NCE od 105zł
Oslo OSL od 105zł
Rzym CIA od 47zł
Milan MXP od 47zł
Ateny ATH od 47zł
Sztokholm ARN od 47zł
Dublin DUB od 47zł
Z Krakowa:
Oslo OSL od 105zł
Sztokholm ARN od 47zł
Z Wrocławia:
Oslo OSL od 47zł
Sztokholm ARN od 47zł
Z Gdańska:
Oslo OSL od 90zł
Grzywna dla taksówkarza była nielegalna!
Zobacz całość »Kara grzywny dla taksówkarza, który woził pasażerów bez umowy z Portem Lotniczym, była nielegalna, gdyż nie wolno karać za czyny, których nie zabraniają ustawy i rozporządzenia.
W piątek, 21 lipca Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, dzięki któremu taksówkarz Mirosław R. nie będzie musiał zapłacić grzywny za to, że bez umowy z Portem Lotniczym Okęcie na działalność gospodarczą na jego terenie zabrał stamtąd klientkę.
Trybunał uznał, że przepis prawa lotniczego, który przewiduje karę za niewykonanie zakazów i poleceń zarządcy lotniska nie jest zgodny z konstytucją.
Do Trybunału Konstytucyjnego sprawę wniósł Sąd Okręgowy w Warszawie, do którego trafiło odwołanie od uniewinniającego taksówkarza wyroku pierwszej instancji. Sąd miał wątpliwości, czy jest zgodny z konstytucją przepis prawa lotniczego, które przewiduje karę grzywny za wykroczenie, które nie jest wymienione ani w ustawie, ani w innym akcie prawnym określonym w konstytucji.
Wątpliwości sądu podzielił również marszałek Sejmu. Poseł Ryszard Kalisz, który wystąpił w jego imieniu zaznaczył, że port lotniczy jest tylko przedsiębiorstwem. Dlatego też nie ma kompetencji do stanowienia prawa, które obowiązuje wszystkich. Wyjaśnił - Zgodnie z podstawowym standardem państwa prawa karać można tylko tego, kto naruszył ustawę, a nie zarządzenie dyrektora.
Prokurator Andrzej Stankowski bronił przepisu w imieniu prokuratora generalnego. Pomimo, że jest on świadomy blankietowości przepisu oraz konstytucyjnych zasad, uważa, że szczególne wymagania bezpieczeństwa, które stawiane są zarządcy portu lotniczego uzasadniają oddanie w jego ręce narzędzi skutecznego działania.
Trybunał Konstytucyjny uznał, że zakazy, które są wydawane przez zarządcę lotniska nie należą do konstytucyjnego katalogu źródeł zaliczanych do powszechnie obowiązującego prawa. Do takich źródeł należą tylko: konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe, rozporządzenia oraz akty prawa miejscowego.
Dlatego też nie można ustanawiać kar za czynność, której powszechnie obowiązujące prawo nie zabrania oraz nie określa jego znamion, tylko odsyła do przepisu, który samodzielnie wyznacza tę winę i karę, ale ustawą nie jest. Sędzia TK Jerzy Stępień, przewodniczący składu orzekającego wyjaśnił - Szczególnie prawo represyjne nie może odsyłać do przepisów, które nie są powszechnie obowiązujące.
Według TK nakazy i zakazy, które powinny obowiązywać na lotniskach ze względu na konieczność zapewnienia podróżnym bezpieczeństwa, powinny zostać uregulowane w ustawie.
Z prawa lotniczego został wykreślony niekonstytucyjny przepis (art. 210 ust. 1 pkt 5), dzięki czemu sądy grodzkie nie będą już karać grzywną taksówkarzy za pracę na lotnisku bez koncesji. W przypadku dalszych utrudnień, taksówkarze mogą szukać pomocy w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a także w sądzie.
Niepełnosprawni nie będą płacić za udzielanie im pomocy na lotniskach!
Zobacz całość »Dziś w Dzienniku Urzędowym UE zostało opublikowane rozporządzenie (WE) nr 1107/2006 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 5 lipca 2006 r. w sprawie praw osób niepełnosprawnych oraz osób o ograniczonej sprawności ruchowej podróżujących drogą lotniczą.
Rozporządzenie zmierza do tego, aby osoby niepełnosprawne oraz ze zdolnością ruchową nie ponosiły żadnych opłat za udzieloną im pomoc. Zakazana będzie równiez dyskryminacja tuch osób, więc odmowa rezerwacji biletu lub wejscia na pokład bedą mogły nastąić jedynie z usprawiedliwionych względów bezpieczeństwa lub z powodu rozmiarów samolotu.
Odmowa przyjęcia rezerwacji bedzie musiała się wiązać z zaproponowaniem alternatywnej oferty. Natomiast odmowa wejścia na pokład będzie dawała możliwość zwrotu kosztów lub zmiany trasy podróży.
Osobą odpowiedzialną za udzielenie pomocy takim pasażerom będzie zarządazjący portem lotniczym bez pobierania dodatkowych opłat. Zarzadzający jest zobowiązany m.in. do wyznaczenia punktów przylotu i wylotu, w których osoby niepełnosprawne będą mogły powiadomić o swoim przybyciu do portu lotniczego i zwrócić się o pomoc, zarządzający będzie uprawniony do nakładania opłat na użytkowników portu lotniczego w celu sfinansowania tego sytemu pomocy.
Zarządzenie przewiduje, że przewoźnik lotniczy zobowiązany będzie do udzielenia pomocy osobom niepełnosprawnym oraz osobom o ograniczonej sprawności ruchowej na pokładzie samolotu, włączając w to przewóz psa, bądź sprzętu medycznego niezbędnego takiej osobie jednak nieprzekraczającego ilości dwóch sztuk.
Państwa Członkowskie UE podejmą również środki mające na celu rozpowszechnienie informacji o przysługujących im prawach osobom niepełnosprawnym lub o ograniczonej sprawności ruchowej.
Rozporządzenie wejdzie w życie za 20 dni.
Zacznie obowiązywać:
Art. 3 i 4 - dotyczące zapobiegania odmowie przewozu - od 26 lipca 2007 r.
pozostałe artykuły - od 26 lipca 2008 r.
Katedra Notre - Dame najczęściej zwiedzana w Paryżu
Zobacz całość »Paryskie Biuro Turystyki poinformowało, że najczęściej odwiedzanym zabytkiem w tym mieście jest katedra Notre - Dame na wyspie Ile de la Cite.
Ktedrę, której budowa rozpoczęła się w XII w., w zeszłym roku odwiedziło ok. 13 mln turystów (w 2004 było ich 12,8 mln).
Na drugim miejscu uplasowała się bazylika Sacre Coeuer leżąca na szczycie wzgórza Montmartre. Od dwóch lat cieszy się ona niesłabnącym powodzeniem. W 2005 r. zwiedziło ją 8 mln turystów.
Rekordowe zainteresowanie odnotował Luwr. Liczba zwiedzających wzrosła o 4 proc. W porównaniu do roku poprzedniego i wyniosła 7,55 mln.
Wieża Eiffla znajduje się na czwartej pozycji (6,43 mln zwiedzających), zaś 50 głównych muzeów stolicy Francji przyciągnęło łącznie 59,6 mln zwiedzających - o 4 proc. Więcej niż w 2004 r.
Nie będzie zgody na budowę kolejki linowej na Jaworzynie Krynickiej?
Zobacz całość »Budowa kolejki linowej na szczyt Jaworzyny Krynickiej spod Muszyny wiąże się z wylesieniem ponad 23 hektarów. Fakt ten sprawia, że dyrektor Popradzkiego Parku Krajobrazowego, Tadeusz Wieczorek blokuje inwestycję.
Projekt jest pomysłem właściciela spółki Fakro, zapalonego narciarza z Nowego Sącza, który chce stworzyć wielki ośrodek sportów zimowych "Siedem Dolin" w Beskidzie Sądeckim. Zakłada on połączenie kolejkami linowymi już istniejące i planowane stacje narcierskiena Jaworzynie Krynickiej, w Słotwinach i Wierchomli.
Tereny, na których miałby powstać projetk zostały częściowo wydzierżawione, a częściowo wykupione. Realizartor przedsięwzięcia rozpoczął już administracyjne uzgodnienia, jednak najważniejszą zgodą jest pozytywna odpowiedź dyrektora Popradzkiego Parku Krajobrazowego, który w tej kwestii jest nieprzejednany.
Budapeszt czeka na turystów
Zobacz całość »Stolica Węgier to doskonałe miejsce do zwiedzenia w czasie sezonu letniego. Teraz każdy może wybrać się w podróż swoich marzeń, bowiem linie lotnicze MALEV przygotowały specjalną promocję na letnie miesiące, przelot to koszt jedynie 219 zł.
Budapeszt to jedno z najmodniejszych dziś miast Europy - nazywany jest "Perłą Dunaju" zachwyca rozmachem, z jakim łączy i wykorzystuje eleganckie elementy przeszłości wtopione we współczesną przestrzeń miejską. Architektonicznie doskonale zaprojektowany i malowniczo położony nad Dunajem, obecnie jest jedną z najpiękniejszych europejskich stolic.
Podobnie burzliwy jak historia narodu jest cygański temperament Węgrów - skłonność do skrajnych nastrojów wyraża się w żywiołowych i gwałtownych reakcjach na wszystko to, co ich otacza. Potrafią bawić się, jak mało kto - kiedy tańczą - to do rana, kiedy jedzą - to tylko najostrzejsze i najsłodsze potrawy, kiedy kochają - to na śmierć i życie. Romantycznym uniesieniom sprzyja z pewnością budapeszteńskie nocne niebo. Mieszkańcy stolicy uważają bowiem, iż działa ono niczym afrodyzjak, a naddunajskim powietrzem można upić się jak najlepszym winem. Dlatego późnym wieczorem kawiarnie zapełniają się grupkami roześmianych młodych ludzi.
Co warto zobaczyć, gdzie warto zajrzeć?
Na spacerowym szlaku wijącym się zakątkami Budapesztu znajduje się również Dohány Zsinagóga - największa synagoga w Europie i druga pod względem wielkości na świecie. I jak na znajdujących się wewnątrz niej organach grali wielcy kompozytorzy Liszt i Saint-Saëns, tak w budapeszteńskich cukierniach i kawiarniach nieraz gościli Thomas Mann, Johann Strauss i Josephine Baker. Szczególnie cenioną pozostaje wciąż Café New York przy ulicy Erzsébet, która aż kipi przepychem: marmury, wypolerowany brąz, jedwab, aksamit, rzeźby kobiet, kwiatowe ornamenty - wystrój charakterystyczny dla secesji. Cecha właściwa Węgrom - trwały związek kawy i ciasteczka, zawsze razem spożywanych - udziela się także turystom - podobnie jak mieszkańcy stolicy, nie są w stanie wyobrazić sobie kawy bez ciastka Ringo Jancsi lub Ludlabtorta. Słodki smak czekolady wzbogacony nutą wiśni i brandy przyjemnie kołysze zmysły, dokładnie tak jak cały Budapeszt.
Sierpniowe atrakcje Budapesztu
Jest to niesamowite miejsce przez cały okres trwania wakacji. Odwiedzając stolicę w sierpniu można wybrać się na koncert WhiteSnake lub na Sziget Festival, czy Koncert Placido Domingo. 26 sierpnia odbywa się wyjątkowe, karnawałowe zakończenie lata, Budapest Parade.
Bilety linii Malev można kupić m.in. w biurze Campus.
Alfa Star po raz drugi sponsorem Ligi Światowej Piłki Siatkowej!
Zobacz całość »Lipiec bieżącego roku to start 17 edycji Ligi Światowej Piłki Siatkowej. Firma Alfa Star po raz drugi została oficjalnym sponsorem tej imprezy, która co roku przyciąga przez telewizory i do hal sportowych rzesze fanów. Ponadto przedsięwzięcie jest jednym z najważniejszych wydarzeń w sportowym kalendarzu Europy i świata.
Z całą pewnością sponsoring tak znaczącej imprezy sprawia, że firma jest rozpoznawalna i wzbudza zaufanie i sympatię nowych klientów. Ta inwestycja była strzałem w dziesiątkę i chcąc powtórzyć tez sukces w tym sezonie marka Alfa Star powtórnie zagości na halach i w telewizji. W przygotowaniu jest wielki sterowiec, który cieszyć będzie swym widokiem tłumy zgromadzone w halach, reklama zagości też na bannerach elektronicznych, stroje firmowe nosić będą tzw. mopersi i podawacze. Zaplanowana jest także kampania telewizyjna w TVP.
Alfa Star to firma, która wysyła m. in. największą liczbę turystów z Polski do Egiptu. Ciekawostką jest fakt, iż w tym roku po raz pierwszy w historii rozgrywek weźmie udział zespół siatkarzy z Egiptu prowadzony przez trenera z Polski pan Grzegorza Rysia! Kilka lat temu ich grę można było podziwiać w Radomiu, gdzie mieści się siedziba firmy Alfa Star, podczas meczu towarzyskiego, który to miał przyjemność sędziować Pan Sylwester Strzylak - prezes Alfa Star.
Oby wysiłek włożony przez firmę w przygotowania do Ligi Światowej po raz kolejny się opłacił, ponieważ udział w tak wielkim przedsięwzięciu na pewno wzbudzi zaufanie klientów.
15,2 mln zagranicznych turystów w Polsce w 2005 roku!
Zobacz całość »Według Instytutu Turystyki w 2005 roku Polskę odwiedziło 15,2 mln turystów z zagranicy, czyli o 6,4% więcej w porównaniu z rokiem ubiegłym. Najwięcej osób przyjechało z Niemiec (5,57 mln), Ukrainy (2,5 mln) i Białorusi (1,4 mln). Obcokrajowcy wydali średnio 156 USD na osobę.
Z opracowania Instytutu Turystyki "Zagraniczna turystyka przyjazdowa do Polski w 2005 roku" wynika, że 4,3 mln turystów zagranicznych skorzystało z zakwaterowania zbiorowego, z czego 3,4 mln osób z noclegów w hotelu. Najwięcej gości z zagranicy zamieszkało w województwie małopolskim, mazowieckim i zachodniopomorskim.
Najwięcej średnio na osobę wydali w Polsce turyści z: Australii, Japonii, Kanady, Korei Płd., USA po 327 USD, z Wielkiej Brytanii 190 USD i Niemiec 186 USD. Natomiast najmniej wydali Rosjanie, bo 85 USD. Średnie wydatki zagranicznych turystów na osobę wyniosły 156 USD, czyli 2,5% mniej niż w roku 2004.
Według badań Instytutu Turystyki, obcokrajowiec wydawał na terenie naszego kraju średnio 34 USD dziennie. Na noclegi przeznaczono 36,8% wydatków, na wyżywienie 19,3%, natomiast na zakup własnych potrzeb 18,3%.
Jako główny cel pobytu najczęściej podawano sprawy zawodowe lub służbowe (27%), typową turystykę (25%), odwiedziny u krewnych lub znajomych (18%) oraz tranzyt (13%) i zakupy (7%). Do krajów o największym, ponad 30% udziale przyjazdów w celach turystyczno-wypoczynkowych należą: Izrael, Czechy, Węgry, Słowacja, Włochy, Francja, Szwecja, Holandia, Belgia i Wielka Brytania.
Turyści, którzy zostali przebadani przez Instytut Turystyki deklarowali, że w celach typowo turystycznych najczęściej odwiedzają województwa: pomorskie, warmińsko-mazurskie, dolnośląskie, małopolskie i świętokrzyskie. W celach biznesowych przyjeżdżają do województwa mazowieckiego, łódzkiego i wielkopolskiego, natomiast na zakupy podlaskiego i lubelskiego. Obcokrajowcy najczęściej odwiedzają krewnych i znajomych w województwie śląskim i opolskim.
Średnia długość pobytu gości z zagranicy w Polsce wyniosła w 2005 roku 4,4 nocy. Najdłużej przebywały osoby ze Stanów Zjednoczonych, bo około 2 tygodni, Izraela, Wielkiej Brytanii, Belgii, Holandii, Francji i Włoch. Natomiast najkrócej Rosjanie, Litwini, Estończycy i Łotysze, którzy przeważnie podróżują przez Polskę tylko tranzytem.
Najwięcej cudzoziemców przebywa w Polsce w miastach (65% ankietowanych). Pobyty wypoczynkowe nad morzem, w górach i nad jeziorami wskazało 8,1% badanych, a turystykę wiejską 9,4% wszystkich osób.
Cudzoziemcy najbardziej krytykowali w związku z pobytem w Polsce koszty pobytu (21,1%), stan bezpieczeństwa (16,8%), warunki dojazdu (15,6%) oraz stan sanitarny (13,9%).
Opracowanie "Zagraniczna turystyka przyjazdowa do Polski w 2005 roku" przygotował Instytut Turystyki na zlecenie Ministerstwa Gospodarki. Całość została opublikowana w dziale Turystyka.
72. Światowy Zlot Miedzynarodowej Federacji Campingu i Caravaningu we Wrocławiu
Zobacz całość »W dniach 28 lipca - 6 sierpnia we Wrocławiu odbedzie się 72. Światowy Zlot Miedzynarodowej Federacji Campingu i Caravaningu (FICC)
To drugi taki zlot w Polsce, impreza odbywa się od 1993 roku. FICC zrzesza krajowe organizacje na całym świecie, jej członkiem może zostać kazdy, kto podróżuje i zatrzymuje się na kempingach z namiotem, przyczepą lub campbusem. Członkowie FICC mogą dodatkowo korzystać z 50 - procentowych zniżek!
Ceremonia rozpoczęcia odbedzie się o godzinie 17.00 na Stadionie Olimpijskim, a po niej zacznie się koncert. W programie kolejnych dni są wycieczki po mieście i zawody sportowe w różnych dyscyplinach oraz koncerty i dyskoteki.
W tym samym czasie we Wrocławiu bęfzie obradował Kongres FICC.
Bardzo dobre warunki do uprawiania turystyki w Tatrach
Zobacz całość »W Tatrach panują bardzo dobre warunki do uprawiania turystyki, coraz mniej jest płatów śniegu w Tatrach Wysokich. Resztki śniegu utrzymują się tylko w zacienionych miejscach. Jest ciepło, ale nie tak upalnie jak na nizinach, czyli warunki wprost idealne dla turystów.
Na Kasprowym Wierchu termometry wskazały w południe 15,5 stopni, było ciepło i słonecznie, jednak widoczność była ograniczona. Ze szczytu można było podziwiać widoki w promieniu 30 km.
Ruch turystyczny w Tatrach jest bardzo duży i nie słabnie, ścieżki są suche, a stan szlaków dobry. Uważać jedynie należy na polanach, ponieważ pojawiły się na nich żmije, które wygrzewają się na słońcu.
Tatrzański Park Narodowy przypomina o schodzeniu ze szlaków przed nadejsciem nocy, ponieważ formalnie szlaki są zamknięte do świtu.
Przejście na Rysach czynne będzie do końca października. Pod Giewontem nadal tworzą się kolejki chętnych do wejścia na szczyt. Ze względu na duży tłok należy bezwzględnie stosować się do obowiązującego tam jednokierunkowego ruchu zwiedzania.
Synoptycy zapowiadają, że w piątek w regionie nadal będzie słonecznie, lokanie może pojawić się więcej chmur i przelotnie popadać. Na Podhalu termometry wskażą maksymalnie 25 - 27, a wysoko w górach - 16 stopni.
Ogłoszono trzeci stopień zagrożenia pożarowego!
Zobacz całość »Prawie w całej Polsce panuje trzeci, najwyższy, stopień zagrożenia pożarowego - poinformował dyrektor Lasów Państwowych Andrzej Matysiak.
Zapewnił, że w większości przypadków wprowadzono zakaz wstępu na teren lasów.
Zdaniem Matysiaka służby podjęły działania, które mają zapobiec pożarom - wzmożono patrole i obserwację kompleksów leśnych, odwołano urlopy pracowników, ustanowiono specjalne posterunki leśne. Minister środowiska natomiast zaapelował o ostrożność w lasach i ocenił, że sytuacja jest ekstremalna, zwracając uwagę na fakt, że połowa pożarów lasów jest wynikiem podpaleń.
Prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej ostrzegł, że w związku z suszą grozi reglamentacja wody, powiedział, że najszybciej może do tego dojść na Podkarpaciu, aglomeracji łódzkiej i na Niżu Polskim.
Rząd dzieli pieniądze pomiędzy spółki PKP!
Zobacz całość »W Funduszu Kolejowym znalazło się 105 mln zł. Teraz rząd musie je podzielić pomiędzy dwie spółki PKP: Przewozy Regionalne i Polskie Linie Kolejowe.
PKP Polskie Linie Kolejowe mają przeznaczonych do remontu wiele kilometrów torów. Liczą na pieniądze ze Skarbu Państwa. Do funduszu kolejowego w 2006 roku ma trafić w sumie 215 mln zł. Jest to 20% opłaty paliwowej. Pieniądze przeznaczone są na potrzeby spółek, należących do grupy PKP. Następne transze mają być wypłacane do końca roku.
Według wcześniejszych planów rządu do funduszu w 2006 roku miało trafić 250 mln zł. Adrian Furgalski, ekspert do spraw transportu wyjaśnia - Minister finansów obiecywał, że choć ustawa o Funduszu Kolejowym wejdzie w życie na początku marca, znajdą się w nim pieniądze i za styczeń, i za luty. Obietnicy jednak nie dotrzymał, stąd do podziału jest o 35 mln mniej.
Planuje się, aby od przyszłego roku do funduszu wpływało więcej niż 20% opłaty paliwowej. Jednak Sławomir Sadowski z biura prasowego ministra transportu wyznał - Za wcześnie jednak, by mówić o szczegółach. Sadowski wyjaśnił - Od 2007 roku ma zacząć obowiązywać sześcioletni plan podziału środków gromadzonych w Funduszu Kolejowym. Zanim jednak poznamy szczegóły, musi go zatwierdzić Rada Ministrów, tak jak pierwszy plan podziału.
PKP Przewozy Regionalne wciąż czekają na 245,2 mln zł. Tyle winien jest im Skarb Państwa z tytułu ulg do biletów. Łukasz Kurpiewski, rzecznik PKP Przewozy Regionalne poinformował - Każda kwota, jaką otrzymamy, nas ucieszy. Tym bardziej że, spółka spłaca raty ugody restrukturyzacyjnej w wysokości 32 mln zł.
Jeżeli dojdzie do spóźnienia z zapłatą raty, wierzyciele mogą domagać się natychmiastowej spłaty umorzonego długu, czyli 762,5 mln zł. Obecnie spłata rat odbywa się kosztem bieżących zobowiązań. Największymi wierzycielami są PKP Polskie Linie Kolejowe, PKP Cargo oraz PKP Energetyka.
Przewozy Regionalne będą mogły korzystać z pieniędzy z funduszu tylko przez dwa lata. Adrian Furgalski wyjaśnia - Ich utrzymanie należy do samorządów. Skarb Państwa powinien dopłacać do ulg, ale z innych źródeł.
Według Adriana Furgalskiego, Polskie Linie Kolejowe bardziej potrzebują pieniędzy z Funduszu Kolejowego. Tłumaczył - Spółka powinna jak najszybciej dostać około 300 mln zł, by udrożnić płynność finansową. Nie ma z czego płacić VAT ani zaliczkować podpisanych kontraktów. Konieczności przeprowadzenia wielu inwestycji przez PKP PLK nikt nie kwestionuje.
Krzysztof Łańcucki, rzecznik Polskich Linii Kolejowych poinformował - Jeszcze nie wiemy, na jakie projekty, spośród kilkudziesięciu przez nas zgłoszonych, otrzymamy pieniądze z funduszu.
Pieniężne z funduszu są przekazywane na konkretne cele. PKP PLK liczą, że otrzymają środki między innymi na remont torów wyjazdowych ze Śląska.
Negatywnie nastawiony do celowości finansowania zgłoszonych przez PLK projektów jest Jakub Majewski, wiceprezes Instytutu Rozwoju i Promocji Kolei, który przyznał - Spółka nie dała rady przygotować części dużych projektów, które miały być finansowane z funduszy unijnych przyznanych na lata 2004 - 2006. Nie zaplanowała między innymi drugiego etapu budowy odcinka Łódź - Warszawa czy dojazdu do Okęcia, który miał być częścią linii Warszawa - Radom - Kielce. W zamian zgłosiła 30 projektów, z których tylko w 10 przypadkach skracał się czas przejazdu. Dodał - Teraz, być może właśnie na część tych inwestycji PKP PLK dostaną dofinansowanie.
Wystawa "Każdy jest gdzieś obcym" w Warszawie
Zobacz całość »Każdy jest gdzieś obcym - pod taką nazwą 27 lipca o godz. 12.00 w Warszawie, w Podchorążówce odbył się wernisaż międzynarodowej wystawy, zorganizowanej przez Stiftung Haus der Geschichte der Bundesrepublik Deutschland, w ramach programu UE - Culture 2000.
Wystawa przedstawia Europę jako kontynent, na którym od niepamiętnych czasów przemieszczali się ludzie i narody i w każdym europejskim kraju ważną rolę odgrywali cudzoziemcy. Wystawa prezentuje przykłady tych zjawisk począwszy od starożytności aż po współczesność.
Wernisaż oswaja z myślą o obcych wśród nas. Obcy byli tu zawsze i my nie raz obcymi byliśmy, odcisnęliśmy swój znak wśród ludzi mówiących innymi językami, żyjących w innej kulturze.
"Każdy jest gdzieś obcym" to ekspozycja wędrowna, powstała w 2003 roku dzięki inicjatywie Europejskiej Rady Muzeów Historycznych i prof. Hermanna Schäffera, który przewodniczy Fundacji Haus der Geschichte der Bundesrepublik Deutschland. Wystawę udało się zrealizować przy współpracy kilku muzeów: Muzeum Narodowego w Atenach, Muzeum Historii Niemiec w Berlinie (Deutsche Historische Museum), Muzeum Miejskiego w Helsinkach, Arbejdermuseet w Kopenhadze, Muzeum Historii Miasta w Luxemburgu (Musée d’Histoire de la Ville de Luxemburg), Bijbels Museum w Amsterdamie oraz Domu Historii w Bonn (Haus der Geschichte). Muzeum Wychodźstwa w warszawskich Łazienkach dołącza do tego grona, zaznaczając jednocześnie swą polskość.
Wystawę oglądać będzie można do 17.09. br.
Festiwal Czekolady w Portugalii!
Zobacz całość »W dniach od 7 do 12 listopada bieżącego roku, w miejscowości Obidos w Portugalii odbędzie się Festiwal Czekolady. W ramach Festiwalu, jak co roku, przeprowadzony będzie międzynarodowy konkurs potraw z czekolady. W konkursie tym mogą brać udział amatorzy z całego świata. Dziesięciufinalistów zostanie zaproszonych na koszt organizatorów do Obidos na finał. W trzech ostatnich edycjach konkursu uczestniczyli Polacy -rodzina Państwa Defee.
Organizatorem imprezy jest Urząd Miasta Óbidos, w tym roku odbędzie się piąta edycja Międzynarodowego Festiwalu Czekolady. W ramach Festiwalu, oprócz wielu innych atrakcji dla dzieci i dorosłych, odbędzie się Międzynarodowy Konkurs Przepisów Kulinarnych z Czekolady, w którym mogą brać udział amatorzy z całego świata.
Według regulaminu, wystarczy zgłosić przepis, którego głównym składnikiem jest czekolada. Przygotowanie dania wg przepisu nie może przekraczać 2 godzin. Każdy uczestnik może zgłosić do konkursu więcej niż jeden przepis. Przepisy - w języku angielskim, z tytułem przepisu, imieniem, nazwiskiem i kontaktem uczestnika - należy przesłać do 15 września br na adres:
Obidos Patrimonium - EM / Edificio dos Pacos do Conselho
Largo de S. Pedro
2510-086 Óbidos
fax 00351-262-955524
e-mail: festivalchocolate@cm-obidos.pt
Międzynarodowe jury wybierze 10 finalistów, którzy zostaną zaproszeni do Óbidos, na koszt organizatora, aby podczas finału konkursu, przed jury i publicznością, przygotować zgłoszone danie.
Rodzina Państwa Defee z Polski w finale konkursu brała udział trzy lata z rzędu. Pan Marek Defee pojechał do Obidos jako pierwszy z rodziny. Uczestniczył w finale konkursu w 2003 r. wykonując suflet czekoladowy za który otrzymał wyróżnienie. Rok później pani Maria Defee wygrała III miejsce w konkursie za tort makowo - czekoladowy z nutką wiśniową (Obidos słynie w wiśniówki). W ubiegłym roku, córka Państwa Defee, dwunastoletnia Kasia, otrzymała wyróżnienie za ciasteczka orzechowo-czekoladowe.
Koncert na wodzie w Amsterdamie dłuższy o cztery dni!
Zobacz całość »Słynny festiwal muzyczny Grachtenfestival (Festiwal na wodzie), odbywający się w Amsterdamie, trwać będzie cztery dni dłużej. Na czas festiwalu słynne amsterdamskie kanały, a w tym roku również brzegi rzeki IJ, na 9 dni zmienią się w niezwykłą salę koncertową.
Podczas festiwalu odbędą się różnego rodzaju koncerty muzyki klasycznej, granej "na żywo", nieme filmy czy towarzyszące teatrowi cieni z wyspy Bali, koncerty o zachodzie słońca, z architekturą w tle, kameralne i solowe i... specjalne koncerty dla dzieci. W tym roku będzie można w sumie wysłuchać ponad 90 występów, zarówno na wolnym powietrzu - większość z nich będzie bezpłatna - jak i w salach koncertowych, czy domach prywatnych, ogrodach, dachach budynków, łodziach i w wielu innych, zaskakujących miejscach.
Wykonawcami będą najlepsi muzycy tak z Holandii, jak i z zagranicy. Usłyszeć będzie można wiele młodych talentów Opery Holenderskiej. Każdego roku festiwal ma swój motyw przewodni - w tym roku będzie nim "Światło", które, bez wątpienia, zawsze było inspiracją dla artystów, również dla muzyków.
Najważniejszym dniem festiwalu będzie 19 sierpnia - wóczas odbędzie się najwspanialszy, doroczny Prinsengrachtconcert (Koncert na wodzie), impreza będzie miałą miejsce na scenach tradycyjnie unoszących się na wodach kanału Prinsengracht, przed hotelem Pulitzer.
Więcej informacji uzystać można na stronach: www.grachtenfestival.nl, www.holandia.pl
Oblężony Augustów
Zobacz całość »Wszyscy ci, którzy chcą spędzić wakacje w Augustowie muszą się spieszyć, bowiem miejsc noclegowych jest mniej z każdym dniem.
Statystyki wskazują, że od początku wakacji miejsce to odwiedziło niemal 20 tysięcy ludzi! W zeszłym roku było ich 40 tysięcy przez cały sezon.
- Telefon dzwoni u nas cały czas, od godz. 8 do 20, a dziennie odwiedza nas około 250 osób. Większość z nich pyta właśnie o nocleg - mówi Ewa Dymitruk, pracownik Centrum Informacji Turystycznej. - O tanie i atrakcyjne miejsca jest już dziś bardzo trudno. Niektóre hotele, pensjonaty czy nawet domki letniskowe mają zarezerwowane miejsca nawet do końca sierpnia - mówi.
Miejsca noclegowe można znaleźć na dwa sposoby. Obdzwaniając miejsca, w których można coś wynająć bądź poprosić o pomoc pracowników CIT-u, którzy na bieżąco są informowani o wolnych miejscach. - Przede wszystkim nie radzę jechać do Augustowa w ciemno - mówi Ewa Dymitruk. - Tym bardziej że większość takich miejsc, o które pytają turyści jest już dawno zajętych.
- Pierwsi turyści rezerwowali miejsca już na początku stycznia - uprzedziła Marzena Karczewska, recepcjonistka hotelu Dom Nauczyciela.
Nie inaczej jest w domkach letniskowych: - Wolne miejsca zdarzają się od 12 lipca, ale rezerwację trzeba zrobić minimum tydzień wcześniej -mówi Magda Sawicka, recepcjonistka pensjonatu Nad jeziorem Necko.
- Zapraszam po 20 sierpnia - tyle Jerzy Kamiński, właściciel letniskowych domków.
Co ciekawe o nocleg równie trudno jest w najdroższych hotelach takich jak Delfin czy Warszawa!
Spływ kajakowy Brdą w Borach Tucholskich
Zobacz całość »Brda to rzeka płynąca przez Bory Tucholskie i nadająca się wprost idealnie do spływów kajakowych, również dla tych, którzy zajmują się tym sportem amatorsko. To rzeka dla kazdego, jest dość łatwa, ale nie nudna i dostępna jest dla kajaków na długości 233 km począwszy od Jeziora Dużego Pietrzykowskiego (dawniej Jezioro Głębokie) niedaleko Miastka.
Na początku warto się przygotować na na duży spadek rzeki (200 cm/km) i spotkania z głazami, bo choć Brda jest rzeką nizinną, temu odcinkowi znawcy jej nurtu przypisują charakter rzeki górskiej. Dalej rzeka nie sprawia problemów, jest zadbana, nie ma na niej groźnych przeszkód, a z nurtu prawie natychmiast są usuwane zwalone drzewa, które zagradzają drogę. Trochę zaskakuje w okolicach tzw. Piekiełka - sugestywna nazwa oddaje charakter tego miejsca. Należy się tam przygotować na walkę z rwącym nurtem.
Fachowcy zachwalają tę trasę właśnie rodzinom i początkującym kajakarzom, można ich zbaleźć na stronie www.kajaki.net.pl. Instruktorzy czekają w każdą niedzielę wakacji na polu namiotowym leśnictwa w Małych Swornychgaciach i zapewniają, że trasa jest tak dobrana, by mógł przepłynąć ją każdy, również debiutanci.
Na przebycie całej trasy potrzeba co najmniej 8 dni, jednak ze względu na możliwości bocznych wypadów warto poświęcić na spływ nawet trzy tygodnie, bowiem mnóstwo na szlaku atrakcji.
Pięćdziesiąt lat temu w Brdzie zakochał się Karol Wojtyła, kiedy w czerwcu 1999 roku już jako papież Jan Paweł II odprawiał mszę na bydgoskim lotnisku, zebrało mu się na wspominki. - Pamiętam do dziś, jak płynąłem Brdą w 1953 r - mówił. - I tak się nam ta rzeka spodobała, że w końcu wybuchł bunt. Wszyscy krzyczeli: Nie płyniemy do Bydgoszczy! I co, dzisiaj się spełniło, przypłynąłem tutaj - dodał.
Tłumy wczasowiczów nad świętokrzyskim zalewem!
Zobacz całość »Nad zalewem w Sielpi w weekendy wypoczywa ok. 5 tys. osób. Czystość wody oraz terenów przybrzeżnych, gdzie mnóstwo gałęzi, puszek po piwie, czy petów, nie odpycha jednak plażowiczów.
- No cóż zrobić? Każdy z nas oczekuje, że ten zalew będzie jako tako wyglądał, ale nie jesteśmy tu sami, a nie każdy dba o otoczenie. A niestety, jak do tej pory nikt nie zadbał o to, by posprzątać choćby plażę - oświadczyłą Urszula Tecław z Opoczna. Zalew w pobliżu Końskich (40 km od Kielc), stanowi jeden z najpopularniejszych świętokrzyskich zbiorników wodnych, ale przyjeżdżają tutaj także goście z Warszawy, Katowic, Łodzi.
Sielpia, to dobre miejsce na wypoczynek dla rodzin z dziećmi, gdyż woda szczególnie przy brzegu jest płytka (największa głębokość ok. 3 m). Ponadto plaża, patrolowana jest przez dwóch ratowników. Jeśli ktoś kapie się poza 50 m od linii brzegowej, robi to już na własną odpowiedzialność. - Niestety, obszar jest wielki, we dwóch ciężko wszystkiego upilnować. Dobrze, że pomaga nam zawsze kilku wolontariuszy - wyjaśnił Łukasz Żychliński, ratownik WOPR. Stan sprzętu, którym dysponują ratownicy pozostawia niestety wiele do życzenia. - Martwimy się, że kiedyś możemy po prostu nie zdążyć. Niestety, WOPR-u na razie nie stać na zakup szybszego i nowocześniejszego sprzętu - poinformował Żychliński.
Nad świętokrzyskim akwenem, czeka na letników sporo rozrywek. Do dyspozycji mają oni: salon gier komputerowych, boisko do nadmuchiwaną zjeżdżalnię dla dzieci, czy żaglówki. Turyści, którzy lubią aktywny wypoczynek, mogą skorzystać z boiska do siatkówki, wypożyczyć kajaki lub rowery wodne (wypożyczenie na godzinę kosztuje 10-15 zł). W Sielpi znajduje się także dużo sklepów spożywczych i punktów gastronomicznych, gdzie przysmakiem regionu, są smażone ryby (4-5 zł za porcję).
Przedszkole na plaży w Ustce!
Zobacz całość »Ustka znane jest z wielu atrakcji, jedną z nich jest niewątpliwie powstające na plaży przedszkole. Z jego usług będzie mógł skorzystać każdy turysta i mieszkaniec Ustki, który nie ma z kim zostawić dziecka. Przedszkole gwarantuje wykwalifikowaną kadrę, która zaopiekuje się maluchem.
- Chyba każdy rodzic miewa takie dni, kiedy choć przez kilka godzin chce pobyć bez swojego malucha - czasem trzeba coś załatwić, czasem po prostu odetchnąć od obowiązków - tłumaczy Aleksandra Taraśkiewicz z Lokalnej Organizacji Turystycznej w Ustce, która jest pomysłodawczynią przedsięwzięcia. - W trakcie urlopu nie bardzo mamy z kim zostawić brzdąca. Postanowiliśmy pomóc. Mam nadzieję, że już w przyszłym tygodniu otworzymy nasze przedszkole. Dziećmi będą się zajmować wyłącznie osoby z uprawnieniami pedagogicznymi, otwarte i kreatywne.
Jedna opiekunka bedzie miała pod opieką najwyżej dwójkę dzieci, na terenie kąpieliska będzie punkt informacyjny i miejsce, w którym opiekunki będą się bawić z maluchami. Będą zabawki, kremy z filtrem, koce i parasole, słowem wszystko, co potrzebne na plaży.
- Myślę, że ten pomysł się przyjmie - mówi Aleksandra Taraśkiewicz. - Wpadłam na niego leżąc na plaży, obserwując, jak dorośli się opalają, a maluchy nudzą. Na Zachodzie są opiekunki i przedszkola przy hotelach, w Ustce nie ma nic takiego. Zresztą nie słyszałam, by gdziekolwiek nad naszym morzem było takie miejsce. To może być dodatkowa atrakcja turystyczna Ustki.
Koszt przedszkola to 8 zł za godzinę, suma wydaje się niezbyt wygórowana zwarzywszy, że za 15 minut zabawy w basenie z kulkami zapłacimy 8-10 złotych.
Pomysłem zachwyceni są pracujący na plaży ratownicy: - Niemal każdego dnia gubi się na plaży kilkoro dzieci, to odrywa nas od pilnowania kąpiących się - tłumaczy Piotr Wasilewski, kierownik ratowników. - Takie przedszkole może nam pracę ułatwić.
Tradycyjne przedszkola działają w Ustce, jednak niechętnie przyjmują dzieci na jeden dzień: - I tak gromadzimy maluchy z kilku placówek - mówią opiekunki w trójmiejskich przedszkolach. A za usługę dorywczej opiekunki można zapłacić nawet 50 - 60 zł.
Kontakt z pomysłodawczynią plażowego przedszkola pod numerem telefonu 059 814 71 70.
Najbardziej komfortowy samolot
Zobacz całość »Na targach Farnborough Airshow zaprezentowano nowego Boeinga 787 Dreamliner. Jest on doskonałym rozwiązanie dla pasażerów, którzy źle znoszą zmianę czasu podczas lotów.
Do konstrukcji samolotu wykorzystano wyjątkowo odporne kompozyty węglowe dzięki czemu będzie można utrzymać w kabinie wyższe ciśnienie. Podniesienia ciśnienia zwiększy zawartość tlenu we krwi pasażerów co usunie skutki zmęczenia podróżą.
Ponadto wyposażony został w duże okna z możliwością przyciemnienia, natomiast sufit ma "udawać" niebo. Natomiast załoga będzie starała się, aby wnętrze było dostosowane do pory dnia jaka akurat panuje w miejscu lądowania. To na pewno pozwoli pasażerom przygotować organizm do zmiany czasu. Boeing już przyjął zamówienia na 400 Dreamlinerów.
Zakopane jest drogie
Zobacz całość »Zakopane-stolica Polskich Tatr. To bez dwóch zdań najchętniej odwiedzane miasto w naszych górach. Częstotliwość jednak tych odwiedzin z sezonu na sezon maleje. Dlaczego? Zakopane to "pożeracz" pieniędzy.
Przez stolicę polskich Tatr przewija się każdy możliwy typ turysty. Począwszy od turysty, który przyjeżdża tu na dłuższy pobyt, typu wczasy, obozy, kolonie, poprzez turystę weekendowego, kończąc na tym jednodniowym.
Sytuacja taka, to istny raj dla hotelarzy, restauratorów, a przede wszystkim dla handlu. Spacerując tylko po samych Krupówkach w mgnieniu oka można pozbyć się kilkuset złotych na samych tylko straganach z pamiątkami. Notabene, pamiątkami, które przestają mieć powoli charakter chociaż trochę zbliżony do rodzimego, góralskiego. Znajdziemy tu oscypki z krowiego mleka, rosyjskie matrioszki, chińskich górali, a nawet pluszowego Kubusia Puchatka. I to wszystko za kwoty, które przyprawiają o zawrót głowy.
Do tego dorzućmy paradoks płatnych toalet oraz płatnych parkingów niestrzeżonych (!) i mamy obraz cenowego szaleństwa.
Powyżej wyliczone kilkaset złotych, to przyjemność zafundowana na pusty żołądek. Jednak, gdy głód zmusi nas do skorzystania z zakopiańskiego baru lub tez resauracji wydamy kolejna okragłą sumę. Dla przykładu, w droższym lokalu najzwyklejsza w świecie jajecznica z chlebem kosztuje bagatela 20 zł! Choć oczywiście chwilę poszukamy odpowiedniego lokalu, to spokojnie zjemy w rozsądnej cenie.
Jeżeli mamy w planach dłuższy pobyt w Zakopanem, dochodzą do tego wszystkiego dodatkowo koszty noclegów, które do najtańszych zwykle niestety nie należą.
Z roku na rok Zakopane jest coraz droższe. Bierze od turystów dużo niestety nie odwzajemniając się proporcjonalnie do wzrostu cen lepszą ofertą. Turyści, mimo, że kochaja to miasto i jego atmosferę, powoli zaczynają omijać je z powodu drożyzny szerokim łukiem.
Kochane Zakopane, zrób coś z tym faktem, zanim kolejnych turystów po prostu nie będzie stać na to, żeby Cię odwiedzać, lub wybiorą się tanimi liniami za granicę, gdyż tam będzie tak samo drogo, a ciekawiej...
Nowy prezes i nowa strategia Centralwings!
Zobacz całość »Dla Macieja Kwiatkowskiego, nowego szefa Centralwings sprawą priorytetową jest cięcie kosztów. W tym celu postanowił nawet wyprowadzić spółkę ze stolicy.
Tania linia lotnicza Centralwings, która należący do LOT rozpoczęła poszukiwania miejsca na swoją bazę. Zamierza opuścić lotnisko Okęcie i przenieść się do jednego z portów regionalnych.
Maciej Kwiatkowski, od trzech tygodni prezes Centralwings poinformował - Chciałbym, by przeprowadzka nastąpiła jak najszybciej. Dodał, że najbardziej komfortowym rozwiązaniem byłoby znalezienie miejsca gdzieś na Mazowszu. Rozważa między innymi pozostające cały czas w sferze planów lotnisko w Modlinie.
Przeprowadzka nie jest jedyną zmianą, jaka czeka spółkę w najbliższym czasie. Nowy prezes planuje też zmianę strategii, której głównym celem jest jak najszybsze osiągnięcie rentowności poprzez cięcie kosztów.
Maciej Kwiatkowski wyjaśnia - Rezygnujemy z latania na główne lotniska. Chcemy korzystać z tańszych portów. Do tej pory Centralwings był jedynym przewoźnikiem niskokosztowym, który korzystał z portu Okęcie.
Kwiatkowski zaznacza - Pierwszy krok to przenosiny do terminalu Etiuda. To dla nas na tyle istotna pozycja kosztowa, że decyduje o rentowności firmy.
W zimowym rozkładzie lotów przewoźnik będzie oferował przeloty na podlondyńskie lotnisko Stansted. Dotychczas lądował na droższym Gatwick. Kwiatkowski tłumaczy - Na razie będziemy latać do obu portów. W przyszłości możliwa jest decyzja o pozostaniu tylko na Stansted.
Centralwings planuje w tym roku obsłużyć 1,32 mln pasażerów, w tym 805 tys. osób w połączeniach regularnych.
Prezes szacuje - Na koniec 2006 roku przychody Centralwings powinny zbliżyć się do 0,5 mld zł. Kwiatkowski dodał, że to kiedy firma stanie się zyskowna zależy od przyjętej strategii, ale uznano to za cel pierwszorzędny.
Centralwings nie zamierza zrezygnować z operacji czarterowych. Jednak Krzysztof Kapis, nowy prezes LOT uznał, że należy poddać analizie zasadność łączenia dwóch typów działalności w jednej spółce.
Szef Centralwings wyjaśnia - To byłoby nieracjonalne. Jednak wraz z rozwojem firmy trasy czarterowe możemy przekształcić w regularne, a biura turystyczne będą korzystać z bookingu grupowego.
Spółka zrezygnowała z planowania powiększania floty. Kwiatkowski wyjaśnia - Musimy reagować elastycznie. Jednak dodał, że Centralwings na pewno nie zrezygnuje z boeingów.
::: 2006-07-29 :::
Jaka przyszłość czeka dom Sir Arthura Conan Doylea?
Zobacz całość »Niepewna jest przyszłość domu twórcy postaci Sherlocka Holmesa. Właścicielem działki, na której stoi dom jest deweloper, który kupił nieruchomość w 2004 roku i postanowił na działce rozpocząć budowę. Jego zamiary wywołały oburzenie i radykalny protest ze strony fanów i wielbicieli pisarza.
Sir Arthur Conan Doyle nabył dom dla swej ciężko chorej żony, która ponoć po zamieszkaniu w posiadłości bardzo skorzystała na dobroczynnym klimacie tego miejsca i odzyskała siły żyjąc jeszcze 13 długich lat.
Undershaw jest efektowną posiadłością z czerwonej cegły, która znajduje się w zacisznej dolinie w pobliżu Hindhead, w hrabstwie Surrey. Sir Arthur Conan Doyle kupił ziemię pod budowę domu w 1895 roku, natomiast sam budynek został zaprojektowany przez zaprzyjaźnionego architekta.
W chwili obecnej los zabytkowej posiadłości jest niepewny, okna są zabite deskami, a ulubiony kort tenisowy pisarza zarósł trawą. Po licznych protestach deweloper wycofał się jak na razie ze swoich planów, jednak fani pisarza wciąż obawiają się, że podjęta przez niego decyzja nie jest ostateczna a wykupienie terenu zablokuje dostęp do zabytkowego domu. Wszyscy oni zgodnie apelują, by Undershaw zajęli się konserwatorzy zabytków.
Miłośników twórcy postaci Sherlocka Holmesa wspiera Victorian Society, stowarzyszenie zajmujące się ochroną obiektów z epoki wiktoriańskiej, które zabiega o przyznanie domowi Conan Doyle'a wyższego miejsca na liście zabytków. Według stowarzyszenia dom powinien być odrestaurowany i w określone dni udostępniony zwiedzającym.
Posiadłość Undershaw została w 1924 roku przekształcona w restaurację i hotel, od 2004 roku, kiedy została sprzedana, niszczeje
Coraz popularniejszy e-bilet
Zobacz całość »Autrian wystawił bilet elektroniczny ponad 1,6 milionom pasażerów przez ostatnie pół roku! W porównaniu z pierwszym półroczem ubiegłego roku, daje to 70 procentowy wzrost.
W maju linia Austrian po raz pierwszy przekroczyła liczbę 300 tysięcy wystawionych elektronicznych biletów, karty pokładowe za okazaniem karty kredytowej lub karty Miles&More otrzymało wówczas 315 882 osób. W chwili obecnej e-bilet obowiązuje w czterech liniach sojuszu Star Alliance, tworzących grupę SAS: SAS, Spanair, Blue One oraz Wideroe, a także u partnerów Star Alliance: Lufthansa, Air Canada, Air New Zealand, All Nippon Airways, Asiana Airlines, bmi, LOT, Singapore Airlines, Swiss, TAP Portugal, Thai Airways, Varig oraz United Airlines. Działa też w jednej z linii spoza sojuszu, mianowicie w British Airways.
Aby podróżować z biletem elektronicznym, należy podać numer karty Miles& More lub karty kredytowej, który jest konieczny do potwierdzenia tożsamości lub pokazać dowód tożsamości. Jakie sa korzyści z e - biletu? Wystawienie takiego biletu w formie elektronicznej w biurze Austrian jest tańsze o 55 zł od biletu papierowego, a rezerwacja w Internecie pozwala zaoszczędzić 95 zł.
Ostatnio rośnie też liczba połączeń, na których można korzystać z e - biletów, linia dodała do niej sześć kolejnych portów: Delhi, Bombaj, Malagę, Donieck, Sarajewo i Skopie.
Łącznie daje to 76 portów: Altenrhein, Amsterdam, Ankara, Ateny, Bangkok, Barcelona, Bazylea, Belgrad, Berlin, Bolonia, Bruksela, Budapeszt, Bukareszt, Delhi, Donieck, Drezno, Dublin, Dusseldorf, Frankfurt, Genewa, Gothenburg, Graz, Hamburg, Hanower, Helsinki, Innsbruck, Kair, Kijów, Klagenfurt, Kolonia, Kopenhaga, Koszyce, Kraków, Linz, Lipsk, Londyn (Heathrow), Lwów, Lyon, Malaga, Mediolan (Linate), Mediolan (Malpensa), Melbourne, Mińsk, Monachium, Montreal, Moskwa, Mumbaj (Bombaj), Nicea, Norymberga, Nowy Jork, Oslo, Pecs, Pekin, Praga, Ryga, Rzym, Saloniki, Salzburg, Sarajewo, Skopje, Sofia, Stambuł, Stuttgart, Sydney, Szanghaj, Sztokholm, Tel Awiw, Timiszoara, Toronto, Turyn, Warszawa, Waszyngton, Wenecja, Wiedeń, Wilno i Zurych.
E - bilety są dostępne u 18 partnerskich kinii lotniczych.
::: 2006-07-30 :::
Kawaleria, Kraków - restauracja idealna dla maluchów
Zobacz całość »"Kawaleria" to restauracja w Krakowie, która jest wspaniałym miejscem nie tylko dla dorosłych, ale również dla ich pociech. Dzieciaki mogą się tam bawić bez ustanku, dostają mnóstwo zabawek oraz tajemniczą 'skrzynię skarbów'.... zapewne domyślamy się co w niej jest. Restauracja gości także chętnie niesforne niemowlaki. Jeżeli któremuś z nich przydarzy się 'przykra niespodzianka', rodzice mogą liczyć na pieluszki i mokre chusteczki.
"Kawaleria" mieści się przy ul. Gołębiej 4. Rodzice, którzy gościli już w tym przyjaznym dzieciom miejscu, chwalą miłą i uprzejmą obsługę oraz rodzinny klimat. Gabriela Miśkiewicz, mama półrocznej Zosi, 3-letniej Magdy i 5-letniego Igora, przyznaje, że nikt nie przestraszył się na widok rozkapryszonej gromadki a obsługująca kelnerka ciepliwie znosiła pytania dzieci.
Można korzystać z sali dla niepalących oraz wysokich krzesełek. W restauracji nie zabrakło materacyków do przewijania niemowląt ani puzzli, pluszaków, książeczek itp. Dużym powodzeniem wśród dzieci cieszy się "skrzynia skarbów" pełna drewnianych zabawek. W "kawalerii" dzieci są prawdziwymi klientami, mają nawet swoje menu. Naleśniki z jabłkami, pierożki, szarlotka z sosem waniliowym - to to, co serwowane jest tym młodszym. Dzieciaki jedzą na specjalnych talerzykach, małe dzieci dostaną śliniaczek a najmniejsi klienci pieluszkę lub mokrą chusteczkę ( w razie czego ).
"Kraków przyjazny maluchom" - to akcja, w której Gazeta Wyborcza pokazuje miejsca przystosowane do goszczenia maluchów. W ten sposób wraz z agencją PR Inspiration chce ona zaprosić kawiarnie, resturacji i inne lokale do wzięcia udziału w akcji. W sierpniu wyróżnione placówki dostaną logo akcji oraz certyfikat. Zgłoszenia lokali można kierować na adres: maluchy@krakow.agora.pl.
Rzeszowskie Olszynki - miejsce dla sportów ekstremalnych, imprez plenerowych i zabaw dla dzieci
Zobacz całość »Olszynki, dzielnica Rzeszowa to miejsce, w którym powstał Hitachigarden - miejsce dla sportów ekstremalnych, imprez plenerowych i zabaw dla dzieci. Pomysłodawcami są Klub Sportowy Czarni i firma Salwator, a ich zamierzeniem jest przywrócenie Olszynkom dawnej funkcji, czyli miejsca wypoczynku i rozrywki dla mieszkańców Rzeszowa.
Jednak nie wszyscy podzielają entuzjazm organizatorów. - Głośna muzyka do północy, krzyki i zniszczony park - jeśli tak ma wyglądać ożywianie Olszynek, to my dziękujemy, mamy już dość - skarżą się mieszkańcy rzeszowskiej ul. Szopena.
- To nie jest "ożywianie", to jest po prostu skandal! Trwająca do godz. 24 muzyka puszczana głośno, gdzie podkręcone basy powodują dudnienie w całej okolicy, zamieniło spokojny do tej pory teren spacerowy w prawdziwy koszmar. Utożsamianie odpoczynku ze słuchaniem na cały regulator muzyki jest po prostu nieporozumieniem. Już kilka razy przyjeżdżała tu policja lub straż miejska. Jak można było wydać pozwolenie na tak głośną muzykę w centrum miasta. Trwa to codziennie po kilka godzin. Jest nie do zniesienia! - pisze w liście do redakcji Gazety Elżbieta Bakun.
Mieszkańcy kilkakrotnie zawiadamiali straż miejską. - Owszem, interweniowaliśmy w sprawie hałasu dochodzącego z Olszynek. Byliśmy tam, muzyka została ściszona. Po naszej interwencji właściciele zobowiązali się, że w czwartek nie będą puszczali muzyki. I rzeczywiście dotrzymali słowa - mówi Józef Wisz, komendant rzeszowskiej straży miejskiej.
Po interwencji muzyka ucichła, jednak mieszkańcy zastanawiają się co będzie dalej. - Będziemy sprawdzali, czy muzyka nie gra po godz. 22. Jeśli będzie, to od razu będziemy interweniowali - obiecuje Wisz.
- Osobna sprawa to zmiany, jakie zaszły w Olszynkach. Kiedyś był to park. Teraz nawieziono ziemi, pousypywano górki, poustawiano betony oraz jakieś wraki samochodów. Wygląda to okropnie. Zniszczono park, w którym można było spotkać piękne ptaki - opowiada mieszkanka ul. Szopena.
Mieszkańcy Olszynek największe pretensje mają do władz miasta, które wydały pozwolenie na otwarcie tego miejsca. - Rozmawialiśmy w tej sprawie z właścicielami obiektu, którzy zobowiązali się do wyłączania muzyki o godz. 22 oraz do tego, że wykonają pomiary natężenia hałasu przy budynkach przy ul. Szopena - mówi Ryszard Winiarski, wiceprezydent Rzeszowa.
Mieszkańcy skarżyli się także na umieszczone wraki samochodów, które szpecą park. - Te wraki to element toru do trialu rowerowego, który powstał w Olszynkach. Zostaną one jeszcze pomalowane przez grafficiarzy - tłumaczy wiceprezydent. - Uważam, że to miejsce, ten tor jest potrzebny. Mamy zdolnych zawodników, klub Czarni chce utworzyć sekcję triasową, która ma szansę stać się jedną z najlepszych w Polsce. Będą trenować w Olszynkach, bo w mieście nie ma innego tego typu miejsca. Ważne jest, że znaleźli się pasjonaci, którzy taki tor i to miejsce stworzyli. Nie można tylko narzekać. Można na tę sprawę popatrzeć z innej strony - przekonuje Winiarski.
XI Mistrzostwa Świata w Pływaniu na Byle Czym
Zobacz całość »W lipcu w Augustowie odbyły się XI Mistrzostwa Świata w Pływaniu na Byle Czym. Działo się wiele! - pomysłów na "pływadła" było tyle ilu uczestników. Wystartowało 36 zespołów z czego jedna przyjechała z Francji i jedna z Niemiec. Pomysłowi konstruktorzy walczyli o Puchar Prezesa Radia Białystok i pokaźne nagrody pieniężne.
Było na co popatrzeć po Netcie pływał św. Mikołaj ze swoją ekipą, która dzielnie ciskała "śnieżkami" w widzów. Pojawił się helikopter z żołnierzami, dwa smoki, pływające jajo i wodolot. Wszystkie wehikuły dopłynęły do odległej o 150 metrów od startu mety chociaż jeden św. Mikołaj wylądował w wodzie ku ucieszy publiczności.
Bezkonkurencyjne okazało się Widmo Augustowskie - smok, którego ciągnęła motorówka oraz augustowska obwodnica, na której żubr serwował drinki. To był faworyt nie tylko publiczności ale również jury, które uhonorowało twórców pierwszym i drugim miejscem na podium. Trzecią lokatę zdobył zespół z Görlitz z bolidem Formuły 1 "Ost", wyróżnione zostały również ekipy z Francji i Braniewa. Imprezę uświetniały występy lokalnych zespołów czego finałem był występ Dody i zespoły Virgin.
Polskie Radio Białystok już po raz jedenasty zorganizowało imprezę, która cieszy się niezmiennie wielkim powodzeniem. Co roku zgłasza swój udział wielu chętnych, a same zmagania ściągają wielu widzów. Impreza gwarantuje doskonałą zabawę dlatego nawet gdy pogoda nie dopisze gości jest wielu.
Mieszane wrażenia z Jarmarku św. Dominika
Zobacz całość »Jarmark Św. Dominika jest jedną z najważniejszych imprez jakie odbywają się co roku W Gdańsku. Towarzyszy mu szereg imprez i zabaw oraz atrakcji, które przyciągają tłumy. Tegoroczna impreza jak zawsze udała się i wszystko by było dobrze, gdyby zadbano odpowiednio o kilka szczegółów tj. pozastawiane przez samochody chodniki, przejazdy i trawniki.
W ciągu trwającego trzy tygodnie jarmarku św. Dominika Gdańszczanie i turyści nie mogli narzekać na brak atrakcji. Jedną z nich był bez wątpienia pchli targ. W tym roku kolekcjonerzy i kupujący zostali zaskoczeni przebogatą ofertą. Można tam było kupić meble również antyczne, broń, części do starych samochodów, akcesoria marynistyczne, srebro, biżuterię, nawet sprzęt AGD i wiele innych towarów. Na jarmarku coraz częściej wystawiają kolekcjonerzy z Holandii, Niemiec, Rosji i innych krajów. Ceny niestety były wysokie, wyższe niż w miejscowych antykwariatach.
Podczas cieszącego się dużym uznaniem Festiwalu św. Dominika czyli "Duszy jarmarku" wystawiono precjoza ze skarbca dominikanów w Krakowie m.in. oprawny w monstrancję wianek królowej Bony. Inne warte wspomnienia atrakcje jakie zobaczyli uczestnicy jarmarku to Festiwal Baltic Sail czy Szafa Gdańska.
W czasie gdy turyści i uczestnicy jarmarku dominikańskiego bawili się dobrze, okoliczni mieszkańcy mieli powody do narzekania. Oprócz tłoku i gwaru przeszkadzały najbardziej samochody, które zastawiały chodniki, przejazdy oraz niszczyły trawniki. Przeszkadzali też sami straganiarze, którzy rozstawiali kramy niemal w bramach kamienic blokując mieszkańcom wejście do ich domów. Straż miejska niestety nie interweniowała aby nie psuć imprezy. - I jeszcze ten smród - żalił się pan Mariusz z ul. Straganiarskiej. - Pieczone pod oknem kiełbaski i mocz oddawany pod oknami dają ohydną mieszankę. Nawet tak duża liczba przenośnych szaletów nie wystarcza.
Jak zawsze na jarmarku pojawili się drobni złodzieje i kieszonkowcy. Były z nimi problemy na Trakcie Królewskim, Długim Pobrzeżu i pośród kramów Targu Rybnego, Szerokiej i Straganiarskiej.
Lufthansa otwiera połączenie Frankfurt - Kalkuta
Zobacz całość »Od 1 grudnia 2006 roku pasażerowie Lufthansy będą mogli podróżować do indyjskiego miasta Kalkuta. Przewoźnik zaoferuje do tego miasta trzy razy w tygodniu bezpośrednie rejsy z Frankfurtu.
Lufthansa, wraz z ostatnią ofertą do Kalkuty, stale rozszerza swoją sieć połączeń do dynamicznie rozwijających się rynków w Chin i Indi - wyjaśnia dr Holger Hatty, członek zarządu linii lotniczych Lufthansa - Wkrótce, wraz z szóstym połączeniem do Kalkuty oraz 45 lotami tygodniowo z Niemiec do Indii, Lufthansa stanie się lotniczym liderem na rynku indyjskim. Oferujemy naszym klientom nieporównywalnie więcej lotów pomiędzy Europą a centrami ekonomicznymi w Indiach niż jakikolwiek inny przewoźnik. Od października 2006 roku wszystkie przeloty pomiędzy Niemcami a Indiami będą oferowane jako rejsy codeshare z liniami lotniczymi AIR India.
W lutym 2005 roku, Lufthansa rozszerzyła siatkę połączeń, obejmującą już Dehli, Mumbai, Chennai, o loty do Hyderabad. Nowe połączenie z Kalkutą pozwoli pasażerom w zaledwie średnio dziewięć i pół godziny dotrzeć do tego ważnego ekonomicznie regionu w Północno-Wschodnich Indiach. Kalkuta jest drugą co do wielkości aglomeracją w Indiach. Ma ponad 13 milionów mieszkańców i stanowi centrum przemysłu górniczego i stalowego. Wiele firm z dynamicznie rozwijających się sektorów m.in. technologiczny, usługowy (Call centre, IT), finansowywy (banki, giełda papierów wartościowych), przemysłu wytwórczego (samochody, żywności, elektroniki i tekstylii ma tu swoje siedziby. Pasażerowie przylatujący na lotnisko do stolicy Zachodniego Bangalu będą mogli także skorzystać z dogodnych połączeń z krajami sąsiadującymi, jak Nepal, Bhutan, Bangladesz, Mianmara (dawna Birma).
Kalkuta - położona nad dopływem Gangesu - rzeką Hugli,- jest także atrakcyjna turystycznie. Metropolia, z historycznymi budowlami, emanuje urokiem ery Wiktoriańskiej. Sztuka i muzyka prezentują się tu na najwyższym poziomie. Muzeum Indyjskie, które zostało założone w 1814 roku, jest największym takim ośrodkiem w regionie i posiada wiele eksponatów kultury azjatyckiej. Współczesne tańce indyjskie i muzykę można podziwiać w wielu teatrach i salach koncertowych Kalkuty. Po zakupach na kolorowym Nowym Targu, zwiedzający mogą zrelaksować się w jednym z największych parków miejskich, nazywanym Majdan albo w Ogrodach Botanicznych.
Połączenie do Kalkuty będzie obsługiwane przez samolot Airbus A340-300, oferującym 221 miejsc w klasach: pierwszej, biznes i ekonomicznej. Rozkład lotów we Frankfurcie został tak skoordynowany, aby pasażerowie przylatujący z Indii, mogli korzystać z możliwie najwygodniejszych połączeń do Stanów Zjednoczonych.
Cena biletu na trasie Warszawa - Kalkuta wynosi 2937 PLN (cena nie obejmuje podatków i opłat lotniskowych). Informacje o rezerwacji miejsc można uzyskać pod numerami telefonów - infolinii “0801 312 312 lub +48/ 22 33 81 300, a także w biurze biletowym Lufthansy, znajdującym się na lotnisku międzynarodowym w Warszawie i Katowicach oraz w biurach podróży w całej Polsce. Pasażerowie uczestniczący w programie Miles & More będą mogli gromadzić punkty za swoje przeloty.
Bikini powie ci, kiedy masz zejść ze słońca!
Zobacz całość »Na rynku pojawi się nowy model bikini! Kanadyjska firma Solestorm postawiła na bezpieczeństwo i w przyszłym miesiacu wprowadzi na rynek model bikini, wyposażony w miernik promieniowania UV oraz alarm, który powiadomi użytkowniczkę, że najwyższa pora zejść ze słońca.
Zgodnie z tym co mówi Amerykańskie Towarzystwo Onkologiczne (American Cancer Society), najlepszym środkiem zapobiegającym rakowi skóry jest po prostu unikanie nadmiernego wystawiania się na promienie słoneczne. - Dlatego kanadyjska firma postanowiła wprowadzić na rynek strój kąpielowy bezpieczny dla noszących go osób - powiedziała rzeczniczka firmy Emily Garassa.
Pomimo, że produkt wejdzie na rynek dopiero za miesiąc firma już odnotowała ogromny popyt na swój nowy produkt, zwłaszcza w Australii i RPA - krajach o najwyższym odsetku zachorowań na raka skóry.
Sprzedaż bikini, które zadebiutowało w latach 60. ubiegłego wieku, wciąż rośnie. Marzenia projektanta tego stroju spełniły się zatem, sądził on bowiem, że ekscytacja jaką wzbudzi jego projekt będzie silna niczym eksplozja, nazwę dla niego zaczerpnął od atolu Bikini, gdzie USA przeprowadzały próby nuklearne.
Uwaga na parzące meduzy na wybrzeżach Hiszpanii!
Zobacz całość »- Tropikalne temperatury utrzymujące się już trzeci tydzień w Europie zaowocowały na wschodnich wybrzeżach Hiszpanii plagą parzących meduz - poinformował w Madrycie Czerwony Krzyż.
Meduzy rozpleniły się dzięki obfitości planktonu, któremu sprzyjają wyższe niż normalnie temperatury oraz dzięki mniejszej ilości naturalnych drapiezników takich jak delfiny i żółwie. Meduzy te osiągają wielkość dużego talerza!
Czerwony Krzyż udzielił pomocy ponad 10 tysiącom ludzi, którzy zostali tego lata poparzeni przez meduży na wybrzeżu Katalonii. - Niemal jedna trzecia wypadków miała miejsce w zeszłym tygodniu - powiedział rzecznik organizacji.
Zakaz kąpieli nad Zalewem Wiślanym!
Zobacz całość »Z powodu zanieczyszczenia wody wiele plaż nad Zalewem Wiślanym zostało zamkniętych. Nie wolno się kąpać w Kadynach, Suchaczu, Tolkmicku, Nowej Pasłęce i Fromborku.
- W Kadynach utrzymuje się skażenie bakteriami z grupy coli. Oznacza to, że obowiązuje tam nadal wprowadzony 19 lipca zakaz kąpieli i uprawiania sportów wodnych - informuje Mirosława Laskowska z Granicznej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej w Elblągu.
Badania zostaną przeprowadzone raz jesczze za tydzień, a 7 sierpnia odbędą się planowe badania wszystkich kąpielisk podległych elbląskiemu sanepidowi. - Jeśli stan wody się poprawi, zakazy zostana zniesione - podkreśla Mirosława Laskowska.
Z powodu zanieczyszczenia bakteryjnego nie wolno się też kąpać w Jeziorze Domowym koło Szczytna, w jeziorach Symsar, koło Kłębowa i Jeziorku Mleczarskim w Bartoszycach kwitna natomiast sinice, które mogą spowodować wiele dolegliwości, wysypkę gorączkę, wymioty, biegunkę, bóle głowy i mięśni, a nawet ostre uszkodzenie wątroby i systemu nerwowego.
Produkty regionalne można będzie kupić na lotniskach!
Zobacz całość »Oscypki, łącka śliwowica, obwarzanki krakowskie, sól wielicka będzie można niebawem kupić na polskich lotniskach i w startujących z nich samolotach. W ten sposób Polska Izba Produktu Regionalnego i Lokalnego chce promować nasze wyroby wśród zagranicznych turystów.
- Obserwujemy olbrzymie zainteresowanie zagranicznych turystów polskimi przysmakami i jednocześnie zdziwienie, że są dla nich tak trudno dostępne w Polsce. Po prostu nie wiedzą, gdzie można kupić oscypek czy salceson wiejski. Dlatego chcemy postawić na każdym lotnisku kiosk regionalny, w którym turyści będą mogli kupować nasze oryginalne produkty - mówi Kazimierz Czekaj, członek rady Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego.
Oferta będzie bogata, a asortyment uzależniony od regionu, w którym lotnisko sie znajduje. - A więc w podkrakowskich Balicach będzie można kupić przede wszystkim produkty kojarzące się z naszym regionem: oscypki, kiełbasę lisiecką czy śliwowicę łącką - wylicza Czekaj. - Ale już w Gdańsku śliwowicę zastąpiłby likier Goldwasser.
Pierwszy taki sklep ma być otwary w Balicach. - Stoisko zamierzamy ustawić jeszcze tej jesieni, po remoncie lotniska - dodaje Kazimierz Czekaj. - Zaczęliśmy już prace studyjne nad wystrojem kiosku. Jeśli pomysł się sprawdzi, to takie stoiska w przyszłym roku staną na wszystkich polskich lotniskach.
Koszty ustawienia straganów mieliby pokrywać wytwórcy produktów regionalnych, wspierani przez poszczególne wojewódzkie agencje rozwoju regionalnego.
Centralwings jest też zainteresowany wprowadzeniem produktów regionalnych na pokłady samolotów. - Rzeczywiście zagraniczni turyści są bardzo zainteresowani polskimi wyrobami, często pytają, gdzie je można kupić - przyznaje Piotr Puchalski z Centralwings. - Dlatego planujemy sprzedawać takie produkty również w samolotach. Przysmak regionalny może być idealnym prezentem z podróży do Polski. Puchalski ma nadzieję, że kupcy znajdą się też wśród Polaków, którzy dopiero w na pokładzie przypomną sobie, że trzeba by podarować rodakom za granicą coś swojskiego.
Strajk pracowników Iberii w Hiszpanii. Wszystkie loty do Barcelony odwołane!
Zobacz całość »Hiszpańskie linie lotnicze Iberia odwołały wszystkie swoje loty do Barcelony. W oświadczeniu dla prasy przewoźnik poinformował, że zostaną one wznowione w sobotę rano.
Iberia odbywa na trasie Madryt - Barcelona 90 kursów dziennie (to jedna z najbardziej ruchliwych tras obsługiwanych przez pojedynczego przewoźnika). Jednak hiszpańskie linie starają się obniżyć koszty i zlikwidować niedochodowe połączenia. Jakiś czas temu ogłosiły, że zmniejszą liczbę lotów do i z Barcelony, gdyż uruchamiają tanie linie ClickAir, które będą działać właśnie z tego miasta.
W piątek część pracowników Iberii protestowała przeciw utracie przez linie kontraktu na obsługę przeładunków na lotnisku. Protestujący zablokowali jeden z trzech pasów startowych. Jak mówi rzecznik Iberii, strajk dotknął prawie 100 tys. pasażerów, gdyż akurat w tym okresie panuje natężony ruch turystyczny.
Zarząd hiszpańskich portów lotniczych wydał nową licencję na prace przeładunkowe na lotnisku El Prat (drugim pod względem natężenia ruchu w Hiszpanii) spółce budowlanej i usługowej usługowej Fomento de Construcciones y Contratas S.A. a także rywalom Iberii - liniom Air Europa i Spanair, które należą do skandynawskiego operatora SAS AB.
Hiszpańskie media twierdzą, że utrata kontraktu przez Iberię odbierana jest jako cios dla należących do niej linii ClickAir.
W ubiegłym roku Iberia zarobiła na operacjach przeładunkowych 408 milionów euro.
Opiekunowie kolonijni odpowiedzialni za ciąże podopiecznych!
Zobacz całość »UWAGA: istotne wyjaśnienie na końcu tekstu!
Rodzice, których córka zaszła w ciążę na koloni, mogą domagać się odszkodowania od wychowawcy lub ubezpieczyciela.
Opiekunowie na koloniach muszą dbać o bezpieczeństwo kolonistek, a także dopilnować, aby nie zaszły w ciążę. Taki obowiązek nałożyło na nich rozporządzenie Ministerstwa Edukacji. Resort chce, aby opiekunowie ponosili odpowiedzialność za wszystkie uszczerbki na zdrowiu swoich podopiecznych, w tym także za przypadkową ciążę.
Dla wychowawców jest to duży kłopot. Zgodnie przyznają, że upilnować małoletnich kolonistów wcale nie jest łatwo. Marek, opiekun na koloniach w Lądku Zdroju wyznaje - Musimy nasłuchiwać, obserwować i nie raz warować całą noc, aby do niczego nie doszło. Marta Rataj z obozu w Łebie dodaje - W tym wieku dzieci mają burzę hormonów i nie jest ich łatwo upilnować.
Jednak zgodnie z ministerialnym rozporządzeniem, jeśli uczestniczka kolonii zajdzie w ciążę, to jej opiekunowie mogą stanąć przed sądem pod zarzutem niedopełnienia obowiązków. Grozi za to nawet 5 lat więzienia lub wypłata alimentów - od 10 zł do 3 tys. zł miesięcznie przez cały rok.
Marek Tyciński, sędzia z Torunia wyjaśnia - Ciąża przecież może zagrozić bezpieczeństwu nieletniej osoby, a nawet uniemożliwić kontynuację nauki.
Pierwsze tego typu sprawy toczą się już przed sądami w Krakowie, Gdańsku i Lublinie. Rodzice 15-letniej Marty z Wrocławia udowodnili, że córka zaszła w ciążę na zimowym obozie w górach i otrzymali alimenty dla dziecka.
Kolonijni wychowawcy, aby uniknąć płacenia zaczęli się ubezpieczać przed takimi przypadkami. Towarzystwa ubezpieczeniowe sprzedają im specjalne pakiety OC. Dwutygodniowa polisa kosztuje 60 zł.
Marta Krawczyk, wychowawca na koloniach we Władysławowie wyznaje - Nie chcę mieć później problemów, a tak, jeśli dojdzie do takiej sytuacji, to odszkodowanie wypłaci towarzystwo, a nie ja.
Doktor Grzegorz Południewski, ginekolog podkreśla - Pociąganie wychowawców do odpowiedzialności za ciążę kolonistki jest nieporozumieniem. Dzieci po prostu nie mają wychowania seksualnego i stąd wczesne inicjacje seksualne i późniejsze kłopoty. A za to odpowiedzialność powinni brać rodzice i szkoła.
Poniżej odpowiedź Rzecznika Prasowego Ministra Edukacji na artykuł w Metrze:
Szanowna Pani Redaktor,
Na podstawie art. 31 ustawy - Prawo prasowe, w związku z artykułem Pana Łukasza Antkiewicza "Kolonie bez zabezpieczenia" ("Metro" nr 884 z 18 lipca 2006 r., s. 6), uprzejmie proszę o zamieszczenie na łamach kierowanego przez Panią dziennika następującego sprostowania.
Informuję, że nie istnieje rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej, które regulowałoby kwestię sankcji prawnych dla wychowawcy, wynikających z sytuacji zajścia w ciążę wychowanki w czasie jej pobytu w placówce wypoczynku.
Jednocześnie pragnę wyjaśnić, że zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 stycznia 1997 r. w sprawie warunków, jakie muszą spełniać organizatorzy wypoczynku dla dzieci i młodzieży szkolnej, a także zasad jego organizowania i nadzorowania (Dz. U. Nr 12, poz. 67) do obowiązków wychowawcy należy w szczególności:
1) zapoznanie się z kartami kwalifikacyjnymi uczestników wypoczynku,
2) prowadzenie dziennika zajęć,
3) opracowywanie planów pracy wychowawczej grupy,
4) organizowanie zajęć zgodnie z rozkładem dnia,
5) sprawowanie opieki nad uczestnikami grupy w zakresie higieny, zdrowia, wyżywienia oraz innych czynności opiekuńczych,
6) zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom grupy,
7) prowadzenie innych zajęć zleconych przez kierownika placówki wypoczynku.
Wychowawca zatem organizuje zajęcia związane z wypoczynkiem oraz sprawuje całodobową opiekę nad dzieckiem.
W rozporządzeniu zostały wymienione dziedziny życia, za które szczególnie odpowiada wychowawca (higiena, zdrowie i wyżywienie).
Rozporządzenie obowiązuje od 1997 r., tak więc warunki, jakie muszą spełniać organizatorzy wypoczynku regulowane są już od prawie dziesięciu lat.
W tekście Pana Antkiewicza natomiast występuje wyraźna sugestia, że opiekunowie właśnie od "teraz" muszą dopilnować, aby kolonistki nie zaszły w ciążę.
Od Redakcji:
Dziennikarz Metra się mylił, a my w ślad za nim powtórzyliśmy błędną informację o rozporządzeniu. Jednakże opiekunowie młodzieży nie mogą spać spokojnie, gdyż problem nie leży tylko w rozporządzeniu, ale także w sądach i w nowym podejściu do określenia przez nie zakresu odpowiedzialności opiekunów. Tak więc, jeśli sądy regularnie zaczą orzekać, iż opiekun kolonii/obozu odpowiada za ciążę osób, które znalazły się pod jego opieką, to niestety będzie to sytuacja bardzo niekomfortowa i właściwie w praktyce zmuszająca do ubezpieczenia się od takiej odpowiedzialności.
Podróże statystycznego łodzianina
Zobacz całość »Statystyczny łodzianin lecąc za granicę korzysta z lotniska Okęcie lub innych portów lotniczych w Polsce, pomimo tego, że w Łodzi jest prężnie rozwijające się lotnisko. Jeżeli ma wybór samolot czy samochód - wybiera samochód.
Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł o preferencjach podróżujących Łodzian. Nie wiadomo tylko, na jakich badania oparte są prezentowane przez Gazetę wyniki.
Zgodnie z informacjami podawanymi przez Gazetę oferta łódzkiego lotniska im. Władysława Reymonta jest zbyt wąska, bezpośrednio z Łodzi można polecieć na wypoczynek tylko do Tunezji (jeden lot co dwa tygodnie) i do Egiptu. Dlatego Łodzianie nie latają z Łodzi i wybierają inne lotniska.
Skąd latamy?
Pomimo tego, że w Łodzi działa międzynarodowe lotnisko, mieszkańcy tego miasta wybierają częściej Warszawę za początek podróży uzasadniajac swój wybór większą ilością czarterów do krajów wakacyjnych podróży. Łódzkie lotnisko oferuje bowiem jedynie loty do Tunezji i Egiptu.
Przez ostatnie 12 miesięcy z łódzkiego lotniska skorzystało 13,3 proc. respondentów. Lotniska we Wrocławiu i Poznaniu wybrało tyle samo latających łodzian - 3,3 proc. Aż 47,4 proc. badanych deklaruje, że chciałoby polecieć z Łodzi w przyszłym roku.
Planowanie podróży
75,2 proc. ankietowanych planuje polecieć za granicę samolotem w ciągu najbliższego roku. Te dane niezbicie wskazują, że lotnisko w Łodzi ma duży potencjał, ale aby mógł zostać wykorzystany, trzeba zwiększych ofertę, ponieważ łodzianie marzą o podróżach do Włoch, Grecji, Hiszpanii, Francji.
Inne środki komunikacji przedstawiają się nastepująco: 31,9 proc. łodzian w najbliższym czasie pojedzie za granicę samochodem, a 18,6 proc. wybierze autokar. 29,4 proc. twierdzi, że podróż samolotem jest za droga,a 35,3 proc. boi się latać.
Najczęściej wybierane linie
Wśród pasażerów wybierających samolot za środek transportu 54,8 proc. zamierza lecieć LOTem, 23,8 proc. wybierze taniego Ryanair, a 19 proc. - Centralwings. Kolejne miejsca zajęły British Airways (9,5 proc.) i Lufthansa (7, 1 proc.).
Program rozwoju turystyki dla Białegostoku
Zobacz całość »Polska Agencja Rozwoju Turystyki wraz z firmą EKOTON s.c. opracowuje Program rozwoju markowego produktu turystycznego dla miasta Białystok, jako modelowego rozwiązania dla budowy marki miasta. Przedsięwzięcie realizowane jest na zlecenie Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej we współpracy z Urzędem Miejskim w Białymstoku.
Rozpoczęcie spotkań w ramach prac nad dokumentem nastąpiło podczas debaty dotyczącej programu pt. "NIC O NAS - BEZ NAS", która odbyła się 28 czerwca 2006 r. w Wyższej Szkole Administracji Publicznej w Białymstoku. Podczas debaty licznie zabranym przedstawicielom branży turystycznej, środowiska akademickiego i władz samorządowych zostało zaprezentowane konsorcjum wykonujące projekt - Polska Agencja Rozwoju Turystyki S.A. oraz białostocka firma EKOTON s.c. W ramach debaty odbył się również panel dyskusyjny. Przybyli goście prezentowali swoje przemyślenia dotyczące turystycznego Białegostoku. Owocem spotkania jest wstępna analiza percepcji potencjału turystycznego miasta.
Kolejne spotkanie odbyło się 7 lipca 2006 r. w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Podlaskiego. Spotkanie miało charakter warsztatu roboczego prowadzonego z użyciem technik twórczych pracy w grupach oraz otwartej dyskusji moderowanej przez konsultantów Jacka Debisa i Huberta Gonery z firmy PART S.A., Grzegorza Chociana z EKOTON s.c.
W Olsztynie powstał szlak bez oznaczeń
Zobacz całość »Definicja szlaku brzmi następująco - jest to specjalnie wytyczona i oznakowana trasa. Czy zatem szlak bez oznaczeń może być określany takim mianem? Prezydent Olsztyna Czesław Małkowski przy dźwięku trąb i werbli otworzył Drogę św. Jakuba. Uroczystość ograniczyła się do odsłonięcia tablicy przy Wysokiej Bramie bowiem tablica z mapą szlaku, ograniczoną do Starówki to jedyny znak na całej trasie z Olsztyna do Łupstychu.
Do otwarcia szlaku namówił władze Olsztyna, nieobecny na otwarciu Włodzimierz Antkowiak, prezes Stowarzyszenia na rzecz Ratowania Zabytków Kultury Europejskiej w Polsce, chodziło bowiem o rekonstrukcję fragmentu średniowiecznej trasy, którą pokonywali pielgrzymi zmierzający z Estonii do grobu św. Jakuba w Hiszpanii.
Trasy zostały już odtworzone w Hiszpanii, Portugalii, Francji i Niemczech. Antkowiak zabiegał, aby dołączyć do nich polskie odcinki, zależało mu na tym, by otwierać przygotowaną trasę. Ta olsztyńska taka jednak nie jest.
Przybyli na miejsce pielgrzymi byli nieco zdziwieni nieoznakowanym szlakiem, jednak wypowiadali sie nad wyraz optymistycznie: - Jak nie zginęliśmy w Hiszpanii, to i tu sobie poradzimy. Jeśli nie ma oznaczeń, to pójdę według tradycyjnych map - mówiła Lucyna Szomburg, z zawodu ekonomistka, mieszkanka Gdyni, która przeszłą szlak Jakuba w Hiszpanii.
Prezydent pytany o powód tak rychłego otwarcia niekompletnego szlaku powiedział: - Nie mam nic do powiedzenia na ten temat. - To początek promocji szlaku, zapowiedź tego, co będzie w 2006 roku - mówi Aneta Szpaderska, rzecznik ratusza.
- Idea połączenia miast polskich i hiszpańskich jest piękna, można by nawiązać współpracę. Szkoda, że nie zaproszono gości z tych państw i prowincji, przez które biegnie szlak. Ale nie sądzę, by ludzie tędy chodzili. Nie mamy takiej tradycji, Chodzi się do Gietrzwałdu, Częstochowy, Wilna. Trzeba by wielu zabiegów, by kult Jakuba odżył - mówi prof. Stanisław Achremczyk, który jest historykiem.
Zaskakujące, że na otwarciu nie było radnych. - Nic o nim nie wiem - mówi Monika Rogińska-Stanulewicz (SLD) z komisji promocji, kultury i turystyki Rady Miasta - Zawsze nurtowały mnie otwarcia, gdy obiekt nie był skończony. Pamiętam, jak miał przyjechać Gierek i otwierali część przychodni, a reszta była zasłonięta, bo tylko jedną ścianę skończyli. Chętnie zaproponuję posiedzenie komisji na szlaku, by radni go przeszli. Jeśli my nie trafimy, to jak ma sobie poradzić turysta, który nie zna miasta? Napiszemy wtedy interpelację do prezydenta.
Ryszard Bonisławski, przewodnik miejski z Łodzi mówi, że w Łodzi też powstają takie szlaki kulturowe. - Ale wtedy na budynkach są tablice informacyjne, precyzyjne mapy. Szlak to oznakowana trasa, łącząca obiekty pod tym samym szyldem lub tematycznie. Powinny na nim być:
1. materiały informacyjne w formie folderu,
2. na początku tablice informacyjne,
3. na budynkach, między którymi przebiega, tablice informacyjne.
Inaczej turysta pobłądzi, a najpewniej w ogóle się nie wybierze na taki szlak. Zapraszam do Łodzi, chętnie pokażę, jak się takie szlaki u nas przygotowuje - zaprasza Bonisławski.
Tajemnice Borów Tucholskich
Zobacz całość »Bory Tucholskie to miejsce, które swą dzikością i nieokiełznaniem bije polskie Bieszczady, jednak wielu ludzi kocha to miejsce i spędza tam każdą wolną chwilę.
Bory to ogromny obszar, którego powierzchnia wynosi ćwierć miliona hektarów i dla wielu teren ten skrywa wiele tajemnic. Niektórzy wierzą, że pola Borów Tucholskich rodzą muszle. Tajemnice tę wyjaśnił Kaszub ze Swornychgaci - powiedział, że przez stulecia bieda w tym regionie zmuszała rolników do karmienia zwierząt byle czym, świnie jadły nawet to, co dało się wyłowić z okolicznych jezior. Stąd w tej paszy tej były ślimaki i ich muszle i to one wraz z obornikiem trafiły na pola.
W Borach jest też inna tajemnica - 10 kamiennych, promienujących kręgów. Energoterapeuci zgodnie przyznają: kręgi z Borów Tucholskich promieniują dwa razy mocniej niż grobowce na Wawelu. Kosmiczna energia podobno daje moc i spokój oraz pozwala ukoić skołowane nerwy.
Turystów w Borach Tucholskich przybywa z roku na rok, coraz częściej zaszywają się tam również gwiazdy muzyki czy filmu, chcący odsapnąć od gwaru miasta. Kilka miesięcy temu Kazimiera Szczuka rozmawiając z Kubą Wojewódzkim rozwodziła się nad tym, jak to głos Madzi Buczek z Radia Maryja prowadził ją przez Bory Tucholskie, w których chętnie spędza urlop.
Bory Tucholskie odwiedzają też Owsiak, Wodecki i Damięcki.
Wszyscy, chcący uzyskać więcej informacji na temat tego miejsca mogą odwiedzić stronę internetową www.las.pl
Powstaje ekomuzeum cieszynianki wiosennej!
Zobacz całość »Legenda głosi, że cieszyński żołnierz, został ranny podczas wojny trzydziestoletniej i poprosił swoją ukochaną, aby na jego grobie wysypała woreczek ojczystej ziemi.
Na mogile wyrosły tajemnicze kwiaty o pięknych, bladozielonych płatkach. Tym kwiatem była cieszynianka wiosenna - bardzo rzadki kwiat, który dotarł nad Olzę z Alp i stał się symbolem miasta. Cieszyn powiela bajki o niej, bizuterię z jej wizerunkiem oraz gro innych gadżetów, a co roku najbardziej zasłużeni dla Śląska Cieszyńskiego otrzymują Laury Cieszynianki.
Legendarny kwiat można podziwiac w dwóch rezerwatach - Laskach Miejskich nad Olzą i Puńcówką. - Znajdują się one na obrzeżach miasta, dlatego postanowiliśmy w samym centrum stworzyć ekomuzeum cieszynianki wiosennej. Tutaj każdy dotrze bardzo łatwo i pozna nasz symbol - tłumaczy Bogdan Ficek, burmistrz Cieszyna.
Muzeum powstało na skwerze przy placu Wolności, który do tej pory nie był zagospodarowany, w jego centralnym punkcie wybrukowano mozaikę w kształcie kwiatu. Wokół obiektu ustawiono ławeczki i klomby z zielenią wokół alejek. Cieszynianka pojawi się we wrześniu bowiem wówczas powinno się sadzić te kwiaty.
- Będziemy też zachęcać mieszkańców, żeby w swoich przydomowych ogródkach masowo sadzili cieszyniankę. Wtedy stanie się bardzo powszechna w naszym mieście - dodaje Ficek.
Cesaria Evora będzie gwiazdą festiwalu Globaltica
Zobacz całość »5 sierpnia 2006 r. na Skwerze Kościuszki podczas festiwalu Globaltica w Gdyni wystąpi Cesaria Evora. Warto pospieszyć się po bilety.
Organizarorami tej imprezy są: Miasto Gdynia, Fundacja Kultury "LIBERTY" oraz Klub Muzyczny UCHO, a celem festiwalu jest przedstawienie dokonań współczesnych artystów (muzyków, pisarzy, plastyków, fotografików) czerpiących z głębi tradycji. Całotygodniowa impreza rozpocznie się otwarciem wystawy fotograficznej i promocją książki Beaty Pawlikowskiej "W dżungli życia". Kolejne odsłony festiwalu to między innymi spotkania z literatami Mariusem Ivaškevičiusem (dzień litewski), Danielem Odiją (dzień polski) czy Tarasem Prochaśko (dzień ukraiński). Będziemy mieli okazję posłuchać Real McKenzies z Kanady, Kapeli Romana Kułmyka z Ukrainy oraz Nomad Sound System i DjShazam z Niemiec. W nocnym maratonie filmowym zobaczymy najnowsze produkcje kina bollywoodzkiego. Głównym akcentem festiwalu będzie plenerowy występ jednej z największych propagatorki swojej kultury w świecie Cesarii Evory. To niesamowite wydarzenie muzyczne odbędzie się w niezwykłej gdyńskiej scenerii, na Skwerze Kościuszki, w naturalnej scenografii morza. Mamy nadzieję, że artystka i tym razem zahipnotyzuje publiczność swoim niepowtarzalnym głosem i niewątpliwym urokiem. Jest nam również miło poinformować, że w koncercie weźmie udział Dorota Miśkiewicz, która w duecie z Cesarią Evorą wykona dwa utwory.
Festiwal GLOBALTICA trwać będzie od 30 lipca do 8 sierpnia 2006 r. Impreza została podzielona tematycznie - festiwal będzie miał swoją odsłonę muzyczną, literacką, filmową i plastyczną. Spotkania z pisarzami, którym towarzyszyć będą występy muzyków z danego kraju i degustacje potraw charakterystycznych dla regionu, odbywać się będą w Klubie Minga na Bulwarze Nadmorskim. Tam też siedzibę będzie miało Biuro Festiwalowe, w którym dystrybuowane będą materiały informacyjne oraz prowadzony będzie punkt sprzedaży książek i płyt gości festiwalu. Koncerty (z wyjątkiem koncertu głównego) odbywać się będą w Klubie Muzycznym Ucho przy ul. Św. Piotra 2, a projekcje filmowe w Klubie Filmowym przy ul. Waszyngtona 1.
Poniżej przedstawiamy program festiwalu:
30.07/niedziela/godz.18.30 - Wernisaż wystawy fotograficznej i promocja książki Beaty Pawlikowskiej "W dżungli życia".
MINGA - BULWAR NADMORSKI
wstęp wolny
31.07 /poniedziałek/godz.20.30 - DZIEŃ LITEWSKI - Atalyja /Litwa/, Żywiołak /Polska/
UCHO /Gdynia św.Piotra 2/
wstęp wolny
31.07/poniedziałek/godz.20.30 - DZIEŃ LITEWSKI - Marius Ivaškevičius - Spotkanie autorskie
MINGA - BULWAR NADMORSKI /Gdynia - PLAŻA GŁÓWNA/
wstęp wolny
1.08 /wtorek/godz.18.30 - GLOBALTICA - Daniel Odija /Polska/- SPOTKANIE AUTORSKIE prowadzi Joanna Cieplińska
MINGA - BULWAR NADMORSKI /PLAŻA W GDYNI/
wstęp wolny
1.08 /wtorek/godz.19.30 - GLOBALTICA - DANIEL ODIJA / EMITER
MINGA - BULWAR NADMORSKI /PLAŻA W GDYNI/
wstęp wolny
1.08/wtorek/ godz.20 - REAL McKENZIES, The Briggs, Szybkie Banany
UCHO /Gdynia św.Piotra 2/
bilety 20/przedsprzedaż/, 30 zł /w dniu koncertu/
2.08 /środa/godz.18.30 - DZIEŃ UKRAIŃSKI - TARAS PROCHAŚKO/Ukraina/
MINGA - BULWAR NADMORSKI /PLAŻA W GDYNI/
wstęp wolny
2.08 /środa/ godz.20.30 - DZIEŃ UKRAIŃSKI - Kapela Romana Kumłyka
MINGA - BULWAR NADMORSKI /PLAŻA W GDYNI/
wstęp wolny
3.08 /czwartek/godz.20.30 - DZIEŃ NIEMIECKI - Kolja Mensing, Florian Thalhofer SPOTKANIE AUTORSKIE + pokaz interaktywnego filmu ich autorstwa pt.: "13-te piętro"
MINGA - BULWAR NADMORSKI /PLAŻA W GDYNI/
wstęp wolny
3.08/czwartek/godz.21 - DJ SHAZAM! /Niemcy/NOMAD SOUND SYSTEM /Niemcy/Japonia/Algieria/Tunezja/
UCHO /Gdynia św.Piotra 2/
bilety 10 zł
4.08 /piątek/godz.20 - ManSoulJah /Zimbabwe/ roots reggae
UCHO /Gdynia św.Piotra 2/
bilety 15 zł /przedsprzedaż/, 20 zł /w dniu koncertu/
5.08 /sobota/godz.20 - CESARIA EVORA
SKWER KOŚCIUSZKI - IMPREZA PLENEROWA
bilety 80 zł/120 zł/przedsprzedaż/
90/140 zł /w dniu koncertu/
8.08 /wtorek/ godz.20 - CHEIKH LÔ
UCHO /Gdynia św.Piotra 2/
bilety 30 zł/przedsprzedaż/, 40 zł /w dniu koncertu/
Archiwum 2008/37 Archiwum 2009/9 Archiwum 2008/23
Panują trudne warunki pogodowe w Tatrach
Bankructwa grożą polskim biurom podróży?
Zima znów utrudnia życie podróżnym
Ponad 2000 osób z branży wzieło udział w 20 konferencjach "Turystyka - wspólna sprawa!"
Czarnogóra: Smokvice miastem wypoczynkowo - rekreacyjnym
Łódź: powstaje Muzeum Farmacji
Przemycać czy nie przemycać papierosy do Anglii?
Liczba pubów Wielkiej Brytanii maleje?
Strajk sektora publicznego w Izraelu - problemy z pociągami i lotniskami
Francja: w drugi dzień strajku pilotów odwołano 35% lotów
35 mln dolarów za ostatnią wycieczkę w kosmos
Iberia odwołuje loty i zarzuca pilotom włoski strajk
Szukam dostawcy papierosów IRLANDIA





