Subskrypcja





Szukaj







Wyszukiwarka

Obecnie jest zindeksowane 33318 aktualności


Wskazówka: * zastępuje dowolny fragment tekstu!


Archwium aktualności
2007-01-08 do 2007-01-12
(rok 2007, tydzień 2)

Zmień tydzień   Zmień rok

Lista aktualności:

::: 2007-01-08 :::


Czy minister gospodarki pozwoli na utratę 168 mln euro przeznaczonych na turystykę?

Zobacz całość »
Prawie 168 mln euro Unia chce przekazać w ciągu sześciu lat firmom związanym z branżą turystyczną. Mają być przeznaczone na utworzenie nowych atrakcji turystycznych, które pozwolą przyciągać do Polski zagranicznych turystów - pisze Rzeczpospolita.
Jednak minister gospodarki odwleka decyzję wydania rozporządzenia, które pozwoli wykorzystać pieniądze z Unii. Przez to firmy branży turystycznej mogą nie otrzymać obiecanych pieniędzy.
Fundusze z UE ma wdrażać Polska Organizacja Turystyczna. Piotr Woźniak, minister gospodarki uważa - Pieniądze mogą przepaść, jeśli szybko nie zostanie powołany prezes POT, który dopilnuje prac związanych z ich wykorzystaniem. Jednocześnie minister zwleka z wydaniem rozporządzenia, na podstawie którego w POT utworzony zostałby specjalny departament, zajmujący się wykorzystaniem unijnych funduszy.
Pomiędzy ministrem i branżą turystyczną trwa konflikt. Od ponad miesiąca na posiedzenia rady POT nie przychodzą jej członkowie, blokując w ten sposób powołanie nowego prezesa organizacji. Kandydatką resortu gospodarki jest Mirosława Boryczka, była dyrektor generalna Ministerstwa Gospodarki, która nigdy wcześniej nie była związana z turystyką. Woźniak tłumaczy, że wybrał Boryczkę, gdyż uważa, że będzie umiała pokierować finansami POT.
Wojciech Fedyk w imieniu Forum Regionalnych Organizacji Turystycznych zaznacza - Minister gospodarki odpowiada za błędy polityki kadrowej w POT w minionym roku, kiedy to stanowiska prezesa czy wiceprezesa zajmowane były przez osoby nieposiadające niezbędnej wiedzy z zakresu turystyki. Taką osobą byłaby też pani Boryczka, dlatego branża turystyczna nie chce, by została prezesem POT.
Tymczasem Polska Organizacja Turystyczna nie przejmuje się stanowiskiem ministra i przygotowuje się do wdrażania pieniędzy z UE. Katarzyna Draba, rzecznik organizacji poinformowała - Rozpoczęliśmy już intensywne przygotowania do efektywnego realizowania powierzonych nam zadań.
Jeszcze w październiku 2006 rada POT podjęła uchwałę dotyczącą powołania Departamentu Wdrażania Funduszy Strukturalnych. Wówczas zostało też skierowane pismo do ministra gospodarki z wnioskiem o wprowadzenie koniecznych zmian do statutu POT. Jednak ministerstwo przyznaje - Prace nad nowelizacją rozporządzenia wciąż trwają i nie wiadomo, kiedy zostaną zakończone.
Dodatkowo POT w dokumentach programowych na lata 2007 - 2013 zabezpieczył środki na realizację inwestycji turystycznych. Przeprowadzone zostały też szkolenia z zakresu starania się o środki unijne, między innymi dla dyrektorów polskich ośrodków informacji turystycznej za granicą, pracowników POT oraz organizacji regionalnych i lokalnych.
Efektywne wykorzystanie unijnych funduszy może przyśpieszyć rozwój branży, która ma coraz większy udział w polskim PKB. W 2005 roku gospodarka turystyczna wytworzyła 5,5% PKB, zatrudniając około 50 tysięcy osób. Firmy zarabiają głównie dzięki obcokrajowcom, którzy coraz częściej przyjeżdżają do Polski. Szacuje się, że w 2006 roku zostawili w Polsce 6,6 mld USD.

Zobacz całość »



Tyrol dobry także dla najmłodszych i początkujących narciarzy

Zobacz całość »
W regionie olimpijskim Seefeld znajduje się duża liczba ośrodków narciarskich, idealnych dla najmłodszych oraz początkujących narciarzy.
Pociąg, który jedzie z Innsbrucka do Seefeld prawie przez całą drogę wspina się ostro pod górę. Wokół roztaczają się piękne widoki na miasto w dole oraz góry dookoła. Podróż trwa 40 minut, wysiada się na wysokości 1200 m. n.p.m.
Seefeld, który otaczają pasma gór Karwendel i Wetterskin, jest jednym z najbardziej znanych ośrodków narciarskich w Tyrolu. Razem z Leutasch, Mösern, Reith, Scharnitz tworzy Region Olimpijski "Seefeld". Właśnie tam rozegrano konkurencje nordyckie podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Innsbrucku w 1964 i 1976 roku. Łącznie do dyspozycji są 32 wyciągi i kolejki górskie oraz 50 kilometrów tras.
Seefeld specjalizuje się w narciarstwie rodzinnym. Największy ośrodek narciarski w tym rejonie to Rosshütte, leżący 10 minut skibusem od centrum. Narciarze mają tam do dyspozycji 19 kilometrów tras oraz dziewięć kolejek linowych, wyciągów orczykowych i krzesełkowych. Znajduje się tam także park snowboardowy.
Przy dolnych trasach działa wyciąg orczykowy dla początkujących, który jest bardzo popularny wśród dzieci. Sześcioosobowa kanapa zabiera narciarzy na niezbyt trudną 3-kilometrową niebieską trasę. Jest szeroka, dobrze przygotowana oraz oznaczona. Niestety, czasami problem stanowi tu brak śniegu. Tak właśnie było w połowie stycznia bieżącego roku. W dolinie jego pokrywa miała tylko 10 cm, natomiast na wyższych szlakach - 30 cm. Pomimo tego, trasy były przejezdne, ale panowały trudne warunki z powodu zamarzniętego rano, a roztopionego po południu śniegu.
Na wyżej położone trasy można wjechać kolejką szynową, która kursuje co 15 minut. Przy górnej stacji można wsiąść do jednej z dwóch kolejek linowych, które wywożą na trudniejsze trasy na wysokości 2100 m. n.p.m. Z góry widać ośrodek narciarski, górskie pasma oraz panoramę Seefeld.
Narciarzy można spotkać też przy stolikach na zewnątrz i w środku restauracji. Ze sceny dyryguje wodzirej. Wewnątrz koncertują dzieci, przebrane w maskach, niedźwiedzich skórach i tyrolskich strojach.
W Rosshütte narciarze i snowboardziści mają do dyspozycji 11 tras o długości od 800 metrów do 3,2 kilometrów.
Region olimpijski w Seefeld jest również mekką amatorów narciarskich wędrówek, którzy mają do wyboru aż 262 kilometrów tras.
W najbliższych okolicach Seefeld działa także kilka niewielkich ośrodków: Gschwandkopf, Geigenbühel i Leutasch, które przeznaczone są głównie dla osób rozpoczynających przygodę z nartami oraz dla dzieci. W Reith i Mösern znajdują się trasy łatwe oraz o średniej skali trudności.
W Olimpijskim Centrum Sportowym w Seefeld można popływać w 75-metrowym basenie, zrelaksować się w termalnym kąpielisku na zewnątrz, w wodzie podgrzanej do 36 stopni Celsjusza. Znajdują się tam także sauny, łaźnie i kryte korty tenisowe. Pomimo, że Seefeld jest kurortem alpejskim o wysokim standardzie, panuje tam cisza i spokój. W centrum znajduje się dużo drogich sklepów oraz dobrych lokali. Natomiast wieczorne życie koncentruje się głównie w hotelowych restauracjach i kawiarniach. Dużym powodzeniem cieszy się także kasyno. Oferowane są nawet specjalne pakiety, które obejmują wejście do kasyna oraz zakwaterowanie.
Do Seefeld najlepiej dojechać pociągiem przez Wiedeń, Innsbruck, a następnie lokalną kolejką. Bilet w dwie strony z Warszawy kosztuje około 700-800 zł. (www.pkp.pl, www.oebb.at)
Jadąc samochodem najlepiej wybrać się przez Wiedeń i Innsbruck lub Monachium.
Nie powinno być problemu ze znalezieniem miejsc noclegowych. Godnym polecenia jest czterogwiazdkowy Hotel Kronen z wellness. Koszt dziennego pobytu z dwoma posiłkami wynosi 80 euro. (www.kronenhotel.com)
W pensjonatach za miejsce ze śniadaniem trzeba zapłacić od 30 do 50 euro, natomiast na kwaterach prywatnych od 20 do 30 euro.
1-dniowy karnet kosztuje 29,5 euro, a 6-dniowy na wszystkie ośrodki regionu 158 euro.
Za wejście do aquaparku trzeba zapłacić 9 euro, a na pływalnię i do sauny 15 euro.
Więcej informacji o ośrodku Seefeld i regionie można znaleźć na stronach: www.seefeld.com, www.rosshuette.com, www.seefeld-sports.at.

Zobacz całość »



Turyści ze Wschodu spędzają święta w polskich górach

Zobacz całość »
Zakopane staje się miejscem coraz częściej odwiedzanym przez turystów zza wschodniej granicy, którzy spędzają tam prawosławne i greckokatolickie święta.
Tegoroczny sezon bije rekordy turystów pod Giewontem. Są to głównie Ukraińcy, Białorusini i Rosjanie, którzy królują na stokach narciarskich, na których ciężko usłyszeć polski język.
W restauracjach, pensjonatach i hotelach 6 stycznia (wierni obrządków wschodnich obchodzą Wigilię Bożego Narodzenia) organizowane są wieczerze wigilijne, a także odprawiane są specjalne nabożeństwa. Są one odprawiane już od kilku lat w Starym Kościółku na Pęksowym Brzyzku.
Turyści ze wschodu, przyjeżdżając do Zakopanego kilka dni po Nowym Roku przedłużają sezon turystyczny pod Giewontem o około 10 dni.
Właściciele restauracji, hoteli Podhalańscy wyciągów są zadowoleni Podhalańscy turystów zza wschodniej granicy. Są to zazwyczaj osoby zamożne, głównie lekarze, prawnicy, przedsiębiorcy, którzy przyjeżdżają całymi rodzinami.
Turyści głównie jeżdżą na nartach, odwiedzają też Kraków i Wieliczkę. Nabywają ekskluzywne drogie towary.
Tygodnik Podhalański, jak co roku zamieścił na pierwszej stronie życzenie świąteczne w języku rosyjskim, ukraińskim i białoruskim.

Zobacz całość »



"Przemyśl w czasie II wojny światowej" nowa ekspozycja w Muzeum Historii Miasta Przemyśla

Zobacz całość »
- Muzeum Historii Miasta Przemyśla, będące oddziałem Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej, wzbogaciło się o nową ekspozycję zatytułowaną "Przemyśl w czasie II wojny światowej" - poinformowano PAP .
Wystawa zaprezentowała trzy wydarzenia: obronę miasta we wrześniu 1939 roku, Przemyśl pod okupacją sowiecką i niemiecką oraz walki organizacji podziemnych o niepodległość.
Pokazana została m.in. broń i wyposażenie wojsk polskich, a także niemieckich i radzieckich, dokumenty oraz gazety z czasów wojny, w tym tzw. "gadzinówki" i wydawane przez Armię Krajową w ramach sabotażowej Akcji "N" czasopisma niemieckojęzyczne. Ukazano także obwieszczenia władz okupacyjnych, plakaty i zdjęcia dokumentujące tamte czasy.
Dodatkiem do wystawy są fotografie i filmy, które wyświetlane są na ekranie plazmowym. Dostępny jest także katalog, który posiada informacje na temat wystawy i historii Przemyśla w latach 1939-1945.
W planach Muzeum Historii Miasta Przemyśla jest otwarcie nowej stałej wystawy pt. "Losy przemyślan", która mieścić się ma w holu Muzeum.

Zobacz całość »



::: 2007-01-09 :::


Polarne rejsy na Mazurach!

Zobacz całość »
Na Wielkich Jeziorach Mazurskich po raz pierwszy w historii dotychczasowej żeglugi pasażerskiej w styczniu organizowane są rejsy turystyczne.
- Chłód i zimowe sztormy stały się nieoczekiwaną atrakcją dla nielicznych gości przebywających w Giżycku i Mikołajkach - pisze "Gazeta Olsztyńska".
-Jak sięgam pamięcią, to takiej zimy nie było, żeby w styczniu można było pływać z turystami po jeziorach - zapewnia Robert Śliwiński, armator z Mikołajek. - Przez pięć kolejnych dni miałem turystów na pokładzie. Były to rejsy sylwestrowe i noworoczne. Teraz mam zamówienie na rejs 15 stycznia - dodaje.
Rejsy po Śniardwach w styczniu przyciągają głównie turystów z Niemiec, ale także i nasi rodacy nie kryją zainteresowania. Jeden z zimowych kursów odbył się 31 grudnia, kiedy to panowała sztormowa pogoda.
- Bujało nieźle, ale to właśnie ludziom podobało się najbardziej- opowiada Śliwiński.
Również w Giżycku oblężone są wszystkie rejsy.
- 31 stycznia wychodziłem na jezioro trzykrotnie - mówi Piotr Konstantynowicz, właściciel trzech statków pasażerskich.
Zdaniem Konstantynowicza zainteresowanie "polarnymi" rejsami wynika z chęci przeżycia dodatkowych atrakcji. O tej porze roku woda w jeziorach ma stalowy odcień, a dookoła panuje niezwykła pustka.

Zobacz całość »



Spotkania agentów z touroperatorem Adriatyk

Zobacz całość »
Dnia 09 stycznia 2007 rozpoczyna się ogólnopolski cykl spotkań z agentami, touroperatora Adriatyk. Program przewiduje prezentacje oferty na zbliżający się sezon wakacyjny, omówienie zasad alternatywnej współpracy przez Internet oraz nowego projektu - franchisingu usług turystycznych.
Po części oficjalnej organizatorzy zapraszają na rozmowy indywidualne i degustację tradycyjnych chorwackich przysmaków. Prezentacje będę odbywały się we współpracy z Dyrektorem Narodowego Ośrodka Informacji Turystycznej Republiki Chorwacji - Panem Bojanem Baketom.
W harmonogramie odwiedzin siedem największych miast Polski. Zaproszenie dotyczy współpracujących z Adriatykiem firm jak i nowych biur, które chciałyby rozpocząć współpracę.
Terminy:
Kraków 09.01,
Katowice 10.01,
Wrocław 11.01,
Poznań 12.01,
Warszawa 16.01
Łódź 17.01,
Gdańsk 19.01.
W celu zgłoszenia chęci uczestnictwa w prezentacji należy wysłać e-mail na adres: agent@adriatyk.com.pl lub zadzwonić 0 22 549 80 20
Adriatyk Sp. z o.o. to bezpośredni touroperator do Chorwacji, Bułgarii, Czarnogóry, Słowenii, Hiszpanii, Włoch, Francji i Grecji.

Zobacz całość »



Wakacje.pl wchodzą w nowe sektory turystyki

Zobacz całość »
Rok 2006 był dla branży internetowej wyjątkowo udany. Polski e - handel to dzisiaj szybko rosnąca liczba internautów i prawie 2,5 tysiąca sklepów internetowych, które w minionym roku osiągnęły obrót w wysokości prawie 4 mld zł. Nie dziwi więc fakt, że portale o stabilnej pozycji na rynku decydują się na tworzenie nowych serwisów. Dlatego z początkiem 2007 roku Wakacje.pl wystartowały aż z czterema nowymi witrynami - Lecimy.pl, Plyniemy.pl, Spimy.pl oraz Jedziemy.pl.
Nowe portale zajmują się odpowiednio sprzedażą biletów lotniczych, rezerwacjami noclegów w dowolnym miejscu na świecie, wynajmem samochodów i autokarów, czyli transportem lądowym oraz szeroko pojętą turystyką morską.
Prace nad nowymi serwisami rezerwacyjnymi trwały ponad rok. Pierwszym krokiem był dobór odpowiednich domen - spójnych ze sobą oraz dających obraz tego, czego można oczekiwać po wejściu na daną stronę - mówi Mariusz Panek, Vice Prezes Zarządu Spółki Wakacje.pl - Budując grupę czterech serwisów chcieliśmy dać naszym klientom pełną możliwość dokonania najtrafniejszych rezerwacji w ramach jednorodnych koncepcyjnie stron.
Szata graficzna każdego z wortali, przejrzystość wizualna, a przede wszystkim kompleksowa baza informacji dotycząca konkretnego działu turystyki w skuteczny sposób ułatwiają zaplanowanie najbardziej wyszukanej podróży oraz odnalezienie pożądanych informacji turystycznych. W każdym serwisie działa funkcjonalna, intuicyjna wyszukiwarka oraz jedno z najpopularniejszych forum turystycznych. Standardem jest już możliwość rezerwacji on - line ze wsparciem infolinii oraz płatność kartą kredytową lub przelewem on line.
Wakacje.pl postarały się o to, by zapewnić klientom atrakcyjne propozycje od sprawdzonych firm współpracujących. - Gwarancją wiarygodności nowych serwisów jest internetowy system wymiany danych ze stale aktualizowaną bazą informacji oraz wielowątkowe forum, na którym internauci wymieniają się opiniami i informacjami na temat odwiedzanych miejsc. - mówi Mariusz Panek. - Naszym celem było, aby każdy z klientów mógł w najbardziej wygodny, bezpieczny i łatwy sposób zaplanować wymarzoną podróż - dodaje.
Nowopowstałe witryny to na pewno nie ostatnie słowo twórców portalu wakacje.pl. - Stale obserwujemy nowe trendy w turystyce internetowej i wyraźnie widzimy konieczność silnego rozwoju nowych serwisów. Jednocześnie chcemy wykorzystywać nasze 8-letnie doświadczenie w branży do dalszej ekspansji na nowe rynki. - zapowiada portal.

Zobacz całość »



Restauracja przyjazna dzieciom!

Zobacz całość »
Na świecie istnieje kilka knajpek przeznaczonych specjalnie dla najmłodszych smakoszy, niestety w Polsce takiej restauracji jeszcze nie ma.
Rodzice zachwalają restaurację ze wspaniałym ogrodem i placem zabaw, gdzie przebojem byłaby ogromna dmuchana zjeżdżalnia, nazywana przez dzieci "zjeżdżalnią Małysza".
Natomiast zimą dzieci mogłyby się pobawić się w kąciku z klockami i książeczkami. Wszystkie klocki są drewniane, a książki mają spokojne, ładne ilustracje.
W menu dla dzieci nie byłoby niezdrowych frytek, tylko ziemniaczki z koperkiem, zwane "ziemniaczkami Kaczki Dziwaczki". Wszystkie dania miałyby swoje specjalne nazwy. Ogórkowa nazywana byłaby "Zupką Boba Budowniczego", pomidorowa - "Przysmakiem Freda Flinstona".
Dodatkowo w restauracji byłby też pokój dla matki z dzieckiem. A w nim do dyspozycji pieluszki w różnych rozmiarach. Byłoby też miejsce, gdzie można postawić wózki i wziąć fotelik dla maluchów. W restauracyjnym menu znajdowałyby się też słoiczki z zupkami i deserami dla niemowlaków.
Właśnie takiej restauracji brakuje w Polsce. Jednak może znajdzie się przedsiębiorca, który wzorem zagranicznych restauracji otworzy knajpkę przyjazną dzieciom.

Zobacz całość »



Sposób na tańszą podróż służbową

Zobacz całość »
Polscy przedsiębiorcy coraz częściej wyjeżdżają służbowo poza granicę kraju. Według danych Instytutu Turystyki w pierwszym półroczu 2006 roku, Polacy odbyli 550 tys. zagranicznych podróży służbowych, co daje 21% wszystkich podróży zagranicznych Polaków.
Nawet kilkudniowe podróże stanowią poważne obciążenie dla firmy. Dlatego też planując wyjazd, należy pomyśleć na czym można zaoszczędzić. Najłatwiej na transporcie i noclegach, gdyż stanowią one aż 80% kosztów podróży służbowej.
W przypadku podróży lotniczych, warto korzystać z tanich linii lotniczych. Obecnie oferują one loty praktycznie do każdego państwa Europy w cenie zazwyczaj nie wyższej niż kilkaset złotych.
Jednak należy sprawdzić jak daleko od miasta docelowego znajduje się lotnisko. Samoloty tanich linii często lądują na lotniskach położonych daleko od centrum. Mediolańskie Bergamo położone jest od centrum miasta o 40 km, londyńskie Luton o prawie 50 km, a port Skavsta leży 100 km od Sztokholmu. Czasami koszt dojazdu do miasta jest wyższy od oszczędności związanych z kupieniem taniego biletu lotniczego.
Przy kupowaniu biletów tradycyjnych przewoźników, warto zamówić je z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Wówczas jest szansa na otrzymanie niższej ceny. Maciej Ogieniewski, dyrektor biura Business Travel & Entertainment z Łodzi radzi - W przypadku wyjazdów krótkoterminowych w środku tygodnia dobrym rozwiązaniem jest zakup dwóch biletów z tzw. opcją sunday rule, a więc z powrotem po weekendzie, którego nigdy jednak nie wykorzystamy. Czasem kosztuje to nawet o 50% mniej niż jeden bilet w dwie strony z wylotem jednego dnia i powrotem już nazajutrz albo dzień później.
Coraz częściej tradycyjni przewoźnicy oferują też atrakcyjne ceny biletów w jedną stronę. Samoloty tych linii lądują na centralnych lotniskach, a dodatkowo oferują na pokładach posiłki i napoje.
British Airways obecnie promuje nową klasę business. Za 1200 zł pasażer leci do Londynu w komfortowych warunkach oraz za darmo korzysta na lotnisku Heathrow z supernowoczesnych poczekalni biznesowych, które wyposażone są między innymi w gabinety odnowy, bufety i internet.
W przypadku noclegu, najlepszym rozwiązaniem jest rezerwacja przez specjalne witryny internetowe, które oferują nawet kilkudziesięcioprocentowe upusty w najlepszych hotelach. Do najpopularniejszych należą: www.expedia.com, www.bookings.com, www.hotelclub.com i www.ratestogo.com.
Atrakcyjne oferty cenowe nie obejmują jednak noclegów podczas trwania najpopularniejszych konferencji i targów. W takim przypadku rezerwacje należy dokonywać pół roku wcześniej. Można wybrać też noclegi w kwaterach prywatnych. Maciej Ogieniewski przyznaje - W największych centrach targowych np. w Niemczech na kwaterze prywatnej ze śniadaniem można wygodnie nocować nawet o 40-50% taniej niż w najzwyklejszym hotelu. Są to naprawdę bardzo wygodne miejsca noclegowe, najczęściej położone blisko terenów targowych, o standardzie hotelowym.
Jest to dobre rozwiązanie dla przedsiębiorców, którzy planują dłuższy pobyt w jednym mieście. Adresy kwater można znaleźć na internetowych stronach największych imprez targowych oraz w serwisach miejskich.
Podczas planowania wyjazdu służbowego, trzeba pamiętać, że na całkowity koszt wyjazdu składa się przelot, nocleg, ale też czas poświęcony na dojazdy i poszukiwanie drogi do hotelu.
Właśnie z tego powodu czasami warto zastanowić się nad zleceniem organizacji podróży biuru, które specjalizuje się w wyjazdach służbowych. Anna Inglot, menedżer krakowskiego biura podróży Fregata Travel zaznacza - Wykwalifikowany personel biura ma wgląd w ceny poszczególnych środków transportu czy noclegu i dzięki temu może optymalnie dostosować ofertę podróży do wymagań klienta. Mając kilka systemów rezerwacji hoteli, możemy także zarezerwować hotel odpowiedniej kategorii i blisko miejsca spotkania.
Często biuro podróży ma również przyznane dodatkowe zniżki od linii lotniczych i sieci hotelowych, dzięki czemu oferują wyjazdy w cenach niedostępnych dla klienta indywidualnego.
Oczywiście biuro podróży pobiera opłaty za świadczone uslugi. Dlatego każda firma powinna indywidualnie zastanowić się czy ważniejsze są dla niej koszty, czy też brak kłopotów z organizacją podróży służbowych.

Zobacz całość »



Hotelarz kontra inwestro w sądzie: zapisy w umowie to nie wszystko

Zobacz całość »
Kontrahenci podpisujący umowę, muszą wiedzieć, że w razie sporu znaczenie ma nie tylko to co zapisane jest w dokumentach. Sąd na podstawie art. 65 kodeksu cywilnego bada również ich zgodny zamiar oraz cel umowy. Natomiast umowa, zgodnie z art. 56 k.c., wywiera skutki w niej wyrażone oraz wynikające z ustawy, zasad współżycia społecznego i ustalonych zwyczajów. Właśnie te podstawowe zasady odczytywania treści umów podkreślał Sąd Najwyższy w wyroku z 15 grudnia 2006 roku (sygn. IIICSK 349/06).
Syndyk masy upadłości hotelu G. (spółki z o.o.) wytoczył sprawę dużej firmie budowlanej (spółce akcyjnej). Spółki zawarły umowę przedwstępną, w której firma budowlana zobowiązała się wybudować hotel oraz przenieść jego własność na spółkę z o.o., która miała dokonywać wpłat na poczet ceny sprzedaży. Natomiast po wybudowaniu hotelu i objęciu go, wnosić na rzecz spółki akcyjnej opłaty za korzystanie z niego aż do czasu podpisania ostatecznej umowy sprzedaży.
W przypadku nie podpisania umowy sprzedaży, wpłacone kwoty na rzecz firmy budowlanej miały nie zostać zwrócone, lecz zaliczone jako kara umowna.
Hotel został wybudowany i oddany do użytkowania spółce z o.o., jednak do sfinalizowania transakcji nie doszło.
Spółka z o.o. wystąpiła do sądu przeciw firmie budowlanej, żądając zwrotu wpłaconej na poczet ceny sprzedaży kwoty. Spółka z o.o. uważa, że przedwstępna umowa o wybudowanie hotelu była nieważna. Na podstawie tego twierdzi, że wszystko co zapłaciła spółce akcyjnej, było świadczeniem nienależnym, które powinna dostać z powrotem. Dodatkowo firma zaznacza, że nie została ustalona cena sprzedaży, czyli ważny element umowy. Jednak zgodnie z art. 536 k.c. można było ją określić. Spółka zaznacza, że nie dokonano żądnych ustaleń dotyczących ceny robót dodatkowych i zamiennych. Ponieważ ustalenie ceny odłożono do czasu wykonania umowy, to według spółki z o.o. zabrakło istotnego elementu umowy przedwstępnej, co powoduje ją nieważną.
Jednak odmiennego zdania była spółka akcyjna. Uważa ona, że umowa przedwstępna była ważna, tylko kontrahent od niej odstąpił. Dlatego też, zgodnie z umową, spółka akcyjna zaliczyła dokonane przez spółkę z o.o. wpłaty na poczet kar umownych. Dodatkowo zrealizowała też udzieloną jej gwarancję bankową.
Sąd I instancji oddalił żądania spółki z o.o., a sąd II instancji potwierdził werdykt. Sądy uznały, że podstawę do ustalenia ostatecznej ceny stanowiły raporty o postępie robót, które sporządziła spółka budująca hotel, a zostały zatwierdzane przez spółkę z o.o.
W skardze kasacyjnej spółka z o.o. zaznaczała, że umowa przedwstępna jest ważna, gdy podstawy do ustalania ceny sprzedaży są określone na etapie jej zawierania, a nie podczas wykonania. Natomiast pełnomocnik strony przeciwnej podkreślał, że spółka z o.o. zaczęła kwestionować jakość robót, podnosiła nieścisłości w wyznaczeniu granic działki, na której stanął hotel w momencie, gdy zabrakło jej pieniędzy na zapłatę.
Sąd Najwyższy uwzględnił skargę kasacyjną. Jednak nie wydał ostatecznej decyzji w tej sprawie, tylko przekazał ją do ponownego rozpatrzenia sądowi II instancji. Zgodził się z zarzutem naruszenia przez sąd przepisów kodeksu cywilnego, które dotyczyły wykładni umów (art. 65 §2 oraz art. 56).
Sędzia Hubert Wrzeszcz poinformował - Sądy nie ustaliły treści umowy przedwstępnej. Dlatego SN nie jest w stanie ocenić, czy umowa ta mieści się w graniach swobody umów zapisanej w art. 351k.c., czy też stosownie do art. 58 k.c. dotknięta jest sankcją nieważności.
Sędzia przypomniał, że sama wykładnia gramatyczna umowy nie ma w świetle art. 65 k.c. rozstrzygającego znaczenia. Przepis ten bowiem nakazuje badać w umowach raczej to, jaki był zgodny zamiar stron i cel umowy, niż opierać się na jej dosłownym brzmieniu.
Sędzia Wrzeszcz dodał - Pierwszeństwo ma tzw. subiektywny wzorzec wykładni umowy. Sąd musi zacząć od tego, jak rozumiały ją strony w chwili jej zawierania, badając ich zamiar i cel. Przyjmuje się, że możliwe jest ustalenie treści oświadczenia woli w sposób odmienny, niż wynika z jej wykładni gramatycznej.
Ważny dla wykładni treści umowy jest również sposób jej wykonywania. Wrzeszcz wyjaśnia - Dopiero po dokonaniu wykładni wedle wzorca subiektywnego sąd powinien przejść do drugiego etapu wykładni - wzorca obiektywnego - zgodnie z art. 56 k.c. Przepis ten mówi, że czynność prawna wywołuje nie tylko skutki w niej wyrażone, ale także wynikające z ustawy, zasad współżycia społecznego i ustalonych zwyczajów.
Jednak sąd II instancji tego nie zrobił, gdyż nie wziął pod uwagę znaczenia raportów o postępie robót w aspekcie miernika ceny. Dodatkowo nie ustalił, jakie w praktyce panują zwyczaje w tym względzie. Zeznania świadków potraktował bardzo marginalnie. Dlatego też SN uchylił kwestionowany wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Zobacz całość »



Wigierski Park Narodowy cieszy się coraz większą popularnością wśród turystów

Zobacz całość »
- 120 tysięcy turystów odwiedziło w 2006 roku Wigierski Park Narodowy (WPN) w Podlaskiem - poinformował PAP dyrektor WPN Zdzisław Szkiruć.
Z informacji przekazanych przez dyrektora WPN w roku 2006 liczba turystów było o 20% większa niż rok wcześniej. Również zwiększyła się liczba turystów zagranicznych w przybliżeniu o około 10% w porównaniu z rokiem 2005.
Największym powodzeniem i zainteresowaniem wśród turystów cieszyła się Wigierska Kolejka Wąskotorowa i rejsy statkiem "Tryton", na jego pokładzie po jeziorze Wigry w 1999 roku pływał papież Jan Paweł II.
Dodatkową atrakcją dla turystów oferowaną przez Węgierski Park Narodowy były zajęcia rzemiosła ludowego oraz rolnicze. Zainteresowane osoby mogły m.in. wykonywać sami garnki, tkać czy doić krowę i samodzielnie wyprodukować ser.
Wigierski Park Narodowy istnieje od 1989 roku. Od 1976 roku był to park krajobrazowy. Na jego terenie jest 40 jezior, największe Wigry. Park posiada 6 ścieżek edukacyjnych i 16 obszarów objętych ochroną rezerwatową.

Zobacz całość »



Tunel nie funkcjonuje nadal. Cierpią oczywiście pasażerowie

Zobacz całość »
Polskie Linie Kolejowe i warszawska straż pożarna, już od prawie miesiąca nie mogą dojść do porozumienia w sprawie otwarcia jego zmodernizowanej części podmiejskiej. Na sporze tymczasem korzysta konkurencja, czyli autobusy kursujące na podwarszawskich trasach.
Początkowo kolejarze zapowiadali, iż otwarcie tunelu to wyłącznie kwestia kilku dni, gdyż remont zakończyli i ze strażakami szybko się dogadają. Jednak postać rzeczy zmieniła postawa strażaków, którzy zapowiadają, że do przejazdu pociągów nie dopuszczą, dopóki nie zostaną zamontowane m.in. ognioszczelne drzwi oddzielające część podmiejską tunelu od dalekobieżnej. - Bez drzwi nie zgodzimy się na otwarcie tunelu - poinformował rzecznik warszawskiej straży pożarnej, Piotr Tabencki. Wg PLK, zainstalowanie osłony zajmie ok. trzech miesięcy.
Spór mocno uderza w Koleje Mazowieckie, które wożą pasażerów na terenie województwa. - Niech strażacy pomyślą, jakie mamy problemy. Przecież ten tunel jest dziś znacznie bezpieczniejszy, niż był przed modernizacją. A przecież wtedy pociągów nie zatrzymali - oznajmiła prezes spółki, Halina Sekita. Zamknięcie tunelu, utrudnia komunikację nie tylko pasażerom korzystającym z linii średnicowej, brak szybkiego przejazdu sprawia, iż na prawym brzegu rzeki w godzinach szczytu - jest za mało taboru.
- Dotąd było tak, że pociąg, który rano kursował do Sochaczewa, popołudniu kierowaliśmy np. do Tłuszcza - wyjaśniła rzeczniczka KM Donata Nowakowska. - Dodatkowe składy przejeżdżały tunelem z jednej strony Wisły na drugą. Teraz jedyny sposób przerzucenia pociągu to przejazd techniczny przez Dworzec Gdański. Jednak specjalne kursy są możliwe tylko wyjątkowo. Skutek jest taki, że na lewym brzegu Wisły w pociągach jest luźno, a na prawym pasażerowie często zostają na peronie, bo nie wcisnęli się do pociągu. Najbardziej cierpią na tym ci, którzy dojeżdżają do Warszawy z okolic Tłuszcza. Dzwonią do nas i pytają, kiedy tunel zostanie wreszcie otwarty, a my sami tego nie wiemy - oświadczyła Donata Nowakowska.

Zobacz całość »



Pierwsze loty do Modlina latem 2008 r.

Zobacz całość »
We wtorek, udziałowcy spółki Mazowieckie Porty Lotnicze Warszawa - Modlin, mają zaprezentować biznesplan budowy nowego lotniska, które ma być gotowe za dwa lata.
Port w Modlinie, miał rozpocząć swoją działalność w 2005 r., ale spory udziałowców zablokowały budowę i porozumienie zawarto dopiero w listopadzie 2006 r. Obecnie, najbardziej realną datą zakończenia prac, jest koniec 2008 r! Koszt modernizacji wojskowego lotniska (powstałego w latach 1953 -1960), szacuje się na kwotę 200 -250 mln zł. Lotnisko cywilne w Modlinie, będzie w przyszłości obsługiwało przede wszystkim tanie linie lotnicze, czartery oraz loty cargo. W październiku lotnicza spółka, otrzymała od Urzędu Lotnictwa Cywilnego - promesę zezwolenia na założenie lotniska cywilnego. ULC wyda zezwolenie, jeśli udziałowcy przedstawią: pozytywną opinię wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska, odnośnie wpływu lotniska na środowisko oraz zaświadczenie o braku kolizji w ruchu lotniczym z modlińskiego lotniska i lotnisk sąsiednich . Na załatwienie powyższych formalności oraz zakończenie inwestycji, spółka ma wyznaczony czas do października 2008 r., gdyż promesa ważna jest tylko dwa lata. - Nie mamy więc wiele czasu - oświadczył prezes spółki, Piotr Okieńczyc.
Udziały w spółce, udało się podzielić dopiero po trzyletnich sporach. Na początku PPL, które będzie zarządzać ruchem, żądało pakietu większościowego - dopiero w minionym roku, zgodziło się na ok. 32 % udziałów. Tyle samo otrzymał samorząd Mazowsza, współfinansujący inwestycję, oraz Agencja Mienia Wojskowego, która przekazała 292ha gruntów. Pozostałe 5 % udziałów, przypadło gminie Nowy Dwór Mazowiecki, w obrębie której znajduje się lotnisko. Środki pieniężne na uruchomienie portu, będą pochodzić z samorząd województwa (prawie 100 mln zł) oraz z funduszy UE (z puli dla Mazowsza na lata 2007 - 2013). - Będziemy się starać o dofinansowanie w wysokości 50 mln euro (ok. 200 mln zł ) - poinformował marszałek Mazowsza, Adam Struzik (PSL). Modlin nie musi się obawiać o pieniądze, ponieważ znajduje się na liście 30 priorytetowych projektów marszałka, których nie obowiązuje procedura konkursowa.
Największe koszty zostaną poniesione przy przygotowaniu płyty lotniska, wydłużeniu drogi startowej z 2,5 do 3,5km oraz zainstalowaniu systemów nawigacyjnych i bezpieczeństwa. Niezbędna jest również budowa terminalu pasażerskiego (ok. 20 mln zł). - Żaden z budynków starego lotniska nie nadaje się do zaadaptowania - wyjaśnił rzecznik PPL, Artur Burak. Znacznie mniej środków, rezerwuje się na łączność komunikacyjną ze stolicą. Pomysł szynobusu do Modlina, nie został poparty. Pierwszych pasażerów, będzie wozić autobus kursujący ze stacji metra na Żoliborzu lub Bielanach. W przyszłości planuje się wykorzystać znajdujące się na lotnisku - dwie bocznice, aby uruchomić linię kolejową z Modlina do Warszawy Wschodniej. - Nie są jednak zelektryfikowane, więc konieczna jest gruntowna modernizacja - oznajmił Burak.
Wg doniesień Rzeczpospolitej, wiele zależy także od dostaw sprzętu nawigacyjnego, bowiem na realizację zamówienia czeka się ok. 12 miesięcy. Budowę lotniska w Modlinie oraz w Sochaczewie, wspiera samorząd mazowiecki.

Zobacz całość »



Jeszcze przez dwa lata darmowa A4!

Zobacz całość »
Przejazd autostradą A4, z Katowic do Wrocławia będzie za darmo jeszcze przez ponad dwa lata, jednak potem opłaty mogą być droższe niż zapowiadano.
Przetarg na budowę bramek, na autostradzie A4 nie został ogłoszony, pomimo iż termin minął we wrześniu zeszłego roku. Dla kierowców oznacza to dobrą informację, gdyż jeszcze przez co najmniej dwa lata, będzie można za darmo jeździć autostradą z Katowic do Wrocławia. - Przetarg zostanie ogłoszony wkrótce po ostatecznym wyborze systemu poboru opłat - poinformował Andrzej Maciejewski, rzecznik prasowy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, wg którego, budowa bramek zostanie zakończona prawdopodobnie w pierwszej połowie 2009 roku. - Ale data nie została jeszcze ustalona - wyjaśnił Maciejewski.
W przyszłości, za korzystanie z autostrady A4 na odcinku z Katowic do Wrocławia, będą obowiązywały zupełnie innych zasady, niż za przejazd tą samą drogą do Krakowa, ponieważ rząd zrezygnował z wyboru koncesjonariusza (firmy, która pobierałaby opłaty) i zdecydował, iż zajmie się tym GDDKiA. Koszt budowy bramek szacuje się na ok. 35 mln euro. Profit za przejazd A4 na tym odcinku, ma w całości trafiać na konto - Krajowego Funduszu Drogowego, z którego finansowane są m.in. remonty, budowa nowych dróg. Kolejnym zaskoczeniem, może okazać się podwyższenie cen za przejazd z Katowic do Wrocławia! Jerzy Polaczek, minister transportu i budownictwa, w ubiegłym roku obiecał, że ceny za przejazd nowo wybudowanymi odcinkami autostrad - A2 i A4 - będą niskie (10 zł dla kierowców aut osobowych za przejechanie 100 km). Zatem podróż z Katowic do Wrocławia, kosztowałaby ok. 20 zł w jedną stronę.
Z nowego cennika, opracowanego niedawno przez Ministerstwo Transportu, wynika jednak, że maksymalne stawki na nowych autostradach, mogą wynieść nawet 23 zł za 100 km! Podróż z Katowic do Wrocławia kosztowałaby zatem 40 zł w jedną stronę! Maciejewski wyjaśnił, że to stawki maksymalne, które prawdopodobnie nie wejdą w życie. - Dalej trzymamy się zasady tańszych niż dotychczas autostrad. Za 100 km kierowcy zapłacą ok. 10 zł, tak zapowiedział minister Polaczek - zapewnił rzecznik. O tym, jak będzie naprawdę, kierowcy przekonają się, gdy na autostradzie do Wrocławia staną bramki. Pocieszeniem, może okazać się natomiast perspektywa budowy przy trasie, parkingów i toalet oraz montaż telefonów alarmowych i punktów pomiaru szybkości. Obecnie przy autostradzie na odcinku Katowice - Wrocław, wciąż jednak nie ma ani jednej stacji benzynowej...

Zobacz całość »



Bieszczady: pogoda pokrzyżowała plany i na święta przyjachało mniej turystów z Ukrainy

Zobacz całość »
Ustrzycki Dolne i ich okolice to najbardziej popularne miejsce spędzania świąt przez turystów z Ukrainy. W Bieszczadach pierwszych gości można było spotkać już przed naszym Nowym Rokiem. Boże Narodzenie na Ukrainie rozpoczyna się 13 dni po świętach w kościele rzymskokatolickim.
Jednak właściciele pensjonatów i hoteli w Bieszczadach narzekają na pogodę, która pokrzyżowała im plany. Mimo to, iż w tym roku przyjechało tu mniej Ukraińców, to i tak na stokach częściej słychać rozmowy w języku ukraińskim niż w polskim.
- Około 70 procent gości to Ukraińcy. Mamy obóz narciarski z Kijowa, są goście nawet z Doniecka - mówi Michał Mrugała ze stacji narciarskiej Laworta w Ustrzykach Dolnych.
Turyści z Ukrainy przebywający w Bieszczadach to głównie ludzie zamożni, lekarze, prawnicy, przedsiębiorcy.
- Przyjeżdżają całymi rodzinami. Szukają pokoi o wysokim standardzie. Przeważają goście z Kijowa i Odessy - mówi Elżbieta Swoboda z biura podróży Eko-Karpaty.
- Lubią dobrze zjeść i nie zjedzą byle czego. Tłusta golonka, bigos, fasolka po bretońsku. I surówki. To lubią. W naszym menu jest również sporo potraw z kaszą gryczaną. Ale naleśnikami z serem byśmy ich nie ugościli - opowiada Joanna Dąbrowska z Dębowej Gazdówki pod Lawortą. Goście, którzy mieszkają w Dębowej Gazdówce, nie zamówili specjalnego świątecznego menu, lecz gdyby tylko chcieli, mogli zasiąść do kolacji z kutią, barszczem czerwonym, pierogami-dodaje.
Atrakcją dla turystów spędzających wypoczynek w ośrodku Olimp w Ustrzykach była wigilia po polsku.
- Ukraińcy zażyczyli sobie naszych tradycyjnych potraw. Przygotowały je panie z zespołu ludowego Równianka, które również śpiewały kolędy - dodaje Elżbieta Swoboda. W Bieszczadach goście z Ukrainy są bardzo lubiani i mile widziani i to nie tylko ze względu na pieniądze, które tam zostawiają. - To są bardzo mili i kulturalni ludzie. Piją sporo alkoholu, niektórzy zaczynają już rano, jednak nie zdarzyło się, żeby ktoś komuś naubliżał czy był agresywny. Jak wypiją, śpiewają i pięknie się bawią - mówi Joanna Dąbrowska.

Zobacz całość »



Zaginiony boeing nadal nieodnaleziony!

Zobacz całość »
- Na indonezyjskiej wyspie Sulawesi (d. Celebes) kontynuowano w niedzielę poszukiwania zaginionego w poniedziałek samolotu pasażerskiego tanich linii lotniczych Adam Air ze 102 pasażerami na pokładzie - powiadomił rzecznik armii indonezyjskiej.
Do tej pory w akcji ratunkowej udział wzięło około 2,9 tysięcy żołnierzy i policjantów, a także samoloty i helikoptery. Mimo to rodziny osób znajdujących się na pokładzie zaginionego Boeinga 737-400 domagały się bardziej intensywnych poszukiwań. Dlatego też w niedzielę do akcji przyłączyło się 700 żołnierzy i 4 dodatkowe helikoptery.
Poszukiwania odbywają się na terenie zachodniej, północnej i wschodniej Sulawesi. Samolot lecący z Surabai na Jawie do Manado na północy Sulawesi, stracił łączność z bazą w okolicach miejscowości Majene. Sygnał SOS nie został nadany przez pilota, jedyną informacją przez niego przekazaną była wiadomość o silnych, niebezpiecznych wiatrach.
Na wyspę przybyli przedstawiciele ministerstwa transportu wiceprezydent Jusuf Kalla, a także zespół ekspertów z amerykańskiego Federalnego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Transportu (NTSB).
Na pokładzie zaginionego samolotu znajdowało się 102 osoby, w tym troje pasażerów amerykańskich.
- Cokolwiek stało się z tym samolotem, było to gwałtowne i katastrofalne - powiedział amerykański pilot Patrick Smith.
-Zaginięcie Boeinga 737-400 stało się już sprawą międzynarodową, ponieważ jest czymś niezwyczajnym, że ekipy ratunkowe przez pięć dni nie mogą odnaleźć śladu maszyny- powiedział Kalla.
Wraz z USA do poszukiwań dołączył się także Singapur.

Zobacz całość »



Sphinx wchodzi do krajów Beneluksu

Zobacz całość »
Sphinx, trzecia polska sieć restauracji, wkrótce ma przejąć swojego konkurenta w jednym z krajów Beneluksu.
Dodatkowo Sphinx planuje otworzyć swoje restauracje na Węgrzech oraz w Czechach. Jednak spółka odmawia udzielania informacji na temat zagranicznych inwestycji. Przedstawiciel Sphinksa wyznał - Wyślemy komunikat w odpowiednim czasie.
Obecnie firma kończy przejmowanie konkurencyjnych placówek w Niemczech. Jednak przedstawiciele spółki nie ujawniają wartości inwestycji, ani nazwy sieci, którą zamierzają przejąć.
Sphinx prowadzi trzecią pod względem wielkości sieć restauracji w Polsce (po McDonald's, KFC i Pizza Hut). Sphinx wraz z restauracjami Chłopskie Jadło ma około 100 obiektów. Sieć została założona w 1995 roku przez łódzkiego biznesmena Tomasza Morawskiego.

Zobacz całość »



Kolej będzie wypłacać odszkodowania za opóźnienia pociągów

Zobacz całość »
Pasażerowie, którzy podróżują pociągami międzynarodowymi będą mogli otrzymać zwrot części ceny biletu w przypadku opóźnienia pociągu ponad godzinę. Przepisy te zaczną obowiązywać w połowie 2008 roku.
Unia Europejska przygotowała projekt rozporządzenia, które zawiera prawa i obowiązki pasażerów w międzynarodowym ruchu kolejowym. Na najbliższym posiedzeniu ma ono zostać przyjęte przez Parlament Europejski. Przepisy mają zacząć obowiązywać latem 2008 roku.
Według projektu pasażerowie, którzy wyjeżdżają z polskiej stacji poza granicę kraju, a przewoźnik przewiduje, że opóźnienie będzie większe niż godzina, powinien zwrócić im pełny koszt biletów. Jeżeli podróżni będą już w podróży i pociąg dopiero wtedy się opóźni o minimum 60 minut, to przewoźnik powinien oddać im 25% ceny biletu. Natomiast za opóźnienie większe niż dwie godziny pasażer będzie mógł otrzymać nawet 50% ceny biletu.
Przewoźnik będzie zobowiązany do wypłaty odszkodowania niezależnie od tego, czy podróżny rzeczywiście poniósł jakąś szkodę i będzie miał na to 14 dni od złożenia wniosku.
Jednak odszkodowanie nie zostanie wypłacone, jeśli kwota będzie niższa niż 4 euro. Dodatkowo każde państwo UE będzie mogło ustalić swój niższy limit.
W przypadku opóźnienia dłuższego niż jedna godzina, przewoźnik musi zapewnić również oczekującym na dworcu pasażerom posiłki oraz napoje, a czasami nawet nocleg w hotelach i transport między nim, a stacją.
Tych praw pasażera nie będzie można wyłączyć umową. W Polsce prawdopodobnie powstanie specjalne biuro do zajmowania się sprawami niezadowolonych klientów kolei.
Przepisy te nie będą dotyczyć jeżdżących tylko po Polsce. Jednak nie oznacza to, że nie mają oni żadnych praw. Michał Wrzosek, rzecznik PKP SA wyjaśnia - Regulacje chroniące pasażerów znajdziemy w polskim prawie przewozowym.
Art. 62 prawa przewozowego (DzU z 2000 r. nr 50, poz. 601 ze zm.) mówi o odszkodowaniu dla podróżnych za zbyt szybki odjazd pociągu, jego spóźnienie lub odwołanie, jednak tylko wówczas, gdy ponieśli jakąś szkodę. Opóźnienie lub odwołanie pociągu musi wynikać z umyślnej winy lub niedbalstwa przewoźnika. Jeżeli podróżny nie udowodni poniesionej szkody, odszkodowanie nie zostanie wypłacone.
Najczęściej skarżą się podróżujący pociągami podmiejskimi, którzy spóźniają się do pracy. Wrzosek przyznaje - Pasażerowie, nawet jeśli znają swoje prawa i chcą się starać o odszkodowanie, przechodzą w sądach drogę przez mękę. Dlatego działa przy PKP rzecznik praw klienta, który stara się szybko załatwić sporne sprawy.
Skarg od pasażerów pociągów międzynarodowych nie otrzymuje też Europejskie Centrum Konsumenckie. Karolina Tołwińska z ECK wyznała - Nie przypominam sobie takich wypadków.
Projektowane przepisy wymagają również od przewoźników większej dbałości o bagaż podróżnych, o osoby niepełnosprawne oraz bezpieczeństwo. W przypadku śmierci lub zranienia pasażera przewoźnicy będą musieli wypłacić im, przed zakończeniem postępowania odszkodowawczego, zaliczkę na bieżące potrzeby finansowe w wysokości proporcjonalnej do poniesionej szkody. W przypadku śmierci zaliczka wynosi minimum 21 tys. euro.
Podobne przepisy obowiązują już od prawie dwóch lat w lotnictwie. Nie spowodowały one osłabienia kondycji finansowej przewoźników, pomimo, że w 2006 roku do Komisji Ochrony Praw Pasażerów przy Urzędzie Lotnictwa Cywilnego wpłynęło aż 1099 skarg. Jednak nie wszystkie wnioski były uzasadnione. Katarzyna Krasnodębska z ULC podkreśliła - W 30% spraw stwierdziliśmy brak naruszenia przepisów i przyznaliśmy rację liniom lotniczym. Podobnie może być także w wypadku pasażerów kolei.

Zobacz całość »



Największe katastrowy lotnicze minionych lat!

Zobacz całość »
W poniedziałek, 1 stycznia 2007 roku indonezyjski samolot pasażerski Boeing 737- 400, który leciał z Dżakarty do Manado w Północnym Sulawesi rozbił się w pobliżu miasta Polewali, na wysokości około 700 metrów n.p.m.
Ze 102 osób , które znajdowały się na pokładzie prawdopodobnie uratowało się tylko dwanaście. 90 osób zginęło na miejscu.
Poniżej przedstawiamy największe katastrofy lotnicze minionych lat:
19.02.2003 - Irański samolot wojskowy Iljuszyn rozbił się w górach w pobliżu Kermanu w południowo-wschodnim Iranie. Zginęło 276 osób.
06.03.2003 - Na lotnisku w Tamanrasset (1900 km na południe od Algieru) rozbił się samolot linii Air Algerie. Zginęło 120 osób.
08.05.2003 - W samolocie Ił-76, lecącym między Kinszasą, a Lumumbashi w Demokratycznej Republice Konga podczas lotu otworzyły się tylne drzwi. Oficjalnie poinformowano o "nieokreślonej liczbie zaginionych". Natomiast źródła wojskowe mówiły o około 200 ofiarach katastrofy.
08.07.2003 - Katastrofa Boeinga 737 sudańskich linii lotniczych, który rozbił się na wschodzie kraju. Zginęło 115 osób.
25.12.2003 - 139 osób zginęło podczas katastrofy Boeinga należącego do libańskiej spółki UTA. Samolot rozbił się na plaży w Beninie, w Afryce, zaraz po starcie z lotniska w Kotonu.
03.01.2004 - Boeing 737, należący do egipskich linii czarterowych Flash Airlines spadł do Morza Czerwonego tuż po starcie z Szarm el- Szejk. Zginęło 148 osób, w tym 135 turystów francuskich.
14.08.2005 - Boeing 737, należący do cypryjskich linii lotniczych rozbił się niedaleko Aten. Zginęły wszystkie osoby znajdujące się na pokładzie, czyli 115 pasażerów i sześciu członków załogi.
16.08.2005 - Nikt nie przeżył katastrofy samolotu kolumbijskich linii lotniczych Western Carribbean. Maszyna rozbiła się w górach Sierra de Perija w pobliżu granicy Wenezueli z Kolumbią. Na pokładzie było 152 pasażerów i 8 osób załogi.
23.08.2005 - Boeing 737-200, należący do peruwiańskich linii TANS rozbił się w okolicy Pucallpy na wschodzie Peru. Na pokładzie przebywało 100 osób, z których co najmniej 41 zginęło, a co najmniej 20 zostało rannych.
05.09.2005 - Indonezyjski pasażerski Boeing 737-200 rozbił się zaraz po starcie z miasta Medan na Sumatrze. Na pokładzie było 116 osób. Katastrofę przeżyło 15 pasażerów. Dodatkowo zginęło 47 mieszkańców okolicznych domów.
22.10.2005 - Nigeryjski Boeing 737-200 rozbił się w stanie Ogun, na południowym zachodzie Nigerii. Najprawdopodobniej zginęło 117 osób, czyli wszyscy którzy znajdowali się na pokładzie.
06.12.2005 - Irański wojskowy samolot transportowy C-130 rozbił się o 10-piętrowy budynek mieszkalny na południowych przedmieściach Teheranu. Zginęło co najmniej 128 osób: 94 osoby lecące samolotem oraz 34 mieszkańców domu.
10.12.2005 - Samolot DC-9 linii Sosoliso Airlines, który leciał ze stolicy Nigerii Abudży ze 110 osobami na pokładzie rozbił się podczas lądowania w Port Harcourt na południu kraju. 103 osoby zginęły, a 7 zostało rannych.
03.05.2006 - Airbus A-320, należący do armeńskiej linii lotniczej Armavia, lecący z Erewanu do Soczi rozbił się w okolicy rosyjskiego kurortu. Zginęli wszyscy pasażerowie, czyli 113 osoby.
09.07.2006 - Rosyjski Airbus A-310, należący do linii lotniczych Sibir przy lądowaniu w Irkucku zjechał z pasa startowego i uderzył w budynek. W wyniku tego zapalił się. Zginęły 122 osoby z 203 przebywających na pokładzie.
22.08.2006 - Rosyjski samolot Tu-154 kompanii powietrznej Pułkowo rozbił się koło Doniecka na wschodzie Ukrainy. Samolot leciał z Anapy na rosyjskim wybrzeżu Morza Czarnego do Petersburga. Na pokładzie było 170 osób. Wszyscy zginęli.
01.09.2006 - Należący do kompanii powietrznej Iran AirTour Tu-154 zapalił się przy lądowaniu w Meszhedzie, na północnym wschodzie Iranu. Zginęło co najmniej 30 osób.
29.09.2006 - Brazylijski Boeing 737-800 rozbił się w dżungli Amazonii. Na pokładzie było 155 osób. Nikt nie przeżył katastrofy.
29.10.2006 - Boeing 737, należący do nigeryjskich linii ADC rozbił się zaraz po starcie ze stolicy Nigerii, Abudży. Na pokładzie było 105 osób. Katastrofę przeżyło nie więcej niż pięć.
01.01.2007 - Indonezyjski samolot, należący do linii Adam Air podczas ulewnego deszczu rozbił się w górach na Sulawesi (dawny Celebes). Uratowało się najprawdopodobniej dwunastu ze 102 osób (96 pasażerów i 6 członków załogi).

Zobacz całość »



Śląsk: Będą plany rozwoju transportu publicznego!

Zobacz całość »
Komunikacyjny Związek Komunalny Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego (KZK GOP) zamierza zbadać stan komunikacji publicznej na Śląsku oraz stworzyć długofalowy plan rozwoju transportu zbiorowego.
Opracowanie, które zlecono firmie Ernst&Young, ma pomóc w staraniu się o fundusze unijne. Przedstawiciele KZK GOP i Ernst&Young poinformowali podczas konferencji prasowej, 4 stycznia 2007 roku, że w drugiej połowie stycznia do wybranych śląskich mieszkańców przyjdą ankieterzy PBS DGA. Będą oni prosić o ocenę komunikacji w regionie, preferowane środki transportu oraz informacje, jak dużo czasu zabierają im podróże.
Na obszarze, który zamieszkuje 2,5 mln osób, zostanie zbadanych 5 tysięcy gospodarstw domowych. Wyniki mają zostać przedstawione w połowie bieżącego roku. Jan Friedberg z Ernst&Young przyznał, że tego typu ankiet, na tak dużą skalę, na Śląsku jeszcze nie przeprowadzano. Dodał też, że pozwolą one zaproponować sposoby rozwijania komunikacji. Badania wskażą również, ile jest samochodów w poszczególnych gminach. Freidberg zaznaczył - Chcemy wiedzieć, gdzie jest nasz rynek i kogo obsługujemy.
Ankieta ma również pomóc odpowiedzieć na pytanie, jaka jest faktyczna rentowność transportu publicznego i konkurencyjność przewoźników.
W pierwszym etapie prac ma zostać oszacowane zapotrzebowanie na transport publiczny obecnie i w przyszłości. KZK GOP chce dowiedzieć się również, jakiej jakości usług oczekują Ślązacy. Następnie zostanie przygotowany materiał informacyjny, dzięki któremu ustalone zostanie optymalne rozwiązanie techniczne i organizacyjne na najbliższe 20- 25 lat.
Otrzymane wyniki mają także zostać wykorzystane w staraniach o fundusze unijne w ramach Programu Operacyjnego "Infrastruktura i Środowisko" oraz Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego. Przedstawiciele KZK GOP podkreślali, że beneficjentem pomocy będą mogły zostać również gminy i przedsiębiorstwa transportowe.
Ernst&Young przeprowadzi także konsultacje z innymi firmami, które zajmują się transportem na Górnym Śląsku, np.: PKP, aby uzyskać jak najlepszą integrację komunikacji autobusowej, tramwajowej i kolejowej. Specjaliści zbadają również stan infrastruktury technicznej oraz lokalizację dworców i przystanków. W opracowaniu brane pod uwagę będzie również zarządzanie transportem w aglomeracji i uwzględniona zostanie między innymi komunikacja z najbliższymi portami lotniczymi.
Koszt projektu wyniesie 600 tys. zł.
Przedstawiciele KZK GOP mają nadzieję, że w przyszłości odwróci się tendencja zmniejszania roli transportu publicznego w GOP na korzyść transportu szynowego. Według przedstawionych na konferencji informacji, ponad połowa Ślązaków nie ma możliwości codziennego używania samochodu.
Według KZK GOP, same drogi nie rozwiążą problemów transportowych w aglomeracji, głównie w centrach miast. Jednak komunikacja tramwajowa wymaga bardzo dużych nakładów inwestycyjnych.
Pomimo obietnic rząd nie przekazał jeszcze śląskim samorządom spółki Tramwaje Śląskie. Roman Urbańczyk, szef KZK GOP wyraził na konferencji rozczarowanie z tego powodu. Projekt zakłada przejęcie od Skarbu Państwa 100% akcji spółki przez KZK GOP, co miało nastąpić jeszcze w 2006 roku. Następnie akcje miały zostać rozdzielone pomiędzy zainteresowane gminy. Górnośląskie samorządy starają się o przejęcie TŚ już od dwóch lat.
Komunikacyjny Związek Komunalny Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego jest największym organizatorem komunikacji miejskiej w Polsce. Obecnie zrzesza 23 gminy aglomeracji śląskiej i obsługuje teren zamieszkany przez około 2 mln ludzi.

Zobacz całość »



Rola i znaczenie turystyki biznesowej- konferencja w Toruniu

Zobacz całość »
12 stycznia 2007 roku w Toruniu odbędzie się konferencja pt. "Rola i znaczenie turystyki biznesowej". Będzie się ona odbywała w nowopowstającej Toruń Convention Bureau. Wśród gości będą m.in. Marszałek kujawsko-pomorski, Piotr Całbecki oraz Prezydent miasta Torunia, Michał Zaleski.
Celem konferencji jest przybliżenie słuchaczom znaczenia turystyki dla rozwoju kraju oraz poszczególnych regionów, a także okazanie wsparcia dla siódmego convention bureau w Polsce.
Program konferencji:
09:00-09:30 - Otwarcie konferencji, Marszałek, Prezydent, Rektor UMK
09:30-10:00 - Rola Convention Bureaux- K. Sobierajska, Dyrektor CB Poland

Zobacz całość »



RozGRZANE podane w restauracjach Sphinx

Zobacz całość »
8 stycznia rozpoczęła się nowa akcja promocyjna w restauracji Sphinx pod hasłem "rozGRZANE podane".
Promocja będzie trwała do 11 lutego 2007 roku. Obowiązywać będzie we wszystkich restauracjach sieci w Polsce. "rozGRZANE podane" to Talerz obfitości (grillowany kebab, filet i soczysty szaszłyk z kurczaka) i Schabowy Zapiekaniec (schab zapieczony z serem w chrupiącej grzance, podawany z ananasem i z sosem koktajlowym).
- Mamy nadzieję, że bywalcom naszych restauracji trudno będzie oprzeć się pokusie dań, których już same nazwy brzmią obiecująco." - mówi Anna Heimberger ze Sfinks Polska.
- Tym bardziej, że na tych, którzy zdecydują się zakosztować tych kulinarnych nowości, czekać będzie niespodzianka - w sam raz na tę porę roku - Grzaniec Galicyjski lub herbata rumowa Dilmah gratis. To nie wszystko. Zamawiając dwa dania jednocześnie będzie można otrzymać jeden z 10 000 oryginalnych kufli do grzańca, z charakterystycznym logo Sphinx. Myślę, że taki sympatyczny prezent stanowić będzie atrakcyjny dodatek do smakowitych zestawów daniowych, a równocześnie pozwoli przenieść odrobinę atmosfery restauracji Sphinx do domów naszych klientów." - dodaje Anna Heimberger.
Informacje o promocji znajdą się m.in. w mediach ogólnopolskich, na plakatach, ulotkiach oraz w samych restauracjach.

Zobacz całość »



::: 2007-01-10 :::


Płoccy radni uczyli się pracy nad budżetem na Mazurach

Zobacz całość »
Znów Państwo udawadnia branży turystycznej, że urzędnicy to ważni klienci hoteli i ośrodków wypoczynkowych. Tym razem na przykładzie płockich radnych.
W pierwszy weekend stycznia płoccy radni byli w ośrodku szkoleniowym pod Olsztynem, aby uczyć się pracy nad budżetem. Szkolenia nie można było przeprowadzić w Płocku, gdyż tam radni mają problemy ze skupieniem.
Według programu, radni wyjechali z Płocka w piątek, 5 stycznia po południu do ośrodka szkoleniowego Kalwa w Pasymiu, położonym między Olsztynem, a Szczytnem. Powrót nastąpił w sobotę po kolacji.
W Pasymiu radni uczyli się, jak trzeba czytać budżet zadaniowy, który będą uchwalać za kilka tygodni. Mieli również zajęcia na temat funkcjonowania ustawy o zamówieniach publicznych.
Wykłady na temat budżetu zadaniowego oraz zawartych w nich inwestycji prowadził Tomasz Kolczyński, wiceprezydent Płocka ds. inwestycji, Barbara Szurgocińska, skarbnik miasta oraz pracownicy ratuszowego wydziału skarbu i budżetu. Natomiast o ustawie o zamówieniach publicznych mówili pracownicy urzędu miasta z wydziału zamówień publicznych. W związku z tym nasunęło się pytanie, po co radni wyjeżdżali na Mazury? Za zorganizowaną wycieczkę musiało zapłacić Biuro Rady Miasta.
Krystyna Kowalewska, która zajmowała się organizacją wyjazdu tłumaczyła, że radni chcą spokojnie przejść szkolenie, gdyż wielu z nich pierwszy raz zdobyło mandat i nie każdy zna się na budżecie zadaniowym, ponieważ nie wszystkie samorządy z niego korzystają. Dodatkowo nie każdy miał okazję poznać zasady funkcjonowania ustawy o zamówieniach publicznych.
Kowalewska wyjaśniła - Gdybyśmy zrobili im szkolenie w Płocku, to co chwila odrywałyby ich od pracy jakieś telefony, a w ośrodku, który znajduje się na uboczu, mogą odciąć się od świata. Nie pozostanie im nic poza skupieniem się na wykładach.
Na pytanie dlaczego szkolenie nie odbywa się w Płocku, Tomasz Korga, przewodniczący rady miasta odpowiada - Można było je zrobić w Płocku. Szczerze mówiąc, nie jestem zwolennikiem takich wyjazdów, ale zostałem przegłosowany.
Kowalewska dodaje - Myślę, że następne szkolenie odbędzie się już w Płocku.
Wynajęcie ośrodka na szkolenie kosztowało Biuro Rady Miasta około 5 tys. zł. Za dojazd radni musieli zapłacić sami, jednak w przypadku gdy ktoś nie ma własnego samochodu, mógł skorzystać z ratuszowego minibusa. Wykładowcy nie otrzymają wynagrodzenia za naukę. Ostatecznego rozliczenia szkolenia jeszcze nie dokonano.

Zobacz całość »



Biura podróży polecają oferty first minute

Zobacz całość »
Jeszcze zimą biura podróży zachęcają turystów na wykupywanie letnich wyjazdów. Z ofert typu first minute, czyli wcześniej rezerwujesz, mniej płacisz już od wielu lat korzystają zachodni turyści. W Polsce jako pierwsze wprowadziły je tanie linie lotnicze, jednak już od jakiegoś czasu tego typu oferty można znaleźć także w biurach podróży.
Podstawową zaletą first minute jest cena. Turyści, którzy już teraz zdecydują się na letni urlop, za wyjazd zapłacą od 10 do 30% mniej. Promocja zaczyna się już w grudniu i trwa zazwyczaj do końca zimy. Obowiązuje też zasada "kto pierwszy, ten lepszy".
Na oferty wykupione do 31 marca, biura dają rabaty procentowe (10-30%) lub kwotowe (200-500 zł, przy drogich wycieczkach nawet 1000zł). Według Tomasza Domżalskiego, dyrektora marketingu Easygo.pl., rezerwując już teraz wakacje dla dwóch osób na Krecie w hotelu czterogwiazdkowym na 2 tygodnie w lipcu, można zaoszczędzić ponad 1700 zł. Można również za cenę pobytu w hotelu trzygwiazdkowym kupić pobyt w lepszym, cztero lub pięciogwiazdkowym obiekcie.
Touroperatorzy bardzo chętnie sprzedają wycieczki z wyprzedzeniem, ponieważ zapewniają sobie w ten sposób płynność finansową. Dzięki temu mogą też w lepszy sposób prognozować wielkość sprzedaży oraz dostosowywać produkty podczas sezonu. Natomiast różnicę w cenie odbijają sobie na rabatach u przewoźników oraz u hotelarzy przy zawieraniu wcześniejszych umów. Dlatego też first minute jest tańszą ofertą od last minute.
Dla małych operatorów, dla których ważny jest każdy klient, możliwość wcześniejszej rezerwacji miejsc ma jeszcze większe znaczenie. Dlatego też first minute coraz częściej wprowadzają też biura, które specjalizują się w wyjazdach do mniej znanych regionów i te nastawione na klientów o szczególnych zainteresowaniach. Przykładowo biuro Bezkresy oferuje rabaty na wszystkie kierunki od Austrii przez Gruzję aż po Kamczatkę. Jednak małe biura muszą wykazywać się dużą elastycznością. Waldemar Ławecki z Bezkresów wyznaje - Wysokość rabatu jest różna w przypadku każdej wyprawy: zależy od ceny i warunków współpracy z naszymi kontrahentami. Okres promocji może być przedłużony.
Iwona Sokołowska, wiceprezes Easygo.pl, biura sprzedającego ponad 50 tys. ofert powiedziała, iż w ubiegłym roku pierwsze propozycje na lato mieliśmy w przededniu Bożego Narodzenia. - W tym roku już w ostatnim tygodniu listopada. - dodała.
W Polsce cena odgrywa decydującą rolę, właśnie dlatego dużo osób korzysta z promocji. Przedstawiciele Lufthansa City Center zaznaczają - W pierwszych miesiącach 2006 roku odnotowaliśmy ponad 30-procentowy wzrost zainteresowania wyjazdami wcześniej taniej.
Aby otrzymać rabat zazwyczaj klienci muszą wpłacić tylko zaliczkę w wysokości około 20%, a resztę miesiąc przed wyjazdem. Dodatkowo sprzedawca gwarantuje przy dopłacie kurs euro z dnia dokonywania rezerwacji.
Jednak przed podpisaniem umowy, warto się dobrze zastanowić, gdyż wykupionej wycieczki nie można zamienić na inną, a w przypadku rezygnacji zaliczka przepada.
Większość ofert first minute sprzedawana jest łącznie z ubezpieczeniem od rezygnacji z podróży. Dlatego też nagłe wypadki nie spowodują utraty całej kwoty. Ubezpieczenie to nie jest obowiązkowe.
Zimą klienci mają również większy wybór hoteli i terminów. First minute zazwyczaj obejmuje cały letni katalog. Jest to dość istotne dla klientów, którzy mają specjalne wymagania, np. szukają hoteli z udogodnieniami dla dzieci. Biura bardzo chętnie dokładają też bezpłatne ubezpieczenia lub wycieczki fakultatywne.
Jednak na stronach internetowych rzadko można znaleźć pozycje first minute. Osobna zakładka znajduje się na niektórych portalach, np. na www.wakacje.pl i www.traveliada.pl. Inni agenci tylko podają wysokość rabatu obok ceny imprezy. Zdarza się też, że oferta wcześniejszego wykupy mylona jest z last minute i tam właśnie przekierowywani są klienci poszukujący tańszych ofert.
First minute coraz częściej wprowadzają też organizatorzy wyjazdów typu work&travel, a także bezpośrednio hotelarze, właściciele pensjonatów i prywatnych kwater.

Zobacz całość »



Londyńskie muzea przyjazne dzieciom, a polskie nie...

Zobacz całość »
W londyńskich muzeach dzieci traktuje się poważnie, tak jak wszystkich zwiedzających turystów.
W londyńskim muzeum tłumy turystów, historyk sztuki prowadzi zajęcia dla grupki kilkulatków. Dzieci siedzą na podłodze, a nawet niektóre się na niej pokładają, nikomu to jednak nie przeszkadza. Bo najważniejsze jest to, że mają mnóstwo spostrzeżeń dotyczących obrazów i aktywnie biorą udział w zajęciach.
Na dzieciach największe wrażenie robi The Natural History Museum - były tam ruszające się dinozaury i takie fajne laboratorium z trupią czaszką To "laboratorium z trupią czaszką" jest rzeczywiście fantastyczne. To sala badawcza z mikroskopami, lupami, komputerami i zestawami preparatów (wstęp wolny). Wszystkiego można dotykać. Obsługa służy pomocą i daje dzieciom całkowitą wolność. Dzieci mogą oglądać pod lupą motyle i mierzyć czaszkę.
Laboratorium to tylko jeden z elementów edukacyjnych. W tym samym muzeum dostaje się zeszyt z zestawem pytań, które rodzice powinni zadać dzieciom przy okazji oglądania wystawy. Jest tam miejsce na rysunki, inspirowane eksponatami, są też rebusy. Zeszyt stanowi idealną pamiątkę z muzeum.
Podobnie jest w Tate Modern - centrum artystyczne, które zdaje się być adresowane do miłośników sztuki nowoczesnej a też jest przyjazne dzieciom.
W Polsce właściwie nie istnieją muzea, w których dba się o dzieci. Dlatego rodzice często wolą zabrać dzieci do kina, czy aquaparku niż zapoznawać je z polską historią, czy też innymi gałęziami nauki.

Zobacz całość »



Wolne miejsca na Germany Travel Mart

Zobacz całość »
Deutsche Zentrale fur Tourismus zaprasza biura turystyczne chcące nawiązać kontakty z branżą niemiecką na targi turystyki przyjazdowej do Niemiec - Germany Travel Mart (12.05.2007 0 15.05.2007).
Germany Travel Mart to jedne z największych targów incomingowych w Niemczech. Jest to impreza zamknięta przeznaczona tylko i wyłącznie dla branży turystycznej - na targi nie mają wstępu klienci indywidualni. Nie ma możliwości wykupienia na miejscu biletu wstępu i swobodnego wejścia na targi. Nie ma możliwości wykupienia na miejscu biletu wstępu i swobodnego wejścia na targi.
Wystawcami są niemieckie biura turystyczne, hotele, przewoźnicy, regiony itp. W tym roku swoją ofertę przyjazdową zaprezentuje w Berlinie ponad 300 firm.
Zaproszeni goście są wizytorami. Ogólnie na tegoroczną imprezę zaproszono ponad 1000 osób z całego świata. Polska otrzymała tylko 20 miejsc, dlatego zgłoszenia będą rozpatrywane według kolejności wpłynięcia.
Biura podróży zainteresowane udziałem w targach proszone są o zgłoszenia najpóźniej do dnia 25.01.2007: faksem (022) 636 61 10 lub mailem waw@d-z-t.pl
DZT podkreśla, że ceny wejściówek są przystępne i zróżnicowane, zależne od liczby noclegów.

Zobacz całość »



Z Ryanair z Gdańska i z Bydgoszczy do Dublina

Zobacz całość »
Irlandzka tani przewoźnik ogłosił otwarcie nowych tras. Samoloty taniej linii będą teraz latać z Gdańska i z Bydgoszczy do Dublina.
Pierwsze loty na nowych trasach wystartują na początku maja br.
Zarówno z Gdańska jak i z Dublina będą latać maszyny Boeing 737 serii 800, który zabierają na pokład do 189 pasażerów.
Teraz irlandzki przewoźnik będzie obsługiwał już 32 międzynarodowe połączenia z Polski.

Zobacz całość »



::: 2007-01-11 :::


Skansen górniczy w Zabrzu dostęny dla turystów od maja 2007

Zobacz całość »
Kopalnia "Guido" w Zabrzu - jedna z największych atrakcji Śląska będzie dostępna dla turystów od maja tego roku.
Kopalnia ta to nie tylko jeden z największych zabytków tego typu na Śląsku ale również na świecie. Po raz pierwszy została oddana dla turystyki w 1982 roku stanowiła wówczas oddział Muzeum Górnictwa Węglowego - zamknięto ją dla ruchu turystycznego po odcięciu jej od wentylacji z kopalni "Mokszowy".
Na mocy porozumienia władz Zabrza z władzami wojewódzkimi zawartego w listopadzie ubiegłego roku ma powstać wspólna instytucja zarządzająca zabytkiem. Dzięki temu w maju będzie można zwiedzić jeden z poziomów kopalni znajdujący się na głębokości 170 m.
Do zwiedzenia będzie skansen, w którym dowiemy się jak wyglądała praca górników w XIX wieku, jakimi narzędziami się posługiwali i w jakich warunkach pracowali. Ekspozycja będzie interaktywna co doda jej realizmu.
Na drugim głębiej położonym poziomie (320m) prezentowane będą współczesne metody pracy górników. Dla turystów udostępniona będzie ściana wydobywcza oraz maszyny górnicze. Ciekawostką jest, że turyści będą mogli sami wykopać sobie odrobinę tego czarnego złota i zabrać tę pamiątkę do domu. Ten poziom ma zostać oddany w przeciągu dwóch lat.
Jednak na tym nie skończy się funkcja skansenu, mają tam powstać obiekty rozrywkowe, edukacyjne, gastronomiczne oraz kaplica. W obiektach znajdujących się na powierzchni ziemi ma również powstać infrastruktura sprzyjająca turystyce.
"Guido" została założona w 1855r. przez hrabiego Guidona Henckla von Donnersmarcka, w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku przekształcono ją na Kopalnię Doświadczalną Węgla Kamiennego "M-300". W roku 1987 wpisana została do rejestru zabytków. Wówczas udostępniono poziom 320m na którym znajduje się aż dwa kilometry wyrobisk gdzie znajdowały się kompletne urządzenia do wydobycia węgla pochodzące z przełomu XIX i XX wieku.
Poziom ten został częściowo zasypany w związku z brakiem środków na jego utrzymanie. Na szczęście generalny konserwator zabytków zapobiegł wyniszczeniu obiektu i teraz dzięki ciężkiej pracy władz samorządowych "Guido" będzie dostępna dla turystów.
Otwarcie Kopalni będzie zwieńczeniem jednego z etapów projektu, który zakłada stworzenie z Zabrza centrum turystyki przemysłowej.

Zobacz całość »



Jaka przyszłość czeka PKP?

Zobacz całość »
Resort transportu i kolejarze podkreślają, że rok 2006 był całkiem udany dla kolei państwowych. Jednak to wcale nie oznacza, że problemy PKP się już skończyły.
W 2006 roku Polskie Koleje Państwowe odnotowały najlepszy wynik finansowy od kilku lat. Jerzy Polaczek, minister transportu zapowiedział, że miniony rok powinien być ostatnim, kiedy działalność bieżąca w ramach Grupy PKP nie jest zbilansowana. Na plusie rok 2006 zakończy uruchamiające pociągi dalekobieżne PKP InterCity oraz towarowe PKP Cargo.
Polskie koleje zmieniają się, co pozytywnie odczuwają przeciętni pasażerowie. Spółki pasażerskie PKP Intercity oraz PKP PR odnawiają tabor oraz oferują wiele promocji, aby zachęcić jak najwięcej ludzi do jeżdżenia koleją.
Ludzie coraz chętniej jeżdżą pociągami, jednak wizerunek polskich kolei jest wciąż nie najlepszy. W artykule, który niedawno ukazał się w brytyjskim "Financial Times" opisano podróż pociągiem w Polsce jako drogę przez mękę.
Głównym problemem jest fatalny stan torów. Jedynie 5% dostosowana jest do prędkości powyżej 120 km/godzinę.
PKP Polskie Linie Kolejowe, które odpowiadają za infrastrukturę kolejową mają kłopoty. Winna jest inna spółka kolejowa PKP PR, której zadłużenie przekracza 2 mld zł, głównie na rzecz PKP PLK, PKP Cargo i PKP Energetyka. Zakończyć problemy miało oddłużenie PKP PR w 2006 roku. Jednak strategia kolejowa, która została opracowana przez resort transportu, nie została jeszcze zaakceptowana przez rząd. Resort finansów nie wyraża zgody na oddłużenie, ponieważ wiązałoby się to z 2 mld mniej w budżecie.
Według ministerstwa główną przeszkodą w procesach inwestycyjnych PKP PLK, w tym także prowadzonych z funduszy unijnych, jest brak płynności finansowej. Powoduje to fakt, że PKP PR spóźnia się, a także płaci nie w pełni PKP PLK za dostęp do infrastruktury.
W latach 2007-2013 z programu Infrastruktura i Środowisko koleje mogą dostać 4,8 mld euro z UE. Dzięki temu można byłoby znacznie polepszyć stan infrastruktury kolejowej, między innymi zlikwidować część z kilku tysięcy odcinków torów, gdzie pociągi muszą zwalniać do 40 km/godzinę oraz dostosować niektóre linie do prędkości 160 km/godzinę. Jednak wykorzystanie tych funduszy może być trudne, jeżeli PKP PLK na bieżąco nie będzie regulować swoich zobowiązań, głównie w stosunku do podwykonawców kontraktów.
Dodatkowo od początku roku w Unii Europejskiej otwierane są kolejowe rynki przewozów towarowych. Dotychczas na polskim rynku przewozów towarowych działało kilkanaście firm, jednak dominującą pozycję miało PKP Cargo. Biorąc pod uwagę masę ładunków i odległość, na jaką są wożone, firma obsługuje 80% rynku.
Natomiast otwarcie rynku pozwoli na przekraczanie polskiej granicy również pociągom towarowym z innych krajów i zabieranie towarów z polskich fabryk bez wykorzystania polskich kolei. Ryszard Wnukowski, rzecznik PKP Cargo przyznaje - Otwarcie będzie sprawdzianem w ostrej konkurencji.
Aby obronić swoją pozycję, firma zamierza jak najszybciej przekształcić się ze zwykłego przewoźnika w operatora logistycznego. Między innymi chce zbudować terminale i centra logistyczne, a także modernizować tabor i kupować udziały w innych spółkach z branży.

Zobacz całość »



W 2007 roku polskie lotniska obsłużą 18 mln pasażerów!

Zobacz całość »
Szacuje się, że z usług linii lotniczych skorzysta w 2007 roku 3 mln więcej pasażerów niż w roku minionym.
Regionalne lotniska pod względem ilości obsłużonych pasażerów doganiają Okęcie, a tanie linie PLL LOT. Konkurencja powoduje ciągły spadek cen biletów. W bieżącym roku bilety mogą stanieć jeszcze o 10%.
W 2006 roku krajowe porty lotnicze odprawiły 15 mln osób, czyli o ponad 30% więcej niż w roku ubiegłym. W 2007 roku tempo wzrostu trochę osłabnie, ale utrzyma się na wyższym od średniej europejskiej poziomie. Według IATA, międzynarodowego zrzeszenia przewoźników powietrznych, europejski rynek lotniczy wzrósł w minionym roku o około 7%. Zbigniew Sałek, szef Związku Regionalnych Portów Lotniczych szacuje - W tym roku polskie porty lotnicze odprawią 18 mln pasażerów.
Najwięcej nowych pasażerów zyskają regionalne porty lotnicze. Wciąż najwięcej pasażerów odprawia warszawskie Okęcie (w minionym roku 8 mln pasażerów), jednak to właśnie regionalne porty są motorem rozwoju krajowego lotnictwa.
W 2006 roku regionalne lotniska odprawiły o aż 65% więcej podróżnych niż rok wcześniej. Natomiast wskaźnik wzrostu ruchu na Okęcie wyniósł tylko 15%. Udział warszawskiego portu w obsłudze rynku lotniczego każdego roku jest coraz mniejszy. Obecnie tylko nieznacznie przekracza 50%.
Szacuje się, że w 2007 roku struktura przewozów będzie dalej się zmieniać. Prawdopodobnie jeszcze w tym roku ponad 50% pasażerów będą odprawiać regionalne porty lotnicze. Wśród nich najwięcej podróżnych obsługują: Kraków, Katowice, Gdańsk i Wrocław.
Zbigniew Sałek uważa - To będzie rok prawdy. Okaże się, czy przewoźnicy, wymuszający na portach regionalnych wzrost jakości usług dotrzymają słowa i jeszcze bardziej rozwiną siatkę połączeń lotniczych.
Według prognoz w 2007 roku polskie lotniska odprawią łącznie 18 mln osób. Dynamiczny rozwój, regionalne porty lotnicze zawdzięczają głównie przewoźnikom niskokosztowym. Tanie linie mimo, że na polskim rynku działają tylko od dwóch lat, obsługują już blisko 45% wszystkich podróżujących do i z Polski.
Liderem wśród tanich linii jest cały czas węgierski WizzAir, który w minionym roku obsłużył na polskich trasach 2,1 mln pasażerów. Natasa Kázmér, dyrektor ds. komunikacji Wizz Air zapowiedział - W 2007 roku planujemy przewiezienie z Polski prawie 3 mln pasażerów.
Zaznacza też, że przewoźnik uruchomi nowe połączenia, zwiększy częstotliwość lotów oraz doda nowe samoloty do baz w Polsce, w ten sposób, aby z planowanym 50% wzrostem, utrzymać pozycje lidera do końca tego roku.
Na drugim miejscu jest irlandzki Ryanair. Tomasz Kułakowski, dyrektor marketingu na Europę Środkowo-Wschodnią w Ryanair zapowiada - W 2006 roku przewieźliśmy 1,6 mln osób, a w 2007 roku planujemy zwiększyć nasze przewozy do 2 mln osób.
Plany tanich przewoźników są bardzo ambitne i powinny budzić zmartwienie u przyszłego prezesa PLL LOT. Jednak od kilkunastu tygodniu, po odwołaniu Krzysztofa Kapisa, stanowisko to jest wolne. Najpoważniejszym kandydatem jest obecny p.o. prezesa Piotr Dębski. Jednak rada nadzorcza spółki cały czas egzaminuje kilkunastu kandydatów.
Niezależnie kto zostanie prezesem LOT, sprostanie konkurencji tanich linii nie będzie łatwe. Narodowy przewoźnik, od momentu otwarcia polskiego nieba dla przewoźników niskokosztowych, co miało miejsce w połowie 2004 roku, każdego roku traci udziały w krajowym rynku lotniczym.
W 2006 roku udziały ponownie zmalały, tym razem do 34%. LOT zakończył rok przewozami na poziomie 3,7 mln osób, czyli o 800 tys. pasażerów mniej niż w 2005 roku.
Strategia cenowa tanich przewoźników, a także coraz częściej tradycyjnych linii, polega na sprzedaży biletów w niskich cenach na początku okresu sprzedaży, w myśl zasady: pierwszy przybył - pierwszy obsłużony. Po osiągnięciu określonego pułapu pasażerów bilety drożeją aż do terminu odlotu.
Obecnie Komisja Europejska zamierza zmusić przewoźników do publikowania rzeczywistych cen wraz z wszystkimi podatkami, prowizjami i opłatami, które klient musi ponieść. Stefaan De Rynck, rzecznik Komisji Europejskiej, odpowiedzialny za transport podkreśla - Cena podana w ogłoszeniu ma być ceną, którą klient zapłaci.
Komisja Europejska rozpoczęła już w tej sprawie procedurę legislacyjną, proponując inne zasady publikowania taryf przez przewoźników lotniczych. Propozycją Komisji będą zajmować się teraz eurodeputowani oraz rządy państw członkowskich. Jednak nowe przepisy wejdą w życie najszybciej pod koniec tego roku.
Linie, które są zrzeszone w Europejskim Stowarzyszeniu Niskokosztowych Przewoźników Lotniczych (ELFAA), czyli Air Berlin, flybe, Hapag-Lloyd Express, Norwegian, Sky Europe, Ryanair, Sterling Sverige Flyg, Transavia oraz WizzAir obsłużyły łącznie w 2006 roku ponad 100 milionów pasażerów, czyli ponad 30% wszystkich regularnych połączeń lotniczych w Europie. Największym europejskim przewoźnikiem niskokosztowym jest irlandzki Ryanair. Zarząd firmy podkreślił, że samoloty Ryanaira przewiozły w minionym roku 42 mln pasażerów, czyli o kilka milionów osób więcej niż tradycyjny niemiecki przewoźnik Lufthansa.
W Polsce największy udział w rynku przewozów cały czas ma PLL LOT, który obsłużył w ubiegłym roku 3,7 mln pasażerów, czyli o 1,6 mln więcej niż WizzAir, drugi w rankingu przewoźnik. Jednak WizzAir, Ryanair, a także Centralwings przewożą więcej pasażerów od kolejnej w rankingu tradycyjnej linii Lufthansy.

Zobacz całość »



Coraz wiecej pasażerów linii Norwegian

Zobacz całość »
Ponad pięć milionów pasażerów korzystało z linii Norwegian w 2006 roku.
Łączna liczba pasażerów przewiezionych w grudniu 2006 roku osiągnęła 386 tys. W ubiegłym roku było to odpowiednio 282,8 tys. osób. To oznacza wzrost o 103 tys. pasażerów czyli o 37 %.
Ruch pasażerski zwiększył się o 48 %, w porównaniu z grudniem 2005 roku. Całkowita liczba oferowanych miejsc o 51 %, a wykorzystanie miejsc w samolotach wyniosło 70 %. W tym samym okresie 2005 r sięgnęło 72 %.
Z szacunków linii Norwegian wynika, że jej zysk jednostkowy (yield) wyniesie 0.70 NOK w grudniu 2006. - Jest to przede wszystkim związane z ekspansją firmy oraz uruchamianiem nowych połączeń, a w szczególności 11 nowych tras z i do Polski - oceniają przedstawiciele Norwegian.
Linia przewiduje obniżenie zysku jednostkowego o 1 %, w porównaniu do grudnia 2005 r. Zaznacza też, że na sprzedaże internetowe biletów przypadało 81 % wszystkich biletów sprzedanych w grudniu 2006 r.

Zobacz całość »



Remont na przejściu granicznym w Medyce

Zobacz całość »
- Prawie 11 mln zł pochłonie w tym roku remont polsko-ukraińskiego przejścia granicznego w Medyce. Pieniądze na ten cel pochodzą z unijnego Funduszu Schengen - przekazała PAP rzecznik prasowy wojewody podkarpackiego Joanna Budzaj.
Głównym planem remontu jest dokładana przebudowa centralnego budynku na tym przejściu. Jest to wspólny obiekt Straży Granicznej i celników. Celnicy mają przenieść się od lutego do nowego pawilonu.
Pozostałe fundusze zostaną zainwestowane w poszerzenie drogi do stanowisk odpraw paszportowo-celnych.
Ze środków między innymi z Unii Europejskiej w zeszłym roku postawiono jeden pawilon i budynek do kontroli ciężarówek, który wyposażono w urządzenie, dzięki któremu można sprawdzić zawartość samochodu bez jego otwierania i zrywania plomb.
Prace rozpoczynające się w tym roku mają być zakończone w trzecim kwartale.
- Samochody ciężarowe służą często do przemytu nielegalnych imigrantów, przewożonych np. w podwójnych podłogach TIR-ów. Nowoczesne urządzenie zainstalowane w nowym pawilonie kontroli ciężarówek jest w stanie wykryć najmniejszy szmer, nawet bicie serca - powiedziała PAP rzecznik prasowy Bieszczadzkiego Oddziału SG por. Elżbieta Pikor.

Zobacz całość »



Nowe połączenie z Bydgoszczy!

Zobacz całość »
Od maja, dwa razy w tygodniu, samoloty irlandzkiej linii Ryanair, będą obsługiwały połączenie z Bydgoszczy do Dublina - zatem miasto zyska drugie międzynarodowe połączenie lotnicze.
- Nasze boeingi 737, które zabierają 189 osób, od 2 maja będą wozić pasażerów z Dublina do Bydgoszczy i z powrotem. Można już dokonywać rezerwacji. Bilety na tę trasę kosztują od złotówki bez opłat lotniskowych i podatków - poinformował Tomasz Kułakowski, szef sprzedaży Ryanair na Europę Środkowo-Wschodnią. Najtańsze bilety w jedną stronę, dostępne 08.01.07, kosztowały bez dodatkowych opłat 99 zł, zatem aby polecieć w obie strony, trzeba ponieść wydatek co najmniej 350 zł. - Im mniej miejsc pozostaje w samolocie, tym wyższa cena biletu. Trzeba się spieszyć z rezerwacją, bo bardzo tanich biletów na dany lot jest bardzo mało - wyjaśnił Kułakowski. Przedstawiciele Ryanair, spodziewają się, iż w pierwszym roku funkcjonowania linii, z trasy skorzysta ok. 30 tys. pasażerów.
Z nowego połączenia, zadowolony jest prezydent Bydgoszczy, Konstanty Dombrowicz. - To kolejny krok w rozwoju połączeń międzynarodowych z naszego miasta. W tym roku można się spodziewać kolejnych tras - oświadczył. Jednak ani prezydent, ani Kułakowski, nie chciał zdradzić, ile ratusz musiał zapłacić przewoźnikowi za uruchomienie połączenia i obaj zasłaniali się tajemnicą handlową. Należy przypomnieć, że na loty do Londynu, z budżetu miasta co roku wypływa 1,5 mln zł - za reklamę na stronie internetowej przewoźnika. Dombrowicz zapewnił jednak, że teraz kwota "za Dublin" jest znacznie mniejsza.
- Nowa trasa to pierwszy krok, żeby odzyskać zaufanie klientów. Znaczna ich część odeszła w ostatnich latach głównie do Poznania. Chcemy odwrócić ten trend - oświadczył prezes Portu Lotniczego - Marcin Hydzik, który zapowiedział walkę o pasażerów z innymi lotniskami (głównie z poznańskim). Od 2 maja, samoloty na trasie Bydgoszcz-Dublin, będą kursować w środy i soboty. Rejs potrwa trzy godziny. Lotnisko w stolicy Irlandii, znajduje się 10 km od centrum, a przejazd miejskim autobusem z portu lotniczego, zajmuje ok. 1/2 godz. Stamtąd można udać się także do innych miast Zielonej Wyspy, np. Cork czy Shannon.

Zobacz całość »



Regionalne lotniska chcą wejść na giełdę!

Zobacz całość »
Cztery polskie regionalne lotniska zamierzają wejść na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych. Pieniądze, które uzyskają z emisji akcji planują zainwestować w rozbudowę portów.
Obecnie w Polsce porty lotnicze są spółkami, które należą głównie do skarbu państwa i samorządów.
Do wejścia na giełdę najlepiej przygotowane jest lotnisko we Wrocławiu. Zdobyte pieniądze władze portu zamierzają przeznaczyć głównie na budowę nowego terminalu, dzięki czemu lotnisko będzie mogło obsługiwać 2 mln pasażerów rocznie. Dalsza rozbudowa terminalu, co przewidziano w projekcie, pozwoli na obsługę nawet 7 mln. Poza tym zostanie powiększona również płyta postojowa dla samolotów, powstanie centrum konferencyjno-hotelowe przy lotnisku oraz parking na tysiąc samochodów.
Cała wrocławska inwestycja ma kosztować około 500 mln zł. Na rozwój lotniska w Gdańsku potrzebne jest ponad 200 mln zł. Unia Europejska może przeznaczyć 50% tej kwoty. Publiczna emisja akcji lotnisk we Wrocławiu i Gdańsku byłaby możliwa około 2009-2010 roku.
Zbigniew Sałek, szef Związku Regionalnych Portów Lotniczych oraz wiceprezes Portu Lotniczego Wrocław przyznaje - Na rynku lotniczym panuje tak ogromna konkurencja, że porty muszą się ciągle rozwijać. Na to potrzebne są ogromne pieniądze, a emisja akcji to najbardziej zdrowy i racjonalny sposób na ich pozyskanie. Według niego ostateczna decyzja o wejściu na giełdę zapadnie w przyszłym roku. Dodaje - Zgodę muszą wyrazić akcjonariusze.
Włodzimierz Machczyński, prezes Portu Lotniczego Gdańsk przyznaje, że emisja akcji jest rozwiązaniem bardzo interesującym. Ostateczna decyzja ma zapaść w pierwszym kwartale przyszłego roku. Machczyński wyznaje - Rozważamy jeszcze znalezienie inwestora strategicznego, partnerstwo publiczno-prywatne bądź po prostu kredyt.
Wejść na giełdę zamierzają też porty w Bydgoszczy i Rzeszowie. Mariusz Kończak, rzecznik prasowy PL Bydgoszcz poinformował - Na razie szukamy inwestora strategicznego dla portu. Nie wykluczamy jednak, że już za rok, dwa lata zaczniemy bardzo poważnie spoglądać w stronę giełdy.
Wiesław Mardosz, dyrektor portu w Rzeszowie zaznaczył - W 2007 roku wydzielimy rzeszowskie lotnisko ze struktury Przedsiębiorstwa Polskich Portów Lotniczych. Przekształcimy je w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością bądź akcyjną. Następnym krokiem będzie wejście na giełdę. Kiedy? Nie potrafię powiedzieć.
Przed wejściem na giełdę, porty muszą uporządkować sprawy własnościowe. Najważniejsze jest ograniczenie do maksymalnie 25% udziałów PPL kontrolowanego przez Ministerstwo Transportu. Zbigniew Sałek przyznaje - Jeśli tego nie zrobimy, nikt nie będzie chciał nas kupić.
Zmniejszenie udziałów PPL ma nastąpić jeszcze w 2007 roku. Będzie to możliwe dzięki przygotowywanej przez resort transportu nowej strategii porządkowania spraw właścicielskich w portach regionalnych. Obecnie PPL ma 47,3% udziałów w porcie wrocławskim i 37,6% w gdańskim.
Drugim istotnym problemem regionalnych lotnisk jest dzierżawienie terenów od Agencji Mienia Wojskowego. Tą sprawę może rozwiązać nowa ustawa, która ma nakazać AMW oddanie gruntów portom. Sejm będzie nad nią głosować na początku roku.

Zobacz całość »



Już wkrótce będzie można rezerwować wakacje w pierwszym podwodnym hotelu!

Zobacz całość »
Od 15 stycznia bieżącego roku pierwszy na świecie podwodny hotel znajdujący się u wybrzeży archipelagu Fidżi będzie przyjmować rezerwacje. Położony będzie na głębokości 14 metrów wśród morskich stworzeń raf koralowych. Właściciel nazwał go Tajemnicza Wyspa Posejdona. Otwarcie zaplanowano na wrzesień przyszłego roku.
Głębinowy hotel będzie wymarzonym miejscem na wakacje dla amatorów nurkowania. Nie będą musieli daleko chodzić, aby znaleźć się pod wodą. Osoby, które nie nurkują również będą zadowolone z pobytu w Tajemniczej Wyspie Posejdona. Każdy pokój będzie miał panoramiczne okna, przez które będzie można obserwować tajemniczy podwodny świat.
Hotel zbudowany będzie z obłych modułów, które zostaną ułożone obok siebie, przy wspólnym korytarzu. W razie konieczności, każdy moduł będzie można odczepić od korytarza, wydobyć na powierzchnię i wówczas poddać naprawom.
Centralnym elementem wszystkich modułów-apartamentów będzie olbrzymie półkoliste okno, które rozciągać się będzie na cały sufit i przednią ścianę, aż do podłogi. Standardowy apartament będzie miał 60 metrów kwadratowych powierzchni.
Za tygodniowy pobyt w hotelu trzeba będzie zapłacić 15 tys. USD. Jednak pod wodą spędzać się będzie tylko dwie noce, a kolejne cztery w jednym z luksusowych pawilonów na plaży.
Rząd apartamentów z obu stron zakończony będzie większymi podwodnymi obiektami, kształtem przypominającymi kosmiczne spodki. W jednym będzie kuchnia, recepcja, hol i obracającą się duża restauracja. Natomiast drugi będzie zawierać bibliotekę, salę konferencyjną, gabinet odnowy biologicznej i luksusowy, 140-metrowy apartament do wynajęcia za 15 tys. USD za noc. Z obu spodków, winda będzie prowadzić na powierzchnię wody.
Założycielem hotelu jest Bruce Jones, prezes firmy U.S. Submarines, która na zamówienie buduje łodzie podwodne. Zaznacza, że nie posiada monopolu na pomysł przyjmowania gości pod wodą. Pierwsza tego typu budowla (Jules Undersea Lodge) powstała na Florydzie, jednak nie jest to hotel, gdyż w obiekcie są tylko dwie sypialnie i jedna łazienka. Poza tym, aby spędzić tam noc trzeba umieć nurkować, gdyż drzwi do podwodnego domku znajdują się siedem metrów pod powierzchnią wody.
Podwodny obiekt dla gości chcieli stworzyć też hotelarze w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W Dubaju miał powstać Hydropolis, gigantyczny podwodny kompleks hotelowo-wypoczynkowy o powierzchni ponad 100 tys. metrów kwadratowych. Wartość jego budowy oszacowano na około pół miliarda dolarów. Jednak jego otwarcie cały czas się opóźnia i prawdopodobnie nie zostanie otwarte ani w tym, ani nawet w przyszłym roku.
Budowa Tajemniczej Wyspy Posejdona będzie dużo tańsza. Inwestycja ma kosztować niewiele ponad sto milionów dolarów. Jones zaznacza, że uzbierał już większość potrzebnych funduszy.
W celu obniżenia kosztów budowy, hotel będzie wybudowany na lądzie, w Portland w USA. Tam kontrukcja, która będzie ważyć ponad 7 tysięcy ton zostanie załadowana na statek i przewieziona na lagunę w północno-wschodniej części archipelagu Fidżi. W dno laguny zostaną wbite słupy, a hotel wstępnie zostanie przymocowany do nich metalowymi pierścieniami. Następnie nurkowie umieszczą w rafie stalowe nogi hotelu. Na koniec obciążą budowlę balastem, aby osiadła na dnie.
Największym problemem dla budowniczych były okna, które zrobione są z przeźroczystego tworzywa sztucznego o grubości dziesięciu centymetrów. Jones razem z pięcioma kolegami, inżynierami, którzy na co dzień budują łodzie podwodne, założył specjalną fabrykę, w której sporządzono okna. Oprócz wyprodukowania, trzeba o okna jeszcze dbać. Właśnie dlatego w obu krańcach hotelu umieszczone zostaną bardzo silne pompy, które cały czas będą spłukiwać filtrowaną wodą pod dużym ciśnieniem wszystkie hotelowe okna. Zabiegi te są konieczne, aby przezroczysty plastik nie porósł glonami.
Hotel będzie przyjmować rezerwacje od 15 stycznia 2007 roku. Z personelem można się kontaktować za pomocą internetu: www.poseidonresorts.com. Na stronie znajdują się także informacje dla biur podróży oraz wymagania rządu Fidżi wobec par, które chciałyby w tym kraju wziąć ślub. Tajemnicza Wyspa Posejdona ma również przyciągać klientów możliwością zawarcia podwodnego małżeństwa. W tym celu, w sąsiedztwie salonu odnowy biologicznej zaprojektowano specjalną kaplicę. Pod wodą będzie można też urządzić wesele.

Zobacz całość »



Podatek od usług gastronomicznych mogą odliczać tylko firmy turystyczne i przewozowe

Zobacz całość »
Spółka nie może odliczyć podatku VAT, który został naliczony od zakupu usług gastronomicznych, nawet wówczas, gdy stanowią element kalkulacyjny przy wynajmie sali konferencyjnej i wykazane są jako jedna pozycja na wspólnej fakturze.
Takie stanowisko interpretacji prawa podatkowego przyjął naczelnik Pierwszego Urzędu Skarbowego w Lublinie (sygn. D2-443/82/05). Naczelnik odpowiadał na pytanie spółki, która zajmuje się wynajmem sal konferencyjnych na szkolenia współfinansowane z funduszy Unii Europejskiej.
W umowie najmu spółka zobowiązuje się do zapewnienia szkolonym osobom wyżywienia, oświetlenia i nagłośnienia sali. Za wszystko otrzymuje jedną zapłatę i wystawia jedną fakturę ze stawką 22% VAT. Nie wyodrębnia osobnej pozycji dla usług gastronomicznych, które kupuje z podatkiem od podmiotów, które prowadzą działalność w tym zakresie.
Spółka zwróciła się do naczelnika z pytaniem, czy w takiej sytuacji może, na podstawie art. 88 ust. 1 pkt 4 ustawy o VAT, odliczyć podatek naliczony, który zawarty jest w fakturach zakupu usług gastronomicznych.
Według niej ma do tego prawo, ponieważ wartość tych usług jest elementem kalkulacji ceny netto wynajmu, a dodatkowo stanowią one dla niej koszt uzyskania przychodu.
Jednak naczelnik lubelskiego urzędu nie zgodził się z tym stanowiskiem. Zaznaczył, że zgodnie z art. 88 ust. 1 pkt 4 ustawy o VAT obniżenia kwoty lub zwrotu różnicy podatku należnego nie można stosować do nabycia przez podatnika usług noclegowych i gastronomicznych.
Wyjątek stanowią tylko te, które zostały zakupione przez podatników, którzy świadczą usługi turystyki i sprzedają je wraz z noclegami i wyżywieniem. Odliczenie może być też stosowane, gdy podatnik, który świadczy usługi przewozu osób nabywa gotowe posiłki przeznaczone dla swoich pasażerów. W innych przypadkach podatek naliczony wykazany na fakturach, które dokumentują zakup usług gastronomicznych nie podlega odliczeniu.
Naczelnik Pierwszego Urzędu Skarbowego w Lublinie wyjaśnił - Spółka nie świadczy ani usług turystycznych, ani przewozowych. Dlatego też, kupując usługi gastronomiczne wynikające z umowy o wynajem sali konferencyjnej, nie ma prawa do obniżenia VAT należnego o naliczony.
Jednocześnie zauważył, że każda z wykonywanych przez spółkę czynności, czyli wynajem sali wraz z obsługą oraz usługa gastronomiczna powinny być wykazywane na fakturach w odrębnych pozycjach lub nawet osobnych fakturach z podaniem właściwych dla nich stawek.

Zobacz całość »



Polska potrzebuje kilku lotnisk regionalnych!

Zobacz całość »
Wg Ministerstwa Transportu, Polska sieć lotniczych portów regionalnych powinna być wzbogacona o 2-3 lotniska w warmińsko- mazurskim, podlaskim i lubelskim.
Autorzy projektu programu rozwoju sieci lotnisk, zamieszczonego na stronach internetowych Ministerstwa Transportu, proponują, aby przede wszystkim wykorzystać już istniejące lotniska, poprzez ich modernizację i rozbudowę. Ponadto twórcy planu, uważają że o ile dawne lotniska wojskowe, mogą być podstawą do rozwoju lotnisk regionalnych, to adaptacja lotnisk sportowo-rekreacyjnych, może przyczynić się do rozwoju lotnisk lokalnych. Ponadto podkreślają w swojej pracy, wzrastającą rolę lotnisk lokalnych.
Projekt, obecnie nie uwzględnia potrzeby budowy nowego lotniska centralnego dla Polski, ze względu na dużą liczbę wielkich portów lotniczych w sąsiedztwie Polski (Frankfurt, Wiedeń). Koncept nie przekreśla jednak prowadzenia prac przygotowawczych nad budową nowego lotniska centralnego. W autorzy projektu wymienili także prognozy ruchu, z których wynika, iż w 2020 r. z Okęcia może korzystać 18-20 mln osób. W 2010 r. ze wszystkich polskich lotnisk, ma skorzystać 25 mln pasażerów, a w 2020 r. - ok. 35 mln, wobec 11,5 mln w roku 2005.
Program rozwoju sieci lotnisk, ma być finansowany m.in. z: Funduszu Spójności w ramach programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko (350 mln euro), Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (45,5 mln euro na bezpieczeństwo ruchu lotniczego), Regionalnych Programów Operacyjnych (ok. 372 mln euro), jak również ze środków zarządzających portami lotniczymi (w zakresie ich planów inwestycyjnych). Wg informacji Resortu transportu, poinformował, projekt programu został skierowany do konsultacji międzyresortowych.

Zobacz całość »



W restauracjach brakuje kucharzy, kelnerów i pomocy kuchennej!

Zobacz całość »
Właściciele restauracji, pubów i klubów w Zielonej Górze nie mają ludzi do pracy. Większość wykwalifikowanej kadry wyjechała pracować w Anglii i Irlandii.
Robert Tomczak, właściciel restauracji SOHO na Jędrzychowie, szukający od pół roku pracowników przyznaje - Od kilkunastu lat pracuję w branży i nie pamiętam, żeby kiedykolwiek było tak ciężko, jak teraz.
Tomczak zaznacza, że o dobrego kucharza nigdy nie było łatwo, ale teraz ciężko jest nawet o dobrego kelnera i pomoc kuchenną. Tomczak wyjaśnia - Zgłaszają się czasem osoby do pracy, ale to najczęściej młode dziewczyny, które myślą, że kelnerka jest od podawania piwa, a w restauracji kelner musi mieć przede wszystkim wysoką kulturę osobistą, a tego brakuje. Albo przychodzą gospodynie domowe, którym się wydaje, że jak gotuje w domu od kilkunastu lat i mąż chwali obiad, to jest świetną kucharką. Może i ma smykałkę, ale nie ma szans w restauracji, to całkiem inne gotowanie.
Restauratorzy podkreślają, że obecnie już nie pytają o kwalifikacje, które niedawno były podstawą zatrudnienia. Jednak brakuje nawet niewykwalifikowanych pracowników. Mirosław Wojciechowski, dyrektor hotelu Qubus Zielona Góra zaznacza - Możemy przeszkolić, nauczyć sztuki kulinarnej czy obsługi, ale nie ma chętnych do nauki i pracy. Teraz brakuje nam trzech kucharzy i dwóch osób do obsługi śniadań. Współpracujemy z zielonogórskimi szkołami uczącymi kucharzy, mamy u siebie praktykantów, którzy są naprawdę bardzo fajni, zaangażowani, szybko się uczą i chcą zdobywać doświadczenie, ale po zakończeniu szkoły, gdzieś znikają. Wyjeżdżają z miasta, kraju albo zmieniają zawód.
Wojciechowski uważa, że sytuacja na rynku się poprawia. Wyjaśnia - Sam przez 16 lat byłem kelnerem i wiem, że niestety w Polsce nadal traktuje się ten zawód z przymrużeniem oka, a niepotrzebnie, bo to jest naprawdę dobry i dochodowy zawód. Młodzi wreszcie się o tym przekonają i zaczną wracać do kraju. Tu też można coraz więcej zarobić na gastronomii.
Natomiast Dariusz Jóźwicki, szef zielonogórskiego Ramzesa jest innego zdania - Nie stać nas na podwyżki pensji, by były konkurencyjne do tych na Zachodzie. Jeśli jednak zacznie brakować Polaków do pracy, przyjadą ludzie ze Wschodu, których chętnie bym zatrudnił do prostych prac, jak zmywanie naczyń czy obieranie warzyw. To, co Polacy robią za wyższe pieniądze na Zachodzie, u nas będą robić Ukraińcy, i to już niedługo.
W Powiatowym Urzędzie Pracy w Zielonej Górze obecnie zarejestrowanych jest 160 kucharzy. Ofert jest dużo, jednak chętnych mało. Irena Radziusz, wicedyrektor PUP w Zielonej Górze tłumaczy - To najczęściej samotne matki, które nie mają z kim zostawić dziecka albo nie pasuje im praca na zmiany, nie mają jak dojechać późno po pracy do domu. Część zarejestrowanych osób też uczy się dalej.
Zmalało również zainteresowanie nauką zawodów gastronomicznych. Leszek Jastrubczak, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Doskonalenia Zawodowego w Zielonej Górze wyznaje - Na 60 możliwych miejsc przyjęliśmy tylko 18 kucharzy. Klasy kelnerów w tym roku nie otworzyliśmy w ogóle, bo nie było zainteresowania. Mamy świetne warunki, nasi uczniowie zdobywają wiele nagród w konkursach, tylko niestety jest ich coraz mniej.

Zobacz całość »



Czy Londyńskiemu Zamkowi zagrażają drapacze?

Zobacz całość »
Londyński Zamek to 900-letnia królewska forteca nad Tamizą zostanie wpisany na listę zagrożonych obiektów dziedzictwa kultury UNESCO, jeżeli nie zostanie rozwiązana kwestia zasłaniających go drapaczy chmur.
Tower of London to zamek wzniesiony w XI wieku w miejscu dawnego rzymskiego fortu przez Wilhelma Zdobywcę, znalazł się na liście światowego dziedzictwa kultury w 1988 roku.
Według raportu UNESCO londyńscy urbaniści nie zadbali dostatecznie o to, by Tower of London nie zasłoniły nowo wznoszone budowle. Tak będzie z mieszczącym biura i apartamenty "Shard of Glass", w kształcie wysmukłej piramidy czy gigantycznej iglicy o wysokości 310 metrów.
Budowa tej przeszklonej, lekkiej wieży według projektu światowej sławy architekta Renzo Piano ma zostać ukończona w 2010 roku. To kwestia "wizualnej integralności i dobrego sąsiedztwa, które jest problemem we wszystkich większych miastach" - powiedziała rzeczniczka Centrum ds. Światowego Dziedzictwa Gina Doubleday.
Chociaż wpis na listę zagrożonego dziedzictwa kultury i przyrody pomaga w uzyskaniu dodatkowych funduszy i wsparcia, umieszczenie na tej liście Londyńskiego Zamku stałoby się dla Wielkiej Brytanii kłopotliwe - obecnie za jedyne w świecie zachodnim miejsce zagrożone uznaje się Park Narodowy Everglades w USA, wpisany na listę UNESCO w 1993 roku.
Tymczasem władze brytyjskie bagatelizują sprawę i wyrażają przekonanie, że Zamek Londyński, będący jedną z głównych atrakcji turystycznych kraju, nie trafi na listę zagrożonych miejsc światowego dziedzictwa.
Rzecznik Ministerstwa Kultury, Mediów i Sportu Toby Sargen przypominał, że w Wielkiej Brytanii działa komisja kontroli budownictwa, która przed wydaniem pozwolenia na budowę wymaga szerokich konsultacji społecznych i jego zdaniem wzięto pod uwagę wszystko, co należało.
Ministerstwo przedłoży UNESCO własny raport, w którym przedstawi szczegółowo, co zrobiono, by zachować w pejzażu stolicy charakterystyczną sylwetkę Zamku Londyńskiego z jego wieżami, wieżyczkami i blankami.

Zobacz całość »



::: 2007-01-12 :::


Touroperator nie może z góry ustalać wysokości potrąceń w przypadku rezygnacji z imprezy!

Zobacz całość »
Organizator imprez turystycznych nie może potrącać klientowi dowolnej kwoty, przy jego rezygnacji z wyjazdu. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zakwestionował warunki uczestnictwa w zagranicznych imprezach turystycznych, które stosuje warszawskie biuro podróży Kopernik - czytamy w Gazecie Prawnej.
UOKiK zakwestionował między innymi punkt, w którym mowa, że wzrost ceny imprezy do 10% nie stanowi zmiany podstawowych warunków umowy i nie daje klientowi prawa do odstąpienia od umowy.
Natomiast według prawa, cena usługi jest istotnym warunkiem umowy. Dlatego też, jeżeli klient nie zgadza się z podwyżką, musi mieć możliwość odstąpienia od umowy, czyli rezygnacji z imprezy za zwrotem całej wpłaconej kwoty.
Organizator ma prawo podnieść cenę, jeżeli zostało zapisane to w umowie i tylko w ściśle określonych okolicznościach, jak: wzrost kosztów transportu, opłat lotniskowych lub kursu walut. Bez względu na okoliczności, organizator nie może podwyższyć ceny na 20 dni przed datą wyjazdu.
UOKiK zaskarżył także postanowienie umowne, które wyłączają możliwość dochodzenia przez klienta odszkodowania od biura podróży. Chodziło o sytuację, kiedy podczas trwania imprezy, z przyczyn niezależnych od organizatora, zmienia się program lub miejsce zakwaterowania. Wówczas biuro podróży musi zapewnić świadczenia zastępcze o takim samym lub wyższym standardzie. W takim wypadku nie ma prawa wyłączać możliwości dochodzenia rekompensaty przez klientów.
Urząd zakwestionował również punkt, zgodnie z którym, wysokość kwoty potrącenia zależy od terminu rezygnacji z wycieczki. Jeżeli odstąpienie od umowy nastąpi w okresie od 30 do 22 dni przed rozpoczęciem imprezy, biuro potrąca 25% ceny, natomiast od 14 do 4 dni 75% ceny, a poniżej 4 dni - 100% ceny. Tego typu procentowe potrącenia były już wielokrotnie kwestionowane przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który uważa, że przedsiębiorca może zatrzymać dla siebie część kosztów, ale tylko takich, które rzeczywiście poniósł, np. z powodu wcześniejszej rezerwacji hotelowej. Dlatego też organizator powinien indywidualnie rozliczać się z klientem, a nie podawać z góry ustalone potrącenia.
Szczególnie rażące są potrącenia w wysokości 100% ceny wycieczki, gdyż obejmują one także zysk organizatora, pomimo że klient nie korzysta z usługi.
Zakwestionowane postanowienia sąd uznał za niezgodne z prawem i zakazał ich stosować. Wyrok nie jest prawomocny.

Zobacz całość »



20% akcji Centralwings trafi w ręce inwestora prywatnego

Zobacz całość »
Tanie linie Centralwings będą powoli prywatyzowane. Na początek 20% akcje przewoźnika trafi w ręce prywatnego inwestora.
Akcje wejdą do obiegu poprzez przewidywane podwyższenie kapitału spółki w drodze emisji akcji. Emisja obejmie on 20% udziałów w spółce będącej obecnie w 100% własnością Polskich Linii Lotniczych LOT.

Zobacz całość »



Dobry początek sezonu Triady

Zobacz całość »
4 stycznia b.r. na rynku pojawił się nowy katalog Triady z ofertą na sezon Lato 2007. Już pierwszy dzień sprzedaży okazał się rekordowym w historii firmy, sprzedane zostało ok. 300% więcej wycieczek niż w pierwszym dniu sprzedaży oferty Lato 2006.
- Tak znakomite otwarcie sezonu jest dla nas wspaniałą niespodzianką i oczywiście powodem do radości - powiedział Marek Markiewicz Vice Prezes Triady. - Liczyliśmy na spore wzrosty sprzedaży, ale tegoroczny wynik zupełnie nas zaskoczył. Dla nas jest to jednak, przede wszystkim, dobra prognoza na cały tegoroczny sezon, ale też potwierdzenie naszego kierunku myślenia o preferencjach naszych Klientach i o odpowiednim dopasowaniu naszego produktu do tych preferencji - dodał.
Triada od 5 lat należy do największych touroperatorów w Polsce. Rokrocznie wyjeżdżają na wakacje z nią tysiące turystów. W ubiegłym sezonie na wypoczynek z Triada zdecydowało się ponad 160 tys. turystów.
Przygotowując katalog na Lato 2007 Triada na postawie analizy ubiegłego sezonu oraz analizy preferencji turystów wprowadzila do oferty zwiększoną liczbę obiektów 4. i 5. gwiazdkowych oraz obiektów w systemie All Inclusive.
Dodatkową nowością w aktualnym katalogu letnim są kierunki, których w ubiegłym sezonie nie można było znaleźć w ofercie Triady: Bułgaria, Portugalia z urokliwym wybrzeżem Algarve, Cypr oraz włoska wyspa Sycylia. Decyzja o wporwadzeniu tych nowych destynacji okazała się sukcesem - już pierwszy dzień sprzedaży pokazał, że kierunki te maja szansę stać się hitami sprzedażowymi tegorocznego sezonu.
Inną nowością w ofercie Triady jest niezwykła podróż przez piaski Sahary - program Tunezja + Algieria (formuła 7+7 czyli 7 dni wypoczynku i 7 dni zwiedzania).
Kolejną nowośćią letniego katalogu jest nowy kierunek w dziale zwiedzanie - Wenecja zwana często "Perłą Adriatyku".

Zobacz całość »



Dodatkowe pociągi na ferie!

Zobacz całość »
PKP Intercity i PKP Przewozy Regionalne, uruchamiają dodatkowe pociągi na czas ferii zimowych. Przewoźnicy kolejowi, przygotują także pociągi na specjalne zamówienie.
PKP Przewozy Regionalne, zamierzają uruchomić 48 dodatkowych pociągów, które będą jeździć do najpopularniejszych zimowych miejscowości. Najwięcej z nich będzie kursowało do: Zakopanego, Szklarskiej Poręby, Wisły, Krynicy Górskiej, Kudowy Zdrój i Zagórza. Czas kursowania specjalnych pociągów, został dostosowany do terminów ferii zimowych w poszczególnych województwach. Nowe połączenia, dostepne są w rozkładzie jazdy. Dodatkowe miejsca dla podróżnych, przygotowano także w pociągach stałego kursowania, które łączą najczęściej odwiedzane miejscowości i regiony w kraju.
PKP Przewozy Regionalne, przygotowały również 23 pociągi - na specjalne zamówienie szkół, wyższych uczelni i biur podróży. Najwięcej z nich pojedzie do Zakopanego z Bydgoszczy, Szczecina, Gdyni, Poznania i Warszawy. Wielu organizatorów zimowisk, zarezerwowało całe wagony i przedziały w pociągach stałego kursowania. PKP Intercity, także uruchomi dodatkowe połączenia, na trasach cieszących się największym zainteresowaniem wśród podróżnych, a stale kursujące składy zostaną wzmocnione.
Pierwsze pociągi, łączące główne miasta Polski z ośrodkami zimowego wypoczynku, wyruszą w trasy 12 stycznia. W związku z odbywającym się w Zakopanem, 19-21 stycznia konkursem Pucharu Świata w skokach narciarskich, Intercity zadecydowało, iż uruchomi dodatkowy ekspres - Podhale, który ułatwi powrót spod Wielkiej Krokwi. Ponadto, dodatkowo zostaną wzmocnione inne pociągi wyjeżdżające w tym czasie ze stolicy Tatr.

Zobacz całość »



Bezpośrednio z Podkarpacia do Nowego Jorku!

Zobacz całość »
W wyniku środowego spotkania w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim, na które przybyło szefostwo Polskich Linii Lotniczych LOT, ustalono iż od 3 czerwca 2007 r., mieszkańcy Podkarpacia będą mogli latać z Rzeszowa do Nowego Jorku.
O bezpośrednich połączeniach lotniczych z Podkarpacia do USA, mówiło się od kilku miesięcy, jednak dopiero od 9 stycznia wiadomo, że 3 czerwca LOT zamierza zainaugurować połączenia transatlantyckie. - To jest przełomowa chwila dla lotniska w Jasionce - oświadczyła biorąca udział w rozmowach z kierownictwem LOT-u, Ewa Draus, wojewoda podkarpacki. Trasę tą mają obsługiwać samoloty Boeing 737-800, które na pokład mogą zabrać ok. 250 pasażerów. Loty do Nowego Jorku, będą odbywać się dwa razy w tygodniu. Konkretnych dni, godzin odlotów i przylotów, jeszcze nie ustalono, gdyż w tej sprawie, LOT musi się porozumieć z władzami nowojorskich lotnisk. Samoloty będą lądować na dwóch nowojorskich lotniskach (Johna F. Kennedy'ego i Newark). - Loty do Stanów Zjednoczonych podniosą prestiż lotniska w Jasionce - wyjaśnił Artur Burak, rzecznik Przedsiębiorstwa Państwowego Porty Lotniczego (właściciela podrzeszowskiego lotniska).
Rzeszów stanie się zatem, trzecim miastem w Polsce (po Krakowie i Warszawie), posiadającym bezpośrednie połączenia transatlantyckie. Ta wiadomość spowodowała powrót dyskusji na temat bezpośrednich lotów z Rzeszowa do Lwowa, które miały być uruchomione już w kwietniu ubiegłego roku przez linie Direct Fly. Do tej pory żadne biuro podróży na Podkarpaciu, nie zdecydowało się na sprzedawanie biletów na tej trasie, ponadto nie było także zainteresowania ze strony samych pasażerów. - Jeśli będziemy mieli połączenia z Nowym Jorkiem, to Ukraina też stanie się atrakcyjna, bo wielu jej obywateli wyjeżdża do USA. Władze LOT-u chcą uruchomić loty do Lwowa, ale termin nie został ustalony - poinformowała wojewoda Draus. - Wielu przedsiębiorców z Podkarpacia na pewno ucieszy ta informacja, bo chcą mieć szybki i dogodny dostęp do robienia interesów z naszymi sąsiadami - dodała. Jesionka ma zamiar przyjmować także pasażerów ze Słowacji, którzy będą mogli korzystać z regularnych kursorów autokarowych z Koszyc. - Jak nie doprowadzę do bezpośrednich połączeń z USA, to się podam do dymisji - oznajmił kilka tygodni temu, Wiesław Mardosz, dyrektor portu w Jasionce. Natomiast po zrealizowaniu zamierzeń powiedział z entuzjazmem - Mamy to, na czym nam najbardziej zależało - dodał.
Lotnisko w Jasionce czekają dobre lata. Obecnie z podrzeszowskiego portu, latają samoloty do Warszawy i Londynu (Ryanair), a już od 24 stycznia irlandzki przewoźnik, uruchamia połączenia z Dublinem i zapowiada, że to nie koniec nowych tras w tym roku z Rzeszowa! Być może będzie to Rzym, Liverpool, Barcelona i Paryż. Jesionką zainteresowane są nie tylko linie lotnicze tj. Norwegian (z kursami do Oslo), Centralwings, czy SkyEurope ale również firmy handlingowe - zajmujące się obsługą pasażerów i bagaży na lotniskach. - Rzeczywiście jesteśmy zainteresowani zainwestowaniem pieniędzy w Rzeszowie - potwierdziła Olga Pogorzelska z firmy Warsaw Airport Services. Decyzji jednak jeszcze nie ma. Choć podrzeszowskie lotnisko nęka ciasny terminal pasażerski, władze portu zapewniają, że da się - z małym kłopotami - odprawiać pasażerów rejsów transatlantyckich. Od kilku miesięcy, trwają prace budowlane nad nowym terminalem, jednak sam budynek najprawdopodobniej będzie budowany dopiero w połowie roku. - Jesteśmy w trakcie przygotowywania kosztorysu tej inwestycji. Jak będzie gotowy, to ogłosimy przetarg - zapowiedział Artur Burak, rzecznik PPL.

Zobacz całość »



Tatrzańską Orlą Perć nie dla amatorów?

Zobacz całość »
Od stu lat Orla Perć w Tatrach cieszy się wśród ludzi gór zasłużoną sławą. Jest piękna, a zarazem wymagająca i niebezpieczna. Każdego roku odbiera życie kilku turystom.
Od powstania Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, czyli od 1909 roku na Orlej Perci śmierć poniosły 92 osoby, przy czym aż 27 zginęło w ostatnim dziesięcioleciu. W ubiegłym roku ze szlaku nie wróciły aż cztery osoby. Większość wypadków wynikało z braku doświadczenia, wyobraźni, a czasem nawet zupełnej ignorancji pokonujących grań turystów.
Coraz częściej na Orlej Perci, która zawsze uchodziła za szlak ambitny i dostępny tylko dla doświadczonych miłośników wspinaczki, zobaczyć można wycieczki młodzieży w nieodpowiednim obuwiu, rodziny z dziećmi, a nawet osoby z lękiem wysokości. Czasami ten szlak wybierają turyści, którzy są pierwszy raz w Tatrach. Przez to na trudnych odcinkach tworzą się zatory, a nieodpowiedzialne zachowanie niektórych osób stwarza poważne zagrożenie również dla innych turystów, a także taterników na ścianach Zamarłej Turni i Koziego Wierchu. Józef Nyka, autor przewodników tatrzańskich uważa, że jak na takie warunki wypadki są "raczej nieliczne, to jednak każdy jest bolesny i każdy wywołuje burzę w mediach".
Z powodu rosnącego ruchu oraz coraz liczniejszych tragedii, proponuje się odciągnąć niedoświadczonych turystów od Orlej Perci. Jeden z pomysłów zakłada pozostawienie szlaku w obecnej formie, przeprowadzenie generalnego przeglądu, naprawę systemu sztucznych ułatwień oraz wzmożoną akcję informacyjną o trudnościach i niebezpieczeństwach. Natomiast drugi pomysł to zupełne zlikwidowanie metalowych ubezpieczeń i udostępnienie szlaku wyłącznie małym grupom z przewodnikiem lub samodzielnym wspinaczom, którzy są odpowiednio wprawieni i wyposażeni. Pomysł ten budzi największe kontrowersje.
Paweł Skawiński, dyrektor TPN przyznaje - Pojawiają się nawet głosy, że to Tatrzański Park Narodowy forsuje tę ideę, działając w rzekomym porozumieniu z przewodnikami, a nawet producentami sprzętu asekuracyjnego, którzy liczą na nowych klientów.
Jednak w praktyce może się okazać, że Orla Perć bez ubezpieczeń przestanie być znakowanym szlakiem. Janusz Konieczniak, prezes Koła Przewodników Tatrzańskich im. Macieja Sieczki podkreśla - Zlikwidowanie ubezpieczeń spowoduje, że szlak stanie się trudny. W niektórych miejscach występowałaby "dwójka" w skali taternickiej. Oznaczałoby to, że do poruszania się po szlaku wymagać będzie podstawowego sprzętu wspinaczkowego. Żeby się przed tym zabezpieczyć, należałoby doprowadzić do likwidacji szlaku. Właśnie tak jak jest w przypadku Wysokiej, Kieżmarskiego, Gerlachu na Słowacji, gdzie daje się chodzić.
Jan Krzysztof, naczelnik TOPR potwierdza - Gdyby na Orlej Perci zdjąć ubezpieczenia, powiedzieć, że nie ma szlaku, to status prawny tego przejścia byłby taki jak Mnicha, gdzie ludzie chodzą z przewodnikami, ale również sami, ponieważ wolno. Ratownicy tatrzańscy, którzy wielokrotnie w roku interweniują w rejonie szlaku, są zdecydowanymi zwolennikami takiego rozwiązania.
Jan Krzysztof podkreśla - W Tatrach, jak wszędzie na świecie, obowiązuje zasada: na szlaku jesteś bezpieczny, nie zbaczaj z niego. Na Orlej Perci to przekonanie wywołuje jednak konsekwencje kończące się wypadkami. Niech nie będzie tam szlaku, niech pozostaną ubezpieczenia, ale nie wprowadzajmy ludzi w błąd, że tam są znaki, więc jest bezpiecznie.
Podobnego zdania jest też Marcin Kacperek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich i przewodnik Międzynarodowej Federacji Przewodników Górskich.
Członkowie kół przewodników tatrzańskich są bardziej ostrożni w wypowiedziach. Dodatkowo sprawa nie była jeszcze szeroko dyskutowana w środowisku. Krzysztof Kulesza, prezes Centrum Przewodnictwa Tatrzańskiego wyraża swoje zdanie - Zróbmy z Orlej Perci prawdziwą trasę wysokogórską, bez ubezpieczeń, ale niech ona będzie dokładnie opisana, a zasady korzystania z niej dostępne dla każdego, kto się na nią wybierze.
Jeden z przewodników tatrzańskich zastanawia się nad pomysłem likwidacji szlaku. Zaznacza - Za chwilę się okaże, że przewodnicy III klasy nie będą mogli prowadzić po Orlej Perci, bo ich uprawnienia nie pozwalają na wyjście z klientem poza szlak.
Dyrektor TPN-u nie chce wypowiadać się w tej sprawie - Wiem, że jeżeli podjąłbym decyzję o likwidacji łańcuchów, a ktoś, nie daj Boże, spadłby tam, to następnym spadającym byłby dyrektor parku, tyle że ze swojego stanowiska.
W grudniu ubiegłego roku, podczas IV Krakowskiego Festiwalu Górskiego, odbyło się spotkanie "Sto lat Orlej Perci - co dalej". Podczas dyskusji za likwidacją ubezpieczeń na Orlej zdecydowanie głosował tylko Jerzy Wala, 77-letni alpinista i kartograf. Wala tłumaczył - Stuletnia tradycja Orlej Perci sprawia, że jest ona dla Tatr tym, czym Wawel dla Krakowa. Opowiedział się za rozsądną reorganizacją Orlej Perci.
Turyści są również zwolennikami takiego rozwiązania. - W Alpach jest to coś normalnego, u nas turysta w uprzęży i w kasku wzbudza śmiech.
Pomysł przekształcenia Orlej na styl via ferrata w Dolomitach, czyli szlaku dla ambitnych i świadomych niebezpieczeństw turystów zaopatrzonych w kaski, uprzęże i wpinających się za pomocą stalowych lin podoba się Andrzejowi, którego przyjaciel zginął w ubiegłym roku na Orlej Perci. Podkreśla - Nie byłoby dobrze, gdyby mogli tam iść tylko ludzie, którzy się wspinają, albo wejście było możliwe tylko z przewodnikiem. Oznaczałoby to zamykanie kolejnych szczytów tatrzańskich, tak jak kiedyś Gerlacha, gdzie teraz przewodnicy biorą duże pieniądze od ludzi, którzy chcą tam wchodzić. Zmiany nie zlikwidują niebezpieczeństwa i nadal będą zdarzały się wypadki. Via ferrata nie powstałaby przecież na całej długości.
Inne pomysły ochrony Orlej Perci raczej nie mogą być rozważane. O ograniczeniu liczby turystów TPN mówi już od dawna. Podwyższanie opłat za wstęp nie rozwiązuje problemu, podobnie jak wprowadzenie ruchu jednostronnego.
Jerzy Kapłon, dyrektor Centralnego Ośrodka Turystyki Górskiej PTTK staje w obronie obecnego statusu Orlej Perci - To jest jedyny wysokogórski szlak w Polsce, który prowadzi najbardziej atrakcyjnymi wierzchołkami gór, i powinien być zachowany w takiej formule, w jakiej istnieje. Powinien być zadbany, a urządzenia zabezpieczające sprawne. Nie widzimy jednak potrzeby ograniczania dostępu. Uważamy, że Orla Perć nie jest niebezpieczna dla ludzi, jeżeli są do tego odpowiednio przygotowani. To jest ich własne ryzyko, które powinni ponosić w ramach swojej świadomości i ubezpieczenia. Jeżeli zapadnie decyzja zamykająca dostęp do szlaku, PTTK z pewnością będzie protestować.
Dyrektor Skawiński zaznacza - Musimy przeprowadzić rzetelne badania dotyczące ruchu turystów na Orlej Perci. Po zakończeniu remontu kolejki na Kasprowy Wierch zobaczymy, czy będzie miał on wpływ na liczbę turystów na tym szlaku.
Jednocześnie Paweł Skawiński podkreśla, że ustalenie dalszych losów Orlej Perci to raczej odległa przyszłość.

Zobacz całość »



Znaleziono w morzu szczątki boeinga 737

Zobacz całość »
Części poszukiwanego od 10 dni indonezyjskiego samolotu pasażerskiego znaleziono w morzu w pobliżu wyspy Sulawezi (Celebes) w środkowej części Indonezji - podał onet.pl
Na razie mówi się, iż część lewego statecznika odrzutowca wykrył na dnie miejscowy rybak. Fragment samolotu leżał 300 metrów od plaży, w odległości 8 km na południe od portu Pare-Pare.
Samolot pasażerski boeing 737 ze 102 osobami na pokładzie, lecący z Surabai na wyspie Jawa do Manado na północy wyspy Sulawezi, zniknął z ekranów radarowych w Nowy Rok. Do tej pory bezskutecznie go poszukiwano.

Zobacz całość »



Chciał przemycić samolotem węże, żółwie, wiewiórki i krokodyla

Zobacz całość »
Na lotnisku w Hongkongu zatrzymano pasażera, który próbował przemycić w bagażu ponad 50 rzadkich zwierząt, w tym krokodyla - powiadomił hongkoński rząd.
W torbach podróżnych mężczyzny znaleziono m. in.:
- 6 węży,
- 46 żółwi różnych zagrożonych gatunków,
- 11 latających wiewiórek.
Policję przeszukującą bagaż przemytnika najbardziej zaskoczył widok... krokodyla bardzo rzadkiego gatunku. Zwierze również było przewożone w torbie.
Szacuje się, iż mężczyzna chciał przeszmuglować zwierzęta z Tajlandii do Chin.

Zobacz całość »



Ferie zimowe w tym roku bez.. zimy

Zobacz całość »
W piątek uczniowie pięciu województw (Kujawsko-Pomorskie, Lubuskie, Małopolskie, Świętokrzyskie, Wielkopolskie) rozpoczną trwające 2 tygodnie ferie zimowe. Jednak ich tegoroczne ferie będą wyjątkowo słabo zimowe. Śniegu bowiem nie widać nawet w górach.
Młodzi miłośnicy sportów zimowych bedą zawiedzeni. Wiosenna temperatura i brak śniegu pokrzyżował im plany. Wiele osób zmuszonych było zrezygnować z obozów narciarskich.
Nie wiadomo równiez co będzie dalej, gdyż osatnio meteorolodzy wycofali się z wcześniejszych prognoz, w których przepowiadali śnieg na połowę stycznia.

Zobacz całość »



Karnawałowy odlot cenowy w LOT

Zobacz całość »
Polskie Linie Lotnicze LOT przygotowały nową, karnawałową promocję, pt. Karnawałowy odlot cenowy. Korzystając z niej mozna kupić anie bilety do takich miejscowości jak: Nowy Jork, Chicago, Wenecja, Lyon, Genewa, Sofia, Tallin, Dublin, Manchester, Berlin, Wilno i Ryga.
Ceny biletów zaczynają się od 199 zł. Za 890 zł można poleciec do Nowego Jorku, za 990 do Chicago. Promocja trwa do 21 stycznia. Zgodnie z jej warunkami podróż należy rozpocząć pomiędzy 20 stycznia a 31 marca.
Ceny biletów podawane są za przelot w obie strony. Nalezy do nich dodać opłaty lotniskowe i podatki.

Zobacz całość »