TUR-INFO.pl | Serwis informacyjny branży turystycznej
ZAJRZYJ DO NAS NA: TUR-INFO.PL na Facebook TUR-INFO.PL na Twitter

Touroperatorzy nie chcą wojny cenowej

W drugiej połowie sezonu 2018 wiele się działo i będzie to miało przełożenie na politykę touroperatorów w przyszłym sezonie - uważa wiceprezes Itaki Piotr Henicz.


W trakcie debaty, zorganizowanej przez Rzeczpospolitą, na targach TT Warsaw przedstawiciele dużych touroperatorów dyskutowali o najbliższej przyszłości branży. W panelu dyskusyjnym wzięli udział Piotr Henicz z Itaki, Remigiusz Talarek z Rainbow, Marcin Tułaczko z Coral Travel i Maciej Nykiel z Neckermann Podróże.

Piotr Henicz podkreślał, że największymi problemami minionego sezonu były nadpodaż ofert i duży spadek średniej ceny za klienta, co spowodowało, że wyniki finansowe są dalekie od oczekiwań. Równocześnie deklarował, że Itaka będzie dążyć do stabilizacji rynku i nie będzie szła na wojnę cenową z innymi organizatorami. Każdy z nas działa w określonych ramach. Wiemy jakie ponosimy koszty, każdy z nas ma może troszkę inną strategię cenową, inną politykę uzależnioną od obrotów, tego w jakim momencie stawiamy na zyski, a w jakim schodzimy do poziomu zerowych, czy nawet ujemnych marż. To wszystko jednak sprowadza się do racjonalnego myślenia i tego, żeby ta nasza cała działalność była rentowna. Najzwyklej w świecie nie stać nas na to, aby tę politykę prowadzić długofalowo i żeby się to sprowadzało do walki cenowej, ponieważ to nikomu nie będzie służyć w przyszłości - argumentował Piotr Henicz. Dodał, że błędem było zwiększanie ilości miejsc w samolotach, czy allotmentów w hotelach.

Także Remigiusz Talarek zwracał uwagę na problem nadpodaży w minionym sezonie, podkreślając, że przy planowaniu następnego sezonu należy zachować zdrowy rozsądek. Zastanawiamy się także nad innymi sposobami budowy marży niż sprzedaż samej "gołej" oferty. Inwestujemy, wzorem firm zagranicznych, we własne hotele, oczywiście jest to jeszcze stosunkowo niewielki biznes, ale będzie rósł. Staramy się budować marżę także sprzedając dodatkowe produkty, czy to na miejscu, czy jeszcze tutaj w Polsce - przekonywał Talarek.

Prezes Neckermanna, Maciej Nykiel przyznał, że choć tego sezonu Neckermann nie zaliczy do najlepszych, to jest spokojny o jego przyszłość. Wyjdziemy z tego sezonu, jak wszyscy, poobijani, ze stratą finansową i wolnymi miejscami w samolotach., bo było ogromne overcapacity w szczycie sezonu. Ale globalnie funkcjonujemy na 17 innych rynkach europejskich, a tam są świetne wyniki - przekonywał. Dodał, że plusem dla Neckermanna jest to, że nie zależy wyłącznie od imprez czarterowych, ale rozwija także inne gałęzi oferty jak np. imprezy z dojazdem własnym. Jego zdaniem, to początek wojny cenowej, na której stracą wszyscy touroperatorzy. Przekonywał, że TUI, wcześniej czy później zaprzestanie obniżania cen. Odnosząc się do wcześniejszej prezentacji Andrzeja Betleja, przekonywał, że różnica w cenach, oferowanych przez TUI i innych touroperatorów, jest jeszcze większa niż wynikało to z opracowania analityka. Może jeszcze wytrzymają 2-3 lata, a może pójdą w innym kierunku, mogą być różne scenariusze. Albo przywrócą cenę do realiów rynkowych i będą chcieli coś na tym zarobić, albo będą szukać innych możliwości obronienia tej ceny na rynku, np. wycięciem sprzedaży agencyjnej i przekierowania jej do własnych kanałów sprzedaży. Tych scenariuszy jest kilka i według mnie, żadnego nie można wykluczyć - przekonywał Nykiel.

Marcin Tułaczko przekonywał, że Coral Travel starał się nie uczestniczyć w wojnie cenowej, ale nie zawsze było to możliwe i touroperator musiał reagować na działania konkurencji. Zapowiadał niewielkie wzrosty i dywersyfikację oferty. Chcemy, żeby ta oferta była jak najmniej porównywalna. Wtedy każdemu klientowi będzie trudniej porównywać. Jeśli będziemy mieć większość tych samych produktów, co inni to wojna cenowa będzie jednostronna. - tłumaczył Marcin Tułaczko. Zaznaczał, że ten sezon był trudny dla Coral Travel, tak samo jak i dla innych touroperatorów. Podkreślał także, że wojna cenowa musi się kiedyś skończyć.

Piotr Henicz zwrócił uwagę na to, ze Itaka dużą wagę przykłada do rozwoju nie tylko na polskim rynku, ale i za granicą, jak w Czechach, na Litwie, czy Łotwie. Naszym głównym celem było to, żeby mieć udział w polskim rynku na poziomie 30-40 proc. Wiemy, że więcej to jest i niemożliwe i niebezpieczne. Taki wynik parę lat temu udało nam się osiągnąć, stąd inwestycje na innych rynkach, w Czechach, na Litwie, parę tygodni temu założyliśmy także firmę touroperatorską na Łotwie. Otworzyliśmy kilka firm DMC, w Grecji, Turcji czy Hiszpanii. To jest działalność, która pochłania bardzo dużo naszej energii, ale, nie ukrywam, że często przynosi także zyski, niejednokrotnie większe niż działalność touroperatorska w kraju. Mamy co robić i nie będziemy ryzykować interesu naszej firmy, działającej od 30 lat, chcąc się przeciwstawić polityce cenowej jednej firmy. - mówił prezes Itaki. Zaznaczał, że trzeba dostrzegać zmiany na rynku i się do nich dostosowywać. Przekonywał, że Itaka inwestuje nie tylko w sprzedaż pakietów, ale także różnego rodzaju usługi dodatkowe, jak np. wycieczki fakultatywne, wynajem samochodów itp. Podkreślał, że bolączką branży jest niedostateczna analiza rynku i brak długoterminowej polityki, które wynikają z braku czasu i dynamicznych zmian jakie zachodzą w Polsce.

Został podniesiony także temat rynku czarterowego w Polsce, a przede wszystkim upadku linii Small Planet Airlines. Obecny w trakcie dyskusji prezes polskiej spółki Small Planet Airlines , Bartosz Czajka przedstawił przyczyny problemów przewoźnika. Przekonywał, że na obecną sytuację, w jakiej znalazł się przewoźnik złożyło się wiele przyczyn. Jedną z nich było overcapacity, z jakim touroperatorzy spotkali się w minionym sezonie. W tym sezonie nie rozwinęliśmy się tak bardzo jak spółka Small Planet, która podwoiła swoją działalność w Niemczech. Urośliśmy tylko o około 10 proc. Zawiedliśmy operacyjnie, jeśli chodzi o wdrożenie rozkładu lotów. Postawiliśmy na większe samoloty Airbus A321, które nie okazały się tak dobrym produktem jak sądziliśmy - przekonywał Bartosz Czajka. Dodał, że przewoźnik miał spore problemy ze sprowadzeniem tych samolotów do Polski. Wskazywał także na popełnione błędy przy tworzeniu siatki połączeń, zbyt skomplikowane rozkłady lotów, zbyt duże ryzyko, częściowo spowodowane ograniczeniami na lotnisku w Warszawie. Zaznaczył, że w sezonie spółka operowała 10 samolotami, przewożąc 1,3 mln turystów, co będzie stanowiło dość sporą lukę w przyszłym sezonie. Dodał, że Small Planet miał w przeszłości lukratywne kontrakty na rynkach azjatyckich, np. w Indiach i zaostrzająca się konkurencja na tamtych rynkach, także miała wpływ na problemy przewoźnika.




Komentarze

(kiedy jest to możliwe, sugerujemy podpisanie się)

(akceptacja regulaminu)



Tagi:




Ta strona przetwarza dane osobowe oraz używa COOKIES. Szczegóły przetwarzania danych osobowych są opisane w polityce prywatności. Korzystając z tej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki i akceptujesz regulamin strony. Wszelkie szczegóły w regulaminie, polityce prywatności oraz polityce cookies.
  Akceptuję