TUR-INFO.pl | Serwis informacyjny branży turystycznej
ZAJRZYJ DO NAS NA: TUR-INFO.PL na Facebook TUR-INFO.PL na Twitter




Niejednoznaczne dane gospodarcze temperują możliwości wzrostu popytu w turystyce

W tym tygodniu opublikowano bardzo istotne dane dotyczące polskiej gospodarki. Wszystkie odnosiły się do grudnia, a więc niejako zamykały ich cykl odnoszący się do niedawno zakończonego roku. O tym, jaki mogą mieć wpływ na turystykę przekonuje Instytut Badania Rynku Turystycznego Traveldata.


Najwcześniej czyli we wtorek podano wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w przedsiębiorstwach, przy czym warto zaznaczyć, że obejmuje on zatrudnionych w zakładach o zatrudnieniu ponad 9 osób.

Grudniowy wzrost płac był mniej więcej zgodny z oczekiwaniami ekonomistów wyniósł bowiem 6,2 procent. Jednak w zestawieniu z inflacją w tym miesiącu wynosząca 3,4 procent, daje to realny wzrost wynagrodzeń w wysokości niewiele ponad 2,7 procent, co byłoby wzrostem bardzo niskim na tle pozostałych krajów regionu.

Jednak krajowi ekonomiści podają jedynie wzrost pensji brutto podczas gdy dla dochodów obywateli znaczenie ma to co dostają po odliczeniu podatków i innych danin, czyli na tzw. "rekę". W tej kategorii sytuacja wygląda istotnie lepiej bowiem po uwzględnieniu niższej stopy podatku PIT grudniowy realny wzrost płac wyniósł 4,4 procent, a po uwzględnieniu zerowego PIT dla młodych pracowników (poniżej 26 roku) zbliża się on do 5 procent.

Dla celów określania dynamiki wzrostu dochodów gospodarstw domowych i szacowania wzrostu popytu konsumpcyjnego podawanie wzrostu płac brutto nie ma większego sensu. Instytut TravelDATA porównując dynamikę wzrostu płac, np. w krajach regionu, posługuje się kategoriami netto. W wielu z nich zmiany podatków, składek i innych elementów obciążających płace są tak znaczne, że posługiwanie się płacami brutto prowadzi do błędnych wniosków.

Przykładowo w Rumunii wprowadzone w 2018 roku zmiany podatkowo-składkowe były tak istotne, że wzrost płac brutto wyniósł w grudniu 2018 aż ponad 34,8 procent (sic!), podczas gdy ich wzrost netto był na poziomie "tylko" 12,5 procent.

Tym niemniej wzrost realnych płac netto na poziomie blisko 5 procent pozostaje dość wyraźnie w tyle za ich dynamiką w regionie, która obecnie przekracza nieco 7 procent. Oznacza to, że dynamika wzrostu płac w Polsce zajmuje obecnie miejsce pośrednie pomiędzy wzrostem płac w krajach Europy Zachodniej, a krajami naszego regionu. Przyczyną tego jest znaczne przyspieszenie realnego wzrostu płac w tych pierwszych w okresie ostatniego roku do wartości bliskich 2 procent, podczas gdy w latach 2016-2018 pozostawał on jeszcze w granicach niewiele powyżej zera.

Na zmianę dynamiki polskich wynagrodzeń może wpłynąć (podobnie jak np. na Węgrzech) duża podwyżka minimalnych wynagrodzeń. Od nowego roku wzrosły one o 15,6 procent, co według szacunków powinno wpłynąć na bezpośredni wzrost dynamiki średnich wynagrodzeń w 2020 roku o około 0,6 procent, a z wpływem pośrednim o 1,2-1,5 procent.

Produkcja przemysłowa poniżej oczekiwań ekonomistów

W środę opublikowano również dane o wzroście produkcji przemysłowej w grudniu 2019. Wyniósł on 3,8 procent, podczas gdy przed rokiem wyniósł 2,8 procent. Rozczarował ekonomistów, którzy zakładali (mediana prognoz), że wzrośnie ona o 6,1 procent. Stanowi to pewien sygnał ostrzegawczy na najbliższe kilka miesięcy, gdy kolejne bardzo słabe dane mogą ujemnie zaważyć na nastrojach konsumenckich. Mogą one być znów rozczarowujące z 2 powodów: fundamentalnego i technicznego.

Fundamentalnym jest przedłużająca się recesja w zakresie produkcji przemysłowej w Europie Zachodniej, a zwłaszcza u naszego zdecydowanie najważniejszego partnera gospodarczego i handlowego, czyli w Niemczech. Spadek produkcji przemysłowej w tym kraju jest tak głęboki (w kilku ostatnich miesiącach po około 4,5 procent, ale w listopadzie 2,6 procent), że możliwości kolejnych ujemnych wskaźników stają się już istotnie ograniczone, jako że ich punktem odniesienia jest bardzo niska baza sprzed roku.

Ponadto efekt osłabienia koniunktury w przemyśle naszego sąsiada jest u nas istotnie opóźniony w czasie, co powoduje, że porównania roczne mogą nie odzwierciedlać aktualnych trendów w tym obszarze. W tej sytuacji dla lepszej oceny warto jest przedłużyć rozpatrywany okres zmian koniunkturalnych do lat dwóch, co pozwala częściowo wyeliminować "mijanie się" rocznych dynamik w tym zakresie.

Z danych naszego sąsiada wynika, że listopad był w zwykłym rocznym ujęciu najlepszym miesiącem od marca 2019 i wskazuje jakby na wychodzenie w recesji. Taka sytuacja wynika z tego, że jego bazą jest duży spadek produkcji z listopada 2018, który niejako automatycznie "spłyca" spadek z listopada 2019. Jednak z wykresu obejmującego okres dwuletnim widać, ze stanowi jej pogłębienie.

Na wykresie widać też, że polski wskaźnik dwuletni miał w ostatnim roku średnio około 13 procentową przewagę nad niemieckim. Można przyjąć, że jest on nadmierny w relacji z obiektywną rzeczywistością i raczej nie będzie się już powiększał. Przyjmując pragmatyczne założenie, że wskaźnik dla Niemiec nie ulegnie pogorszeniu, a raczej pewnej poprawie i zestawiając to ze wzrostem produkcji w Polsce w pierwszych 5 miesiącach 2019 roku na poziomie około +7 procent, można dojść do wniosku, że w odpowiednich miesiącach roku 2020 jest już tylko przestrzeń na bardzo niewielki wzrost polskiej produkcji przemysłowej.

Ma to o tyle znaczenie, że może to stanowić korzystną sytuacje dla negatywnej narracji o kończącym się wzroście polskiej gospodarki, co będzie wpływać na nastroje konsumenckie, w tym w zakresie popytu na zagraniczne wycieczki.

Dodatkowym elementem technicznym jest fakt wynikający z kalendarza grudnia 2018 roku, gdy Wigilia i Sylwester wypadały w poniedziałki, co powodowało, że zaliczanie tych dni jako pracujących (zwłaszcza Wigilii) dla wielu przedsiębiorstw było w dużej mierze fikcją.

Instytut Traveldata wskazywał, że efektem takiej sytuacji będzie przeniesienie tych dni na pierwsze miesiące 2019, co powinno skutkować podwyższonymi wskaźnikami dynamiki produkcji przemysłowej i tak się też stało. Powoduje to, że wyższa baza odniesienia będzie utrudniać osiąganie dobrych wskaźników w tym obszarze, co powinno łączyć się z dodatkowym ujemnym wpływem na poziom nastrojów konsumenckich.

Dynamika sprzedaży detalicznej nieco słabsza od oczekiwań

Czwartkowe dane o sprzedaży detalicznej w grudniu 2019 pokazały jej wzrost w cenach stałych o 5,7 procent, wobec oczekiwań ekonomistów na poziomie 5,9 procent. Nie jest to dużo zwłaszcza jeśli brać pod uwagę stosunkowo niską bazę sprzed roku (+3,9 procent) i nowe bardzo duże transfery pieniężne do gospodarstw domowych.

Według Instytutu Traveldata, zostały one zaalokowane stosunkowo mało efektywnie i popłynęły w kierunku rodzin relatywnie dobrze sytuowanych, a więc nie zmieniły znacząco ich nawyków konsumpcyjnych. Całoroczny realny wzrost sprzedaży detalicznej wyniósł 5,4 procent, a wiec był poniżej wzrostów z 2018 roku (6,2 procent) i 2017 (7,3 procent), który był apogeum działania pierwotnej wersji programu 500+.

Pomijając nieco zaskakujący drugi z rzędu grudniowy spadek zakupów artykułów żywnościowych (minus 0,2 procent, a w grudniu 2018 minus 2,4 procent) uwagę zwraca utrzymująca się przewaga dynamiki sprzedaży relatywnie trwałych dóbr konsumpcyjnych jak meble, RTV i AGD nad dynamiką w grupie odzieży, obuwia i tekstyliów (pole o kolorze czerwonym).





Na wykresie jest widoczne, że sytuacja taka trwa już od końca zeszłego roku, a jest ona charakterystyczna dla relatywnie defensywnej postawy konsumentów obawiających się pogorszenia sytuacji ich gospodarstw domowych w bliskiej i średniej przyszłości, co równolegle wynika też z wielu innych badań.

Może to oznaczać, że w okresie naznaczonym niepewnością konsumenci będą nadal preferować dobra trwałe, których zakup ograniczy wydatki ich rodzin w przyszłości, zaś tonują zakupy towarów mniej trwałych i usług niematerialnych. Może to dotyczyć również zagranicznych wycieczek, pomimo faktu, że obecne transfery społeczne są rekordowo wysokie, choć jak już zaznaczano - z punktu widzenia wspierania konsumpcji stosunkowo mało efektywne.

W Niemczech rośnie sprzedaż detaliczna, ale nie wycieczek

Niezbyt optymistycznie kształtuje się na razie sprzedaż wycieczek u naszego zachodniego sąsiada. Pomimo dość głębokiej recesji w bardzo ważnej gałęzi gospodarki jaką jest tam przemysł, nastroje konsumenckie pozostają relatywnie korzystne. Ma to niewątpliwie przełożenie na tempo wzrostu sprzedaży detalicznej, które w trzecim kwartale wyniosło, aż +4,2 procent, podczas gdy przed rokiem zaledwie +0,5 procent, z tym że ta niska baza niewątpliwie ułatwiła tegoroczne dobre wyniki.

Poniżej przedstawiono zaktualizowany wykres dynamiki sprzedaży imprez turystycznych w Niemczech na podstawie danych Amadeus Leisure IT dla biur agencyjnych (stacjonarnych i sprzedających online). W miesiącach październik - grudzień 2019 odnotowano tam globalny spadek sprzedaży, który wyniósł odpowiednio 3, 7 i 5 procent, choć różnie rozkłada się on pomiędzy poszczególne kierunki, a także kanały sprzedaży, gdyż spadek w biurach stacjonarnych był około 9 procent większy niż w sprzedających online (12 wobec 3 procent)

Z wykresu jest widoczne, że na razie sytuacja jest o tyle niejednoznaczna, że podobny spadek występował również w adekwatnym okresie 2018, choć z drugiej strony taka niska (ujemna) baza powinna stanowić bardzo dobry punkt wyjścia dla potencjalnie dobrej dynamiki w okresie o rok późniejszym.

Ujemna dynamika w pierwszym okresie sprzedaży, a dodatnia w miesiącach wakacyjnych (co jest dobrze widoczne na wykresie) świadczy o tendencji do umacniania się sprzedaży last minute, wobec sprzedaży ze znacznym wyprzedzeniem czasowym. Mogła to też być jedna z przyczyn przyspieszonego pogarszania się sytuacji płynnościowej upadłego już Thomasa Cooka.

Sytuacja słabej sprzedaży w Niemczech w przypadku jej przedłużania może skutkować możliwościami negocjowania korzystniejszych cen hoteli na niektórych kierunkach. W przypadku równoległego powstania możliwości przewozowych (jak w 2018 roku) może to zachęcać do powiększania programów, co zwykle niestety prowadzi do odwrotnej sytuacji niż w roku 2019, czyli do "więcej znaczy mniej". Jest to jedno z ryzyk obecnego sezonu w polskiej zorganizowanej turystyce wyjazdowej.

Sprzedaż Novaturasa znacznie zwalnia

W poprzednią środę dane o sprzedaży imprez turystycznych w grudniu podał Novaturas, notowany również na warszawskiej GPW. Liczba sprzedanych wycieczek wyniosła 11,2 tysiąca, co stanowiło spadek, aż o 25 procent wobec adekwatnego okresu sprzed roku. Dla miesięcy styczeń - grudzień sprzedano łącznie 293,6 tysiąca wycieczek, czyli o 4 procent mniej niż w tym samym okresie roku poprzedniego.

Nieco mniej niekorzystnie ukształtowały się przychody. które spadły w grudniu o 16 procent do 9,1 mln euro, a od początku tego roku spadły o około 1 procent i wyniosły 179,8,7 mln euro.

Warto zaznaczyć, że przyczyny słabej sprzedaży raczej nie mają swoich źródeł we wpływie czynników gospodarczych, gdyż ogólna koniunktura gospodarcza w tym regionie jest dobra, a średni wzrost płac realnych wynosi tam blisko 6,5 procent, a więc jest obecnie dość wyraźnie wyższy niż w naszym kraju (poniżej 5 procent).

Należy zauważyć, że okres słabych wyników sprzedażowych w biurze Novaturas coraz bardziej się przedłuża. Ostatnim miesiącem wyraźnych dobrej passy był kwiecień, gdy skumulowany wzrost liczby klientów wynosił jeszcze 11 procent, a przychodów 14 procent.

Wyniki kolejnych 4 miesięcy były jednak dość wyraźnie słabsze od zeszłorocznych i w rezultacie w sierpniu skumulowana liczba klientów była po 8 miesiącach już o 3 procent mniejsza, a skumulowane przychody niższe o 1 procent niż przed rokiem. Po przejściowej niedużej poprawie we wrześniu i październiku, przyszły kolejne bardzo już duże spadki w dwóch ostatnich miesiącach roku (w listopadzie były nieco mniejsze niż w grudniu).

Warto zwrócić uwagę, że od października zaznacza się znacząca różnica pomiędzy dynamiką przychodów, która jest większa od dynamiki liczby klientów. Świadczy to o istotnym wzroście średniej ceny imprezy i prawdopodobnie również wzroście przeciętnej marży. Spółka stara się więc o poprawę zysków, które w tym roku nie dawały na razie pola do satysfakcji.

Spółka wchodziła na giełdę sugerując biznesowy model typu asset-light i obiecując wypłatę solidnych dywidend, na które zamierzała przeznaczać znaczną część swoich zysków. Teraz perspektywy i zysków i dywidend mocno się zamgliły, co negatywnie oddziałuje na wartość giełdową spółki, która od debiutu w marcu zeszłego roku spadła już o prawie 60 procent.

Postrzeganie spółki osłabia też struktura bilansu, w której bardzo dużą rolę odgrywa bardzo niekorzystnie kojarzący się w turystyce tzw. goodwill.

Przed 2018 rokiem spółka była bardzo rentowna, ale też konkurencja na rynku państw nadbałtyckich była ograniczona, gdyż dominującą rolę odgrywał tam duopol dwóch dużych organizatorów. Na słabość perspektyw biznesowych Novaturasa w takiej właśnie sytuacji Instytut TravelDATA zwracał uwagę już od pierwszych materiałów o tym organizatorze.

Na jego obecną sytuację znaczny wpływ ma wzrost konkurencji na turystycznym rynku państw nadbałtyckich, zwłaszcza ze strony polskiego biura Itaka, które sprzedało w minionym roku około 40 tysięcy wycieczek wobec poprzedniej sprzedaży w wielkości około 8 tysięcy.




Komentarze

(kiedy jest to możliwe, sugerujemy podpisanie się)

(akceptacja regulaminu)



Tagi:
popyt turystyka gospodarka wycieczki novaturas




Ta strona przetwarza dane osobowe oraz używa COOKIES. Szczegóły przetwarzania danych osobowych są opisane w polityce prywatności. Korzystając z tej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki i akceptujesz regulamin strony. Wszelkie szczegóły w regulaminie, polityce prywatności oraz polityce cookies.
  Akceptuję