Subskrypcja
Subskrypcja



Szukaj
Szukaj





Więcej krakowskich lokali będzie mogło sprzedawać alkohol

Protesty krakowskich restauratorów przyniosły efekt. Rada Miasta poszła na pewne ustępstwa i zdecydowała o zwiększeniu limitów przyznawanych przez miasto zezwoleń na sprzedaż alkoholu.


Wedle nowych postanowień alkohol będzie mógł być sprzedawany w 1225 lokalach gastronomicznych i 1275 punktach sprzedaży detalicznej. Zniknąć mają także osobne limity liczby zezwoleń dla każdej z dzielnic. Postanowienia uchwały mogą wejść w życie w grudniu.

W lipcu tego roku weszły w życie przepisy ograniczające liczbę wydawanych zezwoleń na sprzedaż alkoholu w lokalach gastronomicznych o 100. Choć miejscy radni argumentowali, iż chodzi o zmniejszenie patologii związanej z uciążliwymi klientami czynnych całą dobę sklepów monopolowych, zmiany dotknęły lokale gastronomiczne, i to nie tylko te, do których w faktycznie jest głośno i do których klienci przychodzą po to, żeby się upić, ale także lokale w których alkohol jest dodatkiem do posiłku.

Zmiany wzburzyły restauratorów, rozpoczęły się protesty, pikiety pod Urzędem Miasta. Protestujących poparł m.in. Robert Makłowicz, który w specjalnie nakręconym z tej okazji filmie nazwał sposób myślenia krakowskich radnych "czysto sowieckim" i przypominając, że w ramach walki z alkoholizmem radzieckie władze nakazały wycięcie stuletnich winnic na Krymie. Rozumiem walkę z nadmierną sprzedażą alkoholu. Ale to chodzi o zamykanie mordowni, o ograniczanie całodobowego handlu w sklepach. Wino i jedzenie to związek chrześcijański. Ludzie, opamiętajcie się. Przecież nie będę pił wody czy kompotu do dobrego jedzenia - przekonywał popularny krytyk kulinarny.

Jak podaje Gazeta Wyborcza, restauratorzy nie są do końca zadowoleni z przyjętych poprawek. Jeden z restauratorów, cytowany przez Wyborczą, porównuje to do podłączania kroplówki, zwracając uwagę na to, że limity szybko się wyczerpią.

Sam cel walki z alkoholizmem jest jak najbardziej szczytny, jednakże legislatorzy, nie tylko w Krakowie, ustawicznie wrzucają wszystkich sprzedających do jednego worka. Nie ważne, czy jest to restauracja sprzedająca butelkę wina za czasem nawet kilkaset złotych, czy też shotbar, sprzedający pięćdziesiątkę wódki, czy piwo za 4 złote. Politycy, czy radni jak mantrę powtarzają, że "alkohol to zło i trzeba z nim walczyć". Cytowany przez Gazetę Wyborczą jeden z radnych z Prawa i Sprawiedliwości stwierdził: . Ponieśliśmy klęskę i będziemy próbowali to naprawić, bo alkohol nadal będzie się lał strumieniami i nie uspokoimy sytuacji. To nie jest tak, że cały handel i gastronomia opiera się na alkoholu, bo zaraz dowiem się, że cała gospodarka kraju się opiera na alkoholu. Otóż nie do końca. Restauracje, zwłaszcza te z wyższej półki nie są miejscami, w których alkohol leje się strumieniami. Gdyby tak było, byłyby to bardzo drogie strumienie. Walka z alkoholizmem powinna iść raczej w stronę wzmożonych kontroli i odbierania zezwoleń miejscom, w które faktycznie sprawiają problemy, niż odgórnego eliminowania z rynku lokali, które sprzedają alkohol, niezależnie od tego, czy każdego weekendu wychodzą z niego tabuny pijanych ludzi, czy też ich klienci wypiją kieliszek wina do posiłku.




Komentarze

(kiedy jest to możliwe, sugerujemy podpisanie się)

(akceptacja regulaminu)



Tagi:


Komentarze:

Ta strona używa COOKIES. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki i akceptujesz regulamin strony. Szczegóły w regulaminie.
OK, zamknij