Turystyka religijna jak koło zamachowe, które pomoże przyciągnąć turystów

Czy turystyka religijna może się opłacić? Jak promować Polskę? Jak oceniana jest Polska Organizacja Turystyczna z perspektywy przedsiębiorcy działającego w turystyce przyjazdowej? M.in na te tematy porozmawialiśmy z Ernestem Mirosławem, właścicielem biura podróży Ernesto Travel i organizatorem Kongresu Turystyki Religijnej i Pielgrzymkowej "Śladami świętej Siostry Faustyny Kowalskiej", którego druga edycja odbędzie się w listopadzie.


Niedawno zakończyła się pierwsza edycja Kongresu Turystyki Religijnej i Pielgrzymkowej, a już zapadła decyzja o kolejnej. Jak ocenia Pan pierwszą edycję?

Po dość krótkim czasie promocji, to były praktycznie 4 miesiące, na kongres przyjechało 200 osób z prawie 30 krajów. W naszym biurze, mniej więcej od marca, kwietnia mówiliśmy o kongresie. Niejednokrotnie sugerowaliśmy różnym instytucjom, zajmującym się turystyką, zorganizowanie takiego wydarzenia, ale do tej pory nikt nie chciał podjąć tego tematu. Postanowiliśmy zrobić to sami, ponieważ mamy bardzo dużo grup pielgrzymkowych. Także z powodu, moim zdaniem, braku pójścia za ciosem po Światowych Dniach Młodzieży, zdecydowaliśmy się zorganizować kongres. Tak jak mówiłem, przyjechało 200 osób z prawie 30 krajów, było 10 prezentacji. Nie chcieliśmy aby był to kongres akademicki, to miał być kongres dla praktyków, dlatego przedstawiciele takich miejsc turystycznych jak Wieliczka, Muzeum Jana Pawła II w Wadowicach, Muzeum Auschwitz-Birkenau i kilka innych osób robili prezentacje o tych miejscach, po to, żeby goście, którzy w 95 procentach byli w Polsce pierwszy raz, mogli nauczyć się oferować przyjazdy do Krakowa i Małopolski.

Jakie są oczekiwania wobec drugiej edycji kongresu?

Założenia są podobne. Uważam, że nie ma takiego wydarzenia w Polsce, a nawet w tej części Europy. Idea kongresu jest prosta - przywieźć touroperatorów, księży, może biskupów, innych organizatorów grup, w tym przypadku religijnych, którzy po powrocie zaczną sprzedawać Kraków. To jest najważniejsze. Na następny kongres chcemy przywieźć innych touroperatorów. Nie spodziewam się, że ktoś powtórzy swoją obecność. To jest przyjazd do pracy, on trwa cztery, czy pięć dni, ktoś w tym czasie rezygnuje z pracy w swoim biurze, przyjeżdża, uczy się jak sprzedawać Kraków i Małopolskę. Wiadomo, że obraz to tysiąc słów. Jeżeli taki organizator zobaczy te miejsca, potem łatwiej mu przekonać klientów, żeby tu przyjechali. Chciałbym napomknąć, że nie przyjeżdżali tu przedstawiciele biur organizujących tylko turystykę pielgrzymkową. Oni organizują wszystko, turystykę objazdową, kulturalną, incentive. Założenia są takie, żeby znów przyjechało kilkaset osób, które po powrocie staną się ambasadorami tego miejsca.

Czy przy organizacji kongresu może Pan liczyć na jakieś wsparcie ze strony, czy to miasta, czy organizacji turystycznych?

Uznaliśmy, że ta idea musi mieć poparcie lokalnych władz kościelnych i świeckich. W końcu to kongres turystyki religijnej i pielgrzymkowej. Nie dlatego, że jest to kongres wyznaniowy, czy ekumeniczny, bo taki nie jest. To wydarzenie dla praktyków z branży turystycznej. Patronatu honorowego udzielił nam ksiądz kardynał Dziwisz, który ze względu na jego historię, wieloletnią obecność, u boku Jana Pawła II, stał się ambasadorem Krakowa i Małopolski, a także ksiądz arcybiskup Jędraszewski. Następnie udaliśmy się do Urzędu Miasta Krakowa, gdzie wydział promocji i turystyki odpowiedział w prosty sposób, że jest po to, żeby wspierać prywatne inicjatywy przedsiębiorców, jeśli one wpisują w zakres działalności urzędu. Oprócz tego kongres poparł Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego i prezes Polskiej Organizacji Turystycznej. Lokalnie, jako partnerów, udało się nam pozyskać, przede wszystkim sanktuarium w Łagiewnikach, i to zarówno siostry, jak i księży, Centrum Jana Pawła II na Białych Morzach, muzeum w Wadowicach, kopalnię soli w Wieliczce, przyjechał jeden z dyrektorów muzeum Auschwitz-Birkenau i zrobił prezentację. Dodatkowo gośćmi honorowymi byli przedstawiciele Fatimy i San Giovanni Rotondo. Myślę, że tak na szczeblu lokalnym, udało się tę społeczność administracyjno-turystyczną poruszyć i zainteresować.

Jak Pan ocenia potencjał Krakowa w zakresie turystyki pielgrzymkowej?

Jest ogromny. Warto zauważyć, że około 90 procent biur turystyki przyjazdowej ma w ofercie wyjazdy związane z tematyką religijno-pielgrzymkową.

Według ostatnich badań rynku turystycznego w Krakowie, turyści przyjeżdżający do miasta w celach religijno-pielgrzymkowych, to około 3,5 proc. wszystkich przyjazdów. Czy Pańskim zdaniem ta liczba może wzrosnąć?

Nie uważam, akurat tej części tego badania za wiarygodną. Znam te badania, one są prezentowane od kilku lat na Forum Turystyki Przyjazdowej. Wydaje mi się, że jest to zaniżone, ponieważ jest trudno aby ktoś określił w sposób ścisły, że jego przyjazd jest z powodów religijnych. Oczywiście, gdyby tu przyjechał papież Franciszek odprawić mszę i milion osób przyjechałoby na Błonia, to byłoby bardzo łatwo policzyć, że ten milion przyjechał tu w celach religijnych. Natomiast ta zwykła turystyka kulturalno-objazdowa przenika się z turystyką pielgrzymkową. Bardzo trudno to odróżnić. Myślę, że nie odkrywam Ameryki mówiąc, że turysta pielgrzymkowy z Włoch czy Hiszpanii, to taki sam turysta jak ten kulturalno-objazdowy. Śpi w cztero-, pięciogwiazdkowych hotelach, je w restauracjach, jeździ autokarami wysokiej klasy, obsługuje go większość tych samych pilotów, czy przewodników i wydaje te same pieniądze. To nie jest nawet taki pielgrzym idący do Częstochowy, czy do Santiago de Compostella. My wykonujemy dla niego zupełnie inny rodzaj pracy. Ten klient przyjeżdża do Polski z powodu kilku różnych jej walorów, zarówno kulturalnych, historycznych, monumentalnych, a ten element religijny skupia się np. na tym, że organizatorem przyjazdu jest ksiądz w parafii. Ta grupa różni się od innych tym, że odprawiają mszę, albo odmawiają różaniec w autokarze. Dlatego uważam, że w tym konkretnym aspekcie, wyniki tych badań są zaniżone. Tak jak sam fakt zbudowania ICE, czy to, że istnieje Expo Kraków, spowodowało, że do miasta zaczęły przyjeżdżać konferencje, w sposób wcześniej nie notowany zaczął się rozwijać przemysł spotkań, tak jeśli chodzi o turystykę religijną, my te "pielgrzymkowe ICE" już mamy. Jest to figura papieża, św. Faustyny Kowalskiej, Maksymiliana Kolbego, sanktuaria, muzea, a sam Kraków jest porównywany do Rzymu, jeśli chodzi o ilość kościołów. To wszystko składa się na tę całą otoczkę. Powtarzam, że te wszystkie miejsca zwiedzają też zwykli turyści, bo to jest część naszej historii i naszego dziedzictwa. Uważam turystykę religijną za takie koło zamachowe, które można wykorzystać, aby przyciągnąć do Krakowa spokojnych, grzecznych, zamożnych turystów, z którymi nie ma żadnych problemów. Takiemu turyście trzeba przygotować nocleg, posiłek, usługę transportową, przewodnika i taki turysta jest na wagę złota w każdym mieście.

Co Pańskim zdaniem powinno się podkreślać promując Polskę za granicą? Jakie ma Pan uwagi, jako przedsiębiorca siedzący w tym biznesie już parę ładnych lat

Myślę, że przede wszystkim trzeba promować polską historię, dziedzictwo, zarówno to historyczne, kulturalne, narodowe, monumentalne. Oczywiście wszystkie miejsca umieszczone na liście UNESCO, przyrodę. Jesteśmy krajem, który ma jedną trzecią powierzchni zalesioną, z tego co mi wiadomo to największy procent w Europie. Małopolska jest w połowie zalesiona. Mamy piękne góry. Nie spodziewam się, że do Polski będą przyjeżdżać Hiszpanie nad morze. Są pewne części turystyki, której nie wypromujemy za granicą. Polacy będą jeździć nad Bałtyk, ale raczej nie Hiszpanie, czy Włosi, którzy mają ogromną linię brzegową w swoich ciepłych, śródziemnomorskich krajach. Polska przyciąga turystę kulturalno-objazdowego, właśnie ta turystyka religijno-pielgrzymkowa, dobrze rozwijający się ostatnio przemysł spotkań. Widzę pewien potencjał, ale to już bardziej niszowy, w turystyce rowerowej, kajakowej, wszystkie hotele organizujące pobyty SPA itd., to oczywiście również. Natomiast jako przedsiębiorca, który musi zarobić na swoją firmę, powiem bez ogródek, że żyjemy ze schematów. Nie da się robić tylko programów niszowych, nie da się żyć tylko z bardzo wyselekcjonowanych grup odwiedzających, podam przykład, tylko zamki krzyżackie w Polsce. Taki program byłoby niezwykle trudno wypromować i przetrwać jako biuro, sprzedając tylko takie programy. Można go sprzedać raz na jakiś czas, grupie osób zafascynowanych tą tematyką. Natomiast my, jako przedsiębiorcy turystyczni, żyjemy z pewnej powtarzalności i schematyczności. Żyjemy z wizyt w Krakowie, Oświęcimiu, Wieliczce, dokładamy Dunajec, Wadowice. Te grupy nie dysponują nieograniczoną ilością czasu, żeby tu przebywać 2-3 tygodnie i zwiedzić np. więcej kościołów na szlaku architektury drewnianej. Jeśli oni zwiedzą Dębno to już jest dużo. Myślę, że tym kierunku powinna iść promocja Polski. A także jako kraju ludzi uprzejmych, młodych, gościnnych, znających języki, przychylnych turystom. Kraju bezpiecznego, gdzie turystyka przynosi ogromne dochody, 6 proc. PKB w skali kraju, a mogłaby przynosić jeszcze więcej.

Jak Pan ocenia działania promocyjne podejmowane przez Polską Organizację Turystyczną?

Powiem otwarcie, że jestem trochę zawiedziony Polską Organizacją Turystyczną. Niewątpliwie w tej organizacji jest wielu rzetelnie wykonujących swoją pracę fachowców i nie chciałbym ich urazić swoją wypowiedzią. Natomiast, do tej pory POT do tej pory dysponowała kwotą 40 mln złotych, w tym roku dostała kolejne 10. Kiedy byłem mały, w czasach ciężkiej komuny, moi rodzice słuchali kabaretu Jana Pietrzaka. Jednym z najczęściej powtarzanych tam sloganów było, że "państwowemu nic się nie opłaca, a prywatnemu wszystko się opłaca". Mnie brakuje w POT takiego elementu właścicielskiego, dobrego zarządzania tymi pieniędzmi. Myślę, że wiele pieniędzy jest po prostu przetracanych i negatywnie odbieram tę całą karuzelę dotyczącą prezesa, czy innych stanowisk. I w ogóle odbieram negatywnie całą część turystyczną w Ministerstwie Sportu i Turystyki. Uważam, że wiele osób nie zna się na tej branży, a mimo to zajmuje różne ważne stanowiska i uważam, że Polska odniosłaby jeszcze większy sukces wizerunkowy, ekonomiczny i finansowy, gdyby istniało ministerstwo turystyki z fachowcami. W takiej sytuacji można by było zlikwidować POT, bo wiadomo, że ludzie z POT staliby się w pewnej części pracownikami takiego ministerstwa. Znający się na swojej pracy minister, cała jego świta i pracownicy skoncentrowani na promocji Polski jeśli chodzi o turystykę przyjazdową z zewnątrz i turystykę krajową. Tak jak dziś turystyka przynosi 6 proc. PKB, to mogło by to wzrosnąć do wartości dwucyfrowych. Jestem przekonany, że gdybyśmy spróbowali zrobić taki pakt, na skalę krajową, że to co zarobi turystyka wydamy na zdrowie, to miałoby to szansę powodzenia. Gdyby padł przekaz "jesteś z Pomorza, jedź w góry, jesteś z południa, jedź nad Bałtyk" i gdyby próbowano zachęcać ludzi do spędzania urlopu w Polsce. Wiadomo, że nie zawsze i nie co roku. Ludzie też chętnie wyjadą w ciepłe kraje. Ale jeśli zaczniemy wydawać więcej pieniędzy w naszym kraju i nakręcać to PKB w turystyce, to może się okazać, że turystyka przynosi te powiedzmy, 12 procent, które potem możemy wydać na szpitale to będzie mistrzostwo świata.

Czy Pańskim zdaniem akcje typu "Weekend za pół ceny" faktycznie przyczyniają się do rozwoju turystyki, czy to taka sztuka dla sztuki?

Uważam, że to dużo dymu, mało ognia. Z całym szacunkiem, wiadomo, że dużo osób z tego korzysta i wiele ośrodków w tym uczestniczy, ale cała praca wykonywana w ramach tej akcji, cała praca medialna jaka tam jest ładowana to sztuka dla sztuki. Na pewno te siły można by lepiej spożytkować, zostawiając te dwa weekendy w ciągu roku. Ale należy promować 52 weekendy w roku, a nie tylko dwa.

Zastanowiły nas kontrowersyjne słowa byłego już prezesa POT, który wyrzucenie muzeum Auschwitz z programów study tourów argumentował tym, że chce promować historię Polski, a nie innych narodów. Czy da się pokazywać Kraków, Małopolskę w oderwaniu od innych mniejszości, które tu mieszkają od setek lat?

Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest kilkutorowa. Po pierwsze, polska historia to nie jest historia tylko Polaków, ale i innych narodów. Były liczne zmiany granic, tyle wojen, tyle różnych ataków, przez setki lat mieszkało tu wiele mniejszości i przedstawicieli różnych religii. Nie mamy się czego wstydzić jeśli chodzi o historię. Natomiast wydaje mi się, że wypowiedź pana Olszewskiego została trochę źle zinterpretowana. Oczywiście nie wiem co myślał, mówiąc te rzeczy, ale wydaje mi się, że miał na myśli, że trudno jest się promować Oświęcimiem. Zresztą Muzeum Auschwitz-Birkenau nie uczestniczy w targach, nie promuje się jako miejsce do zwiedzania, bo jest to miejsce tragiczne, świadczące o kataklizmie dla ludzkości. Myślę, że ówczesny prezes Olszewski miał to na myśli, że nie promujmy się takimi negatywnymi konotacjami, tylko promujmy się pięknem, historią, folklorem, kolorami, zielenią. Może to miał na myśli i w tym sensie może próbowałbym trochę usprawiedliwić tę jego niefortunną wypowiedź. Kilka lat temu, na jednym z festiwali Art Boom, jeden z polskich twórców wybudował taki wagon, jakby tunel, na którym napisał "Auschwitz-Wieliczka", wyśmiewając to, że my tu w Małopolsce to tylko do Auschwitz i do Wieliczki wozimy turystów. Ja uważam, że on nie miał racji. Jak wcześniej mówiłem, żyjemy z powtarzalności. Turyści chcą zobaczyć Auschwitz, Wieliczkę, Dunajec, czy Wadowice to my ich tam wieziemy. Jest podaż - jest popyt. Myślę, że chyba prezes Olszewski miał na myśli ten aspekt promocji, żeby była ona pozytywna, natomiast absolutnie nie zgodzę się wykreślaniem z historii Polski czy to historii Żydów, czy to skomplikowanych relacji polsko-rosyjskich, ukraińskich, polsko-niemieckich i każdych innych, które na przestrzeni tego tysiąca lat zaistniały.




Komentarze

(kiedy jest to możliwe, sugerujemy podpisanie się)

(akceptacja regulaminu)



Tagi:


Komentarze:

Ta strona przetwarza dane osobowe oraz używa COOKIES. Szczegóły przetwarzania danych osobowych są opisane w polityce prywatności. Korzystając z tej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki i akceptujesz regulamin strony. Wszelkie szczegóły w regulaminie, polityce prywatności oraz polityce cookies.
  Akceptuję